Strona 4 z 4

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt wrz 01, 2026 12:46 pm
autor: zaylee miller
Miała dobrą intuicję, ale rzadko się nią kierowała. Zdecydowanie bardziej wolała oprzeć się na konkretnych faktach niż zaufać własnemu przeczuciu, które równie dobrze mogło okazać się kompletną bzdurą. Można więc powiedzieć, że doradzając żonie, żeby grała dalej, po prostu dopisało jej zwykłe szczęście. Pierwszy raz tego wieczoru. Chociaż oczywiście Miller wolałaby wierzyć, że to nie przypadek, tylko jej wybitne zdolności strategiczne.
Możesz po prostu powiedzieć, że wyglądam zajebiście seksownie i to w zupełności mi wystarczy — spojrzała pobłażliwie na Swanson. Dalej uważała, że ta dama była lekką przesadą. One przecież nie prawiły sobie takich komplementów. To kompletnie nie było w ich stylu. Zdecydowanie bardziej pasowało do nich wzajemne dogryzanie sobie niż jakieś przesadnie słodkie wyznania. Dlatego miała nadzieję, że Evina nie upije się do tego stopnia, żeby zacząć rzucać kolejnymi tego typu tekstami. Zaylee naprawdę nie potrzebowała niezręcznych komplementów ani zapewnień, że jest piękna, wyjątkowa czy w ogóle najwspanialsza na świecie. Doskonale znała swoją wartość. A jeśli ktoś miał jej o niej przypominać, to zdecydowanie w mniej ckliwy sposób.
Ty boga w sercu nie masz, Swanson — prychnęła, trochę jak kot, kiedy żona w tak nieprzychylny sposób wyraziła się o kofeinie. Nie znała się i nie wiedziała, co dobre, więc czasami naprawdę powinna pomyśleć z sześćdziesiąt dziewięć razy, zanim coś palnie.
Na razie detektywka była bardzo pewna siebie, przekonana co do tego, że w żadnym wypadku nie będzie trzeba prowadzić jej do łóżka. Ciekawe, czy dalej będzie taka cwana po całej butelce szampana i kolejnej szklance whisky. Miller chętnie się o tym przekona. Sama nawet nie zamierzała udawać, że może bez problemu doczłapać do pokoju o własnych siłach. Nie miała tak mocnej głowy jak Evina. Właściwie bardzo było jej do tego daleko. U niej granica między czuję się świetnie a właśnie zaczynam podejmować decyzje, których jutro będę żałować była naprawdę chwiejna i Miller doskonale wiedziała, że do tego drugiego stanu wcale nie potrzebowała przesadnie dużo alkoholu.
Za ten wieczór — przystawiła swoją szklankę do tej, która znajdowała się w dłoni małżonki, a w powietrzu uniósł się charakterystyczny brzdęk szkła. Dla kogo będzie niezapomniany, dla tego będzie. Prawdopodobieństwo, że Zaylee niewiele z niego zapamięta, było zdecydowanie niezerowe.
Nagła ciemność, która garnęła lokal wskazywała na jakąś awarię. Albo i nie, bo lampy po chwili znów zamigotały, a tle zawodziła Ruby, która bardzo ubolewała nad swoją tiarą.
A to ona była wysadzana diamentami, czy jaki chuj? — zerknęła niepewnie na Swanson. Do tej pory tkwiła w przekonaniu, że tiara Lewis to kawałek plastiku. Nawet jeśli, to ktoś się nie bał i zajebał. Po oczach żony widziała, co łaziło jej po głowie, na co Miller zareagowała wywróceniem oczy. Wychodziły z domu raz na ruski rok i nawet wtedy nie mogły odpocząć od pracy? Westchnęła w końcu ze zrezygnowaniem i i wywróciła ostentacyjnie oczami. — Pani przodem, pani detektyw — gestem ręki zaprosiła ją do loży. Sama też zsunęła się z hokera i dzierżąc w jednej ręce kieliszek z Espresso Martini, a w drugiej butelkę Dom Perignon ruszyła w stronę zapłakanej dyspozytorki, która objęła kurczowo nogę striptizera. Facet nie był jednak głównym podejrzanym, po prostu stanowił teraz dla Ruby coś w rodzaju podpory.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt wrz 01, 2026 4:03 pm
autor: Evina J. Swanson
Zawierzanie swojej intuicji kończyło się naprawdę różnie. Czasami miała ona rację, a innym razem można było tylko dać się zwieść temu, co podpowiadała człowiekowi. O ile jeszcze w niektórych przypadkach mógł on się opierać na pewnych przesłankach, które odbierała ludzka świadomość, tak tutaj miały do czynienia z hazardem. Wszelkie przeczucia polegały jedynie na zgadywaniu tego, co przyniesie przyszłość. Całe szczęście, że tutaj przyniosła wygraną.
- Mogłabym, ale czy to nie byłoby nudne? - zapytała, spoglądając uważnie na koronerkę. - Poza tym serio się tak czepiasz jednego słówka, które zostało wypowiedziane lekko?
Na dobrą sprawę żadna z nich nie była wielką damą, ale mogły przynajmniej rzucić taki komentarz w formie nieco humorystycznego komplementu. Najwyraźniej jednak Zaylee dalej brakowało drinka czy dwóch, aby takie rzeczy docenić. Całe szczęście, że nie potrzebowała wiele, aby się wstawić. W przeciwieństwie do Swanson, która została obdarzona mocną głową.
- Dopiero teraz to odkryłaś? - zapytała z rozbawieniem.
Nie była religijna, a jej nienawiść do kawy była powszechnie znanym faktem. Mogła zatem bluźnić w ten sposób do woli. Nikt nie mógł jej tego zabronić, a już na pewno nikt nie nawróci jej po niemal pięćdziesięciu latach życia na ścieżkę kawowego smakosza lub kogoś nawet zbliżonego.
Może i była nieco zbyt pewna siebie. Nie miały pewności w jakim kierunku poniesie je ten wieczór panieński. Dopiero się rozkręcał. Evinie szumiało w głowie jedynie odrobinę od szotów i wypitej na spółkę z żoną butelki szampana, ale miały przed sobą naprawdę sporo. Niewykluczone, więc, że obie porobią się jeszcze gorzej niż na urodzinach wujka Randy'ego, a to byłoby naprawdę widowiskowe.
Toast może był i słabo wyrażony, ale jeśli miały się naprawdę dobrze bawić to lepiej, aby to pamiętały. Chociaż z tym bywało różnie. Swanson była jednak przekonana o tym, że będzie na pewno pamiętać. Tak jak pamiętała wiele innych imprez, choć pewnie wielu z nich nie powinna po tym jak zgonowała. O dziwo jednak, nie miało to wpływu na jej pamięć.
Wydawało się, że naprawdę ten wieczór panieński miał się stać o wiele ciekawszy niż się zapowiadał. Kradzież tiary wydawała się być takim wydarzeniem, które mogło zmienić bieg całej tej imprezy. Czy złodziej wywołał awarię prądu, aby dopuścić się tego śmiałego czynu czy po prostu skorzystał z okazji do tego, aby wykonać ten zamach na osobę Bridezilli? O tym musiały się przekonać.
- Nie mam pojęcia, ale wyglądała całkiem spektakularnie. Chociaż bardziej przypominała Carrie niż Miss Universe - powiedziała, odnosząc się jeszcze do słynnej ekranizacji powieści Stephena Kinga.
W sumie była też ruda. Czy to był przypadek? Jeśli komuś nie zależało na kosztownościach, a dopieczeniu Lewis to mógłby o wiele lepiej wylać na nią wiadro świńskiej krwi. To nie był jednak czas na to, aby oddawać się takim rozmyślaniom. Zamiast tego zsunęła się ze stołka barowego i przeszła do loży, sącząc po drodze swoją nieprzyzwoicie kosztowną whisky.
- Spokojnie. Zajmiemy się tym - oświadczyła, rozkoszując się jeszcze przez chwilę posmakiem trunku, który pozostał na jej języku. - Potrzebuję tylko, aby wszyscy zebrali się w jednym miejscu. Czy kogoś w ogóle brakuje?
Rozejrzała się po wnętrzu kasyna. Wcześniej imprezowiczki się nieco rozeszły, ale teraz powracały do loży zainteresowane nieszczęściem przyszłej panny młodej.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: śr wrz 02, 2026 11:40 am
autor: zaylee miller
Zdecydowanie nie uważała, żeby stwierdzanie, że wygląda zajebiście, i określanie jej mianem seksownej miało cokolwiek wspólnego z nudą. Tym bardziej że przecież Zaylee była zajebista. I była seksowna. Wszystko się tutaj zgadzało, prawda? Żadna z nich nie potrzebowała przecież podniosłych słów, bo nie były romantyczkami. Przynajmniej Miller nią nie była. A może Swanson po prostu coś przed nią ukrywała i w rzeczywistości miała słabość do podobnych rzeczy, tylko zgrywała taką chojrackę?
Lubię się czepiać — przypomniała jej, bo żona mówiła tak, jakby dopiero co poznała ją przy barze. — Ale tego, że nie lubisz kawy, to nigdy nie zrozumiem. Akceptuję to niechętnie, ale tylko tyle — dodała, mocząc usta w Espresso Martini. No przecież to był jeden z najlepszych drinków na świecie. Oczywiście wiedziała, że Evina była innego zdania. Dla niej i tak pewnie liczyło się tylko to, żeby klepało. Chociaż żeby klepnęło właśnie ją, musiałaby chyba wypić jakiś denaturat.
Czuła się już trochę wstawiona. Nie na tyle, żeby zacząć się zataczać, ale alkohol zdecydowanie wszedł jej w krew i krążył teraz w żyłach. Nawet wyciągnęła papierosa, kiedy odeszły od baru i ruszyły w stronę Ruby, która zalewała się rzewnymi łzami. Tiara nie mogła być aż tak drogocenna. Wyglądała, jakby kupiono ją na bazarze gdzieś na przedmieściach, a kto jak kto, ale Zaylee znała się na biżuterii. Już z daleka widziała, że to jakieś totalne badziewie, które zdecydowanie nie było warte całej tej rozpaczy. Oczywiście lepiej było jednak znaleźć sprawcę całego zamieszania. To był wieczór Lewis, więc nie mogły pozwolić, żeby było jej aż tak źle. Zawsze była dość emocjonalna, ale teraz procenty dodatkowo zrobiły swoje.
Kiedy padło pytanie, czy kogoś brakuje, wszystkie obecne panie rozejrzały się po sobie.
Nie ma Karen — oznajmiła Jade Pierce, która pracowała z Ruby w dyspozytorni. — Karen Warren z narkotykowego — sprostowała, a Miller potrzebowała chwili, żeby w ogóle dopasować nazwisko do twarzy. Okej, Karen Warren. Wysoka, bardzo ładna blondynka o zielonych oczach. Pamięć wróciła jej błyskawicznie.
To na pewno ona ukradła moją piękną tiarę — panna młoda pociągnęła nosem, w końcu zbierając się z podłogi przy pomocy koleżanek, które podciągnęły ją do góry. — Widziała, że patrzyła na mnie z taką zazdrością — dodała z jakąś narastającą złością.
Zaylee wymieniła z żoną krótkie spojrzenie, umieszczając sobie papierosa w ustach. Czy Karen wyglądała na złodziejkę? Niespecjalnie. Zresztą po co miałaby zabierać Lewis tiarę? Jaki miałaby w tym cel? Chciała zastawić ją przy którymś ze stołów? Bez sensu.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: czw wrz 03, 2026 1:18 pm
autor: Evina J. Swanson
Może i Zaylee była wspaniała oraz uwielbiała komplementy, ale czy prawienie ich w ten sam sposób nie mogło spowszechnieć? Pewnie nie w jej przypadku, ale mimo wszystko Evina wolała postawić na pewną ożywczą różnorodność. A najlepiej to już w ogóle pokazać jej to w sposób, który nie pozostawiałby wątpliwości jak bardzo jej się podoba.
- Co mogę na to poradzić? Taka już się urodziłam i nie mogę tego zmienić - odparła, wzruszając ramionami.
W młodości miała kilka podejść do kawy: zarówno do czarnej, rozpuszczalnej czy jakiejś w bardziej deserowym wydaniu, ale za każdym razem kończyło się tak samo. Dlatego też jeszcze w liceum postanowiła dać sobie spokój. Przecież rzeczy kawowych również nie cierpiała, ale to podobno nie było to samo.
Z pewnością wypity wcześniej alkohol mógł mieć na nie pewien efekt, ale nie była to taka ilość, która w znacznym stopniu zaburzyłaby ich postrzeganie świata lub też wpłynęła na układ ruchu. Ot, wystarczająco, aby się nieco rozluźnić i poczuć przyjemne ciepło gdzieś wewnątrz ciała. Nie wspominając już o tym, że dodawało z pewnością sporo animuszu, gdy wokół działy się naprawdę dzikie rzeczy.
Może i Swanson była detektywką w wydziale zabójstw, ale tutaj na pewno przydałby się ktoś, kto znał się a prowadzeniu śledztw. Co prawda, w pomieszczeniu znajdowało się o wiele więcej kobiet pracujących w policji, ale to nie było w tej chwili istotne. To był jej moment... Cholera, może ktoś jej coś dosypał do drinka skoro czuła aż taką ekscytację na myśl o takich rzeczach jak wytropienie złodzieja tandetnej tiary przyszłej panny młodej. Było z nią chyba naprawdę źle...
- Karen? Czy łączy cię coś z funkcjonariuszką Warren? Jakiś konflikt, który mógłby popchnąć ją do takiego aktu? - zapytała jeszcze, lustrując uważnym spojrzeniem zapłakaną pannę młodą.
Ruby Lewis jedynie wyrzuciła ręce w górę i zaszlochała głośniej. Całe szczęście, że w pobliżu znajdowała się jednak Janet z księgowości, która była najprawdziwszą skarbnicą policyjnych plotek.
- Karen kręciła z Nolanem zanim zeszła do podziemia, aby rozpracować grupę rosyjskich dilerów. Nie było jej wystarczająco długo, aby znalazł sobie kogoś nowego. Nie wspominając już o tym, że wróciła odmieniona... Praca pod przykrywką to nie przelewki. Widziała niejedno pojebane gówno - wyjaśniła naprędce poważnym tonem i opróżniła swój kieliszek z kolejnej porcji szampana.
Mówiła o tym z takim przekonaniem jakby sama również brała udział w czymś podobnym, a co ona mogła wiedzieć? Tylko siedziała w swoim małym pokoiku i przeklepywała cyferki na komputerze. W wolnym czasie, aby rozprostować kości snuła się korytarzami w poszukiwaniu świeżutkich plotek. Właśnie taka była jej rola.
Być może zdołałyby jeszcze trochę porozmawiać na ten temat, gdyby nie to, że na horyzoncie wyłoniła się sama Karen. Zataczała się na boki. Czerwona sukienka, kończąca się w połowie ud opinała seksownie jej ciało, a kaskada kasztanowych loków opadała na jedno z jej ramion, gdy przeczesywała włosy dłonią. Tuż obok niej znajdował się umięśniony brunet, który chyba jeszcze chwilę temu paradował na scenie. Nikt nie miał wątpliwości, co takiego mogli robić. Zwłaszcza, że nadciągali od strony położonych w jednej z wnęk łazienek.
- Co jest, dziewczyny? - zapytała, unosząc nogę, aby ściągnąć z niej but na zdecydowanie zbyt wysokim obcasie.
Najwyraźniej dla niej nadszedł już ten punkt imprezy, gdy najlepiej było się pozbyć obuwia, bo groziło ono katastrofą. Była właśnie w trakcie zdejmowania drugiej szpilki, gdy Lewis wydarła się na cały lokal.
- KAREN! TY SZMATO! ODDAJ MÓJ DIADEM!
Teraz to na pewno mogły się nacieszyć uwagą wszystkich zgromadzonych w lokalu... Oraz liczyć, że nikt ich nie wywali za wszczynanie awantur.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: czw wrz 03, 2026 11:43 pm
autor: zaylee miller
Nie była łasa na komplementy. Właściwie nigdy ich nie oczekiwała. Zdecydowanie wolała jednak usłyszeć, że ma fajną dupę, niż bawić się w ckliwe teksty. A najlepiej, żeby jeszcze ktoś ją w tę dupę klepnął. Nie była kobietą, która rozanielała się na wyznania miłości, ani taką, która wpadała w przesadny zachwyt, kiedy dostawała kwiaty na jakąś okazję. A tym bardziej bez okazji. Jeśli już ktoś chciał ją uszczęśliwić, lepiej było wcisnąć jej soczystego burgera. To w zupełności wystarczyło.
Nie była na tyle niepoważna, żeby przekonywać żonę do picia kawy. Jeszcze do reszty jej nie pojebało. Widziała przecież jej odruchy wymiotne, kiedy tylko wyczuwała zapach ulubionego napoju koronerki. Nie wspominając już o tym, jak się krzywiła, kiedy czuła na swoich ustach cierpki smak. Dlatego po prostu akceptowała tę niechęć. Co innego jej pozostawało? Nikt nikogo nie próbował przecież na siłę zmieniać. Ani ubolewać nad czymś tak mało istotnym. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. A one miały zagadkę do rozwiązania.
Słuchała uważnie wszystkiego, co mówiła Janet, zaciągając się papierosem. Aha, czyli jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o seks. I o faceta. Mogła się tego domyślić.
Uważacie, że to sprawka Karen? Zemsta za to, że Nolan znalazł sobie inną? — w tym miejscu wskazała rozżarzoną końcówką papierosa na zapłakaną i rozmazaną Lewis. Teraz wyglądała tak, jakby była ofiarą przemocy domowej. Nie dość, że włosy miała w nieładzie, to jeszcze porwała jej się szarfa. Bidulka.
No tak, jak inaczej... — próbowała kontynuować Janet, ale znienacka wyłoniła się z tłumu wspominana czule Warren. Wszystkie oczy momentalnie zwróciły się w jej stronę, a Ruby, którą pocieszały koleżanki, natychmiast wyrwała się z ich uścisku. Gdyby nie szybka reakcja dziewczyn, pewnie rzuciłaby się na nią z łapami.
Jaki diadem, do kurwy nędzy — odparowała Karen, rzucając szpilki na podłogę. — Ty się z chujami na łby pozamieniałaś? Na chuj mi twój diadem?! — wydarła się, kiedy Lewis nieporadnie wymachiwała pięściami, odgrażając się koleżankom, że jak w tym momencie jej nie puszczą, to pożałują.
Drogie panie, ale po co te nerwy — Zaylee próbowała uspokoić sytuację. Nawet podeszła bliżej, żeby przemówić dyspozytorce do rozsądku, ale ta szamotała się tak mocno, że trafiła Miller łokciem prosto w oko. — Ja pierdolę co jest z tobą nie tak?! — tym razem to ona podniosła głos, przyciskając szklankę z zimnym drinkiem do bolącego miejsca. Żeby trochę ten ból uśmierzyć, porządnie zaciągnęła się papierosem. Niestety nie pomogło. Świetnie, teraz już nigdy nie zagra na skrzypcach.
Przyznaj Karen, że chcesz być mną! Chcesz skraść moją tożsamość i mojego narzeczonego, dlatego zaczęłaś od tiary! — Ruby nie dawała za wygraną. Chciała nawet opluć Karen, ale ślina żałośnie spłynęła jej po brodzie. Miller nie mogła uwierzyć na własne oczy, co tutaj się wyprawia. Dobrze, że na jedno oślepła.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pt wrz 04, 2026 3:26 pm
autor: Evina J. Swanson
Ckliwe wyznania nie były w stylu, którejkolwiek z nich. Pod tym względem akurat się dobrały. Co prawda były momenty, gdy zbierało im się na nieco większe czułości, jak każdemu pewnie, ale nie wymagały od drugiej wielkich afirmacji i zapewniania o gorącym uczuciu oraz ciągłego kontaktu fizycznego. To na dłuższą sprawę pewnie byłoby męczące.
Próba przekonania ją do kawy była już z góry skazana na porażkę. Dobrze, że koronerka zdawała sobie z tego sprawę. W zasadzie jedyny moment, gdy była w stanie znieść jej smak to były te chwile, gdy wyczuwała go na ustach małżonki. Wtedy skupiała się na czymś innym niż tym znienawidzonym napoju. Może to był jakiś klucz do sukcesu? Chociaż nie była tego taka pewna.
Sytuacja wydawała się przybierać charakter rodem z jakiejś taniej telenoweli, które można było o dziwnych porach podziwiać na Telemundo. Niby to wszystko brzmiało jak dobry motyw, ale Swanson nie do końca była przekonana czy tak było. Sprawca w tym przypadku wydawał się być zbyt oczywisty. Chyba, że Karen działała z kimś w zmowie.
A skoro już o podejrzanej mowa... Zaczynała się rozkręcać prawdziwa awantura, która groziła rękoczynami. Nie trzeba było być szczególnie spostrzegawczym, aby się zorientować w tym, że Ruby wprost kipiała ze złości, a Karen nie gryzła się w język.
Dopiła swoją whisky, obserwując to zamieszanie. Na razie nie chciała się wtrącać, ale w momencie, gdy jej własna żona oberwała w twarz łokciem szamoczącej się Lewis to był sygnał, że należało się wtrącić.
- Dość tego! Lewis, idziemy zajarać. Musisz się uspokoić - zarządziła, szarpiąc przyszłą pannę młodą za ramię po czym zgromiła wzrokiem towarzystwo. - Gdzie zioło?
Chrissy, urocza blondynka z dowodowego, westchnęła i wyciągnęła schowane w dekolcie skręty, aby podać je detektywce. Swanson nie miała pojęcia, co jeszcze kobieta tam chowała, ale coś czuła, że pewnie niedługo będzie mogła się przekonać jak pojemny był biust kobiety. Nie zdziwiłaby się, gdyby miała tam schowane prawdziwe skarby.
Te rozmyślania jednak wolała zachować na później. Zgarnęła zioło, spojrzała jeszcze na stojącą obok koronerkę, aby upewnić się czy chciała z nią dołączyć przed wejściem do lokalu. Niby można było palić w środku, ale w tej chwili Ruby powinna się przewietrzyć i ochłonąć.
Zgarnęła jeszcze zapalniczkę i już mogła udać się w kierunku wyjścia z lokalu, aby pomóc dziewczynie się ogarnąć. Musiała też dobyć od niej zeznania i dowiedzieć się, co dokładnie pamiętała z momentu, w którym zgasło światło.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pt wrz 04, 2026 9:03 pm
autor: zaylee miller
To, co się działo, to był jakiś absurd. Zaylee miała wrażenie, że bierze udział w czymś, w czym zdecydowanie nie powinna brać udziału. Powieka bolała ją niemiłosiernie, chociaż alkohol trochę przyćmiewał uczucie bólu. Kiedy odciągnęła dłoń od twarzy, stwierdziła, że obraz był trochę zamazany. Na szczęście tylko przez chwilę. Na bank skończy z niezłą pizdą. Nic wielkiego, zakryje to makijażem. W najgorszym wypadku znów staną się tematem plotek i cały komisariat będzie huczał, że Swanson wpierdoliła swojej żonie.
Reakcja Eviny trochę uspokoiła towarzystwo. Lewis aż zesztywniała, słysząc jej podniesiony głos. Rozejrzała się dookoła w amoku, z chęcią mordu w oczach. Miller, będąc na miejscu Karen Warren, wolałaby się stąd ewakuować. Tak dla własnego bezpieczeństwa, bo inaczej skończy tak jak ona.
Nie zdziwiłabym się, gdyby sama gdzieś zapodziała ten diadem. Spójrzcie na nią, to wariatka — zamaszystym ruchem ręki wskazała na Ruby, która prychnęła z wściekłości pod nosem.
Masz mnie za wariatkę? — odszczekała, próbując zrobić krok w stronę detektywki z wydziału narkotykowego, ale w porę została przytrzymana przez koleżanki, które teraz dopilnowały, żeby nie wiła się jak wesz na grzebieniu.
Biorąc pod uwagę to, jak się zachowujesz, to trudno uważać inaczej — w odpowiedzi Karen parsknęła pod nosem.
Obie zamilkły na hasło zioło. Wszystkie spojrzenia skierowały się na Chrissy i jej cycki bez dna. Były niczym torebka Hermiony. Warren uznała, że ona to pierdoli i idzie do baru, a kilka kobiet podążyło jej śladem. Z kolei dyspozytorka przypomniała sobie, że dalej nigdzie nie ma jej tiary, przez co ponownie zalała się łzami i smutno poszurała nogami w stronę wyjścia, żeby się przewietrzyć. Zaylee natomiast westchnęła ciężko i skinieniem głowy dała żonie znać, że jak najbardziej idzie z nimi. Nie zamierzała ryzykować kolejnym, przypadkowym wpierdolem.
Na zewnątrz podeszła do szyby i przyjrzała się swojemu odbiciu. Na razie oko nie wyglądało tak źle. Jeszcze. Trzeba było poczekać do rana, żeby zobaczyć efekt wymachiwania łokciami.
Jestem pewna, że to sprawka Karen — Lewis nie dawała za wygraną. Pociągnęła nosem w oczekiwaniu, aż Evina odpali skręta. — Bo kto inny? Jest zazdrosna, że Nolan wybrał mnie, a nie ją — burknęła, krzyżując ręce na piersiach. — Sorry za tamto — zwróciła się do Miller, która jedynie machnęła ręką.
Rozumiała ją doskonale. To były emocje, a ona była trochę pierdolnięta. Zaylee znała to z autopsji. Sama we wzburzeniu mówiła i robiła rzeczy, których w rzeczywistości nie chciała. A nawet jak chciała, to zwykle wypadało zachować je dla siebie.
Z kim byłaś w loży, kiedy padło zasilanie? — zainteresowała się, bo skoro detektywki z narkotykowego nie było wtedy na sali, to równie dobrze do kradzieży mogła przyczynić się jakaś bliska koleżanka Ruby. Najciemniej pod latarnią, prawda?

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: sob wrz 05, 2026 11:00 am
autor: Evina J. Swanson
To było do przewidzenia, że w czasie szalonego wieczora pełnego alkoholu zaczną dziać się jakieś totalne absurdy. Dziwne, że wytrzymały bez nich tak długo. Evina nie spodziewała się tylko tego, że to szaleństwo przyjmie formę śmiałej kradzieży, którą trzeba będzie rozwikłać, aby przyszła panna młoda nie popadała w histerię.
W tym momencie potrzeba było im kogoś zdecydowanego, kto ogarnie to towarzystwo zanim sytuacja całkowicie się wymknie spod kontroli. Niestety, większość kobiet ograniczała swoją interwencję jedynie do tego, aby przytrzymać Ruby i starać się ją uspokoić w dosyć nieporadny sposób.
Całe szczęście, że istniało jedno hasło, które było w stanie momentalnie przywołać wszystkich do porządku. Zioło. Właśnie tego trzeba było im wszystkim, ale należało dawkować je odpowiednio, bo ich zapasy były ograniczone, a raczej żadnej z nich nie uśmiechało się drałować po to, aby zakupić więcej towaru.
W końcu znalazły się na zewnątrz. Swanson wsunęła jednego skręta pomiędzy swoje wargi i odpaliła go pospiesznie. Zaciągnęła się nim mocno i wypuściła dym nim podała dwa pozostałe swoim towarzyszkom. Nie zamierzała wypalać na spółkę. Potrzebowała zdecydowanie większej dawki.
- Karen jest jedyną osobą w towarzystwie, która miałaby mieć z tobą jakiś zatarg? - zapytała jeszcze, gdy tylko po raz kolejny Lewis wskazała na Warren, która nadciągnęła ze striptizerem od strony kibla.[/akapit
- No tak. Nikt inny nie przychodzi mi do głowy. Chyba, że... - tutaj jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki i spojrzała natychmiast w kierunku Zaylee. - Doktor Miller, chyba nie ma pani nic przeciwko, że próbowałam wyrwać Evinę... Ja przepraszam.
Wyglądała jakby miała zaraz się popłakać. Z jakiegoś powodu ta niezbyt efektowna tiara miała dla niej ogromne znaczenie. Ktokolwiek ją ukradł musiał o tym wiedzieć. Zamierzał uderzyć tam, gdzie najbardziej rudowłosą zaboli i udało mu się tego dokonać.
- Z Chrissy, Janet, Marthą i Agnes... Chyba tak - odpowiedziała z pewnym namysłem, starając się przypomnieć sobie szczegóły tamtego zdarzenia.
Dobra. To miały chociaż potwierdzone, które z nich znajdowały się na miejscu. Evina zastanawiała się, co jeszcze mogłyby ustalić z samego momentu kradzieży.
- Opowiesz nam o tym, co wydarzyło się w loży? Sam moment kradzieży. Co pamiętasz? - zapytała, a trzymająca w drżących palcach skręta Ruby raz jeszcze się zamyśliła.

- Niewiele wiem. Zgasło światło. Przez chwilę byłyśmy skołowane i wtedy ktoś się na mnie rzucił! Kotłowałam się przez moment z tą debilką. Nie grała fair... Ciągnęła za włosy, szarpała, rozdarła mi nawet szarfę i... - tutaj Lewis zamilkła i zapowietrzyła się, gdy coś sobie uświadomiła. - Chciałam ją odepchnąć. Złapałam ją za cycki! Nie były zbyt duże! Mieściły się perfekcyjnie w dłoni.
Brzmiało to wyjątkowo durnie, ale przynajmniej miały już jakiś trop. Wyglądało na to, że sprawczyni nie należała do tych hojnie obdarzonych prze naturę lub chirurga plastycznego. Czyli Chrissy na pewno odpadała.

zaylee miller