see what is left of us, how we ended
: wt wrz 01, 2026 8:02 pm
Przyglądał jej się bez oporów gdy odwróciła się tyłem, nieświadoma jego wzroku podążającego za każdym jej ruchem. Mógłby wyjaśnić, że zwyczajnie był uważnym rozmówcą, bądź też nie miał nic lepszego do roboty poza tkwieniem obok i schnięciem, ale racjonalność tych wymówek w niczym nie tłumaczyła jego nagle zdobytej spostrzegawczości.
Patrzył na jej dłonie, metodyczne ruchy wykonywane nad deską do krojenia. Ciemne włosy opadające na ramię gdy pochyliła się nad blatem - część z nich wciąż mokra, część sucha w plątaninie prostych pasm i podkręconych końcówek.
Zwyczajność tej chwili nie umykała jego uwadze.
Tkwił w kuchni kobiety, która nie chciała przyjąć od niego nawet butelki wody nie mówiąc o pozostaniu w apartamencie nawet, gdy zaoferował, że sam z niego wyjdzie. Znał się na ludziach - ale coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że nie znał się na ludziach takich jak Violet Haze.
Może dlatego, że dotąd żadnej takiej osoby innej nie spotkał. Była tylko ona, z chaosem podejmowanych przez siebie decyzji i tą dziwną grą w zimno-gorąco, która doprowadzałaby go do frustracji gdyby nie widział, że nie robiła jej z premedytacją.
I gdyby nie widział tego uśmiechu, do którego wcześniej nie wiedział, że w ogóle bywała zdolna.
Odnotował subtelną zmianę w jej głosie gdy wspomniała o siostrze. Dwa do dwóch dodały się w jego głowie z pewnym opóźnieniem, tak jak buty leżące w przedpokoju czy druga para zamkniętych drzwi, które nie prowadziły do jej sypialni.
Mieszkała z siostrą.
Coś cięższego na moment zagościło w jego klatce piersiowej wracając do wspomnienia jej ojca, który nie tak dawno zmarł. Potrzeba zajmowania się czternastoletnią siostrą z pewnością wymuszała w człowieku zmianę priorytetów.
Były s a m e.
Jego serce zamarło na jedno uderzenie. Czy już tydzień temu była na obozie piłkarskim? Czy tkwiła w domu, w jej mieszkaniu, podczas gdy on usiłował zatrzymać ją przed powrotem do niego dla jej bezpieczeństwa? Nawet przez myśl nie przeszło mu, że mogła mieszkać z członkiem rodziny. Powinien sprawdzić ją lepiej, powinien wiedzieć lepiej.
Wyczuł moment, w którym zmieniła temat. Podjął się go, nie zamierzając wracać do tego, o czym ewidentnie nie chciała w tej chwili rozmawiać. Był obcym w tym mieszkaniu, jak i w rzeczywistości, w której znalazła się nagle, zmuszona do przyjęcia roli, na którą być może nie była gotowa.
Nawet jemu zdarzało się czasem znać swoje miejsce.
- Nie sądzę, żeby kiedykolwiek ci się to udało - odrzucił z nutą prowokacji, przyglądając jej się gdy przekładała jakieś warzywa do miski, jego brew uniosła się lekko gdy studiował jej czerwoną zawartość. - Chyba, że twój obiad będzie zawierał podejrzaną ilość jabłek z pestkami.
Jego wzrok leniwie prześlizgnął się po jej profilu, przez długą szyję, materiał zarzuconej koszulki aż po dłoń, którą wskazała jedną z szafek. Westchnął ostentacyjnie, jakby przymus ruszenia się z miejsca stanowił dla niego ogromny problem, nim oderwał się od blatu, o który siedział oparty i podszedł bliżej.
- Moja użyteczność może się na tym skończyć - odrzucił za nią zaczepnie, wchodząc do wąskiej przestrzeni kuchni. Nie stanowiła szczególnie wysokiej przeszkody - stając za nią, sięgnął do górnej szafki i wyjął z jej wnętrza dwa talerze ponad jej głową, odkładając je następnie na blat.
Gdy się odwrócił, stała tuż przy nim.
Na tyle blisko, że w kuchennym świetle dostrzegał znów ten cholerny ślad, ten cień na jej policzku, który nie był wyłącznie przywidzeniem w półmroku samochodu i którego nie zmył deszcz. Oderwał od niego wzrok, unosząc go wyżej, spoglądając w te ciemne tęczówki nim za nimi, dotarł do trzymanego w jej dłoni noża.
- Dla ciebie będę odważny - rzucił sarkastycznie, wyciągając rękę po ostrze, którym potrafił się posługiwać, choć nigdy nie robił tego w kuchni. - Któreś z nas w końcu musi, bambi.
you're already my poison
Patrzył na jej dłonie, metodyczne ruchy wykonywane nad deską do krojenia. Ciemne włosy opadające na ramię gdy pochyliła się nad blatem - część z nich wciąż mokra, część sucha w plątaninie prostych pasm i podkręconych końcówek.
Zwyczajność tej chwili nie umykała jego uwadze.
Tkwił w kuchni kobiety, która nie chciała przyjąć od niego nawet butelki wody nie mówiąc o pozostaniu w apartamencie nawet, gdy zaoferował, że sam z niego wyjdzie. Znał się na ludziach - ale coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że nie znał się na ludziach takich jak Violet Haze.
Może dlatego, że dotąd żadnej takiej osoby innej nie spotkał. Była tylko ona, z chaosem podejmowanych przez siebie decyzji i tą dziwną grą w zimno-gorąco, która doprowadzałaby go do frustracji gdyby nie widział, że nie robiła jej z premedytacją.
I gdyby nie widział tego uśmiechu, do którego wcześniej nie wiedział, że w ogóle bywała zdolna.
Odnotował subtelną zmianę w jej głosie gdy wspomniała o siostrze. Dwa do dwóch dodały się w jego głowie z pewnym opóźnieniem, tak jak buty leżące w przedpokoju czy druga para zamkniętych drzwi, które nie prowadziły do jej sypialni.
Mieszkała z siostrą.
Coś cięższego na moment zagościło w jego klatce piersiowej wracając do wspomnienia jej ojca, który nie tak dawno zmarł. Potrzeba zajmowania się czternastoletnią siostrą z pewnością wymuszała w człowieku zmianę priorytetów.
Były s a m e.
Jego serce zamarło na jedno uderzenie. Czy już tydzień temu była na obozie piłkarskim? Czy tkwiła w domu, w jej mieszkaniu, podczas gdy on usiłował zatrzymać ją przed powrotem do niego dla jej bezpieczeństwa? Nawet przez myśl nie przeszło mu, że mogła mieszkać z członkiem rodziny. Powinien sprawdzić ją lepiej, powinien wiedzieć lepiej.
Wyczuł moment, w którym zmieniła temat. Podjął się go, nie zamierzając wracać do tego, o czym ewidentnie nie chciała w tej chwili rozmawiać. Był obcym w tym mieszkaniu, jak i w rzeczywistości, w której znalazła się nagle, zmuszona do przyjęcia roli, na którą być może nie była gotowa.
Nawet jemu zdarzało się czasem znać swoje miejsce.
- Nie sądzę, żeby kiedykolwiek ci się to udało - odrzucił z nutą prowokacji, przyglądając jej się gdy przekładała jakieś warzywa do miski, jego brew uniosła się lekko gdy studiował jej czerwoną zawartość. - Chyba, że twój obiad będzie zawierał podejrzaną ilość jabłek z pestkami.
Jego wzrok leniwie prześlizgnął się po jej profilu, przez długą szyję, materiał zarzuconej koszulki aż po dłoń, którą wskazała jedną z szafek. Westchnął ostentacyjnie, jakby przymus ruszenia się z miejsca stanowił dla niego ogromny problem, nim oderwał się od blatu, o który siedział oparty i podszedł bliżej.
- Moja użyteczność może się na tym skończyć - odrzucił za nią zaczepnie, wchodząc do wąskiej przestrzeni kuchni. Nie stanowiła szczególnie wysokiej przeszkody - stając za nią, sięgnął do górnej szafki i wyjął z jej wnętrza dwa talerze ponad jej głową, odkładając je następnie na blat.
Gdy się odwrócił, stała tuż przy nim.
Na tyle blisko, że w kuchennym świetle dostrzegał znów ten cholerny ślad, ten cień na jej policzku, który nie był wyłącznie przywidzeniem w półmroku samochodu i którego nie zmył deszcz. Oderwał od niego wzrok, unosząc go wyżej, spoglądając w te ciemne tęczówki nim za nimi, dotarł do trzymanego w jej dłoni noża.
- Dla ciebie będę odważny - rzucił sarkastycznie, wyciągając rękę po ostrze, którym potrafił się posługiwać, choć nigdy nie robił tego w kuchni. - Któreś z nas w końcu musi, bambi.
you're already my poison