I just wanna decompress
: wt lis 03, 2026 12:14 pm
Pokiwał głową na jego słowa. Najchętniej to w ogóle by się o tym nie przekonywał, ale na to raczej nie miał co liczyć. Wiedział, że prędzej czy później Tiernan zapewne kogoś sobie znajdzie – nieważne, czy będzie to kobieta czy mężczyzna. W końcu miał do tego prawo i domyślał się, że Harcourt nie chciał do końca życia być samotny. Każdy prędzej czy później potrzebował czyjejś bliskości i miłości.
— No właśnie — stwierdził i kiwnął lekko głową. W takim układzie wszystko polegało na tym, że każdy dawał coś od siebie. Z reguły jedna osoba swój czas oraz ciało, a druga pieniądze i prezenty. Nie był pewien, czy sam potrafiłby funkcjonować w tego typu relacji, ale zdawał sobie sprawę z tego, że byli ludzie, którzy nie mieli z tym najmniejszego problemu. — Sam nie wiem… Może rzeczywiście powinienem o tym pomyśleć i ściągnąć jakąś aplikację? — odparł i wzruszył lekko ramionami. Chociaż, nie do końca był pewien, czy rzeczywiście chciał się z kimś umawiać. Poza tym, takie szukanie kogoś na siłę też nie brzmiało jak coś w jego stylu. Zawsze wychodził z założenia, że jak przyjdzie odpowiedni czas, to w jego życiu pojawi się też odpowiednia osoba.
— No już, już. Starczy tych komplementów — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki. Miło mu było, kiedy Tiernan wypowiadał się na jego temat w taki sposób, ale co za dużo to niezdrowo. Musiał mu zacząć trochę dawkować, bo jak tak dalej pójdzie to naprawdę zacznie uważać się za jakiś chodzący ideał i dopiero wtedy zrobi się nieznośny. Musiał jednak przyznać, że była to naprawdę przyjemne odmiana. Do tej pory nikt nie miał nic miłego do powiedzenia na jego temat, a zwłaszcza gach jego matki. Ona sama też raczej nie należała do bardzo wylewnych osób, więc jak nietrudno się domyślić, z jej ust również nie słyszał zbyt wiele dobrego na swój temat. Teraz jednak Tiernan mówił mu takie rzeczy dość często i aż ciepło robiło mu się na sercu, kiedy tego słuchał. Miło było w końcu zostać dostrzeżonym i traktowanym jak człowiek, który miał jakąś wartość.
— No masz — skwitował i kiwnął lekko głową. Mimo wszystko, schlebiał mu fakt, że podobał się mężczyźnie. Zwłaszcza, że przecież Tiernan sam był naprawdę atrakcyjny. Sam raczej nie widział w sobie tego wszystkiego, co widział w nim Harcourt i czasami miał ochotę mu powiedzieć, że trochę chyba przesadzał. Nie przywykł jednak do tego, że ktoś odnosił się do niego w taki sposób, bo minęło naprawdę dużo czasu od ostatniego razu, kiedy ktoś był dla niego po prostu miły i miał coś pozytywnego do powiedzenia na jego temat. Jego kolejne słowa skwitował cichym pomrukiem. Z jednej strony był tylko byłym jego matki, ale też aż byłym jego matki. Mogłoby się wydawać, że z jednej strony coś im nie przystawało, ale z drugiej… Nikt poza nimi tak naprawdę nie wiedział jaka relacja łączyła ich w przeszłości. — Wiedziałem — odparł rozbawiony i zaśmiał się.
Wpatrywał się w Tiernana, kiedy mężczyzna przez tak długi czas się nie odzywał. Nie był w stanie stwierdzić, czy ten widok podobał się Harcourtowi, czy jednak się przed nim zbłaźnił. W końcu jednak mężczyzna postanowił się odezwać, na co odczuł ulgę.
— Um, dzięki — odparł niepewnie i odchrząknął cicho, nieco zakłopotany. — Aż tak chcesz poszaleć? — zapytał i rozbawiony pokręcił głową na boki. — W sumie… Może mógłbym o tym pomyśleć, gdyby wpadł ci do głowy jakiś sensowny pomysł… — stwierdził i wzruszył ramionami.
Tiernan Harcourt
— No właśnie — stwierdził i kiwnął lekko głową. W takim układzie wszystko polegało na tym, że każdy dawał coś od siebie. Z reguły jedna osoba swój czas oraz ciało, a druga pieniądze i prezenty. Nie był pewien, czy sam potrafiłby funkcjonować w tego typu relacji, ale zdawał sobie sprawę z tego, że byli ludzie, którzy nie mieli z tym najmniejszego problemu. — Sam nie wiem… Może rzeczywiście powinienem o tym pomyśleć i ściągnąć jakąś aplikację? — odparł i wzruszył lekko ramionami. Chociaż, nie do końca był pewien, czy rzeczywiście chciał się z kimś umawiać. Poza tym, takie szukanie kogoś na siłę też nie brzmiało jak coś w jego stylu. Zawsze wychodził z założenia, że jak przyjdzie odpowiedni czas, to w jego życiu pojawi się też odpowiednia osoba.
— No już, już. Starczy tych komplementów — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki. Miło mu było, kiedy Tiernan wypowiadał się na jego temat w taki sposób, ale co za dużo to niezdrowo. Musiał mu zacząć trochę dawkować, bo jak tak dalej pójdzie to naprawdę zacznie uważać się za jakiś chodzący ideał i dopiero wtedy zrobi się nieznośny. Musiał jednak przyznać, że była to naprawdę przyjemne odmiana. Do tej pory nikt nie miał nic miłego do powiedzenia na jego temat, a zwłaszcza gach jego matki. Ona sama też raczej nie należała do bardzo wylewnych osób, więc jak nietrudno się domyślić, z jej ust również nie słyszał zbyt wiele dobrego na swój temat. Teraz jednak Tiernan mówił mu takie rzeczy dość często i aż ciepło robiło mu się na sercu, kiedy tego słuchał. Miło było w końcu zostać dostrzeżonym i traktowanym jak człowiek, który miał jakąś wartość.
— No masz — skwitował i kiwnął lekko głową. Mimo wszystko, schlebiał mu fakt, że podobał się mężczyźnie. Zwłaszcza, że przecież Tiernan sam był naprawdę atrakcyjny. Sam raczej nie widział w sobie tego wszystkiego, co widział w nim Harcourt i czasami miał ochotę mu powiedzieć, że trochę chyba przesadzał. Nie przywykł jednak do tego, że ktoś odnosił się do niego w taki sposób, bo minęło naprawdę dużo czasu od ostatniego razu, kiedy ktoś był dla niego po prostu miły i miał coś pozytywnego do powiedzenia na jego temat. Jego kolejne słowa skwitował cichym pomrukiem. Z jednej strony był tylko byłym jego matki, ale też aż byłym jego matki. Mogłoby się wydawać, że z jednej strony coś im nie przystawało, ale z drugiej… Nikt poza nimi tak naprawdę nie wiedział jaka relacja łączyła ich w przeszłości. — Wiedziałem — odparł rozbawiony i zaśmiał się.
Wpatrywał się w Tiernana, kiedy mężczyzna przez tak długi czas się nie odzywał. Nie był w stanie stwierdzić, czy ten widok podobał się Harcourtowi, czy jednak się przed nim zbłaźnił. W końcu jednak mężczyzna postanowił się odezwać, na co odczuł ulgę.
— Um, dzięki — odparł niepewnie i odchrząknął cicho, nieco zakłopotany. — Aż tak chcesz poszaleć? — zapytał i rozbawiony pokręcił głową na boki. — W sumie… Może mógłbym o tym pomyśleć, gdyby wpadł ci do głowy jakiś sensowny pomysł… — stwierdził i wzruszył ramionami.
Tiernan Harcourt