for you, i'd risk it all
: wt maja 12, 2026 2:03 pm
W oczach wielu osób była tylko kolejną, ładną blondynką, która potrafiła czerpać z życia przyjemności. Kobiety nierzadko widziały w niej głupiutką pannę, która na szczyt wspięła się za sprawą urody, a mężczyźni sprowadzali jej wartość wyłącznie do tego, co odsłaniał jej dekolt.
Bronte przyzwyczaiła się do tego, iż nierzadko była traktowana przedmiotowo, co wcale nie znaczy, że zaakceptowanie tego przychodziło jej łatwo. Ilekroć odczuwała to intensywniej, towarzyszyły jej ogromne wręcz nakłady frustracji, którą nie sposób było tak po prostu pohamować. Nie byłaby też w stanie zliczyć wszystkich tych razów, kiedy poznani w barach mężczyźni wychodzili w jej stronę z niejednoznacznymi sugestiami - skoro wyglądała tak, jak wyglądała, bardzo często z marszu zakładali, że musiała lubić przygodny seks.
Ona jednak nie była taka. Owszem, nie wzbraniała się przed każdym rodzajem zabawy i nie znaczy to też, że nigdy nie dawała się ponieść chwili, a jednak nie sposób odmówić jej tego, że posiadała duszę romantyczki. Ceniła sobie przede wszystkim te zbliżenia, podczas których miała przy sobie osobę, na której realnie jej zależało.
A kimś takim stawał się dla niej Max.
Nie wiedziała jeszcze, co dokładnie ich połączyło. Nie była skłonna stwierdzić, że zakochała się w nim na zabój, ponieważ pod wieloma względami dopiero się poznawali. Wiedziała natomiast, że lubiła go za to, jaki był, a także w jego towarzystwie czuła ten przyjemny spokój. Co więcej, kiedy zbliżał się do niej, znajomy ucisk w podbrzuszu sugerował, że nie chciała, aby się odsuwał. Pociągał ją i chciała, żeby on widział ją w ten sam sposób.
Nic dziwnego, że dziś się temu poddała. Zapomniała o tym, że początkowo stawiać mieli w tej relacji wolne, niewielkie kroki. Rzuciła się na głęboką wodę, ale bynajmniej tego nie żałowała. Nie w obliczu tego, jak wiele był w stanie sprawić jej przyjemności.
Kiedy po raz kolejny tej nocy doprowadzili się do spełnienia, Bronte chyba w końcu była u s a t y s f a k c j o n o w a n a. Tak przynajmniej wydawało jej się do chwili, w której Max ponownie wpił się w jej usta. Na pocałunek odpowiedziała z równą zachłannością, a kiedy ulokowała dłonie na jego policzkach, jeszcze bardziej na niego naparła.
Cholera, w tym momencie czuła się tak, jakby rzeczywiście bliska była oszaleć na jego punkcie.
Nie inaczej stało się, kiedy usłyszała jego słowa. Uśmiech, który wymalował się wówczas na jej ustach, był jak najbardziej szczery. Zresztą, to, jak dużą przyjemność udało mu się sprawić jej w ten sposób widoczne było również w jej oczach. Nim cokolwiek powiedziała, koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a dłonie zsunęła na jego klatkę piersiową.
— Całkiem dobry jesteś, jak na swoje lata — skomentowała zaczepnie, a to, że tylko droczyła się z nim powinien poznać po wyrazie rozbawienia, który błąkał się teraz po jej twarzy. Nie pozwoliła mu jednak przyglądać się temu długo, ponieważ moment później przelotnie musnęła jego usta własnymi. — Cieszę się, że cię dzisiaj zaprosiłam — dodała po chwili, bynajmniej nie kłamiąc. Naprawdę nie potrafiła pożałować tego, jak potoczyła się ta noc, a skoro nowy rok miał być zapowiedzią tego, jak potoczy się jego reszta… Cóż, jak mogłaby na to narzekać?
Max Shepherd
Bronte przyzwyczaiła się do tego, iż nierzadko była traktowana przedmiotowo, co wcale nie znaczy, że zaakceptowanie tego przychodziło jej łatwo. Ilekroć odczuwała to intensywniej, towarzyszyły jej ogromne wręcz nakłady frustracji, którą nie sposób było tak po prostu pohamować. Nie byłaby też w stanie zliczyć wszystkich tych razów, kiedy poznani w barach mężczyźni wychodzili w jej stronę z niejednoznacznymi sugestiami - skoro wyglądała tak, jak wyglądała, bardzo często z marszu zakładali, że musiała lubić przygodny seks.
Ona jednak nie była taka. Owszem, nie wzbraniała się przed każdym rodzajem zabawy i nie znaczy to też, że nigdy nie dawała się ponieść chwili, a jednak nie sposób odmówić jej tego, że posiadała duszę romantyczki. Ceniła sobie przede wszystkim te zbliżenia, podczas których miała przy sobie osobę, na której realnie jej zależało.
A kimś takim stawał się dla niej Max.
Nie wiedziała jeszcze, co dokładnie ich połączyło. Nie była skłonna stwierdzić, że zakochała się w nim na zabój, ponieważ pod wieloma względami dopiero się poznawali. Wiedziała natomiast, że lubiła go za to, jaki był, a także w jego towarzystwie czuła ten przyjemny spokój. Co więcej, kiedy zbliżał się do niej, znajomy ucisk w podbrzuszu sugerował, że nie chciała, aby się odsuwał. Pociągał ją i chciała, żeby on widział ją w ten sam sposób.
Nic dziwnego, że dziś się temu poddała. Zapomniała o tym, że początkowo stawiać mieli w tej relacji wolne, niewielkie kroki. Rzuciła się na głęboką wodę, ale bynajmniej tego nie żałowała. Nie w obliczu tego, jak wiele był w stanie sprawić jej przyjemności.
Kiedy po raz kolejny tej nocy doprowadzili się do spełnienia, Bronte chyba w końcu była u s a t y s f a k c j o n o w a n a. Tak przynajmniej wydawało jej się do chwili, w której Max ponownie wpił się w jej usta. Na pocałunek odpowiedziała z równą zachłannością, a kiedy ulokowała dłonie na jego policzkach, jeszcze bardziej na niego naparła.
Cholera, w tym momencie czuła się tak, jakby rzeczywiście bliska była oszaleć na jego punkcie.
Nie inaczej stało się, kiedy usłyszała jego słowa. Uśmiech, który wymalował się wówczas na jej ustach, był jak najbardziej szczery. Zresztą, to, jak dużą przyjemność udało mu się sprawić jej w ten sposób widoczne było również w jej oczach. Nim cokolwiek powiedziała, koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a dłonie zsunęła na jego klatkę piersiową.
— Całkiem dobry jesteś, jak na swoje lata — skomentowała zaczepnie, a to, że tylko droczyła się z nim powinien poznać po wyrazie rozbawienia, który błąkał się teraz po jej twarzy. Nie pozwoliła mu jednak przyglądać się temu długo, ponieważ moment później przelotnie musnęła jego usta własnymi. — Cieszę się, że cię dzisiaj zaprosiłam — dodała po chwili, bynajmniej nie kłamiąc. Naprawdę nie potrafiła pożałować tego, jak potoczyła się ta noc, a skoro nowy rok miał być zapowiedzią tego, jak potoczy się jego reszta… Cóż, jak mogłaby na to narzekać?
Max Shepherd