Nie spodziewała się, że się zgodzi.
W zasadzie była przygotowana na wszystko poza tym krótkim
w porządku. Na kolejne uniesienie brwi, komentarz o tym, że powinna spać, może nawet zwyczajne wyjście bez podejmowania jej jakże wyjątkowo subtelnej aluzji. Nie wzięła jednak pod uwagę wariantu, w którym Damon zrozumie, czego chciała, i po prostu jej to da.
Podniosła policzek z jego uda, kiedy się poruszył, i obserwowała, jak obchodzi łóżko. Nie wiedziała, co zrobić z rękami, spojrzeniem ani sobą, gdy materac ugiął się pod jego ciężarem po drugiej stronie. Najbardziej naturalnym odruchem byłoby odwrócić się do niego plecami, zamknąć oczy i rzeczywiście spróbować zasnąć, no ale wtedy po co właściwie go zatrzymywała?
Przesunęła się ostrożnie bliżej, ostrożnie układając głowę na jego ramieniu, próbując nie komentować tej nierówności w kwestii posiadanych ubrań. Kołdrę pociągnęła za sobą i podsunęła wysoko pod brodę, zasłaniając większość nagiego ciała.
Niesprawiedliwe.
Oparła dłoń na jego klatce piersiowej. Początkowo tylko opuszkami, później całą, kiedy upewniła się, że jej nie zrzuci ani nie zesztywnieje pod dotykiem bardziej, niż już był – teraz, nie paręnaście minut wcześniej. Pod policzkiem czuła rytmiczne unoszenie się klatki przy każdym oddechu. Pachniał alkoholem, potem i sobą. W sumie był to zestaw który w normalnych okolicznościach raczej nie otrzymałby pięciu gwiazdek, ale w tej chwili wydał jej się dziwnie przyjemny.
Jego palce, które opadły na jej ramię, wywołały następny dreszcz.
Śpij, Mal.
Znowu to samo zdrobnienie.
Zamknęła oczy.
Ale sen nie przyszedł.
Przez pierwszych kilka minut nawet się nad tym nie zastanawiała. Leżała nieruchomo skupiając się na jego oddechu, cieple i miarowym biciu serca pod dłonią. Czas mijał. Nie wiedziała, czy upłynęło pięć minut, piętnaście czy pół godziny, ale stopniowo znikało przyjemne otępienie, które wcześniej ułatwiało podejmowanie wyjątkowo wątpliwych decyzji. Szum w głowie osłabł.
Przetrzeźwiała.
Przyanjmniej na tyle, by do świadomości zaczęły docierać rzeczy, które wcześniej skutecznie zagłuszało podniecenie.
Leżała nago w łóżku ze swoim ochroniarzem. (?)
Po tym jak uprawiali seks na tarasie. (???)
Po tym jak właściwie sama go pocałowała, później zaprosiła do sypialni, a na samym końcu wymyśliła beznadziejne kłamstwo o mówieniu przez sen, żeby tylko zgodził się zostać. (?????)
Im więcej trzeźwości wracało, tym bardziej zawstydzona sobą była.
Ale nie żałowała. Akurat tego była pewna nawet bardziej niż wcześniej. Wystarczyło, że czuła jego ciepło przy sobie. Problem stanowiła cała reszta. To, co mogło nastąpić rano, gdy oboje wstaną, zejdą na dół i będą musieli jakoś funkcjonować w tej samej przestrzeni. Seks mógł niczego dla niego nie znaczyć. Zgoda na pozostanie również. Poprosiła, więc został. Była pijana, wycieńczona i prawdopodobnie wyglądała, jakby mogła rozkleić się z powodu krzywo ułożonej poduszki. Może uznał, że bezpieczniej będzie spełnić jej prośbę niż zostawić ją samą. Bo jeszcze by się zjebała na łeb z łóżka, próbując wstać do łazienki, i skręciła sobie kark.
Tylko że otoczył ją ramieniem.
A tego przecież nie musiał tego robić. Tak samo jak nie musiał zanosić jej na górę, przykrywać kołdrą ani wracać.
Miała do niego słabość. To wystarczyło, by ze zwyczajnej uprzejmości zrobić sobie dowód zainteresowania, a z jednego wspólnego łóżka początek czegoś, czego Damon nigdy jej nie obiecał. Wręcz przeciwnie. Od początku utrzymywał dystans i wyraźnie zaznaczał, gdzie znajdowały się granice, dopóki tej nocy nie przesunęli ich tak daleko, że żadna ze stron chyba już nie wiedziała gdzie właściwie powinny przebiegać.
Otworzyła oczy.
W sypialni panował półmrok wystarczający, żeby widziała zarys jego twarzy, rozchylonych powiek, opadających cyklicznie przy mrugnięciu i spojrzenia skierowanego gdzieś przed siebie. Przez dłuższą chwilę po prostu mu się przyglądała. Jego oddech był równy równy, ale nie pogłębił się ani nie zwolnił, więc nie zakładała, że śpi z otwartymi oczami (to by było creepy). Jego amię pod jej głową także nie rozluźniło się całkiem, mięśnie pozostawały napięte, jakby nawet w łóżku po prostu czuwał.
Albo zwyczajnie nie czuł się przy niej komfortowo.
Ta myśl pojawiła się nagle i już nie chciała zniknąć, siejąc destrukcję w niej samej. Może leżał nieruchomo, bo nie wiedział co powinien zrobić. Może czekał, aż zaśnie, żeby móc się wycofać bez kolejnej niezręcznej rozmowy. Może teraz, kiedy alkohol powoli opuszczał również jego organizm, zaczynał rozumieć, że popełnił błąd.
—
Nie śpisz — powiedziała cicho. Oczywista oczywistość. Dziesięć punktów za spostrzegawczość. Uniosła nieznacznie głowę, żeby lepiej widzieć jego twarz i oparła brodę na swojej dłoni. —
Nie musisz tu leżeć tylko dlatego, że cię o to poprosiłam — dodała po chwili. —
Nie boję się spać sama jak coś — dodała, w ramach słabego żartu, w którym spróbowała rozpuścić własny niepokój i zmiękczyć ewentualnie zniszczenia, jakie mogłoby przynieść jego pełne ulgi ‘o, super, to ja spierdalam do siebie’.
Damon Tae