what a wild, bloody mess that you leave when you eat
: pn wrz 21, 2026 7:19 pm
— Szczura ma mój sąsiad, jak sam już wcześniej zauważyłeś — sprostowała, unosząc kącik ust w namiastce uśmiechu. Sama też tę obserwację odrzuciła, tłumacząc, że to pies, więc winna powinna leżeć po jej stronie. — Nie wiem tylko, co jest gorsze, Monroe. To, że sądzisz, że żyję ze szczurami czy to, że mimo tego nadal chciałeś przyjść z samego rana.
Jej dłoń znieruchomiała na krótką chwilę, z palcami zagłębionymi pomiędzy ciemnymi kosmykami. Było w tym określeniu coś niemiłego, mimo że przecież właśnie tym dla siebie byli. Jeszcze niedawno. Teraz wiedziała już, jak marszczył brwi, kiedy czegoś nie rozumiał, jak wyglądał, kiedy ból odbierał mu oddech i że kiedy był odurzony, stawał się nieznośnie i widocznie pazerny. On wiedział, gdzie mieszkała, jak reagowała na dotyk i najprawdopodobniej pamiętał o niej więcej rzeczy, niż zdążyła mu powiedzieć świadomie. W istocie zdawała sobie jednak sprawę, że określenie było dobrane świadomie z intencją podbicia stawki przy transakcji – tej samej, w której od początku miało chodzić o prawdę, a ostatecznie chodziło mniej o nią, a bardziej o fakt czy i na jakich warunkach przy nim zostanie; w zamian za to, że on w ogóle zdecyduje się odpocząć.
— Przecież już ustaliliśmy, że formalnie jesteśmy parą — przypomniała mu, podejmując przerwany ruch i zgarniając włosy z jego czoła. — Trochę za późno, żeby zasłaniać się teraz obcymi ludźmi.
Na żądanie historii zmarszczyła nos. Jego kolejne dodatkowe warunki rzeczywiście utrudniały sprawę, bo większość tego, co jako pierwsze przychodziło jej do głowy nie nadawało się na dobranoc. Albo kończyło się źle, albo w ogóle nie posiadało jeszcze zakończenia, co w jej przypadku najczęściej oznaczało mniej więcej to samo. Z drugiej strony – nie mogła mu przecież przyznać racji w twierdzeniu, że arsenał jej opowieści składał się wyłącznie z historii tragicznych i mało pokrzepiających.
Musiał mieć naprawdę porządnie wyrobione o niej zdanie, skoro zakładanie tego czy puli jej zainteresowań przychodziło mu tak łatwo. Ciekawe czy zdawał sobie sprawę z tego, jakie znaczenie nosiło słowo stereotyp.
— Oczywiście, że znam — obruszyła się jednak, bo podejrzliwość w jego spojrzeniu była zupełnie nieuzasadniona. Potrzebowała zaledwie kilku kolejnych sekund, aby znaleźć odpowiednią historię. — Był sobie łajdak. Bardzo pazerny i przekonany, że każde nie oznaczało jedynie początek negocjacji. Pewnego wieczoru zrobił coś wyjątkowo głupiego i wrócił do swojego domu ranny, naćpany i półnagi, a później terroryzował niewinną i jakże dobroduszną kobietę, która, szlachetnie odkładając rozwiązywanie krzyżówek i maraton koła fortuny, próbowała mu pomóc. — Westchnęła, by zaakcentować swoje przejęcie rolą jednej z postaci opowieści. — Kobieta miała tragiczny gust do ludzi, więc zamiast sobie pójść, opatrzyła go, oddała mu własną kurtkę, a nawet pozwoliła spocząć na swoich udach — kontynuowała, przesuwając opuszką kciuka po jego skroni. — Potem ten łajdak, któremu wciąż było mało, zażądał bajki, ale ponieważ nadal nie zamknął oczu, nie dowiedział się, że kończyła się dobrze.
Wolną dłoń uniosła dopiero, kiedy jego palce ponownie sięgnęły w stronę opadających nad nim kosmyków. Przechwyciła jego rękę w połowie ruchu, zamykając własną, znacznie mniejszą dłoń wokół jego palców, opuszczając ją z powrotem na jego klatkę piersiową. Kciukiem przesunęła odruchowo po zdartej skórze jego knykci.
— Jeśli uważasz, że to kiepska historia na dobranoc to poproszę twojego managera aby mnie zastąpił. Nie jest obcy i na pewno zna jakieś historie, które nie są depresyjne czy przygnębiające. — Choć prawdą było, że szczerze nie chciała opuszczać swojego stanowiska. Było jej dobrze w miejscu, w którym się znajdowała i próbowała nie zastanawiać, czy w ogóle powinno. Co było ironią losu samą w sobie, bo przecież to jemu wytknęła chciwość przez kwestię przedłużonych, niewinnych negocjacji – a to było niczym w perspektywie tego, co ona zaczynała łapczywie chwytać z każdym momentem, w pełni świadoma tego, że nigdy w pełni tego nie zwróci. Była więc nie tylko pazerna czy egoistyczna. Była tez najwyraźniej hipokrytką.
baby boy
Jej dłoń znieruchomiała na krótką chwilę, z palcami zagłębionymi pomiędzy ciemnymi kosmykami. Było w tym określeniu coś niemiłego, mimo że przecież właśnie tym dla siebie byli. Jeszcze niedawno. Teraz wiedziała już, jak marszczył brwi, kiedy czegoś nie rozumiał, jak wyglądał, kiedy ból odbierał mu oddech i że kiedy był odurzony, stawał się nieznośnie i widocznie pazerny. On wiedział, gdzie mieszkała, jak reagowała na dotyk i najprawdopodobniej pamiętał o niej więcej rzeczy, niż zdążyła mu powiedzieć świadomie. W istocie zdawała sobie jednak sprawę, że określenie było dobrane świadomie z intencją podbicia stawki przy transakcji – tej samej, w której od początku miało chodzić o prawdę, a ostatecznie chodziło mniej o nią, a bardziej o fakt czy i na jakich warunkach przy nim zostanie; w zamian za to, że on w ogóle zdecyduje się odpocząć.
— Przecież już ustaliliśmy, że formalnie jesteśmy parą — przypomniała mu, podejmując przerwany ruch i zgarniając włosy z jego czoła. — Trochę za późno, żeby zasłaniać się teraz obcymi ludźmi.
Na żądanie historii zmarszczyła nos. Jego kolejne dodatkowe warunki rzeczywiście utrudniały sprawę, bo większość tego, co jako pierwsze przychodziło jej do głowy nie nadawało się na dobranoc. Albo kończyło się źle, albo w ogóle nie posiadało jeszcze zakończenia, co w jej przypadku najczęściej oznaczało mniej więcej to samo. Z drugiej strony – nie mogła mu przecież przyznać racji w twierdzeniu, że arsenał jej opowieści składał się wyłącznie z historii tragicznych i mało pokrzepiających.
Musiał mieć naprawdę porządnie wyrobione o niej zdanie, skoro zakładanie tego czy puli jej zainteresowań przychodziło mu tak łatwo. Ciekawe czy zdawał sobie sprawę z tego, jakie znaczenie nosiło słowo stereotyp.
— Oczywiście, że znam — obruszyła się jednak, bo podejrzliwość w jego spojrzeniu była zupełnie nieuzasadniona. Potrzebowała zaledwie kilku kolejnych sekund, aby znaleźć odpowiednią historię. — Był sobie łajdak. Bardzo pazerny i przekonany, że każde nie oznaczało jedynie początek negocjacji. Pewnego wieczoru zrobił coś wyjątkowo głupiego i wrócił do swojego domu ranny, naćpany i półnagi, a później terroryzował niewinną i jakże dobroduszną kobietę, która, szlachetnie odkładając rozwiązywanie krzyżówek i maraton koła fortuny, próbowała mu pomóc. — Westchnęła, by zaakcentować swoje przejęcie rolą jednej z postaci opowieści. — Kobieta miała tragiczny gust do ludzi, więc zamiast sobie pójść, opatrzyła go, oddała mu własną kurtkę, a nawet pozwoliła spocząć na swoich udach — kontynuowała, przesuwając opuszką kciuka po jego skroni. — Potem ten łajdak, któremu wciąż było mało, zażądał bajki, ale ponieważ nadal nie zamknął oczu, nie dowiedział się, że kończyła się dobrze.
Wolną dłoń uniosła dopiero, kiedy jego palce ponownie sięgnęły w stronę opadających nad nim kosmyków. Przechwyciła jego rękę w połowie ruchu, zamykając własną, znacznie mniejszą dłoń wokół jego palców, opuszczając ją z powrotem na jego klatkę piersiową. Kciukiem przesunęła odruchowo po zdartej skórze jego knykci.
— Jeśli uważasz, że to kiepska historia na dobranoc to poproszę twojego managera aby mnie zastąpił. Nie jest obcy i na pewno zna jakieś historie, które nie są depresyjne czy przygnębiające. — Choć prawdą było, że szczerze nie chciała opuszczać swojego stanowiska. Było jej dobrze w miejscu, w którym się znajdowała i próbowała nie zastanawiać, czy w ogóle powinno. Co było ironią losu samą w sobie, bo przecież to jemu wytknęła chciwość przez kwestię przedłużonych, niewinnych negocjacji – a to było niczym w perspektywie tego, co ona zaczynała łapczywie chwytać z każdym momentem, w pełni świadoma tego, że nigdy w pełni tego nie zwróci. Była więc nie tylko pazerna czy egoistyczna. Była tez najwyraźniej hipokrytką.