Strona 5 z 5

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 4:09 pm
autor: Madox A. Noriega
Uśmiechnął się kiedy odezwała się do niego po hiszpańsku i to już tak zdecydowanie inaczej, bardziej szczerze. Bo może rzeczywiście teraz mogli już trochę bardziej odetchnąć? Potraktować ten wyjazd jak te wakacje, do których oni przecież tak się przymierzali. Co prawda nie w Kolumbii, ale Meksyk też miał swój klimat. Wcale nie gorszy.
Chociaż kiedy Noriega zaczął to wszystko opowiadać Pilar, o co go pytali, to jego myśli wciąż jeszcze z tych wakacyjnych torów zbaczały. Zwłaszcza kiedy powiedziała to, że jego matka musiała się posługiwać swoimi dokumentami skoro do niego doszli. Nie wiedział dlaczego. Jakby on uciekał przed mafią, to by się zaszył...
Ale może jego matka tak się na tym nie znała? Zawsze trzymała się od tego z daleka. Tak mu się wydawało.
Podrapał się po skroni, jej już nie zapytają czy się znały, mogli się tego dowiedzieć jedynie od jego matki. Jeśli w ogóle udałoby im się ją znaleźć. Policja przecież też jej szukała, tylko, że Madox wiedział coś, czego oni nie wiedzieli.
Zamyślił się zastanawiając nad tym, czy to wszystko tylko jakiś chory zbieg okoliczności, czy ma może jakiś głębszy sens, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Nie umiał tego połączyć. Bo właściwie co?
Dopiero na to pytanie Pilar, czy ta kobieta była podobna do jego matki, podniósł na nią spojrzenie, pokiwał głową.
- Była - stwierdził - trochę inna, ale bardzo podobna, jakby była jej... nie wiem, siostrą - znowu zaciągnął się papierosem. Ale przecież jego matka nie miała siostry. W ogóle nie miała w Medellin żadnej rodziny. A przynajmniej mu nie było nic o tym wiadomo.
Zamyślił się na moment, ale tylko na chwilę, bo zaraz szukał po kieszeniach swojego telefonu. Już nawet miał wrócić na komendę, żeby sprawdzić, czy tam go nie zostawił, ale Stewart powiedziała, że ona go ma. Znowu mu ulżyło. Bo to był już jego trzeci telefon w przeciągu miesiąca.
Utkwił ciemne tęczówki w jej twarzy zaciągając się dymem jeszcze raz, trochę popiołu z papierosa spadło mu na koszulkę. Już miał nawet powiedzieć, że dobrze, że mogą czegoś poszukać, tego hotelu, ale Pilar go ubiegła. Uniósł jedną brew, a kiedy znalazła się przy nim, to od razu oparł rękę w jej pasie. Dopiero kiedy wyciągnęła z jego zębów tego papierosa, to się uśmiechnął.
- Ale mam zajebistą dziewczynę - rzucił i schylił się, żeby musnąć wargami jej gorące, pełne usta, krótko, zaczepnie. Dłonią przesunął po jej biodrze.
Pewnie zadałby jej milion pytań, czy to ten hotel, który wybrał, albo kiedy to zrobiła, albo czy mają tam wielki stół, albo czy to znaczy, że już oficjalnie jest jego dziewczyną i może tak wszystkim mówić? Tylko, że czubki palców wsunął pod materiał jej dresów i na tym skupił się trochę bardziej niż na tych pytaniach.
A zresztą zaraz na niektóre mu odpowiedziała, jakby czytała mu w myślach.
- Chata z basenem na wzgórzu brzmi rzeczywiście zajebiście - przesunął palcami po jej gorącej skórze pod materiałem spodni, ale oparł je miękko na jej plecach - będziesz się opalać topless nad basenem? Może tej parze nie będzie to przeszkadzać, nie? - znowu patrzył w jej piękne, brązowe oczy, a kącik jego ust uniósł się do góry. Zaraz jednak pokiwał głową.
- I tak chciałem wynająć samochód, bo... Chyba jutro, albo nie wiem, pojutrze? Zrobimy sobie wycieczkę - rzucił znowu trochę tajemniczo, ale to nie tak, że znowu coś przed nią zatajał. Po prostu chciał jej to wszystko wytłumaczyć po kolei, najpierw powinien jej pokazać to coś.
Znowu się do niej pochylił, ale tym razem to już nie złączył ich ust w pocałunku, bo zawisł nad nią te kilka milimetrów, tak, że mogła czuć na wargach jego ciepło, i każde słowo.
- Dobra... - mruknął zerkając za jej plecy - bo nasz kierowca wygląda jakby to on nas chciał zajebać, chyba powinniśmy jechać - powiedział muskając jej wargi swoimi, miał się odsunąć, ale jeszcze zamknął te milimetry w kolejnym pocałunku, po którym szarpnął zębami jej wargę. A zaraz to ją już szarpnął za rękę w kierunku samochodu.
- Necesitamos un coche, ¿puedes dejarnos en algún lugar de alquiler? - potrzebujemy samochodu, podrzucisz nas do jakiejś wypożyczalni?, zapytał Noriega. Nie dość, że walił do gościa na ty, to od razu konkrety, bez jakiegoś owijana w bawełną.
Facet pokiwał głową.
- Mi cuñado tiene una empresa de alquiler, ¿qué tipo de coche necesitas? - mój szwagier prowadzi wypozyczalnię, a jakiego samochodu potrzebujecie?, Madox odwrócił się i zerknął na Pilar.
- ¿Qué vehículo todoterreno? - jakiegoś terenowego?, to chyba była najbezpieczniejsza opcja w takim terenie, z domem na wzgórzu, chociaż oczywiście w pierwszej kolejności cisnęło mu się na usta, żeby powiedzieć... szybkiego.
Ale gdzie tutaj takim autem mieliby jeździć? Po tym górzystym terenie.
Facet pokiwał głową, bo chyba się z tym zgadzał.
Kilkanaście minut później byli już w jakiejś wypożyczalni, gdzie kolejny facet z wąsem prezentował im terenowe samochody.
- A ten czerwony? - Madox oczywiście zwrócił uwagę na czerwony, tak jak jego BMW, a zaraz już wieszał się na drzwiach jakiegoś błyszczącego Jeepa - co myślisz? - pytał Pilar, a zaraz pokazywał jej coś innego w turkusie, bardziej kobiecego - albo ten, tak trochę jak twoja Toyota? - przejechał palcami po masce. A zaraz i tak stał jeszcze przy trzeciej opcji, czarnej, klasycznej, oparł się o maskę - czy ten? - ten był największy, ale też najmniej rzucał się w oczy z tego wszystkiego.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 5:17 pm
autor: Pilar Stewart
Zastanowiła się na moment, gdy powiedział, że ta kobieta z prosektorium wyglądała jakby była siostrą matki. Z jednej strony mógł to być zwykły przypadek, zbieg okoliczności, tylko że… Pilar nie wierzyła w przypadki. Za dużo razy takie rzeczy się ze sobą łączyły i jakoś nie chciało się jej wierzyć, że jakaś randomowa kobieta po prostu znalazła lub ukradła dokument jego matce i jakoś tak nagle okazało się, że były jak dwie krople wody. Kurwa, on ja ocenił tylko i wyłącznie na podstawie tego, że nie miała tatuażu. Przypadkowi ludzie nie są ze sobą tak podobni. A może są? I właśnie z taką myślą postanowiła to na razie zostawić. Nie chciała go jeszcze bardziej nakręcać, dokładać jeszcze więcej teorii spiskowych do tych wszystkich niewiadomych, które i tak już leżały na stole. Szczególnie, że zaraz już rozmawiali o chacie, którą Pilar dla nich opłaciła.
Uśmiechnęła się, kiedy powiedział, że miał zajebistą dziewczynę. Bo chyba taka była kolej rzeczy, nie? Skoro kochali sie, wyznali sobie miłość, to wypadałoby to nazwać po imieniu? A przynajmniej tutaj. Przecież i tak nikt ich tu nie znał. Nie musieli się ukrywać z czymkolwiek, więc chociaż na wakacjach mogli być normalną parą jak cała reszta populacji tego świata. Tak jak mogła opalać się topless przy basenie.
Mogę — uśmiechnęła się, odwzajemniając pocałunek, który złożył na jej ustach. — A tobie nie będzie przeszkadzać, że jakiś inny facet będzie mnie tak oglądać? — wywaliła brew do góry, przyglądając mu się uważnie. Przecież oboje bywali o siebie zazdrośni i to do czerwoności, głównie o ludzi z przeszłości, czy jakieś durne smsy, to co dopiero na żywo? Ale kto wie, może to będzie jakaś para gejów? A może nie będzie ich w domu, bo będą gdzieś zwiedzać miasto od samego rana? Dużo niewiadomych, które z pewnością rozwieją się dopiero na miejscu.
Wycieczka? — zainteresowała sie i chociaż próbowała ukrywać podekscytowanie, tak nie potrafiłą zatrzymać kącików ust, które uniosły się ku górze. — Zabierzesz mnie na randkę, Noriega? — te zdania były tak… nierealne, że aż przez moment bała się to wypowiadać. Bo kiedy oni tak naprawdę mieli czas, żeby porobić coś tak spokojnego, a jednocześnie ekscytującego? Tak kurwa przyziemnego, a jednak w ich przypadku to był jakiś pakiet premium — święty spokój. Przecież nawet na dachu szpitala, który wydawał się najbardziej nudnym i spokojnym miejscem na ziemi im i tak udało się znaleźć się w samym środku chaosu. Ciągnęło się to za nimi jak smród po gaciach. Ale może tu się uda chwila beztroski?
Przysunęła się do niego jeszcze bliżej, napierając na rozgrzane od słońca ciało, kiedy błądził po skórze na jej plecach. Nawet wspięła się nieco na palcach, by złożyć na jego ustach kolejny pocałunek, ale wtedy Madox wspomniał o kierowcy i Stewart naturalnie odwróciła się w kierunku taksówki. Wąsacz faktycznie stał już zniecierpliwiony, ewidentnie średnio zadowolony, że odeszli na bok, żeby się ze sobą spoufalać. Złapała go za rękę i pociągnęła do pojazdu.
Oni to zawsze mieli w całym tym nieszczęściu trochę szczęścia i teraz ono znowu się do nich uśmiechnęło, kiedy okazało się, że brat Jose — bo tak miał na imię pan taksówkarz — prowadzi wypożyczalnie i po kilkunastu minutach już stali w salonie, przeglądając samochody.
Pilar oczywiście na moment zawędrowała na strefę z szybkimi samochodami. Tylko popatrzeć. Chociaż na plecach pojawił się mały dreszczyk, kiedy naturalnie przypomniała sobie, jak sprawdzała granice Lambo Galena, rozpędzając je do trzysetki. Kurwa no, kochała szybką jazdę, ale tutaj biorąc pod uwagę teren, trzeba było postawić na coś bardziej terenowego.
Dlatego zaraz wróciła do Madoxa. Zarzuciła ręce na biodra i z niemałym uśmiechem przyglądała się, jak jej facet ustawia się przy każdym, jakby ta decyzja miała paść na podstawie tego, przy którym wygląda najlepiej. A przecież on przy każdym wyglądał obłędnie. Podeszła bliżej, również opierając się o maskę, tylko ona zrobiła to przodem, wspierając się na łokciach i nachylając w stronę Noriegi, tak by tylko on mógł ją słyszeć.
¿Y cuál te resultaría más conveniente para llevarme? A na którym najwygodniej będzie ci mnie wziąć? Uśmiechnęła się bezczelnie, zahaczając paznokciem o kieszeń jego spodni i szarpiąc delikatnie. Chociaż na dobrą sprawę głupie pytanie, bo przecież dla niego to pewnie było i tak bez różnicy. Na każdym by sobie świetnie poradził. Wyprostowała się i przyjrzała czarnemu, przy którym stali. — Ten będzie zbyt gorący, bo czarny ściąga światło — rzuciła z rozbawieniem, jakby jej goła dupa na masce była największym wykładnikiem tego, który samochód powinni wybrać.
Przeszła się jeszcze osobiście do każdego. Turkusowy odrzuciła od razu. Jakoś za bardzo przypominał jej własną furę, a zaś z nią nie miała w ostatnim czasie najlepszych wspomnień, szczególnie, że kojarzyła się jej z Daltonem, dlatego minęła ją, jedynie muskając opuszkami maskę i od razu przeszła do czerwonego jeepa. Obeszła go dookoła i finalnie to o jego karoserię się oparła.
To — zadecydowała. W końcu czerwony to był ich kolor. Kolor, który zawsze im towarzyszył, jak nie w postaci sukienek i wianuszków, to krwi i pręgów na nagim ciele. Pasował do nich. I Pilar chyba do niego też, bo zaraz wywaliła ręce na boki i wyłożyła się jeszcze wygodniej, prezentując się Noriedze nim podszedł bliżej. Potem jeszcze zasiedli w środku, żeby sprawdzić, czy pod tym względem wszystko było super. — Jak dla mnie możemy brać — rzuciła zadowolona z wyboru, siedząc na miejscu pasażera, podczas gdy Madox jeszcze sprawdzał technikalia przy kierownicy.
Sięgnęła do plecaka, który miała między nogami i w końcu wyciągnęła z przegródki telefony. Jeden podała Noriedze, ten jego, a swój zaraz odblokowała i odpaliła zdjęcia chaty, żeby mu pokazać.
No popatrz tylko — wyglądało to co najmniej zajebiście. Stewart wciąż nie mogła uwierzyć, że udało jej się to załatwić po takich dobrych pieniądzach. Czasami jak widać opłacało się robić rzeczy na ostatnią chwilę.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 6:31 pm
autor: Madox A. Noriega
Chyba nie przemyślał sprawy, że przecież tam będzie ta druga para, jakiś inny facet, który będzie mógł ją oglądać topless przy basenie. Zastanowił się nad tym przez chwilę, nawet uniósł jedną brew. Będzie mu to przeszkadzać czy nie?
Teoretycznie nie, no bo przecież on będzie mógł sobie tylko popatrzeć, ale z drugiej strony, to przecież Madox bywał zazdrosny o bardziej błahe rzeczy niż oglądanie jego kobiety na wpół nago.
- Nie wiem... - zaczął - zależy jak się będzie gapił i co to za facet - stwierdził, bo to były ważne kwestie, a Madox to też w jednej chwili mówił jedno, a w kolejnej sekundzie zmieniał zdanie, bo mu się coś nie spodobało, albo mu odwaliło. Ciężko więc było mu to stwierdzić. Chociaż jakby to był Galen Wyatt to na sto procent by mu to przeszkadzało.
Na te jej kolejne słowa to on uniósł jedną brew, bo właściwie... to nie miała być randka. Ale oczywiście nie dał tego po sobie poznać, nawet powieka mu nie drgnęła kiedy się do niej uśmiechnął i mrugnął zaczepnie jednym okiem.
- Na randkę zabieram cię dzisiaj - bo właściwie czemu nie? Czemu mieli na to czekać? Ona go zabrała na randkę, to chyba też powinien się jej zrewanżować. Szkoda, że sam o tym nie pomyślał, czegoś nie zaplanował, ale z drugiej strony. Przecież oni uwielbiali spontaniczne akcje, a Noriega w takich odnajdywał się najlepiej. Chociaż on i randki... trochę abstrakcja, bo poprzednie swoje kobiety zabierał na nie tylko wtedy, kiedy chciał je zaliczyć.
Ale może z Pilar zaczną chodzić na normalne randki? Nie takie, które będą się kończyć w publicznej toalecie, albo na zapleczu jego klubu? Chociaż z nimi to i tak nigdy nie wiadomo, jak to się skończy. Jak oni nawet pod drzewem, na środku ulicy się obściskiwali. Każąc na siebie czekać taksówkarzowi.
Taksówkarzowi, który jednak znowu im pomógł odstawiając ich do tego swojego brata do wypożyczalni. Madox oczywiście dał mu dobry napiwek no i jeszcze wziął od niego numer, gdyby jednak potrzebowali kiedyś podwózki. Bo z nimi to też było różnie, niby jedno się zawsze pilnowało, kiedy to drugie sobie bardziej pozwoliło, ale przecież... byli w Meksyku, na wakacjach. Może być różnie.
Oczywiście, że samochody mu się podobały, może nie miał na ich punkcie jakiegoś hopla, ale to wciąż były autka, piękne, błyszczące, którymi można się rozbijać po tych ulicach bez przestrzegania żadnych zasad. Dla niego to było najlepsze. Jego ciemne tęczówki spoczęły na Pilar, kiedy oparła się obok niego o maskę, też pochylił się delikatnie w jej kierunku, a na to jej pytanie nabrał powietrze w płuca i spojrzał po kolei na te auta, jakby sobie to wyobrażał, a może coś mierzył.
- En rojo - na czerwonym, rzucił zaraz, bo to przecież był ich kolor. Zresztą to czarne było za wysokie, chociaż mu się podobało, chociaż przejechał jeszcze palcami po masce przy okazji muskając odsłoniętą skórę na jej przedramieniu.
- Demasiado calor? - zbyt gorący?, uśmiechnął się i przysunął trochę bliżej niej - bueno, eso te conviene - no to pasuje do ciebie, bo Pilar też czasem była zbyt gorąca. Tak, że nie potrafił się jej oprzeć i teraz gdyby nie stali po środku tej wypożyczalni, gdzie wciąż kręcili się jacyś ludzie, to już by ją kładł na tej gorącej masce.
- Pero rojo mas - ale czerwony bardziej, na potwierdzenie swoich słów, to on też odepchnął się od tej maski i oczywiście, że stanął przy czerwonym. Bo jednak przy tym wyglądał... wyglądali najlepiej. Najbardziej do nich pasował. A Stewart na jego masce wyglądała obłędnie. Nawet miał jej to powiedzieć, ale istniało duże prawdopodobieństwo, że na słowach by się już nie skończyło, więc zaraz wsiadł do auta, żeby obejrzeć go od środka. Wszystko mu pasowało, nawet już ustawił sobie lusterko, ale zaraz obejrzał się przez ramię.
- Tylna kanapa też wygląda zajebiście - czy coś jej sugerował? Oczywiście. Kiedy oddała mu telefon, to zerknął na wyświetlacz, na moment zmarszczył brwi, ale zaraz wsunął go do kieszeni spodni i już pochylał się w jej kierunku, żeby zobaczyć te zdjęcia. Aż zagwizdał.
- Zajebiście, ale... nie widzę stołu - pochylił się do jej ramienia, żeby szczypnąć ją w nie zębami, ale zaraz sięgnął do drzwi - dobra, idę zapłacić, a ty włącz nawigację mi chica - moja dziewczyno, już wysiadł, ale jeszcze wieszając się na oknie zajrzał do środka - dobrze to brzmi, nawet bardziej mi się podoba niż loca - przecież musiał jej o tym powiedzieć.
A zaraz zniknął na kilka minut. Kiedy wrócił to na głowie miał czapkę z daszkiem z logo wypożyczalni, nawet nie najgorszą, drugą trzymał w ręce.
- Zobacz co dostałem - zaraz założył jej na głowę drugą czapeczkę - żeby nam słońce nie przygrzało - zwłaszcza, że grzało już coraz bardziej. Madox myślał, że się ugotuje w tej czarnej koszulce, ale on to nigdy nie przemyśli sprawy. Odpalił auto i wyjechał z parkingu z piskiem opon, aż brat Jose się za nimi obejrzał.
W Meksyku naprawdę jeździło się nie przestrzegając żadnych zasad, wystarczyło zatrąbić i wjeżdżać na czerwonym na skrzyżowanie, nikt nie przejmował się znakami, ani pierwszeństwem, więc może dlatego Noriega zaraz zapiął pas i zerknął na Stewart, czy też to zrobiła.
- To gdzie? - zapytał, chociaż jak mu pokazała trasę, to jako takie pojęcie już miał, bo orientację w terenie miał dobrą. Przez miasto przejechał szybko, właściwie większość aut mu po prostu ustępowała, bo jednak Jeep trochę rzucał się w oczy, a on po prostu jakoś tak płynnie wtapiał się w ten chaotyczny meksykański ruch uliczny. Świetnie mu szło, lepiej nie w Kanadzie.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 7:26 pm
autor: Pilar Stewart
Czerwony faktycznie był ich kolorem. Pasował do nich. Do ich ciemniejszej karnacji, którą przecież nie raz wyróżniali się na tle ludzi w Kanadzie. Szczególnie w zimie, kiedy nawet śnieg podkreślał tę różnicę. Chociaż wtedy zaś chodzili opatuleni w kurtkach, pozapinani pod samą brodę. Pilar niby całe życie spędziła w Toronto, tam się urodziła, a jednak o wiele bardziej domowo czuła się w cieplejszych klimatach. Szczególnie takich jak Kolumbia czy właśnie Meksyk. Ciągnęło ją do tych miejsc i kultury, zupełnie jakby to tam oryginalnie należała. Bo może właśnie tak było? Bo w końcu było coś w tym, jak szybko i zwinnie nauczyła się hiszpańskiego. Przyszło jej to tak naturalnie, jakby miała to w genach.
Zaśmiała się na jego uwagę o tylnej kanapie i mimowolnie odwróciła głowę, by się jej przyjrzeć. Faktycznie miejsca było całkiem… sporo.
Faktycznie zajebiście — rzuciła luźno, opierając głowę na oparciu i patrząc przed siebie, chociaż wiedziała, że zaraz wzrok Noriegi padnie prosto na jej twarz. — Nigdy nie robiłam tego w samochodzie — dodała zadowolona i z pełną świadomością, że ten fakt tylko podziała na wyobraźnie Noriegi. Ale taka była prawda. Uprawiała seks w różnych dziwnych miejscach, ale jednak nigdy w samochodzie. Czy dużo ją omijało? Pewnie niekoniecznie, bo jednak nie był to szczyt jej fantazji, szczególnie, że ostatnio o wiele bardziej wolała stoły niż chociażby zwykłe łóżka. I taki brak stołu zaraz Madox zauważył.
No jak nie widzisz — prychnęła i zaraz przesunęła palcem na kolejne zdjęcie. Oczywiście, że był stół i to jeszcze zaraz przy wielkim, szklanym oknie, z którego był widok na całe Acapulco. Aż na krótki moment jej myśli zaczęły odpływać w zdecydowanie nieodpowiednie strefy, dlatego poprawiła się na fotelu i szturchnęła Noriegę, gdy ten dziabnął ją w ramię. Dosłownie byli pośrodku wypożyczalni samochodów. To zdecydowanie nie było miejsce na tego typu rozmowy, szczególnie, że oni przecież od wczoraj chodzili z tym wielkim niespełnionym napięciem, odkąd rozstali się w gabinecie na komisariacie.
Całe szczęście Madox zerwał się z miejsca i oznajmił, że idzie zapłacić. Skinęła głową i oczywiście uśmiechnęła się na to mi chica. Chociaż loca też brzmiało dobrze. Zawsze mógł to połączyć i nazywać ją mi loca chica — też ładnie. Bardzo nawet. Aż znowu zakręciła się na siedzeniu i nieco je opuściła, by mogła jeszcze wygodniej się ułożyć i podciągnąć nogi.
Biorąc pod uwagę jak wiele ludzi kręciło się w wypożyczalni, Stewart była pod niemałym wrażeniem, jak szybko mu poszło załatwienie formalności. Przyjęła czapeczkę z uśmiechem i zaraz wyjechali na ulice Acapulco.
Madox rzucał samochodem jak pojebany, wciskał się na czerwonym świetle, wymijał inne auta jakby chciał ich rozjebać, aż Pilar kilka razy rzuciła w jego stronę, że go pojebało. Chociaż przecież dla niego to był komplement najwyższej wagi, szczególnie w jej ustach, więc oczywiście nic to nie dało. Całe szczęście po piętnastu minutach dojechali w końcu na miejsce.
To tamta — wskazała jedną z Willi. Okolica, w której się znaleźli składała się z kilku ekskluzywnych domów, każdy z basenem i pięknymi ogrodami, zdobionymi wysokimi palmami i liczną ilością zasadzonych kwiatów. Ta ich znajdowała się na samym końcu drogi. Brama była otwarta, więc wjechali bez problemu, a na jednym z miejsc na podjeździe stał już czarny suv, co mogło oznaczać tylko jedno — ich nowi współlokatorzy już byli na miejscu.
Pilar odpięła pas i wyskoczyła z samochodu, rozglądając się dookoła. Było tu p i ę k n i e. Obłędnie. Nie wspominając nawet od widoku, który nawet z podjazdu był piękny, a co dopiero musiało być, kiedy już się przeszło na drugą stronę domu.
Walizki zdagnęli od razu, a dokładniej to Madox wyciągnął je z bagażnika i złapał w dłonie, przekazując Pilar klucza do auta. Zamknęła zamki jednym przyciskiem, a zaraz wyciągała telefon, żeby sprawdzić instrukcje wejścia do środka. Nie była skomplikowana, bo po prostu za jedną z doniczek — dokładnie trzecią od schodów na patio — znajdował się klucz. Znalazła go bez problemu, chociaż nawet nie był jej potrzebny, bo drzwi do wejścia były otwarte.
Dom był ogromny. Już na pierwszy rzut oka z samego przedsionka było widać wysokie sufity, piękne zdobienia i ogromne schody prowadzące na piętro. Korytarz za to był długi, po stronach było kilka drzwi, a na jego końcu rozpościerał się salon z wielkimi, przeszklonymi oknami i zapewne jadalnią. Zostawili walizki i ruszyli do przodu.
Stewart otworzyła usta, żeby jakoś zakomunikować ich pojawienie się w mieszkaniu, żeby przypadkiem nowi sąsiedzi nie pomyśleli, że to jacyś złodzieje, jednak nim zdążyła z siebie cokolwiek wydusić, to ich uszu doszły głośne… jęki. A kiedy w końcu znaleźli się w salonie i spojrzeli na wielką, brązową kanapę im oczom ukazał się kolejny ciekawy widok, od którego już raczej nie było odwrotu: mężczyzna koło trzydziestki posuwał od tyłu drobną blondynkę. Jej palce zaciskały się mocno na oparciu kanapy i jak na złość była ona skierowana prosto na nich.
Pilar zacisnęła dłoń na koszulce Noriegi i już chciała go wyszarpać z powrotem na korytarz, ale nim zdążyli cokolwiek zrobić, zostali zauważeni.
Oh cazzo! — rzuciła bondynka, chyba po włosku i wciaż jeszcze jęcząc, spróbowała się wyprostować. — Sono già qui. Smettetela — wydyszała do swojego partnera i zaraz wyrzuciła nogę do tyłu, kopiąc go w udo, by przywołać go do porządku. — Sąsiedzi! — krzyknęła już po angielsku, patrząc na nich i wstając z kanapy. — Witajcie! My nie wiedzieć, że wy przyjechać tak szybko, wybaczcie — i cała w skowronkach jak gdyby nigdy nic, jakby wcale nie była kompletnie naga, podeszła do nich i wystawiła rękę przed siebie. — Giulia. A to być Matteo.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 8:43 pm
autor: Madox A. Noriega
Na to jej faktycznie zajebiście nawet się na nią nie spojrzał, bo przestawiał sobie coś przy kierownicy, sprawdzał jak chowa się dach i jak się go rozkłada, ale to kolejne stwierdzenie sprawiło, że zaraz ciemne tęczówki rzeczywiście utkwił w jej twarzy.
- Żartujesz? - wypalił od razu. No bo jednak samochód zdecydowanie działał na jego wyobraźnię i Madox w swoim robił to nie raz, ale stwierdził, że jednak do tego nie powinien się przyznawać - no to teraz na pewno zrobimy to w tym samochodzie - aż się do niej pochylił, tylko ona już mu pokazywała te kolejne zdjęcia, na których rzeczywiście był ten ogromny stół, a do tego jaki widok, Noriega aż przełknął ślinkę - i na stole... - dodał i przez chwilę się zastanawiał gdzie jeszcze. No i czy w ogóle starczy im czasu, ale w zasadzie to nie mieli jeszcze żadnych biletów powrotnych. Więc starczy im na wszystko.
Zwłaszcza, że droga do willi poszła im naprawdę sprawnie. Chaotycznie, ale płynnie. Jakby całe życie jeździł po takich ulicach. Chociaż Pilar miała trochę inne zdanie na ten temat.
- Tutaj jak masz dobry samochód to po prostu ciśniesz - wyjaśnił jej, jakby to było jakieś oczywiste. Bo dla niego było. Oczywiście komplementy z jej strony, że jest pojebany, skwitował tym, że raz schylił się do niej i ugryzł ją w udo, prawie przy tym wjeżdżając w jakieś inne auto, a drugi raz po prostu specjalnie zahamował gwałtowniej, tak, żeby nimi szarpnęło.
Ale dotarli. Udało się.
Na podjazd już wjechał powoli, żeby mogli sobie obejrzeć okolicę. Chociaż z auta wyskoczył szybko, a zaraz już trzymał w rękach ich walizki. Było pięknie, willa robiła wrażenie, ale co z tego? Kiedy Noriega to nawet nie spojrzał na dom, tylko zaraz ciemne tęczówki zawiesił na Pilar.
- To co basen? Czy stół? - zapytał jeszcze zanim weszli do środka. Chociaż wnętrze też trochę zrobiło na nim wrażenie i odstawił gdzieś z boku ich walizki, żeby zaraz ruszyć za Pilar w głąb domu. Palce już zaciskał na rąbku swojej ciemnej koszulki, bo chciał ją z siebie zrzucić, skoro przecież byli już w domu. Ale do ich uszu doszły te jęki i zanim zdążyli się zastanowić skąd dochodzą, to już wiedzieli...
Madox stanął sobie bezwstydnie na środku salonu, jakby nigdy nic i chociaż Stewart szarpnęła go za koszulkę, to się nawet nie ruszył. Jakoś za specjalnie go nie ruszał ten widok, nawet spojrzał na Pilar z ukosa. Chyba nikt tutaj nie będzie miał nic przeciwko jej opalaniu topless.
- Bello, finiscilo - rzucił Madox jakby nigdy nic i teraz to on chciał stąd wyciągnąć Stewart, bo może mogli by też na przykład iść na ten basen, ale zanim zdążył to zrobić, to blondynka już zrywała się z kanapy. Odgarnęła do tyłu jasne włosy wypinając się przy tym i prezentując w całej okazałości. Jej facet też w zasadzie nie czuł się wcale skrępowany. Więc... chyba oni też nie powinni?
Madox zerknął jeszcze kątem oka na Pilar.
- Non disturbarci, ci cambieremo e magari prenderemo il sole in piscina o qualcosa del genere - nie przeszkadzajcie sobie, my się przebierzemy, i może poopalamy na basenie czy coś, powiedział ładnie po włosku, chociaż akcent miał kiepski, ale Giulia się ucieszyła, pisnęła coś, że ładny włoski. A zaraz już uścisnęli sobie wszyscy ręce, a Madox ich przedstawił, Pilar, Madox, tyle, no i oczywiście ten włoski Don Juan Matteo z tym swoim... sprzętem na wierzchu, musiał się pochylić do dłoni Pilar i ją pocałować. A Madox prawie parsknął śmiechem, wzruszył tylko ramionami.
- Scusa, non sono così signorile - rzucił i wywrócił oczami, Matteo się trochę skrzywił, ale Giulia zachichotała, a Madox od razu uznał, że ma lepsze poczucie humoru niż jej facet. Oparł palce na talii Pilar i chciał ją stąd rzeczywiście wyprowadzić, ale blondynka wystąpiła do przodu, a zaraz to już złapała ich za ręce wcale nie przejmując się tym, że jest cała naga, a za nią stoi jej facet z niedokończonymi sprawami. Matteo coś tam poprzeklinał pod nosem i Madox mu się wcale, a wcale nie dziwił, nawet mógł kurwa z nim przybić piątkę i powiedzieć, że doskonale wie co czuje.
- Ti mostro la tua stanza, noi abbiamo preso la camera da letto al piano di sopra, quindi ti rimane quella al piano di sotto, o quella accanto alla nostra... - nawijała ciągnąc ich przez korytarz, ale po kilku krokach obejrzała się i spojrzała na nich znacząco - meglio portarlo di sotto - Madox tylko skinął głowa.
- Ok, a noi non importa - rzucił, a Guilia już po chwili otwierała przed nimi wielkie podwójne drzwi i wprowadziła ich do tej sypialni z widokiem, którą Pilar pokazywała mu na zdjęciach. Przeszła przez pokój i jakby nigdy nic usiadła na tym szezlongu pod oknem, wyciągnęła się na nim odgarniając do tyłu blond włosy.
- Bellissimo, vero? - chodziło jej o sypialnie? A może o widok? Popatrzyła na nich, jakby czekała na odpowiedź, więc Noriega skinął znowu głową.
- Si... - rzucił, a Guilia znowu się roześmiała dźwięcznie i klęknęła, żeby podciągnąć się do góry, zwrócić w kierunku okna i wyjrzeć przez nie, co zaowocowało tym, że teraz wypinała się do nich nagimi pośladkami demonstrując im taki widok, jak Metteo miał wcześniej. I Madoxowi przeszła przez głowę taka jedna myśl, że się wcale nie dziwi, że facet się wkurwił.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 10:05 pm
autor: Pilar Stewart
Miało być pięknie i spokojnie?
Fajnie.
A wyszło jak zwykle.
Bo przecież oni nie mogli się po prostu, jak normalni ludzie zameldować w wynajętym domu i udać na stronę, żeby chociaż rozpakować się w spokoju, bo już na starcie przywitała ich pieprząca się para na wielkiej kanapie.
Pilar z początku stała jak wryta, a kiedy blondynka ruszyła w ich stronę, żeby się przedstawić, nawet nie była w stanie nic poradzić na to, że jej wzrok przesunął się po jej ciele. Kurwa, Stewart była ostatnią osobą, która wstydziłaby się swojego ciała, ale chyba nawet ona w szczycie swojego popierdolenia, nie skakałaby tak przed innymi na waleta.
Tylko co oni mogli w tej sytuacji zrobić? No nic, mogli jedynie grać w tą grę i jakimś cudem nie wybuchnąć śmiechem. Szczególnie kiedy z tyłu całej tej scenerii stał biedny Matteo, z piorunującą erekcją i najbardziej nadąsaną miną, jaką Pilar kiedykolwiek widziała. Aż mimowolnie sobie przypomniała wczorajsze popołudnie, kiedy to ona i Noriega przerwali w połowie i nigdy tego finalnie nie skończyli. Tutaj chociaż Matteo ewidentnie chciał wrócić do zabawy, tak Giulia miała już zupełnie inne plany.
Stewart nie miała pojęcia, że Madox tak dobrze mówił po włosku, jednak z drugiej strony mogła się tego przecież domyślić. Włoski był wyjątkowo podobny do hiszpańskiego, dlatego nawet Pilar rozumiała kilka wybranych słówek, jednak nie całe zdania. Madox za to posługiwał się nim płynnie, przynajmniej jak dla niej. I chyba dla Giuli również, co zaraz skakała zadowolona i robiła do niego maślane oczy, co akurat spotkało się z przewrotem oczu u Pilar.
Przedstawili się, uścisnęli sobie ręce, chociaż chuj wie, gdzie oni te ręce wcześniej trzymali. Ale jednak trzeba się umieć zachować, tak? No tak, więc pozwolili zaprowadzić się do sypialni. Akurat tej, którą Pilar wcześniej pokazywała Noriedze na zdjęciach. Okna były dookoła, a widok przez nie: o b ł ę d n y. Chociaż nim Pilar zdążyła się nim zachwycić, okazało się, że ciut niżej, zaraz pod jednym z okien zrobił im się kolejny widoczek, dokładniej to w postaci wypiętego ciała Giuli.
I chociaż tyłek miała całkiem niezły, tak kiedy Madox odpowiedział si na to jej bellissimo coś tam, to Stewart zaraz odwróciła się w jego stronę i spojrzała wymownie w jego ciemne oczy.
Była zazdrosna?
No kurwa oczywiście, że była.
Wiadomo, że wolała, żeby spoglądał na jej tyłek zamiast jakiejś włoskiej blondyny, którą ledwo co poznali. Złapała nieco więcej powietrza w płuca i odwróciła się do Giuli, malując na twarzy uśmiech firmowy numer trzy.
Słuchaj, Giulia, mega super z twojej strony, że tak ładnie nas… przywitaliście — zaczęła, robiąc krok w jej kierunku, a blondynka kiwnęła zadowolona i znowu odwróciła się przodem, tym razem siadając po turecku. Oczy Pilar chociaż naprawdę s t a r a ł a się utrzymać je na jej opalonej twarzy, zjechały po jej ciele na krótką chwilę. — Ale mieliśmy strasznie długi lot i chcielibyśmy trochę odpocząć. Poza tym, twój chłopak chyba czeka na ciebie w salonie — próbowała jak mogła, produkowała się… ba, nawet głosik miała kurewsko miły jak na nią. A przecież Pilar w fazie irytacji od razu rzucała z grubej rury. Nawet się do niej uśmiechnęła jak już skończyła. A Giulia? Giulia tylko się jej przyglądała, sunąc palcami po własnych udach.
La tua ragazza è così carinaŚliczna ta twoja dziewczyna, mruknęła jakaś rozmarzona i aż przesunęła się fotelu, a Pilar tylko spojrzała na Madoxa, bo za nic nie rozumiała, co ona właśnie powiedziała oprócz tego, że mówiła o niej. — Ha dei capelli…
Giulia!! — zaraz do całej scenerii dołączył Matteo, stając w progu i opierając jedną rękę na framudze drzwi. — Il mio cazzo è così dannatamente duro e o torni in soggiorno e finiamo quello che abbiamo iniziato o mi masturbo nel water — za nic nie rozumiała, co mówił, ale po tonie jego głosu dało się jasno ocenić, że nie żartował i z pewnością nie chciał do nich dołączyć, do oglądania widoczków. A przynajmniej tych za oknem, bo Giulia zaraz zerwała się z miejsca, coś tam podąsała pod nosem, ale finalnie ruszyła do wyjścia. Po drodze jeszcze nie omieszkała podejść do Pilar i musnąć jej włosów, a zaraz potem bezczelnie przejechać palcem po ramieniu Madoxa, na co Stewart tylko złapała w płuca więcej powietrza.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: wt lut 03, 2026 11:40 pm
autor: Madox A. Noriega
Przecież on to si odpowiedział, bo pytała czy jest pięknie, prawda. No i Madox myślał, że chodziło jej o pokój, no albo o widok, bo na pewno nie o jej tyłek. A pokój był piękny, aż Noriega się po nim rozejrzał, chociaż przecież wcześniej chata go w ogóle nie interesowała, no ale to spojrzenie Pilar jasno dało mu do zrozumienia, że zdecydowanie powinien bardziej podziwiać ściany, niż te widoki, które mieli przed sobą. Blondynka nawet nie była w jego typie, chociaż trzeba przyznać, że ciało miała niezłe, ale widział lepsze. Starał się zresztą już nie gapić, nawet mu to wyszło, bo kiedy Guilia usiadła po turecku, to on akurat patrzył na sufit, ciekawe mieli tu sufity, jakieś belki...
Dopiero kiedy Stewart się odezwała tłumacząc włoszce, że miło, że ich przywitali, to spuścił wzrok na jej plecy, na plecy Pilar. Śliczne plecy? Tak, zdecydowanie, no a jeszcze lepsze pośladki, więc kiedy Noriega znowu zrobił krok do przodu, żeby stanąć koło Stewart, to oparł rękę na jej tyłku.
- Tak, śliczna... - teraz już mówił po angielsku, żeby Pilar go zrozumiała, żeby nie było jakiś wątpliwości o czym oni gadają. Jeszcze się dobrze nie pogodzili...
A Madox myślał, że to zrobią na stole, albo przy basenie, nie chciał sobie nagrabić, przesunął palcami na biodra Stewart i przyciągnął ją do siebie, żeby plecami zderzyła się z jego klatką, oparł głowę na jej ramieniu.
- Ma solo mio - znowu powiedział po włosku, ale to Pilar musiała zrozumieć. Chyba trzeba było jakoś jasno postawić granice, bo blondynka na dużo sobie tutaj pozwalała. Nie żeby mu to specjalnie przeszkadzało, jej nagość, no ale jednak przez głowę przemknęła mu taka jedna myśl, że przecież ona nie tylko przed nim paraduje nago, bo Pilar też w końcu sypiała z kobietami. A Guilia też zaraz zaczęła coś o jej włosach. Przysunął usta do ucha Stewart i zamierzał jej tłumaczyć, co powiedziała blondi.
- A ella le gusta tu cabello - podobają jej się twoje kudły, zdążył wyszeptać. Włosy, Guilia na pewno użyła słowa włosy, ale Madoxowi się podobały kudły Stewart, które teraz nawet weszły mu do buzi, kiedy tak się do niej pochylał, więc sięgnął po to, żeby je odgarnąć, ze swoich ust, jej ucha i szyi, muskając ją opuszkami. Odwrócili się do Matteo, ale na Noriedze jego nagość to nie robiła kompletnie żadnego wrażenia, chociaż ciemne tęczówki przesunęły się na profil Pilar i na jej oczy. I przez moment się zastanawiał czy ona się na niego patrzy, ale kiedy Włoch się odezwał, to Madox parsknął w szyję Stewart.
- Powiedział, że jak do niego nie wróci, to idzie sobie zwalić w kiblu - nie do końca może w tych słowach, ale sens był właśnie taki. Guilia się pokrzywiła, coś tam jeszcze pomarudziła, że mają gości, że mogliby ich dobrze przyjąć, to może...
Tylko nie powiedziała co może, bo Matteo już ją pospieszał, ale może i dobrze? Chociaż Madox przez moment zastanowił się o co jej chodziło. Zwłaszcza kiedy znalazła się przy nich sięgając do włosów Stewart i jego ramienia. Odprowadzili ją spojrzeniem, a przynajmniej Madox to zrobił, a nawet puścił Pilar i zrobił krok do przodu, żeby kiedy tylko wyszli, zamknąć za nimi drzwi, na klucz. Oparł się o nie i spojrzał na Stewart.
- Pojebane to było - stwierdził, chociaż zaraz on też ściągał z siebie koszulkę przez głowę, ale to dlatego, że zrobiło mu się gorąco...
Nie, cały czas było mu gorąco, a ten wiatrak na suficie tylko mielił to gorące powietrze nie dając żadnego chłodu.
Zrobił kilka kroków w kierunku Pilar, odpinając ozdobną klamrę paska, spuścił spodnie z bokserkami odrobinę w dół ukazując tatuaż z piórem na biodrze.
- Myślisz, że też musimy chodzić nago? - zapytał unosząc jedna brew - Guili pewnie by się podobało... Chociaż wydaje mi się, że też wpadłaś w oko Matteo, aż mu... - wywrócił oczami, no bo to jednak nie na widok Pilar, chociaż Madox by się temu wcale nie zdziwił. Bo on zaraz stał już przy niej bardzo blisko, już zaciągał się jej zapachem, odgarniał znowu z ramienia te niesforne kosmyki... Kudły. Piękne kudły, które przecież uwielbiał, kiedy lepiły mu się do klaty.
- Basen, czy jednak... wanna? - zapytał, bo stół póki co chyba odpadał, jeszcze Guilia i Matteo by się dołączyli, czy coś. A łóżka nie chciał ryzykować.
Zanim Pilar zdążył odpowiedzieć, to już sięgnął do niej, już ją złapał pod kolanami i przerzucał sobie przez ramię. Przesunął palcami po jej udzie, a później poklepał ją po kształtnej pupie. Lepszej niż ta Guili. Wyszedł z nią na taras, żeby lepiej zobaczyć basen, no bo skoro mieli sypialnię na dole, to właśnie nad tym basenem. Omiótł go spojrzeniem, palcami przesuwając po jej pośladkach.
- Co kurwa?... - wyrwało mu się nagle i aż postawił Stewart na ziemi, a zaraz odwrócił ją do siebie plecami, żeby zobaczyła to co on.
Nad basenem na jednym z leżaków siedziała sobie jakaś mała dziewczynka, na uszach miała duże słuchawki, śpiewała coś żywo gestykulując. Nawet ich nie zauważyła.
- Myślisz, że to jest ich dziecko? Czy jest na wyposażeniu tej chaty? - mruknął jej do ucha, znowu chowając twarz w jej ciemnych kudłach.
Nagle to się zrobiło jeszcze jakieś bardziej pojebane.

Pilar Stewart