Strona 5 z 5

rum ain't gonna fix it

: wt sty 27, 2026 6:49 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: wt sty 27, 2026 8:11 pm
autor: Madox A. Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: wt sty 27, 2026 9:21 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: wt sty 27, 2026 10:45 pm
autor: Madox A. Noriega
On chyba też czuł to pierdolone połączenie dusz, lepiej by tego nie ujął w słowa, nie opisał. Bo to było coś ponad to wszystko co on zawsze doświadczał, coś zupełnie innego. Jakby rzeczywiście oni byli dla siebie stworzeni. Znaleźli się w tym brudnym, dziwnym świecie, dwoje dzikusów, szaleńców, którzy przecież tak bardzo odstawali od normy. Bo on całe życie słyszał jesteś taki, czy siaki, jesteś zbyt, impulsywny, narwany, agresywny, głupi. A dla niej był akurat. Tak samo jak ona dla niego. Idealna.
Do tego stopnia, że życie by za nią oddał, wszystko by oddał. Żeby była spokojna, żeby była szczęśliwa, żeby była bezpieczna.
Spełniona.
I teraz to spełnienie czuł pod opuszkami palców, w drżeniu jej ciała, w każdym tym oddechu, w bijącym w piersi sercu. Czuł, że to nie jest już tylko i wyłącznie pociąg fizyczny, to już nawet nie jest ta chemia w głowie, która pojawiła się w Medellin, kiedy on wyznawał jej miłość szczerze nią zauroczony. Wtedy jeszcze będąc na tym haju towarzyszącym pierwszemu zbliżeniu, kiedy jeszcze okystocyna buzowała w żyłach, bo to był już jakiś zupełnie nowy poziom.
Wyczuł to. Czuł to, tak samo jak ona.
Kiedy zbierał ją z tego rozgrzanego blatu, kiedy znowu lądowała w jego ramionach. Kiedy jego ciemne tęczówki błądziły po jej twarzy, a usta wyginały się w mimowolnym uśmiechu. Kiedy z jego ust padło to krótkie wyznanie miłości, tak kompletnie szczere, a ona się spięła, czuł to przecież, to jak jej ciało się spina pod jego palcami.
- Hermoso - powiedział to powoli. Bo to było najpiękniejsze, co on kiedykolwiek widział. Ona była kurwa najpiękniejsza. Żadnej innej, nigdy nie chciał. Już.
A kiedy to odwzajemniła, to te amo, kiedy zamknęła ich usta w tym czułym pocałunku, to poczuł jak wzdłuż kręgosłupa przechodzi mu ten przyjemny dreszcz, jak serce wyrywa się w piersi tak mocno, że prawie boleśnie, do niej.
A kiedy wylądowała na jego kolanach, odruchowo się w nią wtulił, objął ją przyciskając do siebie, opierając szorstki policzek na jej piersi. Jego palce nie sunęły już po jej skórze gwałtownie, wcale, delikatnie głaskały jej uda, jej plecy, z wdzięcznością, którą ona też mu zaraz przekazała w tym krótkim gracias, które znaczyło dla niego tak wiele. Jakby wiedział, że przecież to dla niej jest coś zupełnie innego, nowego. Dla nich obojga.
Bo on też przecież nigdy nie chciał być, nie chciał zostawać, a z nią chciał, na zawsze. Co by się nie działo i nie wydarzyło. Zadarł głowę do góry, kiedy jej dłoń spoczęła na jego brodzie i chociaż chciał coś powiedzieć, może, że nie pozbędzie się go tak łatwo?
To nie zdążył, bo jej gorące, pełne usta już wylądowały na tych jego, w tym długim, głębokim pocałunku, który zdawać by się mogło, że dotykał gdzieś tam samego dna duszy. Jej dobrego serca i tego jego czasem dobrego, które teraz biły jednym rytmem. Ten pocałunek był inny, a jednak kiedy się od niego odsuwała, to szczypnął zębami jej wargę zaczepnie.
- A miało być dużo deserów... - mruknął, ale tylko udawał niezadowolenie, bo zaraz chwycił w palce jej rękę, splótł jej palce ze swoimi, uniósł ją do góry i musnął wargami jej wierzch raz... - chociaż burger brzmi zajebiście - jego żołądek też chyba tak stwierdził, bo aż zaburczało mu w brzuchu. Znowu jego wargi znalazły się na jej dłoni, drugi.
- Chociaż ten deser... - jeszcze raz spojrzał w te jej bajeczne, czekoladowe oczy - ale mówiłaś, że jest ciasto tak? - i teraz to już wstał ustawiając ją do pionu, trzymając za tą rękę, którą sobie oparł na karku, jeszcze raz się do niej pochylił, żeby tym razem musnąć wargami jej zmysłowo rozchylone usta. No i może zrobiłby to jeszcze raz... A potem kolejny, tylko, że znowu zadzwonił ten jego telefon, tylko, że wcześniej chyba przez przypadek włączył w nim dźwięk i w pokoju wybrzmiała jakaś latynoska muzyka.
Wywrócił oczami w sufit i w końcu się ode niej odsunął.
- Może odbiorę? - zaproponował, a zaraz znowu cmoknął ją zaczepnie - a ty zacznij - i ruszył po telefon, po drodze zbierając z podłogi swoje bokserki, które wciągnął na siebie jedną ręką, bo w drugiej już trzymał smartfona.
Wreszcie. W końcu. Przesunął na zieloną słuchawkę i odebrał. Oparł telefon na ramieniu, podciągając się i zbierając w podłogi jej majtki. Wyciągnął je w jej kierunku.
- Nie musisz ich zakładać i tak je zdejmę... - mruknął, ale kiedy wystawiła do niego rękę, to je do niej rzucił, bo już zaraz odezwał się do słuchawki po hiszpańsku.
- Si... - skierował się do sypialni, żeby porozmawiać, bo kiedy głos w słuchawce zaczął mu coś tłumaczyć, to momentalnie spoważniał. Ściągnął do siebie brwi.
- Sí, ese soy yo - tak, to ja, mogła jeszcze usłyszeć zanim zamknął za sobą drzwi sypialni.
To nie do końca tak, że chciał coś przed nią zataić, że miał coś do ukrycia, tylko kiedy usłyszał w jakiej sprawie do niego dzwonią, to stwierdził, że to może być trudna rozmowa.
Była trudna, chociaż trwała może z dziesięć minut, może nie? Jemu wydawało się, że za długo. Jakby czas znowu na moment się zatrzymał.
I on też, kiedy wyszedł z sypialni, to stanął przy drzwiach, drapiąc się po policzku.
- Pilar… - zaczął, nie za bardzo wiedząc jak ma jej to powiedzieć, ale może po prostu? - muszę lecieć do Meksyku.

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: wt sty 27, 2026 11:32 pm
autor: Pilar Stewart
Miało być dużo deserów... I Pilar miała zamiar dopilnować, że tak będzie. Przecież noc była jeszcze młoda. Mieli masę czasu do poranka, kiedy trzeba będzie zderzyć się z kolejnym dniem i szarą rzeczywistością. Kiedy znowu będzie musiała pojechać na komendę i grzebać w papierach przez cały dzień, katując się tym, co się stało i znowu robiąc sobie kawę w kuchni, zauważy ten pieprzony kubek Daltona z wielkim, puchatym misiem i napisem lubię się przytulać. Chociaż może jutro w końcu go wypierdoli? Może nikt nie zauważy? Albo chociaż przestawi go gdzieś na tyły półki, żeby nie świecił przy każdym otwarciu.
To wszystko, to jednak były problemy jutra. Bo przecież oni tutaj dopiero zaczęli. Ledwo co się pogodzili. Przeżyli taką piękną chwilę uniesienia i spełnienia, zwieńczoną oficjalnym nazwaniem uczuć, które do siebie żywili. Dopiero się rozkręcali. Ba, kurwa, nawet nie wzieli się jeszcze za burgery, które już pewnie były zimne, nie wspominając o frytkach, które z pewnością zrobiły się gumiaste. Ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie Pilar. Szczególnie, że on już łapał ją znowu w pasie, już przyciągał mocno do siebie i całował tymi swoimi pełnymi, gorącymi ustami. Przesunęła dłoń na jego kark, dokładnie tam, gdzie ją poprowadził, a następnie czubkami paznokci przejechała po wciąż wilgotnej skórze. Wolno i leniwie, przyglądając mu się przy tym uważnie.
W sumie to już nie pamiętam co dokładnie wzięłam, ale z ciast chyba… wszystkie rodzaje, jakie mieli — wzruszyła ramionami. Teraz była już o wiele trzeźwiejsza, pomimo wypalenia skręta i wszystko co było ponad godzinę temu jakoś magicznie wyparowało z jej głowy, zastępując wspomnienia tymi sprzed kilku chwil. Bo to one rozlewały się w jej myślach i wciąż wypełniały każdą żywą komórkę. — No i mus! — otworzyła szerzej oczy, jakby nagle ją oświeciło, chociaż widząc minę Noriegi, aż prychnęła. — Ale nie owocowe, estupido, tylko takie z białą czekoladą i malinami… — przysunęła się nieco bliżej, tuż nad jego usta, tylko zamiast je pocałować, przysunęła wargi do jego ucha, zahaczając o płatek zębami. — Może mógłbyś je rozlać na mnie i… — nie dokończyła, a miała jeszcze w planach kilka soczystych zdań, które z pewnością by się mu spodobały, gdyby nie telefon, który znowu się odezwał. Tylko tym razem zamiast wibrować, pomieszczenie wypełniła muzyka latino. Nienajgorszą swoją drogą, jednak to wcale nie powstrzymało Stewart przed głośnym westchnieniem. Aż odchyliła głowę do tyłu i zawisła na nim na moment.
Odbierz — przewróciła oczami. Bo przecież wydzwaniali do niego już całe wieczór. Jak teraz nie odbierze, to zaraz zadzwonią ponownie i ponownie i tak kurwa do białego rana, a przecież oni mieli jeszcze tutaj kilka rzeczy do… załatwienia. — Ogarnij to szybko, to może zostawię ci trochę tego musu… — chciała mu dać jakąś zachętę, motywacje, by pozbył się natarczywego nadawcy i wrócił do mniej w miarę szybko.
Szczególnie, że nim Pilar zdążyła usiąść na kanapie i otworzyć pierwszą torbę, to on już wyszedł do sypialni z telefonem. Trochę dziwne, że nie chciał rozmawiać przy niej, ale z drugiej strony przecież to nie jej sprawa, jakie on na boku kręcił biznesy. Może nawet lepiej, że nie wiedziała, bo jeszcze by sie na niego wkurwiła. A kłótni to oni mieli chyba wystarczająco jak na jeden dzień. Dlatego wzruszyła tylko ramionami i zabrała się za burgera.
Oczywiście ciuchów na siebie nie ubrała. Nawet tych majtek, które jej rzucił. Siedziała nago jak ją Pan Bóg stworzył i zajadała się obłędną kanapką z solidną porcją mięsa, wciskając przy okazji do ust frytki i zaraz potem przegryzając jeszcze kurczakami i kawałkami quesadilli. Oczywiście odłożyła mu też wszystkiego po trochę na bok, żeby nie było! Nawet ubabrała się w kilku miejscach sosem i jakiś kawałek kurczaka też ostał się jej na piersi, kiedy Noriega wrócił z pokoju. Nie miała pojęcia ile czasu minęło, ale biorąc pod uwagę, jak upaćkana była jedzeniem: chyba trochę.
Już to Pilar na starcie wcale się jej nie spodobało. Uniosła na niego spojrzenie i od razu ściągnęła brwi, trzymając w ręce kawałek kurczaczka. Chociaż kiedy dodał to musze lecieć do Meksyku, to prawie się kurwa zadławiła. Zaczęła kaszleć tak mocno, że Madox aż musiał do niej podejść i poklepać po plecach, żeby przypadkiem się nie udusiła.
Gdzie? — rzuciła, kiedy w końcu mogła nabrać nieco więcej powietrza w płuca. — Do Meksyku? — no przecież właśnie jej to powiedział. Ale ona jakby kompletnie tego nie zakodowała. Albo nie rozumiała. Może dlatego tak wszystko po nim powtarzała. — Dlaczego musisz kurwa jechać do Meksyku? — rzuciła tym kawałkiem kurczaka na pudełko i spojrzała na niego wyczekująco. A było tak miło...

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: śr sty 28, 2026 12:20 am
autor: Madox A. Noriega
Uniósł obie brwi, kiedy powiedziała, że wzięła wszystkie rodzaje ciast jakie mieli, bo pewnie Madox je znał, skoro tam bywał, skoro nawet przyjaźnił się z właścicielem. Kiedy jej paznokcie przesunęły się po jego karku pochylił się nad nią bliżej, zawiesił usta nad tym jej.
- Mają zajebiste ciasta, a najlepsza jest szarlotka, taka szarlotka z lodami, na twoich... - już chciał powiedzieć, że na jej gorących udach, ale ona wtedy znowu wspomniała o tych musach i się skrzywił, wystawił czubek języka - fuj - mruknął. Tylko, że Pilar zaraz mu powiedziała, że nie te dla dzieci owocowe, tylko jakieś z białą czekoladą i malinami, aż znowu zaburczało mu w brzuchu. To brzmiało lepiej. Całkiem dobrze. A jeszcze lepiej brzmiało to co powiedziała później, aż się obejrzał, żeby zajrzeć w jej obłędne, czekoladowe oczy, jakby chciał sprawdzić czy mówiła poważnie. Ale przecież wiedział, że mówiła. Sięgnął palcami do jej pośladka, żeby zacisnąć je na nim, przycisnąć ją do siebie, może jak odpowiednio by to rozegrał, to jednak zaczęliby od tego musu?
Tylko, że już nie było dane się mu dowiedzieć, bo zaraz znowu zadzwonił telefon, tym razem głośno. On też aż odchylił głowę do tyłu, chyba był równie zawiedzony co ona. Przesunął powoli palcami po jej biodrze, kiedy się od niej odsuwał.
- I co z tym musem? - dopytał jeszcze zanim sięgnął po telefon, zanim wciągnął na siebie bokserki - musisz mi go zostawić - dodał jeszcze, teraz to już z malująca się na twarzy prośbą.
Naprawdę chciał to szybko załatwić.
Ale kiedy już siedział na łóżku w sypialni, to okazało się, że tak szybko się nie da, bo zadawali mu mnóstwo pytań, a ona na wszystkie odpowiadał, a później jeszcze nawet musiał podać jakieś swoje dane. Wyszedł raz do salonu, żeby zgarnąć ze spodni swój portfel, chociaż na Pilar nawet nie spojrzał. A szkoda, bo akurat ten sos z kurczaka kapał jej na piersi.
W końcu jednak wrócił, a minę miał poważną, trochę zamyśloną. Od razu jej powiedział o tym Meksyku, bo przecież nie było innej opcji, przecież nie było sensu, żeby ją okłamywał, czy zmyślał. On nawet trochę liczył na to, że może ona poleci tam z nim? Ale może nie powinien jej tam ciągnąc? Po tym co się wydarzyło? Biorąc pod uwagę to, w jakim celu on tam miał lecieć...
Widząc jej reakcję i to jak się zakrztusiła kurczakiem, to podszedł do niej i lekko poklepał ja po placach, a później mocniej, żeby jednak odkasłała. Usiadł obok niej. Sam nie wiedział, czy jest jeszcze głodny, czy całkowicie stracił apetyt? Powinien chyba, ale był zmieszany. Bo nagle się okazuje... znowu, że przeszłość gryzie go w dupę. I to taka, która przez ponad dziesięć jebanych lat ani razu się do niego nie odezwała.
Spojrzał na nią i już miał sięgnąć do tego kurczaka, którego trzymała w palcach, nawet się pochylił w jej kierunku, ale wtedy ona go odrzuciła do pudełka. A szkoda. Bo miał na niego ochotę.
Wbił ciemne tęczówki w jej piękne, brązowe oczy. Skoro zaczął to już musi powiedzieć jej resztę, tylko nie do końca wiedział jak, ale chyba po prostu, tak jak to zostało przekazane jemu.
- Dziwna sytuacja... - zaczął i przysunął się do niej bliżej, żeby oprzeć rękę na jej udzie i wtedy jego spojrzenie zjechało na dół, na jej pierś, na której miała jakiś kawałek kurczaka, sięgnął po niego - pamiętasz jak ci kiedyś mówiłem o mojej matce? - zapytał oblizując palce z tego marnego kawałeczka kurczaka. Nawet się zawahał, czy nie sięgnąć jeszcze po kolejny kawałek, ale może zaraz? Może najpierw jej to powinien wyjaśnić?
Nie wiedział czy pamiętała o jego matce, w końcu to było dawno, pili wtedy szampana, on wcale tak dużo jej nie powiedział. Nie było to nic szczególnego.
- Myślałem, że ona jest w Hiszpanii, obstawiałem Europę, bo to jednak większy kawałek świata od Medellin - stwierdził, no bo skoro ucieka się przed mafią, której ukradło się pieniądze, to chyba... daleko? A nagle okazuje się, że ona wylądowała w Meksyku. Chociaż to jeszcze nie było takie pewne, że to ona. Przejechał wytatuowanymi palcami po tych jasnych włosach pochylając głowę do przodu.
- Ale zadzwonili z Meksyku, że... - podniósł głowę, żeby znowu spojrzeć jej w oczy, nabrać więcej powietrza w płuca. Trochę go to gryzło. Trochę zepsuło mu humor -żebym przyleciał zidentyfikować jej ciało - powiedział to w końcu i aż wstał, zrobił dwa kroki w przód, ale się zatrzymał, obejrzał na nią - i to jest pojebane. Po dziesięciu latach. Jak ja mam ją poznać? Zidentyfikować, jak ja nawet nie wiem co ona tam robiła, nic nie wiem, bo powiedzieli, że w pierwszej kolejności muszą stwierdzić czy to ona... Ja muszę stwierdzić - spojrzał na nią z góry zatrzymując się gdzieś za stolikiem. Może powinien to bardziej przeżyć? Zważając na to, że znaleźli ciało jego matki?
Ale chyba nie umiał. Nie wiedział też, jak on ma do tego podejść, czy on ją w ogóle pozna. Przecież on przez te dziesięć lat zmienił się zupełnie, ona też mogła. Na pewno się zmieniła. A teraz on miał tam lecieć, żeby zidentyfikować jej ciało. Pojebane.

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: śr sty 28, 2026 1:32 pm
autor: Pilar Stewart
Szarlotka z lodami brzmiała zajebiście. Prawie tak dobrze, jak mus, który chwile później mu zaproponowała. A najlepiej to jeszcze jakby te dwie rzeczy ze sobą połączyli, bo jeśli o Pilar chodziło, to mogła zlizywać z niego każdy możliwy deser, w różnych kombinacjach i z różnych części ciała.
Nawet poświęciła tej myśli o wiele więcej czasu niż powinna, do tego stopnia, że nim on wrócił z rozmowy telefonicznej, Stewart już była cała nakręcona, gotowa sięgać po czwartą torbę, w której kryły się wszystkie słodkości z restauracji, tylko wtedy on powiedział o tym Meksyku i gdzieś podświadomie poczuła, że to chyba koniec zabawy.
Widziała jego zatroskaną twarz, widziała to odległe spojrzenie, które nijak miało się do tego pełnego ognia i niedoczekania, kiedy odbierał od nieznanego numeru, kiedy po raz ostatni zajrzał jej głęboko w oczy i złożył na ustach czuły pocałunek. Teraz było tam już tylko zmartwienie i kilka innych emocji, które Pilar nie do końca potrafiła odczytać. Dlatego od razu zapytała o co chodzi, chociaż gdzieś w środku miała świadomość, że zaraz może odbić się od ściany. Były przecież rzeczy, których nie chciał jej mówić. Ona również miała swoje tajemnice, głównie związane z pracą, o których Madox nie miał pojęcia. Przy ich zawodach było to zdecydowanie zrozumiałe, a jednak przyglądając się jego zatroskanej twarzy, chciała wiedzieć. Bardzo chciała. Chciała mu jakoś pomóc. O ile w ogóle była w stanie.
Zmarszczyła brwi, gdy powiedział, że dziwna sprawa, a zaś kiedy spytał o matkę, aż się wyprostowała.
Oczywiście, że pamiętam — rzuciła praktycznie od razu. Pamiętała wszystko, co jej mówił. I chociaż wtedy w samolocie były to kompletnie zdawkowe informacje, tak nie uciekł jej wtedy żaden szczegół. Była zaangażowana w rozmowę dokładnie tak, jak teraz, kiedy słuchała dalszej części tej historii. Hiszpania brzmiała jak świetne miejsce, gdzie mógł zaszyć się ktoś uciekający przed mafią z Kolumbii. Ogólnie Europa. I to jak była dobrze połączona komunikacyjnie, dzięki czemu można się było łatwo przemieszczać. Kiwała głową, bo przecież to co mówił miało sens, jednak czuła, że on wcale jeszcze nie skończył, że dopiero za chwile wybrzmi powód, dla którego jego twarz malowała się w tak wielu skrajnych emocjach.
A on tak bardzo się ociągał. Kurwa, mówił okrężnymi zdaniami, aż miała ochotę złapać go za ramiona i wstrząsnąć nim, wydrzeć się, żeby przeszedł w końcu do sedna. Nawet otworzyła usta, żeby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, tylko wtedy on w końcu oznajmił, że chcą, żeby zidentyfikował ciało.
Ciało swojej matki.
Matki, która zostawiła go i uciekła.
Matki, która oszukała i okradła całą rodzinę.
Matki, której nie widział ponad dziesięć lat.
Nie wiedziała, co się mówi w takiej sytuacji. Przykro mi? Na pewno nie, chociaż przykro przecież jej było. A najbardziej to właśnie Madoxa w tym wszystkim. Bo nie dość, że już wtedy musiało to być dla niego kurewsko ciężkie, to jeszcze teraz musiał lecieć do pierdolonego Meksyku, identyfikować jej ciało? Kurwa.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy wstał z kanapy i przeszedł się po pokoju. Siedziała w ciszy, nie wypowiadając z siebie najdrobniejszego słowa, pozwalając, by te jego odpowiednio wybrzmiały. By mógł wyrzucić z siebie to, co siedziało mu na śledzionie. Dopiero kiedy skończył, kiedy ciemne oczy odnalazły te Pilar, poderwała się z miejsca.
Hej… — podeszła do niego i niemal od razu jedną dłoń splotła z tą jego, drugą natomiast ujęła szorstki policzek. — Poznasz ją. Człowiek chyba aż tak się nie zmienia przez dziesięć lat — zaczęła, omijając całą tą gadkę pełną współczucia, bo z pewnością ostatnią rzeczą, jaką on od niej potrzebował, to żeby było jej go żal. Żeby zaczęła się użalać i wymuszać na nim przedwczesną żałobę. Zamiast tego złapała jego ciemne spojrzenie. — Ty też przecież pomimo tego, że masz inne włosy, wciąż masz te same, obłędnie ciemne oczy, rysy twarzy… usta… — mówiła spokojnie, przesuwając dłoń po jego skórze, kończąc na ustach, które musnęła kciukiem. Człowiek może i zmieniał się na przestrzeni lat ale przecież zazwyczaj wcale nie do poznania. Pewne rzeczy pozostawały niezmienne. — Jeśli to faktycznie ona, z pewnością ją poznasz — przecież intuicję też miał nienaganną. Czuł i te jego czutki przez większość czasu były trafne.
Przejechała dłonią po jego karku, a następnie wplotła palce w blond włosy i przez krótki moment się nimi bawiła. Przeplatała pasma pomiędzy palcami, przy okazji masując jego potylicę, przy tym wszystkim cały czas przyglądając mu się uważnie.
Chciałabym pojechać tam z tobą — wypaliła w końcu. Nie wiedziała, czy nawet tego chciał. Kurwa, nawet nie była pewna, czy on tam faktycznie planował jechać, ale jeśli tak, to Pilar nie miała zamiaru puszczać go samego. Może i z matką nie miał najlepszych kontaktów, ale przecież nikt nie powinien przechodzić przez takie rzeczy w samotności. — Oczywiście, jeśli ty tego chcesz — nie chciała mu się narzucać. Chciała po prostu dać mu znać, że była. Dla niego. Zupełnie jak on był przez ten cały czas dla niej.

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: śr sty 28, 2026 3:10 pm
autor: Madox A. Noriega
Kiedy potwierdziła to, że pamięta co mówił jej o swojej matce, to westchnął jakoś ciężko, bo może łatwiej by było, gdyby nie pamiętała? I on też jakby nie pamiętał, to by było o wiele prościej. Bo mógłby powiedzieć od razu do tego telefonu, że nie chce mieć z tym nic wspólnego, tak jak z ojcem nie chciał mieć...
Kurwa.
Nie chciał mieć, a jednak pojechał do jego rodziny do Kolumbii na wesele, a jednak to tam się czuł naprawdę jak w domu, u siostry własnego ojca. Matkę też przecież spłacał latami, chociaż ona się tym wcale nie interesowała, ale on za każdym jebanym razem, jak wysyłał pieniądze do Medellin, to przecież o niej myślał. O tym jak kiedyś jako dzieciak przecież ją kochał. Jak w ogrodzie z kartonowych pudełek budowali teatr i bawili się pacynkami, kiedy był mały. A później był starszy i trochę bardziej wsiąkał w środowisko ojca, coraz bardziej... Czy mógł jej mieć za złe, że ona się wtedy od niego odsuwała? Chyba nie powinien.
Właściwie nie wiedział jak powinien ją traktować. Kiedy bez jakiegoś mrugnięcia okiem, ona zrzuciła to wszystko na jego barki, przed jego weselem. Aż zamknął na moment oczy i znowu przejechał dłonią po karku, po jasnych włosach, bo tak się chyba kurwa nie robi własnym dzieciom?
Ale co on mógł o tym wiedzieć? Jak jego rodzice zawsze byli jacyś zbrakowani, dysfunkcyjni, niedojrzali, nie chcieli go. Po co im bachor, kiedy ojciec wolał siedzieć z szemranymi typami, a matka była niespełnioną aktorką. Dziwna rodzina.
Bliższe mu były ciotki i kuzyni.
Ale kiedyś przecież... ją kochał.
Dawno temu.
Dlatego chyba to było takie pojebane, że to było tak dawno, że on już myślał, że nigdy do tego nie wróci, bo po co?
Bo przecież jego matka mogła sobie już gdzieś tam poukładać życie. On też swoje układał. Dziesięć lat je układał tutaj w Toronto, z różnymi skutkiem, ale teraz myślał, że może trochę lepszym?
Ciemne tęczówki zawiesił na Pilar, a kiedy do niego wstała to automatycznie, odruchowo się do niej przysunął, kiedy splotła swoje palce z tymi jego. Wtulił policzek w jej dłoń, gdy ją na nim oparła.
- No nie wiem - wzruszył ramieniem, przypominając sobie, jak on wyglądał, kiedy tutaj przyjechał, bez tych tatuaży, bez tej brody, dzieciak - nie poznałabyś Madoxa sprzed dziesięciu lat - rzucił, a kiedy przesunęła palcami po jego twarzy, kiedy oparła je na jego ustach, to szczypnął zębami jej opuszek, znowu wpatrując się w jej piękne, czekoladowe oczy. Tych oczu by chyba nigdy nie zapomniał...
Może te matki też będzie pamiętał?
Zamyślił się na moment na jej kolejne słowa. Może by ją poznał. Może ją pozna, jeśli to jest ona. Przez głowę przeszła mu taka myśl, co jej się stało, ale nic mu nie powiedzieli. Chociaż dzwonili do niego z policji, identyfikacja ciała, pytali go o jakieś jej znaki szczególne, ale nic nie mógł sobie przypomnieć. Nic szczególnego. Utkwił trochę nieprzytomne spojrzenie gdzieś w dywanie, bo się zastanawiał, czy w ogóle powinien tam lecieć? Chyba chciał, jeśli to jego matka, to zamknąć pewien rozdział swojego życia.
Dopiero jej słowa, kiedy powiedziała to chciałabym pojechać tam z tobą, sprawiły, że znowu przeniósł na nią spojrzenie, na jej obłędne, brązowe oczy otoczone kurtyną ciemnych rzęs.
- Na pewno? - zapytał, ale przecież chciał tego, tylko... Trochę to komplikowała te sprawa z Daltonem, ona jeszcze się z tego nie pozbierała, a tam w Meksyku też mogło być różnie. Mogło to trochę odbiegać od tych wakacji, które jej obiecał.
- Nie musisz, jeśli wolisz zostać i... - nie wiedział co ma jej powiedzieć, popracować nad sobą? Zadręczać się? Nie no nie chciał jej tutaj zostawiać. Samej.
- Chciałbym, żebyś poleciała ze mną - powiedział to w końcu, a ręką już sięgał do jej policzka, żeby zgarnąć z niego ciemne kosmyki, przełożyć je przez jej ramię do tyłu - co prawda chciałem cię zabrać do Medellin, wiesz na te drinki z palemką, ale Meksyk też brzmi spoko - stwierdził, jakby to rzeczywiście miały być jakieś wakacje. Przytulił ją do siebie mocniej. No przecież nawet jeśli się okaże, że to jego matka, to on zamyka pewien rozdział swojego życia i może zaczynać kolejny, nowy. Od wakacji w Meksyku. Z nią.
- Będę szukał biletów na pojutrze, pasuje ci? Bo jutro muszę jeszcze coś załatwić - nawet przez moment chciał powiedzieć, że z Eliotem, bo cały czas mu truł dupę, ale w porę się ugryzł w język, bo jednak nie chciał znowu do tego wracać. W ogóle o swojej matce też już nie chciał myśleć.
Może to nie ona?
A może ona?
Pociągnął ją z powrotem za rękę, do stolika, gdzie porozkładane było to jedzenie.
- No i co mi zostawiłaś? - zapytał, ale zamiast posadzić ją obok, to znowu usadził ją u siebie na kolanach, objął ramieniem, a zaraz ciemne tęczówki z jej twarzy, zjechały niżej na jej biust - jest jeszcze ten mus? - zapytał, chociaż zaraz dostrzegł jakąś plamkę z sosu na jej piersi, przejechał po niej bezwstydnie językiem - chociaż to też jest zajebiste - stwierdził i znowu spojrzał w jej piękną twarz. Bo ta twarz sprawiała, że jakieś te złe myśli odchodziły trochę w niepamięć.

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: śr sty 28, 2026 4:32 pm
autor: Pilar Stewart
Nie poznałabyś Madoxa sprzed dziesięciu lat.
Może było w tym trochę prawdy, ale z drugiej strony, Pilar była święcie przekonana, ze jednak by poznała. Może i jego ciało nie zdobiły wtedy tatuaże, buzię miał bardziej dziecięcą i mniej ognia w oku po tym, jak całe życie przewróciło mu się do góry nogami w Medellin, ale przecież wciąż był tym samym Noriegą, w którym się zakochała. Oczy dalej miał te same. Teksturę twarzy, pełne usta i kształt nosa. Znała jego twarz już na pamięć i nawet w kompletnej ciemności, tylko na podstawie dotyku, byłaby w stanie spokojnie rozpoznać go pośród setki innych, podobnych facetów. Akurat co do tego nie miała absolutnie żadnych wątpliwości.
Chociaż może faktycznie z jego matką było trochę inaczej; może wcale nie poszłoby tak prosto, bo sam Madox wypchnął w czeluści świadomości dużą ilość wspomnień, jednak Stewart wierzyła, że gdyby zobaczył w prosektorium własną matkę, z pewnością by ją poznał. Takie rzeczy chyba się czuło. Poza tym, tutaj stał jeszcze przecież wielki znak zapytania czy to faktycznie była jego matka. Może tak naprawdę ona była w Europie? Może wygrzewała się w gorącej Hiszpanii, a zabita została kobieta, która nie miała w sobie nic z Noriegi? Nie można było wykluczyć takiego scenariusza. Trzeba to było po prostu sprawdzić.
Uniosła na niego spojrzenie, kiedy rzucił to na pewno. Naprawdę miał wątpliwości? Przecież to nawet nie podlegało dyskusji.
Oczywiście, że na pewno — pokręciła głową, jakby nie mogła uwierzyć, że on naprawdę chociaż przez chwilę pomyślał, że wysłałaby go samego do Meksyku. — Medellin nie ucieknie, będzie tam też następnym razem jak będziemy chcieli polecieć na wakacje — wzruszyła ramionami, bo szczerze? Pilar miała tak bardzo w dupie gdzie on ją zabierze — jedyne czego chciała, to mieć go obok siebie i żeby spędzili trochę czasu razem, z dala od Toronto. Od komendy, klubu, niewygodnych spojrzeń i kujących w śledzionę wspomnień. Rrezestować się. Chociaż mówienie o tym wyjeździe w ramach wakacji było mocno koloryzowane. Z drugiej strony nie potrafił wyczytać z jego twarzy, jak bardzo się przejął.
Pojutrze brzmi super — uśmiechnęła się blado. — I tak chcieli mnie wysłać na urlop, to nawet się ucieszą, że w końcu im się to uda — wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru brać wolnego, żeby nie siedzieć samej w czterech ścianach, ale skoro mieli lecieć, to jutro z samego rana wypełni wszystkie formalności i zaniesie Eliotowi na biurko. Z pewnością odprawi ją z wielkim uśmiechem na ustach.
Miała do niego jeszcze kilka pytań, a przede wszystkim to chciała go zapytać, jak on się z tym wszystkim czuł. Tylko nim zdążyła powiedzieć cokolwiek, on już ciągnął ją na kanapę zaraz przy stoliku kawowym, na którym w wielkim chaosie Pilar pozostawiła masę jedzenia. Westchnęła głośno i na moment zepchnęła na myśli na dalszy plan, sięgając po pierwsze pudełko.
Dużo ci zostawiłam — rzuciła, nachylając się w przód. Dobrze, że trzymał ją w pasie, bo zdecydowanie przecenia odległość do stolika i prawie odbyła bliskie spotkanie z podwiniętym dywanem. Całe szczęście misja zakończyła się powodzeniem i już zaraz otwierała przed nim opakowanie z wielkim, co prawda już chłodnym burgerem z podwójnym mięsem na ostro, dokładnie takim, jaki sobie zażyczył. — Weź zjedz coś porządnego, a potem będzie musik — skwitowała, wyciągając ogromną bułę z opakowania. Chociaż kiedy jego język zlizał pozostałości po sosie z jej piersi, przez plecy momentalnie przeszedł przyjemny prąd i Pilar już wcale nie chciała, żeby on się zajmował burgerem, tylko prędzej nią. Finalnie jednak przystawiła mu go do ust. Niezła scena, jak z fantazji nie jednego faceta — żeby naga laska karmiła go fast foodem, nie ma co. Tylko w fantazjach wyglądało to chyba nieco lepiej, bo kiedy Madox wgryzł się w burgera, tona sosu i kilka kawałków sałaty wyleciało zaraz z drugiej strony, brudząc Pilar już nie tylko na piersiach ale też brzuchu i nogach. — Dobra, trzymaj to jednak sam — prychnęła, wciskając mu bułkę do rąk, a sama sięgnęła po jakiegoś kurczaczka i zamoczyła go w sosie z cycka.
I chociaż to wszystko było super i było uroczo, to jednak z tyłu głowy wciąż miała jego matkę. Przyglądała mu się uważnie, jak jadł i chociaż nie chciała psuć spokoju, który znowu zapanował, no kurwa nie byłaby sobą, gdyby nie podrążyła tematu.
Jak ty się z tym czujesz? — spytała w końcu. — Co jeśli się okaże, że to jednak ona? — bo to niby było oczywiste pytanie, a jednak chyba warte zastanowienia się. Miał zamiar zrobić jej tam pogrzeb? Sprowadzić ciało do Medellin? Do Toronto? No przecież na identyfikacji to się nie skończy. Nie wspominając już o tym, co na to jego serce. — No chyba, że nie chcesz teraz o tym gadać, to mi powiedz, że mam się zamknąć i zająć twoje myśli czymś innym — w końcu mus wciąż tam był. Ale może on jednak chciał to przegadać?

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: śr sty 28, 2026 6:14 pm
autor: Madox A. Noriega
Nie wątpił w nią wcale, po prostu chyba chciał się upewnić, w ogóle potrzebował jakiegoś zapewnienia, że on sam nie robi źle prosząc ją o to, w takiej sytuacji. Może nie powinien. Poleci tam sam, szybko to załatwi i wróci. Przecież taka opcja też była...
Ale ona zaraz powiedziała to oczywiście, że na pewno, a ciemne oczy znowu odszukały jej intensywne, brązowe spojrzenie. Zrobiło mu się trochę lżej, że jednak się zgodziła. I to może nawet nie chodziło o tą matkę, chociaż może trochę też? Ale przede wszystkim to o to, że nie chciał się z nią rozstawać. Nie chciał jej tutaj zostawiać, a sam lecieć sobie do Meksyku.
- Może teraz częściej będziemy latać na wakacje? - zapytał i nawet uśmiechnął się jakoś blado, bo to brzmiało dobrze, następne wakacje w Medellin. W ogóle dobrze mu brzmiały te wakacje z nią, jakikolwiek wyjazd z nią, nawet jeśli gdzieś tam w tle była identyfikacja ciała jego rzekomo zmarłej matki. Odsuwał od siebie te myśli. Bardziej się skupiał na Stewart. Na tym, że mogli się razem gdzieś wyrwać.
Pokiwał głową na jej kolejne słowa, sam ją namawiał na urlop, tylko może on trochę rozumiał to, że nie zawsze jest to dobra opcja...
Ciekawe czy w jego przypadku była?
- Maddie się wkurwi - stwierdził, ale taka była prawda, ona już i tak mu wyrzucała cały czas, że ciągle go nie ma w klubie. No ale z drugiej strony to może zrozumie, że on tam nie leciał wylegiwać się z Pilar na plaży, chociaż by się nie obraził, gdyby im to się też udało, tylko sprawdzić czy jego matka żyje.
Znowu się zamyślił, ale już zaraz ciągnął ją na kanapę, do tego stolika, zaraz pytał co mu zostawiła. Ciemne oczy utkwił w jej twarzy, a kiedy się wychyliła to przytrzymał ją w pasie. I chociaż jeszcze przez chwilę się zastanawiał, czy jednak woli coś porządnego, czy musik, to kiedy znowu kiszki zagrały mu marsza, to stwierdził, że chyba jednak tego burgera, takiego jak lubił. A dzisiaj to już smakował zdecydowanie zajebiściej, kiedy naga laska go nim karmiła. Spełnienie wszystkich fantazji, brakowało tylko zimnego piwka, czy jakiejś złotej tacki z koksem. Wgryzł się w tego burgera, a kiedy sos i sałata spadły na Stewart, to chciał jej to zgarnąć z ud, ale to zaowocowało tym, że teraz cała była upierdolona tym sosem, a zresztą Madox parsknął śmiechem, bo nie mógł wytrzymać i sam też zarył nosem w tego burgera, miał go też na brodzie, trochę posypało mu się po klacie. Wyglądali przepięknie.
Właściwie pochłonął tą kanapkę w kilku kęsach, bo taki był głodny, no i już kończył, kiedy go o to zapytała jak ty się z tym czujesz, jeszcze wsadził do ust ostatni kawałek przeżuwając go długo, bo się chyba nad tym zastanawiał, jak on się z tym czuje. Sam nie wiedział jak.
W końcu wzruszył ramionami.
- Nie wiem - odpowiedział jej kompletnie szczerze i jeszcze sięgnął po jakiś kawałek sałaty z jej ud, żeby ją zjeść - no... zrobię jej pogrzeb i tyle - znowu wzruszył ramionami. Co to zmieniało, skoro i tak matka przez ostatnie dziesięć lat miała go w dupie? Pochowa ją i tyle, i wciąż nie będzie miał z nią kontaktu, tylko, że teraz będzie przynajmniej miała ważny powód, bo będzie martwa. Sięgnął po kawałek kurczaka, jakby nigdy nic, umoczył go w sosie i zjadł, ale później oparł się o oparcie, później znowu spojrzał w jej piękne, brązowe oczy. Przez chwilę nad tym myślał, czy chce o tym gadać, czy w ogóle jest o czym gadać? Ale oni to w ogóle oboje mieli chyba problemy z tym przegadywaniem pewnych spraw. I teraz Madox wcale też nie odstawał.
- Nie chcę, nie ma o czym Pilar - stwierdził - już mnie nic z moją matką nie łączy - dodał. Chociaż te słowa odrobinę go zabolały, no ale przecież przez dziesięć pierdolonych lat, ona nie dawała znaku życia... praktycznie.
To czemu on niby miał się tym przejmować? Równie dobrze mogła umrzeć już dawno, a on po prostu nie został o tym poinformowany. Gdzieś go to kłuło pod skóra, gdzieś głęboko, jakieś wspomnienia wróciły, uderzyły w serce, ale chyba nie na tyle, żeby się tym bardzo przejąć. Może to jeszcze do niego nie dotarło tak jak powinno? A może on naprawdę miał matce tak bardzo za złe tego co zrobiła? Że nie umiał jej wybaczyć? Własnej matce.
- Jakie jest ciasto? - zapytał w końcu, pochylając się nad stolikiem, jak gdyby nigdy nic. Nie miał zamiaru rezygnować z ciasta na rzecz rozmowy o jego matce. Nawet wsadził palce do jakiegoś pudełka, żeby wyjąć z niego kawałek szarlotki. I teraz to on dał go ugryźć Pilar.
- To jest najlepsze - kolejny kawałek pakował sobie do ust, oblizał palce, przesunął się spojrzeniem po jej gorącym ciele, teraz tak bardzo umazanym w tych sosach - a może prysznic? - zapytał -chyba nie mam ochoty na mus, zasłodziłem się - sam nie wiedział właściwie na co ma ochotę. Ale zimny prysznic brzmiał dobrze...
Chociaż z nią to mógł być gorący.
Pewnie był. Biorąc pod uwagę fakt, że Madox roztarł ten sos na udach Stewart, na jej brzuchu i piersiach. W końcu jednak wylądowali w tej czystej pościeli, którą przecież specjalnie dla niej założył, kiedy się tu wprowadzała. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio jej się kilka dni zdarzyło spać w opakowaniu, to może już nie była taka świeża, ale wciąż i tak było przyjemnie, kiedy tak sobie leżeli w swoich ramionach, aż usnęli.
Tylko chyba tej nocy ani ona, ani on nie spali spokojnie. Albo może właśnie spokojniej niż w przeciągu ostatnich kilku dni? Bo w końcu... ona wiedziała, że co by się nie wydarzyło to, on jest z nią. A ona z nim.

koniec


Pilar Stewart