It's beginning to look a lot like fuck this
: pt sty 16, 2026 12:52 am
Milo nie byłby w stanie określić jak wiele myśli, z czego większość bezsensownych i przypadkowych przeleciała mu przez głowę bez jednego choćby przystanku. O ile było mu wiadomo, nie miał również astmy, a jednak płuca nagle zaprotestowały tak, jakby zapomniały jak prawidłowo zaczerpnąć powietrza.
(...) grzeczny chłopiec.
Zniechęcenie go do prowadzenia dyskusji nie należało do łatwych osiągnięć, Rivera kłócił się niekiedy dla sportu, próbując różnych argumentów i bardziej skomplikowanej erystyki, gdy akurat miał chęć i dobrego partnera, ale żeby całkowicie odebrało mu mowę? Rzadkość.
Nie wiedział z jakiego powodu akurat ten zwrot tak bardzo wybił go z rytmu ani dlaczego mrowiły go policzki i pierś gdy wywabiał go z pamięci raz po raz, pewnym natomiast było to, że działał zaskakująco intensywnie i trafiał w punkt, o którego istnieniu Milo nie miał dotąd pojęcia.
Zawinięty we własne ramiona, za zasiekami kolan i schowaną za nimi połową twarzy Rivera obserwował plamki na skórze Dylana i myślał. Bardzo dociekliwie, od każdej strony, i pewnie gdyby mógł podpiąłby swój dylemat pod analizator stanów logicznych, gdyby takie zjawiska kwalifikowałyby się pod takie narzędzia. Cudownie proste, fizyczne rozwiązanie, ale niestety jego problem posiadał bardziej złożoną naturę.
Piegi Gauthiera z pewnością miały swój własny fanklub i dedykowane tablice na Pintereście.
Tego również był pewien, im dłużej je obserwował, grupował i liczył dla spokoju, a dobił już do ponad pięćdziesięciu gdy przyznawał mu niemrawo rację; bezpieczne słowo. Sam był przecież pomysłodawcą, to on powinien był przecież forsować zasadność jego używania.
Pomimo hojnej zachęty, Milo postanowił jednak, że dla niego era dotykania się zakończyła, podobnie jak dzień i kiedy doliczył do zgrabnej setki, wymamrotał coś na temat konieczności prysznica.
一 Linux nie był potrzebny 一 wtrącił nagle, gdy szukając dla nich ręczników grzebał po szafie z ostrożnością i architektonicznym zamysłem wyciągając kolejne elementy upchniętych po zakamarkach ubrań. Konstrukcja groziła zawaleniem, nie wątpił, że podczas dzielenia pokoju Diego po prostu wywlókł wszystko na środek, zabrał swoje do siebie, a resztę wepchnął byle jak licząc na to, że nikt nigdy więcej nie zajrzy do środka. 一 Nie było źle. Po prostu Diego jest za ścianą, a ja szczerze wątpię, żebym należał do szczególnie cichych. Łap.
Rzucił w niego ręcznikiem, wielkim, turkusowym i puchatym; dawniej sam go używał, a że wielkością przypominał żagiel, Milo owijał się nim trzy razy.
一 Mała łazienka na lewo, między pokojem Estelli i kuchnią. I nie siedź za długo, bo jak wykorzystasz całą wodę i zleje mnie zimną, to będziesz spał na kanapie.
Milo znajdował się w bardzo komfortowym, rozmiękłym stanie półśnienia. Z nałęczką w postaci przykrótkiego, beżowego ręcznika na głowie i cały owinięty kołdrą niczym peleryną siedział na materacu wczytany w jeden z komiksów, choć głównie przyglądał się obrazkom. W takim świetle widział słabo, a ponieważ pozbył się już soczewek i nie chciało mu się szukać okularów, był zmuszony liczyć na bardzo wątpliwej wiarygodności wspomnienia fabuły.
Słyszał jak wchodzi po drabinie, dlatego gdy klamka cicho szczęknęła, nawet nie podniósł wzroku znad książki. Potrafił już poznać go po krokach, po oddechu, do którego dopasowywał własny ilekroć rzadko zdarzało im się dzielić łóżko. Nawet po sile z jaką odstawiał kubek z herbatą.
一 Uchylisz okno? 一 wymruczał na wydechu, z brodą wspartą o jedno podciągnięte kolano, stopa drugiej nogi wystawała mu spod kołdry kawałek dalej. Spod ręcznika wystawały mu wilgotne włosy, dość jednak osuszone, by zacząć zawijać się w znajome skręty, a granatowa koszulka z pomarańczowym rantem i wielkim napisem Left My Heart In California nosiła z przodu wilgotny ślad. Wypadek w trakcie mycia zębów, zapomniał już jak wysoko ustawili tu umywalkę.
一 I zgasisz światło? 一 zawiadywał kolejne decyzje-prośby, z nosem nadal wciśniętym w komiks, jakby utknął w wyjątkowo wciągającym zwrocie akcji. Pewnie łatwiej byłoby w to uwierzyć, gdyby choć raz przewrócił kartkę, a jego oczy nie spoglądałyby nieruchomo w jedną ramkę z boku prawej strony.
一 Chcę spróbować dzisiaj czegoś nowego.
Objawienie przyszło dokładnie tym samym sposobem - i zupełnie płaską intonacją jak wszystkie poprzednie komendy - przez co prościej mu było udawać, że naprawdę wczytał się w X-Menów. Tym razem uzmysłowił sobie, że dla wiarygodności powinien obrócić stronę i zanim zdecydował się łaskawie wyjawić tajemnicę, musiał zaakcentować to dramatycznym szelestem papieru.
一 Nie będę spał w długich spodniach i możemy przeskoczyć cały ten etap, gdzie ty się przesuwasz, ja się odsuwam, ty i tak przylepiasz mi się do pleców, a ja warczę. Może być?
Dopiero wtedy opuścił komiks i spojrzał mu prosto w oczy, rzeczowo i tak, jakby właśnie omawiali skomplikowany projekt naukowy z uwzględnieniem Rufusa, a nie konfigurację w jakiej zamierzali zasnąć.
Dylan Gauthier
(...) grzeczny chłopiec.
Zniechęcenie go do prowadzenia dyskusji nie należało do łatwych osiągnięć, Rivera kłócił się niekiedy dla sportu, próbując różnych argumentów i bardziej skomplikowanej erystyki, gdy akurat miał chęć i dobrego partnera, ale żeby całkowicie odebrało mu mowę? Rzadkość.
Nie wiedział z jakiego powodu akurat ten zwrot tak bardzo wybił go z rytmu ani dlaczego mrowiły go policzki i pierś gdy wywabiał go z pamięci raz po raz, pewnym natomiast było to, że działał zaskakująco intensywnie i trafiał w punkt, o którego istnieniu Milo nie miał dotąd pojęcia.
Zawinięty we własne ramiona, za zasiekami kolan i schowaną za nimi połową twarzy Rivera obserwował plamki na skórze Dylana i myślał. Bardzo dociekliwie, od każdej strony, i pewnie gdyby mógł podpiąłby swój dylemat pod analizator stanów logicznych, gdyby takie zjawiska kwalifikowałyby się pod takie narzędzia. Cudownie proste, fizyczne rozwiązanie, ale niestety jego problem posiadał bardziej złożoną naturę.
Piegi Gauthiera z pewnością miały swój własny fanklub i dedykowane tablice na Pintereście.
Tego również był pewien, im dłużej je obserwował, grupował i liczył dla spokoju, a dobił już do ponad pięćdziesięciu gdy przyznawał mu niemrawo rację; bezpieczne słowo. Sam był przecież pomysłodawcą, to on powinien był przecież forsować zasadność jego używania.
Pomimo hojnej zachęty, Milo postanowił jednak, że dla niego era dotykania się zakończyła, podobnie jak dzień i kiedy doliczył do zgrabnej setki, wymamrotał coś na temat konieczności prysznica.
一 Linux nie był potrzebny 一 wtrącił nagle, gdy szukając dla nich ręczników grzebał po szafie z ostrożnością i architektonicznym zamysłem wyciągając kolejne elementy upchniętych po zakamarkach ubrań. Konstrukcja groziła zawaleniem, nie wątpił, że podczas dzielenia pokoju Diego po prostu wywlókł wszystko na środek, zabrał swoje do siebie, a resztę wepchnął byle jak licząc na to, że nikt nigdy więcej nie zajrzy do środka. 一 Nie było źle. Po prostu Diego jest za ścianą, a ja szczerze wątpię, żebym należał do szczególnie cichych. Łap.
Rzucił w niego ręcznikiem, wielkim, turkusowym i puchatym; dawniej sam go używał, a że wielkością przypominał żagiel, Milo owijał się nim trzy razy.
一 Mała łazienka na lewo, między pokojem Estelli i kuchnią. I nie siedź za długo, bo jak wykorzystasz całą wodę i zleje mnie zimną, to będziesz spał na kanapie.
Milo znajdował się w bardzo komfortowym, rozmiękłym stanie półśnienia. Z nałęczką w postaci przykrótkiego, beżowego ręcznika na głowie i cały owinięty kołdrą niczym peleryną siedział na materacu wczytany w jeden z komiksów, choć głównie przyglądał się obrazkom. W takim świetle widział słabo, a ponieważ pozbył się już soczewek i nie chciało mu się szukać okularów, był zmuszony liczyć na bardzo wątpliwej wiarygodności wspomnienia fabuły.
Słyszał jak wchodzi po drabinie, dlatego gdy klamka cicho szczęknęła, nawet nie podniósł wzroku znad książki. Potrafił już poznać go po krokach, po oddechu, do którego dopasowywał własny ilekroć rzadko zdarzało im się dzielić łóżko. Nawet po sile z jaką odstawiał kubek z herbatą.
一 Uchylisz okno? 一 wymruczał na wydechu, z brodą wspartą o jedno podciągnięte kolano, stopa drugiej nogi wystawała mu spod kołdry kawałek dalej. Spod ręcznika wystawały mu wilgotne włosy, dość jednak osuszone, by zacząć zawijać się w znajome skręty, a granatowa koszulka z pomarańczowym rantem i wielkim napisem Left My Heart In California nosiła z przodu wilgotny ślad. Wypadek w trakcie mycia zębów, zapomniał już jak wysoko ustawili tu umywalkę.
一 I zgasisz światło? 一 zawiadywał kolejne decyzje-prośby, z nosem nadal wciśniętym w komiks, jakby utknął w wyjątkowo wciągającym zwrocie akcji. Pewnie łatwiej byłoby w to uwierzyć, gdyby choć raz przewrócił kartkę, a jego oczy nie spoglądałyby nieruchomo w jedną ramkę z boku prawej strony.
一 Chcę spróbować dzisiaj czegoś nowego.
Objawienie przyszło dokładnie tym samym sposobem - i zupełnie płaską intonacją jak wszystkie poprzednie komendy - przez co prościej mu było udawać, że naprawdę wczytał się w X-Menów. Tym razem uzmysłowił sobie, że dla wiarygodności powinien obrócić stronę i zanim zdecydował się łaskawie wyjawić tajemnicę, musiał zaakcentować to dramatycznym szelestem papieru.
一 Nie będę spał w długich spodniach i możemy przeskoczyć cały ten etap, gdzie ty się przesuwasz, ja się odsuwam, ty i tak przylepiasz mi się do pleców, a ja warczę. Może być?
Dopiero wtedy opuścił komiks i spojrzał mu prosto w oczy, rzeczowo i tak, jakby właśnie omawiali skomplikowany projekt naukowy z uwzględnieniem Rufusa, a nie konfigurację w jakiej zamierzali zasnąć.
Dylan Gauthier