Strona 34 z 50

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 1:34 pm
autor: Madox A. Noriega
Nurkowanie z maskami też brzmiało dobrze, wiec zaraz pokiwał głową. Chociaż Madox to pewnie wolał jednak bez, bo wtedy ufasz tylko sobie i swoim płucom, głowie, żeby nie spanikowała, a kiedy masz maskę, to już stawiasz na sprzęt, ale tak, czy siak on się na to pisał. Ale to dla niego tak jak strzelanie, jednak wolał zaufać własnym pięściom niż broni...
- Kiedy tylko chcesz, jak zdążymy to teraz, a jak nie to następnym razem, albo znajdę jakieś miejsce specjalnie pod nurkowanie i po prostu tam wyskoczymy na weekend - tak też mogli zrobić. Od czas do czasu coś dla siebie, a nie dla wszystkich dookoła. Przecież Madox przed Medellin to nawet nie pamiętał kiedy był na urlopie. Przecież on wiecznie siedział w klubie. Ale od tego czasu trochę zmienił priorytety.
Ale według niego to zdecydowanie na lepsze, bo co miał z tego, że się tak poświęcał dla Emptiness, dla policji, wiecznie jakieś problemy. Chociaż z drugiej strony przecież on to lubił, kłopoty, które przyciągał jak magnes, oboje je przyciągali. Tylko te z Pilar były przyjemniejsze.
Nawet to co odwaliła mu Maddie i Esme zdawało się jakoś mniej dotkliwe, kiedy Stewart przeczesywała jego jasne włosy, sunęła palcami między mokrymi kosmykami.
Kiedy zapytała o tego przyjaciela, to na moment się zawiesił, zamyślił, bo to był taki przyjaciel o którym właściwie nikt nie wiedział. Madox się z nim spotykał po kryjomu, tak jak mieli z Pilar na początku, tylko jednak z tym jego latynoskim kumplem wychodziło mu to ciut lepiej.
- Taki... Aldo, Osvaldo Morales, nie wiem czy go kojarzysz? - mogła go kojarzyć jeśli miała jako takie pojęcie o latynoskich gangach, bo Aldo był tam naprawdę kimś, tylko nigdy nie kojarzyli go z Noriegą, nawet na mieście krążyła taka plotka, że oni się nie trawią, dlatego Morales nie bywa w Emptiness, a nawet kiedyś podobno nasłał kogoś, żeby spalić klub. Dlatego nie wszyscy Latynosi ufali Madoxowi. Ale Aldo mu ufał, a on jemu. Obaj pochodzili z Kolumbii i praktycznie w tym samym czasie zaczęli się piąć po szczeblach swojej kariery, zgoła różnych, a jednak powiązanych...
- Jakieś pięć lat temu była taka akcja, że ktoś chciał spalić Emptiness i wtedy wszyscy myśleli, że to Aldo, a prawda jest taka, że jakby nie on, to bym miał klub w zgliszczach, ale ja też kiedyś trochę... nagiąłem prawo, żeby mu pomóc, ale w sumie je zawsze to robię - objął ją ramieniem i znowu się przekręcił, żeby dziabnąć ją w udo, a później musnąć skórę wargami, kierując się wyżej.
Dopiero kiedy padło pytanie o Maddie to się zatrzymał, to przez chwilę zawiesił ciemne tęczówki na jej koronkowej bieliźnie. Nie wiedział co ma z nią zrobić...
Chociaż wiedział.
Nie chciał tego robić, ale czy miał inny wybór? Już Ruby zostawił i jak na tym wyszedł, chciała postrzelić Pilar. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, ciepły oddech omiótł jej bieliznę i brzuch.
- Zwolnię ją - powiedział to po prostu, bo taki miał plan. Albo weźmie kogoś innego, zaufanego. Albo będzie kogoś szukał? Przymknął na moment oczy, kiedy masowała mu skronie, palcami sunąć gdzieś po jej rozgrzanej skórze na udzie. Słuchał jej...
I chyba pierwszy raz od dawna się z nią zgadzał. Chociaż on się z nią często zgadzał, ale często też nie... I te jego nie były zdecydowanie bardziej spektakularne, bo kiedy się nie zgadzał to się szarpał, miotał. A kiedy przyznawał jej rację...
- Wiem - powiedział spokojnie i otworzył oczy, żeby na nią spojrzeć - i przede wszystkim nie mógłbym jej trzymać przy sobie, bo... - zmarszczył brwi, bo podejrzewał, że Pilar wiedziała, ale i tak postanowił jej to powiedzieć - jak znasz kogoś tyle lat, ufasz mu, a on cię zdradza, to jest nóż wbity prosto... - przesunął palcem po tym tatuażu na swoich żebrach, ale tak naprawdę to był chyba nóż wbity prosto w serce. Właściwie złamane serduszko, chociaż Madox by się chyba do tego głośno nie przyznał - nie mógłbym na nią patrzeć - wywrócił oczami. Chociaż zaraz się uśmiechnął, zaraz sięgnął do jej dłoni splatając swoje palce z tymi jej - wciąż chciałbym zobaczyć waszą walkę i teraz na pewno bym obstawiał ciebie - pocałował wierzch jej dłoni. Kiedyś, dawno temu w sumie, obstawiał Maddie, on by kiedyś swoje życie Maddie zawierzył. Ale od tej pory tyle się wydarzyło...
A zresztą oni teraz rzeczywiście byli na wakacjach, więc chyba z tego powinni korzystać, a nie przejmować się Maddie, więc kiedy zapytała o to śniadanie, to Madox znowu poczuł jak go ssie.
- A na co masz ochotę? Poszedłbym na targ i coś kupił i możemy coś zrobić w chacie, takie jak wczoraj? - bo on był zachwycony tymi jej warzywami, które tak ładnie pokroiła - albo jajko? Albo coś zamawiamy? - cokolwiek, bo kiedy o tym mówił to czuł się coraz bardziej głodny. Skinął głową, kiedy powiedziała, że muszą też sobie załatwić jakieś ciuchy. A kiedy go ugryzła w nos to też napiął mięśnie brzucha i się do nie wyrwać, żeby ją ugryźć, ale mu uciekła, kłapnął tylko zębami w powietrzu, a zaraz się podniósł żeby usiąść.
- Jednak myślę, że wpadniemy do domu i sprawdzimy gdzie tym razem posuwają się Matteo i Guilia - pokazał jej czubek języka - zjemy, przebierzemy się, może odpoczniemy? - to była taka luźna propozycja, bo znając ich to i tak nie odpoczną - bo potem jak wyjdziemy na plażę, to zabieram cię do Guadalupe na tą imprezę, czyli pewnie znowu wrócimy rano - więc trzeba było to jakoś sensownie rozplanować. Wstał z ziemi otrzepując się z trawy i zaczął na siebie wciągać ubrania, chociaż jak sięgnął po tą bluzę Pilar i obejrzał ją z obu stron, to aż parsknął śmiechem.
- Peor que un trapo sacado de una cuneta - gorzej niż jakaś szmata z rowu (mówiłam, że się przyda), znowu się zaśmiał. Nawet miał jej oddać swoją koszulkę, już trzymał ją w palcach, ale zarzucił sobie na ramię - skoro ja mam znośne ubrania, to wyrzucisz mnie po drodze na targu, stamtąd mam jakieś pięć minut do domu, kupię coś i będę, co myślisz? - zaproponował jej swój plan. Jemu się wydawał całkiem sensowny, co prawda nie miał butów, ale za bardzo się tym nie przejmował. Wciągnął na siebie spodnie i pasek, który teraz będzie chyba jego ulubiony, a później podał Pilar jej piękną bluzę, żeby założyła ją chociaż na chwilę, bo znowu ktoś mógłby się do nich dowalić, że jeżdżą sobie na golasa.
- Chyba, że na targu się okaże, że mogę iść tak, albo będą tam mieli jakieś koszulki, wtedy ty zakładasz to, pokazał jej hulkową koszulkę i idziemy razem - to też była jakaś opcja. Bo o ile paradowanie po plaży bez koszulki było w porządku, to na targu nigdy nie wiadomo. Chociaż to Meksyk, może by to przeszło? Ciężko stwierdzić.
Kiedy stali już koło Jeepa to Madox rzucił jej kluczyki, gdyby miała go jednak wyrzucić koło targu, żeby nie musieli się przesiadać. Sam wpakował się na miejsce pasażera.
- Teraz ja będę ciebie zaczepiał - rzucił do niej zaczepnie, tylko do targu mieli dosłownie kilka minut jazdy, zresztą jak do Acapulco i tej ich pięknej chaty też.

Cuando quieras y donde quieras, cariño 🪼⋆.ೃ࿔*:

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 2:25 pm
autor: Pilar Stewart
Kojarzyła Aldo, ale nigdy nie wiązała go z Madoxem. Też sama Pilar nigdy bezpośrednio nie pracowała przy żadnej sprawie związanej z nim ani jego działalnością w nielegalnych kręgach. Raczej kojarzyła go z opowiadań i z tego również wiedziała, że był całkiem dobrze postawionym bandziorem. Dlatego równie mocno zaskoczyły ją słowa Noriegi, że w ukryciu wymieniali się informacjami i przyjaźnili. Chociaż z drugiej strony, w tych środowiskach można było spodziewać się dosłownie w s z y s t i k i e g o. Tam każdy spiskował z każdym, informacje płynęły na lewo i prawo, chociaż w tym samym czasie wystarczył jeden niewłaściwy ruch i płaciło się za to własnym życiem.
Słuchała go z należytą uwagą, wciąż bawiąc się jego włosami. Nawet słowem się nie odezwała, tylko kiwała głową, kodująć odpowiednie informacje w głowie, przyjmując wszystko, co jej mówił. Chociaż kiedy temat zszedł na Maddie, a z ust Madoxa padła kluczowa informacja o zwolnieniu swojej managerki, Pilar na moment wstrzymała dłonie i wbiła w niego spojrzenie.
Jesteś pewien? — spytała, chociaż czy on na tych wakacjach był czegokolwiek pewien? Prawda była taka, że za godzinę mogło mu się odwidzieć, a co dopiero za kilka dni. Ta świadomość jednak nie powstrzymała ją przed tym, by podzielić się z nim swoim zdaniem, a raczej zmartwieniami. — Jak znajdziesz kogoś na jej miejsce? Skąd będziesz wiedzieć, że to nie kolejna Ruby? Przecież Maddie zajmowała się też biznesami z półświatkiem… — dzieliła się z nim tym wszystkim, chociaż zdawała sobie sprawę, że on również mógł nie mieć na te pytania odpowiedzi. Jeszcze. W końcu Maddie była z nim od samego początku, to ona pomagała mu z Emptiness, była u jego boku, kiedy załatwiał sprawy z gangusami, wiadomo, że nie mógł wziąć pierwszej lepszej managerki z ulicy, która wcześniej pracowała w innym klubie, bo jednak jakby na to nie spojrzeć, Emptiness nie było normalnym klubem.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy oznajmił, że chętnie zobaczyłby ich walkę i teraz obstawiałby na Pilar.
Dopiero teraz? — uniosła wysoko brwi. — Mówiłam, że jeszcze zmienisz zdanie — dokładnie to powiedziała mu w samolocie do Medellin, kiedy rozmawiali o tym, że Stewart również potrafiła się bić. Kiedy tak pewnie i bezczelnie zarzucała mu, że spokojnie by pokonała i jego. I raz prawie się jej udało, kiedy okładali się na macie, jednak finalnie to Madox zdobył więcej punktów i wcale nie było tak dlatego, że Zgroza lepiej kula kostkami niż ja.
Chciała jeszcze przytrzymać go na moment, żeby powiedzieć mu jedną ważną rzecz. Chciała, żeby wiedział, że chociaż najbliższe mu osoby ciągle wbijały mu nóż w plecy, ona nie miała zamiaru robić tego nigdy, że stała i będzie stała u jego boku, tylko finalnie Noriega już zaczął nawijać o targu, a Stewart była tak głodna, że nie chciała znowu wracać do tematu Maddie. Liczyła jednak na to, że wiedział, że mógł na nią liczyć. Że ona nigdy go nie zdradzi. Chyba pokazała to wystarczająco ilość razy, walcząc u jego boku.
O jezu, koniecznie targ! — weszła mu w pół słowa, kiedy zaczął gdybać, że może jednak by coś zamówili. Nie było nawet takiej opcji. Byli w Meksyku, mieli tu dostęp do świeżych, obłędnie smacznych warzyw i owoców. Nie mogli marnować takiej okazji na gotowe, zamawiane żarcie. Szkoda tylko, że ciuchy Pilar były niezdatne do wizyty w jakimkolwiek miejscu publicznym. Bluza wyglądała okropnie. Nadawała się jedynie do śmietnika. Albo do tego rowu o którym wspomniał. — Ty idziesz na targ, a ja jadę do domu — zarządziła, widząc jak Noriega znowu zaczyna się miotać, nie mogąc się zdecydować. Tutaj nie było co gdybać, poza tym, był z niego duży chłopiec, umiał sam zrobić zakupy. Szczególnie że akurat na owocach i warzywach znał się chyba lepiej niż sama Pilar.
Zebrali się z ziemi, otrzepali z trawy tyle ile byli w stanie, chociaż i tak zostało im tego pełno w gaciach. Stewart zgarnęła torebkę i ruszyli do auta. Przejęła od niego kluczyki, łapiąc je w powietrzu i już po chwili ładowała się do samochodu. Oczywiście pierwsze musiała wyregulować sobie siedzenie, bo chociaż miała długie nogi, Madox miał dłuższe, do tego poprawiła lusterka i zabrała się za wyramolenie samochodu z krzaków. Trochę się przy tym umęczyła, szczególnie, że miejsca do nawrotki było praktycznie zero. Finalnie jakoś wyjechali, a po chwili znaleźli się na drodze. Prychnęła pod nosem, kiedy oznajmił, że teraz to on będzie jej dokuczać.
Proszę cię — zaśmiała się, spoglądając na niego przelotnie, przy okazji wrzucając kolejny bieg. — Dojadę tam szybciej niż zdążysz powiedzieć tengo la mejor prometida del mundo entero — mam najlepszą narzeczoną na całym, jebanym świecie. Oznajmiła zadowolona i skupiła się na drodze. Na targ mieli jakieś osiem minut, a jeśli Pilar odpowiednio przyciśnie po gazie mogli się tam znaleźć za całe pięć. Szczególnie że godzina była jeszcze wczesna jak na weekend i drogi nie były jeszcze tak zatłoczone.
Jak myślisz, w którym pokoju tym razem pieprzą się Giulia i Matteo? — zagadała, przy okazji zmieniając pas. — Robimy jakieś zakłady? — zaproponowała, bo oczywiście, że oni kochali się zakładać. Chociaż akurat w tym przypadku nie mieli wpływu na wynik. Tutaj trzeba było się zdać na los. — Przegrany płaci za obiad? — wydawał się do całkiem uczciwy układ, biorąc pod uwagę, że pewnie znowu by się przeciskali do terminala przy kasie. Chciała to nawet powiedzieć na głos, ale wtedy jakiś zjeb zajechał Pilar drogę. Ominęła go w ostatniej chwili. — JAK JEŹDZISZ, ESTÚPIDO?! — ryknęła głośno, kręcąć głową i oczywiśnie nie omieszkała wcisnąć klaksonu.

El mejor prometido del mundo entero ⋆˙⟡♡

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 3:41 pm
autor: Madox A. Noriega
Nie był pewien.
Maddie pracowała dla niego od zawsze, była jego pierwszą menadżerką, ona pomagała mu kiedy Emptiness było jeszcze podrzędnym klubem, a teraz... Przecież teraz jego klub był jednym z lepszych w mieście. A do tego głównym miejsce, gdzie spotykała się śmietanka towarzyska tego miasta. Podziemia Emptiness to był przecież wspólny pomysł Madoxa i Maddie, coś co budowali od zera, a teraz on miał ją wyrzucić. Na pewno nie będzie tym faktem zachwycona, ale czy ona miała tutaj cokolwiek do powiedzenia biorąc pod uwagę fakt, że go zdradziła?
Według Madoxa, nie.
Pilar za to miała. Zawsze miała, więc wysłuchał jej spokojnie, a potem na moment wtulił się w nią zaciskając palce na jej skórze.
- Nie wiem, muszę poszukać, pomyśleć, to nie może być jakaś pierwsza lepsza osoba, bo Emptiness to nie jest zwykły klub - doskonale o tym wiedziała, oboje wiedzieli. Ale Noriega na obecną chwilę jeszcze nie miał pomysłu, chociaż już się nad tym zastanawiał, komu mógłby zaufać na tyle, żeby go wprowadzić w ten świat? Spychał jednak te myśli na dalszy plan, bo teraz przecież byli na wakacjach, ale wiedział, że będzie musiał do tego wrócić. Że w Toronto będzie miał kolejny problem, jakby do tej pory miał ich mało... Chociaż przecież ten z Frankim Ferrarim został przecież rozwiązany. Jeden mniej, a na jego miejsce kolejny.
Zamknął na moment oczy, bo chciał to poukładać w głowie, chociaż zaraz już ciemne tęczówki spoczęły na twarzy Stewart, kiedy zapytała go o to czy dopiero teraz.
- Właściwie to już dawno, już po tym ciosie z Medellin, jak złamałaś nos Alvaro - sięgnął nawet do niej, żeby dać jej pstryczka w nos, a zaraz już wstawał.
Jakby nie złamała wtedy tego nosa Alvaro, to chyba by się w niej tak nie zakochał. Chociaż... może tak?
Ale na pewno był to powód, który znacząco przemawiał na jej korzyść. Łamanie nosów mafiosów jednym ciosem, to nawet Madoxowi nie zawsze to wychodziło.
Za to gadane to miał zawsze, dlatego już zaraz nawijał o targu, albo o tym, że mogą też coś zamówić. Pilar jednak zgodziła się na zakupy, i dobrze, bo Madox już sobie obiecał, że nakupuje dużo mango, jakieś zajebiste meksykańskie papryczki, które mogą dawać do wszystkiego i inne rzeczy...
Z tych myśli wyrwało go dopiero to, kiedy zadecydowała, że on idzie na targ, a ona do domu.
- No i co będziesz robić beze mnie w domu? - musiał zapytać, chociaż najważniejsza opcja to było chyba to, że bez niego będzie miała chwilę... spokoju?
Chociaż w samochodzie to wcale go nie miała, bo kiedy on powiedział, że będzie ją zaczepiał, to od razu sięgał do jej kolana. A jednak jak widział to, jak wyjeżdżała z krzaków to wstrzymał powietrze i gryzł się w język, żeby nic nie powiedzieć. Bo miał już jej mówić, że jej wyjedzie, albo wyjdzie i ją pokieruje, a najlepiej to jednak jakby oddała jemu, bo tam trzeba było bujnąć auto, żeby wyszło z tych kolein, które on sam zrobił.
W końcu się jej udało.
A on nawet tego nie skomentował.
Za to zaraz powtarzał po niej, szybko.
- Tengo la mejor prometida del mundo entero - ręką przesunął po jej udzie, sięgnął koronki majtek, pod którą wsunął czubki palców, ale zaraz je jednak zabrał, kiedy przyhamowała jakoś mocniej, bo ktoś jej zajechał drogę i nimi szarpnęło. Opadł plecami na oparcie i otworzył sobie na oścież okno.
- Obstawiam, że na basenie, zajebista pogoda, ja bym wybrał basen - odwrócił się w jej kierunku i mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie, a zaraz pokiwał głową - dobra, ja basen, a ty? - zapytał, ale zaraz prychnął - ja płacę za obiad i za kolację, w ogóle dzisiaj jest dzień Madoxa i Madox płaci - stwierdził, bo on się z nią nigdy o to nie kłócił. Ale z drugiej strony... - w ogóle to ja zabrałem cię na wakacje i ja płacę - dodał, a kiedy otwierała usta, żeby coś powiedzieć, to już sięgał do niej, żeby oprzeć jej na nich palce, oczywiście, że go ugryzła, ale chyba bardziej by się zdziwił, gdyby tego nie zrobiła. Bo przecież on też by to zrobił - to jest moja nagroda, za wyścig czy coś, nie podlega dyskusji, to wiesz... Jedno życzenie Madoxa - zabrał dłoń, ale przekręcił się do niej bokiem - a ten kto dobrze obstawi Matteo i Guilie to potem sam wybiera miejsce, w którym to zrobimy, może być najbardziej popierdolone, stoi? - czy trzeba było ją na to namawiać? Pewnie nie.
Czy w ogóle potrzebowali do tego zakładu? Też pewnie nie. Ale przecież mogli sobie taki zrobić, dla jakiegoś podkręcenia atmosfery, dodania nutki pikanterii, jebanej papryczki czili, do ich płonącego żywym ogniem związku.
Teraz też tak ogniście Pilar ryknęła i zatrąbiła, a samochód przed nimi przyhamował, kurwa, specjalnie to zrobił. Zwolnił, tak, że Pilar też musiała, a kiedy chciała go wyminąć, to zajechał jej drogę. Madox najpierw spojrzał ten samochód, który ewidentnie robił im na złość, a potem na Stewart, która też ewidentnie była już... zła? Sam się szarpnął, żeby walnąć w klakson kilka razy, ale nic to nie dało, bo samochód nie ruszył, a przy kolejnej próbie wyprzedzania znowu zajechał Pilar drogę.
- Ja pierdole... pojebało kogoś - rzucił Noriega. Samochód zjechał w kierunku targu, a Stewart za nim - zaraz mu nakopie, że wkurwia moją narzeczoną - stwierdził jeszcze zaglądając w obłędne, czekoladowe oczy Pilar. Duży SUV z przyciemnianymi szybami zaparkował przed nimi, miał wściekle czerwony kolor, jak Jeep, który stanął zaraz za nim. Madox jeszcze zerknął na swoją narzeczoną, a zaraz wyrwał się do wyjścia, żeby podejść do kierowcy, z tą koszulką wciąż przewieszoną przez ramię.
Już stał przy drzwiach kierowcy, przy tym SUVie, gotowy był wyciągnąć typa nawet przez okno, za to jak sobie z nimi pogrywał. Tylko kiedy okno się otworzyło, zjechało do zera, to okazało się że za kierownicą siedzi... ładna brunetka, w dużych okularach przeciwsłonecznych, ubrana na czerwono.
- Jak kur... - zaczął Madox, ale ona zaraz zawiesiła się na szybie wyglądając do niego. A przecież on miał to zrobić, zawiesić się na szybie i zjebać kierowcę od góry do dołu, a potem wyciągnąć go przez okno i mu nakopać.
Wypuścił jakoś ciężko powietrze z płuc.
- Nie umiesz jeździć? - prychnął tylko, a dziewczyna podniosła z nosa okulary, żeby go zmierzyć spojrzeniem. Aż Noriega się cofnął, a zaraz zakładał na siebie koszulkę przez głowę. Brunetka parsknęła śmiechem.
- No właśnie umiem, to... twój kierowca, chyba nie za bardzo się tutaj odnajduje - zerknęła w kierunku Jeepa, Madox też się obejrzał.
- Zajeżdżałaś jej drogę - rzucił, a brunetka wywróciła oczami, okulary miała już oparte na czarnych, zmierzwionych włosach.
- Bo twoja kobieta bardzo niekulturalnie... napierdalała w klakson - powiedziała powoli, a zaraz już otwierała drzwi, żeby wysiąść. Madox musiał się cofnąć bo prawie go nimi walnęła. Stanęła przed nim w tej swojej zwiewnej czerwonej sukience zadzierając głowę do góry, żeby na niego spojrzeć, prosto w oczy. Aż Madox trochę zgłupiał, czy oni niekulturalnie napierdalali w klakson, czy ona robiła im na złość zajeżdżając drogę?

Tengo la mejor prometida del mundo entero ˚˖𓍢ִ໋🌷͙֒✧🩷˚.🎀༘⋆

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 5:52 pm
autor: Pilar Stewart
Spać — rzuciła w odpowiedzi, kiedy zapytał, co będzie robić w domu, kiedy on będzie na targu. Spojrzała na niego przelotnie. — Przecież nie będzie cię może dziesięć minut, co ja mogę w tym czasie zrobić? — przewróciła oczami. Skoro targ był pięć minut na nogach od domu, który mieli wynajęty w Acapulco, pewnie dość szybko pójdą mu zakupy i będzie mógł wrócić do domu z pełnymi siatkami świeżych owoców i warzyw. — A tak serio, to wezmę prysznic — wyjaśniła, wypuszczając z ust głośne westchnienie. Potrzebowała tego. Niby kąpali się w basenie i oceanie, ale Pilar potrzebowała się najzwyczajniej w świecie umyć. M y d ł e m. Czuła na sobie jeszcze cały wczorajszy dzień, czuła jak krew, którą niby miała startą z ciała, gryzła ją gdzieś w skórę, nie mówiąc nawet o tym, że łazili w jakiś nie swoich ciuchach (znowu). Był nowy dzień, oboje powinni zmyć z siebie to co było i skupić się na dziś. — A jak wrócisz, to ty skoczysz pod prysznic, a ja zacznę kroić warzywa — uczciwy podział. Szczególnie że Pilar zajmowało to trochę czasu. Samo obranie pieprzonego ogórka zajęło jej ostatnio z dobre dziesięć minut, bo pierwsze bardzo starała się odcinać tylko skórki, potem przecięła sobie palec, a potem trzeba go było jeszcze pokroić. To był cały proces, dlatego spokojnie mogli się podzielić takim podziałem obowiązków. Madox jedynie będzie musiał zrobić potem jajka, bo ona… nie miała zamiaru spalić kolejnej patelni.
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy zaraz po niej wymówił zdanie, do którego go podjudzała. Brzmiało wybornie w jego ustach. O wiele lepiej niż kiedy sama powiedziała to na głos. A to co już po chwili zrobił ze swoją ręką było jeszcze lepsze. Poprawiła się na fotelu czując jak szorstkie opuszki przesuwają się wzdłuż kolana na udo, by po chwili wedrzeć się pod materiał jej majtek. Nie karciła go, nie powiedziała nawet ani słowa. Po prostu rozchyliła delikatnie uda, ułatwiając mu dostęp. Pilar miała świetną podzielność uwagi i jeśli chciał przetestować ją tak, jak ona to zrobiła z nim, nie miała absolutnie nic przeciwko. Tylko musiał się streszczać, bo już mieli wielki znak z napisem Witamy w Acapulco.
Szkoda tylko, że zaraz okazało się, że nawet śpieszyć się nie trzeba, bo kiedy przyhamowała z powodu kierowcy, który zajechał jej drogę, Noriega zabrał rękę.
MoluscoMięczak, skwitowała prychnięciem, kręcąc przy tym głową z niezadowoleniem. A kiedy on zapierdalał trzysta, ona dzielnie robią swoje, nawet gdy szalenie wymijał auta, rzucając tym ich na boki. Nawet chciała mu powiedzieć, że może powinna się sama sobą zająć, ale temat szybko zszedł na Matteo i Giulie, więc tylko poprawiła ręce na kierownicy i skupiła się na drodze oraz jego słowach.
Basen brzmi bardzo prawdopodobnie — przyznała mu rację. W końcu jaki był sens siedzieć w środku domu, kiedy miało się do dyspozycji tak wspaniały ogród z basenem i widokiem na całe miasto? Zastanowiła się nad swoją propozycją, przy okazji ściągając brwi, widząc, jak kierowca SUVa, który przed chwilą zajechał jej drogę, znowu próbuje to robić. Swoją drogą czemu wszyscy jeździli tu SUVami? — To ja obstawiam… taras — rzuciła swoją propozycję, chociaż przez moment jeszcze chciała zaproponować ich sypialnie. Patrząc na GIulie i Matteo wcale by ją to nie zdziwiło, gdyby zabawiali się w ich pokoju. W końcu było do niego najbliżej z basenu, a akurat Madox i Pilar najlepiej wiedzieli, jak w ich przypadku skończyły się zabawy przy basenie i powrót do pokoju. Na samo wspomnienie aż poczuła przyjemny dreszcz, błądzący wzdłuż kręgosłupa. A potem kontrastujący lodowaty prąd, kiedy samochód znowu zahamował, tym razem wymuszając na nich, żeby zrobili to samo.
Nosz kurwa — warknęła pod nosem i już była gotowa odpinać pasy, ale wtedy Madox powiedział, że to załatwi. Spodobała jej się szczególnie ta część o narzeczonej, na którą uśmiechnęła się ciepło do niego i machnęła ręką w stronę przedniej szyby. — Idź mu nagadaj, marido — jeszcze go trochę zmotywowała, a potem już tylko odprowadziła wzrokiem. Obserwowała uważnie jak wygramolił się z auta i bojowo podszedł do drzwi kierowcy czerwonego suva.
Szkoda tylko, że kiedy tylko szyba poszła w dół, bojowa mina Madox zmieniła się na jakiegoś zbitego szczekania. Stewart aż się wyprostowała i nachyliła w stronę przedniej szyby, by się temu przyjrzeć. Nie słyszała o czym rozmawiali, jednak po jego minie i gestach łatwo było się domyślić, że jednak wcale nie nakopał mu, że wkuriwał jego narzeczoną. A jednak jej, bo zaraz się okazało, że była to kobieta. Stewart aż sobie prychnęła pod nosem, oczywiście ładne oczy, to Madox już nagle tracił cały temperament.
Przyjrzała się jej kiedy wysiadła. Faktycznie była ładna. Sukienkę miała czerwoną jak swój samochód, usta smarnięte równie krwistą szminką, a krótkie, brązowe włosy łatwo poddawały się podmuchom wiatru. Wyglądała tak elegancko, że Stewart naprawdę ostatnio co chciała robić, to wysiadać i stawać obok niej, kiedy sama wyglądała jakby ledwo co wyszła ze śmietnika, szczególnie w tej bluzie. Tylko co innego miała zrobić, kiedy Madox zamiast załatwić sprawę to tylko się na nią gapił? Musiała wysiąść. Złapała kluczyki, trzasnęła drzwiami i skierowała się ich stronę, czując jak stopy pali rozgrzany asfalt.
Nie umiesz kurwa jeździć? — Pilar w przeciwieństwie do Noriegi nie miała zamiaru się z nią cackać na ładne oczy. — Skąd wy ludzie macie wszyscy prawo jazdy? W chipsach je rozdają? — przewróciła oczami, kręcąc głową z niedowierzaniem. Dziewczyna odwróciła się w jej stronę i oczywiście, że w pierwszej kolejności zmierzyła ją wzrokiem, a Pilar tylko zarzuciła włosami. Zdawała sobie sprawę jak zajebiście źle wygląda, jednak nie miała zamiaru dawać tej kobiecie satysfakcji i szansy, żeby poczuła się lepsza.
Wy ludzie? — dziewczyna prychnęła i wykonała krok w stronę Stewart. — Czyli nie jesteście stąd. To wiele wyjaśnia — tym razem to ona pokręciła głową, jakby coś nagle stało się dla niej jasne, po czym uśmiechnęła się zaczepnie, podnosząc wielkie przeciwsłoneczne okulary na włosy, ukazując duże, zielone oczy.
Co wyjaśniania? — Pilar dopytała, nie ściągając z niej spojrzenia. Zresztą ona wcale nie pozostawała dłużna. — Że umiemy jeździć?
Że nadużywacie klaksonu — weszła jej w pół słowa i wykonała jeszcze jeden krok, równając się ze Stewart. — I jesteście tacy narwani i caliente.

Molusco 🚗💨

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 7:19 pm
autor: Madox A. Noriega
W zasadzie ten pomysł z prysznicem był całkiem dobry, bo Madox też o nim marzył. Co prawda zmył z siebie krew, teraz też sobie popływali w tej bajecznej wodzie, ale jednak trochę mydła by się przydało. Czuł, że wszędzie miał piasek, we włosach, kiedy przesunął po nich palcami i na skórze, nawet na kolanie Pilar go czuł, ziarenka piasku pod opuszkami palców, kiedy sunął nimi wyżej po jej udzie, pod materiał koronki. Gdy się poprawiła rozsuwając uda, to chciał się wedrzeć palcami wyżej, między jej nogi, ale może rzeczywiście był mięczakiem?
Nie był. Pewnie by to zrobił, chociaż... Madox czuł się dobrze za kierownicą, kiedy prowadził, miał kontrolę, to mógł zapierdalać to ponad trzysta na liczniku i przy okazji poddawać tej rozkoszy, którą mu sprawiała. Inaczej wyglądała sytuacja, kiedy to ona prowadziła. I to nawet nie tak, że jej nie ufał, że miał ją za złego kierowcę, nie miał. Prowadziła dobrze, przecież już z nią jechał. Ale jak tak zahamowała to zaraz wbił spojrzenie w szybę. On chyba po prostu nie za bardzo lubił jeździć jako pasażer. Postukał nerwowo palcami w odsunięte okno, nabrał powietrze w płuca. Zmienił temat.
Chociaż jeszcze ciemne tęczówki przez moment wisiały na koronce jej majtek. Jeszcze się zastanowił, ale gdyby się zamienili, on by prowadził i jeszcze zajmował się nią to nawet by się nie zawahał. Inaczej sprawa wyglądała, kiedy za kierownicą siedział ktoś inny. Ktokolwiek. To on wtedy jakoś tak automatycznie się spinał. I tak przy niej nie rzucał jakimiś uważaj, bo często to robił jako pasażer, albo szarpał się, jakby miał zahamować. A z nią siedział spokojnie, starał się. Zaciskając tylko palce na drzwiach.
- Dobra, to ja basen, ty taras, ale musisz mi zrobić zdjęcie, żebym wiedział, że nie kłamałaś, a jak to robią gdzieś kompletnie indziej? To co wtedy nikt nie wygrywa, czy oboje? - musiał dopytać. Bo to była ważna kwestia, ale zanim zdążyli to przedyskutować, omówić, to Pilar już hamowała, bo wymusił to na niej samochód przed nimi. W sumie na ulicach były też inne auta, ale oni mieli jakieś szczęście do tych SUVów, takich z przyciemnianymi szybami, że ciężko było na pierwszy rzut oka stwierdzić kto tam siedzi.
Teraz też nie wiedzieli, póki Madox nie wysiadł i nie poszedł tego sprawdzić. Nie spodziewał się kobiety, bardziej jakiegoś gnojka, któremu się po prostu nudziło, z którym mógłby się nawet poszarpać, wytknąć, że go popierdoliło, bo zajechał drogę jego narzeczonej.
A kiedy stanęła przed nim ta dziewczyna, jeszcze z taką pewnością siebie i tą czerwoną sukienką. Nagle wcale nie chciał jej pyskować, może nawet był gotowy ją przeprosić, że tak napierdalali w klakson?
Tylko wtedy wysiadła Pilar, a Madox zauważył ją dopiero, kiedy do nich podeszła, kiedy się odezwała. Sięgnął do niej ręką, przesuwając palcami gdzieś po jej talii, gotowy ją złapać, gdyby jeszcze miała się rzucić na brunetkę, która przesunęła spojrzeniem po całej Stewart, od bosych stópek, po te zmierzwione przez wiatr włosy. Chociaż uśmiechnął się delikatnie na to prawo jazdy z czipsów, tak jakby on w ogóle jeździł dobrze... to słuchając dalszej wymiany zdań się trochę spiął. A zwłaszcza kiedy one tak się do siebie zbliżały. Nawet chciał wkroczyć między nie, ale ona zaraz zamknęły tą wolną przestrzeń stając już naprawdę blisko siebie.
- Może po prostu dajmy sobie z tym spokój? - zapytał jakby nigdy nic - my nadużywamy klaksonu, ty nie umiesz... - nie dokończył, bo dziewczyna już nadęła te czerwone usta, już przeniosła spojrzenie na niego.
- Puściłam kierunek, że chce się włączyć, powinnaś mi zjechać, miałaś miejsce, a nie trąbić - znowu się zwróciła do Pilar, jakby tutaj w kwestii prowadzenia samochodu była jakaś Alfą i Omegą. Madox wywrócił oczami, bo to wyglądało tak, jakby ani jedna, ani druga, się tutaj nie miała zamiaru przyznać do jakiegoś błędu.
Znał Pilar, wiedział, że ona tego nie zrobi, że będzie szła w zaparte w swoje. Ale czerwona sukienka też chyba nie zamierzała odpuścić, bo stała już tak blisko Stewart, a te jej zielone oczy błądziły od niej, do niego. Nawet na niej nie zrobiło wrażenia to, że ich było dwoje, a ona sama. Z jednej strony... było w tym coś pociągającego? Ale to chyba ten meksykański temperament po prostu?
- W Meksyku jeździsz bardziej intuicyjnie, na wyczucie, a nie ściśle z przepisami... Trochę bardziej salvajemente, masz z tym problem? - znowu patrzyła na Pilar, wbijając w nią dziko spojrzenie, znowu sunęła zielonymi tęczówkami po tej jej zniszczonej bluzie, ale zaraz uśmiechnęła się delikatnie - bo wyglądasz jakbyś nie miała - Madox sam nie wiedział czy to miał być komplement, czy raczej chciała jej dopiec? Z jego ust na pewno byłby to komplement, ale on... On uwielbiał nazywać Pilar dzikuską, teraz też na nią spojrzał jakoś tak z ukosa, jeden kącik jego ust drgnął do góry.
- Nikt nie ma z tym problemu... - wtrącił Madox, chociaż Stewart spojrzała na niego jakby trochę miała - po prostu się spieszymy... - rzucił z jakąś nadzieją, że jak to powie, to już dadzą z tym spokój. Mogłyby.

Tienes algún problema con eso, salvaje? ⋆。゚☁︎。⋆。 ゚☾ ゚。⋆

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 10:32 pm
autor: Pilar Stewart
Jak nie wypadnie ani basen ani taras, to po prostu idziemy na żywioł — wzruszyła ramionami, spoglądając na niego przelotnie. Wydawał się to idealny złoty środek. Szczególnie biorąc pod uwagę, że im przecież tak dobrze szła improwizacja. Potrafili wyciskać na maksa z każdej chwili i to w najbardziej kreatywny sposób. A najlepsze w tym wszystkim było to, że nie potrzebowali do tego żadnych zakładów, bo kiedy jedno wychodziło z inicjatywą — drugie od razu to podłapywało temat i tak szli w to bez najmniejszego zawahania.
I teraz też Pilar ani na moment się nie zawahała, kiedy wyszła z samochodu, wyjaśnić ciemnowłosą w pięknej, czerwonej sukience, która pierwsze zajechała im drogę, a potem jeszcze bezczelnie wymusiła zatrzymanie samochodu. A przecież oni mieli już plany, mieli co robić i ostatnie czego chcieli, to stać z boku drogi i wdawać się w dyskusje. Chociaż z drugiej strony Pilar nie lubiła odpuszczać. Dawać innym za wygraną i zostawiać ich z dziką satysfakcją, że ją przegadali.
Dlatego wciąż tam stała.
Nawet nie drgnęła z miejsca, kiedy dziewczyna wykonała kolejny krok w jej stronę, pierwsze czepiając się nadmiernego używania klaksonu, a potem jeszcze miała czelność nazwać ich narwanymi i caliente. Obrażała ich czy komplementowała? Stewart nie była pewna, ale to wystarczyło, żeby jej ciśnienie podniosło się wystarczająco dużo, by klatka piersiowa zaczęła się nerwowo unosić, podczas gdy wzrok był zamknięty na jej dużych, zielonych oczach. Ze wzajemnością zresztą, bo kobieta również ani na moment nie spuściła wzroku z Pilar. Dopiero, kiedy Madox spróbował się wtrącić, (o dziwo) próbując załagodzić narastający konflikt, brunetka przeniosła na niego ślepia i zaczęła nawijać o chęciach włączenia się do ruchu.
Taka ładna a nie wiesz, że chcieć to nie znaczy móc? — rzuciła bezczelnie, przyglądając się jej z dłońmi skrzyżowanymi na piersi. Czuła dłoń Noriegi na swoich plecach i to jak jego palce zaciskają się coraz mocniej. Miło, że chciał ją Pilnować, chociaż Stewart naprawdę nie miała zamiaru się na nią rzucać. Bez przesady, przecież tylko rozmawiały. — Skoro nie wpuściłam cię przed siebie, to trzeba było grzecznie poczekać na swoją kolej — proste? Proste. Chociaż jak się zaraz okazało w Meksyku nie aż takie oczywiste. Bo tutaj jeździło się intuicyjnie. Pilar prychnęła głośno i już miała się jej pytać, czy prawo jazdy też rozdawali tutaj na czuja, bo ludzie jeździli jak pojebani, ale wtedy zostało jej wytknięte, że powinna być bardziej dzika. Spojrzała na dziewczynę z wysoko uniesionymi brwiami i już otwierała usta, żeby jej powiedzieć, co ona o tym myślała i jak d z i k a Stewart potrafiła być, ale wtedy znowu do dyskusji włączył się pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci Madox, przychodząc na ratunek i oznajmiając, że żadne z nich nie miało z tym problemu.
Widzisz… — ciemnowłosa znowu podeszła bliżej, o mały włos nie depcząc bosych stóp Pilar swoimi szpilkami. — On jakoś nie ma problemu — machnęła brodą w stronę Noriegi, chociaż wzrok miała wbity w ciemne oczy Stewart.
Bo on ma słabość do ładnych oczu — odpowiedziała jej praktycznie od razu. Nawet brew jej nie drgnęła. Czy właśnie skomplementowała jej oczy? Możliwe. W końcu były ładne — wielkie, zielone, w których odbijające się promienie słońca wprowadzały nieco więcej żółci. Poza tym, dziewczyna potrafiła patrzeć prosto w oczy z odpowiednią pewnością siebie, a to przecież naturalnie dodawało do efektu.
A ty?
Ja nie mam.
Szkoda — skontrowała słowa Pilar bez najmniejszego zawahania, układając usta w lekką podkówkę i przechylając głowę na bok.
Ze mną trzeba się bardziej postarać — oznajmiła, lustrując jej zachowanie, przy okazji czując, jak rozgrzany już do czerwoności asfalt pali ją w stopy. A może to te jej czerwone szpilki? — A już na pewno nie wkurwiać mnie, zajeżdżając mi drogę — dodała po chwili i sięgnęła dłonią do tyłu, by odnaleźć tą Madoxa, pozwolić palcom spleść się z mocniejszym uścisku. Dopiero wtedy wykonała krok w tył i stanęła ramię w ramię z Noriegą, zwiększając dystans z kobietą. — A teraz będziemy już jechać. Oby do nie zobaczenia — powiedziała bezczelnie, chociaż na jakiś pojebany sposób wcale nie miała tego na myśli i ostatni raz spojrzała kobiecie w zielone oczy, po czym odwróciła się na pięcie i pociągnęła Madoxa w stronę auta. Jeśli chciał sobie jeszcze zostać, to został, ale Pilar poszła prosto do środka, zatrzaskując za sobą drzwi, a kiedy i on znalazł się w samochodzie, wcisnęła kluczyk do stacyjki.
Ale wyjaśniłeś i nakopałeś — prychnęła, kręcąc głową i cofając nieco, by zaraz wyjechać z zatoczki i wyminąć krwiście czerwonego SUVa. Wiadomo, że nie biłby kobiety, ale to wcale nie znaczyło, że Pilar nie mogła go w tej kwestii nieco pozaczepiać.
Targ znajdował się niecałe dwie ulice dalej, przejechali tam w kilka krótkich chwil. Zaparkowała tuż przy wejściu, odwracając się do Madoxa i robiąc wielkie oczy.
Weźmiesz też coś słodkiego? — wyszczerzyła się. Proszę, jaka Pilar była milutka, a wcześniej bezczelnie się z niego naśmiewała. Typowo.

mi abogado ◝(ᵔᗜᵔ)◜

tequila con muerte

: sob mar 14, 2026 11:44 pm
autor: Madox A. Noriega
To fakt, że oni zazwyczaj szli na żywioł... Bo kiedy chcieli coż zaplanować, to i tak najczęściej im to nie wychodziło. Chociaż Jaskinia Diabła się udała, a jednak większość ich planów paliła na panewce. A improwizacja, ta zawsze dawała im najwięcej zabawy.
I w zasadzie Madox myślał, że ten postój za czerwonym SUVem też im trochę da, jak to bliskie spotkanie z wielkim gościem i jego córeczką, było... zabawnie. A jednak kiedy z samochodu wysiadał ta panienka w czerwonej sukience, a potem dołączyła Pilar, to Madox trochę nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Nie będzie się przecież kłócił z jakąś kobietą, nawet jeśli nie zgadzał się z jej racjami, to jednak nie. Ale jak widać Pilar miała zamiar, więc Madox tylko sięgnął do jej pleców, żeby przesunąć palcami po nagiej skórze pod porwaną bluzą.
Właściwie to starał się nie zwracać uwagi na to, że brunetka, która stała przed Stewart była ładna, ale kiedy Pilar użyła tego słowa, to musiał jej przyznać rację. Była ładna, i miała w sobie takie coś... mogłaby mu się podobać. Ale chyba jednak nie powinna, skoro stała przed nim jego narzeczona. Obok niego, znowu przesunął palcami po jej plecach.
- Pilar może... - zaczął, ale Stewart nawet się na niego nie obejrzała, bo już wyrzucała brunetce, że powinna poczekać na swoją kolej. Może i powinna, ale Madox też nigdy nie czekał, jeździł podobnie jak brunetka i też pewnie robiłby na złość komuś, kto by na niego trąbił.
Więc z drugiej strony co on mógł tutaj powiedzieć?
No i do tych ładnych oczu chyba też miał słabość. Na pewno miał. Chociaż on swoimi przewrócił, kiedy wypomniała mu to Pilar. Przysłuchiwał się ich wymianie zdań, i od razu też zwrócił uwagę na te ładne oczy brunetki. Były ładne. Nie tak ładne jak Pilar, które teraz już były takie ogniste, zadziorne, ale ładne.
- Moja narzeczona jest trochę loca... - rzucił jeszcze, kiedy Pilar już splatała swoje palce z tymi jego - ale mnie to kręci - podniósł sobie do ust jej dłoń, którą szczypnął zębami. Brunetka nabrała w płuca powietrze, jeszcze coś chciała im powiedzieć? Może, ale teraz to jego ciemne tęczówki na moment zatrzymały się na jej zielonych oczach. Spojrzała na niego przygryzając dolną wargę. Dopiero teraz zwrócił uwagę na tą czerwień na jej ustach. Te jego drgnęły w delikatnym uśmiechu - a teraz będziemy już jechać, cześć - powtórzył do Pilar, ale brunetce mrugnął jeszcze jednym okiem, on tam by się wcale nie obraził, gdyby się jeszcze spotkali.
Oczywiście, że dał się Pilar pociągnąć do auta i usiadł na miejscu pasażera, a na jej zaczepkę znowu przewrócił oczami.
- Weź, to jakaś wariatka - rzucił, chociaż spojrzał jeszcze przez okno, kiedy ją wymijali.
A kiedy Pilar parkowała przed targiem, to Madox tylko sprawdził czy ma portfel, nie miał... Więc dobrze, że to sprawdził, wyjął go ze schowka już miał wysiadać, kiedy Stewart poprosiła go o coś słodkiego.
- A co chcesz? Jakieś specjalne życzenia, czy może być... coś zajebistego? - oczywiście zajebistość oceniał on sam według własnego gustu, ale mieli podobny, w wielu kwestiach. Złapał za klamkę, ale jeszcze do niej sięgnął ponad skrzynią biegów, żeby zacisnąć palce na jej bluzie i przyciągnąć ją do siebie, musnąć wargami zaczepnie jej pełne, gorące usta - dobra... masz jakieś piętnaście minut - stwierdził, bo może do domu miał na piechotę pięć. Ale to był Meksykański targ. Madox musiał się po nim przejść, wybrać najlepsze warzywa i owoce i jeszcze potargować.
W końcu wysiadł z auta i ruszył miedzy stoiskami, chociaż jeszcze chwilę szedł tyłem bo patrzył jak czerwony Jeep zjeżdża z krawężnika. Pilar pięknie się włączyła do ruchu, nikt jej nie strąbił, a Noriega odwrócił się gwałtownie i na kogoś wpadł...
Musiał ją złapać za łokieć, bo wlazł w nią z takim impetem, że zachwiała się na tych swoich czerwonych szpilkach.
- Ja pierdole... śledzisz mnie? - rzucił, kiedy jego spojrzenie przesunęło się po czerwonej sukience brunetki.
- Chyba ty mnie - odpyskowała od razu.
- Ja mam narzeczoną - Madox uniósł jedną brew, a brunetka przewróciła tymi swoimi zielonymi oczami, które zaraz w nim utkwiła.
- Ale mnie to kręci - powtórzyła jego słowa. I tym razem to ciemne tęczówki Noriegi zatoczyły koło.
- Okej, nie mam czasu - już ją chciał spławić, wyminął ją. I może teraz liczył, że jej nie spotka?
Ale spotkał, kiedy już zmierzał w stronę wyjścia i jeszcze miał kupić tylko mango. Ona akurat też podeszła do stoiska.
- Nie bierz tego... - pouczyła go, a Madox podniósł na nią wzrok z owocu, który trzymał już w palcach.
- Dlaczego? - zapytał od razu, a ona już stała obok niego, uderzył go intensywny zapach jej perfum, ładny.
- Bo ten jest za miękki, będzie ciapa - sięgnęła do mango, które trzymał - mango musi być jędrne - znowu go pouczała, a Madox pokręcił głową.
- Znam się na mango - rzucił i rzeczywiście musiał jej przyznać rację, że to które trzymał było za miękkie, sięgnął po inne. Dziewczyna oparła się pośladkami tuż koło skrzynki, z której wybierał owoce.
- A skąd jesteście? - zapytała wbijając w niego to intensywnie zielone spojrzenie.
- Z Kolumbii - odpowiedział i wybrał w końcu trzy mango za które zapłacił.
- O Kolumbia, brzmi seksownie - przysunęła się do niego, ale Madox się odsunął.
- Fajnie... Idę do mojej narzeczonej - znowu jej przypomniał, że jest zajęty.
- Pozdrów ją - dziewczyna pomachała mu jeszcze, kiedy kilka kroków dalej obejrzał się za nią przez ramię. Jakaś wariatka. Ale ładna.
Rzeczywiście z targu do ich hacjendy było pięć minut spacerkiem, a że Madox szedł szybko, to doszedł w cztery. Łącznie zajęło mu to może piętnaście minut, bo rzeczywiście wybierał najlepsze owoce i warzywa i miał ich dwie torby, wszystko świeże i pachnące. A do tego jeszcze przez dobre pięć minut stał przy jakiejś budzie ze słodyczami i wybierał coś dla Pilar. Wziął churros z cynamonem, glorias - krówki z mleka koziego z orzechami pekan, skwinkles - żelki w formie pasków o smaku mango i tamaryndowca, posypane chili i mazapán de la rosa - delikatny, kruchy marcepan z orzeszków ziemnych, który rozpada się w dłoniach. Czuł ten intensywny zapach mango i słodyczy już po drodze. Wszedł do domu i w pierwszej kolejności ruszył do kuchni, żeby zostawić torby na blacie.

Mi prometida es un poco loca... ⋆˚࿔🍬⋆˙⟡

tequila con muerte

: ndz mar 15, 2026 10:07 am
autor: Pilar Stewart
Była loco, okej, ale tym razem to przecież nie ona zaczęła. Gdyby kobieta w czerwonym nie zajechała im drogi i nie wymusiła nagłego hamowania, nie byłoby tematu. Każde z nich udałoby się w swoją stronę i nawet nie byłoby potrzeby prowadzić jakiejkolwiek konwersacji, a tym bardziej ostrzejszej wymiany zdań. Chociaż ta akurat między Pilar a dziewczyną była dość specyficzna. Niby się kłóciły, a jednak pomiędzy słowami powiedziały sobie sporą ilość komplementów, nie wspominając o intensywnej wymianie spojrzeń, która mogłaby okrawać o flirt. Mogłaby, ale przecież wcale nim nie była. A może była?
Jedno było pewne: dziwne było to spotkanie i trzeba było je jak najszybciej skończyć. Dlatego właśnie Stewart jako pierwsza pożegnała się i skierowała do swojego samochodu, czekając grzecznie aż Madox do niej dołączy, by już po chwili podrzucić go na targ. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy spytał, czy miała jakieś życzenia.
Same zajebiste rzeczy — poprosiła ładnie i wyjątkowo wymownie, tym samym dając mu znać, że ufała jego osądom. Raczej mieli ten sam gust jeśli chodziło o kobiety słodycze, dlatego była pewna, że cokolwiek nie wybierze, będzie super. — Aż piętnaście minut? To może nawet zdążę dołączyć do Giuli i Matteo — puściła do niego oczko, po czym tymi samymi pięknymi oczami przewróciła, widząc jego minę. Podniosła szybę po stronie pasażera, żeby o niej nie zapomnieć i jeszcze posłała mu przelotnego causa w powietrzu, kiedy szedł tyłem.
Całe szczęście na nikogo nie wpadł, jak tak dreptał, a przynajmniej tak myślała Pilar, kiedy odjeżdżała z zatoczki i dołączyła się do ruchu. Przejazd do domu zajął jej jakieś trzy minuty, biorąc pod uwagę, że całą jedną jakaś starsza kobieta z balkonikiem przechodziła przez pasy. Wieeecznosć.
Zaparkowała na przed domem, wzdychając pod nosem. Zdążyła zapomnieć jak piękny był. Nawet przystanęła na moment, kiedy już wyładowała się z auta i rzuciła okiem na widoki dookoła, uśmiechając się pod nosem.
W domu panowała cisza. Kompletna i absolutna. Nie było stękań jak ostatnim razem, kiedy przyjechali tu po raz pierwszy. Aż dziwne. Odstawiła klucze na szafkę tuż przy drzwiach i jeszcze kilka razy krzyknęła imiona swoich współlokatorów, bez odpowiedzi, po czym wyszła na basen. Pusto. Co prawda na kafelkach tuż przy wodzie leżały jakieś różowe majtki, a w środku pływały bokserki, jednak po Giuli i Matteo nie było śladu. Nawet kiedy zadarła głowę w górę, by dojrzeć taras na piętrze, przywitał ją jedynie kwiatek i rozłożony parasol. Czyli żadne z nich nie wygrało zakładu. No cóż.
Nie była pewna, jak dużo czasu zeszło jej na sprawdzenie domu, ale finalnie przeszła do ich pokoju… który wyglądał chyba najgorzej ze wszystkich pomieszczeń. Ciuchy były całe porozrzucane, te Madoxa wszystkie wyjebane z walizki, a lampka, która kiedyś była na szafce pod ścianą leżała na ziemi. Uśmiechnęła się pod nosem, przypominając sobie w jakich warunkach spadła i w k o ń c u poszła wziąć prysznic. Zimny, dokładny prysznic z pełnym namydleniem i umyciem włosów. Kurwa, nie wiedziała, że tak bardzo go potrzebowała, a kiedy wyszła nigdy nie czuła się tak świeża. Ubrała na siebie w ł a s n ą bieliznę, a dokładniej strój kąpielowy, a na to zwiewną sukienkę na ramiączkach.
Cały proces zajął jej tak dużo czasu, że kiedy wychodziła z pokoju, wpadła prosto w ramiona Noriegi. Nie słyszała nawet kiedy przyszedł, a teraz jeszcze o mały włos nie przyjebała mu z drzwi. Uśmiechnęła się szczerze na jego widok.
Dobrze, że jesteś — powiedziała zadowolona, przysuwając się do niego jeszcze bliżej, by nie tylko móc zarzucić mu ręce na szyję, ale żeby również mógł poczuć ten zapach mydła i kwiatowe perfumy, które były jej, a nie żadnej Esme czy przesiąknięte z przypadkowych ciuchów. — Te extrañéTęskniłam, rzuciła prosto w jego usta, składając na nich zaczepny pocałunek. Faktycznie tęskniła. Pojebane to było. Typa nie było piętnaście minut, a jej myśli i tak lawirowały wokół tego, co właśnie robi. Wciąż nie mogła się do tego przyzwyczaić.
Jak było na targu? Zajebiście? — spytała, przepuszczając go w przejściu, żeby mógł wejść do pokoju, a sama opadła na framugę drzwi. Żałowała, że nie mogła pójść z nim. Była przekonana, że targ w Meksyku po stokroć różnił się od tego w Kanadzie. Chociaż z drugiej strony może to i dobrze, bo Pilar kiedy widziała duże ilości różnego jedzenia, nigdy nie mogła się zdecydować i chciała brać wszystko. — Idę rozpakować zakupy — zakomunikowała, kiedy Madox już był gotowy iść się umyć i sama przeszła do kuchni. Wygrzebała wszystkie rzeczy z siatek, oczywiście nie omieszkając podejsć kilka churrosów i żelków z mango, nim zabrała się za mycie i krojenie warzyw.

Te extrañé ε(´。•᎑•`)っ 💕

tequila con muerte

: ndz mar 15, 2026 11:10 am
autor: Madox A. Noriega
On też rozejrzał się po domu, kiedy wszedł do środka. Było jakoś dziwnie cicho, z jednej strony to dobrze, bo oznaczało to, że Pilar jednak nie dołączyła do Matteo i Guili, z drugiej Madox już się odzwyczaił od tej ciszy. Chociaż... na swój sposób była przyjemna. Postawił zakupy na blacie i nawet na moment oparł się o niego grzebiąc w jednej z toreb za żelkami mango, przeżuwał je rozglądając się po kuchni. Była ogromna, w porównaniu do tej w jego mieszkaniu.
Zanim poszedł na górę, to wyjrzał jeszcze na basen, ale tam też nikogo nie było, czyli nie wygrał, ale Stewart też nie, bo teras również był pusty. Chyba nie było ich współlokatorów. Ale może to nawet dobrze? Chociaż przez chwilę mieli ten dom tylko dla siebie. A jednak i tak pierwsze to trzeba było wziąć prysznic. Nawet miał iść od razu na górę do Pilar, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że jakby wszedł do niej do łazienki, to prysznic zszedł by znowu na dalszy plan, więc nie spieszył się, a gdy już sięgał do klamki to drzwi się otworzyły, prawie nimi dostał, ale na szczęście Madox miał całkiem dobry refleks i odskoczył, a zaraz już łapał Stewart, która wylądowała na jego klatce piersiowej, kiedy wypadła z tych drzwi.
- Mówiłem, że będziesz się nudzić - rzucił i uniósł zaczepnie jedną brew, a kiedy się do niego przysunęła, to zaciągnął się zapachem jej znajomych perfum, wreszcie. Objął ją w pasie przyciągając do siebie jeszcze bliżej, tak, że poczuł na sobie jej wciąż jeszcze wilgotne ciało. I tak ładnie pachnące, trochę pożałował, że jednak nie poszedł z nią do łazienki. Nawet miał jej to powiedzieć, że może się wróci i umyje mu plecy, ale wtedy ona powiedziała to tęskniłam, a zaraz już składała na jego wargach ten zaczepny pocałunek, mogła poczuć jak się uśmiechnął.
- A mogłaś iść ze mną, mieli tam koszulki, wszystko tam mieli, nawet klapki sobie kupiłem - bo taki Meksykański Targ był... zjawiskowy, dziki, tętniący życiem. Można było dostać tam wszystko, od tych świeżych owoców i warzyw, przez przyprawy, biżuterię, ubrania, ozdoby, wszystko czego dusza zapragnie. Madox mógłby tam chodzić dwie godziny, ale dzisiaj się pośpieszył, do niej... Bo może też tęsknił?
- Zajebiście - powtórzył po niej i pokiwał głową - jutro idziemy razem, już wiem, gdzie są najlepsze mango, a jeden facet powiedział, że na jutro mi przywiezie limonki ze swojej działki - aż mu oczy zabłyszczały - chociaż kupiłem też limonki - minął ją w drzwiach jeszcze ją zaczepiając, przesuwając palcami po jej udzie i wsuwając je pod materiał sukienki. Już miał iść, ale jeszcze się zatrzymał za drzwiami - wiesz kogo spotkałem? Tą wariatkę i kazała cię pozdrowić, chyba wpadłaś jej w oko - jeszcze się cofnął, żeby złapać ją za rękę, szarpnąć do siebie, tak, że znowu wpadła na jego klatę - no creo que entienda que eres... mío - ona chyba nie rozumie, że jesteś... moja, mruknął jej w usta, ale nawet ich nie pocałował, tylko ją puścił i już sobie poszedł do łazienki. Noriega chyba jednak nie umiałby w trójkąty, czy inne figury geometryczne, które proponowali im Guilia i Matteo, bo był po prostu... zazdrosny. Chociaż, może by umiał? Biorąc pod uwagę fakt, że trochę wracał myślami do dziewczyny w czerwonej sukience.
Chociaż pod prysznicem bardzo szybko zmył z siebie te myśli, bo kiedy chłodna, czysta woda spływała po włosach i po ciele, to dotarło do niego, że naprawdę potrzebował tego prysznicu, żeby zmyć z siebie chlor, piach i sól. Jak on zawsze stawia na szybki prysznic, to dzisiaj sobie pozwolił na chwilę dłużej. A potem kiedy wyszedł z łazienki, nago, bo oczywiście, że sobie nie zabrał ciuchów, a ręcznikiem się wytarł i rzucił go na wieszak, to posprzątał nawet te swoje ubrania z łóżka, żeby nie były takie rozwalone. Madox nie miał problemu z chodzeniem w czyiś ubraniach, ale jednak... dobrze było wreszcie włożyć na dupę swoje własne majtki. Swoje spodenki i ulubiony pasek, naszykował też sobie kolorową koszulę, powiesił ją na drzwiach, ale nie zakładał, zapobiegawczo, bo znając jego to by ją zaraz całą ubrudził. Też użył swoich perfum, były ciut mnie drażniące niż te Lopeza, chociaż tamte pasowały do Matteo. Ale teraz już Madox mógł być po prostu Madoxem.
Dlatego jak zszedł do kuchni, to od razu połapał jakieś warzywa, które Pilar szykowała na blacie i wpakował je sobie do buzi. A potem podszedł do niej od tyłu, żeby oprzeć jej głowę na ramieniu, żeby zaciągnąć się jeszcze raz jej niesamowitym, znajomym zapachem. Jej wilgotne włosy polepiły mu się do szyi.
- Próbowałaś żelek? Są zajebiste - mruknął jej do ucha, palcami przesunął po jej biodrach i brzuchu, ale zaraz się odsunął. Zaraz stanął obok niej i ściągnął z wieszaka na środku patelnię.
- Nie ma Guili i Matteo? - zapytał i przerzucił sobie patelnie z ręki do ręki jak jakiś szef kuchni. Ta... powiedzmy. Jakby tak jajka umiał robić, jak udawał, że umie gotować... - to chyba jednak będzie spontan, może ich też gdzieś poniosło? - uniósł jedną brew, jeszcze złapał na moment jej obłędne, czekoladowe spojrzenie, ale zaraz już stał przy kuchence i kładł na niej patelnię. Odpalił palnik i rozejrzał się za jakimś olejem, bo jednak się nauczył, że trzeba, po tym jak w chacie spalił dwie patelnie. Jedna i tak była chujowa, ale ta druga była nowa...
Wziął trochę masła i jajka. Oczywiście, że chciał zrobić sadzone, ale jak je wybijał, to je zniszczył. Mógł je wywalić i robić od nowa, ale mógł też zaimprowizować.
- Dobra, chuj, dzisiaj szef kuchni poleca jajecznicę - stwierdził i przelotnie szczypnął w pupę Pilar, kiedy sięgał sobie po jakąś drewnianą łyżkę, którą mógł rozbełtać te jajka, dobił jeszcze kilka i wymieszał. Też pachniało zajebiście, chociaż zaraz jeszcze przysunął się do Stewart zerkając przez jej ramię na zakupy - co mogę do tego dodać? Czili? - już sięgał po papryczkę, chyba przesadził, bo wziął ich cały worek. Tak jak limonek zresztą - albo awokado? - zerknął na nią z ukosa. Bo mogli trochę poeksperymentować, zwłaszcza, że byli tu sami i nawet jak coś spalą, czy zepsują... to nie ma świadków.

Vamos a experimentar, cariño 🍳✿˚ ༘ ⋆。♡˚

tequila con muerte

: ndz mar 15, 2026 1:50 pm
autor: Pilar Stewart
Miał rację — trochę się nudziła. Bycie przy nim, z nim, miało to do siebie, że wiecznie dookoła się coś działo. Nawet kiedy zatrzymywali się na moment, kiedy rozmawiali, działo się tak wiele, że myśli Pilar nawet na krótką chwilę nie zwalniały. Głowa ciągle pracowała na pełnych obrotach, nie wspominając już o ciele i sercu, które na jego widok rwało się jak szalone. Przez te piętnaście minut było wyjątkowo spokojne. Całe szczęście na nowo odżyło, widząc go w pokoju.
Aż taki zajebisty ten targ? — spytała, trochę żałując, że jednak z nim nie poszła. — A mi też coś kupiłeś? Też dostanę klapki albo jakąś zajebistą meksykańską koszulkę? — nie oczekiwała, że o niej pomyślał i kupił jej suwenirki, bo na dobrą sprawę przecież poszedł jedynie po warzywa i sama Pilar prosiła go jedynie o słodycze. Ale i tak spytała. Dla zasady. A nóż coś tam zgarnął też dla niej.
Tylko zaraz okazało się, że na targu nie był sam, bo pech chciał, że spotkał tam wariatkę z drogi w pięknej, czerwonej sukience, jakby spotkanie przy drodze było niewystarczająco. Przewróciła oczami na informację, że kazała pozdrowić Stewart.
Świetnie, ja jej nie pozdrawiam — prychnęła, kręcąc głową jeszcze nim Madox ją szarpnął, zamykając we własnych ramionach. Zawiesiła na nim ciemne spojrzenie, kiedy szeptał jej prosto pomiędzy usta o tym jak to była jego. Tamta mogła tego nie rozumieć lub nie szanować, ale czy kogoś obchodziło, co ona w ogóle myślała? — Estas celoso?jesteś zazdrosny? Spytała z uśmiechem na ustach, przechylając głowę na bok i odsuwając się nieco od niego. Chociaż absolutnie nie miał o co, Pilar podobał się ten widok walecznego Madoxa, który jak ten lew na jego piersi był gotowy walczyć o swoją kobietę. Szkoda tylko, że wcale nie musiał bo ona była cała jego Todo tuyo — i to właśnie mu powiedziała, zahaczając ustami o te jego. Na potwierdzenie swoich słów, chciała zwieńczyć wszystko pocałunkiem, jednak on już jej uciekł, kierując się do łazienki. Westchnęła głośno, lekko zrezygnowana i ruszyła do kuchni, zabierając się za krojenie warzyw.
Nie miała pojęcia, że myśli Madoxa zaprzątała kobieta w sukience. I może nawet dobrze, bo finalnie to chyba jednak Pilar byłaby bardziej zazdrosna. Całe szczęście w pełnej nieświadomości użerała się z długim, twardym ogórkiem, tym razem (o dziwo) nie przecinając sobie palcy. Była to również zasługa za-je-bi-stej obieraczki, którą znalazła w jednej z szafek. Była inna niż ta niż ta, którą miała w Toronto i szczerze? Była gotowa ją ze sobą zabrać. Kleptomania pełną parą.
Pokroiła zielone warzywo w paseczki, to samo zrobiła z papryką i pomidorem, kiedy akurat Madox pojawił się kuchni. Spojrzała na niego przelotnie i o mały włos, nie upierdoliła sobie palca. Tak dobrze wyglądał.
Próbowałam — skwitowała z niewinną miną. — Właściwie to zjadłam już pół paczki, więc musisz to ode mnie zabrać — szturchnęła paczkę i przesunęła ją nieco dalej od siebie po blacie. Do churrosów też już się dobrała, ale co poradzić, kiedy Pilar była uzależniona od słodyczy? A tutaj na wyjeździe i tak miała ich niewystarczająco! Musnęła przelotnie jego policzek, jeszcze nim się odsunął i zabrała za mycie rzodkiewek. Wzruszyła ramionami na pytanie o Giulię i Matteo.
Nie mam pojęcia, nie było ich jak przyjechałam — oznajmiła, spłukując resztki ziemi z różowego warzywa. Nie musiała być tam z nim na targu by wiedzieć, że wszystko było nie tylko świeże ale również z domowych upraw. — Sprawdziłam nawet szafę u nas w pokoju, bo wcale bym się nie zdziwiła, gdyby i tam się pieprzyli — prychnęła, poruszając energicznie rękami, żeby otrzepać nadmiar wody z rzodkiewek i wysypała je na deskę, od razu biorąc się za krojenie. A raczej odkrojenie po prostu dupy i główki, bo szybko doszła do wniosku, że były za małe i pewnie Pilar skończyłaby z pociętymi palcami, próbując to ogarnąć. Szczególnie, że zaraz i mały włos się nie przecięła, kiedy Madox nagle uszczypnął ją w tyłek, przy okazji łapania łyżki i chilli z torby.
Tylko uważaj z tym chilli — spojrzała na niego przez ramię. — Żeby dało się to zjeść — lubiła ostre potrawy i seks, ale jeśli chodziło o jedzenie, bardzo łatwo było przedobrzyć i z przyjemnej ostrości przejść do takiej, która paliła usta i powodowała ból brzucha, a przecież nawet się nie kłócili, żeby stawiać na swoim na bolący brzuszek. Zastanowiła się moment, gdy spytał, co mógł dodać do jajecznicy.
Awokado może lepiej na talerz — odezwała się specjalistka. — Wydaje mi się, że całe się rozpaćka — nawet mu pokazała jak bardzo się rozpaćka wymachując energicznie rękami, tak mocno, że jedna rzodkiewka, którą trzymała w ręce wyleciała w powietrze i odbiła się od okna, wpadając do kwiatka. Pilar spojrzała za nią przelotnie, ale finalnie wzruszyła ramionami i wróciła spojrzeniem do Noriegi. — Ale… — podeszła bliżej. — Może papryka? — zaproponowała i nawet odwróciła się na pięcie, żeby sięgnąć do tych twoich krzywo pokrojonych paseczków. — Mogę zrobić kosteczkę — a przynajmniej wydawało jej się, że może. Finalnie wyszły jej jakieś koślawe rąby, ale było. Przesypała je do miseczki i podsunęła Noriedze pod samą rekę, sama biorąc się za cebulę. W swoim ambitnym planie miała zamiar pokroić ją na cienkie paseczki, żeby posypać pomidora. I może szło jej to nawet dobrze, gdyby nie to, że cała się przy tym popłakała.
Ja pierdole, kto wymyślił cebule?! — odwróciła się do Madoxa z rozżarzoną miną i całymi załzawionymi oczami. — Piecze — pożaliła się, znowu jak to pięcioletnie dziecko. Może gdyby Pilar częściej gotowała coś więcej niż ryż, wiedziałaby, że przy krojeniu cebuli trzeba oddychać ustami, a nie nosem, a tym bardziej, że nie wolno potem łapą wycierać oczu. Oczywiście, że nie wiedziała i to zrobiła. Fascynujące, jak ktoś kto nienagannie posługiwał się bronią i mógł zabijać ludzi, został tak szybko pokonany przez cebulę.

mi chef privado ‧₊˚ ⋅ 👨‍🍳 𓐐𓎩 ‧₊˚ ⋅