Strona 32 z 32

tequila con muerte

: wt mar 10, 2026 6:17 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
W pierwszej chwili zmarszczył brwi, kiedy powiedziała to wiem, bo to było takie, że oboje o tym wiedzieli, ale nic sobie z tego nie robili. A przynajmniej tak sobie pomyślał Madox. Tylko, że ona dodała zaraz, że kurewsko to docenia, a jak się do niego przesunęła, to mimo, że Noriega miał przed sobą ten piękny widok, to spojrzenie zawiesił na jej oczach, jeszcze piękniejszych.
Na jej kolejne słowa jakoś tak odruchowo wyrwał się do przodu, przysunął bliżej, żeby sięgnąć palcami gdzieś do jej ramienia, już nawet otworzył usta, żeby jej coś powiedzieć, może, że teraz ma jego? Ale kiedy dodała jeszcze to przepraszam..., to się zamknął. Wypuścił powietrze z płuc i nabrał je ponownie. Przez chwilę mielił na języku jakieś słowa i trawił to co powiedziała. Bo może on nigdy nie chciał za to przeprosin. Chciał, żeby ona jednak w niego wierzyła, w te jego dobre intencje, w to, że chce, żeby była bezpieczna, że jej nie zostawi, że nagle sobie nie znajdzie kogoś innego, bo mu się odwidzi, to kiedy to powiedziała... Uśmiechnął się, po prostu się do niej uśmiechnął i przesunął wytatuowanymi palcami po jej nagiej skórze.
- Wiem... - tylko tyle jej powiedział, bo ona przecież musiała wiedzieć, że on zawsze w nią wierzył, na każdej płaszczyźnie, czy schodziła w dół klifu, czy rozwiązywała policyjne śledztwa, czy mówiła mu, że on ma gdzieś jej bezpieczeństwo... Wierzył, chciał wierzyć, że tak nie uważała, i chciał jej pokazać, że tak nie jest.
Czasem wychodziło. A czasem kompletnie nie.
Tak jak kompletnie nie pasowało jej bycie kucharką, aż Madox wywrócił oczami.
- W knajpie, w której podają sam ryż, mogłabyś - rzucił od razu, w zasadzie nie skojarzył sushi, bo on osobiście go nie lubił - w barze, w którym robią jedynie cuba libre... - znowu dodał z zaczepnym uśmiechem, a później się do niej przysunął - narzeczony... - też musiał wtrącić, poprawić ją, bo już chyba awansował z bycia facetem na narzeczonego. A jeszcze nie zdążył się tym nachwalić, bo w zasadzie powiedział tylko matce i Lopezowi - myślę, że w Emptiness moglibyśmy ci zrobić jakieś stanowisko z cuba libre, wiesz taki kawałek baru... Postawił bym obok Grigorija i kazał mu wyprowadzać klientów, którzy by się za bardzo spoufalali - taka wizja to mu się nawet podobała. Można wiele powiedzieć o klubie Madoxa, ale bezpieczeństwa barmanek, kelnerek, czy tancerek pilnowali. Sam Noriega nie raz się tam udzielał, żeby stanąć w czyjejś obronie, akurat na to nikt tam nie narzekał, co innego na pensje, czy to, że szef jest pojebany.
Pojebany pomysł też przedstawił zaraz Pilar, z tym skakaniem z klifu. Ale... byli w Acapulco i mieli tego nie zrobić? Później ktoś by ich zapytał co robili, a oni by odpowiedzieli, że spacerowali sobie po plaży? Jak dwa misiaczki.
- Tak myślałem, że po tych wszystkich niebezpiecznych akcjach, mi gatito... - nie dokończył co ta jego kicia, bo ona już pchnęła go na ziemię, już siedziała na nim okrakiem, szarpnął się do niej, żeby zamknąć te jej pełne wargi w gorącym pocałunku, tak jak ona zamknęła te jego. Tylko już zaraz się od niego odsuwała, żeby mu oznajmić, że robią tą niebezpieczną opcję, opadł plecami na ziemię i nabrał mocno powietrze w płuca.
- Peligroso, peligroso - niebezpieczną, niebezpieczną, pomarudził pod nosem, ale już zaraz wstawał, żeby jej to wszystko pokazać, wytłumaczyć.
Kiedy tak się pochylał do jej ucha, kiedy ciepły oddech zatańczył na jej szyi, na karku, a ciemne tęczówki zawiesił gdzieś na jej potarganych już tak bardzo włosach, to musiał przyznać, że Pilar była sexy y peligrosa, a najgorzej, że jego to kręciło.
Do tego stopnia, że kiedy przyznała mu, że to robią, to on nawet się nie zawahał. Chociaż kiedy się tak do niego odwróciła, że prawie znowu wylądowali na trawie, kiedy trzymał ją w ramionach... Nie to, że zwątpił, bo to nie stało się nawet przez chwilę, ale to jej por favor sprawiło, że po plecach przeszedł mu przyjemne dreszcz, bo on lubił jak go prosiła, jak go błagała.
- No nie wiem... - mruknął bez przekonania, przyaktorzył. Chociaż na jej następne słowa jeden kącik jego ust drgnął do góry. A potem drugi, kiedy jej zęby szarpnęły jego kolczyk, kiedy poczuł na uchu jej pełne, gorące wargi, a potem mokry język na szyi, odruchowo przechylił głowę na bok.
- Será peligroso... - będzie niebezpiecznie..., zaczął - y un poco de miedo -i trochę strasznie, przesunął ciemne tęczówki tak, żeby złapać jej spojrzenie - pero también muy caliente - ale też cholernie gorąco, to chyba jednak wygrywało. Chociaż... w ich wypadku to niebezpieczeństwo też było na plus. Szarpnął się jeszcze do niej przytrzymując ją przy sobie, żeby musnąć jej pełne, gorące usta wargami, krótko i zaczepnie, bo już zaraz się odsuwał i ściągał z siebie przez głowę koszulkę.
- Ja pierwszy... Jak nie wypłynę to, udawaj, że nigdy nas tutaj nie było - stwierdził, ale żartował nawet do niej mrugnął zaczepnie jednym okiem - poczekaj... a gdzie skręt? - zapytał, ale trzymał go w ręce, tylko mu trochę przygasł, przez chwilę na niego patrzył - a masz ten woreczek? - bo mogli go odpalić jeszcze w jaskini. Przy okazji jak Pilar szukała samarki, to Madox pozdejmował wszystkie pierścionki i łańcuszki, a trochę tego było. Bo jednak bić się w nich, czy nawet pływać, umiał, ale to miało być nurkowanie do podwodnej jaskini. Nie chciał tam nic zgubić. Wsypał swoje ozdoby do torebki Stewart, a kiedy dała mu worek wrzucił tam niedopalonego blanta i zapalniczkę, jeszcze sprawdził czy jest szczelne. Było.
- W majtki? - przysunął się do niej wsuwając czubki palców pod materiał tej porwanej bluzy, żeby z niej ją zdjąć, przez głowę, odsłonić nagie piersi, a później nawet sięgnął, żeby ten woreczek włożyć pod koronkę jej majtek - chyba wypadnie - stwierdził i jeszcze spróbował z drugiej strony, ale w końcu go wyjął i włożył sobie w bokserki, za gumkę. Zaraz ściągał z siebie spodnie, a ubrania zostawił gdzieś na środku. Złapał za rękę Pilar, żeby jeszcze ją przyciągnąć do siebie, pochylił się do niej jakby chciał ją pocałować, ale wcale tego nie zrobił, tylko zaraz już zacisnął palce na jej policzkach, żeby odwrócić ją w kierunku zbocza.
- Nie rozpraszaj się... Celujesz tam gdzie ja - no i teraz to ją pocałował, krótko, agresywnie, tak, żeby się nie rozproszyli, ale może odpowiednio... nastroili? Poprawił sobie bokserki, a później spojrzał w dół - z rozpędu? - zapytał, jakby miała wiedzieć, a w końcu sam wzruszył ramionami i cofnął się dwa kroki.
Zanim Pilar zdążyła cokolwiek dodać, to się rozbiegł, wybił i skoczył, na szczupaka, chociaż może nie powinien ryzykować skoku na główkę, ale niby wiedział gdzie ma skoczyć, po tych zdjęciach z internetu, chociaż równie dobrze mógł się zabić taką kaskaderką...
Do wody wszedł ładnie, było dość głęboko, tylko podczas skoku wypadł mu ten worek i musiał po niego zanurkować, więc wypłynął dopiero po chwili machając nim Pilar.
- Na spokojnie! Jest głęboko! - krzyknął, chociaż nie wiedział, czy go słyszała, bo on słyszał tylko szum fal obijających się o skały, no i serce, które znowu waliło jak szalone. Podczas tego całego skoku. Ciemne tęczówki zawiesił na Stewart, odpłynął trochę na bok, żeby zrobić jej miejsce, ale w razie czego to, żeby jednak za nią nurkować.

sexy y peligrosa 💋🔥

tequila con muerte

: wt mar 10, 2026 7:37 pm
autor: Pilar Stewart
Czy oni kiedykolwiek mogliby mieć dość niebezpieczeństwa? Stwierdzić, że może już wystarczy? Że powinni się nieco uspokoić i nie kusić losu? Nie. Byli na to zbyt narwani, zbyt nieustraszeni, zbyt u z a l e ż n i e n i od adrenaliny. Nie były to dobre cechy, destrukcyjne nawet i może kiedyś za to bekną, ale z pewnością na ten moment nic nie powstrzyma ich przed ciągłym próbowaniem. Bo kiedy ich dwójka miała do wyboru spacer po plaży, trzymając się za ręce, a skok z klifu, który mógł skończyć się skręconym karkiem… bez dwóch zdań wybierali to drugie.
Chociaż Madox jeszcze się z nią droczył, jeszcze próbował ją podjudzić, że nie jest pewien, że faktycznie to jeszcze rozważa, chociaż Stewart przecież widziała w jego obłędnych, czekoladowych oczach, że przecież był już zdecydowany. Widziała ten błysk w okolicy tęczówki, kiedy pokazywał jej zatokę, kiedy mówił jaka była diabelska i niebezpieczna. On chciał tam wskoczyć równie mocno jak ona, jak nie jeszcze bardziej, co zaraz udowodnił tym, że zaczął ściągać koszulkę.
A czemu ty pierwszy? — spytała oburzona, chociaż jej spojrzenie już błądziło po jego wyrzeźbionym ciele. Po wytatuowanych ramionach, na które padały pierwsze promienie słońca i na pięknego lwa, który prężył się dzielnie lewej piersi. Naturalnie miała ochotę podejść i po prostu zacałować każdy skrawek jego torsu. Milimetr po milimetrze, nie omijająć ani kawałka. — ¿Qué hice para merecer un prometido tan atractivo?Czym sobie zasłużyłam na tak gorącego narzeczonego? Wyrwało się jej kompletnie niekontrolowanie. Tak samo jak nawet nie zauważyła momentu, w którym podeszła bliżej i już sięgała do niego rękami, już łaknęła dotyku jego gładkiej, przyjemnej skóry. I pewnie by się zaczęła do niego d o b i e r a ć, gdyby nie pytanie o woreczek, w który można było zawinąć niedopalonego jointa. Tylko dlatego przystanęła w miejscu i skinęła głową.
Gdzieś przy krawędzi znalazła torebkę i sięgnęła do małej kieszonki. Był tam jeszcze jeden skręt oraz faktycznie przezroczysta samarka, którą zaraz wyciągnęła i podała Noriedze, obserwując, jak ładnie, szczelnie go zawija. Miała pewne obawy, czy przypadkiem i tak go nie zaleje, biorąc pod uwagę siłę uderzenia z wodą, ale spróbować i tak mogli. A nóż się im poszczęści. Została tylko kwestia schowania…
W moje majtki? — uniosła wyżej brew. Nie dość, że były praktycznie całe w koronkę, to jeszcze w miarę luźne, dlatego prawie pewnym było, że skręt z nich wypadnie. Miała to nawet powiedzieć głośno, tylko wtedy poczuła ciepłe ręce na swojej rozgrzanej skórze i znowu się rozproszyła. Wstrzymała powietrze w płucach, gdy zaczął ją rozbierać. Niby wiedziała, że było to na potrzeby skoku, a jednak nie mogła nic poradzić na to, jak intensywnie jej ciało reagowało na dotyk ze strony Madoxa. Jak poddawało się temu, wywołując gęsią skórkę i przyjemne mrowienie…
Nie rozpraszaj się.
I to niby miało jej pomóc?
Jak mam się nie rozpraszać, jak stoisz przede mną… — zmierzyła go wzrokiem. — Tak — wykonała bliżej nieokreślony ruch ręką, wskazując jego caliente sylwetkę. A ona wcale jej nie pomagał, bo zaraz sam z siebie ją pocałował. Krótko ale intensywnie. Wystarczająco długo, żeby poczuła mrowienie w podbrzuszu i niewystarczająco krótko, żeby z jej ust wybrzmiało jęknięcie pełne zawodu, kiedy się odsunął. — Zwariuje kiedyś przez ciebie — tylko tyle zdążyła mu powiedzieć, bo Noriega już brał rozpęd, a zaraz potem zniknął z pola widzenia.
Od razu rzuciła się do krawędzi, żeby spojrzeć w dół. Chociaż woda była obłędnie turkusowa, prawie przeźroczysta, tak uderzenie Madoxa wywołało sporo piany i bąbelków przez co przez moment Pilar nie mogła go zlokalizować. Serce zabiło jej szybciej, naturalnie głowa na moment popadłą w panikę, jednak już po chwili zauważyła sylwetkę, która wynurza się nad tafle. A nim zdążył wypowiedzieć całe zdanie, nim to na spokojnie opuściło jego usta, ona już brała rozbieg.
Pilar kochała wodę, kochała świeże powietrze i kochała ten moment, w którym jej ciało wybiło się z brzegu skarpy. Nie była jednak na tyle nieustraszona co Noriega, żeby skakać na główkę. Postawiła na klasyczne, przełamanie tafli wody stopami i było… za-je-bi-ście. Trochę napiła się wody, na moment straciła orientację, ale po chwili wynurzyła się, łapiąc chaotycznie powietrze.
Ale zajebiście — wydyszała, walcząc z walącym w piersi sercu i chłodem wody, który dopiero poczuła na skórze. Zanurzyła się jeszcze raz, by wypłynąć i zaczesać włosy do tyłu, po czym podpłynęła w końcu do swojego prometido. — Chodź tu do mnie — wyciągnęła rękę w jego kierunku, a kiedy ją złapał, Pilar szarpnęła i podciągnęła się do niego bliżej. — Uratowałeś jointa? — spytała zainteresowana, bo jakoś nie chciało się jej wierzyć, że on naprawdę przeżył to bliskie zderzenie z wodą. Rozejrzała się dookoła i dopiero po chwili zobaczyła niewielki, ledwie widoczny łuk nad poziomem tafli.
To tam? — wskazała ręką miejsce, które przykuło jej uwagę. — Długo tam trzeba płynąć pod wodą? — umiała pływać, ale nigdy wcześniej nie próbowała nurkować na dłużej niż pooglądać sobie stopy pod wodą. Dopiero teraz zaczęła zastanawiać się, czy w ogóle da radę przepłynąć do tej jaskini i się po drodze nie udusić. Do tego stopnia ją to zestresowało, że chyba pierwszy raz spojrzała na Madoxa jakoś tak… bezradnie, trochę zagubiona. — Będziesz mnie trzymać za rękę? — spytała, spoglądając na niego swoimi wielkimi, ciemnymi oczami.

prometido caliente 𓆩❤️‍🔥𓆪

tequila con muerte

: wt mar 10, 2026 9:36 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Może nawet chciał skoczyć bardziej od niej. A Pilar czytała z niego jak z otwartej księgi, i po co udawać? A no po to, żeby się z nią podrażnić, bo to lubił jeszcze bardziej.
I tą jej zadziorność, kiedy już go pytała, czemu on pierwszy, wywrócił oczami jeszcze na moment zarzucając sobie na ramię koszulkę.
- Bo ty już schodziłaś z klifu, to teraz moja kolej - uznał, że to proste wytłumaczenie, i sensowne, z którym nie powinna się kłócić. Bo oni przecież tak ładnie się wszystkim dzielili, po pół, po równo. Więc kiedy zapytała o to czym sobie zasłużyła na tak gorącego narzeczonego, to Madox odpowiedział jej od razu - porque eres tan sexy - bo była gorąca, seksowna, piękna. Do tego stopnia, że kiedy znalazła się bliżej, to on aż wstrzymał powietrze, a potem... zapytał jej o ten woreczek. Jakby tego nie zrobił, to pewnie sam by ją do siebie przyciągnął, ale teraz ważniejszy był skok na główkę. On już się fiksował na tym skoku. Ładne zrobił zawiniątko, w środek, potem owinął, i z powrotem, a na koniec suwaczek szczelnie, nie było opcji, że go zamoczą, przynajmniej według Madoxa.
Musiał też przyznać, że nie było opcji, żeby torebka utrzymała się w majtkach Pilar, chociaż jeszcze spróbował dwa razy szarpiąc koronkę i zahaczając ją palcami, sunąc nimi po jej rozgrzanej, gładkiej skórze.
- Tym razem w moje - rzucił w końcu i włożył woreczek za gumkę, gdzieś w okolicach tego piórka, które odrobinę mu wystawało z bokserek, na biodrze. Brał pod uwagę to, że pod naporem wody wypłynie, więc musiał też go po prostu przypilnować.
I teraz też chciał przypilnować, żeby się nie rozpraszała, bo on trochę się rozpraszał, kiedy jego ciemne tęczówki sunęły leniwie po jej opalonej skórze, po krągłych piersiach.
- A jak mam stać? - zapytał jeszcze przychylając na bok głowę, odwrócił się tyłem i spojrzał na nią przez ramię, bo może tak? Albo jeszcze bokiem? W końcu jednak tak jak stał, to musiał wpić się jeszcze w jej gorące, pełne usta. Jeszcze złapać na moment jej ciemne tęczówki, zanim wziął rozbieg.
- A myślałem, że już zwariowałaś! - to już krzyknął skacząc na główkę. Woda skontrastowała z rozgrzaną skórą, ale była przyjemna, przejrzysta, chociaż rzeczywiście się zapieniła, kiedy ją przeciął, ale na szczęście i tak zobaczył idący na dno woreczek. I na szczęście złapał go dość szybko.
A potem już machał nim do Pilar, kiedy wybiła się ze skarpy i skoczyła. Patrzył jak wpadła pod wodę i już nawet przepłynął w jej kierunku, żeby nurkować, ale się wynurzyła. Uśmiechnął się szeroko na to jej ale zajebiście, bo sam też uważał, że tak było, nawet miał jej to powiedzieć, ale ona zaraz nurkowała znowu, tym razem sprawiając, że ciemne włosy znalazły się na jej plecach, a nie rozsypane wszędzie. A kiedy wyciągnęła do niego rękę, to zaraz ją za nią chwycił, zaraz szarpnął do siebie.
- Parecías un cisne súper calienta volando hacia países cálidos - wyglądałaś jak super gorący łabędź, wylatujący do ciepłych krajów, piękne porównanie, tak piękne, że Madox musiał go użyć, kiedy już znalazła się obok. Kiedy już mógł zajrzeć znowu w jej ciemne, błyszczące oczy, a zaraz machnął jej przed nimi woreczkiem - szedł na dno, ale mam - wyjaśnił jej. A kiedy zwróciła uwagę na ten łuk, to pokiwał głowę - to tam - nawet trochę zszedł pod wodę, żeby to sprawdzić, bo była tak przejrzysta, że było to widać. Nie puścił jej ręki, więc pociągnął ją pod wodę, ale zaraz wypłynął, zaraz znowu przyciągnął ja do siebie, tak blisko, żeby wylądowała w jego ramionach.
- A na ile wstrzymasz powietrze? - zapytał, znowu łapiąc jej piękne, czekoladowe spojrzenie. Madox umiał nurkować, może nie był w tym jakimś specjalistą, ale mógł dać nurka, żeby pooglądać sobie dno na przykład, a nie tylko stopy. Oparł głowę o jej ramię, a klatkę piersiową o jej plecy - na necie pisali, że półtorej minuty, a jak jest przypływ, to chwilę dłużej, ale nie wiem czy jest... - stwierdził rozglądając się dookoła, było sporo wody. Pociągnął ją bliżej tego wejścia do jaskini, za rękę właśnie, ale jeszcze się zatrzymał, żeby spojrzeć jej w oczy, te jego były... spokojne. Wesołe. Wpatrzone w nią jak w najpiękniejszy na świecie obraz - pewnie - zapewnił ją i nawet sobie tą jej dłoń podsunął do ust, żeby ją musnąć wargami, a później sobie ją oprzeć na karku - wszystko będzie dobrze - zapewnił ją jeszcze, patrząc jej głęboko w oczy - jesteś gotowa? - zapytał, a kiedy skinęła głową to się uśmiechnął, pokrzepiająco - na trzy - dodał i zaraz przysunął się jeszcze bliżej niej, tak, że mogła czuć na policzkach jego oddech - jeden... - starał się wyrównać oddech, z tym jej, spokojnie - dwa... - jeszcze musnął palcami jej policzek - trzy... - i jeszcze raz spojrzał w jej piękne, duże oczy, zanim nabrał powietrze w płuca i zanurkował. Dał jej chwilę, kilka sekund, żeby też to zrobiła, spojrzała na niego pod wodą, jej włosy wiły się dookoła niesione prądami chyba we wszystkie strony, ale kiedy zaczęli płynąć, to się trochę ułożyły. Dno było ładne, piaszczysto kamieniste, trochę dzikie. Dzikie też były skały do których podpłynęli, tylko zanim jeszcze znaleźli się pod kamiennym łukiem... To podpłynął do nich delfin, i chociaż Madox w pierwszym odruchu pociągnął Pilar do siebie, to stwór tylko spojrzał na nich tymi czarnymi ślepiami i odpłynął. W zasadzie Madox gdzieś tam czytał, że można tu spotkać delfiny, w ich naturalnym środowisku, ale to zdarza się wyjątkowo rzadko. A im się zdarzyło...
Chciał jej nawet powiedzieć, że zajebiście, ale tylko bąbel powietrza wyszedł z jego ust unosząc się do góry. A nie mogli tracić o tak sobie powietrza, więc Noriega zaraz pociągnął ją za sobą. Powoli. Pod kamiennym łukiem, który sobie mogli obejrzeć, bo Madox ją obrócił i sam też się odwrócił na plecy. Chyba nie było przypływu, bo może zajęło im to to półtora minuty, chociaż może dwie, bo pół minuty patrzyli się na delfina, a on na nich, ale w końcu wynurzyli się w tej podwodnej, diabolicznej jaskini. Dookoła były skały, ale było też kilka większych głazów, na które dało się wyjść. Jaskinia była ciemna, a jedyne światło jakie tu wpadało to to od turkusowej wody, wyglądało to pięknie. Chociaż kiedy tylko wysunęli głowy ponad tafle wody łapiąc w płuca mocno powietrze, to Madoxa najpierw wbił ciemne tęczówki w te obłędne, czekoladowe oczy Pilar, najpierw przysunął się do niej przesuwając palcami po jej policzkach zgarniając z nich włosy, które teraz były w nieładzie.
- Ale... - zaczął jeszcze łapiąc oddech. W jego ciemnych oczach błyszczały wesołe ogniki - ale zajebiście... widzieliśmy delfina - dokończył w końcu. Bo pewnie niewielu gnojkom całującym się w diabolicznej jaskini się to zdarza.
A im się przytrafiło, aż Madox musiał... wpić się w te jej pełne, gorące wargi, które jeszcze łapały powietrze. Smakowała słodko-słono. Smakowała czymś niesamowitym, jak ten delfin, którego spotkali u wybrzeży Acapulco. Smakowało przygodą, którą przeżywali wspólnie. Dzień za dniem.

oh joder delfín 🐬˚˖𓍢ִ໋ 🐋✧˚.🐟