Sad birds still sing
: pt paź 30, 2026 6:09 pm
Słyszał jej słowa, ale miał wrażenie, że docierają do niego zza grubej tafli szkła, zniekształcone i niewyraźne. Jeśli żartowała, Sawyer nie był w stanie tego żartu wyłapać — nie starał się nawet. Dlatego po prostu oparł się na niej bez słowa, mrucząc tylko w odpowiedzi jakieś nieartykułowane dźwięki i powierzając jej większą część swojego ciężaru, bo nogi niebezpiecznie się pod nim uginały z każdym kolejnym krokiem. Był świadomy wystarczająco, żeby wiedzieć, gdzie są i widzieć drzwi, do których kierowali się wolno — zbyt wolno, wrzeszczał z tyłu głowy instynkt — ale nie był zdolny do czujnego obserwowania otoczenia i wyłapywania tych detali, których nigdy nie pomijał.
Czy nie śledzi ich jakaś niechciana para oczu. Czy nie jechało za nimi podejrzanie długo żadne auto. Czy teren jest czysty. Czy pokój jest bezpieczny. Czy coś się nie zmieniło w otoczeniu podłego motelu, w którym się zatrzymał; coś nieistotnego dla ludzi, którzy nie wiedzieli, gdzie należy patrzeć, ale dla niego zmieniającego cały obraz rzeczywistości.
Jego myśli rozbiegały się i uciekały bez kontroli, a cały świat zawęził się do wąskiego pasma wypełnionego ściśle cierpieniem.
Słyszał głos Darcy tuż obok siebie i drugi, męski; poczuł na sobie cudze dłonie, kiedy wpechnięto jego niemal bezwładne ciało w ramiona innego człowieka. Stracił przytomność, jeszcze zanim ciało uderzyło o materac. Szmata przyciskana dotąd kurczowo do boku odkleiła się od rany i bezwładnie opadła na ziemię gdzieś w nogach łóżka, a pocięta koszulka odkryła świeżą ranę.
Na przemian tracił i odzyskiwał przytomność. Dryfował między tymi stanami właściwie bezwiednie i bez szansy na decyzję — to ciało wybierało za niego — zanurzony w lepkim oparze środków przeciwbólowych. Skupienie się było niemożliwe, a wspomnienia były jedynie poszatkowaną, przemieloną i wyrzyganą z powrotem mieszaniną strzępków obrazów. Mgliście pamiętał wieczór, wyraźniej zaś Darcy i dziurę w boku, jaką zagwarantował mu pieprzony nóż, czuł ostry zapach krwi, natomiast zupełnie wyparł ze świadomości istnienie i smutny koniec Gibbsa. Kiedy się przebudzał, rana go nie bolała, jednak nie czuł też kończyn i nie mógł poruszyć nawet palcami. Po prostu leżał ciężko, bezwładnie, aż oczy znów uciekały w głąb czaszki, a on osuwał się w ciemną pustkę braku przytomności.
Długo było ciemno w tych przebłyskach świadomości, kiedy jednak obudził się naprawdę, pokój był nieprzyjemnie jasny, nawet mimo zaciągniętych zasłon. Musi być dzień, dotarło do niego z trudem. Nie miał pojęcia która godzina, przez chwilę nie wiedział też, gdzie się znajduje i co się stało. Informacje wracały do niego powoli, partiami, aż wreszcie ułożyły się we względnie sensowny wzór wydarzeń zeszłej nocy… Chociaż czy aby na pewno zeszłej?
Sawyer musiał się dowiedzieć. Jednak kiedy spróbował się poruszyć, ból szarpnął się gwałtownie w tkankach i wgryzł się w żebra, a nawet zacisnął stalowe szpony na krtani, z której wyrwał się jedynie stłumiony jęk. Poza najgorszą raną kłutą Sawyer odniósł też inne obrażenia i teraz czuł ich skutki; uporczywe pulsowanie w głowie być może świadczące o wstrząsie mózgu, liczne siniaki po bójce, spuchnięte lewe oko, którego nie mógł otworzyć do końca.
K u r w a . m a ć .
Wymacał dłonią opatrunek na brzuchu, drugą przesunął po pościeli obok siebie. Zamarł jednak, kiedy usłyszał kobiecy głos. Blisko. W pierwszej chwili instynkt nakazał ucieczkę i mięśnie spięły się, wywołując kolejną falę bólu. Dopiero po kilku gwałtownych uderzeniach serca wreszcie zrozumiał.
— Darcy — wycharczał idiotycznie, ignorując jej słowa, które jeszcze nie nabrały sensu w jego uszach, i zdał sobie sprawę, że w gardle ma istną pustynię.
Nagle kobieta pojawiła się nad nim, sama weszła w jego ograniczone pole widzenia. Dotknęła jego twarzy, powiedziała coś o gorączce. Sawyer zamrugał i spróbował przełknąć ślinę; to byłby dobry początek, niestety nie było żadnej śliny w jego ustach.
Myślenie przychodziło mu z trudem, ale z każdą chwilą kojarzył coraz lepiej. Zatrzymał tępe spojrzenie na jej wargach, kiedy się uśmiechnęła — i nawet dotarło do niego, że go obraża, to jednak w obecnych okolicznościach nie mogłoby go urazić — przez chwilę pozwalając sobie po prostu na gapienie się na nią, wciąż leżąc na plecach.
— Chyba jednak mam — odparł na jej stwierdzenie o osobie, która mogłaby się nim zająć, z trudem wypowiadając kolejne słowa i być może trochę przy tym bełkocząc. Dawka środków przeciwbólowych musiała być potężna nawet jak na niego i Sawyer miał dla medyka wyłącznie wdzięczność w tym zakresie. Bo już czuł na horyzoncie ćmienie bólu niczym odległą, ale realną groźbę. — Nie tylko księżniczka, teraz jeszcze anioł stróż.
Sam się nawet uśmiechnął po tych słowach.
A przynajmniej — spróbował.
— Nie wiem jak się wypłacę — dodał, i choć oczywiście miał to być sarkazm, to wyszedł średnio przekonująco z uwagi na jego kiepskie samopoczucie.
Przymknął powieki tylko na moment, którego potrzebował, żeby zmusić ciało do ruchu. Potrzebował wstać. . M u s i a ł . wstać i to z więcej niż jednego powodu, a potrzeby fizjologiczne akurat były przy końcu tej listy. Wziął wdech, wypuścił powietrze nosem i spróbował.
— Ile?... — zapytał, przewalając się ciężko na bok na uwalonej potem i zakrzepłą krwią pościeli. — Ile minęło? Która godzina? — wydyszał, podnosząc się ciężko do pionu i natychmiast tego pożałował. Poczuł żółć w ustach i przez chwilę miał wrażenie, że zaraz wyrzyga się na podłogę, ostatecznie jednak odruch minął. Najwyraźniej żołądek też wiedział, że nie ma czym wymiotować. Wreszcie dotarło do niego, że być może zadał złe pytanie. Niewystarczająco precyzyjne. Dlatego podniósł wzrok i spojrzał na Darcy. — Albo dzień? — poprawił się.
Nie zamierzał pytać, co ona tu właściwie jeszcze robi i czy ktoś jej płaci za siedzenie nad na wpół trupem.
Darcy Bowman
Czy nie śledzi ich jakaś niechciana para oczu. Czy nie jechało za nimi podejrzanie długo żadne auto. Czy teren jest czysty. Czy pokój jest bezpieczny. Czy coś się nie zmieniło w otoczeniu podłego motelu, w którym się zatrzymał; coś nieistotnego dla ludzi, którzy nie wiedzieli, gdzie należy patrzeć, ale dla niego zmieniającego cały obraz rzeczywistości.
Jego myśli rozbiegały się i uciekały bez kontroli, a cały świat zawęził się do wąskiego pasma wypełnionego ściśle cierpieniem.
Słyszał głos Darcy tuż obok siebie i drugi, męski; poczuł na sobie cudze dłonie, kiedy wpechnięto jego niemal bezwładne ciało w ramiona innego człowieka. Stracił przytomność, jeszcze zanim ciało uderzyło o materac. Szmata przyciskana dotąd kurczowo do boku odkleiła się od rany i bezwładnie opadła na ziemię gdzieś w nogach łóżka, a pocięta koszulka odkryła świeżą ranę.
Na przemian tracił i odzyskiwał przytomność. Dryfował między tymi stanami właściwie bezwiednie i bez szansy na decyzję — to ciało wybierało za niego — zanurzony w lepkim oparze środków przeciwbólowych. Skupienie się było niemożliwe, a wspomnienia były jedynie poszatkowaną, przemieloną i wyrzyganą z powrotem mieszaniną strzępków obrazów. Mgliście pamiętał wieczór, wyraźniej zaś Darcy i dziurę w boku, jaką zagwarantował mu pieprzony nóż, czuł ostry zapach krwi, natomiast zupełnie wyparł ze świadomości istnienie i smutny koniec Gibbsa. Kiedy się przebudzał, rana go nie bolała, jednak nie czuł też kończyn i nie mógł poruszyć nawet palcami. Po prostu leżał ciężko, bezwładnie, aż oczy znów uciekały w głąb czaszki, a on osuwał się w ciemną pustkę braku przytomności.
Długo było ciemno w tych przebłyskach świadomości, kiedy jednak obudził się naprawdę, pokój był nieprzyjemnie jasny, nawet mimo zaciągniętych zasłon. Musi być dzień, dotarło do niego z trudem. Nie miał pojęcia która godzina, przez chwilę nie wiedział też, gdzie się znajduje i co się stało. Informacje wracały do niego powoli, partiami, aż wreszcie ułożyły się we względnie sensowny wzór wydarzeń zeszłej nocy… Chociaż czy aby na pewno zeszłej?
Sawyer musiał się dowiedzieć. Jednak kiedy spróbował się poruszyć, ból szarpnął się gwałtownie w tkankach i wgryzł się w żebra, a nawet zacisnął stalowe szpony na krtani, z której wyrwał się jedynie stłumiony jęk. Poza najgorszą raną kłutą Sawyer odniósł też inne obrażenia i teraz czuł ich skutki; uporczywe pulsowanie w głowie być może świadczące o wstrząsie mózgu, liczne siniaki po bójce, spuchnięte lewe oko, którego nie mógł otworzyć do końca.
K u r w a . m a ć .
Wymacał dłonią opatrunek na brzuchu, drugą przesunął po pościeli obok siebie. Zamarł jednak, kiedy usłyszał kobiecy głos. Blisko. W pierwszej chwili instynkt nakazał ucieczkę i mięśnie spięły się, wywołując kolejną falę bólu. Dopiero po kilku gwałtownych uderzeniach serca wreszcie zrozumiał.
— Darcy — wycharczał idiotycznie, ignorując jej słowa, które jeszcze nie nabrały sensu w jego uszach, i zdał sobie sprawę, że w gardle ma istną pustynię.
Nagle kobieta pojawiła się nad nim, sama weszła w jego ograniczone pole widzenia. Dotknęła jego twarzy, powiedziała coś o gorączce. Sawyer zamrugał i spróbował przełknąć ślinę; to byłby dobry początek, niestety nie było żadnej śliny w jego ustach.
Myślenie przychodziło mu z trudem, ale z każdą chwilą kojarzył coraz lepiej. Zatrzymał tępe spojrzenie na jej wargach, kiedy się uśmiechnęła — i nawet dotarło do niego, że go obraża, to jednak w obecnych okolicznościach nie mogłoby go urazić — przez chwilę pozwalając sobie po prostu na gapienie się na nią, wciąż leżąc na plecach.
— Chyba jednak mam — odparł na jej stwierdzenie o osobie, która mogłaby się nim zająć, z trudem wypowiadając kolejne słowa i być może trochę przy tym bełkocząc. Dawka środków przeciwbólowych musiała być potężna nawet jak na niego i Sawyer miał dla medyka wyłącznie wdzięczność w tym zakresie. Bo już czuł na horyzoncie ćmienie bólu niczym odległą, ale realną groźbę. — Nie tylko księżniczka, teraz jeszcze anioł stróż.
Sam się nawet uśmiechnął po tych słowach.
A przynajmniej — spróbował.
— Nie wiem jak się wypłacę — dodał, i choć oczywiście miał to być sarkazm, to wyszedł średnio przekonująco z uwagi na jego kiepskie samopoczucie.
Przymknął powieki tylko na moment, którego potrzebował, żeby zmusić ciało do ruchu. Potrzebował wstać. . M u s i a ł . wstać i to z więcej niż jednego powodu, a potrzeby fizjologiczne akurat były przy końcu tej listy. Wziął wdech, wypuścił powietrze nosem i spróbował.
— Ile?... — zapytał, przewalając się ciężko na bok na uwalonej potem i zakrzepłą krwią pościeli. — Ile minęło? Która godzina? — wydyszał, podnosząc się ciężko do pionu i natychmiast tego pożałował. Poczuł żółć w ustach i przez chwilę miał wrażenie, że zaraz wyrzyga się na podłogę, ostatecznie jednak odruch minął. Najwyraźniej żołądek też wiedział, że nie ma czym wymiotować. Wreszcie dotarło do niego, że być może zadał złe pytanie. Niewystarczająco precyzyjne. Dlatego podniósł wzrok i spojrzał na Darcy. — Albo dzień? — poprawił się.
Nie zamierzał pytać, co ona tu właściwie jeszcze robi i czy ktoś jej płaci za siedzenie nad na wpół trupem.
Darcy Bowman