tequila con muerte
: wt lut 03, 2026 4:09 pm
Uśmiechnął się kiedy odezwała się do niego po hiszpańsku i to już tak zdecydowanie inaczej, bardziej szczerze. Bo może rzeczywiście teraz mogli już trochę bardziej odetchnąć? Potraktować ten wyjazd jak te wakacje, do których oni przecież tak się przymierzali. Co prawda nie w Kolumbii, ale Meksyk też miał swój klimat. Wcale nie gorszy.
Chociaż kiedy Noriega zaczął to wszystko opowiadać Pilar, o co go pytali, to jego myśli wciąż jeszcze z tych wakacyjnych torów zbaczały. Zwłaszcza kiedy powiedziała to, że jego matka musiała się posługiwać swoimi dokumentami skoro do niego doszli. Nie wiedział dlaczego. Jakby on uciekał przed mafią, to by się zaszył...
Ale może jego matka tak się na tym nie znała? Zawsze trzymała się od tego z daleka. Tak mu się wydawało.
Podrapał się po skroni, jej już nie zapytają czy się znały, mogli się tego dowiedzieć jedynie od jego matki. Jeśli w ogóle udałoby im się ją znaleźć. Policja przecież też jej szukała, tylko, że Madox wiedział coś, czego oni nie wiedzieli.
Zamyślił się zastanawiając nad tym, czy to wszystko tylko jakiś chory zbieg okoliczności, czy ma może jakiś głębszy sens, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Nie umiał tego połączyć. Bo właściwie co?
Dopiero na to pytanie Pilar, czy ta kobieta była podobna do jego matki, podniósł na nią spojrzenie, pokiwał głową.
- Była - stwierdził - trochę inna, ale bardzo podobna, jakby była jej... nie wiem, siostrą - znowu zaciągnął się papierosem. Ale przecież jego matka nie miała siostry. W ogóle nie miała w Medellin żadnej rodziny. A przynajmniej mu nie było nic o tym wiadomo.
Zamyślił się na moment, ale tylko na chwilę, bo zaraz szukał po kieszeniach swojego telefonu. Już nawet miał wrócić na komendę, żeby sprawdzić, czy tam go nie zostawił, ale Stewart powiedziała, że ona go ma. Znowu mu ulżyło. Bo to był już jego trzeci telefon w przeciągu miesiąca.
Utkwił ciemne tęczówki w jej twarzy zaciągając się dymem jeszcze raz, trochę popiołu z papierosa spadło mu na koszulkę. Już miał nawet powiedzieć, że dobrze, że mogą czegoś poszukać, tego hotelu, ale Pilar go ubiegła. Uniósł jedną brew, a kiedy znalazła się przy nim, to od razu oparł rękę w jej pasie. Dopiero kiedy wyciągnęła z jego zębów tego papierosa, to się uśmiechnął.
- Ale mam zajebistą dziewczynę - rzucił i schylił się, żeby musnąć wargami jej gorące, pełne usta, krótko, zaczepnie. Dłonią przesunął po jej biodrze.
Pewnie zadałby jej milion pytań, czy to ten hotel, który wybrał, albo kiedy to zrobiła, albo czy mają tam wielki stół, albo czy to znaczy, że już oficjalnie jest jego dziewczyną i może tak wszystkim mówić? Tylko, że czubki palców wsunął pod materiał jej dresów i na tym skupił się trochę bardziej niż na tych pytaniach.
A zresztą zaraz na niektóre mu odpowiedziała, jakby czytała mu w myślach.
- Chata z basenem na wzgórzu brzmi rzeczywiście zajebiście - przesunął palcami po jej gorącej skórze pod materiałem spodni, ale oparł je miękko na jej plecach - będziesz się opalać topless nad basenem? Może tej parze nie będzie to przeszkadzać, nie? - znowu patrzył w jej piękne, brązowe oczy, a kącik jego ust uniósł się do góry. Zaraz jednak pokiwał głową.
- I tak chciałem wynająć samochód, bo... Chyba jutro, albo nie wiem, pojutrze? Zrobimy sobie wycieczkę - rzucił znowu trochę tajemniczo, ale to nie tak, że znowu coś przed nią zatajał. Po prostu chciał jej to wszystko wytłumaczyć po kolei, najpierw powinien jej pokazać to coś.
Znowu się do niej pochylił, ale tym razem to już nie złączył ich ust w pocałunku, bo zawisł nad nią te kilka milimetrów, tak, że mogła czuć na wargach jego ciepło, i każde słowo.
- Dobra... - mruknął zerkając za jej plecy - bo nasz kierowca wygląda jakby to on nas chciał zajebać, chyba powinniśmy jechać - powiedział muskając jej wargi swoimi, miał się odsunąć, ale jeszcze zamknął te milimetry w kolejnym pocałunku, po którym szarpnął zębami jej wargę. A zaraz to ją już szarpnął za rękę w kierunku samochodu.
- Necesitamos un coche, ¿puedes dejarnos en algún lugar de alquiler? - potrzebujemy samochodu, podrzucisz nas do jakiejś wypożyczalni?, zapytał Noriega. Nie dość, że walił do gościa na ty, to od razu konkrety, bez jakiegoś owijana w bawełną.
Facet pokiwał głową.
- Mi cuñado tiene una empresa de alquiler, ¿qué tipo de coche necesitas? - mój szwagier prowadzi wypozyczalnię, a jakiego samochodu potrzebujecie?, Madox odwrócił się i zerknął na Pilar.
- ¿Qué vehículo todoterreno? - jakiegoś terenowego?, to chyba była najbezpieczniejsza opcja w takim terenie, z domem na wzgórzu, chociaż oczywiście w pierwszej kolejności cisnęło mu się na usta, żeby powiedzieć... szybkiego.
Ale gdzie tutaj takim autem mieliby jeździć? Po tym górzystym terenie.
Facet pokiwał głową, bo chyba się z tym zgadzał.
Kilkanaście minut później byli już w jakiejś wypożyczalni, gdzie kolejny facet z wąsem prezentował im terenowe samochody.
- A ten czerwony? - Madox oczywiście zwrócił uwagę na czerwony, tak jak jego BMW, a zaraz już wieszał się na drzwiach jakiegoś błyszczącego Jeepa - co myślisz? - pytał Pilar, a zaraz pokazywał jej coś innego w turkusie, bardziej kobiecego - albo ten, tak trochę jak twoja Toyota? - przejechał palcami po masce. A zaraz i tak stał jeszcze przy trzeciej opcji, czarnej, klasycznej, oparł się o maskę - czy ten? - ten był największy, ale też najmniej rzucał się w oczy z tego wszystkiego.
Pilar Stewart
Chociaż kiedy Noriega zaczął to wszystko opowiadać Pilar, o co go pytali, to jego myśli wciąż jeszcze z tych wakacyjnych torów zbaczały. Zwłaszcza kiedy powiedziała to, że jego matka musiała się posługiwać swoimi dokumentami skoro do niego doszli. Nie wiedział dlaczego. Jakby on uciekał przed mafią, to by się zaszył...
Ale może jego matka tak się na tym nie znała? Zawsze trzymała się od tego z daleka. Tak mu się wydawało.
Podrapał się po skroni, jej już nie zapytają czy się znały, mogli się tego dowiedzieć jedynie od jego matki. Jeśli w ogóle udałoby im się ją znaleźć. Policja przecież też jej szukała, tylko, że Madox wiedział coś, czego oni nie wiedzieli.
Zamyślił się zastanawiając nad tym, czy to wszystko tylko jakiś chory zbieg okoliczności, czy ma może jakiś głębszy sens, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Nie umiał tego połączyć. Bo właściwie co?
Dopiero na to pytanie Pilar, czy ta kobieta była podobna do jego matki, podniósł na nią spojrzenie, pokiwał głową.
- Była - stwierdził - trochę inna, ale bardzo podobna, jakby była jej... nie wiem, siostrą - znowu zaciągnął się papierosem. Ale przecież jego matka nie miała siostry. W ogóle nie miała w Medellin żadnej rodziny. A przynajmniej mu nie było nic o tym wiadomo.
Zamyślił się na moment, ale tylko na chwilę, bo zaraz szukał po kieszeniach swojego telefonu. Już nawet miał wrócić na komendę, żeby sprawdzić, czy tam go nie zostawił, ale Stewart powiedziała, że ona go ma. Znowu mu ulżyło. Bo to był już jego trzeci telefon w przeciągu miesiąca.
Utkwił ciemne tęczówki w jej twarzy zaciągając się dymem jeszcze raz, trochę popiołu z papierosa spadło mu na koszulkę. Już miał nawet powiedzieć, że dobrze, że mogą czegoś poszukać, tego hotelu, ale Pilar go ubiegła. Uniósł jedną brew, a kiedy znalazła się przy nim, to od razu oparł rękę w jej pasie. Dopiero kiedy wyciągnęła z jego zębów tego papierosa, to się uśmiechnął.
- Ale mam zajebistą dziewczynę - rzucił i schylił się, żeby musnąć wargami jej gorące, pełne usta, krótko, zaczepnie. Dłonią przesunął po jej biodrze.
Pewnie zadałby jej milion pytań, czy to ten hotel, który wybrał, albo kiedy to zrobiła, albo czy mają tam wielki stół, albo czy to znaczy, że już oficjalnie jest jego dziewczyną i może tak wszystkim mówić? Tylko, że czubki palców wsunął pod materiał jej dresów i na tym skupił się trochę bardziej niż na tych pytaniach.
A zresztą zaraz na niektóre mu odpowiedziała, jakby czytała mu w myślach.
- Chata z basenem na wzgórzu brzmi rzeczywiście zajebiście - przesunął palcami po jej gorącej skórze pod materiałem spodni, ale oparł je miękko na jej plecach - będziesz się opalać topless nad basenem? Może tej parze nie będzie to przeszkadzać, nie? - znowu patrzył w jej piękne, brązowe oczy, a kącik jego ust uniósł się do góry. Zaraz jednak pokiwał głową.
- I tak chciałem wynająć samochód, bo... Chyba jutro, albo nie wiem, pojutrze? Zrobimy sobie wycieczkę - rzucił znowu trochę tajemniczo, ale to nie tak, że znowu coś przed nią zatajał. Po prostu chciał jej to wszystko wytłumaczyć po kolei, najpierw powinien jej pokazać to coś.
Znowu się do niej pochylił, ale tym razem to już nie złączył ich ust w pocałunku, bo zawisł nad nią te kilka milimetrów, tak, że mogła czuć na wargach jego ciepło, i każde słowo.
- Dobra... - mruknął zerkając za jej plecy - bo nasz kierowca wygląda jakby to on nas chciał zajebać, chyba powinniśmy jechać - powiedział muskając jej wargi swoimi, miał się odsunąć, ale jeszcze zamknął te milimetry w kolejnym pocałunku, po którym szarpnął zębami jej wargę. A zaraz to ją już szarpnął za rękę w kierunku samochodu.
- Necesitamos un coche, ¿puedes dejarnos en algún lugar de alquiler? - potrzebujemy samochodu, podrzucisz nas do jakiejś wypożyczalni?, zapytał Noriega. Nie dość, że walił do gościa na ty, to od razu konkrety, bez jakiegoś owijana w bawełną.
Facet pokiwał głową.
- Mi cuñado tiene una empresa de alquiler, ¿qué tipo de coche necesitas? - mój szwagier prowadzi wypozyczalnię, a jakiego samochodu potrzebujecie?, Madox odwrócił się i zerknął na Pilar.
- ¿Qué vehículo todoterreno? - jakiegoś terenowego?, to chyba była najbezpieczniejsza opcja w takim terenie, z domem na wzgórzu, chociaż oczywiście w pierwszej kolejności cisnęło mu się na usta, żeby powiedzieć... szybkiego.
Ale gdzie tutaj takim autem mieliby jeździć? Po tym górzystym terenie.
Facet pokiwał głową, bo chyba się z tym zgadzał.
Kilkanaście minut później byli już w jakiejś wypożyczalni, gdzie kolejny facet z wąsem prezentował im terenowe samochody.
- A ten czerwony? - Madox oczywiście zwrócił uwagę na czerwony, tak jak jego BMW, a zaraz już wieszał się na drzwiach jakiegoś błyszczącego Jeepa - co myślisz? - pytał Pilar, a zaraz pokazywał jej coś innego w turkusie, bardziej kobiecego - albo ten, tak trochę jak twoja Toyota? - przejechał palcami po masce. A zaraz i tak stał jeszcze przy trzeciej opcji, czarnej, klasycznej, oparł się o maskę - czy ten? - ten był największy, ale też najmniej rzucał się w oczy z tego wszystkiego.
Pilar Stewart