snowflakes and rainbows
: pn gru 29, 2025 9:43 pm
Przynajmniej jedna z nich miała na tyle trzeźwy umysł, żeby tego nie wywlekać. Po co, skoro mogły spędzić czas w znacznie przyjemniejszy sposób? Teddy będzie przejmować się tym wszystkim... Ale nie teraz. I na pewno nie jutro. Może dopiero po powrocie do Toronto, kiedy rzeczywistość znowu upomni się o swoje. Przecież nie bez powodu zaproponowała April wspólny wyjazd. Owszem, przyjaźniły się, więc ten wybór wydawał się oczywisty. Tylko jak długo mogła okłamywać samą siebie, że nie liczyła na powtórkę z rozrywki? Że gdzieś pod skórą nie tliła się nadzieja na coś więcej niż niewinne rozmowy i wspólne poranki? Pewnie do usranej śmierci. Bo łatwiej było udawać, że to tylko sentyment i seks. Że to przypadek. Że nic się nie zmieniło, ale coś jednak zmieniało.
Pozwoliła Finch mieć ostatnie zdanie, chociaż i tak nie wyobrażała sobie, w jaki sposób miałaby powiedzieć jej o przebiegłym planie łączenia łóżek. Bo niby jak to miała zrobić? Rzucić hej, a może złączymy wyra, bo chcę się z tobą ruchać? No jasne! Jeszcze jakby miała pewność, że ona miała podobne zamiary. Teraz już wiedziała. Dlatego dała się przyciągnąć za łydki i oplotła ją swoimi nogami, zakleszczając w ciasnym uścisku. Jej samozaparcie kończyło się z momentem, kiedy April pożerała ją wzrokiem.
— Chcesz, żebym nie pamiętała? — wyszeptała między jednym a kolejnym pocałunkiem. — To bardzo wygodne, Finch. Bardzo przemyślane. Przyznaj, że po prostu nie chcesz, żebym na drugi dzień kręciła aferę — uniosła znacząco brwi, pozwalając jej prowadzić. Nie oponowała, gdy zmieniały pozycję, po prostu zaparła się po obu stronach kanapy i zawisła na nią, wsłuchując się w kolejne słowa. Była jak w transie. Każdy pocałunek działał ze zdwojoną siłą i Teddy nie wiedziała, czy to przez trawkę, czy to bliskość April tak bardzo zawróciła jej w głowie. Bardzo chciała sobie wmówić, że to tylko i wyłącznie zasługa THC i kilku łyków wina. Tak było łatwiej. Bezpieczniej.
Nie myśl tyle, skarciła się w głowie. Trwaj.
— Moje łóżko wygląda na wygodniejsze — stwierdziła. Co z tego, że były identyczne. Nie da jej tej satysfakcji. — A rodzice wiedzieli, co robią, kiedy rezerwowali ten pokój — dodała zaczepnie i podniosła wzrok na przyjaciółkę. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę, ale to wystarczyło, żeby coś ścisnęło ją w piersi. — Dbają o to, żebym nie stała się twoim dwutygodniowym trofeum. Albo żebym nie złamała ci serca. Wybierz sobie — mruknęła, zahaczając nosem o jej policzek.
Usta odnalazły drogę wzdłuż linii szczęki i zatopiły się w szyi, zostawiając na skórze zaczerwieniony ślad. Darling zsunęła się niżej, cały czas patrząc Finch prosto w oczy. Z tej perspektywy, w ciepłym świetle lamp, wyglądała olśniewająco. Zresztą, czy kiedykolwiek tak nie było? Chwyciła zębami materiał jej bluzy, a potem koszulki i złożyła pocałunek na nagim brzuchu. Delikatnie i może trochę z przesadną ostrożnością, żeby przypadkiem nie docisnąć ust do czerwono-filetowych śladów, które w kolejnych dniach zaczną mienić się wszystkimi kolorami tęczy.
April Finch
Pozwoliła Finch mieć ostatnie zdanie, chociaż i tak nie wyobrażała sobie, w jaki sposób miałaby powiedzieć jej o przebiegłym planie łączenia łóżek. Bo niby jak to miała zrobić? Rzucić hej, a może złączymy wyra, bo chcę się z tobą ruchać? No jasne! Jeszcze jakby miała pewność, że ona miała podobne zamiary. Teraz już wiedziała. Dlatego dała się przyciągnąć za łydki i oplotła ją swoimi nogami, zakleszczając w ciasnym uścisku. Jej samozaparcie kończyło się z momentem, kiedy April pożerała ją wzrokiem.
— Chcesz, żebym nie pamiętała? — wyszeptała między jednym a kolejnym pocałunkiem. — To bardzo wygodne, Finch. Bardzo przemyślane. Przyznaj, że po prostu nie chcesz, żebym na drugi dzień kręciła aferę — uniosła znacząco brwi, pozwalając jej prowadzić. Nie oponowała, gdy zmieniały pozycję, po prostu zaparła się po obu stronach kanapy i zawisła na nią, wsłuchując się w kolejne słowa. Była jak w transie. Każdy pocałunek działał ze zdwojoną siłą i Teddy nie wiedziała, czy to przez trawkę, czy to bliskość April tak bardzo zawróciła jej w głowie. Bardzo chciała sobie wmówić, że to tylko i wyłącznie zasługa THC i kilku łyków wina. Tak było łatwiej. Bezpieczniej.
Nie myśl tyle, skarciła się w głowie. Trwaj.
— Moje łóżko wygląda na wygodniejsze — stwierdziła. Co z tego, że były identyczne. Nie da jej tej satysfakcji. — A rodzice wiedzieli, co robią, kiedy rezerwowali ten pokój — dodała zaczepnie i podniosła wzrok na przyjaciółkę. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę, ale to wystarczyło, żeby coś ścisnęło ją w piersi. — Dbają o to, żebym nie stała się twoim dwutygodniowym trofeum. Albo żebym nie złamała ci serca. Wybierz sobie — mruknęła, zahaczając nosem o jej policzek.
Usta odnalazły drogę wzdłuż linii szczęki i zatopiły się w szyi, zostawiając na skórze zaczerwieniony ślad. Darling zsunęła się niżej, cały czas patrząc Finch prosto w oczy. Z tej perspektywy, w ciepłym świetle lamp, wyglądała olśniewająco. Zresztą, czy kiedykolwiek tak nie było? Chwyciła zębami materiał jej bluzy, a potem koszulki i złożyła pocałunek na nagim brzuchu. Delikatnie i może trochę z przesadną ostrożnością, żeby przypadkiem nie docisnąć ust do czerwono-filetowych śladów, które w kolejnych dniach zaczną mienić się wszystkimi kolorami tęczy.
April Finch