tequila con muerte
: czw mar 12, 2026 5:02 pm
Uniósł jedną brew, bo nie wiedział, ciemne tęczówki zawiesił na jej twarzy, ale kiedy kontynuowała to zmrużył lekko oczy. Już oboje zdawali sobie sprawę, jaką matką była Esme, ale buñuelos robiła najlepsze na świecie. Aż Madoxowi tym razem zaburczało w brzuchu, kiedy o tym pomyślał, przypomniał sobie ten smak jej buñuelos, które jedli przed wczoraj, u niej na kolacji.
- Chciałaś się dla mnie nauczyć buñuelos? - zapytał, specjalnie pomijając temat jego matki. Nawet przez chwilę chciał jej zaproponować, że on ją nauczyć. Ale przecież on też ich nie umiał, niby coś tam pamiętał, kiedy kulali je z matką, albo ciotkami, za dzieciaka, ale nie pamiętał w ogóle jak robiło się samo to ciasto. Ale przecież mogli to gdzieś poszukać, sprawdzić, nauczyć się...
- Dobra - powiedział od razu, kiedy oznajmiła, że gdy ona wygra, to on się uczy, nie miał z tym żadnego problemu, a nawet... - myślę, że jak sobie to trochę odświeżę, to będę mistrzem buñuelos - mrugnął do niej jednym okiem. Kiedyś je robił, wiec to nawet nie byłaby taka nauka od zera. Na te naklejki sięgnął palcami do jej nagiej piersi, żeby przesunąć po skórze - będziemy je tutaj naklejać - te naklejki zajebistości. To rzeczywiście brzmiało mu super. Do tego stopnia, że na moment się rozproszył, ale wrócił do niej myślami, kiedy powiedziała, że każdy ma jakieś słabości.
- Ja nie mam... - oczywiście, że miał. Największa siedziała właśnie przed nim. A kolejną zaraz mu wypomniała, aż po plecach przeszedł mu jakiś nieprzyjemny dreszcz, aż się wzdrygnął, kiedy o tym pomyślał, jakoś tak niekontrolowanie.
- Ja nie boje się igieł tylko... - zaczął i wypuścił mocno powietrze z płuc. To chyba nawet nie chodziło o same igły, a o zastrzyki? Chociaż szycia też nie lubił...
Znowu go otrzepało.
- Nienawidzę igieł - rzucił w końcu - tak jak wątróbki - przysunął się do niej, żaby ją zaczepić, sięgnąć palcami do jej kolana.
Sunął opuszkami po jej skórze opowiadając jej, co chciałby z nią robić, jak nadrabiać utracone dzieciństwo.
- To dzisiaj pływamy na desce - stwierdził, a ciemne tęczówki, które błysnęły wesoło, odszukały jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Chociaż zaraz nimi wywrócił, dookoła, omiótł całą jaskinię i odchylił do tyłu głowę.
- Jak to po co? Dla zabawy? Najlepszej na świecie, i tego dziwnego uczucia kiedy siedzisz zakopany w zimnym piachu po szyję - znowu patrzył jej w oczy, a kąciki jego ust uniesione były do góry. Bo akurat u niego budziło to pewne wspomnienia, kopanie najgłębszego dołu, najgłębszej fosy, albo zakopywanie się w piasku. Rzucanie błotem i niszczenie pięknych zamków i babek, które robiły ich kuzynki. Mały Madox i Ticiano to były łobuzy. I chyba nawet im to nie minęło.
Noriedze na pewno nie, kiedy już siedziała na nim, a on sunął palcami po jej skórze, szarpał się do niej, kiedy przekazywała mu dym, który ściągnęła do płuc. A później pokazywał jej kropkę, która też była jakimś takim symbolem tego, że oni kiedyś nie byli grzecznymi dziećmi i robili czasem głupie rzeczy. Bardzo często nawet...
- No, patrząc na to co czasem odwalaliśmy z Ticiano, to dobrze, że nie na czole - uśmiechnął się i zrobił zeza, kiedy stuknęła go w skroń.
Przekazał jej dym, ale on nie mógł się powstrzymać i musnął wargami jej gorące, pełne usta, zaczepnie. Bo zaraz przecież czekał na jej wyznanie.
Słuchał jej, a z każdym jej słowem na jego twarzy malował się coraz szerszy uśmiech. W końcu parsknął śmiechem, głośno, szczerze, aż odbił się od kamiennych ścian.
- Estas loco… Chociaż z drugiej strony coś się zadziało, pewnie wszyscy zapamiętają ten pogrzeb, w którym wzięła udział też kochanka - znowu się zaśmiał, też pokręcił głową. Ale w to wierzył, nawet sobie to wyobraził i tą jej przemowę. Bo Pilar była dobra w przemowy, ludzie jej słuchali. A ona potrafiła niektóre rzeczy tak ładnie ubrać w słowa. Mowę pożegnalną też na pewno wygłosiła ładną.
Wystawił w jej kierunku skręta, zawiesił wzrok na jej ustach, kiedy objęła ustnik pełnymi wargami. Dopiero na to jej zaskocz mnie Noriega, przeniósł spojrzenie na jej piękne, błyszczące oczy. Złapał trochę dymu spomiędzy jej zmysłowo rozchylonych warg, otoczonych białymi smugami dymu, ale zaraz odchylił do tyłu głowę myśląc nad tym, czym mógłby ją zaskoczyć. Dużo miał na sumieniu przypałów, ale czy to by ją zaskoczyło?
- Umiem grać na gitarze - mówił jej to kiedyś? Miał zagrać w sierocińcu, w którym byli, ale nie doszło to do skutku - nauczyłem się... bo śpiewałem takiej studentce, w której się podkochiwałem, miałem z piętnaście, może szesnaście lat, a ona wzdychała do takiego grajka ulicznego, co był bardziej w jej wieku - wywrócił oczami - no ale tak długo się uczyłem, aż to ogarnąłem, zaśpiewałem jej piosenkę pod oknem, ale pogonił mnie jej stary... Skakałem przez płot z gitarą i zawiesiłem się na ogrodzeniu, trochę na nie... nabiłem - złapał skręta między zęby. Jedną rękę podniósł do góra, a drugą sięgnął do jej dłoni, żeby oprzeć palce na swoim boku, przesunąć nimi po skórze, była przykryta tatuażem, ale mogła wyczuć pod opuszkami palców tę bliznę - tu mam ślad - oznajmił kiedy znowu chwycił skręt, już miał go jej przystawić do ust, ale jeszcze musiał dodać - potem się ze mną umówiła - może ta ostatnia część nie była zaskakująca, ale to, że śpiewał serenady dla dziewczyny, pod oknem? Nauczył się dla niej grać na gitarze. Trochę to do niego nie pasowało. Podniósł skręta, żeby ściągnąć z niego dym, żeby przysunąć się do niej, poszedł mu trochę nosem, zanim znowu musnął jej wargi swoimi, zanim znowu jej go oddał - ale teraz jeszcze czego nigdy nie robiliśmy, podnosimy poprzeczkę. Jak byłem gnojkiem, to nigdy nie przyprowadzałem dziewczyn do domu, w ogóle nikogo nie zapraszałem do siebie - no bo jak, kiedy jego ojciec był jakimś gangsterem? A matka udawała pierdolniętą? Dopiero kiedy poznał Rosę, to przedstawił ją rodzinie, a i tak zaczął od ciotek, ale w sumie o tym nie chciał gadać, wiedział jakie podejście Pilar miała do Rosalindy. Zresztą on też nie wspominał jej z uśmiechem na ustach.
Teraz też zawiesił się na moment, ale zaraz ciemne tęczówki znowu odszukały jej przenikliwe spojrzenie, już trochę zjarane, tak jak jego.
- Teraz twoja kolej Pilar, jakaś romantyczna historia i jakieś nigdy nie robiłam - może nie do końca takie były zasady, ale z drugiej strony? Czy jakieś były, czy wymyślali je sobie sami na poczekaniu?
Ahora tu historia romántica Pilar ₊˚⊹ᰔ
- Chciałaś się dla mnie nauczyć buñuelos? - zapytał, specjalnie pomijając temat jego matki. Nawet przez chwilę chciał jej zaproponować, że on ją nauczyć. Ale przecież on też ich nie umiał, niby coś tam pamiętał, kiedy kulali je z matką, albo ciotkami, za dzieciaka, ale nie pamiętał w ogóle jak robiło się samo to ciasto. Ale przecież mogli to gdzieś poszukać, sprawdzić, nauczyć się...
- Dobra - powiedział od razu, kiedy oznajmiła, że gdy ona wygra, to on się uczy, nie miał z tym żadnego problemu, a nawet... - myślę, że jak sobie to trochę odświeżę, to będę mistrzem buñuelos - mrugnął do niej jednym okiem. Kiedyś je robił, wiec to nawet nie byłaby taka nauka od zera. Na te naklejki sięgnął palcami do jej nagiej piersi, żeby przesunąć po skórze - będziemy je tutaj naklejać - te naklejki zajebistości. To rzeczywiście brzmiało mu super. Do tego stopnia, że na moment się rozproszył, ale wrócił do niej myślami, kiedy powiedziała, że każdy ma jakieś słabości.
- Ja nie mam... - oczywiście, że miał. Największa siedziała właśnie przed nim. A kolejną zaraz mu wypomniała, aż po plecach przeszedł mu jakiś nieprzyjemny dreszcz, aż się wzdrygnął, kiedy o tym pomyślał, jakoś tak niekontrolowanie.
- Ja nie boje się igieł tylko... - zaczął i wypuścił mocno powietrze z płuc. To chyba nawet nie chodziło o same igły, a o zastrzyki? Chociaż szycia też nie lubił...
Znowu go otrzepało.
- Nienawidzę igieł - rzucił w końcu - tak jak wątróbki - przysunął się do niej, żaby ją zaczepić, sięgnąć palcami do jej kolana.
Sunął opuszkami po jej skórze opowiadając jej, co chciałby z nią robić, jak nadrabiać utracone dzieciństwo.
- To dzisiaj pływamy na desce - stwierdził, a ciemne tęczówki, które błysnęły wesoło, odszukały jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Chociaż zaraz nimi wywrócił, dookoła, omiótł całą jaskinię i odchylił do tyłu głowę.
- Jak to po co? Dla zabawy? Najlepszej na świecie, i tego dziwnego uczucia kiedy siedzisz zakopany w zimnym piachu po szyję - znowu patrzył jej w oczy, a kąciki jego ust uniesione były do góry. Bo akurat u niego budziło to pewne wspomnienia, kopanie najgłębszego dołu, najgłębszej fosy, albo zakopywanie się w piasku. Rzucanie błotem i niszczenie pięknych zamków i babek, które robiły ich kuzynki. Mały Madox i Ticiano to były łobuzy. I chyba nawet im to nie minęło.
Noriedze na pewno nie, kiedy już siedziała na nim, a on sunął palcami po jej skórze, szarpał się do niej, kiedy przekazywała mu dym, który ściągnęła do płuc. A później pokazywał jej kropkę, która też była jakimś takim symbolem tego, że oni kiedyś nie byli grzecznymi dziećmi i robili czasem głupie rzeczy. Bardzo często nawet...
- No, patrząc na to co czasem odwalaliśmy z Ticiano, to dobrze, że nie na czole - uśmiechnął się i zrobił zeza, kiedy stuknęła go w skroń.
Przekazał jej dym, ale on nie mógł się powstrzymać i musnął wargami jej gorące, pełne usta, zaczepnie. Bo zaraz przecież czekał na jej wyznanie.
Słuchał jej, a z każdym jej słowem na jego twarzy malował się coraz szerszy uśmiech. W końcu parsknął śmiechem, głośno, szczerze, aż odbił się od kamiennych ścian.
- Estas loco… Chociaż z drugiej strony coś się zadziało, pewnie wszyscy zapamiętają ten pogrzeb, w którym wzięła udział też kochanka - znowu się zaśmiał, też pokręcił głową. Ale w to wierzył, nawet sobie to wyobraził i tą jej przemowę. Bo Pilar była dobra w przemowy, ludzie jej słuchali. A ona potrafiła niektóre rzeczy tak ładnie ubrać w słowa. Mowę pożegnalną też na pewno wygłosiła ładną.
Wystawił w jej kierunku skręta, zawiesił wzrok na jej ustach, kiedy objęła ustnik pełnymi wargami. Dopiero na to jej zaskocz mnie Noriega, przeniósł spojrzenie na jej piękne, błyszczące oczy. Złapał trochę dymu spomiędzy jej zmysłowo rozchylonych warg, otoczonych białymi smugami dymu, ale zaraz odchylił do tyłu głowę myśląc nad tym, czym mógłby ją zaskoczyć. Dużo miał na sumieniu przypałów, ale czy to by ją zaskoczyło?
- Umiem grać na gitarze - mówił jej to kiedyś? Miał zagrać w sierocińcu, w którym byli, ale nie doszło to do skutku - nauczyłem się... bo śpiewałem takiej studentce, w której się podkochiwałem, miałem z piętnaście, może szesnaście lat, a ona wzdychała do takiego grajka ulicznego, co był bardziej w jej wieku - wywrócił oczami - no ale tak długo się uczyłem, aż to ogarnąłem, zaśpiewałem jej piosenkę pod oknem, ale pogonił mnie jej stary... Skakałem przez płot z gitarą i zawiesiłem się na ogrodzeniu, trochę na nie... nabiłem - złapał skręta między zęby. Jedną rękę podniósł do góra, a drugą sięgnął do jej dłoni, żeby oprzeć palce na swoim boku, przesunąć nimi po skórze, była przykryta tatuażem, ale mogła wyczuć pod opuszkami palców tę bliznę - tu mam ślad - oznajmił kiedy znowu chwycił skręt, już miał go jej przystawić do ust, ale jeszcze musiał dodać - potem się ze mną umówiła - może ta ostatnia część nie była zaskakująca, ale to, że śpiewał serenady dla dziewczyny, pod oknem? Nauczył się dla niej grać na gitarze. Trochę to do niego nie pasowało. Podniósł skręta, żeby ściągnąć z niego dym, żeby przysunąć się do niej, poszedł mu trochę nosem, zanim znowu musnął jej wargi swoimi, zanim znowu jej go oddał - ale teraz jeszcze czego nigdy nie robiliśmy, podnosimy poprzeczkę. Jak byłem gnojkiem, to nigdy nie przyprowadzałem dziewczyn do domu, w ogóle nikogo nie zapraszałem do siebie - no bo jak, kiedy jego ojciec był jakimś gangsterem? A matka udawała pierdolniętą? Dopiero kiedy poznał Rosę, to przedstawił ją rodzinie, a i tak zaczął od ciotek, ale w sumie o tym nie chciał gadać, wiedział jakie podejście Pilar miała do Rosalindy. Zresztą on też nie wspominał jej z uśmiechem na ustach.
Teraz też zawiesił się na moment, ale zaraz ciemne tęczówki znowu odszukały jej przenikliwe spojrzenie, już trochę zjarane, tak jak jego.
- Teraz twoja kolej Pilar, jakaś romantyczna historia i jakieś nigdy nie robiłam - może nie do końca takie były zasady, ale z drugiej strony? Czy jakieś były, czy wymyślali je sobie sami na poczekaniu?
Ahora tu historia romántica Pilar ₊˚⊹ᰔ