tequila con muerte
: sob mar 21, 2026 9:46 am
Znowu parsknął śmiechem, kiedy pokazywała mu, które zęby sobie wybiła i opowiadała jak bardzo była szczerbata, sięgnął do niej ręką, żeby oprzeć palce na jej ustach, zahaczyć o nie.
- Mogłaś sobie tędy wkładać łyżeczkę, albo słomkę - przesunął palcami po jej pełnych, gorących wargach - i co? Opowiadałaś wszystkim, że straciłaś je w jakiejś walce? - on by tak pewnie zrobił, bo on nie zdzierał głupio kolan, tylko musiał uciekać i wtedy je zdzierał, a przynajmniej takiej wersji zawsze się trzymali z Ticiano, kiedy ciotki się na nich wydzierały.
Lubił jej historie, zwłaszcza te śmieszne, bo on od razu sobie wtedy wyobrażał małą Pilar, że też musiała być taką łobuziarą, jak mały Madox. I może wtedy by się nie lubili, bo przecież oni za dzieciaka z Tio mieli swoją bazę z zakazem wstępu dziewczyn. A może właśnie byłaby pierwszą dziewczyną, którą by tam zaprosili?
Kiedy wbiła paznokcie w jego skórę, to tylko mruknął jej gdzieś do ucha, bo chyba zupełnie mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, może nawet bujnął by nimi jeszcze raz, ale zamiast tego zaczął nawijać o domu dziecka, w którym byli. A zaraz Pilar musnęła ciepłymi wargami, te jego, a później jej pełne usta ułożyły się w to kocham cię, Madoxa za to wygięły się w uśmiechu, bo może ona mu już to mówiła, nie raz, ale za każdym razem to go jakoś tak dotykało, trafiało w same to dobre serduszko.
- A jak Ginny każe im iść na obiad, to my będziemy mogli w nim poleżeć - czyli wszyscy wygrywają, i to nie jest tak z myślą tylko i wyłącznie o dzieciakach, bo zanim dorobią się ogródka, to mogliby mieć hamak tam.
A kiedyś własny dom i huśtawkę z opony.
Jeszcze kilka miesięcy temu jakby ktoś zapytał Madoxa, czy on w ogóle kiedyś chciałby mieć dom, to na pewno odpowiedziałby, że nie, bo po pierwsze kto tam będzie sprzątał, po drugie kto tam będzie siedział, skoro on większość czasu spędzał w klubie, a po trzecie to po co? A teraz mówił jej o tym domu, który mógłby z nią mieć, i w którym chciałby na drzewie wieszać huśtawkę, więc to też mu się pozmieniało. Może za sprawą tej podróży do Meksyku? Kiedy oni się tak dobrze bawili w tym wynajętym domu, a potem u Esme? A może w Medellin, kiedy chodzili po ogrodzie? Nie wiedział dokładnie w którym momencie, ale wiedział jedno, że chciałby mieć kiedyś własny dom, musowo z ogródkiem. Ale przede wszystkim to z nią.
Przesunął palcami po jej ramieniu wyczuwając pod nimi jak zmieniła się faktura jej skóry, wywołując na jego twarzy znowu uśmiech.
- Bardziej realnie, niż... proszony obiad, na który byśmy zaprosili przyjaciół i który byśmy ugotowali - stwierdził i przytulił ją do siebie mocniej, palce już ułożył na jej piersi - ale jak kupimy dom, to kurwa trzeba będzie taki obiad zrobić - pokiwał głową, bo on wciąż uważał, że większym zaskoczeniem dla wszystkich by był ten obiad, niż ich dom. Na jej kolejne słowa spuścił ciemne tęczówki, wbijając je w jej piękne, czekoladowe oczy, skinął głową.
- Musiałby być ogród... i wielki, solidny stół - stwierdził, zaciskając palce na jej piersi, masując ją przez materiał sukienki. A kiedy ona przesunęła palcami po jego spodniach, po znajomej wypukłości, to znowu mruknął jej do ucha. Oczywiście, że jej nie przerywał, w ogóle nic sobie z tego nie robiąc, że dookoła była pełno ludzi. Bo rzeczywiście nikt nie zwracał na nich uwagi, niektórzy tak jak oni sobie czilowali w hamaczkach, inni zajadali się pysznym jedzeniem, jeszcze inni ganiali po plaży. Meksyk tętnił życiem. Ciemne tęczówki Madoxa na moment zjechały na dół na pasek, który odpinała, ale zaraz i tak wrócił nimi do jej pięknych, dużych oczu - musiało by być miejsce do robienia buñuelos, bo jak się ich nauczę, a potem nauczę ciebie, to będziemy je robić co tydzień - powiedział pewny swego, a kiedy jej ręka wylądowała w jego spodniach, od razu na nią zareagował, to było silniejsze od niego. Jej pewny dotyk, przyjemny, i znajomy, tak bliski... zapach perfum, którym się zaciągnął. Jej gorące ciało tuż przy tym jego i ciepły oddech gdzieś na klatce piersiowej.
Przekręcił się tak, żeby ją trochę zasłonić, ale też mieć również do niej lepszy dostęp, bo zaraz przesunął wytatuowanymi palcami po jej biodrze w dół, a potem po udzie w górę, zaczepiając o materiał sukienki, podsuwając ją do góry, aż nie skończył wędrówki na jej bieliźnie.
- A w salonie... - zaczął i na moment się zamyślił, czubki palców wsuwając pod materiał jej majtek - też będzie stół - rzucił i zaraz też parsknął śmiechem, bo oni jednak coś mieli do tych stołów. Zadrżał, może od tego śmiechu, a może pod jej dotykiem, który sprawiał, że na plecach zbierał się przyjemny dreszcz? - I gramofon, żebyśmy to mogli zrobić do Beatlesów - mruknął jej do ucha, którego płatek musnął ustami - i żebyś mogła tam tańczyć nago w świetle księżyca... - specjalnie przywoływał te wspomnienia wczorajszego wieczora, serce automatycznie przyśpieszyło, a krew szybciej krążyła w żyłach. Zaczepił zębami za jej ucho, ugryzienia kontrował pocałunkami, które mieszały się z szybszym oddechem.
y un tocadiscos para que puedas bailar desnudo a la luz de la luna ⭒₊ ⊹
₊ ⊹⭒
- Mogłaś sobie tędy wkładać łyżeczkę, albo słomkę - przesunął palcami po jej pełnych, gorących wargach - i co? Opowiadałaś wszystkim, że straciłaś je w jakiejś walce? - on by tak pewnie zrobił, bo on nie zdzierał głupio kolan, tylko musiał uciekać i wtedy je zdzierał, a przynajmniej takiej wersji zawsze się trzymali z Ticiano, kiedy ciotki się na nich wydzierały.
Lubił jej historie, zwłaszcza te śmieszne, bo on od razu sobie wtedy wyobrażał małą Pilar, że też musiała być taką łobuziarą, jak mały Madox. I może wtedy by się nie lubili, bo przecież oni za dzieciaka z Tio mieli swoją bazę z zakazem wstępu dziewczyn. A może właśnie byłaby pierwszą dziewczyną, którą by tam zaprosili?
Kiedy wbiła paznokcie w jego skórę, to tylko mruknął jej gdzieś do ucha, bo chyba zupełnie mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, może nawet bujnął by nimi jeszcze raz, ale zamiast tego zaczął nawijać o domu dziecka, w którym byli. A zaraz Pilar musnęła ciepłymi wargami, te jego, a później jej pełne usta ułożyły się w to kocham cię, Madoxa za to wygięły się w uśmiechu, bo może ona mu już to mówiła, nie raz, ale za każdym razem to go jakoś tak dotykało, trafiało w same to dobre serduszko.
- A jak Ginny każe im iść na obiad, to my będziemy mogli w nim poleżeć - czyli wszyscy wygrywają, i to nie jest tak z myślą tylko i wyłącznie o dzieciakach, bo zanim dorobią się ogródka, to mogliby mieć hamak tam.
A kiedyś własny dom i huśtawkę z opony.
Jeszcze kilka miesięcy temu jakby ktoś zapytał Madoxa, czy on w ogóle kiedyś chciałby mieć dom, to na pewno odpowiedziałby, że nie, bo po pierwsze kto tam będzie sprzątał, po drugie kto tam będzie siedział, skoro on większość czasu spędzał w klubie, a po trzecie to po co? A teraz mówił jej o tym domu, który mógłby z nią mieć, i w którym chciałby na drzewie wieszać huśtawkę, więc to też mu się pozmieniało. Może za sprawą tej podróży do Meksyku? Kiedy oni się tak dobrze bawili w tym wynajętym domu, a potem u Esme? A może w Medellin, kiedy chodzili po ogrodzie? Nie wiedział dokładnie w którym momencie, ale wiedział jedno, że chciałby mieć kiedyś własny dom, musowo z ogródkiem. Ale przede wszystkim to z nią.
Przesunął palcami po jej ramieniu wyczuwając pod nimi jak zmieniła się faktura jej skóry, wywołując na jego twarzy znowu uśmiech.
- Bardziej realnie, niż... proszony obiad, na który byśmy zaprosili przyjaciół i który byśmy ugotowali - stwierdził i przytulił ją do siebie mocniej, palce już ułożył na jej piersi - ale jak kupimy dom, to kurwa trzeba będzie taki obiad zrobić - pokiwał głową, bo on wciąż uważał, że większym zaskoczeniem dla wszystkich by był ten obiad, niż ich dom. Na jej kolejne słowa spuścił ciemne tęczówki, wbijając je w jej piękne, czekoladowe oczy, skinął głową.
- Musiałby być ogród... i wielki, solidny stół - stwierdził, zaciskając palce na jej piersi, masując ją przez materiał sukienki. A kiedy ona przesunęła palcami po jego spodniach, po znajomej wypukłości, to znowu mruknął jej do ucha. Oczywiście, że jej nie przerywał, w ogóle nic sobie z tego nie robiąc, że dookoła była pełno ludzi. Bo rzeczywiście nikt nie zwracał na nich uwagi, niektórzy tak jak oni sobie czilowali w hamaczkach, inni zajadali się pysznym jedzeniem, jeszcze inni ganiali po plaży. Meksyk tętnił życiem. Ciemne tęczówki Madoxa na moment zjechały na dół na pasek, który odpinała, ale zaraz i tak wrócił nimi do jej pięknych, dużych oczu - musiało by być miejsce do robienia buñuelos, bo jak się ich nauczę, a potem nauczę ciebie, to będziemy je robić co tydzień - powiedział pewny swego, a kiedy jej ręka wylądowała w jego spodniach, od razu na nią zareagował, to było silniejsze od niego. Jej pewny dotyk, przyjemny, i znajomy, tak bliski... zapach perfum, którym się zaciągnął. Jej gorące ciało tuż przy tym jego i ciepły oddech gdzieś na klatce piersiowej.
Przekręcił się tak, żeby ją trochę zasłonić, ale też mieć również do niej lepszy dostęp, bo zaraz przesunął wytatuowanymi palcami po jej biodrze w dół, a potem po udzie w górę, zaczepiając o materiał sukienki, podsuwając ją do góry, aż nie skończył wędrówki na jej bieliźnie.
- A w salonie... - zaczął i na moment się zamyślił, czubki palców wsuwając pod materiał jej majtek - też będzie stół - rzucił i zaraz też parsknął śmiechem, bo oni jednak coś mieli do tych stołów. Zadrżał, może od tego śmiechu, a może pod jej dotykiem, który sprawiał, że na plecach zbierał się przyjemny dreszcz? - I gramofon, żebyśmy to mogli zrobić do Beatlesów - mruknął jej do ucha, którego płatek musnął ustami - i żebyś mogła tam tańczyć nago w świetle księżyca... - specjalnie przywoływał te wspomnienia wczorajszego wieczora, serce automatycznie przyśpieszyło, a krew szybciej krążyła w żyłach. Zaczepił zębami za jej ucho, ugryzienia kontrował pocałunkami, które mieszały się z szybszym oddechem.
y un tocadiscos para que puedas bailar desnudo a la luz de la luna ⭒₊ ⊹