Strona 5 z 8

002. champagne was a bad idea

: ndz sty 11, 2026 8:09 pm
autor: Madox A. Noriega
Szkoda, że Madox nie miał żadnych świeczek w domu... Chociaż nie, były te, którymi Debbie mu spaliła szlafrok przecież. Więc może rzeczywiście sobie jakoś poradzą? Aż miał się obejrzeć na Pilar, ale się spiął i powstrzymał, oparł głowę na zagłówku. Chociaż kiedy tak zaczęła mówić, że nie jest dzieckiem i jak będzie chciała wrócić do domu, to sobie wróci, żeby się o nią nie martwił, to trochę mu ulżyło. Chociaż też tak nie do końca, bo to nie pierwszy raz, kiedy ona tak jawnie odpychała od siebie Nicka Daltona, a on jednak wciąż i wciąż do niej lgnął, jakby nic nie rozumiał. Bo może nie rozumiał, aż Madox się obejrzał tym razem na niego, kiedy zaczęli rozmawiać o tej imprezie pracowniczej.
Już nawet miał mu powiedzieć, że ona nic nie musi. I to nawet nie dlatego, że był zazdrosny, chociaż też był, tylko, że on już też znał na tyle Pilar, żeby wiedzieć, że jakieś przymuszanie jej do czegoś... No, zależy jeszcze do czego i w jakich okolicznościach. No ale jednak na jakaś gównianą imprezę, wcale nie musiała iść, jeśli nie chciała. Tylko, że Nick Dalton już się znowu zaczął tłumaczyć, a Madoxa zemdliło, aż szarpnął kolanem. A jak szarpnął nim do góry, to uderzył w ten schowek i dopiero teraz obejrzał się na Pilar, pierwszy raz, kiedy z jej ust padło to uważaj, tylko, że później to już Dalton hamował, a Madox wywalił głową w schowek, a już po chwili trzymał w palcach te zdjęcia i w pierwszym momencie to nie dostrzegł wcale kogo one przedstawiają, ale przecież zaraz dotarło. Zwłaszcza, że tam były nawet jakieś dziwne zdjęcia, jakieś zbliżenia. Już otworzył usta i teraz to by na pewno, na sto procent, wyjebał temu Daltonowi. Ale Pilar była szybsza, bo ona już zabrała mu dwa zdjęcia, a potem szeptała do ucha.
Nick Dalton zajął się przepraszaniem jakiegoś gościa, któremu zajechał drogę, ale to dobrze, bo nie zauważył, że Madox się skrzywił, zacisnął dłoń w pięść. No bo co ona chciała zrobić? Przecież powinien im to od razu wyjaśnić? Jej.
A może nie?
Zebrał te zdjęcia szybko, a potem jakby nigdy nic wpakował je do schowka i nim trzasnął.
- Coś ci się tu nawysypywało Dalton... - rzucił i sięgnął jeszcze pod siedzenie, bo oprócz zdjęć, to wypadły też z tego schowka gumki, zapalniczka i jeszcze jakaś torebeczka z ziołem. Madox obrócił wszystko w palcach, a zioło to nawet sobie zwinął, schował w ręce, tak, że Dalton nie widział, za to rzucił między siedzenia do schowka zapalniczkę, a prezerwatywę podniósł wyżej.
- Co ty Dalton liczysz głupio, że w tym płaszczyku zaliczysz? - parsknął śmiechem i cisnął tą gumką na szybę, wylądowała tuż przed Daltonem na desce rozdzielczej.
Pilar chciała do kibla, a Madox był Madoxem, czyli chyba nie zauważyli?
Przynajmniej tak sobie pomyślał Nick Dalton, bo już z powrotem włączył kierunkowskaz i włączył się do ruchu.
- Lepiej niż w kocu - coś tam zaczął mruczeć pod nosem Dalton, ale Madox już nic nie powiedział, bo po pierwsze to miał na ten temat zupełnie inne zdanie i podejrzewał, że on nawet w tym kocu to by wyrwał więcej panienek niż Dalton. A po drugie to on się wciąż zastanawiał o co chodzi z tymi zdjęciami. A przede wszystkim, to czemu Pilar mu nie pozwoliła nic powiedzieć. Dlaczego nie zareagowała?
On by zareagował od razu, ale on był przecież taki w gorącej wodze kąpany, a to nie zawsze wychodziło na dobre.
Jechali jeszcze kilka minut, kiedy Nick wciąż podejrzliwie łypał w lusterku na Pilar. Ale Madox w tym czasie chciał na siebie skierować nawiew i Dalton zaczął się wytrząsać, że zepsuje, więc... Obyło się bez kolejnych dziwnych rozmów. Może nawet i dobrze. Może nawet Noriega zrobił to specjalnie?
Bardzo prawdopodobne.
Tak jak prawdopodobne było to, że kiedy Nick parkował przed jego kamienicą, to z myślą, że jednak wysiądzie z nimi, więc Madox na odchodne to mu jeszcze coś wcisnął, że wszystkie szyby zjechały na dół. A zanim Nick się z tym uporał, to oni zdążyli wysiąść. Gdy Pilar sięgała jeszcze po te pudełka z pizzą, to Noriega pociągnął ją za kurtkę.
- Dejar - zostaw, mruknął, bo niech już sobie Nick Dalton zje te pizzę, oglądając... zdjęcia Stewart?
No oby nie.
A Madox jej najwyżej zrobi kanapkę. Dalton już odpiął pas, już chciał wysiadać, sięgał jeszcze po te pudełka, żeby pewnie wyskoczyć z nimi za nimi, że zapomnieli, ale Madox już w tym czasie, wciągnął Pilar do budynku. Nick Dalton został sam na ulicy, dziwne było tylko to, że mimo, iż oni tak mu się zmyli, to patrzył na mieszkanie Madoxa, jakby doskonale sobie zdawał sprawę, gdzie on mieszka.
- Co to było? - zapytał Madox, kiedy już stanęli przed jego drzwiami z numerem trzynaście. Tylko, że wtedy sobie uświadomił, że nie ma klucza. Bo miał go w płaszczu, razem z rękawiczkami, portfelem i czymś tam jeszcze. Dobrze, że nie z telefonem z marynarce. Bo numerek do szatni, gdzie był jego płaszcza wciąż jeszcze chyba miała Pilar.
- Poczekaj... - mruknął i się przez chwilę zastanowił, ale finalnie to już wspinał się na palcach i sięgał do jakiegoś okienka, gdzie w kwiatku miał zapasowy kluczyk. Dla Debbie. Otworzył jej drzwi i wpuścił do środka, ale światła rzeczywiście nie było.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: ndz sty 11, 2026 8:35 pm
autor: Pilar Stewart
Nie wiedziała, co powinna o tym myśleć. Szczególnie teraz, dzisiaj, kiedy jej móżg był już kompletnie przepalony. I to wcale nie od zielska, jak ten Noriegi, a od tych wszystkich wrażeń i przygód, które mieli w drodze do jebanego mieszkania. Jakby to było tak trudne wsiąść w auto i wysiąść kilka kilometrów dalej. Cóż, jak widać, dla nich było.
Nie miała do tego głowy, a przede wszystkim, nie chciała działać impulsywnie. Za dobrze znała się na psychologi, żeby wiedzieć, że w takiej sytuacji nie powinno się na gorąco konfrontować takich rzeczy. Trzeba to było przemyśleć. Szczególnie, że Pilar nie miała pojęcia jak zachowa się Dalton. Skoro nie podejrzewała go o… coś takiego, to też nie mogła z góry zakładać, że będzie w stanie przewidzieć jego reakcje. A jednak Pilar lubiła wiedzieć, być przecież przygotowana na każdą ewentualność, mieć plan B i C i najlepiej jeszcze D, tak na wszelki wypadek. A tutaj? Tutaj nie mieli nic, nie wspominając już o tym, że to Nick panował nad kierownicą.
Poza tym, nauczona doświadczeniem i setką przesłuchań, jakie odbyła w swoim życiu, można się było łatwo domyślić, że Dalton z pewnością by się wszystkiego wyparł i nie powiedział im nic konkretnego. No bo co? że znalazły się tam przez przypadek? Że znalazł je gdzieś na komisariacie i chciał pokazać Pilar, jak już będą sami? Wymówek była setka, a tutaj trzeba było usiąść i się porządnie zastanowić, o co tu kurwa mogło chodzić, zanim podejmie się jakiekolwiek działania. Szczególnie, że Dalton był psem i jednak miał nad sobą ochronę w większej lub mniejszej formie.
Dlatego właśnie kazała Madoxowi udawać, że nic się nie stało. Nick nie mógł wiedzieć, że o wszystkim wiedzieli, bo to tylko mogło pogorszyć całą sprawę, chociaż przez resztę drogi Pilar myślała o tym na okrągło. Ba kurwa, nie potrafiłą skupić się na niczym innym tylko na tych zasranych zdjęciach, które teraz ściskała mocno w kieszeni kurtki do tego stopnia, że jednym aż się przecięła, kiedy tak przesuwała palcami po krawędzi.
Kiedy wjechali w odpowiednią dzielnicę, Pilar chciała poprosić go, by zatrzymał się przy przypadkowym budynku, kilkanaście metrów od faktycznego miejsca docelowego, by Dalton przypadkiem nie znał adresy Noriegi, ale wyszło na to, że jednak znał? Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zatrzymał się pod odpowiednimi drzwiami, kiedy nie dostał dokładnego adresu? Podejrzane, kurwa, aż za bardzo.
Odpięła pas, przy okazji siląc się na życzliwość i dziękując mu za całą pomoc tego wieczoru, podczas gdy on jeszcze namawiał ją, że odwiezie ją do domu albo na nią poczeka na dole, co dość dostanie Stewart wybiła mu z głowy. Poza tym, skoro i tak wszystko wiedział — o czym świadczyły przeklęte zdjęcia — chyba nie było sensu nawet udawać przed nim, że ich relacja ograniczała się tylko do sprawy? A może był sens, żeby w to dalej brnąć? W każdym razie na nic nie było czasu, bo kiedy Pilar chciała zgarnąć jeszcze pudełka po pizzy, Madox już szarpał ją za kurtkę i wprowadzał przed główne drzwi budynku.
Co to było?
Jego pytanie dosłownie lustrowało jej wszystkie myśli, które już od jakiegoś czasu obijały się w jej głowie bez najmniejszej przerwy.
Nie mam, kurwa, pojęcia — odpowiedziała zgodnie z prawdą, opierając się o chłodną ścianę tuż obok drzwi. W budynku faktycznie nie było prądu, dlatego nawet nie pytając, odpaliła latarkę w telefonie i poświeciła Madoxowi, kiedy wyciągał klucz z niewielkiego okienka. Nawet nie miała głowy, żeby zapytać go, czy nie bał się tak trzymać klucza. Chociaz z drugiej strony, gdyby tego nie robił, pewnie teraz nie mieliby jak wejść do środka.
Poczekała aż Noriega upora się z drzwiami, a następnie weszła zaraz po nim do ciemnego mieszkania. Chociaż w środku nie było działającej elektryki całe szczęście miejskie latarnie wciąż rzucały delikatną poświatę przez okna, dzięki czemu może jak oczy nieco się przyzwyczają, nie będzie aż tak źle.
Masz jakieś świeczki? — spytała z nadzieją, chociaż Madox jakoś nie pasował jej na osobnika, który kupował tego typu rzeczy. Ale kto wie? Może miał coś na czarną godzinę, jak sprowadzał do siebie kobiety?
Ściągnęła buty i przeszła do salonu, praktycznie od razu rozsiadając się na wielkiej (i wygodnej) kanapie. Oczywiście musiała sobie podświetlić całą drogę, bo inaczej trzy razy wywinęłaby orła o jakieś rzeczy na podłodze.
Zwinnym ruchem sięgnęła do kieszeni kurtki i wyciągnęła zdjęcia, które udało im się zwędzić. Swoją drogą ciekawe, czy Dalton zauważy, że ich brakuje? Liczył je? Wiedział doskonale jakie miał? Te wszystkie pytania momentalnie sprawiły, że autentycznie zrobiło się jej niedobrze. Podświetliła pierwsze zdjęcie, które pokazywało Stewart opuszczającą mieszkanie i wciskającą na głowę czapkę z pomponem — no to już z pewnością wiedział, że Noriega miał ją od niej i po prostu udawał, że nie widzi. Drugie zdjęcie natomiast pokazywało ją i Madoxa, kiedy wchodzili do jej mieszkania z pudełkiem pierogów.
Ja pierdole — mruknęła pod nosem, kiedy Noriega w końcu pojawił się w pokoju. — Czy on kurwa całymi dniami przesiaduje pod moim domem?

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: ndz sty 11, 2026 10:25 pm
autor: Madox A. Noriega
Madox też nie wiedział co o tym myśleć, ale jego mózg to teraz pracował bardzo wolno, wciąż jeszcze czuł się jakby miał w głowie pustkę, albo jakby ktoś mu tam coś rozsypał, może ten koks właśnie, a on nie umiał go pozbierać?
Musiał zaufać Pilar, ufał jej, wierzył w to, że skoro nie podeszła do tego na gorąco, skoro kazała mu milczeć, to jednak tak było lepiej. Musiało być. Może ona coś wiedziała na ten temat? A może coś podejrzewała? Liczył na to, że zaraz wszystko mu powie, rozjaśni tę dziwną sprawę.
Liczył też na to, że Dalton jednak wyrzuci ich gdzieś na rogu, ale to się wcale nie stało, bo on zaparkował przed właściwą kamienicą, co w zasadzie Noriegi bardzo nie zdziwiło, jednak miał w aktach wpisany swój adres zamieszkania, a Nick Dalton na pewno studiował ostatnio namiętnie jego dokumenty, w końcu wpisał go jako podejrzanego w tej całej akcji z rozprowadzaniem prochów w klubie i chociaż wyszło na to, że Madox nie miał z tym nic wspólnego, to Dalton mógł go jeszcze obserwować.
Tylko, że on nie obserwował wcale jego, a Pilar, zawsze Pilar. Nawet teraz kiedy oni już wchodzili do budynku, Nick Dalton oglądał się za nią, odpalił papierosa i odjechał z piskiem opon z tego miejsca parkingowego, przeklinając w duchu, że dzisiaj mu się jednak nie udało.
Ale przecież oni już nie mogli tego widzieć, bo szli przez ten ciemny korytarz po ścianach, a potem Stewart trochę rozjaśniła sytuację wyciągając latarkę. Bo Madox jej przecież nie miał. Nawet nie był pewny czy w domu ma jakąś latarkę, chociaż nie, miał, bo przecież oni już z Debbie zaliczyli ostatnio podobną wpadkę, z brakiem prądu, żeby nie było. Ściągnął klucz i już przekręcał go w zamku, ale jego spojrzenie padło na Stewart zanim wpuścił ją do środka.
- Widziałaś co było na tych zdjęciach? - musiał się upewnić, bo może on był jeszcze trochę wczorajszy, ale widział doskonale. Wszedł pierwszy, żeby sięgnąć po latarkę, którą sobie naszykował przy drzwiach, a później zapalił ją świecąc w oczy Stewart. Kopnął na bok jakieś swoje buty, które porozwalał po mieszkaniu, kiedy szykował się na ten cały bal.
- Mam - rzucił tylko na te świeczki, bo miał, ale to właśnie były te świeczki Debbie, nawet wiedział, gdzie je położyli, więc to zajęło mu dosłownie chwilę, kiedy on zrzucił z siebie ten koc, na ziemię, bo Madox to był trochę bałaganiarzem, jednocześnie lubił porządek i sprzątać, ale nie zwracał nigdy uwagi na takie rzeczy, że on na przykład walnął ten koc na podłogę na środku korytarza. Ale już te swoje ładne, eleganckie buty ustawił równo na stojaku przy drzwiach. Poszedł do łazienki, a kiedy przejrzał się w lustrze, to stwierdził, że to rzeczywiście jest siedem nieszczęść, ale nie miał teraz czasu, żeby się poprawić, ochlapał się tylko wodą i zmył z policzka tą sadzę po pożarze, ciekawe którym? Wytarł się jasnym ręcznikiem Debbie. Po drodze jeszcze odpiął tą krzywo pozapinaną koszulę i ona też wylądowała niedbale na jakimś krześle. Właściwie dopiero tu weszli, a Madox już zrobił tutaj pobojowisko, no ale był u siebie. Wszedł do salonu z tymi świeczkami i latarką w zębach, postawił je na kawowym stoliku, który przyciągnął bliżej kanapy, z kieszeni wyjął zapalniczkę i odpalił. Jeszcze raz światło z latarki skierował na Stewart, ale zaraz ją zgasił, bo widział jej minę.
- Co ty mówisz Pilar? - zapytał, ale zanim zdążyła mu cokolwiek odpowiedź, to już się rzucił na kanapę obok niej, a później nawet już opierał głowę o jej brzuch, żeby spojrzeć na te zdjęcia, które trzymała. Wyciągnął rękę, żeby wziąć je od niej, wyprostował się momentalnie opadając plecami na oparcie obok niej.
- Co to kurwa jest? - przełożył te dwa zdjęcia w palcach, tylko, że to nie były wcale tylko te dwa zdjęcia, bo tam był ich cały plik. Zbliżenie na jej twarz, jakieś zdjęcia kurwa z sali treningowej, może tej policyjnej, a może nie? Madox od razu pożałował, że dobrze nie przyjrzał się tym fotografią, a przede wszystkim to...
- Zajebie go - tak, tego żałował najbardziej, że jednak mu nie wpierdolił. Nie tak jak oni się szarpali w rowie.
- Widziałaś ile on tam tego miał - zapytał odwracając się w jej kierunku, oddał jej te zdjęcia - Pilar to jest jakieś pojebane - nawet gorzej niż oni to było pojebane. Chociaż może miało jakieś wytłumaczenie? Madox podrapał się po policzku i wbił w nią ciemne tęczówki.
- A może ktoś kazał mu ciebie śledzić? Może o coś cię podejrzewają? - zapytał powoli. Ale to przecież nie kazaliby prowadzić śledztwa Daltonowi, nie, zupełnie mu się to nie kleiło. Tu musiało chodzić o coś zupełnie innego.
Tylko Noriega trochę liczył, że jednak ona mu to wyjaśni. Cokolwiek rozjaśni, jak ta świeczka, w kształcie róży, która płonęła przed nimi na stole wypleniając pomieszczenie jakimś różanym zapachem, który bardziej niż z ogrodem kojarzył się z jakimś odświeżaczem do kibla. Przynajmniej Madoxowi, aż odepchnął nogą trochę ten stolik, a świeczka zachwiała się niebezpiecznie. Może lepiej było nie dawać mu świeczek, skoro już dwa pożary mieli za sobą. On miał.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: ndz sty 11, 2026 11:06 pm
autor: Pilar Stewart
Może Pilar zastanowiłaby się, skąd Madox miał w mieszkaniu przygotowane świeczki w kształcie serduszek na wyciągnięcie ręki, jednak teraz jej głowa skupiała się już na kompletnie innych rzeczach. A dokładniej zdjęciach, które nerwowo przewracała w dłoniach. Nie miała pojęcia co o nich myśleć. Chociaż nie — wróć. Ona doskonale wiedziała, co powinna o nich myśleć, tylko po prostu bała się to dopuścić do świadomości.
Bo przecież znała Nicka nie od dziś; przyjaźnili się jeszcze grubo zanim do czegokolwiek między nimi doszło. Ufała mu. Kurwa, ufała mu. A on ją śledził? Robił jej zdjęcia z ukrycia? Tylko kurwa po co? Jaki miał w tym benefit? Szczególnie w tych zdjęciach… Nie rozumiała. Siedziała na kanapie w kompletnym bezruchu, wpatrując się tępo w fotografie do momentu, aż Madox nie wyrwał jej ich z dłoni.
Co to kurwa jest?
Westchnęła głośno i pokręciła głową, wciskajać palce we włosy, by zaraz za nie szarpnąć.
Myślisz, że ja kurwa wiem? — uniosła się. Może niepotrzebnie, ale kto normalny byłby w stanie zachować spokój, widząc się na zdjęciach z ukrycia, schowanych w samochodzie swojego kolegi z pracy? No kto? Na pewno nie Pilar. — A na co ci to wygląda? — wbiła w niego ciemne spojrzenie. — Zdjęcia. Robił mi kurwa zdjęcia — aż wstała z miejsca. Musiała to rozchodzić. Chuj, że po drodze potknęła się o jakieś ciuchy i o mały włos nie zabiła o podwinięty w jednym miejscu dywan.
Nick Dalton robił jej zdjęcia z ukrycia, śledził ją — w sekundę zrobiło się jej niedobrze. Czy to możliwe, że miał wobec niej jakieś złe intencje? Albo aż tak bardzo się zakochał? Z drugiej strony, jak bardzo można się w kim zakochać, żeby go kurwa śledzić… I dopiero kiedy zadała sobie te wszystkie pytanie, uświadomiła sobie kilka ważnych rzeczy.
To by wyjaśniało, skąd wiedział, gdzie jestem wtedy przed Emptiness, co przyszedł pod klub, kiedy przesłuchiwaliśmy Laina — rzuciła, odwracając się w stronę Madoxa. No oczywiście. Pojawił się dosłownie minutę po niej, zarzekając się, że przypadkiem usłyszał, jak z kimś o tym rozmawiała na komisariacie, gdzie w rzeczywistości przez cały ten czas czekał pod jej domem, a potem z pewnością ruszył za taksówką aż pod sam klub.
Kurwa.
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po jej plecach i chociaż wciąż miała na sobie kurtkę w sekundę zrobiło się jej cholerne zimno. Aż złapała za zamek i pociągnęła go aż pod samą brodę, przebierając nerwowo palcami. Dopiero kiedy z ust Noriegi padło krótkie zajebie go, Pilar podeszła bliżej kanapy.
— Nikogo kurwa nie zajebiesz — wbiła w niego ciemne spojrzenie. Jej ton był stanowczy, zresztą jak przez cały wieczór. Z tą różnicą, że teraz Madox nie był już zalany w trzy dupy, a nawet całkiem nieźle kontaktował, co było miłą odmianą. Szkoda tylko, że oni zamiast zajadać się pizzą i tulić na kanapie, to znowu dyskutowali na temat jakiegoś gówna, w które któreś z nich się wplątało. — Myślisz, że nie wiem, że to jest pojebane? — znowu usiadła na kanapie, opadając ciężko na oparcie i podwijając nogi do klatki piersiowej. Wolną ręką wyszarpała mu zdjęcia i na nowo na nie spojrzała. — Teraz za każdym razem będę się zastanawiać, czy on nie siedzi pod moim mieszkaniem — warknęła z pretencją, bo jednak w tym wszystkim, to ona była najbardziej poszkodowana. Jasne, Noriega pojawił się na dwóch, trzech zdjęciach, ale jednak z fotografii jasno wynikało, że to Pilar była głównym podmiotem zainteresowania. Kurwa, sama tyle razy śledzić ludzi, a jednak nigdy nie sądziła, że to policja będzie śledzić ją. Chociaż jak na jej, to była tylko i wyłącznie kwestia Daltona, a nie całego komisariatu, jak po chwili zasugerował Madox.
Wątpię — pokręciła głową. — Dalton akurat byłby ostatnią osobą, która dostałaby takie zlecenie. Poza tym, kurwa, dlaczego policja miałaby mnie śledzić? — spojrzała na niego. Nic się tutaj nie kleiło. Pilar na bieżąco zdawała raporty ze sprawy z kontenerami, nawet swoje wizyty w Emptiness, dlatego nie było nawet podstawy do tego, by marnować czas na siedzenie pod jej mieszkaniem. To musiał być sam Dalton. Akurat tego była przekonana.
Ja pierdole, co on odpierdala — i znowu sie zerwała z miejsca. Znowu przeszła pół salonu, tym razem potykając się o koc, który Madox rzucił na podłogę. — Nawet go nie skonfrontuje z tym wszystkim, bo przecież i tak się wszystkiego wyprze — zauważyła, pocierając oczy ciężkie od przemęczenia. Nie było sensu. Za długo Dalton pracował w policji, by wiedzieć, jak wywinąć się z takich oskarżeń. — Po co? — to pytanie zadała już do siebie, jakby dalej trwała w tej wielkiej sferze wyparcia, nie dopuszczając do siebie myśli, że Nick Dalton mógł okazać się prawdziwym psychopatą.
Chociaż z drugiej strony nie wiedzieć kiedy nagle wyrwała się do przodu i podeszła do okna tuż przy jadalni, by wyjrzeć na ulicę i sprawdzić, czy przypadkiem go tam nie było. Czy to już był ten etap? Teraz będzie odwracać się za siebie przy każdym opuszczeniu mieszkania?
Błagam cię, daj mi jakiś alkohol.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: ndz sty 11, 2026 11:55 pm
autor: Madox A. Noriega
Już otworzył usta i chciał jej powiedzieć na co mu to wygląda. A wyglądało źle, nie tylko tak, jakby Nick Dalton się w niej podkochiwał, tylko miał jakąś pierdoloną obsesję na jej punkcie. A Madox zawsze miał go za jakiegoś dziwaka, tylko, że nigdy nie przypuszczał, że aż takiego, że poczciwy Nick Dalton potrafiłby zrobić coś tak chorego, śledzić ja na każdym kroku i jeszcze robić zdjęcia z ukrycia.
Wypuścił jednak z płuc powietrze ze świstem, ugryzł się w język, zamknął, bo chyba nie powinien jej jeszcze dowalać. Na pewno nie powinien tego robić, chociaż sam był wściekły. Jebany psychopata w swoim sweterku i melanżowym płaszczyku.
Usiadł na brzegu łóżka, kiedy Pilar poderwała się z miejsca, jego ciemne oczy wciąż wodziły za nią, gdy przechadzała się po pokoju. Drgnął niespokojnie kiedy się potknęła, prawie zerwał się z miejsca.
- Czyli ile to już trwa?! - teraz to on się uniósł. Bo co to wszystko miało znaczyć, łaził za nią od Medellin? Wcześniej? Kiedy po raz pierwszy dała mu kosza? Ale kiedy to było? Wydawało mu się to chore. Nawet w jakiś najśmielszych przypuszczeniach, to o czymś takim nie myślał. To był jakiś najczarniejszy scenariusz. Wiadome było, że Nick Dalton interesuje się nią bardziej niż powinien, ale żeby do tego stopnia?
Nawet przez myśl mu przeszło, że może powinien jutro wziąć ze dwóch chłopaków, jechać do Daltona, postawić ich przed drzwiami i z nim porozmawiać, dobry plan. Wszystko komplikowała tylko to, że Dalton był psem. Jakby był jakimś normalnym facetem byłoby to o wiele łatwiejsze.
Do tego zaraz jeszcze Pilar powiedziała to nikogo kurwa nie zajebiesz i Madox spojrzał na nią z wyrzutem. Posłucha się? Tak jak się dzisiaj słuchał cały dzień?
Wywrócił oczami i oparł łokieć na oparciu kanapy, ułożył się na nim bokiem nie spuszczając z niej spojrzenia.
- To co chcesz z tym zrobić? - ważne pytanie, zwłaszcza, że ona już sama stwierdziła, że to pojebane. Wbił w nią spojrzenie, kiedy usiadła na kanapie, kiedy podciągnęła nogi pod brodę, sięgnął do niej ręką, żeby oprzeć ją na jej kolanie. Przecież on też się teraz cały czas będzie zastanawiał czy ten pojeb za nią nie chodzi. Aż przekręcił na bok głowę.
- To... - zaczął, tylko już się spodziewał, że ona mu zaraz powie, że go pojebało, no i zresztą czy to by cokolwiek dało? Pewnie nie, mogłoby jeszcze tylko podkurwić Daltona, ale Madox i tak musiał to powiedzieć.
- Zostań u mnie, na kilka dni, może tutaj nie będzie siedział, postawię na dole kogoś z klubu, żeby miał oko na okolicę - na pewno dało się to jakoś załatwić. Madox przecież igrał nie z takimi chorymi pojebami jak Nick Dalton. Słuchał jej, z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej twarzy, a na to pytanie dlaczego policja miałaby ją śledzić wzruszył tylko ramionami. Różne mogły być powody, ale skoro była pewna, że to nie wyszło od policji, to przecież jej wierzył. Przesunął dłonią po jej kolanie, ale ona już znowu zerwała się na równe nogi. A Madox znowu ją śledził spojrzeniem.
- Może ja z nim pogadam? - rzucił, ale przecież wiedział, że mu nie pozwoli, a zresztą... Znając Madoxa i jego temperament, narobiłby znowu więcej szkód niż korzyści, ale przecież chciał jej jakoś pomóc. Wstał i stanął przed kanapą, chociaż jego oczy wciąż podążały za nią.
- Jak go przycisnę... Przyciśniemy, to się nie wyprze - powiedział pewny swego, bo to akurat mógł być fakt, że Madox miał różne sposoby na pozyskiwanie informacji, niektóre takie, o które Stewart by go pewnie nie podejrzewała. Tylko, że tu wciąż chodziło o policjanta. Z policją zawsze było gorzej, ale też do załatwienia przecież. W Toronto wszystko można było załatwić, jak się znało odpowiednich ludzi.
Wyciągnął do niej rękę i już chciał ją do siebie zawołać, ale ona już stała przy oknie, wyglądała przez nie na ulicę. Madox pokręcił głową, no przecież nie mogła popadać w paranoję przez jakiegoś dupka. Łatwo mu było mówić.
Podszedł do niej opierając lekko dłoń na jej talii, pochylił głowę nad jej ramieniem.
- Powiedz tylko słowo, a kogoś do niego wyślę, postawię kogoś pod twoim mieszkaniem, albo wprowadź się tutaj - to akurat mógł załatwić. Wszystko, nawet jeśli miałby się później tłumaczyć z tego na komisariacie, chociaż... Przecież umiał to zrobić tak, żeby się nie tłumaczyć.
Ale Pilar zamiast powiedzieć słowo, to poprosiła o alkohol, przesunął palcami po jej pasie.
- A co chcesz? - zapytał, chociaż spodziewał się odpowiedzi. Poszedł do kuchni, żeby z szafki wyjąć dwie różne, ciężkie szklanki, a z barku przy telewizorze wyjął butelkę rumu. Odkorkował ją zębami i polał do połowy szklanek trzymając je obie w dłoni. Jedną zaraz podawał już Pilar, drugą, najpierw chciał ją przechylić, za jednym zamachem, ale finalnie postawił ją na parapecie. No nie, już dzisiaj i tak dość wypił. A może teraz powinien być trzeźwy? Kiedy oni wciąż jeszcze zastanawiali się co z tym Daltonem zrobić. Madox zastanawiał się cały czas. Chociaż dla niego najlepsza opcja to jednak było to przyciśnięcie go.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pn sty 12, 2026 9:51 am
autor: Pilar Stewart
Skąd miała wiedzieć, ile to już trwa? Przecież gdyby wiedziała, że to w ogóle trwało, już dawno podjęłaby jakieś stosowne kroki w tym kierunku. Nie miała o tym pojęcia i pewnie dalej by nie miała, gdyby Madox zupełnie przypadkiem nie pierdolnął kolanem w schowek. Ja pierdole. Może on naprawdę miał w sobie jakiś pierwiastek szczęścia? Przyciągał kłopoty, ale w tym samym czasie potrafił wyjść z tego cało i jakimś cudem jeszcze wynieść z tego coś pożytecznego. Jak te fotografie. Chociaż od kiedy one mogły tam być?
Nie wiem — wzruszyła ramionami, nie mają bladego pojęcia. Może jeszcze gdyby przykładała wagę do tego, co zakładała tyłek, umiałaby po outficie poznać, co to były za dni, ale Pilar nie była jebaną Cherry Marshall, żeby stroić się jak szczur na otwarcie kanału i jeszcze o tym pamiętać. Pamiętała za to fakty i umiała łączyć kropki. — Ale chyba już jakiś czas… Pamiętasz jak przyjechałam do klubu pomóc z Marco? — złapała ciemne spojrzenie Noriegi. — Przecież wtedy też przyszedł. Dosłownie pięć minut później i jeszcze domagał się mnie przy barze, jakby doskonale wiedział, że tam jestem — zauważyła. Może wtedy wydało się to zwykłym przypadkiem, ale teraz, kiedy kropki łączyły się w jedną wielką całość, wszystko miało znaczenie, nawet najdrobniejsze szczegoły. — Albo jak w końcu odpaliłam telefon na lotnisku w Medellin, kiedy wracaliśmy; miałam od niego chyba dwadzieścia nieodebranych połączeń i setkę wiadomości gdzie jestem i czemu się nie odzywam. No kurwa teraz to ma sens, skoro siedział pod moim domem cały weekend, a po mnie nie było śladu — wyrzuciła ręce w górę, by zaraz potem na nowo wpleść je we włosy. Miała to wszystko jak na tacy, prawie przed samym nosem, a jednak wcześniej nie widziała w tym nie niepokojącego — jedynie ten jeden kumpel z roboty, który chciałby wyciągnąć ją na randkę, nieco zbyt zdesperowany. No tylko jak się okazuje Dalton był aż za bardzo zdesperowany i najprawdopodobniej niebezpieczny. Bo przecież co mu z tego, że przesiadywał przed jej domem? Musiał mieć w tym jakiś cel, większy niż tylko wiedzieć, kiedy wychodziła. Ciekawe czy wtedy z Galenem również ją widział? Czy widział ten pocałunek tuż przed jej domem? Może dlatego chciał potem dołączyć do sprawy z kontenerami?
Jej głowa pracowała na pełnych obrotach, chociaż siły w ciele było zdecydowanie niewystarczająco, by patrzeć na to wszystko świeżym umysłem. Dlatego kiedy Noriega spytał, co zamierzała z tym zrobić, nie miała pewności, że jutro jej się nie odwidzi.
Nic — mruknęła. — A przynajmniej narazie. Trzeba do tego podejść jakoś z głową. Nie wiem, zacznę od tego, że popytam kilka zaufanych osób, może Helena załatwi mi dostęp do jego kompa, może tych zdjęć i wszystkiego jest o wiele wiecej? — aż jej kurwa przeszedł tak nieprzyjemny dreszcz po plecach, że zaraz potem na ramionach pojawiła się gęsia skórka. Skoro aż tyle tego miał w schowku, to co on mógł mieć na swoim kompie? — Na ten moment trzeba udawać, że wszystko jest okej. I ciebie też to się tyczy — spojrzała na niego wymownie. I dobrze wiedział, co miała na myśli: żadnych podstawionych ludzi pod mieszkaniami, a tym bardziej żadnego wyjaśniania wszystkiego na własną rękę. Stewart musiała to zrobić po swojemu. Chociaż ten pomysł z mieszkaniem — chociaż był pojebany, to fakt i z początku nawet chciała mu to oznajmić — na tamtą chwilę wcale nie brzmiał w jej głowie najgorzej. Może jak jutro na spokojnie do tego siądzie, to dojdzie do wniosku, że jednak to chujowy pomysł, jednak na ten moment jedynie skinęła głową na jego propozycję i już stała przy oknie wypatrując czarnego audi.
Dopiero jego dłoń na talii, która wdarła się pod kurtkę sprawiła, że Pilar w końcu oderwała spojrzenie od okna i przeniosła go na Noriegę.
W porządku — rzuciła w odpowiedzi na jego słowa. — Zostanę tu na kilka dni — oznajmiła, chociaż twarz Madoxa była tak zaskoczona, że Stewart już nie wiedziała, czy to z faktu, że się zgodziła, czy może jednak tego, że obstawiał, że to i tak nie dojdzie do skutku. — Jeśli chcesz — dodała zmieszana. Jej też to wszystko nie przychodziło łatwo. Zawsze przecież ze wszystkim radziła sobie sama, była samowystarczalna i przyjmowanie albo proszenie kogoś o pomoc naprawdę przychodziły jej z trudem. I może nawet by się nie zgodziła, gdyby nie była tak przemęczona?
Ale była i się zgodziła, tak samo jak na pytanie jaki alkohol chciała, po prostu machnęła ręką, pozwalając mu wybrać, bo akurat gatunek trunku był dla niej najmniej istotną rzeczą w tej chwili.
Stała oparta o chłodną ścianę, obserwując go jak krząta się po salonie, a następnie po kuchni. Chociaż panował półmrok Pilar doskonale widziała jego sylwetkę, a w tym wszystkim zatroskaną twarz. Ta jej również taka była. I może dlatego, kiedy Noriega podał jej alkohol, ona po prostu odstawiła go na stół i zamiast pić, wtuliła się w niego w jednej sekundzie. Mocno. Nie było w tym czułości ani jakiegoś podtekstu. Ona po prostu zacisnęła się na nim, czując ciepło jego ciała i zaciągając znajomym zapachem. Dłonie przesunęła wzdłuż pleców, zahaczając palce o skórę, prawie się w nią wbijając, a głowę przycisnęła do lewej piersi, czując, jak pod czarnym lwem mocno wali serce. To też było dla niej zupełnie nowe uczucie: jakieś odnajdywanie komfortu i wsparcia w drugim człowieku. Przerażające.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: pn sty 12, 2026 12:37 pm
autor: Madox A. Noriega
Już miał jej zapytać czy nic nie podejrzewała, że ktoś ją śledzi, ale przecież widział po jej twarzy, że nie. Widział, że ona sobie nie zdawała wcale sprawy, że Nick Dalton zafiksował się na jej punkcie aż do tego stopnia. Znowu się zamknął, słuchał jej, nagle to wszystko nabierało jakiegoś głębszego sensu, to, że on nagle pojawiał się znikąd, jakby doskonale zdawał sobie sprawę gdzie ona jest. Z kim jest.
Uniósł jedną brew patrząc w jej szklące, brązowe oczy.
Miała rację, skąd Dalton miał wiedzieć, że ona akurat tam była, skoro przecież siedzieli na zapleczu klubu. No właśnie stąd, że za nią łaził, że śledził jej każdy krok.
- Pojebało go - westchnął ciężko, bo to się działo jeszcze przed Medellin, a oni nic nie zauważyli? Ale przecież żadne z nich nie traktowało poważnie poczciwego Nicka Daltona. Madox na pewno nie traktował go poważnie, a może powinien? Teraz może wreszcie zacznie. Przesunął palcami po twarzy.
- Już wtedy powinnaś z nim porozmawiać, albo ja bym z nim porozmawiał, co to ma znaczyć, że on do ciebie wydzwania, kiedy ty jesteś na urlopie - teraz to on się przeszedł po pokoju, a właściwie to zrobił jakieś trzy kroki, bo zaraz już do niej wracał. Już pytał, co ona chce z tym zrobić.
Nic.
Jak to kurwa nic?
Znowu posłał jej jakieś spojrzenie pełne wyrzutu, ale znowu ugryzł się w język, chociaż ręce wcisnął do kieszeni spodni, nabrał mocno powietrze w płuca. Przecież to trzeba działać, a nie czekać co temu całemu Daltonowi jeszcze przyjdzie do głowy. Czy dzisiaj kiedy tak do niej pędził w środku nocy, to wiedział, że była z nim? A może liczył na to, że jednak sama, że uda mu się do niej wprosić, odwieźć ją do domu... Nie, wróć, jechać do niej. Znowu przesunął wytatuowanymi palcami po twarzy.
- Pilar... - zaczął jakoś ostro, ale ona już mówiła, że do tego trzeba podejść z głową. A Madox to na pewno by to zrobił z gorącą głową, gorącą krwią, która buzowała już w żyłach. Zrobił krok w jej kierunku.
- Dalton też był twoją zaufaną osobą, nie wiesz z kim on trzyma - to akurat Madox wiedział aż za doskonale, że kwestia zaufanych osób, jest sporna, gówno warta czasem. Chociaż nie wiedział o kim ona mówi, nie znał Heleny, ale musiała być ostrożna...
Pouczał ją, ale kiedy powiedziała, że on też ma udawać, że wszystko jest okej, to wywrócił oczami. Jak on niby miał to zrobić, kiedy on nie umiał tak po prostu stać z boku i się przyglądać, i udawać, że... jest okej.
Dobra, dla niej to zrobi, postara się. Nie będzie się mieszał...
Bez sensu.
Przesunął palcami po jej skórze i w zasadzie to liczył się z tym, że będzie musiał ją jeszcze namawiać, może zaproponować coś jeszcze innego, a ona się zgodziła. Tak po prostu zgodziła się zostać u niego na kilka dni. Bez gadania, bez wyzywania, bez kłótni? Aż uniósł jedną brew i już miał palnąć jakiś głupi tekst o tym, że ją podmienili, albo, że jest chora. Ale z drugiej strony to mu ulżyło. Odrobinę. Że ona nie będzie siedziała u siebie w mieszkaniu i wystawiała się Daltonowi, tylko będzie tutaj.
- Chcę, nie proponowałbym ci tego, jakbym nie chciał - była jeszcze kwestia Debbie, ale jeszcze przez kilka dni jej nie będzie, a później... Najwyżej wynajmie jej jakiś hotel, albo oni przeniosą się do hotelu, do klubu może? To akurat był najmniejszy problem, bo oni z McDowell się dogadywali. A zresztą, to jednak Pilar była dla niego najważniejsza, jej bezpieczeństwo, tak jak to już kiedyś ustalili.
Przyniósł jej alkohol, ale kiedy odstawiła go na stolik to uniósł jedną brew. Nie trafił? Ale to przecież rum, znowu miał się odezwać i znowu pewnie palnąć coś głupiego. Bo przecież to był Madox. A ona już się w niego wtulała, w pierwszej sekundzie drgnął zdzwiony, bo on też nie był do czegoś takiego przyzwyczajony. I to nawet nie tak, że on nigdy nikogo nie pocieszał, bo może mu się zdarzyło?
Ale Pilar, kiedy ona zawsze była taka twarda, silna. Najdziwniejsze chyba jednak było to, jak bardzo go to ruszyło, objął ją wplatając palce w jej ciemne kosmyki, przytulił do siebie, mocno. Przez chwilę stał tak delikatnie głaskając jej włosy, wolno, czule, oparł policzek o jej głowę, zaciągnął się znajomym zapachem jej perfum wymieszanych z tytoniowym dymem. Nawet przymknął na moment powieki starając się uspokoić galopujące w piersi serce, które waliło jak szalone, bo przecież on cały czas się zastanawiał jak jej pomóc. A może właśnie tak...?
Powinien coś powiedzieć?
Co on jej powinien powiedzieć?
Że będzie dobrze? Żeby się nie martwiła? Że zajebie Daltona? Albo właśnie, że tego nie zrobi, żeby się nie przejmowała?
- Te quiero y si me necesitas aquí estoy - Kocham Cię i jeśli będziesz mnie potrzebowała, to jestem, wyszeptał jej do ucha, powoli, cicho. I chyba zrobiło się zbyt ckliwie, a przynajmniej według niego, bo zaraz dodał.
- ¿Te hago un sándwich? - zrobić ci kanapkę?, zapytał, no bo przecież wiedział, że najedzona Pila to szczęśliwa Pilar, a chciał, żeby była szczęśliwa. Bo to miał być w ogóle taki dobry dzień.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pn sty 12, 2026 5:25 pm
autor: Pilar Stewart
Może faktycznie powinna wtedy z nim pogadać i zapytać, czemu aż tyle do niej wydzwaniał, kiedy była na urlopie. Tylko z drugiej strony, Pilar nigdy nie była jakaś dobra w rozmowy. Nie czuła się w obowiązku tłumaczenia się komukolwiek z podejmowanych decyzji, a tym bardziej, kiedy ktoś nie rozumiał jasnych komunikatów. Przecież powiedziała mu że nic z tego nie będzie. Powiedziała mu to tyle razy, że nawet na palcach jednej ręki nie byłaby w stanie zliczyć, ile razy już dała mu jawnego kosza. Ba, nawet na następny dzień po tym jak przespali po raz drugi, wzięła go na stronę i oznajmiła, że było fajnie, ale to się już nigdy nie powtórzy. Czy to była jej wina, że on aż tak bardzo zafiksował się na jej punkcie? Że nie zrozumiał, że ma się odjebać? Wszyscy inni wcześniej bardzo jasno rozumieli. I nikt nie strzelał jej zdjęć z ukrycia. A przynajmniej nikogo nigdy na tym nie przyłapała.
Zastanowiła się dłużej, gdy wypomniał jej, że Dalton też przecież był zaufaną osobą. To prawda, chociaż Stewart nigdy nie dzieliła się z nim wielkimi sekretami. Jasne, uważała go za dobrego policjanta i człowieka, ale nigdy nie pokładała w nim wielkiego zaufania tak, jak chociażby w przypadku Madoxa. Kurwa, on nawet nie wiedział, że Pilar nie miała rodziny ani jak wyglądało jej życie przed policją. Nic o niej nie wiedział.
Chociaż może faktycznie powinna dwa razy się zastanowić, zanim zacznie ten temat z kimkolwiek. Z drugiej stronie ufała Helenie, jak nikomu innemu na komisariacie. Szczególnie ostatnio, kiedy tak zawzięcie próbowała pomóc jej odnaleźć matkę i przegonić demony przeszłości. Czuła, że może jej zaufać. Poza tym, zawsze mogła owiać to wszystko jakąś zmyśloną historią i powodem wyssanym z palca, pomijając fakt, że Dalton mógł być kompletnym psychopata.
Ogarnę to — rzuciła krótko, bo przecież zawsze to robiła. Zawsze sama znajdowała wyjścia z chujowych sytuacji, niezależnie od tego jak złe by nie były. Nigdy nie miała nikogo u swojego boku na dłużej, kto mógłby się zaangażować.
Chociaż teraz już miała.
Miała kogoś więcej niż tylko partnera w sprawie, czy przypadkowego znajomego, który nage dowiedział się więcej, niż powinien. Bo Madox był wszystkim — nie tylko kochankiem czy przelotną przygodą. Był osobą bez której na tą chwilę nie wyobrażała sobie życia. Zakorzenił się w jej serce tak mocno, intensywnie, aż do bólu, że Pilar nie potrafiłaby z tego zrezygnować. Nigdy nie czuła czegoś nawet w jednym procencie podobnego do kogokolwiek, co czuła do niego. Było to ekscytujące ale i przerażające w tym samym czasie.
Był pierwszą osobą, przy której Pilar nie tylko mogła być pierdolniętą sobą ale przede wszystkim przy kim pozwoliła sobie na okazanie słabości. A przecież ona zawsze była twarda, nigdy nie płakała i nigdy niczego się nie bała. A jednak tutaj — w zaciemnionym, zimnym mieszkaniu — kiedy wtuliła się w niego z jakąś chorą desperacją, pokazała, że i ją pewne rzeczy przerastały. Bo może pierwszy raz nie miała pojęcia, co z tym zrobić? Bo dotyczyło to jej bezpośrednio? Bo poczuła się zdradzona przez kogoś, kogo miała za przyjaciela? A może wszystko naraz.
Przymknęła oczy, zaciągając się jego zapachem, pomieszanym z pozostałościami po tym całym, jebniętym dniu. Zacisnęła palce jeszcze mocniej i wtopiła się w niego na kilka długich sekund po prostu chłonąć chwile. Wyciszając się. Ta scena była tak do nich niepodoba i tak abstrakcyjna, że aż kurwa wyjątkowa. Kolejne nowe doświadczenie do dodania do tego całego kalejdoskopu uczuć, które w sobie wyzwalali. I jakby nie mogło być już bardziej ckliwie i kochliwie z jego ust padła kolejna deklaracja. Kilka słów rzuconych prosto do jej usta, gdzieś pomiędzy włosami, które rozlały w jej ciele niesamowite ciepło. I chociaż usta nie odpowiedziały nic, tak ciało drgnęło, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Bo czy tu było potrzebne coś więcej? Był. Dla niej. I to w zupełności wystarczyło. Chociaż kanapka brzmiała równie zajebiście. Chociaż…
Z jajkiem? — dopytała, zadzierając głowę w górę. — Czy może z tą obrzydliwą maścią od twojej ciotki? — bo przecież podobno tylko to trzymał w lodówce. Uśmiechnęła się przelotnie, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Te piękne brązowe oczy, w których jawiła się troska. Uniosła dłoń do jego policzka i delikatnie pogładziła, by już po chwili złożyć na jego ustach równie miękki i delikatny pocałunek. Tylko ile oni mogli być tacy ckliwi i d e l i k a t n i?
Pilar chyba nie za długo, bo już po chwili zrobiła to jeszcze raz, tym razem napierając na niego mocniej, przelewając te wszystkie skrajne emocje w już o wiele bardziej agresywnym pocałunku. Już bardziej w ich stylu.
Sama nie wierze, że to powiem… — zaczęła, gdy w końcu się od niego oderwała. — Ale chyba zamiast jedzenia wolałabym się po prostu położyć — może faktycznie była jakaś chora? A może to po prostu fakt, że było już grubo po piątej i chyba wypadało, żeby złapali trochę snu. — Chociaż słyszałam plotki, że nie masz łóżka i sypiasz na gazecie.

Madox A. Noriega

002. champagne was a bad idea

: pn sty 12, 2026 7:21 pm
autor: Madox A. Noriega
Może Dalton jednak wiedział o niej więcej, niż jej się wydawało?
Na pewno zresztą i pewnie Madox kazałby się jej nad tym zastanowić, co on wie, co może jeszcze wykorzystać przeciwko niej, bo zdjęcia były akurat mało szkodliwe. Chore, nie na miejscu, ale nie robiły krzywdy, a mogły być też elementy układanki, które zdecydowanie bardziej działały na jej niekorzyść. Ale nie chciał jej dzisiaj zawracać tym głowy, nie chciał jej tego mówić, nawet nie chciał o tym myśleć.
Może dlatego na to jej ogarnę to, skinął tylko głową, chociaż przecież w głowie już miał to, że on też popyta o Daltona, w zupełnie innych kręgach... Swoich zaufanych ludzi. Chociaż on ich przecież nie miał, ale ostrożnie mógł się czegoś dowiedzieć, zwłaszcza, że Nick Dalton jemu też robił koło dupy, więc mógł się na to powołać.
Przecież tego tak nie zostawi, bo jakby chodziło o kogokolwiek innego to może miałby to głęboko gdzieś, ale chodziło o nią. On już nie umiał się nie wpierdalać, jeśli chodziło o nią. Chociaż obiecał, że się będzie starał, robił to, dzisiaj się tak ładnie przy Daltonie starał nie pokazywać wcale jak mu na niej zależy. Tylko po co, skoro Nick Dalton i tak najprawdopodobniej wiedział co ich łączyło, skoro miał nawet zdjęcia z tego dnia jak wspólnie wybrali się do domu dziecka. Śledził ich pod sam sierociniec? Widział jak zareagowali, kiedy wybuchła ta bójka na stacji? Ciekawe.
Bo jeśli tak, to chyba już nie mógł mieć wątpliwości, co do tego, że Madox był w niej do szaleństwa zakochany, zabił by tego ruska za nią, Daltona też by mógł.
Co zresztą zaraz jej powiedział, nie to, że by za nią zabił, ale że ją kochał. Dwa proste słowa, dość nowe w jego słowniku, aczkolwiek w stosunku do niej tak szczerze, że nie dało się tego podważyć, ani tego, że był dla niej. Kiedy tak przytulał ją do siebie, bez podtekstów, bez tego całego ognia, który oni potrafili obudzić w jednej sekundzie. Ale czy to było jakieś gorsze? Czy to było mniej ich? Może nawet bardziej. Że para takich dwóch narwańców, potrafiła się tak na moment zatrzymać, okazać sobie wsparcie, uczucia tak głębokie, że może oni nawet sami siebie o nie nie podejrzewali.
Madox to na pewno nie podejrzewał, bo on nigdy też tak o nikim nie myślał, tak się nie przejmował, jak ją właśnie.
Aż serce w piersi mu przyspieszyło, bo to było ekscytujące ale i przerażające w tym samym czasie.
I już zaraz on to wszystko psuł tym pytaniem o kanapki, no nie psuł, ale po prostu trochę sprowadzał na ziemię, trochę robił bardziej po ich. Ale wciąż z pełną troską wymalowaną na twarzy. Bo przecież on też nigdy, nikomu nie robił kanapek!
Ciemne tęczówki spoczęły na jej pięknych, brązowych oczach, kiedy zadarła głowę do góry.
- Jeśli są jajka to tak, a jeśli nie, to na pewno jest masło orzechowe i dżem - to były te jedyne rzeczy, które u Madoxa były zawsze, bo się nie psuły, bo mogło go nie być w domu przez trzy dni i nic mu się nie zepsuło w lodówce - maść jest w klubie, ale jakbyś chciała żebym cię posmarował, to znajdę coś innego - ciekawe co? Ale może znalazłby coś, co należało do Debbie i by się sprawdziło? Zapewne.
Kiedy oparła dłoń na jego policzku, to przekręcił głowę, żeby musnąć ustami jej skórę, tylko musnąć, nie szczypnąć zębami jak zwykle. Bo jednak wychodziło na to, że oni też potrafili to zrobić trochę inaczej, wolniej, spokojniej, bardziej z głową. Bardziej ze wsparciem.
Niesamowite.
Niesamowity też był ten pocałunek, chociaż nie było w nim szaleństwa, tego dzikiego pierwiastka, to sprawił, że po plecach przeszedł dreszcz. Chociaż już zaraz jego dłonie wylądowały na jej policzkach, przesunął nimi na jej kark, wplatając palce w te jej czarne kudły włosy, całując ją zachłanniej, bardziej w ich stylu.
Uniósł jedną brew, kiedy zaczęła, bo w zasadzie też się tego nie spodziewał, ale z drugiej strony jeszcze kilka godzin temu Madox sam o tym marzył, aczkolwiek ta cała akcja z Daltonem sprawiła, że krew w żyłach znowu się zagrzała. Odgarnął jej z policzka niesforne kosmyki ze spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, czekoladowych oczach, chociaż na to sypianie na gazecie, on tymi swoimi strzelił w sufit.
- A słyszałaś, że dla specjalnych gości rozkładam karimatę? - zapytał i już sięgał do suwaka jej kurtki, żeby go jej odsunąć, żeby zsunąć ją z jej ramion... i walnąć na kanapę, jakby nie miał wieszaka. Jeszcze przez chwilę jego ciemne oczy wpatrzone były w jej twarz, a później coś w nich błysnęło, chyba ten ogień, bo bez żadnego ostrzeżenia, chwycił ją w pasie, a potem przerzucił sobie przez ramię, palce zacisnął na jej pośladku.
- A bardzo specjalnych to sam tam zanoszę, na tą gazetę - tylko, że kiedy otworzył z kopa drzwi do sypialni, to okazało się, że jednak nie było tutaj żadnego kartonu po bananach, tylko wielkie łóżko. Do tego jeszcze ładnie zasłane i zawalone poduszkami, na których zaraz wylądowała Pilar. Oczywiście, że Debbie mu pościeliła to łóżko, bo od jakiegoś czasu, to ona właśnie tutaj sypiała. Sama, żeby nie było.

Pilar Stewart

002. champagne was a bad idea

: pn sty 12, 2026 8:10 pm
autor: Pilar Stewart
Masło orzechowe i dżem brzmiały zajebiście. Wybornie nawet. I pewnie w każdej innej okoliczności brzuch Pilar już wydałby z siebie dźwięk, a w jej ustach aż zgromadziłby się nadmiar śliny; pewnie uśmiechnęłaby się ładnie i poprosiła o podwójną porcję, ale nie dzisiaj. Nie tego wieczoru, kiedy tak wiele rzeczy się wysypało; kiedy jej auto było dosłownie spalone, a Nick Dalton okazał się kompletnym psycholem, który śledził każdy jej ruch.
A przecież to miał być taki miły wieczór.
Chociaż końcówkę miał już o wiele lepszą, kiedy jej usta w końcu osadziły się na tych Madoxa. Kiedy na kilka marnych minut zamknęli się w swojej bańce, tak czułej i intymnej, że dosłownie niesamowitej, tak bardzo do nich niepodobnej, a jednak ich. I dobrze, bo gdyby Madoxa teraz przy niej nie było, chyba dosłownie by ją popierdoliło i to wcale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Wręcz przeciwnie.
Prychnęła na uwagę o karimacie, przyglądając mu się z niedowierzaniem i przy okazji pozwalając, by ściągnął z niej kurtkę. Faktycznie już nie była jej potrzebna — wystarczyła niewielka bliskość z Noriegą, by skóra na nowo zapłonęła żywym ogniem.
Czyli to już ten etap znajomości, kiedy dostaje karimatę? — rzuciła, skradając mu z ust jeszcze jeden przelotny pocałunek. Tylko już po chwili okazało się, że Pilar wcale nie zasłużyła sobie na karimatę, ale na miano bardzo specjalnego gościa i to w dodatku takiego, który nawet sam nie musiał przemieszczać się po mieszkaniu, bo Madox zrobił to za nią. A ona w ramach podziękowania przygryzła jego plecy (które przeszły po dreszczu), zaraz potem kontrując to ciepłym pocałunkiem.
I jakże to było piękne zakończenie wieczoru, kiedy w końcu wylądowali na miękkim łóżku. Kiedy wreszcie mogli odetchnąć, wsłuchać się w ciszę przerywaną energicznymi uderzeniami własnych serc i wtulić w siebie nawzajem. I szczerze? Na tamtą chwilę Stewart nie potrzebowała nic innego. Nawet nie zauważyła momentu, kiedy zasnęła z głową schowaną w jego klatce piersiowej.

Obudziła się za to jako pierwsza. W mieszkaniu było już o wiele cieplej, co jasno wskazywało na to, że ogrzewanie znowu działało. Za oknem nawet pojawiło się lekkie słońce, chociaż za chmurami, dzięki czemu promienie nie świeciły bezpośrednio do pomieszczenia.
Nim zwlekła się z łóżka, leżała jeszcze jakieś dobre dwadzieścia minut, po prostu na niego patrząc. Jak w jakiś obrazek. W sposób w jaki pełne usta rozchylały się nieznacznie łapiąc powietrze, jak klatka piersiowa unosiła się, naprężając zdobiące ją tatuaże i jak spokojnie wyglądał. Musiała się naprawdę spiąć, żeby utrzymać ręcę przy sobie; by nie musnąć jego obłędnego ciała, nie zacząć go całować.
Finalnie zebrała się w ciszy, dla zasady ukradła mu z szafy jakąś kolorową koszulę i przeszła do salonu. W końcu mogła na spokojnie obejrzeć jego mieszkanie, które w świetle dziennym nabierało zupełnie innej perspektywy. A tym bardziej ten cały bałagan, który zostawili po powrocie. Pozbierała, co mogła, koc złożyła ładnie w kosteczkę, kurtki powiesiła na wieszak i poprawiła ten przeklęty dywan, o który potknęła się całe trzy razy poprzedniej nocy.
Miała nawet plan, żeby skoczyć po jakieś śniadanie, zrobić mu niespodziankę, cokolwiek, co zaczęłoby ten dzień inaczej niż to całe szambo, które wyjebało. O Daltonie nawet nie chciała jeszcze myśleć, to miał być m i ł y poranek.
Tylko tak jak szybko się zaczął, tak równie szybko skończył. Bo kiedy Pilar weszła do łazienki jej uwadze wcale nie uszły damskie kosmetyki, rozłożone na półce i przy wannie, a tym bardziej damska bielizna, którą akurat zauważyła przez przypadek, kiedy wrzucała jego upierdoloną koszulę do kosza na pranie. Były nawet dwie szczoteczki. S z c z o t e c z k i, kurwa. I chociaż Pilar przecież nigdy nie wyciągała pochopnych wniosków, tak tutaj naprawdę niewiele trzeba było, by mogła się tylko domyślić, że bywał tu ktoś jeszcze. Bo na pewno nie ona.
Ta myśl ruszyła ją do tego stopnia, że w pierwszej kolejności chciała do niego iść i go obudzić, zapytać, o co chodziło, w drugiej zaś postanowiła wyjść bez słowa i odezwać się może za jakiś czas. Padło na trzecią, w której pokręciła się po mieszkaniu, głównie chodząc w kółko, by finalnie zasiąść na jednym z krzeseł i podkulić nogi pod samą brodę.
Sama nie wiedziała, ile siedziała w takiej pozycji, wpatrzona tępo w jeden punkt gdzieś za oknem, ale z pewnością trochę, bo w pewnym momencie było słychać ruch w sypialni i szelest pościeli. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Czekała w spokoju (dziwne) i opanowaniu (jeszcze dziwniejsze), aż Noriega łaskawie pojawi się salonie.
Jednak zaraz będę się zbierać — oznajmiła chłodno, nawet na niego nie patrząc. — Zostanę u siebie w mieszkaniu — dodała tak dla jasności, bo oczywiście, że na świeżo ta kwestia nawet nie podlegała dyskusji. Może jeszcze gdyby nie wcześniejsze znaleziska zastanowiłaby się dwa razy, ale tak? Nie miała żadnych wątpliwości.
Mieszkasz tu sam? — odwróciła się w końcu w jego stronę, wbijając w niego ciemne spojrzenie. Bo chyba kochanki wcale nie zostawiały kosmetyków?

Madox A. Noriega