Strona 4 z 4

I didn't expect that

: śr paź 28, 2026 8:51 pm
autor: Patrick Wood
— To chore. Tuszowanie czegoś przez co ludzie chorują i mutują. Bogaci nie mają sumienia? — skrzywił się. Jeśli świat bogatych ludzi tak wyglądał to nie chciał w nim być. Pewnie nigdy nie zrozumie sposobu ich rozumowania i braku zainteresowania wobec biedniejszych ludzi, bo byli biedni. Tak to niby jest? Bogaci z bogatymi, a biedni z biednymi i nie wolno im się mieszać? A te wszystkie romantyczne filmy jak „Pokojówka na Manhattanie” czy „Pretty Woman” kłamią? Taka miłość była naprawdę urocza i już nie chodziło o złapanie sobie bogatego męża, żeby mieć łatwe życie. One były przykładem, że zawartość portfela nie była ważna jeśli chodzi o miłość. Czemu w przyjaźni nie może być tak samo? Albo to tylko Dean i jego ekipa byli tak ograniczeni, żeby nie dopuszczać do siebie nikogo więcej. Ale z jakiego powodu?
Był tak przerażony, że nie myślał kiedy próbował przytulić się do Deana. Normalnie pewnie by tego nie zrobił, chociaż po ostatnim pocałunku bardzo miał na to ochotę.
Zaszlochał cicho, czując jak Vanberg się od niego odsuwa akurat w momencie, kiedy bliskości potrzebował. Musiał przez chwilę chociaż uczepić się czegoś albo kogoś, kto będzie robił za jego bezpieczne miejsce, by zapomniał o traumatycznym wydarzeniu. Na Deana niestety nie mógł liczyć, więc jedyne co mu zostało to objąć się ramionami i tak leżeć, trzęsąc się wciąż.
— Umiem. Po prostu… tego nie robię, bo panikuję. — szepnął jak już się trochę bardziej uspokoił. Może gdyby tak się nie bał jakoś dałby radę wypłynąć sam, a tak jedyne co mu wychodziło to szamotanie się i tonięcie. Dlatego nie wchodził do wody bo niczego dobrego to nie przynosiło.
Podniósł głowę i spojrzał na Deana, który chciał już wracać. O dziwo nawet chciał mu pomóc w wiosłowaniu, ale Patrick jeszcze nie czuł się na siłach.
— N-nie dam rady. Potrzebuję jeszcze chwili… — szepnął, ponownie ukrywając twarz w dłoniach. Musiał myśleć o czymś miłym co pomogłoby mu zapomnieć albo chociaż zatrzeć złe wspomnienia na tyle, żeby mogli dostać się na ląd. Teraz nie nadawał się do niczego i wolał nie ryzykować, że wiosło wypadnie mu z rąk do wody.

Dean Vanberg

I didn't expect that

: czw paź 29, 2026 12:38 am
autor: Dean Vanberg
-Sumienie sumieniem, bardziej chodzi o krycie własnego tyłka. Sam pewnie na ich miejscu zrobiłbyś to samo, więc nie udawaj takiego oburzenia. Ludzie najczęściej skupiają się na sobie, nie ma w tym niczego dziwnego - odpowiedział, lekko ramionami wzruszając. Podejrzewał, że niejedna osoba, zwłaszcza taka, której na wiele nie było stać, starała się świat zapewnić, że była dobra i nigdy nie dopuściłaby do czegoś takiego, jak potencjalne zatruwanie innych ludzi czy zwierząt. Prawda, według Deana, była jednak taka, że to było kłamstwo. Gdyby tylko dana osoba znalazła się na miejscu tej bogatej, posiadając tym samym więcej możliwości, też robiłaby wszystko, byleby tylko chronić własny tyłek. Tak to działało i nie było sensu z tym walczyć, czy złościć się, że to potworne. Ludzie sami w sobie tacy byli, więc czego można było oczekiwać?
Byli też wyjątkowo słabi, co jasno pokazywała aktualna sytuacja. Czy Wood nie mógł od razu powiedzieć, że panicznie boi się wody i pływać nie umie? Uniknęliby tego wszystkiego. Co prawda Vanberg nie szczędziłby komentarzy w odpowiednim stylu, ale przynajmniej nie byłby mokry i nie musiałby martwić się o to, że jego włosy wyglądały teraz koszmarnie.
Potrząsnął lekko głową, by zrzucić z siebie chociaż trochę kropli. Zerknął na chłopaka, który szlochał i trząsł się, najwidoczniej panicznie przerażony. Na litość wszystkiego i co niby Dean miał teraz zrobić? Przytulić go i pogłaskać po głowie? Takie słabe oczekiwanie, jeśli chodziło o jego osobę. Nie był fanem podobnych akcji, mając w sobie jakiś dziwny opór. Zwłaszcza, jeśli chodziło o pocieszanie facetów! Przecież to zalatywało gejozą na kilometr.
Sięgnął po jakieś okrycie, które znajdowało się w łódce (zadziwiające, że tam zawsze znajdował się jakiś koc) i rzucił Woodowi bez słowa. Niech przynajmniej się nie przeziębi, bo Dean go niańczyć nie będzie.
-No i po co? Wystarczy machać rękami i nogami, a woda cię nie zje - zauważył, rzucając mu przelotne spojrzenie. Nie rozumiał tej paniki zupełnie, a powinien, bo przecież sam nienawidził os! I innego robactwa. Ale to było co innego. Robaki mogło go zjeść, woda niekoniecznie.
-Na litość wszystkiego… I jak ludzie mają traktować cię poważnie - skrzywił się, ostatecznie samemu biorąc drugie wiosło. Mógł okazać się większym chamem i zostawić na środku jeziora chłopaka, samemu płynąc do brzegu, ale chwilowo miał dość spotkania z wodą.
Zaczął wiosłować, trochę pokracznie, bo wysiłek lubił jedynie na siłowni, chcąc spalić deser z poprzedniego dnia, ale koniec końców do brzegu dopłynęli.
Wyszedł z łódki, kierując się do domku, w którym chciał jak najszybciej zrzucić z siebie mokre ubrania.

Patrick Wood

I didn't expect that

: czw paź 29, 2026 5:08 am
autor: Patrick Wood
— Właściwie wolałbym, żeby ludzie wiedzieli, że takie miejsce jest niebezpiecznie. Nie chciałbym, żeby komuś coś się stało, bo postanowiłem coś zatuszować. I nie wszyscy skupiają się tylko na sobie… — mruknął. Pewnie, bałby się konsekwencji, ale na pewno byłyby o wiele gorsze gdyby zataił niebezpieczeństwo. Dlatego wolałby powiedzieć prawdę i mieć pewność, że nikomu się nic nie stanie. Nawet gdyby miał pieniądze, które pomogłyby mu wszystko zatuszować i uniknąć konsekwencji nie zmieniłby zdania. Taki już był, że najpierw myślał o innych, a dopiero potem o sobie, a tym bardziej nie chciałby mieć nikogo na sumieniu.
Chciał już znaleźć się na bezpiecznym lądzie z daleka od wody. Co prawda nie było tu rekinów, ale sama woda wystarczała, żeby go sparaliżować i nie pozwolić mu racjonalnie myśleć. Nie mógł się skupić na bezpiecznym wypłynięciu, a przecież umiał pływać. Wystarczyło odrobinę się uspokoić, ale nie potrafił. Nie, kiedy w jego umyśle pojawiała się krew i rekin, który zaciskał ostre zęby na jego nodze. Chyba tylko cud go wtedy uratował.
Poczuł na sobie jakiś koc, który musiał rzucić na niego Dean. Mimo wszystko miły gest, bo mógł co całkiem zignorować. Co prawda ludzie na ogół inaczej reagowali w takich sytuacjach, ale jeśli chodzi o Deana to i tak dużo. Opatulił się szczelnie kocem aż po samą szyję, wycierając rąbkiem materiału cieknące po policzkach łzy i cicho podziękował.
— To nie chodzi o to… — powiedział cicho. On pewnie i tak nie zrozumie o co mu chodziło. Ale wystarczyło chociaż raz zobaczyć jak się zachowuje w wodzie i więcej go tam nie ciągnąć, żeby nie było powtórki.
Nie wiedział co ma mu odpowiedzieć. Każdy miał prawo się czegoś bać i u niego akurat wypadło na wodę, która jest blisko związana z rekinami. Dlatego tak bardzo starał się go przekonać, że pływanie nie było dobrym pomysłem, ale oczywiście Vanberg go nie słuchał.
Nie odzywał się przez całą trasę do brzegu, a kiedy Dean wyszedł z łódki i poszedł do domku podniósł się i owinięty kocem popędził za nim. Nie chciał zostać sam w tej nieszczęsnej łódce. Tam zamknął za nimi drzwi i chciał skierować się do łazienki, ale oczywiście najpierw zajął ją Dean. Westchnął, przeklinając to miejsce za brak drugiej łazienki. Wiedział jak długo projektant się kąpie i prędzej sam wyschnie niż doczeka się szansy na szybki prysznic.
Nie chcąc dłużej zostać w mokrych ubraniach po prostu je z siebie zrzucił. W walizce na wszelki wypadek miał ręcznik, więc wytarł się do sucha i owinął nim w biodrach, a mokre rzeczy rozłożył na zewnątrz, żeby wyschły, kiedy on siedział na kanapie i czekał, owinięty suchym kocem z kanapy. Dobrze, że w takich miejscach było ich pełno.

Dean Vanberg