Strona 4 z 4

el caos se encuentra con el orden

: sob paź 17, 2026 10:02 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Zerknął tylko na Pilar, kiedy powiedziała Daltonowi, że nie może mu powiedzieć po co tutaj jest, bo fakty były takie, że jeśli prowadziła tu jakieś operacje, to nie musiała się mu spowiadać. Nick wcale nie był ważniakiem, on tylko odwalał taką popisówę, a właściwie miał gówno do gadania na komendzie. Madox znowu spojrzał na niego krzywo, może nawet powiedziałby coś jeszcze, żeby pokazać mu gdzie jest jego miejsce, ale wtedy na horyzoncie pojawiła się kolejna znajoma twarz. A na pewno znał ją Madox, bo cały się spiął, wbił w nią czarne spojrzenie, ale Haddie to swoje, niebieskie zawiesiła na Stewart.
- Jaka strzelanina? - Noriega rozłożył ręce robiąc krok w kierunku Haddie, ale ona tylko zerknęła na niego krzywo, a zaraz wspomniała o tej kałuży krwi. Madox może coś by na ten temat powiedział, zwłaszcza, że stał już bliżej Wheller i nie spuszczał z niej spojrzenia. Tylko już wtrąciła się Pilar i to na nią oboje spojrzeli. Te jego ciemne, ogniste ślepia i chłodne, błękitne Haddie. Zupełnie różne.
- Rozwaliła mu nos. Ma dobry cios - wtrącił się Noriega podłapując zaraz narrację Stewart, a Haddie spojrzała na niego, a zaraz na Pilar i się uśmiechnęła.
- Fajnie, to musimy kiedyś razem posparować, inne laski z policji walczą jak baby - dopiero teraz posłała Madoxowi dłuższe spojrzenie, a on je złapał, no bo przecież wiedział jak walczyła Haddie. Byli razem w akademii policyjnej, może kurwa właśnie wtedy się w niej zabujał, kiedy rozłożyła go na macie. Dobra... dał się jej rozłożyć.
A zaraz dawał się też przeszukać jakiemuś gliniarzowi, rozłożył ramiona na boki i stał spokojnie, kiedy policjant go obmacywał. Haddie stanęła obok Pilar, ale kiedy Noriega się odwrócił, to już bez skrępowania gapiła mu się na tyłek.
- A, no tak, goryle w Emptiness to idioci - stwierdziła, jakby naprawdę miała o tym pojęcie, aż Madox obejrzał się na nią. No bo kurwa, stały właśnie za nim dwie baby, które uważały jego ochroniarzy za niekompetentnych. Ciekawe który klub miał lepszych? Żaden nie miał.
- Ale nie wiedziałam, że tu bywasz Pilar - Haddie spojrzała z ukosa na Stewart, chociaż kiedy jej kumpel z komendy oznajmił, że Madox jest czysty, to skinęła do niego głową, nawet jakby miał coś przy sobie i trafił na Haddie, to by się z tego wymigał, wiedział to, czuł na karku jej spojrzenie, gdzieś na tym tatuażu z napisem Romeo, który wystawał mu spod koszuli. Wheller zaraz zgodziła się porozmawiać z Daltonem, a Noriega się odwrócił poprawiając rękawy koszuli, a potem ten rozpięty nonszalancko pod szyją guzik. Oczywiście, że kiedy blondynka wspinała się po schodach na górę, to się za nią gapił, odprowadził ją spojrzeniem. Nie odwróciła się ani razu.
- Co? - wypalił, kiedy wyrosła znowu przed nim Stewart, nie słuchał jej, dopiero po chwili dotarł do niego sens jej słów - naprawdę nie słyszałaś o Amandzie? - zdziwił się, bo chyba rzeczywiście tak było, widział to w jej oczach, że się nie zgrywała - no to... Amanda pracowała u mnie - zaczął i znowu zerknął w kierunku schodów za Haddie, bo przecież kiedyś mu się podobała, kurewsko, a teraz...
Zawibrował mu telefon w kieszeni i Madox po niego sięgnął - tańczyła, głównie dla klientów z półświatka, ale ją lubili, miała z nimi dobre układy, była pod moją opieką i... - spojrzał na wyświetlacz telefonu i zaraz urwał - kurwa - mruknął wygaszając telefon, wcisnął go do kieszeni i jeszcze raz spojrzał w kierunku schodów, a potem w ciemne, ogniste oczy Pilar - chodź, wyjaśnię ci po drodze - rzucił i tym razem on sięgnął ręką do jej biodra, żeby pchnąć ją przez parkiet przed sobą - napisz do Haddie, że zawinęliśmy, ale jak chce to może jutro do mnie wpaść na przeszukanie w cztery oczy - rzucił gdzieś koło jej ucha, kiedy prowadził ją przez parkiet. Kilku policjantów, których mijali po drodze przywitało się z Pilar. Stanęli przy drzwiach na zaplecze, a Madox zmierzył spojrzeniem Stewart - Amanda miała dwie koleżanki, Queenie i Baby. To nie są ich prawdziwe imiona, tylko takie sceniczne pseudonimy - wyjaśnił widząc jej spojrzenie, a kiedy jakiś pies ruszył w ich kierunku, to złapał ją za nadgarstek i pociągnął za sobą na zaplecze - kilka dni temu Amanda została dotkliwie pobita, wylądowała w szpitalu, no i na miejscu zbrodni byłem ja, ale nie mają dowodów, ona nie wniosła na mnie oskarżenia, bla bla bla, ale kurwa, twoi koledzy uważają, że to ja ją stłukłem na kwaśne jabłko, swoją tancerkę - pokręcił głową i spojrzał na nią z góry, z tym czarnym spojrzeniem może nawet wyglądał na kogoś, kto mógł to zrobić? - Prawie złapałem tego typa, ale pojawiły się psy i mi spierdolił... - urwał, bo Madox myślał, że facet, który pobił Amandę był z policji, ale to już zachował dla siebie, za to zaraz wyciągnął telefon i pokazał Pilar wyświetlacz - to Queenie - sms był krótki ktoś stoi pod moim mieszkaniem, nic więcej, brak jakiejkolwiek historii - kazałem jej pisać, gdyby coś się działo, muszę tam jechać - stwierdził, chowając znowu telefon - ale nikt nie może wiedzieć, bo on znowu ucieknie, zwłaszcza wiesz... Psy - sugerował jej, że to ktoś od nich? Może, ale miał to w dupie.
Tylko dlaczego jej to wszystko powiedział? Dlatego, że stanęła w obronie Ginny? A może po prostu widział coś w tym jej ciemnym, nieustępliwym spojrzeniu?

Pilar Stewart :nodawaj:

el caos se encuentra con el orden

: pn paź 19, 2026 12:07 am
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie miała pojęcia o Amandzie.
Pilar przez ostatnie tygodnie pracowała głownie przy przemocowcach. Pomagała kobietom, jeździła na interwencje i zajmowała się szeroko pojętą agresją, żeby ładnie to ująć. W żadnym stopniu nie mieszała się w tematy półświatka, a już na pewno nie interesowała się, co stało się w Emptiness z personelem Noriegi. Kurwa, ona do zeszłego tygodnia nawet nie wiedziała, kim on jest. Dopiero kiedy John wspomniał jej, co miał zamiar zrobić, zaczęła pytać po komisariacie na jego temat. I jasne, padły wtedy nie raz słowa, że był agresorem, jednak nic, co tyczyło się sprawy jego pracownicy.
Dlatego gdy zaczął jej opowiadać, Pilar skupiła na nim całą swoją uwagę. Widziała, jak patrzył pierwsze na schody za Haddie, a zaraz potem na wyświetlacz swojego telefonu. Nawet miała do niego sięgnąć i mu go wyrwać, bo albo rozmawiał z nią albo z własną komórką, ale wtedy on jak na zawołanie podniósł na nią spojrzenie.
— Co? Gdzie? — spytała zaskoczona. Nie miała zamiaru nigdzie z nim iść. Skrzyżowała ręce na piersi, patrząc na niego gniewnie, ale wtedy on szarpnął ją za biodro i popchnął w stronę tłumu. — Noriega, kurwa — odwróciła się w jego stronę, próbując mu się stawiać. — Masz nalot na klub, mogą cię kurwa zamknąć za Bóg wie co tu robisz, a ty sobie dalej robisz jaja? — chyba nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Nie mógł przecież tak po prostu wyjsć i zostawić tego całego miejsca w trakcie przeszukania. Mógł mieć przez to jeszcze większe problemy, mogli go… ale on miał to w dupie. Kompletnie ją ignorował i przepychał tylko wzdłuż tłumu, nawijając o tym, że powinna napisać do Haddie, że może go sobie jutro osobiście przesłuchać. — Sam sobie kurwa do niej napisz — warknęła, kręcąc głową. To był moment, w którym naprawdę zaczęła zastanawiać się, w co ona się wjebała. Dookoła panował kompletny chaos, a w nim on — największe źródło zamieszania. Był tak zakręcony na opowieści i czymkolwiek, co przeczytał na telefonie, że nie zwracał już uwagi na nic.
A ona?
Ona nie wiedzieć czemu poszła z nim na to zaplecze. Słuchała dalej. Tylko obejrzała się przez ramię, czy ktoś ich widział, bo jeśli tak, to mogło zrobić się mniej kolorowo. Prawie weszła w jakieś skrzynki z alkoholem, jednak Madox w ostatniej chwili odciągnął ją na bok, wspominając przy okazji o historii Amandy. Ściągnęła brwi do siebie na wieści, że dziewczyna została tak mocno pobita, że wylądowała w szpitalu. Niemiły dreszcz przemknął wzdłuż kręgosłupa. Chcąc nie chcąc od razu przed oczami miała sytuacje sprzed kilku lat, kiedy to ona ledwo żywa została przyjęta na SOR po jej sprzeczce z Aaronem. Nawet nie chciała myśleć, przez co musiała przechodzić tamta dziewczyna, ale Madox mógł widzieć, jak dłonie Pilar zacisnęły się w pięści. Jak złapała mocniej powietrze, a wzrok uciekł gdzieś na bok.
— A kto? — spytała oschle, przemieszczając się wzdłuż półek z kegami. Przeniosła chłodne spojrzenie na Norięge i na moment zatorowała mu drogę. — Skoro nie ty, to kto? — wierzyła mu, że to nie był on? Nie miała tej pewności, szczególnie biorąc pod uwagę renomę, jaką miał, jednak z drugiej strony… widziała przecież jak skoczył na Ernesto, kiedy ten tylko wspomniał o Amandzie. Widziała, jak rzucił się na makaroniarza, kiedy tylko zobaczył, że szarpnął Stewart, a Ginny płakała w kącie. Nawet nie pytał, co się stało — po prostu wyrwał z pięściami do przodu. W jakimś takim naturalnym instynkcie pomocy. I chociaż nie powinna mu wierzyć tak o, bez dowodów… to jednak wierzyła. Tym bardziej kiedy pokazał jej wiadomość na swoim telefonie.
Skinęła głową, zacisnęła jeszcze mocniej pięści, a potem podniosła na niego ciemne spojrzenie i…
— Jedziemy tam — postanowiła. Tak po prostu. Bez większego pierdolenia, bez pytań, czy nawet zawahania. Sięgnęła do kiszeni kurtki, wyciągając z niej kluczyki do turkusowej Toyoty i ruszyła do tylnego wyjścia. — Ja prowadzę — nawet nie dała mu przestrzeni na jakikolwiek sprzeciw. I sobie tez. Bo chociaż jej głowa wysyłała jej same sprzeczne sygnały, Stewart postanowiła się tym razem jej nie słuchać i po prostu pójść za głosem instynktu. Jakiegoś wewnętrznego przeczucia, że powinna mu pomóc. Ten jeden raz. Finalnie jeden z wielu.
— Tam zaparkowałam — wskazała przeciwną stronę ulicy, kiedy tylko przeszli przez drzwi. Poczekała aż się z nią zrówna, po czym szarpnęła go, by przejść dookoła, za śmietnikami, by uniknąć napotkania psiarni. Swoje przesłuchanie rozpoczęła dopiero, kiedy znaleźli się w samochodzie. — Podejrzewasz co to za typ? Czemu je pobił?

Noriega :bruh:

el caos se encuentra con el orden

: pn paź 19, 2026 2:15 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nic sobie nie robił z tego, że mu się stawiała, tylko prowadził ją w kierunku zaplecza. Czy naprawdę chciał, żeby się z nim stąd zawinęła? Pewnie nie. Raczej chodziło mu o to, żeby go kryła przed swoimi kolegami z policji.
- To ty mnie zamknij. To znaczy powiedz im, że mnie zgarnęłaś - dla Madoxa to było proste, ona mówi w klubie, że go zgarnia, wychodzą i mogą się rozejść... a później ona tłumaczy się na komisariacie, on przed Eliotem. Ale to potem, więc na razie Noriega się tym nie przejmował.
Prowadził ją przez tłum, a wszyscy schodzili im z drogi, jakby była tu u siebie. A to przecież tylko on był. Na razie.
- Nie mam jej numeru - rzucił tylko odnośnie Haddie, na moment łapiąc spojrzenie Stewart. A zaraz zacisnął palce na jej nadgarstku i wciągnął ją na zaplecze. Było puste, bo cały personel krzątał się po lokalu, wszyscy w gotowości, a oni między skrzynkami z medellińskim rumem, a starą, wielką zamrażarką. Madox złapał Pilar za łokieć i znowu szarpnął do siebie, kiedy prawie wlazła w skrzynkę z alkoholem, spojrzał na nią znacząco - zawsze jesteś taka nieuważna? - nawet nie liczył na jakąś jej odpowiedź, bo on już nawijał o Amandzie, o tym co się stało, o co oskarżał go komisariat. Co swoją drogą było pojebane, bo jak on miałby pobić swoją tancerkę? No dobra... mógłby, wyglądał na takiego, ale z Amandą akurat zawsze się lubili.
Od razu wychwycił te dłonie Pilar, które zacisnęła w pięści i to jej spojrzenie, chyba jednak dobrze trafił - no jakbym wiedział, to bym go dopadł - rzucił tylko, ale mogła widzieć po nim, że by to zrobił, nie zawahał się nawet przez moment, nawet jeśli miałby potem za to odpowiedzieć. Madox był agresywny, był narwany, wybuchowy, ale w tym wszystkim też dbał o swoje dziewczyny, o personel klubu i gotowy był oddać za Amandę. Zwłaszcza, że półświatek też zgonił całą winę na niego.
Zatrzymał się gwałtownie, kiedy Pilar przed nim stanęła, chociaż nie wymierzył i na nią wpadł. Podniósł ciemne spojrzenie na jej duże, ogniste oczy.
- One nie wiedzą kto, bo gość się ukrywa, a jak pobił Amandę to miał kominiarkę - wzruszył ramionami, akurat Madox też lubił kominiarki, zalatywało to półświatkiem, ale z drugiej strony psy też czasem ukrywały twarz, zwłaszcza ci, którzy prowadzili tajne operacje. Noriega już otworzył usta i może jeszcze by coś dodał, kiedy pokazał jej wiadomość od Baby, ale wtedy ona wypaliła z tym... Jedziemy tam.
- Co? Nie... - obejrzał się na nią - to znaczy ty nie, sam tam pojadę - bo przecież ona go miała tylko wyprowadzić z klubu, tyle. Nie chciał jej tam zabierać. Ale ona już machała mu kluczykami przed nosem - Stewart, kurwa... - mruknął jeszcze, kiedy ruszyła do drzwi, ale poszedł za nią. A może jednak dobrze, żeby z nim pojechała? Łatwiej będzie typa dopaść? Ja pierdole, ale jak to był pies? A ona też była z psiarni...
Miał wątpliwości. Ale kiedy stanął przed jej turkusową Toyotą i skrzyżował ręce na piersi, uwydatniając ciemne tatuaże, które wystawały spod czarnej koszuli, to spojrzał na nią z ukosa.
- Serio kurwa jeździsz tym na akcje? Bardziej rzucającego się w oczy nie mieli? Może moim? - jego czerwone BMW też odznaczało się na tle szarych ulic - albo klubowym? - obejrzał się jeszcze na czarnego SUVa, ale Pilar już szarpnęła go do Toyoty, a Madox wpakował się na miejsce pasażera, odsunął sobie fotel w tył, robiąc więcej miejsca na nogi. Oczywiście, że nie zapiął pasów, tylko oparł się nonszalancko łokciem o drzwi, odwracając nieznacznie w jej kierunku - nie wiem... To znaczy podejrzewam, że chodzi o to, że one tańczą dla zwyroli. Ale to tylko ich robota, na dobrą sprawę one nawet nie wiedzą pewnie czym zajmują się ci goście, dostają dobre napiwki, są nietykalne, bo pod moją opieką, więc kręcą dupą - Madox wzruszył tylko ramionami, bo jemu to pasowało, miał zaufane tancerki, które wysyłał do swoich specjalnych gości - Baby ma syna, sama go wychowuje, wiesz jak jest - jeszcze starał się ją jakoś usprawiedliwić. Znał jej dzieciaka, bo raz przyprowadziła go do klubu, jak wpadła jej dodatkowa robota i nie miała go z kim zostawić, a Madox wtedy zabrał go do biura. Podyktował Pilar adres, w jednej z biedniejszych, ale spokojnych dzielnic, a kiedy dojeżdżała na miejsce, to sięgnął ręką do jej kolana, żeby zwrócić na siebie jej uwagę - tylko nie podjeżdżaj za blisko, bo nam spierdoli - nawet jej pokazał jakieś liche miejsce parkingowe między dwoma samochodami. On by pewnie tam zaparkował z jednym okiem zamkniętym, a Stewart?
Madox wyciągnął telefon, żeby zadzwonić do Baby, żeby nakierowała ich na tego podejrzanego typa, tylko że... jej telefon milczał. Próbował raz, drugi i trzeci - dobra, wchodzę, niemożliwe, że teraz nie odbiera, coś musiało się tam odjebać... - stwierdził i już wysiadał z samochodu. Szkoda, że nie miał przy sobie broni, ani nawet żadnego eleganckiego kastetu, nie w tych spodniach...

Stewart, kurwa... :stickwrr:

el caos se encuentra con el orden

: wt paź 20, 2026 5:05 pm
autor: Pilar Noriega
Stewart, kurwa…
Ile razy ona już to słyszała.
Średnio trzy razy dziennie z ust innych partnerów na misjach i ludzi na komisariacie, kiedy zabierała się za coś, czego ruszać nie powinna. Tylko czy ona cokolwiek sobie z tego robiła? Absolutnie nie. Była to muzyka dla jej uszu i tak samo w przypadku Noriegi, jedynie wzruszyła ramionami i ruszyła przed siebie do samochodu.
— Mieli różowy, a co? — odpyskowała mu, zaglądając na niego znad maski. Oczywiście, że nie. Mogła poruszać się furą z komendy, ale ich tajne samochody wszystkie wyglądały tak samo i jeśli ktoś znał się na markach i modelach, od razu mógł zauważyć w nich coś podejrzanego. Ten natomiast był tak randomowy, że właśnie przez swój kolor i wiek wyglądał… normalnie. Jak po prostu część ruchu drogowego.
— Pasy — warknęła na niego, gdy tylko załadowała się do środka i zauważyła, że nie miał ich na sobie. A potem już tlyko wsadziła kluczyk w stacyjkę i ruszyła z impetem, żeby po kilku sekundach bezczelnie z a h a m o w a ć. Noriega oczywiście poleciał do przodu, wspierając się pewnie na desce rozdzielczej. — Mówiłam, kurwa, pasy — nie miała zamiaru się z nim użerać. Bezpieczeństwo w samochodzie przede wszystkim, a brak pasów aż prosił się o jakiś wypadek.
Wyjechała na ulice i jadąc zgodnie z nawigacją, którą ustawił na ekranie, przy okazji wsłuchując się jego teorie na temat tego, dlaczego Amanda zostałą pobita, jak to same nie wiedziały czym się zajmując goście i… jak to były pod jego opieką.
— Trochę słaba ta twoja opieka, biorąc pod uwagę, co się stało — musiała. Po prostu musiała to powiedzieć. Noriega nie raz tego wieczoru wbijał jej słowne szpile na temat jej niekompetencji i Stewart nie zamierzała być mu dłużna. — Mówiłam ci, że powinieneś nauczyć je walczyć. Albo nie wiem… zaopatrzyć je w jakiś gaz pieprzowy, kastet… cokolwiek — znowu się wtrąciła dodając swoje cztery grosze. Madox mógł się z nią nie zgadzać, ale Pilar naprawdę uważała, że kobiety narażone na tego typu mężczyzn naprawdę powinny umieć się zachować w sytuacji zagrożenia, a nie tylko chować się po kątach, bo czasami to po prostu nie było wystarczające.
Zajechała pod biedniejsze bloki w okolicy, parkując dokładnie tam, gdzie wskazał jej wolne miejsce. Nie było go za dużo, ale Pilar akurat kierowcą była bardzo dobrym. Może nie robiła tego z zamkniętymi oczami, ale za to ze otwartymi szło je całkiem nieźle. Podniosła spojrzenie na Norięgę, gdy wyciągnął telefon i próbował się dodzwonić, a potem ściągnęła brwi do siebie.
— Idę z tobą — tylko tyle z siebie wyrzuciła, gdy ten wysiadł z samochodu. Sięgnęła jeszcze po broń i wcisnęła ją sobie pod kurtkę, patrząc na niego wymownie. — No co? Już i tak złamałam wszystkie paragrafy przywożąc cię tutaj — wzruszyła ramionami, bo przecież po pierwsze nie powinna pozwolić mu wyjść z klubu, nie mówiąc o tym wszystkim, co działo się w środku. A jednak to zrobiła. Wszystko, żeby pomóc tej kobiecie w potrzebie, bo akruat do teog Stewart nie potrzebowała żadnej zachęty. Dla ludzkiej krzywdy naginała wszelkie zasady. — Nie patrz tak na mnie tylko kurwa idź. Która to klatka? — ponagliła go, zatrzaskując drzwi i blokując auto. Kiedy kierowali się w stronę bloku, rozglądała się uważnie, jednak akurat nie widziała nikogo podejrzanego. Jedynie kilka starszych ludzi z zakupami i jakieś dzieciaki, które przerzucały piłkę na trzepaku.
Podeszli do odpowiednich drzwi. Nawet nie trzeba było wpisywać kodu. Klamka była rozjebana, a ona podparte jakimś drewienkiem, otwarte praktycznie na oścież. Dziwny widok, ale może w takich miejscach normalny. Do nosa w pierwszej kolejności rzucał się zapach alkoholu. Nie raz bywała w podobnych miejscach, gdy jeszcze jeździła na zgłoszenia, dlatego kiedy kierowali się w górę, zarzuciła jedną rękę do tyłu, zaciskając palce na broni. Oczywiście tylko asekuracyjnie. A kiedy Madox majstrował coś przy drzwiach Baby, Pilar zauważyła jak jakaś postać minęła jej na schodach piętro wyżej. Nie dając więc znać Noriedze po prostu ruszyła w tamtym kierunku.

:margo:

el caos se encuentra con el orden

: czw paź 22, 2026 10:14 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- Różowy bardziej by ci pasował - rzucił, bo musiał, na po prostu musiał to tak skwitować, chociaż prawda jest taka, że według niego pasował jej czerwony. Ale to już postanowił zachować dla siebie.
Kiedy kazała mu zapiąć pasy, to oczywiście tego nie zrobił, a potem poleciał do przodu, zapierając się ręką na desce rozdzielczej, żeby nie wylądować na szybie, gdy gwałtownie zahamowała.
- Pasy srasy, to jedź kurwa ostrożnie, a nie jak jakaś dzikuska - musiał sobie ponarzekać, patrząc na nią z ukosa, ale finalnie sięgnął po pasy i je zapiął. A później już nawijał o Amandzie patrząc w przednią szybę. Madox nie za bardzo lubił jeździć na miejscu pasażera, zdecydowanie lepiej czuł się za kierownicą. Znowu obejrzał się na Stewart wraz z jej kolejnymi słowami.
- To się stało poza klubem, łaził za nią, a ja tego nie robię, chociaż jak mi napisała, to zaraz do niej pojechałem, ja i Amanda... - urwał, a jego ciemne oczy przesunęły się po jej twarzy skupionej na drodze - a zresztą... - machnął ręką, bo postanowił nie wdawać się w szczegóły - nie chciałem, żeby to ją spotkało, i z chęcią dojadę tego skurwysyna co to zrobił - strzyknął kostkami zaciskając na nich wytatuowane palce i spojrzał w szybę, a po chwili znowu na Pilar. Wywrócił oczami - i gdzie by je miały trzymać? W majtkach? Ten kastet i gaz pieprzowy? - uniósł jedną brew, bo może Stewart nie wiedziała, ale tancerki w sekcji VIP kręciły się na rurce w bardziej kusej bieliźnie niż te sukienki, które od nich pożyczyła, tamte były na klub.
Madox był pod wrażeniem, kiedy zaparkowała na wskazanym przez niego miejscu, bo... rzeczywiście było go niewiele, a on specjalnie jej takie pokazał. Zaplusowała sobie u niego.
Chociaż zaraz na miejscu tego plusika pojawił się minus.
- Nie ma nawet takiej opcji - pokręcił głową sięgając do klamki, żeby wysiąść z aut, ale kiedy Pilar wylazła za nim, a zaraz stała przed nim mówiąc, że złamała wszystkie paragrafy, to prychnął - taka z ciebie służbistka? - zaczepił ją, patrząc na nią z góry - lubisz grać według zasad Stewart? - zrobił krok w jej kierunku wbijając w nią ciemne, intensywne spojrzenie.
I może dobrze, że kazała mu tak na siebie nie patrzeć, tylko iść?
Bo... dziwnie na nią patrzył. A zaraz obejrzał się w kierunku budynku, wskazał jej głową środkową klatkę, Madox też się rozejrzał, ale żeby tak nie rzucali się w oczy, to przybliżył się też do Pilar. Z boku mogli wyglądać jak jakaś ładna, gorąca parka. Weszli do budynku przez otwarte drzwiczki, Noriegi wcale nie zdziwił ten widok, ruszyli po schodach do góry, on pierwszy, dlatego zaraz dopadł do drzwi. Pociągnął za klamkę, a te też były otwarte, szybko okazało się też, że po drugiej stronie był mały, zapłakany chłopiec. Mógł mieć kilka lat, ubrany był w pidżamkę w misie, a w ręce ściskał swojego pluszaka.
- Madox! Mama... - zaczął, ale zanim Noriega zdążył się do niego ruszyć, to Pilar już wyrwała się w przeciwnym kierunku. A Madox... znowu doskoczył do niej jak dziki kot, złapał ją za nadgarstek i szarpnął do siebie - Pilar stój! Ty zajmij się dzieckiem i sprawdź co z Baby - czuł, że będzie się z nim o to dochodziła, ale spojrzenie, które posłał w jej duże, ładne oczy, sugerowało, że nie miał zamiaru się tutaj z nią kłócić. Nie teraz, kiedy z drzwi patrzył na nich zapłakany dzieciak, a tamten skurwiel im spierdalał. Madox wyrwał się za nim po schodach. Kroki odbiły się echem po klatce schodowej. Kamienica była wysoka, z jednym tylko zejściem, więc Noriega musiał go dopaść...
I kiedy oni się ścigali do góry, a chłopiec w drzwiach szlochał tuląc się do swojego pluszaka, to z mieszkania wyjrzała potargana blondynka, miała zakrwawioną twarz, dociskała bladą dłoń do nosa.
- On... ściągnęłam mu kominiarkę, ale ona ma broń - rzuciła zerkając za Pilar i do góry za Madoxem.
Szkoda tylko, że Noriega jej nie miał. Ani nawet kastetu, czy gazu pieprzowego.

:lepa:

el caos se encuentra con el orden

: pt paź 23, 2026 7:56 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwo
Nie. Nie zawsze grała według zasad. Zdecydowanie zbyt wiele razy naginała je przez własne przekonania i impulsywność. Przez to, że podejmowała decyzje pod wpływem emocji i bardzo często kierowała się sercem zamiast rozumem.
Nigdy nie umiała patrzeć na cudzą krzywdę. Na to, jak drugi człowiek potrzebował pomocy. I nie raz właśnie, by pomóc nie sugerowała się procedurami, a raczej pomimo nich wchodziła bezmyślnie w sam środek zamieszania, siejąc jeszcze większy chaos. Wszystko, byleby pomóc tym, którzy najbardziej tego potrzebowali. Pewnie nie było to mądre, a już na pewno nie bezpieczne, ale taka już była. Pilar Stewart, pierdolona Matka Teresa tego świata.
I teraz też nie powinna z nim iść.
Nie powinna go tu przywozić, wysiadać z samochodu, a tym bardziej kierować się z nim w stronę blokowskia, w którym mieszkała pracownica Noriegi i przy którym czaił się rzekomo podejrzany mężczyzna. Ale i tak to zrobiła. Z dłonią na broni kierowała się w górę po schodach, rozglądając dookoła. Szukając czegokolwiek podejrzanego.
I znalazła.
Postać w czarnej bluzie mignęła jej piętro wyżej. Prędkość, z jaką mężczyzna przemierzał schody zdecydowanie nie należała do normalnej dla typowego mieszkańca. Spieszył się. Ewidentnie przed czymś uciekał. I to wystarczyło jej do tego, żeby wyrwać się w tamtym kierunku. Szkoda tylko, że Noriega również wykazał się nierannym refleksem i zdążył ją złapać. Szarpnął ją do siebie tak mocno, że od razu wylądowała w jego ramionach. Aż musiała zaprzeć się na umięśnionej klatce piersiowej, by nie stracić równowagi.
— Co kurwa? — oczywiście, że miała zamiar się z nim dochodzić. — Jakie stó... — nie dokończyła. Zdążyła jedynie przelotnie spojrzeć w jego ciemne oczy, nim ten nie wyrwał się za facetem w górę. Debil. No kurwa debil. Był jeszcze gorszy niż ona. W pierwszej chwili chciała do niego dołączyć, jednak wtedy zza drzwi oprócz dzieciaka wyłoniła się kobieta.
— Wszystko okej? — zwinnie wcisnęła się przez framugę, tym samym udem odgradzając chłopaka od wyjścia na klatkę i spojrzała na blondynkę. Jej twarz była cała zakrwawiona. Wyglądała, jakby ktoś chciał sprać ją na kwaśne jabłko. Pod okiem już robiła jej się sina plama, a czerwona ciecz kapała na ubrania. — Trzeba to zatamować — rzuciła, wskazując dłonią na nos Baby, z którego nie przestawało lecieć. Miała nawet plan, żeby jej to opatrzyć, ale wtedy na górze coś huknęło. Głośno. Aż echo poniosło się po całej klatce schodowej. W tym samym czasie blondynka też wspomniała, że mężczyzna miał broń.
Madox nie miał.
I chociaż powinna mieć go w dupie. Nie wtrącać się w ten rozrachunek… no przecież nie byłaby sobą, gdyby bez słowa nie wyrwała się po schodach. Serce biło jej mocno w piersi, a płuca piekły już po pokonaniu trzech kolejnych pięter. Kurwa, jak wysoki był ten blok? Nawet nie chciała się zastanawiać. Broń juz trzymała w dłoniach, kiedy dotarła na samą górę.
Po mężczyznach nie było śladu. Jedynie otwarte drzwi prowadzące na dach były wyrwane z zawiasów. Silny wiatr trzeszczał w uszach, szczególnie na takiej wysokości, kiedy tylko wypadła na świeże powietrze i rozejrzała się dookoła. Wtedy ich zobaczyła; stali oboje przy skrzynkach wentylacyjnych. Muzyczna w kapturze celował prosto w Madoxa, a jej serce mimowolnie podeszło do gardła. Kurwa.
— Hej! — krzyknęła, nawet nie dając sobie czasu to przemyśleć. Od razu zwróciła na siebie ich uwagę. A już na pewno tym, że w jej dłoni również błyszczał gnat wymierzony prosto w kolesia. — Rusz się, a kurwa strzele — warknęła, robiąc krok do przodu. I to wystarczyło, żeby facet pod wpływem nerwów… zaczął celować do niej. To na niej się skupił. Tym samym dając Noriedze jedyną może szanse na to, żeby na niego skoczył…

:lepa:

el caos se encuentra con el orden

: sob paź 24, 2026 11:00 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i przemoc
Co kurwa?
Czyli jednak zamierzała się z nim tutaj kłócić... I może Madox też by się z nią dochodził? Powiedział jej, że to nie jest jej sprawa, tylko jego, dziewczyn z klubu, za które miał odpowiadać, które miał ochraniać i tego kolesia... Tylko, no właśnie typ im właśnie uciekał, więc Noriega tylko spojrzał w ciemne oczy Pilar.
- Zostań - jeszcze raz ją poprosił... a może właściwie jej rozkazał? Bo tak to brzmiało, a sam wyrwał się schodami na górę. Obejrzał się tylko na chłopca, kiedy ten wyjrzał z mieszkania, ale później już patrzył w górę, za tym facetem, który pędził przed siebie. A Madox za nim, deptał mu po piętach...
A potem huknęły drzwi na dach, facet wywalił je jednym sprawnym kopniakiem, stare, podniszczone drzwiczki wypadły z zawiasów, roztrzaskały się o podłoże. I to była ta chwila, w której Noriega nadrobił, w której znalazł się przy nim. Zacisnął wytatuowane palce na czarnej bluzie i szarpnął do siebie faceta, ale ten mu się wyrwał, chociaż Madox przy okazji strącił mu kaptur, a przed nimi stał...
- Fletcher? - Madox znał kolesia, pojawiał się czasem u niego w klubie, a przede wszystkim był... psem. Czyli tak jak zakładali, policja była w to zamieszana. Dlatego tak chętnie zgonili wszystko na Noriegę, ale... - dlaczego to zrobiłeś? Co one były ci winne? Przecież te dziewczyny... - zaczął Madox i zrobił krok w jego kierunku, ale wtedy mężczyzna wyciągnął broń, wycelował nią w właściciela Emptiness.
- Zamknij się Noriega! Ręce nad głowę, albo rozwalę ci łeb! - Madox posłusznie skrzyżował dłonie nad głową, przesunął nimi na kark, a wtedy na dach za nimi wypadła Pilar.
Od razu obaj przenieśli na nią spojrzenie, kiedy krzyknęła to hej. I kiedy Fletcher przeniósł broń z Madoxa na nią, ten zrobił krok w jego kierunku. A jej groźba i to jak Fletcher zaczynał panikować sprawiło, że Noriega na nic już nie czekał, skoczył do przodu...
Prosto na Fletchera. Polecieli obaj na ziemię, przez chwilę się na niej szamotali, a potem powietrze przeciął huk wystrzału. Ptaki, które siedziały na dachu poderwały się do lotu. Ale Madox już siedział na gliniarzu, najpierw zamachnął się na niego bronią, walnął go lufą w skroń, a zaraz już chował jego gnata za paskiem od spodni, a potem zamachnął się znowu i wymierzył mu cios prosto w policzek, jednym z tych swoich ozdobnych pierścionków, które z powodzeniem mogły mu robić za kastet. A niby taki bezbronny był.
- Jeszcze chciał mi odstrzelić łeb... - mruknął pod nosem Madox i zamachnął się po raz kolejny, tym razem w nos faceta. Dobrze wymierzył, bo zaraz poszła z niego krew. Może nawet mu go złamał? - Pierdolony kutas - Madox miał już farbę na rękach i na czarnej koszuli, ale wcale nie zamierzał przestać okładać faceta. Zresztą sam przecież wcześniej powiedział, że zamierzał oddać mu za swoje dziewczyny, tylko, że pod nim leżał kolega Pilar z komendy, a to może sprawiało, że powinni go potraktować ulgowo? Oddać w ręce prawa? Według Madoxa chyba nie, tylko co na to Stewart?
Fletcher pluł już krwią, i o ile wcześniej wierzgał się pod Madoxem, to teraz zaciskał tylko palce na jego koszuli, ale nie miał szans, żeby go zrzucić. Nie kiedy Noriega był wściekły, jak ten rozjuszony doberman, gotowy zagryźć.

:pala:

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 25, 2026 8:48 am
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Nie wiedziała, czego mogła się spodziewać wbiegając na dach.
Nie znała dobrze ani Noriegi ani tym bardziej muzyczny w kapturze, który do niego mierzył.
A przynajmniej tak myślała.
Kilka dobrych sekund zajęło jej dopatrzenie się w zakapturzonym przestępcy… Fletchera. Człowieka, którego praktycznie codziennie mijała na komendzie, który zawsze ściągał jej z szafki puszkę sypanej kawy, bo ta z ekspresu była gówniana. Człowiek, który przysięgał, że będzie czynił w imię prawa, bronił słabszych i pomagał. Teraz ten sam osobnik stał na środku dachu jednego z bloków i celował z broni do Madoxa. I pewnie gdyby nie ta ich krótka wymiana zdań, to jak praktycznie przyznał się do winy, Pilar może i zareagowałaby inaczej, może stanęłaby po stronie psiarni, chcąc pierwsze wszystko wyjaśnić, ale przecież widziała, że Noriega nie kłamał. Wspominał jej już wcześniej, że podejrzewa kogoś z komendy. I miał racje.
Dlatego warknęła, mierząc w swojego kumpla. Palce trzymała mocno zaciśnięte na rękojeści gnata i ani jej się śniło odpuszczać. Bo jeśli on naprawdę skrzywdził te kobiety… nawet ona była gotowa nie mieć skrupułów.
Nie miała pojęcia, czy Madox będzie umiał wykorzystać szansę, jaką dla niego stworzyła. Uwaga Fletchera skupiła się tylko i wyłącznie na Pilar. Pierwsze w nią wycelował, robiąc krok do przodu, a dopiero potem uświadomił sobie, do kogo mierzył. I to był błąd, bo kiedy tylko krótkie Pilar? wyszło z jego ust, a oczy otworzyły się szeroko, Noriega już do niego doskoczył. Jak jakiś dziki kot, momentalnie powalił go na ziemie, sprzedając pojedyncze uderzenie w skroń brzegiem broni. Fletcher jęknął z bólu i zaraz spróbował się odwinąć, jednak bezskutecznie. Madox zdecydowanie przejął kontrole, okładając policjanta coraz bardziej.
I chociaż dała mu kilka sekund, odwróciła na moment wzrok, bo jeśli naprawdę skrzywdził te dziewczyny, to należało mu się dostać w mordę, jednak kiedy kolejna porcja krwi polała się z nosa Flechera, Stewart zrobiła krok do przodu.
— Wystarczy — powiedziała spokojnie, chowając pistolet za pasek. Szkoda tylko, że Noriega nic sobie z tego nie zrobił. — Zostaw go kurwa, co zaraz go zatłuczesz! — a na to nie mogła pozwolić. NIe na jej oczach i na pewno nie za skale przewinienia. Od tego były już odpowiednie organy ścigania, o ile dziewczyny złożyłyby zawiadomienie o pobiciu. Jeśli nie… cóż, Flech właśnie dostał swoją nauczkę. A raczej wciąż dostawał, bo Madox kompletnie nie reagował na jej słowa.
— Noriega do chuja! — krzyknęła i tym razem to ona zacisnęła palce na ramionach. Jednym ruchem szarpnęła go do tyłu i chociaż z boku mogło to wyglądać to wyglądać na wyjątkowo proste, Pilar musiała w to wsadzić całą siłę, jaką miała w drobnym ciele. Aż mięśnie ją zapiekły. — DOŚĆ — wskoczyła tuż przed niego. Widziała ten mord w ciemnych, praktycznie czarnych oczach. Widziała, że chciał go zapierdolić. A ona nie mogła na to pozwolić. Zdawała sobie sprawę, że zaraz i ona mogła zarobić. Widziała przecież, jak jego pięść znowu zaciska się i unosi. Ale czy naprawdę by to zrobił? Przecież gdyby się nad tym zastanowić, to przecież mu pomogła. Uratowała mu dupę, bo kto wie, czy Flech by nie strzelił. Jako policjant mógł znaleźć dziesięć powodów dlaczego zrobił to chociażby w samoobronie i nikt nie zadawałby pytań.
— Najebałeś mu, wystarczy — zacisnęła palce na materiale jego zakrwawionej koszuli, przemieszczając się tak, żeby zasłonić mu ofiarę, która właśnie pluła krwią, przekręcając się na bok, a żeby patrzył na nią. — A teraz idź sprawdzić co z twoja przyjaciółką. Ja się nim zajmę. Idź.

:dusi: