Strona 4 z 5
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 2:39 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie zamierzała jej wypuszczać z domu póki River nie zje porcji zupy, którą robiła od przeszło dwóch godzin. Musiała się o nią zatroszczyć. W końcu była przyszłym lekarzem. Miała taki moralny obowiązek lub coś podobnego. Wiedziała, że nawet jeśli Cross nie była głodna to potem będzie jej wdzięczna za taki specyfik. Może nawet powinna jej przelać część do jakiegoś pojemnika, aby miała na później. Sama na pewno nie da rady zjeść tego ogromnego gara, a szkoda, żeby się zmarnowało.
Miała zupełnie inne podejście do pijanej i skacowanej River. Z tą pierwszą nie chciała pozwolić sobie na zbyt wiele. Ta druga mogła bez większego problemu wyznaczyć im jasne granice. To nie było skomplikowane. Być może też po części badała grunt, żeby przekonać się o tym, co się między nimi znajdowało po ostatniej kłótni, która przybrała zdecydowanie zbyt agresywny charakter.
Nie chciała się nią bawić. Chyba. Nie taka była jej intencja. Chociaż robiła to już mimowolnie, nie zdając sobie sprawy z tego, co właściwie wyprawiała. Wydawało się, że działała na nią bardziej niż sądziła.
- Ocenisz jak już zjesz. Zobaczymy czy jestem wiedźmą, która potrafi się obchodzić się z kociołkiem - powiedziała, uśmiechając się z zadowoleniem.
Wiedziała już jak wyglądała sytuacja żywieniowa River. Zdecydowanie ją rozpieściła tym posiłkiem. A mogła tylko zostawić jej aspirynę przy łóżku. Naprawdę była dzisiaj dla niej wyjątkowo łaskawa.
Nie podobało jej się to jak usilnie River unikała jej spojrzenia, ani ten ton jakiego używała. W momencie, gdy poczuła jej dłoń w dole swoich pleców, przeszedł ją przyjemny dreszcz. Tylko, że wszystko trwało zdecydowanie zbyt krótko. Nie zdążyła się przyzwyczaić do jej bliskości.
- Mam jeszcze przerwę przed ostatnim rokiem. Skończyłam też praktyki... Nie narzucasz się - wyjaśniła, aby dziewczyna miała świadomość, że w niczym jej nie przeszkadza. - Gdybym cię nie chciała to nie proponowałabym, żebyś została.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego jak to zabrzmiało. Przygryzła dolną wargę, aby powstrzymać się od innych nieprzemyślanych komentarzy. Zamiast tego wyjęła dwie miski do zupy z jednej z szafek i nalała do nich od serca treściwą porcję zupy.
- Buen provecho - rzuciła jeszcze po hiszpańsku, stawiając przy rysowniczce naczynie.
Niemal od razu Salem zmaterializował się obok i wskoczył na blat z błagalnym miauknięciem. Jakby jeszcze było mu mało.
- Nie oszukuj. Jadłeś już, potworku - upomniała go, podnosząc go z miejsca, gdzie żebrał.
Liczyła na to, że kocur szybko się zniechęci, jeśli niczego nie dostanie. Zdążył sobie już sporo podjeść i nie potrzebował dodatkowej porcji.[/akapit[
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 5:09 pm
autor: River Cross
Prescott wchodziła w żartobliwy ton bardzo swobodnie, a z każdym kolejnym zdaniem River było trudniej za nim nadążać. Na trzeźwo wydawało jej się bardzo dziwne, że rozmawiają tak swobodnie i to o takich kwestiach. Nie żeby przeszkadzało jej poczucie humoru dziewczyny – wręcz przeciwnie. To również jej się w niej podobało. Ale czy to wszystko było konieczne? Miała brnąć w te żarty na temat eliksirów i tego, w jaki sposób została przez nią oczarowana? Wydawało jej się to trochę głupie. Nie chciała znowu wychodzić na głupią, ale traciła też nadzieję, że potrafi zaprezentować się przy niej inaczej. Pewnie powinna się już przyzwyczaić. Kiwnęła tylko głową na znak, że zgadza się na ten układ. Mogła spróbować tego dania, raczej od niego przecież nie umrze, a kto wie, może naprawdę okaże się, że Prescott ma jakiś niesamowity talent kulinarny?
Drgnęła nerwowo, gdy zapewniła ją, że propozycja wynika z tego, że po prostu jej tu chciała. Ta baba zmieniała zdanie szybciej niż zmieniała się pogoda. Gdyby chociaż Cross miała jakąś pewność, na jaką Rue trafi danego dnia, to byłoby prościej. A tak? Dupa. Odzywając się do niej raz za razem nie miała pojęcia, jaka wersja dziewczyny jej się wylosuje i czy będzie potem rozanielona czy podziurawiona po tym spotkaniu jak szwajcarski ser. Ta Prescott była skrajnie inna od tej, od której wyszła z własnego mieszkania oraz od tej, z którą próbowała się jakkolwiek dogadać. Miała sporo wspólnego z tą, którą pamięta z nocy, ale nadal nie pojmowała, dlaczego i kiedy nastąpiła ta przemiana.
— Czyli... — zaczęła ostrożnie, ale tym razem przestała z własnej woli, a nie braku pomysłu na dokończenie zdania. Pytanie o to, czy Prescott ją chciała, układało się na końcu języka. Zacisnęła zęby, żeby nawet nie myślało o wyjściu na zewnątrz. Usłyszała już tak różne odpowiedzi na to jedno pytanie, że nie była pewna, czy jest gotowa na kolejną. Tanatopraktorka na pewno wymyśliłaby coś zaskakującego i nowego, ale może Cross po prostu nie powinna być aż tak ciekawska?
Skinęła głową w ramach podziękowania, gdy postawiła przed nią miskę zupy. Podniosła naczynie i przyjrzała się posiłkowi bliżej, jakby spodziewała się, że nagle uniesie się nad nim zielony dym w kształcie czaszki. Nic takiego się nie wydarzyło. Pozostało więc po prostu spróbować. Raz szprocie śmierć. Wsunęła łyżkę do buzi, nie próbując nawet zgadywać, jak to powinno smakować. Odchrząknęła nerwowo, przełykając porcję. Nie wydawało jej się z tymi przyprawami, Prescott sobie nie żałowała. Nie było to jednak coś, co miałoby pokonać rysowniczkę. To raczej nie było danie do testowania wytrzymałości białasów. Smakowało naprawdę... dobrze. Zupa przyjemnie rozgrzewała jej żołądek, obiecując, że zaledwie kilka łyżek odsunie od niej widmo tego nieszczęsnego kaca. Spojrzała na Salema, który pojawił się obok, gdy tylko pojawiło się jedzenie. Cwany zwierzak. Ostrożnie wyłowiła łyżką spory kawałek mięsa ze swojej miski i położyła go obok kota, nie przejmując się wcześniejszą strofą jego właścicielki. Salemowi taki układ się podobał i od razu wziął się za jedzenie. Artystka uśmiechnęła się blado, rozczulona tym widokiem.
Po kilku łyżkach poczuła, że ściska ją coś w żołądku. Czyżby zupa zaczęła działać? A może jednak szkodzić? Istniała też szansa, że to były nerwy. Milczała przez moment, wpatrując się w bulion. Gest był naprawdę miły. Nie była przyzwyczajona, żeby ktokolwiek zadawał sobie trud, żeby jej gotować. Mogłaby się do tego przyzwyczaić. Tylko że nie powinna wymagać tego od Prescott. Ostatnie, czym powinna się zajmować, to wypełnianie jej żołądka. Potarła nerwowo kark, rozważając wszystkie za i przeciw, czy w ogóle powinna się odezwać czy zachować milczenie już na wieki.
— Czemu to wszystko robisz? — zapytała w końcu, podnosząc wzrok znad zupy. Nie była pewna, czy ona zeżre posiłek, ale na pewno zeżarłoby ją coś od środka, gdyby jednak się nie odezwała.
— Nie zrozum mnie źle, to wszystko jest bardzo miłe, ale... niezgodne z twoimi założeniami — doprecyzowała od razu. Trudno było okazywać wdzięczność za tę troskę, skoro Prescott tak zarzekała się, że chce bardzo jednowymiarowej relacji. Nie będzie jej przecież pieprzyć w podziękowaniu za zupę, bez przesady.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 6:14 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Całkiem możliwe, że cały ten humor miał jakoś rozluźnić tę całą nerwową atmosferę, którą wprowadzała River. Zachowywała się całkowicie jak nie ona. Zresztą, zapewne sama Prescott nie była lepsza. W końcu raczej nikt nie stwierdziłby, że w jej stylu było bujanie się do portorykańskiego rapu oraz gotowanie zupy dla skacowanych. W dodatku takiej, która wymagała jednak naprawdę sporo pracy. Jeszcze niedawno zadawała rysowniczce niemal śmiertelne ciosy, a teraz jawiła jej się jako dobra Samarytanka. Chyba każdy by zwariował od takich sprzeczności.
Przeklinała siebie samą w myślach za to, że to powiedziała. Głównie dlatego, że Cross mogła mieć zupełnie inne pojmowanie bycia chcianą przez tanatopraktorkę. Ta z kolei miała trudności z doprecyzowaniem w jakim wymiarze ją chciała. Na pewno bowiem były obszary, w których pragnęła ją mieć, ale też nie czuła w pełni tego samego, co rysowniczka względem niej.
- Czyli siadaj przy stole i jedz, bo ta la puta sopa sprawi, że nie będziesz zdychać przez resztę dnia - podsumowała głosem nieznoszącym sprzeciwu, bo to było chyba najlepsza rzecz jaką mogła powiedzieć.
Dokładnie w takich momentach mogła sobie uświadomić to jak bardzo była podobna do swojej matki. Próbowała właśnie kogoś nakarmić zupą latynoskiego pochodzenia i nie przyjmowała odmowy. Chyba właśnie to był najlepszy dowód na to, że genetyki nie dało się oszukać. Nawet jeśli takie rzeczy w samych genach nie były przekazywane.
Sama również nałożyła porcję dla siebie, w której zanurzyła łyżkę. Była na nogach już wystarczająco długo, aby zdążyć zgłodnieć, a posiłek pachniał na tyle smakowicie, że żołądek zaczął jej się skręcać, domagając się odrobiny jedzenia. Przez chwilę obserwowała uważnie reakcję River na Sancocho, bo jednak nie znała na tyle upodobań kulinarnych artystki, aby wiedzieć czy na pewno nie przyrządziła czegoś, co mogłoby jej nie przejść przez gardło. Całe szczęście przynajmniej na ten moment wydawało się, że wszystko było w porządku, a zgarniany przez nią ze stołu kot nie dał się tak łatwo odpędzić i już po chwili znów siedział na blacie, ocierając się pyszczkiem o łyżkę i dłoń rysowniczki. Opłaciło mu się to. Zdecydowanie.
- Mały gordito. Właśnie przez takich ludzi jak ty znajduje się po puszystej stronie - zwróciła się jeszcze do River, bo może i kocurowi było daleko do bycia chorobliwie otyłą kulką futra, ale posiadał nieco ciałka pod tą całą sierścią.
Nie mogła się jednak na nich gniewać. Westchnęła jedynie i patrzyła na to jak Salem bierze w ząbki kawałek mięsa i wymachuje nim w pyszczku, aby go nieco ostudzić nim powoli zaczął zabierać się za jego pałaszowanie.
Nie spodziewała się tego, że River nagle odezwie się z pytaniem. Zwłaszcza takim, które wymagało od niej większego zastanowienia. Prze moment nie wiedziała czy powinna patrzeć bardziej w miskę własnej zupy, pełnej warzyw i mięsa, czy może utkwić wzrok w dziewczynie, która siedziała w pobliżu. W końcu jednak skierowała ku niej ciemnobrązowe oczy, w których czaiła się jakaś dziwna mieszanka bliżej nieokreślonych emocji.
- Bo ktoś musiał się tobą zająć... - powiedziała w końcu, ale jej samej ta odpowiedź nie do końca leżała. - Bo... Może nie zakochałam się w tobie, ale nie jesteś mi obojętna...
Nie wiedziała czy to było lepsze. W ogóle nic przy niej nie wiedziała, ale musiała spróbować jakoś wyrazić to wszystko, co się w niej kotłowało. Na moment odłożyła nawet łyżkę i miskę, która znalazła się przed nią na blacie. Czemu to tak trudno jej przeszło przez gardło.
- Chociaż pewnie nie do końca to widać, bo potrafi ze mnie wyjść wredna pizda... - dodała jeszcze, bo zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo zawaliła.
Chyba było to najbliższe przeprosin słowa, na które mogła się teraz porwać. Być może to widok kompletnie pijanej Cross zdołał coś przestawić w jej mózgu, a może zwyczajnie miała już dostatecznie dużo czasu, aby sobie wszystko na spokojnie przemyśleć, gdy już emocje opadły.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 7:14 pm
autor: River Cross
Hiszpański, który przebijał się w jej wypowiedziach, tym razem nie sprawiał, że miała ochotę się na nią rzucić. A przynajmniej nie w takim celu. Zdecydowanie pragnęła się do niej zbliżyć. Jej ciało i brzmienie tego pięknego języka zagwarantowałoby jej poczucie rozluźnienia i jakiegoś bezpieczeństwa, ale byłoby pewnie złudne. Już lepiej, gdyby szeptała jej do ucha jakieś niezrozumiałe świństwa. Na tym się przynajmniej znała. Znajomy był natomiast fakt, że Ruelle całkowicie zignorowała swoją wpadkę i skupiła się na wygodnym temacie, czyli zupie. Była w stanie to chwilowo zaakceptować. Szkoda byłoby się pokłócić, zanim nie spróbuje jej kuchni. Była naprawdę ciekawa jej zdolności. Kiedy spędzały czas w mieszkaniu Cross, nawet nie miały okazji ich przetestować, bo w jej lodówce rzadko znajdowało się coś poza napojami albo gotowcami.
— To tylko jeden kawałeczek — zapewniła łagodnym tonem, wciąż obserwując kocura. Widziała go pierwszy i pewnie ostatni raz na oczy, mogła go odrobinkę rozpieścić. Niech się chłopak ucieszy, nie utyje przecież od takiej jednorazowej akcji. Przynajmniej dobrze sobie artystkę zapamięta do momentu, gdy nie zresetuje mu się pamięć o północy, czyli jak daleko sięga empatia tego akurat egzemplarza. Może wspomni o Cross jeszcze przed śniadaniem, żałując, że kolejnego dnia nie ma w jego domu żadnej frajerki, która dałaby mu ponadprogramową porcję.
Mieszała łyżką w zupie, nie skupiając się na jedzeniu. Czekała na odpowiedź swojej rozmówczyni, spodziewając się jakichś okropieństw. Okazało się, że nie było aż tak źle. A może było tragicznie? River sama nie wiedziała. Słowa Prescott sprawiły jej tyle samo przyjemności, co bólu. Nie słyszała przecież podobnych deklaracji pierwszy raz. Zazwyczaj szybko po takich wyznaniach dochodziło do jakiejś kłótni, w której wyrzucała artystce, jak bardzo ma ją gdzieś albo jaka jest według niej nieznośna. Ich ostatnia kłótnia sprawiała wrażenie mocniejszej niż wszystkie dotychczasowe, ale Cross myślała tak o każdej kolejnej, więc może po prostu dramatyzowała? Albo one były wyjątkowo pierdolnięte i ambitne w przekraczaniu własnych granic. Odłożyła łyżkę i zrobiła większy wydech, wypuszczając powietrze przez nos. Nie mogła zebrać myśli do kupy. Mruknęła niezadowolona i potarła oczy nasadami dłoni, próbując wetrzeć sobie do mózgu nieco rozsądku.
— Kurwa, nie możesz mi tak znowu robić — jęknęła, nie podnosząc jeszcze na nią wzroku. Musiała się jakkolwiek przed tym bronić, bo inaczej odklei ją do reszty. Oderwała w końcu dłonie od twarzy i skupiła się na Prescott.
— Znowu mi sugerujesz, że ci na mnie zależy, żeby potem poddawać pod wątpliwość czy w ogóle mnie lubisz? Nagle nie traktujesz mojego zakochania jak ułudę? Robisz mi zupę, kurwa, na kaca, a potem co? Powiesz, że liczy się dla ciebie tylko seks? — Bardzo starała się nie podnosić głosu. Brzmiała na zmęczoną i obolałą nie tylko z powodu zatrucia alkoholem. Nie chciała znowu się z nią kłócić, bo przecież przerażała ją wizja sprzeczki pojawiającej się tuż po czułościach, ale była chyba jak bohaterowie tragiczny, sama sprowadzała na siebie fatum.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 7:51 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Za bardzo weszła w ten dziwny, domowy tryb, gdzie hiszpański nie był używany do tego, aby drażnić się z rysowniczką lub dawać upust kotłującym się w niej emocjom. Nie był wygłaszany w łóżku, ani w kłótni, a po prostu... pojawiał się. Ponieważ tak rozmawiała w domu i był to zwyczajowy sposób w jaki się wyrażała. Chociaż przy matce nigdy nie pozwoliłaby sobie na tak wyraźne przekleństwa. Zależało jej po prostu na tym, aby skupiły się lepiej na jedzeniu niż na tym jednym wyrazie, który mógł zmienić kompletnie wszystko.
Mogła naprawdę odpuścić im dalsze wypominanie tego żebrania i dokarmiania. Miała do nich za dużą słabość. Do obojga. Salem wiedział doskonale jak wykorzystać swój urok i nakłonić durnych ludzi do podania nadprogramowej porcji jedzenia, a poza tym wydawało się, że naprawdę polubił rysowniczkę. Nie był jakimś stroniącym od ludzi kociskiem, ale to nadzwyczajne, że aż tak się do kogoś garnął.
Nie miała pojęcia, co właściwie wyprawiała. Nie umiała też przewidzieć tego jaka będzie reakcja River na podobne wyznanie, ale... czy na pewno? Wiedziała, że nie może oczekiwać tego, że dziewczyna rzuci jej się na szyję. Nie widziała też powodów, dla których miałaby trzasnąć drzwiami, zdecydowawszy się zwyczajnie wyjść we wzburzeniu. To, co otrzymała... Było chyba idealnie pomiędzy.
Nagle posiłek stracił na znaczeniu. Mogła jedynie przyglądać się temu jak Cross przeżywa swoje drobne załamanie nerwowe, do którego znowu ją doprowadziła. Brawo, Ruelle. Który to już był raz? Powinny chyba zacząć prowadzić jakiś spis, bo inaczej wszystkie ich kłótnie zaraz zleją się w jedno. Tym razem jednak liczyła na to, że nie skończy się to tak jak ich poprzedni poranek. Wtedy naprawdę przesadziła, ale miała wrażenie, że Cross zbyt śmiało przekroczyła granicŕ, której nigdy nie powinna przekraczać. W końcu wiedziała, że Prescott chciała trzymać swoją rodzinę jak najdalej od swojego życia erotycznego.
Odetchnęła głęboko. Nawet nie wiedziała, co się w niej kotłuje, ale żołądek po raz kolejny zacisnął się mocno. Tym razem z nerwów. Wiedziała już, że czeka ją wyjątkowo niewdzięczna i trudna rozmowa, której nie mogła jednak odpuścić. Nie w takim momencie, gdy na krześle w jej kuchni siedziała jej artystka.
- Nie wiem czym ono jest, ale może to nie ma znaczenia... - zaczęła nie bardzo, wiedząc jak powinna ten cały dialog poprowadzić. - Uwielbiam nasz seks. Jest cudowny... Ale... Lubię też się z tobą drażnić i przekomarzać. Lubię, gdy rozmawiamy razem o sztuce. Lubię, gdy pokazujesz mi coś, czego dotychczas nie widziałam. Lubię te durne rozmowy, które często nie mają sensu...
Nagle zdała sobie sprawę z tego, że lista tych rzeczy i momentów mogłaby być naprawdę długa, jeśli tylko pozwoliłaby sobie na dłuższy moment namysłu. Po prostu dobrze spędzało jej się czas w otoczeniu rysowniczki i nie miała najmniejszego pojęcia dlaczego tak często musiało się to wszystko kończyć namiastką Armagedonu.
- Lubię spędzać z tobą czas… I chociaż czasami wkurwiasz mnie bez granic i wyzwalasz we mnie wszystko, co najgorsze to… Lubię cię - zakończyła w końcu, upewniając się finalnie w swoich uczuciach.
Przynajmniej na tyle na ile było to w ogóle możliwe. Wciąż bowiem nie potrafiła sobie ułożyć w głowie wielu kwestii, ale chyba już była gotowa przyznać się do tego, że czuje do Cross pewną sympatię. Nawet jeśli nie była ona miłością.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 10:31 pm
autor: River Cross
Balansowała przy niej na granicy obłędu. To nie była żadna nowość, ale wciąż się do tego nie przyzwyczaiła. Ruelle umiała poprawić jej humor jak za dotknięciem magicznej różdżki. To, w jaki sposób zajęła się nią wczoraj, rozwiało na moment wszystkie zżerające ją od wielu dni smutki. Niestety zakończyła dzień w dość bolesny sposób, tylko po to, by kolejny rozpocząć znowu od zalewania jej słodyczą. Nic dziwnego, że River znów zrobiło się trochę niedobrze. Czuła się przy niej jak na kolejce górskiej. Nadążanie za tymi wzlotami i upadkami naprawdę nie było proste.
Stukała palcami o blat, ale po kilku razach sama uznała, że to zbyt irytujące. Przeniosła dłoń na kolano i to na nim zaczęła wybijać tylko sobie znany rytm. Wysłuchiwanie jej odpowiedzi w spokoju nie było proste, a właściwie totalnie niemożliwe. Mogła co najwyżej zachowywać pozory. W tej kwestii bardzo się starała. Nie chciała wyglądać na aż tak przejętą, jak faktycznie była. Skala była kolosalna, więc nie miała wątpliwości, że i tak widać po niej, że przeżywa tę rozmowę, ale może chociaż nie zrobi z siebie pośmiewiska. Słowa jej modelki sprawiały jej też dużo przyjemności. Gdyby zignorować stojące za nim widmo okrucieństwa, to byłaby nimi zachwycona. Prescott raczej nie decydowała się na tego typu wyznania. Nie było w nich nic szczególnego, nie robiła z siebie poetki, ale to nie miało znaczenia. Cross wystarczało, że była z nią szczera. Mogłaby się podpisać pod wszystkim, co powiedziała. Przecież też bardzo lubiła spędzać z nią czas, nigdy tego nie ukrywała. Mogły równie dobrze robić wszystko i nic, a River i tak potrafiła się zachwycać. Świadomość tego, że Rue miała choć trochę podobnie, była pokrzepiająca.
Ale to wciąż nie był wszystko. Odwróciła wzrok, na moment skupiając się na Salemie, który właśnie mył się po konsumpcji meksykańskiego mięsa. Miała dziwne wrażenie, że z nim dogadałaby się lepiej i szybciej niż z jego właścicielką.
— Cieszę się, że to wszystko mówisz, ale przecież wiesz, że nie do końca o to chodzi — odpowiedziała ostrożnie. Nie chciała, żeby Prescott uznała, że od razu ją atakuje. Nie taka była jej intencja. Oderwała spojrzenie od Salema i znowu skupiła się na dziewczynie.
— Zazwyczaj wiem, że mnie lubisz. Nawet jak mówisz mi, że jest na odwrót. Problem jest w tym, co potem z tym robisz. Odsuwasz się ode mnie, spłycasz wszystko, co między nami jest i odwalasz takie rzeczy jak... — zawahała się na moment. Może jednak nie powinna tego poruszać? Domyślała się jednak, że było za późno, a Prescott ta czy siak będzie domagać się dokończenia zdania. — Jak z Raphaelem — dokończyła chłodno. Niespecjalnie zgrywały jej się te kwestie z tym, o czym mówiła Rue. Wzięła głębszy wdech, chcąc dodać sobie otuchy. Wyprostowała się, oparła nadgarstek o brzeg blatu i wyprostowała rękę. Górująca nad sytuacją i wyprostowana powinna poczuć się przecież bardziej pewna.
— Albo mnie chcesz albo nie — zaznaczyła twardo. Musiała wreszcie postawić granicę, bo tak się przecież nie dało funkcjonować. Żołądek ścisnął jej się do mikroskopijnych rozmiarów, serce waliło w szaleńczym tempie. Była absolutnie przerażona odpowiedzią, którą miała zaraz usłyszeć.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: wt wrz 08, 2026 11:14 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Chyba obie już dawno oszalały. Tu nie było balansowania na granicy obłędu. To nie był spacer po linie, bo już dawno z niej spadły, a pod nimi nie było żadnego zabezpieczenia. Mogły jedynie liczyć na to, że nie poczują bólu upadku. Chociaż czasami już mogły czuć się jakby siła upadku wycisnęła powietrze z ich płuc i pogruchotała kości. Starała się jednak nie pokazywać po sobie tego, że to wszystko ma także na nią niezwykle mocny wpływ.
Kilka uderzeń palcami o blat mogła znieść, ale więcej? To było jak tykanie wyjątkowo nieprzewidywalnego zegara, a ona nie chciała mieć poczucia, że kończy jej się czas. Powinny mieć go pod dostatkiem, a jednak miała wrażenie, że z każdym kolejnym słowem, które się wydostawało z jej ust, Cross nakładała na nią dodatkową presję. Obie to czuły. Napięcie było nie do zniesienia i chyba nie były w stanie rozładować go w zwyczajowy sposób: ani seksem, ani kłótnią. Nie po to przecież teraz rozmawiały.
Nie ubierała tego wszystkiego w jakieś górnolotne słowa. Przekaz miał być prosty. Konkretny i trudny do przekręcenia. W dodatku chyba żadna z nich nie była jakąś wielką fanką dramatycznych wyznań. River musiała zatem się zadowolić taką, a nie inną formą. Zwłaszcza, że już i tak wiele ją kosztowało, aby je z siebie wyrzucić.
- To o co ci chodzi? - zapytała wprost, ignorując na razie wielce zadowolonego kota, który mył się, głośno mrucząc.
Nie było w tym wszystkim bojowego ducha, ale i tak można było się poczuć jakby znajdowały się o krok od katastrofy. Jakby jedno nieostrożne słowo lub podniesiony nieumyślnie ton dzieliły je od ogromnej awantury. Tym razem jednak naprawdę starały się trzymać emocje na wodzy i nie pozwolić na to, aby wszystko przybrało ten nieszczęśliwy obrót.
Nie spodziewała się tego, że teraz dziewczyna postanowi wyciągnąć sytuację z Raphaelem. Ze wszystkich rzeczy jakie jej zrobiła, Cross postanowiła jej wypomnieć akurat tę. Chociaż czy to właśnie nie ona była najbardziej perfidna? Nawet jeśli nie uderzyła w rysowniczkę swoimi działaniami bezpośrednio to właśnie w ten sposób zadała jej najboleśniejszy cios. Spała z jej byłym ledwie parę dni po tym jak usłyszała, że dziewczyna ją kocha...
Wyprostowała się. Była zdeterminowana. Uniosła dłoń i zacisnęła palce na szczęce swojej artystki, chcąc ją przyciągnąć bliżej. Chyba pierwszy raz od dłuższej chwili spojrzała jej prost w oczy i nie zamierzała odrywać od nich wzroku. Chciała się przez nie przewiercić do samej duszy Cross, aby jej wyzwanie dosięgło ją w pełni.
- Chcę cię. Aż za bardzo - powiedziała szczerze, kładąc nacisk na każdy pojedynczy wyraz.
River musiała to sobie w końcu uświadomić. Ruelle uciekała od tego, wykonywała uniki, raniła i zachowywała się całkowicie irracjonalnie przez to, że pragnęła zbyt mocno i to nie było coś z czym czuła się komfortowo. Nie wiedziała jak się wtedy zachowywać i miotała się niczym kurczak z odciętą głową.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: śr wrz 09, 2026 12:17 am
autor: River Cross
Może powinna wbić sobie tę łyżkę w oko i przebić się do mózgu? To na pewno byłoby przyjemniejsze od tej rozmowy. Pytania, które zadawała jej Prescott, osłabiały ją. Ta dziewczyna albo kompletnie jej nie słuchała albo nic do niej nie docierało. Cholera wie, co gorsze. Cross nie miała pojęcia, jak powinna do niej przemawiać, żeby wszystko weszło w ten jej śliczny łeb i na dobre się tam zagnieździło. Może powinna pójść na jakiś przyspieszony kurs hiszpańskiego i spróbować w taki sposób z nią rozmawiać? Coś jednak podpowiadało jej, że to nie kwestia doboru semantycznego.
— Chodzi mi o to, żebyś po powiedzeniu czegoś takiego nie zaczynała od razu wychodzić ze skóry, jakby mi tu dojebać. Chciałabym, żebyś zaczęła wreszcie ze mną rozmawiać — odpowiedziała spokojnie, nie dając się sprowokować. Szczerość była podstawą każdej relacji, która miała więcej niż jeden wymiar. Jeżeli miały ograniczyć się wyłącznie do seksu, to nie potrzebowały ani żadnych dyskusji, ani tym bardziej szczerości. Mogły zachowywać się tak jak na początku... no z drobnymi modyfikacjami i jakoś to się będzie toczyć do przodu. Taki był przecież plan. River nie zdążyła się jeszcze oswoić z tą myślą. Potrzebowała czasu, żeby to zaakceptować, ale zanim to w niej osiadło, Prescott przewróciła cały stolik do góry nogami i zmieniła zasady gry. Znowu.
Spięła się, gdy palce dziewczyny zacisnęły się na jej szczęce. Konfrontacja nagle zrobiła się bardzo bezpośrednia. Złapały wreszcie kontakt wzrokowy, a Ruelle z zadziwiającą odwagą kontynuowała festiwal szczerości. Wypowiedziane przez nią słowa wywołały huragan w głowie rysowniczki. Po raz drugi wstrząsnęły jej światem, a ona natychmiast zamarzyła, by usłyszeć je po raz kolejny. Problem w tym, że to właśnie był kolejny raz. Co wynikło z nich ostatnio? Bardzo niewiele. A przynajmniej niewiele przyjemnego. Prescott postarała się, żeby wielka rozkosz, której Cross doznała po ich poprzedniej rozmowie, została przygnieciona przez różne okropieństwa.
Tak strasznie chciała ją po prostu pocałować i zapomnieć o ostatnich dniach. Mogłaby udawać, że nic się nie stało i po prostu cieszyć się jej obecnością. To najlepszy i najgorszy pomysł, na jaki dziś wpadła. Musiała po prostu wymyślić cos innego.
— To pozwól mi się wreszcie kochać. Przestań ode mnie uciekać. Przestań udawać, że jestem dla ciebie tylko kolejną laską do wyruchania i zapomnienia albo się nią stanę. — Groźby nie były raczej dobrą metodą dogadywania się, ale była zdesperowana. Wiedziała, że nie dotrze do niej inaczej niż mówiąc wprost, a nawet w ten sposób będzie ciężko. Ale musiała przecież spróbować. Nie darowałaby sobie, gdyby w tym momencie ją zignorowała z czystej złośliwości. Bardzo chciała za nią podążyć, gdziekolwiek Prescott miała zamiar się udać.
Ruelle I. Prescott
'Te amo, te amo', she said to me
: śr wrz 09, 2026 1:40 am
autor: Ruelle I. Prescott
Przebicie się łyżeczką do mózgu byłoby dla River jedynie niezwykle potwornym sposobem na śmierć i niczym więcej. Ruelle z kolei miałaby okazję do tego, aby zobaczyć, co takiego kryło się w głowie jej rysowniczki. Dosłownie. Tylko, że chyba nie o to jej chodziło. Byłby to zatem wyjątkowo rozczarowujący finał ich znajomości.
- Nie robię tego specjalnie. Po prostu zawsze coś się musi spieprzyć - przyznała szczerze, bo jak dla niej to każdy jej podobny wybuch był sprowokowany czymś.
Zawsze musiał się znaleźć ten jeden zapalnik. Jeden pojedynczy element, który sprawiał, że nagle budziła się w niej ta gorąca krew, która pragnęła jedynie chaosu i zniszczenia. Gorzej tylko, że nie zawsze wiedziała, czemu właściwie zadziałała w tak irracjonalny oraz niszczycielski sposób. To chyba było najgorsze.
Początkowy układ przez długi czas im odpowiadał. Tylko, że z czasem ta dziwna relacja sama przechodziła przez niewyjaśnione transformacje. Nagle nowe rzeczy zaczynały je mierzić, granice się przestawiały, zaczynały pragnąć jeszcze więcej i... Sama nie miała pojęcia, co jeszcze. Trudno było to racjonalnie wyjaśnić, ale czasem odkrywała, że jej własne zasady przestawały jej odpowiadać.
Chciała jej patrzeć prosto w oczy, gdy będzie udzielać odpowiedzi. Właśnie o to chodziło. Czy nie miały się ze sobą skonfrontować? Była też pewna, że River czuje na własnej skórze jak palce jej modelki drżą. Postanowiła zamaskować to poprzez zaciśnięcie się jeszcze mocniej na jej szczęce. Jednak nie na tyle mocno, aby jej utrudnić mówienie.
Znów coś ją mocno przyciągało w jej stronę. Nie mogła zignorować tego uczucia. Była jak magnes, a Ruelle pod wpływem jej dotyku i spojrzeń była redukowana do zwyczajnych opiłków żelaza. To nie było normalne. Na pewno nie...
Strach napiął jej mięśnie, zagościł gdzieś głęboko w spojrzeniu, a oddech na chwilę nerwowo przyspieszył. Nie miała pojęcia jak powinna odpowiedzieć na coś takiego. Kiedyś przecież chodziło tylko o to. Nie cierpiały się. Miała ją przelecieć i pozbyć się tego dziwnego napięcia, które między nimi panowało, a skończyło się... W tym miejscu. W tej kuchni, pośród wyjątkowo wzniosłych wyznań.
- Nie wiem... - zaczęła, ale zaraz musiała zwilżyć dolną wargę językiem, czując jak powoli zasycha jej w gardle. - Nie wiem jak pozwolić się kochać... Pokaż mi jak.
Wypowiedziała te słowa drżącym głosem tuż przy jej ustach. Nie mogła tego znieść. Musiała ją pocałować. To oczekiwanie ją zabijało, ale na pewno nie zamierzała od niej uciekać. Nie była zwykłą laską do wyruchania. Była kimś więcej; była jej obsesją i artystką, której chciała się oddać na wszelkie sposoby.
River Cross
'Te amo, te amo', she said to me
: śr wrz 09, 2026 9:09 am
autor: River Cross
Nie podobał jej się taka odpowiedź. Zrzucanie winy na jakieś tajemnicze i nieokreślone cosie było skrajnie nieodpowiedzialne. Skrzywiła się na taki dobór słów, szukając takich, którymi jej dodatkowo nie zrani. Sprawienie jej bólu nie przyniesie niczego dobrego. Jak mogły spróbować nie mierzyć się na sprawność w kwestii wbijania sobie szpil.
— To może spróbuj nie lecieć za tym w szaleńczym tempie przy pierwszej możliwej okazji? Postaraj się dla mnie znaleźć inną metodę — zasugerowała ostrożnie. Doskonale rozumiała odruch, przez który zatracała się we wściekłości. Tak przecież było najprościej. River była ostatnią osobą, którą można byłoby pod tym względem brać jako wzór do naśladowania. Wierzyła jednak, że nie każda taka sytuacja musi kończyć się destrukcją. Na pewno da się wkurzać inaczej. Na strach nie zawsze przecież trzeba reagować jak dzikie zwierzę. Może i najlepszą obroną jest atak, ale czy Prescott naprawdę myślała, że jej artystka jest kimś, przed kim musi się aż tak zaciekle ochraniać? River chciała znaleźć jakąś metodę, by udowodnić jej, że wcale tak nie jest, ale to nie było proste.
Własny stres palił ją w kark i wywoływał ból w spiętych mięśniach. Tracił jednak na znaczeniu, kiedy dostrzegała bardzo podobne reakcje u swojej modelki. Najchętniej wyjęłaby to wszystko z jej ciała i wyrzuciła do kosza, który pewnie znajdował się pod zlewem. Chciała ją od tego uwolnić. Obserwowanie jej cierpienia naprawdę nie sprawiało River przyjemności. Jedyną metodą na pozbycie się tych emocji było przerwanie rozmowy i uznanie, że nigdy nie miała miejsca. Ta opcja bardzo jej nie odpowiadała. Musiała zacisnąć zęby i to przeczekać. Szły przecież w dobrym kierunku. Powoli się docierały. Musi im się w końcu udać. Nie mogą przecież koncertowo spieprzać sprawy przy każdej nadążającej się okazji, to byłby jakiś absurd.
Ujęła jej twarz w dłonie i przymknęła oczy. Pozwoliła jej wziąć kolejny niespokojny oddech. I jeszcze jeden. Miała nadzieję, że uspokoi się sam, ale to chyba nie miało prawa działać w ten sposób. Najwyraźniej Prescott potrzebowała dużo większej liczby zapewnień niż była w stanie przyznać. Wiedziała, które z nich zrozumie najlepiej. Pocałunek był w tym przypadku dużo lepszą formą wyznania niż wszystkie słowa. Smak jej ust od razu wywołał zawroty w głowie artystki. Mówiła jej, że byłaby gotowa zrobić za nie wiele i wcale wtedy nie koloryzowała. Każdy kolejny czuły pocałunek utwierdzał ją w przekonaniu, że była gotowa iść dla nich na wojnę.
— Mówiłam, że chce jednej rzeczy i wciąż to podtrzymuję. Nie zostawiaj mnie tym razem — wyjaśniła szeptem. Nie znała lepszej metody, by pozwoliła jej się kochać. Wbrew pozorom Cross nie miała wielkich wymagań w tej jednej jedynej kwestii.
— Proszę — dodała ze ściśniętym gardłem. Dłonie artystki zsunęły się z policzków dziewczyny na ramiona, by ostatecznie opleść się wokół jej ciała na wysokości żeber. Wtuliła twarz w zagłębienie przy szyi swojej modelki, jakby próbowała wstydliwie schować się przed własnymi słowami. Fakt, że próbowała to zrobić wtulając się w ciało dziewczyny, która ten wstyd wywoływała, nie był zbyt logiczny, ale nie potrafiła zrobić inaczej.
Ruelle I. Prescott