tequila con muerte
: sob mar 14, 2026 1:34 pm
Nurkowanie z maskami też brzmiało dobrze, wiec zaraz pokiwał głową. Chociaż Madox to pewnie wolał jednak bez, bo wtedy ufasz tylko sobie i swoim płucom, głowie, żeby nie spanikowała, a kiedy masz maskę, to już stawiasz na sprzęt, ale tak, czy siak on się na to pisał. Ale to dla niego tak jak strzelanie, jednak wolał zaufać własnym pięściom niż broni...
- Kiedy tylko chcesz, jak zdążymy to teraz, a jak nie to następnym razem, albo znajdę jakieś miejsce specjalnie pod nurkowanie i po prostu tam wyskoczymy na weekend - tak też mogli zrobić. Od czas do czasu coś dla siebie, a nie dla wszystkich dookoła. Przecież Madox przed Medellin to nawet nie pamiętał kiedy był na urlopie. Przecież on wiecznie siedział w klubie. Ale od tego czasu trochę zmienił priorytety.
Ale według niego to zdecydowanie na lepsze, bo co miał z tego, że się tak poświęcał dla Emptiness, dla policji, wiecznie jakieś problemy. Chociaż z drugiej strony przecież on to lubił, kłopoty, które przyciągał jak magnes, oboje je przyciągali. Tylko te z Pilar były przyjemniejsze.
Nawet to co odwaliła mu Maddie i Esme zdawało się jakoś mniej dotkliwe, kiedy Stewart przeczesywała jego jasne włosy, sunęła palcami między mokrymi kosmykami.
Kiedy zapytała o tego przyjaciela, to na moment się zawiesił, zamyślił, bo to był taki przyjaciel o którym właściwie nikt nie wiedział. Madox się z nim spotykał po kryjomu, tak jak mieli z Pilar na początku, tylko jednak z tym jego latynoskim kumplem wychodziło mu to ciut lepiej.
- Taki... Aldo, Osvaldo Morales, nie wiem czy go kojarzysz? - mogła go kojarzyć jeśli miała jako takie pojęcie o latynoskich gangach, bo Aldo był tam naprawdę kimś, tylko nigdy nie kojarzyli go z Noriegą, nawet na mieście krążyła taka plotka, że oni się nie trawią, dlatego Morales nie bywa w Emptiness, a nawet kiedyś podobno nasłał kogoś, żeby spalić klub. Dlatego nie wszyscy Latynosi ufali Madoxowi. Ale Aldo mu ufał, a on jemu. Obaj pochodzili z Kolumbii i praktycznie w tym samym czasie zaczęli się piąć po szczeblach swojej kariery, zgoła różnych, a jednak powiązanych...
- Jakieś pięć lat temu była taka akcja, że ktoś chciał spalić Emptiness i wtedy wszyscy myśleli, że to Aldo, a prawda jest taka, że jakby nie on, to bym miał klub w zgliszczach, ale ja też kiedyś trochę... nagiąłem prawo, żeby mu pomóc, ale w sumie je zawsze to robię - objął ją ramieniem i znowu się przekręcił, żeby dziabnąć ją w udo, a później musnąć skórę wargami, kierując się wyżej.
Dopiero kiedy padło pytanie o Maddie to się zatrzymał, to przez chwilę zawiesił ciemne tęczówki na jej koronkowej bieliźnie. Nie wiedział co ma z nią zrobić...
Chociaż wiedział.
Nie chciał tego robić, ale czy miał inny wybór? Już Ruby zostawił i jak na tym wyszedł, chciała postrzelić Pilar. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, ciepły oddech omiótł jej bieliznę i brzuch.
- Zwolnię ją - powiedział to po prostu, bo taki miał plan. Albo weźmie kogoś innego, zaufanego. Albo będzie kogoś szukał? Przymknął na moment oczy, kiedy masowała mu skronie, palcami sunąć gdzieś po jej rozgrzanej skórze na udzie. Słuchał jej...
I chyba pierwszy raz od dawna się z nią zgadzał. Chociaż on się z nią często zgadzał, ale często też nie... I te jego nie były zdecydowanie bardziej spektakularne, bo kiedy się nie zgadzał to się szarpał, miotał. A kiedy przyznawał jej rację...
- Wiem - powiedział spokojnie i otworzył oczy, żeby na nią spojrzeć - i przede wszystkim nie mógłbym jej trzymać przy sobie, bo... - zmarszczył brwi, bo podejrzewał, że Pilar wiedziała, ale i tak postanowił jej to powiedzieć - jak znasz kogoś tyle lat, ufasz mu, a on cię zdradza, to jest nóż wbity prosto... - przesunął palcem po tym tatuażu na swoich żebrach, ale tak naprawdę to był chyba nóż wbity prosto w serce. Właściwie złamane serduszko, chociaż Madox by się chyba do tego głośno nie przyznał - nie mógłbym na nią patrzeć - wywrócił oczami. Chociaż zaraz się uśmiechnął, zaraz sięgnął do jej dłoni splatając swoje palce z tymi jej - wciąż chciałbym zobaczyć waszą walkę i teraz na pewno bym obstawiał ciebie - pocałował wierzch jej dłoni. Kiedyś, dawno temu w sumie, obstawiał Maddie, on by kiedyś swoje życie Maddie zawierzył. Ale od tej pory tyle się wydarzyło...
A zresztą oni teraz rzeczywiście byli na wakacjach, więc chyba z tego powinni korzystać, a nie przejmować się Maddie, więc kiedy zapytała o to śniadanie, to Madox znowu poczuł jak go ssie.
- A na co masz ochotę? Poszedłbym na targ i coś kupił i możemy coś zrobić w chacie, takie jak wczoraj? - bo on był zachwycony tymi jej warzywami, które tak ładnie pokroiła - albo jajko? Albo coś zamawiamy? - cokolwiek, bo kiedy o tym mówił to czuł się coraz bardziej głodny. Skinął głową, kiedy powiedziała, że muszą też sobie załatwić jakieś ciuchy. A kiedy go ugryzła w nos to też napiął mięśnie brzucha i się do nie wyrwać, żeby ją ugryźć, ale mu uciekła, kłapnął tylko zębami w powietrzu, a zaraz się podniósł żeby usiąść.
- Jednak myślę, że wpadniemy do domu i sprawdzimy gdzie tym razem posuwają się Matteo i Guilia - pokazał jej czubek języka - zjemy, przebierzemy się, może odpoczniemy? - to była taka luźna propozycja, bo znając ich to i tak nie odpoczną - bo potem jak wyjdziemy na plażę, to zabieram cię do Guadalupe na tą imprezę, czyli pewnie znowu wrócimy rano - więc trzeba było to jakoś sensownie rozplanować. Wstał z ziemi otrzepując się z trawy i zaczął na siebie wciągać ubrania, chociaż jak sięgnął po tą bluzę Pilar i obejrzał ją z obu stron, to aż parsknął śmiechem.
- Peor que un trapo sacado de una cuneta - gorzej niż jakaś szmata z rowu (mówiłam, że się przyda), znowu się zaśmiał. Nawet miał jej oddać swoją koszulkę, już trzymał ją w palcach, ale zarzucił sobie na ramię - skoro ja mam znośne ubrania, to wyrzucisz mnie po drodze na targu, stamtąd mam jakieś pięć minut do domu, kupię coś i będę, co myślisz? - zaproponował jej swój plan. Jemu się wydawał całkiem sensowny, co prawda nie miał butów, ale za bardzo się tym nie przejmował. Wciągnął na siebie spodnie i pasek, który teraz będzie chyba jego ulubiony, a później podał Pilar jej piękną bluzę, żeby założyła ją chociaż na chwilę, bo znowu ktoś mógłby się do nich dowalić, że jeżdżą sobie na golasa.
- Chyba, że na targu się okaże, że mogę iść tak, albo będą tam mieli jakieś koszulki, wtedy ty zakładasz to, pokazał jej hulkową koszulkę i idziemy razem - to też była jakaś opcja. Bo o ile paradowanie po plaży bez koszulki było w porządku, to na targu nigdy nie wiadomo. Chociaż to Meksyk, może by to przeszło? Ciężko stwierdzić.
Kiedy stali już koło Jeepa to Madox rzucił jej kluczyki, gdyby miała go jednak wyrzucić koło targu, żeby nie musieli się przesiadać. Sam wpakował się na miejsce pasażera.
- Teraz ja będę ciebie zaczepiał - rzucił do niej zaczepnie, tylko do targu mieli dosłownie kilka minut jazdy, zresztą jak do Acapulco i tej ich pięknej chaty też.
Cuando quieras y donde quieras, cariño 🪼⋆.ೃ࿔*:
- Kiedy tylko chcesz, jak zdążymy to teraz, a jak nie to następnym razem, albo znajdę jakieś miejsce specjalnie pod nurkowanie i po prostu tam wyskoczymy na weekend - tak też mogli zrobić. Od czas do czasu coś dla siebie, a nie dla wszystkich dookoła. Przecież Madox przed Medellin to nawet nie pamiętał kiedy był na urlopie. Przecież on wiecznie siedział w klubie. Ale od tego czasu trochę zmienił priorytety.
Ale według niego to zdecydowanie na lepsze, bo co miał z tego, że się tak poświęcał dla Emptiness, dla policji, wiecznie jakieś problemy. Chociaż z drugiej strony przecież on to lubił, kłopoty, które przyciągał jak magnes, oboje je przyciągali. Tylko te z Pilar były przyjemniejsze.
Nawet to co odwaliła mu Maddie i Esme zdawało się jakoś mniej dotkliwe, kiedy Stewart przeczesywała jego jasne włosy, sunęła palcami między mokrymi kosmykami.
Kiedy zapytała o tego przyjaciela, to na moment się zawiesił, zamyślił, bo to był taki przyjaciel o którym właściwie nikt nie wiedział. Madox się z nim spotykał po kryjomu, tak jak mieli z Pilar na początku, tylko jednak z tym jego latynoskim kumplem wychodziło mu to ciut lepiej.
- Taki... Aldo, Osvaldo Morales, nie wiem czy go kojarzysz? - mogła go kojarzyć jeśli miała jako takie pojęcie o latynoskich gangach, bo Aldo był tam naprawdę kimś, tylko nigdy nie kojarzyli go z Noriegą, nawet na mieście krążyła taka plotka, że oni się nie trawią, dlatego Morales nie bywa w Emptiness, a nawet kiedyś podobno nasłał kogoś, żeby spalić klub. Dlatego nie wszyscy Latynosi ufali Madoxowi. Ale Aldo mu ufał, a on jemu. Obaj pochodzili z Kolumbii i praktycznie w tym samym czasie zaczęli się piąć po szczeblach swojej kariery, zgoła różnych, a jednak powiązanych...
- Jakieś pięć lat temu była taka akcja, że ktoś chciał spalić Emptiness i wtedy wszyscy myśleli, że to Aldo, a prawda jest taka, że jakby nie on, to bym miał klub w zgliszczach, ale ja też kiedyś trochę... nagiąłem prawo, żeby mu pomóc, ale w sumie je zawsze to robię - objął ją ramieniem i znowu się przekręcił, żeby dziabnąć ją w udo, a później musnąć skórę wargami, kierując się wyżej.
Dopiero kiedy padło pytanie o Maddie to się zatrzymał, to przez chwilę zawiesił ciemne tęczówki na jej koronkowej bieliźnie. Nie wiedział co ma z nią zrobić...
Chociaż wiedział.
Nie chciał tego robić, ale czy miał inny wybór? Już Ruby zostawił i jak na tym wyszedł, chciała postrzelić Pilar. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, ciepły oddech omiótł jej bieliznę i brzuch.
- Zwolnię ją - powiedział to po prostu, bo taki miał plan. Albo weźmie kogoś innego, zaufanego. Albo będzie kogoś szukał? Przymknął na moment oczy, kiedy masowała mu skronie, palcami sunąć gdzieś po jej rozgrzanej skórze na udzie. Słuchał jej...
I chyba pierwszy raz od dawna się z nią zgadzał. Chociaż on się z nią często zgadzał, ale często też nie... I te jego nie były zdecydowanie bardziej spektakularne, bo kiedy się nie zgadzał to się szarpał, miotał. A kiedy przyznawał jej rację...
- Wiem - powiedział spokojnie i otworzył oczy, żeby na nią spojrzeć - i przede wszystkim nie mógłbym jej trzymać przy sobie, bo... - zmarszczył brwi, bo podejrzewał, że Pilar wiedziała, ale i tak postanowił jej to powiedzieć - jak znasz kogoś tyle lat, ufasz mu, a on cię zdradza, to jest nóż wbity prosto... - przesunął palcem po tym tatuażu na swoich żebrach, ale tak naprawdę to był chyba nóż wbity prosto w serce. Właściwie złamane serduszko, chociaż Madox by się chyba do tego głośno nie przyznał - nie mógłbym na nią patrzeć - wywrócił oczami. Chociaż zaraz się uśmiechnął, zaraz sięgnął do jej dłoni splatając swoje palce z tymi jej - wciąż chciałbym zobaczyć waszą walkę i teraz na pewno bym obstawiał ciebie - pocałował wierzch jej dłoni. Kiedyś, dawno temu w sumie, obstawiał Maddie, on by kiedyś swoje życie Maddie zawierzył. Ale od tej pory tyle się wydarzyło...
A zresztą oni teraz rzeczywiście byli na wakacjach, więc chyba z tego powinni korzystać, a nie przejmować się Maddie, więc kiedy zapytała o to śniadanie, to Madox znowu poczuł jak go ssie.
- A na co masz ochotę? Poszedłbym na targ i coś kupił i możemy coś zrobić w chacie, takie jak wczoraj? - bo on był zachwycony tymi jej warzywami, które tak ładnie pokroiła - albo jajko? Albo coś zamawiamy? - cokolwiek, bo kiedy o tym mówił to czuł się coraz bardziej głodny. Skinął głową, kiedy powiedziała, że muszą też sobie załatwić jakieś ciuchy. A kiedy go ugryzła w nos to też napiął mięśnie brzucha i się do nie wyrwać, żeby ją ugryźć, ale mu uciekła, kłapnął tylko zębami w powietrzu, a zaraz się podniósł żeby usiąść.
- Jednak myślę, że wpadniemy do domu i sprawdzimy gdzie tym razem posuwają się Matteo i Guilia - pokazał jej czubek języka - zjemy, przebierzemy się, może odpoczniemy? - to była taka luźna propozycja, bo znając ich to i tak nie odpoczną - bo potem jak wyjdziemy na plażę, to zabieram cię do Guadalupe na tą imprezę, czyli pewnie znowu wrócimy rano - więc trzeba było to jakoś sensownie rozplanować. Wstał z ziemi otrzepując się z trawy i zaczął na siebie wciągać ubrania, chociaż jak sięgnął po tą bluzę Pilar i obejrzał ją z obu stron, to aż parsknął śmiechem.
- Peor que un trapo sacado de una cuneta - gorzej niż jakaś szmata z rowu (mówiłam, że się przyda), znowu się zaśmiał. Nawet miał jej oddać swoją koszulkę, już trzymał ją w palcach, ale zarzucił sobie na ramię - skoro ja mam znośne ubrania, to wyrzucisz mnie po drodze na targu, stamtąd mam jakieś pięć minut do domu, kupię coś i będę, co myślisz? - zaproponował jej swój plan. Jemu się wydawał całkiem sensowny, co prawda nie miał butów, ale za bardzo się tym nie przejmował. Wciągnął na siebie spodnie i pasek, który teraz będzie chyba jego ulubiony, a później podał Pilar jej piękną bluzę, żeby założyła ją chociaż na chwilę, bo znowu ktoś mógłby się do nich dowalić, że jeżdżą sobie na golasa.
- Chyba, że na targu się okaże, że mogę iść tak, albo będą tam mieli jakieś koszulki, wtedy ty zakładasz to, pokazał jej hulkową koszulkę i idziemy razem - to też była jakaś opcja. Bo o ile paradowanie po plaży bez koszulki było w porządku, to na targu nigdy nie wiadomo. Chociaż to Meksyk, może by to przeszło? Ciężko stwierdzić.
Kiedy stali już koło Jeepa to Madox rzucił jej kluczyki, gdyby miała go jednak wyrzucić koło targu, żeby nie musieli się przesiadać. Sam wpakował się na miejsce pasażera.
- Teraz ja będę ciebie zaczepiał - rzucił do niej zaczepnie, tylko do targu mieli dosłownie kilka minut jazdy, zresztą jak do Acapulco i tej ich pięknej chaty też.
Cuando quieras y donde quieras, cariño 🪼⋆.ೃ࿔*: