i'm a million bucks on a queen motel bed
: wt wrz 01, 2026 12:46 pm
Miała dobrą intuicję, ale rzadko się nią kierowała. Zdecydowanie bardziej wolała oprzeć się na konkretnych faktach niż zaufać własnemu przeczuciu, które równie dobrze mogło okazać się kompletną bzdurą. Można więc powiedzieć, że doradzając żonie, żeby grała dalej, po prostu dopisało jej zwykłe szczęście. Pierwszy raz tego wieczoru. Chociaż oczywiście Miller wolałaby wierzyć, że to nie przypadek, tylko jej wybitne zdolności strategiczne.
— Możesz po prostu powiedzieć, że wyglądam zajebiście seksownie i to w zupełności mi wystarczy — spojrzała pobłażliwie na Swanson. Dalej uważała, że ta dama była lekką przesadą. One przecież nie prawiły sobie takich komplementów. To kompletnie nie było w ich stylu. Zdecydowanie bardziej pasowało do nich wzajemne dogryzanie sobie niż jakieś przesadnie słodkie wyznania. Dlatego miała nadzieję, że Evina nie upije się do tego stopnia, żeby zacząć rzucać kolejnymi tego typu tekstami. Zaylee naprawdę nie potrzebowała niezręcznych komplementów ani zapewnień, że jest piękna, wyjątkowa czy w ogóle najwspanialsza na świecie. Doskonale znała swoją wartość. A jeśli ktoś miał jej o niej przypominać, to zdecydowanie w mniej ckliwy sposób.
— Ty boga w sercu nie masz, Swanson — prychnęła, trochę jak kot, kiedy żona w tak nieprzychylny sposób wyraziła się o kofeinie. Nie znała się i nie wiedziała, co dobre, więc czasami naprawdę powinna pomyśleć z sześćdziesiąt dziewięć razy, zanim coś palnie.
Na razie detektywka była bardzo pewna siebie, przekonana co do tego, że w żadnym wypadku nie będzie trzeba prowadzić jej do łóżka. Ciekawe, czy dalej będzie taka cwana po całej butelce szampana i kolejnej szklance whisky. Miller chętnie się o tym przekona. Sama nawet nie zamierzała udawać, że może bez problemu doczłapać do pokoju o własnych siłach. Nie miała tak mocnej głowy jak Evina. Właściwie bardzo było jej do tego daleko. U niej granica między czuję się świetnie a właśnie zaczynam podejmować decyzje, których jutro będę żałować była naprawdę chwiejna i Miller doskonale wiedziała, że do tego drugiego stanu wcale nie potrzebowała przesadnie dużo alkoholu.
— Za ten wieczór — przystawiła swoją szklankę do tej, która znajdowała się w dłoni małżonki, a w powietrzu uniósł się charakterystyczny brzdęk szkła. Dla kogo będzie niezapomniany, dla tego będzie. Prawdopodobieństwo, że Zaylee niewiele z niego zapamięta, było zdecydowanie niezerowe.
Nagła ciemność, która garnęła lokal wskazywała na jakąś awarię. Albo i nie, bo lampy po chwili znów zamigotały, a tle zawodziła Ruby, która bardzo ubolewała nad swoją tiarą.
— A to ona była wysadzana diamentami, czy jaki chuj? — zerknęła niepewnie na Swanson. Do tej pory tkwiła w przekonaniu, że tiara Lewis to kawałek plastiku. Nawet jeśli, to ktoś się nie bał i zajebał. Po oczach żony widziała, co łaziło jej po głowie, na co Miller zareagowała wywróceniem oczy. Wychodziły z domu raz na ruski rok i nawet wtedy nie mogły odpocząć od pracy? Westchnęła w końcu ze zrezygnowaniem i i wywróciła ostentacyjnie oczami. — Pani przodem, pani detektyw — gestem ręki zaprosiła ją do loży. Sama też zsunęła się z hokera i dzierżąc w jednej ręce kieliszek z Espresso Martini, a w drugiej butelkę Dom Perignon ruszyła w stronę zapłakanej dyspozytorki, która objęła kurczowo nogę striptizera. Facet nie był jednak głównym podejrzanym, po prostu stanowił teraz dla Ruby coś w rodzaju podpory.
Evina J. Swanson
— Możesz po prostu powiedzieć, że wyglądam zajebiście seksownie i to w zupełności mi wystarczy — spojrzała pobłażliwie na Swanson. Dalej uważała, że ta dama była lekką przesadą. One przecież nie prawiły sobie takich komplementów. To kompletnie nie było w ich stylu. Zdecydowanie bardziej pasowało do nich wzajemne dogryzanie sobie niż jakieś przesadnie słodkie wyznania. Dlatego miała nadzieję, że Evina nie upije się do tego stopnia, żeby zacząć rzucać kolejnymi tego typu tekstami. Zaylee naprawdę nie potrzebowała niezręcznych komplementów ani zapewnień, że jest piękna, wyjątkowa czy w ogóle najwspanialsza na świecie. Doskonale znała swoją wartość. A jeśli ktoś miał jej o niej przypominać, to zdecydowanie w mniej ckliwy sposób.
— Ty boga w sercu nie masz, Swanson — prychnęła, trochę jak kot, kiedy żona w tak nieprzychylny sposób wyraziła się o kofeinie. Nie znała się i nie wiedziała, co dobre, więc czasami naprawdę powinna pomyśleć z sześćdziesiąt dziewięć razy, zanim coś palnie.
Na razie detektywka była bardzo pewna siebie, przekonana co do tego, że w żadnym wypadku nie będzie trzeba prowadzić jej do łóżka. Ciekawe, czy dalej będzie taka cwana po całej butelce szampana i kolejnej szklance whisky. Miller chętnie się o tym przekona. Sama nawet nie zamierzała udawać, że może bez problemu doczłapać do pokoju o własnych siłach. Nie miała tak mocnej głowy jak Evina. Właściwie bardzo było jej do tego daleko. U niej granica między czuję się świetnie a właśnie zaczynam podejmować decyzje, których jutro będę żałować była naprawdę chwiejna i Miller doskonale wiedziała, że do tego drugiego stanu wcale nie potrzebowała przesadnie dużo alkoholu.
— Za ten wieczór — przystawiła swoją szklankę do tej, która znajdowała się w dłoni małżonki, a w powietrzu uniósł się charakterystyczny brzdęk szkła. Dla kogo będzie niezapomniany, dla tego będzie. Prawdopodobieństwo, że Zaylee niewiele z niego zapamięta, było zdecydowanie niezerowe.
Nagła ciemność, która garnęła lokal wskazywała na jakąś awarię. Albo i nie, bo lampy po chwili znów zamigotały, a tle zawodziła Ruby, która bardzo ubolewała nad swoją tiarą.
— A to ona była wysadzana diamentami, czy jaki chuj? — zerknęła niepewnie na Swanson. Do tej pory tkwiła w przekonaniu, że tiara Lewis to kawałek plastiku. Nawet jeśli, to ktoś się nie bał i zajebał. Po oczach żony widziała, co łaziło jej po głowie, na co Miller zareagowała wywróceniem oczy. Wychodziły z domu raz na ruski rok i nawet wtedy nie mogły odpocząć od pracy? Westchnęła w końcu ze zrezygnowaniem i i wywróciła ostentacyjnie oczami. — Pani przodem, pani detektyw — gestem ręki zaprosiła ją do loży. Sama też zsunęła się z hokera i dzierżąc w jednej ręce kieliszek z Espresso Martini, a w drugiej butelkę Dom Perignon ruszyła w stronę zapłakanej dyspozytorki, która objęła kurczowo nogę striptizera. Facet nie był jednak głównym podejrzanym, po prostu stanowił teraz dla Ruby coś w rodzaju podpory.
Evina J. Swanson