old ghosts came hunting
: sob mar 07, 2026 7:31 pm
Uśmiechnęła się słabo pod nosem na ten ryż z resztek. Ta absurdalnie przyziemna wizja pozwalała na moment przenieść się w inne miejsce. W coś cieplejszego, bardziej ludzkiego, zupełnie niepasującego do miejsca, w którym się znajdowali. Jakby jej umysł desperacko chciał uwierzyć, że taka scena naprawdę mogła kiedyś istnieć. On stojący w kuchni, wkurwiony na patelnię, coś przypalające się na kuchence i ta jego paskudna mina człowieka, który nigdy nie przyzna się, że coś spieprzył. Bo przecież on ma wszystko pod kontrolą.
Kiedy mówiła wcześniej te wszystkie rzeczy, nie planowała rzucać na niego żadnego ciężaru. Znała go już wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, jak działał. Że uczucia były dla niego trudn i newygodne. Niezręczne i czymś czego unikał, bo nie znał. Dla niej zresztą też nie były czymś naturalnym. Dlatego przez cały ten czas nauczyła się je rozpuszczać. Przemycała rzeczy cięższe w zdaniach pozornie lekkich, albo zasłaniała rzuconmi, mękkimi zaczepkami zaraz po nich bo te pozwalały mu je przyjąć bez konieczności reagowania wprost.
Kiedy jednak wypowiedział jej imię, nie po raz pierwszy, to jak raz napięła się odruchowo. Miała teraz poczucie, że być może powiedziała za dużo, pojawiło się natychmiast. Nawet przez ten ułamek sekundy zdołała stwierdzić, że to był błąd. Że potraktowała go jak takie zwierzę zagnane w róg, bo był ranny i wyczerpany, a ona w tej chwili naciskała go czymś, a on nie miał dokąd uciec, nie miał jak tego od siebie odepchnąć.
. Liczyła, że to zostawi. Pozostawi niepociągnięte, rzucone w eter. To niby nie była wielka deklaracja – jeśli spojrzeć by na to z boku, nie znając ich kontekstu. Ale ona wiedziała, żę to było ciężkie. Zdecydowanie nie ich
Kiedy jego palce ujęły jej dłoń przy swoim policzku, poczuła jak coś w jej klatce piersiowej zaciska się boleśnie, a jednocześnie wszystko się uspokaja w niej. Choć była napięta, wierząc że było to rażące faux-pas w ich relacji, to patrzyła na niego, wyczekując reakcji.
Nie spodziewała się jednak tego, co przyszło po tym. Ani tego tonu, ani tych słów. Jej serce zareagowało na słowa zanim głowa zdążyła je w ogóle przetworzyć. Targnął nią bolesny skurcz gdzieś w klatce piersiowej, który zaraz potem rozlał się czymś cieplejszym. Nie była osobą, która łatwo wierzyła w podobne obietnice. Życie bardzo wcześnie nauczyło ją, że ludzie mówią wiele rzeczy, których potem nie są w stanie spełnić. On jednak nie był 'ludźmi'. Był nim. I właśnie dlatego to zadziałało. Mocniej niż kiedykolwiek zdołałaby przypuszczać.
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć na jego słowa, zanim zdążyła przytaknąć tej jego prośbie, że ona też ma walczyć, on dodał coś, co sprawiło, że coś w niej nagle zamarło.
Dlaczego nie powiedziałaś, że chorujesz?
Potrzebowała sekundy, żeby w ogóle zrozumieć, co właśnie usłyszała. Galopada pytań przebiegła po jej umyśle, a ona nie miała odpowiedzi ani na nie, ani na to zadane przez niego.
Bo skąd on wiedział? Przecież zadbała o to, aby właśnie nie wiedział. Nie zostawiła żadnych wyników badań, ani nie zostawiła żadnych dokumentów. Nie zapisywała terminów wizyt, bo nie chodziła na kontrole, nie robiła niczego, co mogłoby wzbudzić podejrzenia. Nie brała leków, nic.
Skąd? Skąd wiedział?
Nie było opcji, że to był trafiony strzał na chybił trafił. Zresztą – Damon nie stostował podchodów tylko zawsze pytał ją wprost. Nawet kiedy coś było niewygodne, albo raczej – zwłaszcza, jeśli coś było niewygodne.
Nie spanikowała. Tak jej się wydawało.
— Bo nie choruję — odpowiedziała, znacznie bardziej cierpko, niż by chciała. Niż w ogóle planowała. I dopiero kiedy wypowiedziała te słowa, zorientowała się, że jej wzrok uciekł gdzieś na bok. Że cofnęła głowę, wyślizgując się spod jego dotyku. Że była cały czas napięta, choć jeszcze chwilę temu tak bardzo lgnęła pod jego palce.
Nie chciała go okłamywać, ale jednocześnie nie chciała mu o tym mówić. Dla niej to było już… nieistotne. Bo to był etap, którego nie dało się odwrócić. Moment, w którym poddała się jeszcze zanim naprawdę zaczęła walczyć. I nie było to bezmyślne, bezsensowne. Podjęła tę decyzję niemal od razu, choć nie bez przemyślenia. Opierając ją na własnym doświadzceniu i rysie z przeszłości.
Damon Tae
Kiedy mówiła wcześniej te wszystkie rzeczy, nie planowała rzucać na niego żadnego ciężaru. Znała go już wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, jak działał. Że uczucia były dla niego trudn i newygodne. Niezręczne i czymś czego unikał, bo nie znał. Dla niej zresztą też nie były czymś naturalnym. Dlatego przez cały ten czas nauczyła się je rozpuszczać. Przemycała rzeczy cięższe w zdaniach pozornie lekkich, albo zasłaniała rzuconmi, mękkimi zaczepkami zaraz po nich bo te pozwalały mu je przyjąć bez konieczności reagowania wprost.
Kiedy jednak wypowiedział jej imię, nie po raz pierwszy, to jak raz napięła się odruchowo. Miała teraz poczucie, że być może powiedziała za dużo, pojawiło się natychmiast. Nawet przez ten ułamek sekundy zdołała stwierdzić, że to był błąd. Że potraktowała go jak takie zwierzę zagnane w róg, bo był ranny i wyczerpany, a ona w tej chwili naciskała go czymś, a on nie miał dokąd uciec, nie miał jak tego od siebie odepchnąć.
. Liczyła, że to zostawi. Pozostawi niepociągnięte, rzucone w eter. To niby nie była wielka deklaracja – jeśli spojrzeć by na to z boku, nie znając ich kontekstu. Ale ona wiedziała, żę to było ciężkie. Zdecydowanie nie ich
Kiedy jego palce ujęły jej dłoń przy swoim policzku, poczuła jak coś w jej klatce piersiowej zaciska się boleśnie, a jednocześnie wszystko się uspokaja w niej. Choć była napięta, wierząc że było to rażące faux-pas w ich relacji, to patrzyła na niego, wyczekując reakcji.
Nie spodziewała się jednak tego, co przyszło po tym. Ani tego tonu, ani tych słów. Jej serce zareagowało na słowa zanim głowa zdążyła je w ogóle przetworzyć. Targnął nią bolesny skurcz gdzieś w klatce piersiowej, który zaraz potem rozlał się czymś cieplejszym. Nie była osobą, która łatwo wierzyła w podobne obietnice. Życie bardzo wcześnie nauczyło ją, że ludzie mówią wiele rzeczy, których potem nie są w stanie spełnić. On jednak nie był 'ludźmi'. Był nim. I właśnie dlatego to zadziałało. Mocniej niż kiedykolwiek zdołałaby przypuszczać.
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć na jego słowa, zanim zdążyła przytaknąć tej jego prośbie, że ona też ma walczyć, on dodał coś, co sprawiło, że coś w niej nagle zamarło.
Dlaczego nie powiedziałaś, że chorujesz?
Potrzebowała sekundy, żeby w ogóle zrozumieć, co właśnie usłyszała. Galopada pytań przebiegła po jej umyśle, a ona nie miała odpowiedzi ani na nie, ani na to zadane przez niego.
Bo skąd on wiedział? Przecież zadbała o to, aby właśnie nie wiedział. Nie zostawiła żadnych wyników badań, ani nie zostawiła żadnych dokumentów. Nie zapisywała terminów wizyt, bo nie chodziła na kontrole, nie robiła niczego, co mogłoby wzbudzić podejrzenia. Nie brała leków, nic.
Skąd? Skąd wiedział?
Nie było opcji, że to był trafiony strzał na chybił trafił. Zresztą – Damon nie stostował podchodów tylko zawsze pytał ją wprost. Nawet kiedy coś było niewygodne, albo raczej – zwłaszcza, jeśli coś było niewygodne.
Nie spanikowała. Tak jej się wydawało.
— Bo nie choruję — odpowiedziała, znacznie bardziej cierpko, niż by chciała. Niż w ogóle planowała. I dopiero kiedy wypowiedziała te słowa, zorientowała się, że jej wzrok uciekł gdzieś na bok. Że cofnęła głowę, wyślizgując się spod jego dotyku. Że była cały czas napięta, choć jeszcze chwilę temu tak bardzo lgnęła pod jego palce.
Nie chciała go okłamywać, ale jednocześnie nie chciała mu o tym mówić. Dla niej to było już… nieistotne. Bo to był etap, którego nie dało się odwrócić. Moment, w którym poddała się jeszcze zanim naprawdę zaczęła walczyć. I nie było to bezmyślne, bezsensowne. Podjęła tę decyzję niemal od razu, choć nie bez przemyślenia. Opierając ją na własnym doświadzceniu i rysie z przeszłości.
Damon Tae