women want me, fish fear me
: ndz sie 16, 2026 8:09 pm
Na dobrą sprawę nie miały za sobą jeszcze podróży poślubnej i może pobyt nad pobliskim jeziorem się do miany podobnej wyprawy nie kwalifikował, ale na pewno mogły sobie pozwolić na to, aby nieco zaszaleć z tej okazji, a gdy tylko uda im się lepiej ogarnąć z robotą to wtedy pozwolą sobie na prawdziwy urlop w jakimś bardziej odległym miejscu. Może nawet z Samem, aby zobaczył kawałek świata. W końcu dotychczas nie miał takiej możliwości.
Prawie zaśmiała się widząc to jej spojrzenie i wydmuchnęła dym gdzieś pomiędzy nie, gdy tylko Zaylee odzyskała swojego papierosa. Dobrze, jednak pewne rzeczy nie ulegały tak wielkiej zmianie. Teraz bardziej była skłonna do dzielenia się paczką, a nie konkretną zapaloną fajką. Niech ją cholera.
- Serio? Jesteśmy małżeństwem. Co twoje to moje. Co moje to też twoje - wytknęła jej, gdy tylko koronerka zaciągnęła się ponownie swoim szlugiem, ale nie zamierzała się wykłócać.
Przynajmniej tyle dobrego, że faktycznie pamiętały imprezę urodzinową wuja Randalla, bo z tym również mogłoby być średnio. Chociaż Evina już zdołała się przekonać o tym, że niezależnie jak w złym stanie kończyła to jej pamięć była nienaruszona. Nawet jeśli paru imprez z młodości wolałaby faktycznie nie pamiętać.
- Mój wuj jest jednym z tych powodów? Na pewno będzie z siebie dumny - odparła ze śmiechem, bo mogła już się domyślać tego jak zadziała to na ego Randy'ego.
Może i faktycznie się sponiewierały, ale nie było na tyle źle, aby nie były w stanie samodzielnie dotrzeć do domu. Co prawda po drodze jeszcze natrafiły na drobne problemy, ale poruszały się o własnych siłach i naprawdę dały sobie jakoś radę. Szkoda tylko, że doszło przy okazji do tego potwornego nieporozumienia z funkcjonariuszami.
Tyle dobrego, że Miller nie była tym typem żony, który wyganiał ją na kanapę jeśli tylko sobie popiła, gdy nadarzyła się ku temu okazja. Mimo wszystko starały się jak mogły, aby spędzać noce czy też ich fragmenty w jednym łóżku o ile tylko praca im na to pozwalała. Przynajmniej miały jakieś własne zasady.
- Daruj sobie - mruknęła, bo ten jeden szot naprawdę ugodził w jej dumę.
Nie tego się spodziewała. Miało się to skończyć zupełnie inaczej, ale wyszło jak wyszło. Nie było sensu, aby rozdrapywać rany, bo nic z tego nie wyjdzie. Najwyżej tylko wda się w nie gangrena, a tego z pewnością chciały uniknąć.
- Brzmi jak dobry plan... Zwłaszcza jeśli mowa o wspólnym prysznicu - rzuciła jeszcze zaczepnie.
Nie chodziło nawet o to, aby w jakiś niecny sposób wykorzystać ten prysznic... No, a może trochę. Trudno stwierdzić. Po prostu chętnie spędziłaby nieco czasu w towarzystwie małżonki, a alkohol czasem potrafił z nią wyciągnąć swoistą przylepę.
zaylee miller
Prawie zaśmiała się widząc to jej spojrzenie i wydmuchnęła dym gdzieś pomiędzy nie, gdy tylko Zaylee odzyskała swojego papierosa. Dobrze, jednak pewne rzeczy nie ulegały tak wielkiej zmianie. Teraz bardziej była skłonna do dzielenia się paczką, a nie konkretną zapaloną fajką. Niech ją cholera.
- Serio? Jesteśmy małżeństwem. Co twoje to moje. Co moje to też twoje - wytknęła jej, gdy tylko koronerka zaciągnęła się ponownie swoim szlugiem, ale nie zamierzała się wykłócać.
Przynajmniej tyle dobrego, że faktycznie pamiętały imprezę urodzinową wuja Randalla, bo z tym również mogłoby być średnio. Chociaż Evina już zdołała się przekonać o tym, że niezależnie jak w złym stanie kończyła to jej pamięć była nienaruszona. Nawet jeśli paru imprez z młodości wolałaby faktycznie nie pamiętać.
- Mój wuj jest jednym z tych powodów? Na pewno będzie z siebie dumny - odparła ze śmiechem, bo mogła już się domyślać tego jak zadziała to na ego Randy'ego.
Może i faktycznie się sponiewierały, ale nie było na tyle źle, aby nie były w stanie samodzielnie dotrzeć do domu. Co prawda po drodze jeszcze natrafiły na drobne problemy, ale poruszały się o własnych siłach i naprawdę dały sobie jakoś radę. Szkoda tylko, że doszło przy okazji do tego potwornego nieporozumienia z funkcjonariuszami.
Tyle dobrego, że Miller nie była tym typem żony, który wyganiał ją na kanapę jeśli tylko sobie popiła, gdy nadarzyła się ku temu okazja. Mimo wszystko starały się jak mogły, aby spędzać noce czy też ich fragmenty w jednym łóżku o ile tylko praca im na to pozwalała. Przynajmniej miały jakieś własne zasady.
- Daruj sobie - mruknęła, bo ten jeden szot naprawdę ugodził w jej dumę.
Nie tego się spodziewała. Miało się to skończyć zupełnie inaczej, ale wyszło jak wyszło. Nie było sensu, aby rozdrapywać rany, bo nic z tego nie wyjdzie. Najwyżej tylko wda się w nie gangrena, a tego z pewnością chciały uniknąć.
- Brzmi jak dobry plan... Zwłaszcza jeśli mowa o wspólnym prysznicu - rzuciła jeszcze zaczepnie.
Nie chodziło nawet o to, aby w jakiś niecny sposób wykorzystać ten prysznic... No, a może trochę. Trudno stwierdzić. Po prostu chętnie spędziłaby nieco czasu w towarzystwie małżonki, a alkohol czasem potrafił z nią wyciągnąć swoistą przylepę.
zaylee miller