sunshine, you're here
: pt paź 02, 2026 12:19 am
Emocje i pragnienia, jakie wywoływała w nim Zoya, były silniejsze od niego, o czym dziewczyna już nie raz zdążyła się przekonać. Tym bardziej w chwilach, takich jak ta, przychodziło mu staczać wewnętrzną walkę z rozczarowaniem, które po każdym takim zajściu dawało coraz większe powody do frustracji. W tej chwili pocieszał go jedynie fakt, że znów mógł mieć ciemnowłosą przy sobie.
Doskonale wiedział, co czuła na użycie słowa męczące. Po jego głowie również mimowolnie zaczęły pląsać ochoczo coraz bardziej absurdalne pomysły, by w końcu dojść do spełnienia. Na te jej zaśmiał się cicho pod nosem.
— Zapłacę. I dopłacę za dyskrecję — przytaknął zachęcony, bo to brzmiało jak dobry plan.
Na jej śmiech zawtórował jej tym samym. Bo Zoya miała rację. Rzeczywiście niewiele już mu brakowało. I dobrze było wiedzieć, że nie był w tym s a m.
— No wiesz, każda cierpliwość ma swoje granice — uśmiechnął się łobuzersko, ale w jego głębszym spojrzeniu znalazło się coś bardzo świadomego, czego nie potrafił już ukryć — oczekiwanie i nadzieja, że szli w dobrym kierunku.
Po kąpieli i rozmowie z Zoyą, ubrany już w swoje ciuchy, poczuł się trochę lepiej. Potrzebował już tylko wrzucić coś na ruszt, ale jego humor już teraz, przy pomocy ciemnowłosej, uległ poprawie. Dla odmiany, przed ponownym wyjściem do braci nie czuł już żadnego skrępowania, podążając za Zoyą do salonu.
Określenie szwagrze nadal dziwnie brzmiało w jego uszach, niemniej postanowił je zignorować, po całym dniu spędzonym w towarzystwie Weasleyów dochodząc do wniosków, że na Rona ewidentnie należało brać poprawkę.
Niestety, miejsce, które mu tak ochoczo wskazał między sobą, a Zacharym, niekoniecznie mu odpowiadało, toteż przeniósł wzrok po wolnych miejscach, ostatecznie decydując się na zajęcie kawałka podłogi przy stoliku kawowym, tuż nieopodal Alexa.
— Siedź, siedź, tu będzie w porządku — stwierdził lekkim tonem i jakby nigdy nic usadowił się na skrawku dywanu, po czym skierował wzrok na telewizor.
W duchu był wdzięczny, że nie postanowili puścić Zachowi ostatniego wyścigu z pierwszej połowy sezonu, w której spieprzył na całej linii. W Misano, jak na warunki i samopoczucie w niedzielne popołudnie, poszło mu wybitnie dobrze, więc miał czym się pochwalić. Nie zawsze miewał tak wysoko punktowane weekendy.
Wzrok Zoi, z którym spotkał się na kilka sekund, wiele tłumaczył, dlatego gdy wzruszyła ramionami, uśmiechnął się do niej kącikiem ust na znak, że wszystko było w porządku. Przyzwyczajony był do osądzających spojrzeń, więc starał się zachowywać naturalnie.
Gdy Ronald zwrócił uwagę Zachowi na dobry moment, Lucien mimowolnie podniósł spojrzenie, by zobaczyć, jak jego samochód mknie po wewnętrznej i zgrabnie zdobywa nową pozycję. W międzyczasie nieznacznie ściągnął brwi na syk najstarszego brata, ale odwrócił głowę dopiero w chwili, gdy dostał kawałek z pizzą, za którą rzucił Alexowi krótkie dzięki i w końcu zabrał się za jedzenie.
Był w trakcie przeżuwania kolejnego kęsa, kiedy usłyszał swoje imię. Na głos Zoi przeniósł na nią swobodne spojrzenie, przez ułamek sekundy zastanawiając się, czy nie była to jakaś podpucha, ale… nie miał przecież nic do ukrycia.
— W przyszłym tygodniu, na Sachsenring w Niemczech. Wyjeżdżam w środę wieczorem — powiedział, znów pakując kawałek capricciosy do ust. Nie zdążył dobrze przeżuć, kiedy po chwili do jego uszu dotarło kolejne pytanie, tym razem ze strony Zacha.
Na to niespodziewane wtrącenie w rozmowę spojrzał odruchowo na mężczyznę, na chwilę zwalniając przeżuwanie. Brat dziewczyny instynktownie wzbudził w nim wzmożoną ostrożność, toteż dał sobie krótką chwilę na przemyślenie odpowiedzi, zanim połknął kęs. W tym czasie poprawił się na miejscu, pozostając tak, jak zawsze, opanowanym i swobodnym, jakby wszystko po nim spływało.
— Jeśli policzyć to w dniach to mniej więcej pół roku spędzam poza Toronto — odparł zgodnie z prawdą. Dopiero niby przypadkowe napomknięcie o Zoi zatrzymało go na pół sekundy dłużej i odrobinę ściągnął brwi. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że był w tym momencie bacznie obserwowany. — Nie, raczej nie było tego w planach, ma swoją pracę — uznał, co chyba dla każdego było naturalne. Nie wymagał od niej żadnych poświęceń. — To, że w ogóle znalazła się w Misano to czysty przypadek — zauważył zaraz, biorąc w dłoń następny kawałek. — Poza tym transmisje na żywo chyba mimo wszystko ciekawiej się ogląda, niż bezpośrednio z trybun, gdzie widzisz tylko niewielki ułamek toru — skwitował ostatecznie i bez skrępowania wziął do ust kolejną porcję jedzenia.
To nie tak, że nie chciał jej wcale na wyjazdach, ale wiedział, jak to wyglądało w rzeczywistości — nawet będąc na miejscu w towarzystwie, miał wobec pracodawcy i przed wyścigami tyle zobowiązań w ciągu dnia, że łatwo można było się rozmijać. Nie widział sensu angażowania bliskich w każdy taki weekendowy maraton, przyzwyczaił się już do wsparcia na odległość. Zoya, chodząc głównie sama po padoku, strasznie by się wynudziła. I, co najważniejsze, miała też swoje życie, co szanował i w które nie zamierzał ingerować.
O ile Lucien do tej pory zachowywał się całkiem naturalnie, tak Alex na chwilę całkowicie pozbawił go rezonu. Na kilka sekund znieruchomiał i wstrzymał powietrze, zdumiony nie tyle samym pytaniem, co tokiem myślenia mężczyzny. Momentalnie też spojrzał ukradkiem na krztuszącą się z wrażenia dziewczynę, która dała mu znak, że
— Myślę, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment na podejmowanie tak poważnych decyzji — odparł w końcu po namyśle, starając się z tego rezolutnie wybrnąć. — Na razie nie mogę sobie pozwolić na takie zobowiązania. No i, jak wcześniej wspomniałem, w sezonie więcej mnie w tym domu nie ma, niż rzeczywiście jestem — wzruszył ramionami, jakby to nie od niego zależało. Na to składało się naprawdę wiele czynników.
Mimo tego, co działo się między nim a Zoyą, na ten moment nie mógł się konkretnie zdeklarować co do ich relacji. Zależało mu przede wszystkim na tym, żeby mieć ją w swoim życiu na tyle, na ile mogła i chciała. Zasady, na jakich mieli się opierać, wciąż pozostawały nieokreślone, ale musieli wkrótce poruszyć i ten temat. Stworzyć niepisaną umowę, dzięki której każde z nich pozna swoje prawa. Do siebie i wszystkiego, co i c h dotyczy.
Zoyka
Doskonale wiedział, co czuła na użycie słowa męczące. Po jego głowie również mimowolnie zaczęły pląsać ochoczo coraz bardziej absurdalne pomysły, by w końcu dojść do spełnienia. Na te jej zaśmiał się cicho pod nosem.
— Zapłacę. I dopłacę za dyskrecję — przytaknął zachęcony, bo to brzmiało jak dobry plan.
Na jej śmiech zawtórował jej tym samym. Bo Zoya miała rację. Rzeczywiście niewiele już mu brakowało. I dobrze było wiedzieć, że nie był w tym s a m.
— No wiesz, każda cierpliwość ma swoje granice — uśmiechnął się łobuzersko, ale w jego głębszym spojrzeniu znalazło się coś bardzo świadomego, czego nie potrafił już ukryć — oczekiwanie i nadzieja, że szli w dobrym kierunku.
Po kąpieli i rozmowie z Zoyą, ubrany już w swoje ciuchy, poczuł się trochę lepiej. Potrzebował już tylko wrzucić coś na ruszt, ale jego humor już teraz, przy pomocy ciemnowłosej, uległ poprawie. Dla odmiany, przed ponownym wyjściem do braci nie czuł już żadnego skrępowania, podążając za Zoyą do salonu.
Określenie szwagrze nadal dziwnie brzmiało w jego uszach, niemniej postanowił je zignorować, po całym dniu spędzonym w towarzystwie Weasleyów dochodząc do wniosków, że na Rona ewidentnie należało brać poprawkę.
Niestety, miejsce, które mu tak ochoczo wskazał między sobą, a Zacharym, niekoniecznie mu odpowiadało, toteż przeniósł wzrok po wolnych miejscach, ostatecznie decydując się na zajęcie kawałka podłogi przy stoliku kawowym, tuż nieopodal Alexa.
— Siedź, siedź, tu będzie w porządku — stwierdził lekkim tonem i jakby nigdy nic usadowił się na skrawku dywanu, po czym skierował wzrok na telewizor.
W duchu był wdzięczny, że nie postanowili puścić Zachowi ostatniego wyścigu z pierwszej połowy sezonu, w której spieprzył na całej linii. W Misano, jak na warunki i samopoczucie w niedzielne popołudnie, poszło mu wybitnie dobrze, więc miał czym się pochwalić. Nie zawsze miewał tak wysoko punktowane weekendy.
Wzrok Zoi, z którym spotkał się na kilka sekund, wiele tłumaczył, dlatego gdy wzruszyła ramionami, uśmiechnął się do niej kącikiem ust na znak, że wszystko było w porządku. Przyzwyczajony był do osądzających spojrzeń, więc starał się zachowywać naturalnie.
Gdy Ronald zwrócił uwagę Zachowi na dobry moment, Lucien mimowolnie podniósł spojrzenie, by zobaczyć, jak jego samochód mknie po wewnętrznej i zgrabnie zdobywa nową pozycję. W międzyczasie nieznacznie ściągnął brwi na syk najstarszego brata, ale odwrócił głowę dopiero w chwili, gdy dostał kawałek z pizzą, za którą rzucił Alexowi krótkie dzięki i w końcu zabrał się za jedzenie.
Był w trakcie przeżuwania kolejnego kęsa, kiedy usłyszał swoje imię. Na głos Zoi przeniósł na nią swobodne spojrzenie, przez ułamek sekundy zastanawiając się, czy nie była to jakaś podpucha, ale… nie miał przecież nic do ukrycia.
— W przyszłym tygodniu, na Sachsenring w Niemczech. Wyjeżdżam w środę wieczorem — powiedział, znów pakując kawałek capricciosy do ust. Nie zdążył dobrze przeżuć, kiedy po chwili do jego uszu dotarło kolejne pytanie, tym razem ze strony Zacha.
Na to niespodziewane wtrącenie w rozmowę spojrzał odruchowo na mężczyznę, na chwilę zwalniając przeżuwanie. Brat dziewczyny instynktownie wzbudził w nim wzmożoną ostrożność, toteż dał sobie krótką chwilę na przemyślenie odpowiedzi, zanim połknął kęs. W tym czasie poprawił się na miejscu, pozostając tak, jak zawsze, opanowanym i swobodnym, jakby wszystko po nim spływało.
— Jeśli policzyć to w dniach to mniej więcej pół roku spędzam poza Toronto — odparł zgodnie z prawdą. Dopiero niby przypadkowe napomknięcie o Zoi zatrzymało go na pół sekundy dłużej i odrobinę ściągnął brwi. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że był w tym momencie bacznie obserwowany. — Nie, raczej nie było tego w planach, ma swoją pracę — uznał, co chyba dla każdego było naturalne. Nie wymagał od niej żadnych poświęceń. — To, że w ogóle znalazła się w Misano to czysty przypadek — zauważył zaraz, biorąc w dłoń następny kawałek. — Poza tym transmisje na żywo chyba mimo wszystko ciekawiej się ogląda, niż bezpośrednio z trybun, gdzie widzisz tylko niewielki ułamek toru — skwitował ostatecznie i bez skrępowania wziął do ust kolejną porcję jedzenia.
To nie tak, że nie chciał jej wcale na wyjazdach, ale wiedział, jak to wyglądało w rzeczywistości — nawet będąc na miejscu w towarzystwie, miał wobec pracodawcy i przed wyścigami tyle zobowiązań w ciągu dnia, że łatwo można było się rozmijać. Nie widział sensu angażowania bliskich w każdy taki weekendowy maraton, przyzwyczaił się już do wsparcia na odległość. Zoya, chodząc głównie sama po padoku, strasznie by się wynudziła. I, co najważniejsze, miała też swoje życie, co szanował i w które nie zamierzał ingerować.
O ile Lucien do tej pory zachowywał się całkiem naturalnie, tak Alex na chwilę całkowicie pozbawił go rezonu. Na kilka sekund znieruchomiał i wstrzymał powietrze, zdumiony nie tyle samym pytaniem, co tokiem myślenia mężczyzny. Momentalnie też spojrzał ukradkiem na krztuszącą się z wrażenia dziewczynę, która dała mu znak, że
— Myślę, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment na podejmowanie tak poważnych decyzji — odparł w końcu po namyśle, starając się z tego rezolutnie wybrnąć. — Na razie nie mogę sobie pozwolić na takie zobowiązania. No i, jak wcześniej wspomniałem, w sezonie więcej mnie w tym domu nie ma, niż rzeczywiście jestem — wzruszył ramionami, jakby to nie od niego zależało. Na to składało się naprawdę wiele czynników.
Mimo tego, co działo się między nim a Zoyą, na ten moment nie mógł się konkretnie zdeklarować co do ich relacji. Zależało mu przede wszystkim na tym, żeby mieć ją w swoim życiu na tyle, na ile mogła i chciała. Zasady, na jakich mieli się opierać, wciąż pozostawały nieokreślone, ale musieli wkrótce poruszyć i ten temat. Stworzyć niepisaną umowę, dzięki której każde z nich pozna swoje prawa. Do siebie i wszystkiego, co i c h dotyczy.
Zoyka