Strona 37 z 37

tequila con muerte

: śr mar 18, 2026 9:33 am
autor: Madox A. Noriega-Patel
Pewnie wzruszyłby ramionami na te spojrzenia, które zwróciły się w ich kierunku, gdy Pilar krzyknęła, ale nie mógł bo na ramionach miał Stewart. Tak jak go poinstruowała podszedł bliżej do regału, a kiedy zrzucała mu puszki, to je łapał i pakował do koszyka, który zgarnęli po drodze, było tego dużo, pewnie mogliby pomalować wszystkich mieszkańców Guadalupe, a przynajmniej tych, którzy przyjdą na imprezę, a już ich piątkę, to chyba od góry do dołu.
Czy groźba Pilar go chociaż odrobinę uspokoiła?
Nie, wcale, wręcz przeciwnie znowu sunął wytatuowanymi palcami po jej skórze.
- Chyba zaryzykuję - mruknął, a rękę oparł na jej udzie, tylko wtedy przyszła ta ekspedientka, a Madox się szarpnął i zaraz miał palec w nosie i prawie w oku - ała, oczko... - mruknął, kiedy już ściągał z siebie Pilar, kiedy już stawiał ją na ziemię. A zaraz nawijał o tym, że chciałby mieć różowe włosy, kiedy Stewart zaczęła tak mrugać to się uśmiechnął i zastanowił, czy właśnie go sobie w takich wyobraziła, ale zaraz stwierdziła, że ona też chce takie mieć. Albo czerwone.
- El rojo será diabólico - czerwony będzie diaboliczny, stwierdził, może on jednak też powinien na czerwono? Tak, czy siak, zapobiegawczo, wzięli też kilka kolorów, w tym czerwony, różowy, niebieski i fiolet. Teraz mogli sobie na włosach zrobić prawdziwą tęczę.
A naklejkami pooblepiać chyba całe jego mieszkanie, bo oczywiście wzięli te które chciała Pilar, te, które chciał Madox i jeszcze wspólnie coś wybrali, bo jeszcze okazało się, że są pieski i był tam doberman, no to trzeba było wziąć, były też z drinkami, to też trzeba było wziąć, bo nawet znaleźli cuba libre.
Chyba najwięcej czasu im zeszło z tymi naklejkami. Jeszcze potem Marlena zaczęła sobie coś wybierać, a Madox zerkał na te, które pokazała mu Pilar.
- Zajebiste są, ta będzie na prawej, a ta na lewej... - już jej pokazywał kolorowe, meksykańskie grzechotki, które miał jej nakleić na prawą pierś i czachę na lewą - na lodówkę też coś możemy - dodał zaraz. A na jej kolejne słowa spuścił spojrzenie na swoją klatę, jakby to o niej mówiła, a nie o lodówce. Jego lodówce?
- A może na naszej? - zapytał i kiedy kasjerka ich liczyła, to oparł się z boku o ladę odwracając do Stewart - to znaczy... Wiem, że u mnie jest pojebanie, odkąd się tam wszyscy zwalili, ale teraz Richie i Rosa pojechali do Puerto Rico i może po powrocie coś sobie znajdą. Młoda się wyprowadziła, Debbie też, no i znowu zostanę sam. Chciałbym, żebyś ze mną została, ale jak nie, to też rozumiem bo mieszkanie z nim było pewnie ciężkie. Chociaż Madox i tak starał się dla Pilar jak mógł. Z klubu wracał o przyzwoitej porze, w ogóle sypiał w domu, a nie w Emptiness, co mu się często przecież zdarzało, to już jest ogromny plus. Nawet w lodówce miał coś więcej niż chleb, dżem i masło orzechowe. Aczkolwiek pewnie i tak nie był najlepszym współlokatorem biorąc pod uwagę to, że bałaganił i ogólnie wprowadzał do mieszkania po prostu chaos. Chociaż i tak najwięcej go chyba wprowadzali jego współlokatorzy. Ale teraz większość odpadła, nie wiedział tylko co z Ricardo po powrocie, bo jeszcze o tym nie gadali, ale może jak powie, że się zaręczyli z Pilar, to jego kuzyn sam się wyprowadzi.
Ekspedientka zapakowała im wszystko w papierowe torby, a Madox zapłacił tą wysłużoną kartą, którą najczęściej robił krechy. Już miał wziąć torbę, ale zaraz zaoferował się Zbyszek, że on weźmie, a drugą, mniejszą Marlena, to się z nimi nie kłócili. Wręcz przeciwnie Madox zaraz już obejmował ramieniem Pilar i pochylał jej się do ucha.
- Może ich adoptujemy? Będą nam nosić zakupy - wyszeptał chociaż on nie miał nic przeciwko noszeniu toreb, ale z drugiej strony miał teraz wolne rączki, więc mógł sobie głaskać wytatuowanymi palcami gładką skórę na odkrytym ramieniu Stewart i bawić się jej ciemnymi kosmykami.
- Może zanieście to do auta? - zaproponował Noriega, a zaraz rzucił kluczyki do Zbycha, który jedną ręką ściskał torbę, a drugą pisał na telefonie. Poszli z Marleną zanieść zakupy. A Madox przez chwilę chciał się zająć Pilar, już znowu się do niej łasił, ale Izka stała sama z boku, więc finalnie do niej podeszli.
- No i co tam? - zapytał Madox jakoś tak odruchowo, ale w sumie nie spodziewał się żadnej odpowiedzi, a na pewno nie takiej, jaką zaraz dostał. Dostali, a bardziej chyba nawet Pilar, bo to na nią patrzyła blondynka.
- Zbyszek pisze z jakąś dziewczyną - powiedziała jakby trochę z wyrzutem, a Madox od razu wywrócił oczami, bo te dzieciaki chyba trochę nie wiedziały czego chcą. Ale w zasadzie to co im się dziwić, jak oni mieli dopiero po osiemnaście lat?
- Całkiem ładną... - wtrącił Noriega, jakoś odruchowo, a Izka spojrzała na niego krzywo. No ale taka była prawda, więc co miał powiedzieć?
- I on chce się z nią spotkać na tej imprezie na plaży... - dodała i teraz to ona wywróciła tymi jasnymi oczami. Madox o tym wiedział, więc już nic się nie odezwał. Zresztą on też się zgadał z tą drugą dziewczyną ze stacji, że może się tam spotkają i wypiją po jakimś drinku, on z narzeczoną, a ona z chłopakiem, który miał kolumbijskie korzenie. Nie to, że planował rzeczywiście się z nimi spotkać, bo jednak mieli z Pilar dużo różnych rzeczy do roboty, ale wiedział, że tam będą.
Nic nie powiedział, ale cisnęło mu się na usta, że skoro dostał kosza, to co miał zrobić? Zbychu, oczywiście. Chociaż może jakby Madox też dostał, to leczyłby złamane serduszko właśnie na takiej imprezie?

mi prometida caliente y diabólica 🌹💃🏻❤️‍🔥