Strona 4 z 4

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pn wrz 14, 2026 3:09 pm
autor: teddy darling
Jeśli April nie przeszkadzał sposób bycia Teddy, to nie było się czym przejmować. Nikt przecież nie będzie zmieniał drugiej osoby na siłę tylko po to, żeby później móc się do czegoś dopierdolić. Pewnie dużo ułatwiał fakt, że znały się tak długo. Gdyby poznały się dopiero teraz, całkiem możliwe, że w ogóle by się nie zeszły. Może szybko okazałoby się, że potrzebują czegoś zupełnie innego i zwyczajnie nie potrafiłyby się ze sobą dogadać. Na szczęście miały za sobą lata przyjaźni, dzięki którym wiele rzeczy przychodziło im naturalnie. Darling miała tylko nadzieję, że z czasem nie wyjdzie z tego jedynie kwestia przyzwyczajenia. Chciała wierzyć, że każdego dnia naprawdę wybierały siebie nawzajem i będą potrafiły przejść przez wszystko tak, żeby ostatecznie się nie pokrzywdzić.
Nie czuła potrzeby tłumaczenia narzeczonej, że to, co łączyło ją kiedyś z innymi kobietami, było wyłącznie przeszłością. Obie miały ją przecież całkiem barwną i Finch doskonale o tym wiedziała. Teddy nigdy nie udawała przed nią, że przed ich związkiem żyła jak zakonnica i nie miała na koncie żadnych podbojów. April musiała po prostu zaufać strażaczce i nie doszukiwać się czegoś, czego nie było.
Trochę żałowała, że ominęło ją to całe flirtowanie przez apki. Z drugiej strony nie wydawało jej się, żeby była w tym jakaś fantastyczna. Darling o wiele lepiej wypadała na żywo i może nie zawsze robiła dobre wrażenie, ale na pewno zyskiwała przy dogłębnym bliższym poznaniu!
Wymieniła z Jettem szybkie spojrzenia. W zasadzie nie miała pojęcia, co powinna sądzić o tym pomyśle narzeczonej. Wydawał się całkiem fajny, ale nikt nie mógł przewidzieć, jak zostanie przyjęty przez szefostwo.
Podoba! — odparli niemal jednocześnie, żeby April miała świadomość, że skoro nie był to żart, potraktowali jej dobre chęci całkowicie poważnie. Po prostu Teddy nie miała pojęcia, co dokładnie narzeczona chciała zrobić i jaki punkt widzenia zamierzała przedstawić szychom. Mogła się tylko domyślać, że skoro w ogóle zaczęła o tym mówić, to musiała mieć jakiś konkretny pomysł.
Właściwie jest kilka niedogodności, które można byłoby poprawić. — zaczął ostrożnie Donovan. — Prycze w remizie są strasznie niewygodne.
Teddy wywróciła oczami.
Odezwała się księżniczka na ziarnku grochu — pokręciła z politowaniem głową. — Ale sama widziałaś prysznice — dodała, spoglądając na Finch, która miała już okazję z nich korzystać po rozegraniu meczu koszykówki. Faktycznie nie były najlepsze. Delikatnie ujmując.
Gniazdka wypadają ze ścian. To przecież grozi pożarem! — dorzucił Jett. Tego jeszcze brakowało, żeby remiza, czyli miejsce, w którym strażacy mieli reagować na pożary, sama pewnego dnia stanęła w płomieniach.
Podobno w większości jednostek zimą nie działa ogrzewanie — przypomniała sobie Teddy, bo miała okazję rozmawiać o tym z kimś z innej brygady.
No i chujowo nam płacą — zauważył jej przyjaciel. Darling natychmiast zacisnęła usta w wąską linię. Bardzo nie lubiła poruszać tego tematu. Wiedziała przecież, że miał rację. Każdy wiedział, że strażacy nie zarabiali adekwatnie do tego, jak wymagający był ich zawód. Godziny pracy i ryzyko zdecydowanie nie szły w parze z wypłatą. Nie sądziła jednak, żeby akurat ten problem dało się tak po prostu przeskoczyć. Remont pryszniców, wymiana gniazdek czy naprawa ogrzewania były konkretnymi rzeczami, które można było komuś zlecić i na które dało się znaleźć pieniądze, jeśli ktoś odpowiednio mocno się o nie upomniał. Podwyżki dla całej straży wymagały już czegoś więcej. O tyle dobrze, że jej koledzy dostawali większe wypłaty tylko ze względu na lata stażu, a nie dlatego, że byli facetami. Przynajmniej tutaj nikt nie próbował udowadniać jej, że za tę samą pracę powinna dostawać mniej tylko dlatego, że urodziła się kobietą.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pn wrz 14, 2026 7:44 pm
autor: April Finch
Imprezę należało rozkręcać powoli. Trzeba było wiedzieć, kiedy jest pora na jaki poziom najebania się. Na przykład teraz wszyscy sączyli sobie dla lepszego poczucia w towarzystwie. April była bardzo ciekawa ich zdania na temat w pracy straży. Niby znała bolączki, bo obserwowała Teddy od lat, ale to co innego, jak usiądziesz przed taką dwójką i po prostu pociągniesz ich za język. Żeby rozmawiało im się nieco milej, Finch znowu sięgnęła po butelkę wódki i polała obojgu szczodrze. W trakcie studiów nauczyła się wykonywać perfekcyjne lustro i teraz mogła się nim chwalić na imprezach! Jej hojność naprawdę nie znała granic. Na szczęście ta dwójka nie potrzebowała bardzo wielu zachęt. Języki rozwiązały im się dość szybko. Mówili o prozaicznych sprawach, ale to właściwie dobrze. Z takimi na początek powinno pójść najlepiej.
— Wasze prysznice to obraza dla łazienek, zgadzam się. Na gniazdka dałes mi właśnie bardzo dobry argument, dziękuję. Widzicie, to nie jest trudne. — Pokręciła głową z rozbawieniem. Skoro potrafili od ręki wymienić aż tyle rzeczy, to czemu nie tupnęli nogą i nie zaczęli walczyć o swoje? April domyślała się, że zacnzą wykręcać się brakiem czasu, ale to przecież też nie tak, że każdego dnia dzieją się jakieś wypadki wymagające kilkunastogodzinnych operacji. Złej baletnicy to wiadomo co.
— A z tym ogrzewaniem to też przecież głupota. Na pewno im bardzo nie po drodze, żebyście chorowali jedno po drugim. — Pokiwała głową ze zrozumieniem. Jasny szlag by ją trafił, gdyby musiała pracować w takich warunkach. Na szczęście miała ciepłą posadę przy biureczku i nawet najgorsza pogoda nie była jej tam w stanie zepuć nastroju. Co najwyżej oferowała kiepskie widoki za oknem, ale to był tylko drobny szczegół. Strażacy powinni chociaż w jednostce mieć bezpieczne schronienie. Nie mieli wpływu na warunki, jakie panowały na zewnątrz, gdy wyjeżdżali na akcję, ale budynek jednostki powinien przecież spełniać wszystkie normy, szanujmy się!
— Niestety łatwiej nam będzie załatwić remonty — westchnęła krótko, nie chcąc ciągnąć tematu wypłat. Nie była w stanie im niczego w tym momencie załatwić, to zbyt poważna sprawa na pojedynczą rozmowę na imprezie. Nawet z tymi renowacjami może nie wyjść, ale przynajmniej zrobi sobie podkładkę.
— Dobra, to zanim pójdziemy do tego waszego... jak mu tam? Generała? Jak mam się do niego zwracać? — Spojrzała na nich pytająco, bo oczywiście kompletnie nie słuchała, gdy go przedstawiano, a nie chciała palnąć jakimś złym tytułem. Trzeba było umieć się już na starcie rozmowy podlizać! Jak już się mylić w kwestii stopni, to lepiej przedobrzyć niż nie dopowiedzieć, ale taki szef wszystkich szefów ma pewnie najwyższy stopień z możliwych.
— Zapytajmy jeszcze kogoś z waszych kumpli. No, prowadźcie! — Podniosła się z miejsca ze swoim kieliszkiem i ponagliła ich ręką. Pora było wreszcie się ruszyć i zacząć integrować z innymi jednostkami.
— Możemy też przywitać się ze wszystkimi strażaczkami, z którymi cię coś łączyło — zasugerowała z głupim uśmieszkiem. Spojrzała na narzeczoną w taki sposób, by ewidentnie zasugerować, że tylko sobie żartowała, ale... było to oczywiście chujem podszyte. Ale takim drobnym. Malutkim. Jak u pandy.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pn wrz 14, 2026 9:31 pm
autor: teddy darling
Nie miała w zwyczaju narzekać, o czym przekonali się wszyscy, którym dała. Się poznać, oczywiście. Teddy była ostatnia do użalania się nad własnym losem i naprawdę potrafiła cieszyć się małymi rzeczami. Jak chociażby z tego, że w remizie w ogóle były prycze, bo przecież równie dobrze mogli spać na twardej posadzce. Może nie było to szczególnie wygodne, ale przynajmniej nie musieli kłaść się na ziemi. W jednostce oczywiście było sporo rzeczy, które można było poprawić. Wiele sprzętów miało swoje mankamenty, część pomieszczeń zdecydowanie prosiła się o remont, a niektóre rozwiązania wyglądały tak, jak relikty z poprzedniej epoki. Darling nie była ślepa, ale po ośmiu latach służby zdążyła jednak przywyknąć do tych wszystkich niedogodności. Bo czy odrobina wygody naprawdę mogła równać się z możliwością uratowania ludzkiego życia?
Naprawdę nie jest tak źle — zapewniła narzeczoną z uśmiechem, kiedy ta zaczęła spisywać w głowie wszystkie jej uwagi.
Jest źle — wtrącił od razu Jett, który skinieniem głowy podziękował za napełnienie kieliszka i opróżnił go jednym haustem. — Nie słuchał jej — dodał, wskazują ręką na strażaczkę. Teddy spojrzała na niego z politowaniem, dając mu do zrozumienia, że straszna z jego pizda. Dlaczego sam nie poszedł z tym do przełożonych? Najlepiej wysługiwać się cudzymi narzeczonymi!
Bardzo doceniała zaangażowanie Finch w całą akcję, ale nie była przekonana, czy taka pogawędka z szefostwem rzeczywiście cokolwiek zmieni. Samo zwrócenie uwagi na problemy było oczywiście dobrym początkiem, tylko że Teddy zdawała sobie sprawę, że wiele rzeczy nie zależało bezpośrednio od ludzi siedzących na najwyższych stanowiskach. Budżet na remonty, modernizację jednostek czy wymianę wysłużonego sprzętu pochodził z budżetu miasta i odpowiednich programów kapitałowych. Równie dobrze mogło się więc okazać, że nawet jeśli ktoś z góry chciałby im pomóc, miał związane ręce. Mogli przytaknąć, pokiwać głowami, obiecać, że przyjrzą się sprawie, a potem wszystko utknęłoby gdzieś pomiędzy procedurami i kolejnym spotkaniem, na którym ktoś powiedziałby, że w tym roku i następnym roku nie ma na to pieniędzy. Nie chciała jednak podcinać April skrzydeł. Skoro miała ochotę spróbować, to czemu nie? Najwyżej nic z tego nie wyjdzie. A jeśli jakimś cudem udałoby się ruszyć chociaż jedną rzecz, to już byłoby coś!
Najwyższy rangą komendant i dyrektor straży pożarnej — przytoczyła cały tytuł Jima Jessopa. — Ale nie zwracamy się do niego, bo nigdy z nim nie rozmawialiśmy na osobności. Chyba wystarczy po prostu proszę pana, co nie? — zerknęła niepewnie najpierw na Jetta, a potem na narzeczoną.
Darling pospiesznie opróżniła swój kieliszek i rozejrzała się po sali. Skoro April naprawdę zamierzała wypytać ludzi o warunki w jednostkach, najlepiej było zacząć od tych, których znały. Kogo właściwie Finch chciała jeszcze przesłuchać? Secadę? Bliźniaków? Younga? Tak chyba będzie najlepiej. W końcu miały zacząć od zmian w ich własnej jednostce. Mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości!
To może podpytamy Johnsonów? Chociaż sama nie wiem, oni na pewno będą strasznie marudzić — westchnęła, kiedy już całą trójką odeszli od stolika. Tym to wiecznie nic nie pasowało. Gdyby dać im wolną rękę, najpewniej zażądali­by wyburzenia całej remizy i postawienia nowej od fundamentów.
Kolejne słowa narzeczonej sprawiły jednak, że Darling ściągnęła brwi i posłała jej pytające spojrzenie. Do czego teraz piła?
A chcesz? To możemy — odparła bez najmniejszej złośliwości. — Tam siedzi Brooke Fraser — wskazała na stolik 37 jednostki, przy którym drobna brunetka sączyła kolorowego drinka. — A tam Avery McCarthy. Czekaj, jestem pewna, że widziałam gdzieś jeszcze Stephanie Ross... — obróciła się wokół własnej osi, próbując wypatrzyć kolejną strażaczkę, ale nigdzie nie dostrzegła Stephanie. Za to dostrzegła minę April. I wtedy jej własna mina trochę zrzedła. Donovan już kręcił głową ponad ramieniem Finch, dając przyjaciółce bardzo wyraźny sygnał, że kompletnie nie załapała żartu. — Och, poczekaj. Teraz nie mówiłaś poważnie? — zapytała ostrożnie, zagryzając nerwowo dolną wargę. To naprawdę nie była wina Teddy, że czasami trudno było jej nadążyć za narzeczoną!

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: wt wrz 15, 2026 12:36 am
autor: April Finch
Wyszczerzyła się do Jetta, gdy tylko uznał, że jest dużo gorzej niż ciągle powtarza Teddy. Doceniała taką szczerość i stawianie sobie jakichś ludzkich warunków. Jej narzeczona miała zdecydowanie zbyt lekkie podejście do środowiska, w którym przyszło jej pracować. Nie można tak godzić się na wszystko, co los oferował. Szczególnie, jeżeli wiedziało się, że można postarać się o coś więcej. Pokiwała głową na znak, że nie ma zamiaru tak łatwo zgadzać się ze strażaczką. Wcale nie uważała, że Donovan miał jakieś wygórowane wymagania. Żadna z rzeczy, którą jej przedstawili, nie była czymś, czego nie powinno się wymagać od swojego miejsca pracy. Nie chcieli przecież miękkich poduszeczek pod dupcie albo ekspresu, który spienia mleko. Ogrzewanie zimą i zmniejszenie szansy na wywołanie pożaru w jednostce straży pożarnej to naprawdę nie były rzeczy, które powinni dusić w sobie i udawać, że ich to nie obchodzi. Nikt nie powinien uznać, że to są jakieś wygórowane wymagania.
Proszę pana jest zbyt zwyczajne. Trzeba zacząć od wchodzenia mu w tyłek, żeby miał dobry humor na początku rozmowy, która na pewno mu go zepsuje — wyjaśniła narzeczonej. Zapamiętała te wszystkie dziwaczne tytuły, którymi powinna się posługiwać. Nawet brzmiały ciekawiej niż te wynikające ze zwykłych norm uprzejmości. Domyślała się, że mężczyzna był przyzwyczajony do wysłuchiwania takich form w pracy, ale dzisiaj był trochę poza nią, a April przecież nie była jego podwładną. Była po prostu wyjątkowo miłą gościnią na jego imprezie, która potrafi się ładnie uśmiechnąć i udawać, że bardzo ja obchodzi, co ma do powiedzenia. Jaki chłop nie dałby się na to złapać? No chyba tylko jakiś wariat. Miała też nadzieję, że Jim Jessop nie będzie sobie odmawiał dzisiaj alkoholu. Oby tylko się nie najebał jak szpadel, bo z kimś takim to nie załatwi niczego. Powinien się po prostu nieco rozluźnić i ułatwić zadanie każdemu, kto będzie chciał do niego zagadać. Biorąc pod uwagę, jakiego rodzaju to był dla niego dzień, pewnie zdecyduje się na kilka drinków. No, chyba że był abstynentem, to trudno.
— Miałam raczej na myśli kogoś spoza waszej jednostki, żeby się sprawy nie powtarzały, ale jeżeli myślisz, że będą w stanie wpaść na coś dodatkowego, to jasne. Chodźmy do nich — zgodziła się. Zasięgnięcie języka od różnych strażaków dałoby jej szerszy obraz sytuacji, ale mogła zakładać, że w wielu jednostkach problemy wyglądały podobnie. Poza tym, może bliźniacy po prostu będą wiedzieli, jak wyglądała sprawa u innych? To tym bardziej wszystko by przyspieszyło. No i, co najważniejsze, dawno się z nimi nie widziała. Zdążyła się stęsknić za tymi identycznymi mordkami, a porozmawianie z nimi po prostu sprawi jej dużo przyjemności.
Podążała uważnie za wzrokiem narzeczonej, by wyłapać wszystkie kobiety, o których mówiła. Nie spodziewała się, że zrobi się ich tak dużo. Przecież na tej imprezie nie było nawet wszystkich strażaków z miasta. Ktoś ciągle siedział na dyżurach, ktoś mógł po prostu się wykręcić albo być chorym. Jak bardzo lista wydłużyłaby się, gdyby wrzucic do tego pomieszczenia absolutnie wszystkie strażaczki z Toronto?
— Nie wiem. A dużo masz ich jeszcze do wymienienia? — zapytała spokojnym tonem. Może nawet ciut za bardzo pozbawionym złości jak na standardy, które zazwyczaj oferowała. To była najlepsza metoda na uniknięcie nerwów, na jaką wpadła.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: wt wrz 15, 2026 10:18 am
autor: teddy darling
Nie miała wystarczającej siły przebicia, żeby przekonywać tę dwójkę do swoich racji. Zresztą, czy naprawdę było aż tak źle? Zdaniem Teddy - wcale nie. Takie niedogodności hartowały charakter! Zresztą niech tylko April wyobrazi sobie, co by się stało, gdyby w remizie postawili im wygodniejsze łóżka. Wtedy Teddy już w ogóle nie będzie pojawiać się w domu. Po co miałaby wracać, skoro w pracy czekałaby na nią wygodna prycza, ciepły prysznic i może jeszcze ktoś podałby jej śniadanie do łóżka? No dobrze, to był akurat wyjątkowo słaby argument. Sama chciała wracać do domu zawsze, kiedy tylko mogła. Jeszcze niespełna rok temu pewnie wybrałaby nocowanie w pracy, jeśli tylko miałaby dzięki temu nie tracić czasu na dojazdy. Teraz jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Loft przestał być dla niej miejscem, do którego wpadała między jedną zmianą a drugą. Była tam April.
No to może dyrektorze? — zasugerował Donovan odnośnie tego, jak właściwie zwracać się do Jessopa. Jasne! Od razu kierowniku i królu złoty. Niech jeszcze Finch zapyta, czy może ją poratować dolarem. Z drugiej strony dyrektor był chyba najwłaściwszym skrótem. I przede wszystkim o wiele wygodniejszym niż recytowanie za każdym razem całego jego tytułu. Przecież zanim narzeczona zdążyłaby przejść do sedna, gość zdążyłby się zestarzeć jeszcze bardziej.
Trzeba było tak od razu — strażak zatrzymał się na chwilę i ruchem ręki wskazał stolik pod ścianą. — Tam siedzą chłopaki ze 119. Często z nimi współpracujemy, to można do nich zagadać. Jeremiah Briney jest takim naszym Blazem. Najlepiej będzie wiedział, czego brakuje w ich jednostce — wyjaśniła, chociaż i tak uważała, że warto zaczerpnąć również opinii z ich ekipy. Co prawda bliźniacy mogli nie mieć nic szczególnie mądrego do powiedzenia, ale April powinna brać pod uwagę zdanie większej liczby osób, jeśli rzeczywiście chciała zacząć zmieniać warunki strażaków, na razie przynajmniej w tej jednej, konkretnej jednostce.
Teddy naprawdę myślała, że narzeczona chciałaby przywitać się z kobietami, z którymi strażaczkę łączyło kiedyś coś więcej. Dlaczego tak pomyślała? Chyba była jednak głupsza, niż przewidywała ustawa. Rozejrzała się po sali, kiedy padło pytanie o ilość. Wcale nie było ich aż tak dużo. Niektóre faktycznie nie przyszły, jak Carver i Davis, które pełniły dzisiaj dyżur i pilnowały, żeby miasto doszczętnie nie spłonęło. Były też takie, które po traumatycznych przeżyciach zrezygnowały ze służby i dawno nie miały już nic wspólnego ze strażą pożarną. Ale wciąż nie była to jakaś horrendalna liczba!
Może. I co w związku z tym? — wróciła wzrokiem do twarzy narzeczonej i posłała jej łagodny uśmiech. Chyba Finch nie zzielenieje zaraz z zazdrości? Darling jeszcze w Mont-Tremblant stwierdziła, że zazdrość nie była jej kolorem. Nie chciała jednak, żeby poczerwieniała za bardzo ze złości, nawet jeśli pasowałoby jej to do sukienki. — O większości i tak słyszałaś — wzruszyła ramionami. I to akurat była prawda. Były najlepszymi przyjaciółkami przez piętnaście lat. April siłą rzeczy zdążyła nasłuchać się o większości kobiet przewijających się przez życie Teddy i o tym, że znowu odpierdoliła jakiś numer.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: śr wrz 16, 2026 2:00 pm
autor: April Finch
Zmarszczyła nos, zastanawiając się intensywnie nad propozycją Donovana. Samo dyrektorze wydawało jej się jednak nieco niepełne. Może ojcze dyrektorze? To robiło furorę za oceanem, mogłoby również w Kanadzie. April miała przecież dziwaczną słabość do Polski! Nie miała jej jednak do tego typu hierarchizacji, podobnie zresztą jak do religii. Z tej dodatkowej opcji musi po prostu zrezygnować. Pełny tytuł sprawiał wrażenie całkiem dobrego pomysłu. Może i zdąży się zapowietrzyć, zanim skończy go mówić, ale można było to też przerobić na jakąś formę żartu. Podobno poczucie humoru miała niczego sobie, a przynajmniej tak powtarzała jej Teddy. Może okazać się, że okłamywała ją przez te wszystkie lata i zaraz zrobi z siebie totalną kretynkę! Z drugiej strony, wielokrotnie czuła się jak totalna kretynka i wielokrotnie też słyszała – nie tylko od strażaczki – że potrafi być zabawna, więc nie powinno być tak źle. Fakt, że najczęściej powtarzają jej to jej podwładni na pewno nie ma niczego wspólnego z czymkolwiek.
— Super, tego mi było trzeba. — Uśmiechnęła się z wdzięcznością do Jetta, który wskazał jej ekipę z jednostki 119. Skoro mieli już jakąś podkładkę znajomości, to powinni wystarczyć. Powinni mieć nieco inną perspektywę. Gorzej, jak się okaże, że akurat u nich wszystko jest perfekcyjnie! Chociaż może wcale nie gorzej? Wtedy będzie mogła argumentować, że jednostka jej narzeczonej jest wiecznie sekowana.
Zbliżanie się do którejkolwiek z kobiet, z którą Teddy coś łączyło, niespecjalnie zgrywało jej się z wizją świetnej imprezy. Nie żeby zakładała, że z tymi kobietami jest coś nie w porządku. Pewnie wręcz przeciwnie, okazałaby się wszystkie bardzo fajne. Może nawet tym gorzej? Gdyby zobaczyła w nich jakieś durne albo brzydkie małpy, to poczułaby się lepiej lepiej sama ze sobą. To byłoby jednak wyjątkowo puste, a z Finch nie jest chyba aż tak źle. Zdawała sobie też sprawę, że Teddy miała dobry gust i na pewno nie poleciałaby na takie, które nie byłyby warte nawet spojrzenia. Pewnie z niektórymi z nich Finch spokojnie mogłaby się nawet zaprzyjaźnić, ale to również jej nie grało. Chyba nie była aż tak dobrym człowiekiem, żeby traktować te kobiety z tak szeroko otwartym sercem.
— Nic w związku z tym. Po prostu zapytałam. Naprawdę nie musimy o tym rozmawiać. Ani z nimi — zapewniła ostrożnie. Żałowała, że w ogóle odezwała się w tym temacie. Może w końcu nauczy się, żeby trzymać język za zębami i się nie wychylać, kiedy szansa na zwyczajną rozmowę jest po prostu znikoma.
— Chodź, przedstawisz mnie im — zaproponowała i ruchem głowy wskazała na ekipę z jednostki 119. Położyła dłoń na plecach narzeczonej i naparła na nie delikatnie, kierując ją w tamtą stronę. Skupienie się na neutralnych znajomościach, a potem na pracy, zdawało się teraz najlepszym rozwiązaniem. Nic tak dobrze nie działało na unikanie natrętnych myśli niż zatracanie się w pracy albo używkach! Nie można było jednak tego przesadnie mieszać. Teraz była pora na robotę. Uśmiechnęła się wiec promiennie, gdy zbliżyły się do strażaków.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: śr wrz 16, 2026 8:13 pm
autor: teddy darling
Jakkolwiek nie zwracaliby się do Jessopa, to i tak najważniejsze było, żeby w ogóle chciał z nimi zamienić więcej niż kilka grzecznościowych zwrotów. Równie dobrze mógł pokiwać głową i odprawić ich z kwitkiem. Teddy znała go właściwie tylko z widzenia i corocznych przemów. Nigdy nie miała okazji zamienić z nim dłuższej rozmowy, nie mówiąc już o tym, żeby podejść do człowieka stojącego najwyżej w całej tej hierarchii i zacząć wyliczać mu rzeczy, które przydałoby się poprawić w remizie. Miała do niego podejść i powiedzieć mu, że prysznice są do dupy? Chyba spłonęłaby ze wstydu. April miała jednak zupełnie inne podejście. Darling, chcąc nie chcąc, musiała przyznać, że może właśnie dlatego ktoś taki jak ona był im potrzebny. Strażacy bardzo szybko przyzwyczajali się do swoich warunków. Jeśli ogrzewanie nie działało, zakładała dodatkową bluzę. Jeśli pod prysznicem leciała lodowata woda, brała go w tempie ekspresowym. Zresztą zimna woda hartowała, a przy okazji była całkiem dobra na obolałe mięśnie. Gdzie jakieś minusy?
Nie rozumiała, do czego właściwie narzeczona zmierzała, poruszając temat kobiet, z którymi strażaczka miała okazję się obściskiwać. Najpierw sama o nie pytała, a teraz nagle zaczęła się z tego wycofywać. Teddy coraz mniej z tego rozumiała.
Yyy, okej? — odparła, trochę zbita z tropu. Kompletnie za nią nie nadążała. Zazdrość zazdrością, ale jeśli miały się ze sobą porozumiewać właśnie w ten sposób, to daleko tak nie zajdą. Teddy naprawdę wolałaby wiedzieć wprost, o co April chodziło, zamiast próbować odgadywać znaczenie każdego dziwnie sformułowanego zdania. Nie zawsze łapała takie rzeczy. Właściwie to dość często ich nie łapała. Nawet teraz nie do końca podłapała żart chujem podszyty sarkazmem. — No tak, w sumie nic nie musimy — wzruszyła tylko ramionami. Nie chciała przecież naciskać. Jeśli April nie miała ochoty dalej o tym rozmawiać, to w porządku. Tylko że jeszcze chwilę temu Teddy była w dobrym nastroju, a teraz nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić. Zostało jej jedynie lekkie skołowanie i poczucie, że właśnie przegapiła coś ważnego, ale nie miała pojęcia co. Może jeśli jakimś cudem uda się przekonać Jessopa do naprawy gniazdek remizie, to może i humor jej się trochę poprawi.
Ruszyli w stronę stolika 119. jednostki, przy którym Jeremiah Briney rozmawiał ze swoimi kolegami. Darling zarejestrowała kątem oka, że Jett powstrzymuje się od skomentowania wcześniejszej wymiany zdań między narzeczonymi. I bardzo dobrze. Teddy nie miała teraz ochoty po raz kolejny zastanawiać się, co właściwie zrobiła nie tak. Zamiast tego Donovan po prostu przywołał Briney'a gestem ręki. Mężczyzna przerwał rozmowę z pozostałymi strażakami i podszedł do nich z szerokim uśmiechem. Miał kruczoczarne włosy, podkręconego wąsa, co najwyraźniej było charakterystyczne dla wszystkich panów z tej jednostki, i był naprawdę wysoki. Może nie taki wysoki jak Donovan, bo przy Jettcie większość facetów wyglądała trochę mniej imponująco, ale niewiele mu brakowało. Darling przez chwilę zastanawiała się, czy ten wąs był jego własnym wyborem, czy może jednostka 119 miała jakieś swoje, niepisane zasady dotyczące zarostu. Po ostatnich doświadczeniach z niepisanymi zasadami Teddy wolała jednak nie pytać. Jeszcze by się okazało, że wąs również był jedną z nich, a ona przez osiem lat służby żyła w błogiej nieświadomości, że powinna była sobie taki zapuścić.
Cześć, stary. Pamiętasz Teddy? — zagaił, wskazując na Darling. — To jej narzeczona, April. Ma do ciebie kilka pytań o to, co przydałoby się pozmieniać w jednostkach strażackich. No wiesz, czego wam brakuje, co można by poprawić, takie tam — przedstawił pokrótce, dlaczego właściwie oderwali go od stolika, a Briney spojrzał z zaciekawieniem na Finch.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: czw wrz 17, 2026 12:02 am
autor: April Finch
Westchnęła krótko, gdy narzeczona wycofała się w rozmowy w sposób, który nie świadczył raczej o zbyt wielkim zrozumieniu jej zalążka. Zdecydowanie żałowała, że w ogóle poruszyła ten temat, to naprawdę nie było konieczne. Dostrzegła, że Teddy przygasła i domyślała się, że trudno będzie ją teraz z powrotem wrzucić na tory dobrego nastroju. Ale może dzięki rozmowom z innymi strażakami się nieco rozrusza? Musiały teraz po prostu wyluzować, spróbować się nieco posacjolizować i spróbować załatwić kilka ulepszeń do ich codziennej pracy. Zakładała, że nie uda im się załatwić każdej z tych rzeczy, ale jeżeli plan uda się chociaż po części, to będzie zadowolona. Na szczęście była też ambitna i stawiała sobie wysoko poprzeczkę. Liczyła, że uda im się ogarnąć absolutnie wszystkie punkty z listy. Uśmiechnęła się delikatnie do narzeczonej i ścisnęła lekko jej rękę na znak, że naprawdę nic się nie stało i w żaden sposób nie jest na nią zła. Nie chciała, by Darling musiała się teraz zastanawiać do rana, co takiego zrobiła, że April się najeżyła, bo przecież nie zrobiła niczego złego. Nie byłoby sprawiedliwym winienie jej za przeszłość, o czym Finch doskonale wiedziała. Wciąż szukała metod na przyzwyczajenie się do faktu, że ta przeszłość obecna jest właściwie wszędzie.
Uśmiechnęła się szeroko do nowych strażaków. Takich jeszcze nie wiedziała! Fajne nabytki do jej strażackiej kolekcji. Kto by nie chciał mieć w zbiorach strażaka z takim imponującym wąsem? April wprawdzie jeszcze wczoraj nie miałaby pojęcia, że chciała, ale teraz, jak go już dostała, to potrzeba wydawała się oczywista. Tylko czy ona na takiego zasłużyła? Pewnie nie! Ale pewnie też nie zasłużyła na tych ze swojej jednostki, a szczególnie na taką jedną strażaczkę, więc trzeba było po prostu udawać, że nie ma problemu i obecność Finch wcale nie jest tu dziwna albo nie na miejscu.
— Bardzo mi miło. To właściwie są wstępne plany, ale tak, ostatecznie chciałbym urobić Jessopa tak, żeby zaczął w was widzieć ludzi. — Wyciągnęła rękę w jego stronę, by się przywitać jak należy. Dobrze, że ojciec nauczył ją, jak się porządnie ściska ludziom dłonie i nie podawała nigdy frajerskich flaków. Ludzie, którzy robili coś takiego, powinni po prostu darować sobie podawanie ręki. To naprawdę nie jest konieczne, a w efekcie dodatkowo denerwuje. Jak takiego rozmówcę traktować na poważnie? Ze strażakami na szczęście zazwyczaj nie było tego problemu. To wielkie chłopy i silne babki. Wiedzą, jak się witać.
— Powiedzmy, że robię taką mini ankietę środowiskową, żeby zrozumiał, o co będę mu wiercić dziurę w brzuchu przez najbliższe tygodnie. Wystarczy, że mi opowiecie, co was najbardziej męczy na co dzień w jednostce. Brak ciepłej wody pod prysznicami? Darmowy cukier, ale brak stewii? — wyjaśniła pokrótce o co jej chodzi i spojrzała z zaciekawieniem na wąsaczy. Kusiło ją, żeby wyciągnąć telefon i zaczął notować, ale nie chciała robić z siebie aż takiej wariatki. Tego przecież nie może być tak dużo, żeby nie zapamiętała, prawda? Prawda?

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: czw wrz 17, 2026 2:00 am
autor: teddy darling
Nie miała do narzeczonej pretensji. Co prawda zrobiło jej się trochę przykro, bo nie do końca rozumiała, o co właściwie chodziło i chyba potrzebowała jakichś wyjaśnień, które pozwoliłyby jej przestać się nad tym zastanawiać, ale nie zamierzała robić z tego wielkiej sprawy. Teddy nie potrafiła przecież długo chować urazy. Nie miała też w zwyczaju obrażać się o byle co, zwłaszcza na osoby, które były dla niej ważne. Teraz również nie była obrażona. Po prostu reakcja April wywołała u niej lekką konsternację. Miała wrażenie, że coś jej umknęło, ale nie potrafiła wskazać dokładnie co takiego. Jak miała zrozumieć, co się stało, skoro nawet nie wiedziała, czego właściwie nie zrozumiała? Dobrze, że nie wspomniała Finch o tym, jak ostatnio masowo wpadała na swoje byłe partnerki, bo dopiero zrobiłoby się niezręcznie. To był jakiś dziwaczny zbieg okoliczności, że los co rusz stawiał na jej drodze kolejne eks. Darling naprawdę nie miała pojęcia, skąd się to wzięło. Przecież nie zaczęła chodzić po Toronto z listą dawnych miłości i sprawdzać, co u nich słychać. Same spotkania były zresztą zupełnie mało istotne. Nie było to nic, czym warto byłoby zawracać głowę April. Nie chciała niepotrzebnie dokładać jej powodów do wyolbrzymiania rzeczy, które dla strażaczki nie miały absolutnie żadnego znaczenia.
Czuła się trochę nieswojo w rozmowie z Briney'em, ale to przez wcześniejszą sytuację, a nie przez poruszony temat. Szczerze wątpiła, że to pomoże jej się rozchmurzyć, ale to nic! Zrobi dobrą minę do złej gry i prędzej czy później puści tamto w niepamięć.
Jeremiah porządnie uścisnął dłoń April, trochę zdziwiony jej początkowymi słowami. Czy właśnie dotarło do niego, że do tej pory był traktowany jak podczłowiek? Chyba tak. Przynajmniej jego mina sugerowała, że właśnie doznał małego olśnienia. Wyglądał jednak na zaciekawionego tym, co Finch miała do powiedzenia, więc najwyraźniej nie zamierzał uciekać od stolika przy pierwszej możliwej okazji.
Poczekaj, chcesz rozmawiać z Jimem Jessopem w naszym imieniu? — zdziwił się szczerze, najwyraźniej nie spodziewając się takiego obrotu spraw. — Będziesz robić za naszego adwokata? — zerknął niepewnie najpierw na Darling, a potem na Donovana, jakby próbował sprawdzić, czy oni również właśnie dowiedzieli się o tym planie.
Ma to we krwi — wtrąciła Teddy. Była przekonana, że niejeden strażak na tej sali słyszał o Finchach. Trudno było jednak przewidzieć, czy z tej dobrej, czy raczej z tej kiepskiej strony.
Strażaczka miała wrażenie, że zdolności negocjacyjne narzeczona wyssała z mlekiem matki. Zawsze miała coś do powiedzenia, zawsze potrafiła dobrać odpowiednie słowa i - co najważniejsze - powiedzieć je z taką pewnością siebie, że nawet Darling zaczynała się zastanawiać, czy przypadkiem to ona nie miała racji, nawet jeśli jeszcze chwilę wcześniej była przekonana o czymś zupełnie innym. Nic dziwnego, że czasami przy April czuła jak jakiś ułom.
Cholera, trochę tego będzie — oznajmił Briney po głębszym namyśle. — Kiepskie wyposażenie kuchni, przestarzały sprzęt treningowy, brak wystarczającej przestrzeni do odpoczynku po długiej zmianie. To akurat ważne, bo śpimy właściwie jeden na drugim — podkreślił i chociaż Teddy wcześniej nie zwracała na to uwagi, to faktycznie coś w tym było. Ale czy to aż taka tragedia? Zimą, ze względu na brak ogrzewania, przynajmniej było cieplej!
Automat z przekąskami ma wyłącznie batony proteinowe — odezwał się inny wąsacz zza jego pleców. — No co? Nie mów, że nie opierdoliłbyś czasami zwykłego KitKata — spojrzał wymownie na Briney'a, który ostatecznie skinął głową, przyznając mu rację.
Przed remizą brakuje miejsc parkingowych — dodał jeszcze, co powodowało, że lista robiła się dość obszerna. Z tym parkingiem to jednak trochę przejebana sprawa, bo gdyby Teddy miała każdego dnia dojeżdżać do pracy komunikacją miejską, to chyba powiesiłaby się na własnych sznurówkach.

April Finch