somebody's watching me
: ndz paź 11, 2026 12:57 am
Fakt, facet był podobny zupełnie do nikogo. Wyglądał całkiem zwyczajnie. Pomijając charakterystyczny wzrost i szczupłą, wręcz chuderlawą sylwetkę, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Żadnych znaków szczególnych, żadnego detalu, który pozwoliłby Zaylee skojarzyć go z konkretną osobą. Oczywiście należało wziąć pod uwagę, że nagranie było kiepskiej jakości. Obraz pozostawiał wiele do życzenia, a szczegóły mogły zwyczajnie zniknąć w rozmazanych pikselach na fragmencie, który przesłała im szkoła. Trudno było oczekiwać, że rozpozna człowieka, skoro kamera najwyraźniej miała problem z uchwyceniem czegokolwiek poza jego ogólnym zarysem. Nie zamierzała jednak wyciągać pochopnych wniosków. To, że sama nie potrafiła go zidentyfikować, nie oznaczało, że nie dało się tego zrobić przy użyciu lepszego materiału. Dlatego pozostawało czekać na Victora i liczyć na to, że jego komputerowe czary okażą się skuteczniejsze niż wpatrywanie się w ekran do utraty wzroku.
Dlatego musiały uzbroić się w cierpliwość, a każdy, kto znał Miller, wiedział, że nie była to jej najmocniejsza strona. W normalnych okolicznościach pewnie już dawno szalałaby z wściekłości. Gdyby nie obecność Sama w domu, prawdopodobnie zdążyłaby już wyjść z siebie i stanąć obok. Chłopiec był jednak ostatnią osobą, przy której zamierzała dać upust swojej frustracji. Nie chciała, żeby jeszcze bardziej się martwił, zwłaszcza po tym, co go spotkało. Dlatego zaciskała zęby, pilnowała tonu głosu i udawała, że oczekiwanie na jakiekolwiek informacje nie doprowadza jej do obłędu. Tylko dziesięciolatek sprawiał, że nie zaczęła jeszcze ciskać talerzami o ściany. I być może również to, że Evina niekoniecznie pochwaliłaby takie zachowanie. Chociaż, prawdę mówiąc, czy w chwilach emocjonalnego rozjebania Zaylee kiedykolwiek przejmowała się tym, co pomyśli o niej Swanson? Niekoniecznie.
Pokiwała głową, choć bez większego przekonania. Nadal wydawało jej się dziwne, że mężczyzna upatrzył sobie akurat ich syna. Spośród wszystkich dzieci wychodzących ze szkoły zainteresował się właśnie Samem, znał jego imię i próbował nakłonić go, żeby z nim poszedł. Przypadek? Może. Ale tak, jak nie wierzyła w boga, nie wierzyła też w żadne zbiegi okoliczności.
— Dokończymy później — powiedziała cicho do żony, kiedy chłopiec zaczął domagać się atencji od obu matek. Najwyraźniej jedna nie wystarczała mu dzisiaj do wspólnego czytania komiksów. Zaylee nie zamierzała jednak protestować. Po ostatnich wydarzeniach mogła poświęcić kilka dodatkowych minut na oglądanie obrazków, nawet jeśli sama wolałaby w tym czasie wrócić do nagrania i spróbować znaleźć w nim cokolwiek, co pomogłoby ustalić tożsamość tajemniczego mężczyzny. Sammy nie powinien mieć wrażenia, że jego matki zajmują się wszystkim innym, tylko nie nim.
— We trójkę zawsze bawimy się najlepiej — potwierdził, a dostrzegłszy kręcącego się pod nogami Rademenesa, schylił się i wziął go na ręce. — Może spać ze mną? — zapytał, przyciskając kocura do piersi. Sierściuch trochę się wił, najwyraźniej niespecjalnie zachwycony perspektywą pozostania żywą przytulanką, ale ostatecznie skapitulował i zastygł w bezruchu.
— Z kotem do łóżka? Rozmawialiśmy już na ten temat — powiedziała, spoglądając na syna. Powodów, dla których Młody nie powinien zabierać kota do swojego pokoju na noc, było całkiem sporo. Począwszy od tego, że Rademenes nie zawsze miał ochotę spać tam, gdzie życzył sobie tego człowiek, a skończywszy na tym, że koty potrafiły urządzać sobie nocne wyścigi po mieszkaniu, wskakiwać na meble i traktować śpiących domowników jak przeszkody na torze.
— Nie przygniotę go i nie dam się podrapać — zapewnił dziesięciolatek, kiedy całą trójką (a nawet czwórką, jeśli wliczyć w to Rada) ruszyli schodami na piętro. To drapania, to zupełnie inna kwestia. Jakby nie patrzeć kocur był kotem wychodzącym przynosił do domu cały zestaw drobnoustrojów. Cholera wie, po czym ten sierściuch łaził, w co się tarzał i z jakimi przedstawicielami lokalnej fauny postanowił nawiązać bliższą znajomość.
Evina J. Swanson
Dlatego musiały uzbroić się w cierpliwość, a każdy, kto znał Miller, wiedział, że nie była to jej najmocniejsza strona. W normalnych okolicznościach pewnie już dawno szalałaby z wściekłości. Gdyby nie obecność Sama w domu, prawdopodobnie zdążyłaby już wyjść z siebie i stanąć obok. Chłopiec był jednak ostatnią osobą, przy której zamierzała dać upust swojej frustracji. Nie chciała, żeby jeszcze bardziej się martwił, zwłaszcza po tym, co go spotkało. Dlatego zaciskała zęby, pilnowała tonu głosu i udawała, że oczekiwanie na jakiekolwiek informacje nie doprowadza jej do obłędu. Tylko dziesięciolatek sprawiał, że nie zaczęła jeszcze ciskać talerzami o ściany. I być może również to, że Evina niekoniecznie pochwaliłaby takie zachowanie. Chociaż, prawdę mówiąc, czy w chwilach emocjonalnego rozjebania Zaylee kiedykolwiek przejmowała się tym, co pomyśli o niej Swanson? Niekoniecznie.
Pokiwała głową, choć bez większego przekonania. Nadal wydawało jej się dziwne, że mężczyzna upatrzył sobie akurat ich syna. Spośród wszystkich dzieci wychodzących ze szkoły zainteresował się właśnie Samem, znał jego imię i próbował nakłonić go, żeby z nim poszedł. Przypadek? Może. Ale tak, jak nie wierzyła w boga, nie wierzyła też w żadne zbiegi okoliczności.
— Dokończymy później — powiedziała cicho do żony, kiedy chłopiec zaczął domagać się atencji od obu matek. Najwyraźniej jedna nie wystarczała mu dzisiaj do wspólnego czytania komiksów. Zaylee nie zamierzała jednak protestować. Po ostatnich wydarzeniach mogła poświęcić kilka dodatkowych minut na oglądanie obrazków, nawet jeśli sama wolałaby w tym czasie wrócić do nagrania i spróbować znaleźć w nim cokolwiek, co pomogłoby ustalić tożsamość tajemniczego mężczyzny. Sammy nie powinien mieć wrażenia, że jego matki zajmują się wszystkim innym, tylko nie nim.
— We trójkę zawsze bawimy się najlepiej — potwierdził, a dostrzegłszy kręcącego się pod nogami Rademenesa, schylił się i wziął go na ręce. — Może spać ze mną? — zapytał, przyciskając kocura do piersi. Sierściuch trochę się wił, najwyraźniej niespecjalnie zachwycony perspektywą pozostania żywą przytulanką, ale ostatecznie skapitulował i zastygł w bezruchu.
— Z kotem do łóżka? Rozmawialiśmy już na ten temat — powiedziała, spoglądając na syna. Powodów, dla których Młody nie powinien zabierać kota do swojego pokoju na noc, było całkiem sporo. Począwszy od tego, że Rademenes nie zawsze miał ochotę spać tam, gdzie życzył sobie tego człowiek, a skończywszy na tym, że koty potrafiły urządzać sobie nocne wyścigi po mieszkaniu, wskakiwać na meble i traktować śpiących domowników jak przeszkody na torze.
— Nie przygniotę go i nie dam się podrapać — zapewnił dziesięciolatek, kiedy całą trójką (a nawet czwórką, jeśli wliczyć w to Rada) ruszyli schodami na piętro. To drapania, to zupełnie inna kwestia. Jakby nie patrzeć kocur był kotem wychodzącym przynosił do domu cały zestaw drobnoustrojów. Cholera wie, po czym ten sierściuch łaził, w co się tarzał i z jakimi przedstawicielami lokalnej fauny postanowił nawiązać bliższą znajomość.
Evina J. Swanson