001. santa wasn’t invited
: sob gru 27, 2025 4:04 pm
Może oni oboje w tej relacji, to jednak powinni się kierować sercem? Czuciem? Bo to analizowanie nie wychodziło im za dobrze, już i tak było na ich drodze więcej przeszkód, niż czegokolwiek, a oni sobie dokładali kolejne, tym myśleniem za dużo. Teraz robił to Madox, myślał, analizował, zastanawiał się, czy może Galen Wyatt to nie jest lepsza... partia?
Już Cherry mu to powiedziała, kiedyś tam, że Galen jest od niego po stokroć lepszy, bo może był? Przecież jakby ich postawić obok siebie, to Madox wypadłby słabo. Chociaż... może nie do końca tak, po prostu oni byli zupełnie inni, jak ogień i woda. No i jak Pilar mogła mieć z nimi obydwoma chemię?
I może Noriega by się dalej nad tym głowił, stawiał sobie kolejne pytania, dokładał swoje, gdyby go nie pocałowała. Bo on dla tych pocałunków to tracił wszystkie zdrowe zmysły, dlatego się od niej odsunął w samochodzie, bo jakby to zrobiła tam, to by znowu przepadł, to nawet by nie wyszedł na ten mróz. Ale wyszedł, a ona poszła za nim. Tak jak on za nią. Szli za sobą nie zwracając uwagi na nic innego, nie licząc się z niczym. I teraz kiedy zachłannie całowali swoje usta też nic się nie liczyło. Tylko ona.
Przesuwał palcami po jej zimnej bluzce, po zimnym materiale kurtki, dopiero kiedy powiedziała mu, że jest jej kurewsko gorąco, to wsunął palce na jej rozgrzaną skórę, rzeczywiście gorącą.
- Porque estás jodidamente buena - bo jesteś kurewsko gorąca, mruknął w jej usta, mógł się na nią gniewać, mógł udawać, że mu nie zależy, że musi to przemyśleć, ale nie dało się ukryć tego, jak ona działała na niego. Jak jego ciało na nią reagowało, chciał ją mieć jeszcze bliżej siebie, przeszkadzały mu te kurtki. Chociaż jego zimna dłoń przesunęła się wyżej po jej skórze, a ten jęk, który wyrwał się z jej pełnych ust, sprawił, że na jego twarzy zamajaczył delikatny uśmiech, który ona zaraz uwieńczyła kolejnym pocałunkiem. Kolejnym zachłannym, i intensywnym, do utraty tchu. Jej zimna dłoń na gorącej skórze, sprawiła, że przeszedł mu po plecach dreszcz, ale tak kurewsko przyjemny, że jeszcze pogłębił pocałunek, że to mruknięcie, które wyrwało mu się z gardła zawisło, między nimi. Kiedy jej dłoń przesunęła się po jego brzuchu, niżej, to przyparł ją do tylnych drzwiczek samochodu, mocno, i nawet przez myśl mu przeszło, żeby ją do niego wciągnąć, do tego auta, ale wtedy strąbiło ich to przejeżdżające auto.
- ¡Qué mierda! No te dejarán ni un momento de paz -ale gówno, nie dadzą człowiekowi chwili spokoju, mruknął i wywrócił oczami, ale się odsunął, puścił ją. Chociaż zaraz tego pożałował, zdecydowanie wolał mieć ją blisko siebie. Kiedy sięgnęła do jego ręki, to splótł jej palce ze swoimi, i chociaż już postanowił, że jednak nie zostanie w tym lesie, to kiedy to powiedziała, żeby myślał w samochodzie, a nie w lesie, to uśmiechnął się do niej delikatnie.
- A dlaczego nie w lesie? To całkiem dobre miejsce, żeby poukładać sobie pewne sprawy - zatrzymał ją w miejscu szarpiąc za rękę - może nawet udałoby mi się spotkać renifera, albo jakiegoś Mikołaja - prędzej to już tego niedźwiedzia, albo Daltona pewnie. Chociaż znając Madoxa to wachlarz takich napotkanych postaci był całkiem szeroki. Ciemny las to jednak pobudza wyobraźnię.
Ale chyba jednak dzisiaj nie będzie dane mu to sprawdzić, bo kiedy powiedziała to por favor, to jak on miał jej odmówić? A później jeszcze znowu go pocałowała i chociaż on się szarpnął do niej, to kiedy zakończyła pocałunek tym ugryzieniem, pulsującym na jego dolnej wardze, to wsiadł do samochodu.
Odpalił silnik i zanim jeszcze szyby odparowały, to już wyjechał na drogę, w trakcie jeszcze ustawiał lusterko, które chyba przestawił wcześniej, kiedy się tu szarpał ze Stewart. Ale kiedy powiedziała o tej stacji, to odwrócił na nią spojrzenie, uniósł jedną brew, a później drugą, gdy powiedziała o tym alkoholu i fajkach.
- Nie przetrawimy tego na trzeźwo? Tej rozmowy o nas? - zapytał, ale czuł to, że jednak nie, że będzie kurwa ciężko. Strzelił oczami w sufit.
- To jeszcze będziesz musiała założyć golf, bo inaczej też się nie skupię - chociaż nie wiedział, czy golf by mu cokolwiek pomógł. Chyba nic by już nie pomogło.
Madox sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyjął z niej papierosy, ale kolumbijskie, te, które Pilar przechwyciła od barmana, a potem przechwycił je Madox, nie było ich dużo, kilka dosłownie, ale miały to charakterystyczne, inne pudełko. Znalazł je w bagażu, tę jej czerwoną sukienkę też znalazł.
- Zobacz co znalazłem - podał je jej, opierając na moment palce na jej zmarzniętych dłoniach. Zaraz jednak zakręcił mocno kierownicą, bo przed nimi wyrosła stacja, a w tym śniegu szyld był słabo widoczny. Madox zaparkował przed nią.
- To co kupić? - zapytał, nawet nie zgasił silnika, tylko wrzucił na luz i zaciągnął hamulec - na co masz ochotę? Chyba, że idziesz ze mną? - bo on na przykład wcale nie wiedział na co ma ochotę. Już nawet sobie wyobrażał jak chujowy mieli tam rum.
Pilar Stewart
Już Cherry mu to powiedziała, kiedyś tam, że Galen jest od niego po stokroć lepszy, bo może był? Przecież jakby ich postawić obok siebie, to Madox wypadłby słabo. Chociaż... może nie do końca tak, po prostu oni byli zupełnie inni, jak ogień i woda. No i jak Pilar mogła mieć z nimi obydwoma chemię?
I może Noriega by się dalej nad tym głowił, stawiał sobie kolejne pytania, dokładał swoje, gdyby go nie pocałowała. Bo on dla tych pocałunków to tracił wszystkie zdrowe zmysły, dlatego się od niej odsunął w samochodzie, bo jakby to zrobiła tam, to by znowu przepadł, to nawet by nie wyszedł na ten mróz. Ale wyszedł, a ona poszła za nim. Tak jak on za nią. Szli za sobą nie zwracając uwagi na nic innego, nie licząc się z niczym. I teraz kiedy zachłannie całowali swoje usta też nic się nie liczyło. Tylko ona.
Przesuwał palcami po jej zimnej bluzce, po zimnym materiale kurtki, dopiero kiedy powiedziała mu, że jest jej kurewsko gorąco, to wsunął palce na jej rozgrzaną skórę, rzeczywiście gorącą.
- Porque estás jodidamente buena - bo jesteś kurewsko gorąca, mruknął w jej usta, mógł się na nią gniewać, mógł udawać, że mu nie zależy, że musi to przemyśleć, ale nie dało się ukryć tego, jak ona działała na niego. Jak jego ciało na nią reagowało, chciał ją mieć jeszcze bliżej siebie, przeszkadzały mu te kurtki. Chociaż jego zimna dłoń przesunęła się wyżej po jej skórze, a ten jęk, który wyrwał się z jej pełnych ust, sprawił, że na jego twarzy zamajaczył delikatny uśmiech, który ona zaraz uwieńczyła kolejnym pocałunkiem. Kolejnym zachłannym, i intensywnym, do utraty tchu. Jej zimna dłoń na gorącej skórze, sprawiła, że przeszedł mu po plecach dreszcz, ale tak kurewsko przyjemny, że jeszcze pogłębił pocałunek, że to mruknięcie, które wyrwało mu się z gardła zawisło, między nimi. Kiedy jej dłoń przesunęła się po jego brzuchu, niżej, to przyparł ją do tylnych drzwiczek samochodu, mocno, i nawet przez myśl mu przeszło, żeby ją do niego wciągnąć, do tego auta, ale wtedy strąbiło ich to przejeżdżające auto.
- ¡Qué mierda! No te dejarán ni un momento de paz -ale gówno, nie dadzą człowiekowi chwili spokoju, mruknął i wywrócił oczami, ale się odsunął, puścił ją. Chociaż zaraz tego pożałował, zdecydowanie wolał mieć ją blisko siebie. Kiedy sięgnęła do jego ręki, to splótł jej palce ze swoimi, i chociaż już postanowił, że jednak nie zostanie w tym lesie, to kiedy to powiedziała, żeby myślał w samochodzie, a nie w lesie, to uśmiechnął się do niej delikatnie.
- A dlaczego nie w lesie? To całkiem dobre miejsce, żeby poukładać sobie pewne sprawy - zatrzymał ją w miejscu szarpiąc za rękę - może nawet udałoby mi się spotkać renifera, albo jakiegoś Mikołaja - prędzej to już tego niedźwiedzia, albo Daltona pewnie. Chociaż znając Madoxa to wachlarz takich napotkanych postaci był całkiem szeroki. Ciemny las to jednak pobudza wyobraźnię.
Ale chyba jednak dzisiaj nie będzie dane mu to sprawdzić, bo kiedy powiedziała to por favor, to jak on miał jej odmówić? A później jeszcze znowu go pocałowała i chociaż on się szarpnął do niej, to kiedy zakończyła pocałunek tym ugryzieniem, pulsującym na jego dolnej wardze, to wsiadł do samochodu.
Odpalił silnik i zanim jeszcze szyby odparowały, to już wyjechał na drogę, w trakcie jeszcze ustawiał lusterko, które chyba przestawił wcześniej, kiedy się tu szarpał ze Stewart. Ale kiedy powiedziała o tej stacji, to odwrócił na nią spojrzenie, uniósł jedną brew, a później drugą, gdy powiedziała o tym alkoholu i fajkach.
- Nie przetrawimy tego na trzeźwo? Tej rozmowy o nas? - zapytał, ale czuł to, że jednak nie, że będzie kurwa ciężko. Strzelił oczami w sufit.
- To jeszcze będziesz musiała założyć golf, bo inaczej też się nie skupię - chociaż nie wiedział, czy golf by mu cokolwiek pomógł. Chyba nic by już nie pomogło.
Madox sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyjął z niej papierosy, ale kolumbijskie, te, które Pilar przechwyciła od barmana, a potem przechwycił je Madox, nie było ich dużo, kilka dosłownie, ale miały to charakterystyczne, inne pudełko. Znalazł je w bagażu, tę jej czerwoną sukienkę też znalazł.
- Zobacz co znalazłem - podał je jej, opierając na moment palce na jej zmarzniętych dłoniach. Zaraz jednak zakręcił mocno kierownicą, bo przed nimi wyrosła stacja, a w tym śniegu szyld był słabo widoczny. Madox zaparkował przed nią.
- To co kupić? - zapytał, nawet nie zgasił silnika, tylko wrzucił na luz i zaciągnął hamulec - na co masz ochotę? Chyba, że idziesz ze mną? - bo on na przykład wcale nie wiedział na co ma ochotę. Już nawet sobie wyobrażał jak chujowy mieli tam rum.
Pilar Stewart