Strona 4 z 4

001. See the light that leads you here, we can find a way

: ndz paź 18, 2026 7:51 pm
autor: Tiernan Harcourt
— Wierzę — westchnął. — Mi też było ciężko. Straciłem tak nagle dwie najważniejsze osoby. Jeszcze do tego twoja matka mnie zdradziła... Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie nabawiłem się przez to trochę problemów z zaufaniem do innych — zrezygnowany pokręcił lekko głową na boki. Niestety, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że ta cała sytuacja mocno się na nim odbiła. Nic jednak dziwnego, skoro tak bardzo kochał swoją byłą partnerkę. Chciał jej się przecież oświadczyć. Zapewnić jej i Hollisowi wszystko, czego potrzebowali. Ciężko mu było uwierzyć w to, że kobieta związała się z takim śmieciem i że tak się stoczyła. Dobrze, że tego nie widział, bo pewnie jak idiota próbowałby ją z tego wyciągnąć. To przecież nie tak, że w tym samym dniu, w którym dowiedział się o jej kochanku, przestał ją kochać. Jeszcze przez długi czas musiał sobie radzić ze złamanym sercem. — Żartuję, żartuję — zaśmiał się. — Nie mogę narzekać na sprawność, ale dziwne by było, gdybym narzekał, skoro chodzę regularnie na siłownię — wzruszył lekko ramionami. To była przede wszystkim jego odskocznia od codzienności i bardzo dobry sposób na radzenie sobie ze stresem i możliwość wyrzucenia z siebie wszystkich negatywnych emocji.
— Mimo wszystko, jeśli ktoś będzie ci dokuczał albo rzuci ci jakimś chamskim tekstem, to mi o tym powiedz — powiedział. — Nie chciałbym, żebyś zachowywał takie rzeczy dla siebie — dodał. — Od czasu tej historii z mobbingiem staram się dbać o wszystko tak, żeby nikt nie czuł się w żaden sposób pokrzywdzony — podsumował z głośnym westchnięciem. Przecież jemu też zależało na tym, żeby w jego atelier była dobra atmosfera. Wiedział, że od tego wiele zależało. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby tracić personel albo żeby wśród pracowników działo się niedobrze. Dlatego właśnie chciał, żeby przychodzili do niego z problemami.
— Nie ma się do czego przyczepić — odparł rozbawiony. Musiał też przyznać, że cieszył się, że Hollis zdecydował się na to, żeby kupić jakieś ciasto, bo wyjątkowo chodziło za nim dzisiaj coś słodkiego. Taki domowy obiad, a potem deser to nie było coś, czego się spodziewał po powrocie do domu, ale zdecydowanie nie miał zamiaru na to narzekać. — Na pewno wszystko ci posmakuje — uśmiechnął się do niego delikatnie. — W takim razie wybierzemy się do galerii w następną sobotę — postanowił. Sam nie pamiętał, kiedy ostatnim razem był w galerii, bo jak można się było domyślić, raczej nie kupował w sieciówkach. Rzadko się zdarzało, że chodził do takich sklepów, ale jednak się zdarzało. Poza tym miał jeszcze do kupienia parę innych rzeczy. No i skłamałby, gdyby powiedział, że nie miał w tym wszystkim ochoty na jakiś fast food.
Skupił się na jedzeniu swojego deseru, a gdy dojadł ciasto do końca, odchylił się lekko na krześle i odetchnął głośno. Zdecydowanie mógł powiedzieć, że się najadł i że wszystko było smaczne. Jeszcze chwilę ze sobą porozmawiali, ale w końcu wstał z krzesła i zebrał resztę naczyń, które wyniósł do kuchni. Tam zapakował do końca zmywarkę, po czym ją włączył tak, jak wcześniej obiecał. Zaproponował chłopakowi, żeby jeszcze trochę się napili, a gdy ten przystał na jego propozycję, przenieśli się do salonu, gdzie spędzili wspólnie resztę wieczoru.
koniec
Hollis Bellamy