Strona 5 z 5

When you smile I melt inside

: śr kwie 15, 2026 7:47 pm
autor: Daniel Moore
Ze względów bezpieczeństwa zdaje się bezcennej kolekcji ceramiki, jeśli nie materialnie to przynajmniej emocjonalnie, Daniel widział cały proces raczej w konwencji zwiedzania muzeum z przewodnikiem, stojąc dwa metry od gablotki by nie uszkodzić eksponatów. Sugestia by sam nauczył się używania przedmiotu, o którym słyszał pierwszy raz w życiu, a który zapewne także pochodził z drugiego końca świata, wzięła go z zaskoczenia. Mimo wszystko nie odmówił, wygrała ciekawość i chęć dowiedzenia się więcej o zainteresowaniach Liana od bardziej praktycznej strony - suche fakty były dobrym początkiem, jednak Daniel wolał zagłębić się w temat na tyle by go zrozumieć.
- Serio? Nie chwaliłeś się - zauważył na informację o kursie, jakby zdążył zapomnieć, że znajdowali się dość daleko od etapu mówienia sobie wszystkiego. Pisali ze sobą praktycznie od kiedy wymienili się numerami, jednak dotychczas kręcili się na poziomie koleżeńsko-sąsiedzkich rozmów i memów, a nie każde życiowe wydarzenie wchodziło w tę pulę. Teraz Daniel miał, być może, odrobinę, nadzieję, że uda im się przejść do czegoś więcej. - To zawsze wyglądało jak dobra zabawa, jak ci się podoba? I na pewno wychodzą ci ładne stożki. A jak wyrobisz się ze stożkami to z resztą też pójdzie łatwiej - zapewnił, gryząc się w język zanim zdążyłby wskoczyć w swoje liczne opinie i definicje dotyczące tej konkretnej figury geometrycznej. Wszystko co Lian miał w tej chwili do powiedzenia interesowało go znacznie bardziej niż słuchanie własnego głosu.
Instynktownie zmarszczył nos i cofnął głowę, gdy palce wchodzące mu w pole widzenia zaczęły zbliżać się do jego okularów, z niemrawą ucieczką powstrzymaną praktycznie od razu przez ich aktualną pozycję. Zwykle nie przepadał za takimi eksperymentami, głównie przez to, że ludzie mieli tendencję do przypadkowego dotykania szkieł, jednak w tym wypadku był w stanie zrobić wyjątek bez aktywnych protestów.
- Tylko nie noś za długo, głowa cię rozboli - ostrzegł, zamykając oczy i otwierając je dopiero, kiedy szkła tymczasowo przestały go wspierać. Potarł palcami powieki by oswoić się z niewyraźnym, zamglonym światem, rozejrzał się po pomieszczeniu, ledwo będąc w stanie rozpoznać kształty w akwarium albo drogę do wyjścia, po czym zadarł głowę z ciekawości jak Mei wyglądał w jego okularach. Złapał ten widok tylko na chwilę, mrużąc oczy by manualnie dostosować ostrość, a na komentarz względem swojej wady parsknął cichym śmiechem. - Wbrew pozorom jeszcze może być gorzej. Jeszcze jakoś... trzy lata? Zanim się wstępnie unormuje - przyznał, cytując swojego optometrystę odliczającego do czasu, kiedy teoretycznie gałka oczna powinna przybrać ostateczny rozmiar. Wątpił by wiele miało się zmienić, miał jednak nadzieję, że jak już to nie na gorsze.
Nagłe znalezienie się przodem do mężczyzny oraz zastąpienie jego klatki piersiowej twardą szybą zbiornika, wyciągnęło go siłą z tego małego świata, w jakim zdążył się znaleźć po wylądowaniu w ramionach Liana i to bez okularów. Zupełnie jakby opuścił komfortowy kokon i wrócił do rzeczywistości zamieszkanej także przez innych ludzi, a pomieszczenie wydało mu się jednocześnie zbyt przestronne i chłodne pomimo znajdowania się w swetrze i płaszczu. Uniósł głowę by spojrzeć na rozmyty, acz znajomy, kształt poprawiający mu włosy, czując się dziwnie obnażony pomimo wcześniejszego paradowania bez okularów w jego domu. Teraz było inaczej, zamiast być gościem na pierwszym kacu, stali o krok od siebie i miał na sobie jego pełną uwagę. Złapał niepewny kontakt wzrokowy z ciemnymi oczami przed ponowną ucieczką w bok, w dół, gdzieś na wysokość jego płaszcza i ponownie w górę, niemniej zgodnie z poleceniem nie ruszył się z miejsca. Poza rozbieganymi źrenicami, jedynym co się w nim ruszało była krew, podróżująca do policzków jakby sam dotyk Mei'a dyrygował jego ciałem. Posiadanie jego palców na swojej twarzy, dłoniach i ubraniach, chociaż coraz częstsze i przychodzące znacznie lżej niż z początku, nie stało się magicznie czymś, do czego Daniel był w pełni przyzwyczajony i miał wrażenie, że lada moment a mięknące kolana odmówią mu współpracy.
- Och... um... - powrót do normalnej rozmowy zdawał się go przerastać, gdy nerwowo poprawiając zwrócone szkła, jakby nie leżały jak powinny od razu po założeniu, dał się ponownie wciągnąć do uścisku pozwalającego mu przynajmniej ukryć rozpaloną twarz. Głęboki oddech wyrwał się spomiędzy łagodnie uchylonych warg, jakby dopiero co wbiegł na drugie piętro i próbował opanować potencjalny atak astmy, gdy bardziej poczuł niż usłyszał jak słowa Liana owiewają jego ucho. Zerknął we wskazanym kierunku, próbując dojrzeć co znajdowało się we wcześniej pominiętym pomieszczeniu.
- Do... a-akwarium z wodą? - upewnił się, marszcząc czoło w niezrozumieniu. - Myślisz, że coś tam chowają? - dodał, pomimo pierwszego zaskoczenia pozwalając wygrać ciekawości. - Teraz też chcę sprawdzić, może chociaż dali już kartkę informacyjną - mruknął w zastanowieniu i wyciągnął rękę od razu, gdy uścisk wkoło jego ramion zelżał. Po rzuceniu jeszcze jednego spojrzenia na płaszczki i cichym pożegnaniu się z, być może, dawnym kolegą w razie jakby mieli już tam nie wrócić, skierował się na wycieczkę krajoznawczą ze znajomą chłodną dłonią złapaną już nie w jedną, a w obie dłonie, jakby próbował jeszcze bardziej podzielić się z nim ciepłem ciała.
Salka była słabo oświetlona, praktycznie pusta, poza akwarium zdającym się być w trakcie przygotowań pod potencjalnie następny okaz morskiej fauny, a im dalej się zapuszczali, tym silniejsze wrażenie łamania zasad gryzło Daniela pod przeponą.
- Nie wiem czy powinniśmy tu być - przyznał ciszej niż dotychczas, jakby faktycznie wkradli się do miejsca zamkniętego dla publiki zamiast z ciekawości zaglądać do pustego akwarium w środku oceanarium.

Lian Mei

When you smile I melt inside

: czw kwie 16, 2026 2:53 pm
autor: Lian Mei
Odkrycie skali problemu jakim był niedomagający wzrok Moore'a pozwoliło mu na zrozumienie powodów dla których ten tak kurczowo trzymał się swoich szkieł i tracił animusz gdy go ich pozbawić. Zupełnie tak jak teraz, gdy być może nie wiedząc nawet do końca na co patrzy stał wsparty o akwarium niby ostatnią bezpieczną ostoję i dryfował spojrzeniem od prawa do lewa.
Trzy lata i nawet nie wiesz czy będzie lepiej czy gorzej? 一 zagadnął retorycznie, samemu mrużąc oczy wzorem Daniela, jednak w jego przypadku w niczym to nie pomogło; grube szkła zniekształcały obraz do tego stopnia, że nie był nawet do końca pewny czy ma przed nosem Moore'a czy wielką płaszczkę sunącą za jego plecami. 一 Mam nadzieję, że przynajmniej czytelnie podpisujesz te... te magiczne substancje w swojej piwnicy.
Miał na myśli małe domowe laboratorium o jakim Daniel wspominał mu przynajmniej tuzin razy w ciągu ostatniego tygodnia, a chociaż Lian większości z tej chemicznej terminologii nie rozumiał pomimo najlepszych chęci, tak chętnie wczytywał się we wnioski do jakich Moore dochodził po kolejnym eksperymencie.
Jeszcze chętniej oglądał kolorowe zawartości odczynników, a gdy Daniel kilkoma kroplami zmieniał pH w kolbie i odbarwiał płyn na fioletowo, Mei mrużył powieki i nieufnie węszył za jakimś oszustwem. Nigdy w życiu nie był w laboratorium chemicznym, nawet tym szkolnym, więc łatwo było mu zaimponować najprostszą reakcją przeprowadzoną w warunkach chałupniczych.
Okulary wróciły na swoje miejsce, tak samo jak dłoń Daniela, która zaledwie po paru krokach zamieniła się w dwie i Lian zdążył jeszcze poczuć jak przyjemne ciepło sięga mu ponad nadgarstek.

Do akwarium z wodą 一 przytaknął jednocześnie nie tłumacząc niczego, gdy delikatnie ciągnął za sobą Moore'a zostającego nieco w tyle. 一 Jestem przekonany, że nigdzie indziej takiej nie mają.


Sala mieściła zaledwie jeden zbiornik z wciąż aktywnie pracującym filtrem (monotonne brzęczenie wypełniało każdy kąt, mimo że po chwili wsiąkało w ciszę i zlewało z nią niczym naturalne tło) oraz samotną ławkę tuż przed wystawą Niczego. Kilka przypadkowych wstążek listownic ciągnęło się ku górze od piaszczystego dna, ale poza ich swobodnym, hipnotycznym ruchem wszystko inne zdawało się być zanurzone w bezruchu.
Oczywiście, że powinniśmy. Informacja o braku aktualnej wystawy nie jest tożsama z zakazem wstępu.
Drzwi cicho domknęły się gdy Lian naparł na nie tyłem skórzanego buta, a sam utkwił spojrzenie w plecach oddalającego się w stronę akwarium Daniela. Niechętnie puścił jego dłoń kotwicząc w ostatnich momentach palcami o jego palce, ale w końcu upchnął ręce w kieszeniach i sam przysiadł na pustej ławce, tyłem do pląsających w wodzie wodorostów.
Pomysł wykiełkował mu w głowie gdy tylko przyuważył tę salę gdy poszukiwali płaszczek, wówczas wydawał mu się fantastycznie prosty i wykonalny. Teraz? Teraz miał wrażenie, że znów miał dziesięć lat i stał sam na sam z ogromnym tłumem hali koncertowej w Kyoto, z fortepianem za którym mógł się co najwyżej schować, ale nie całkiem zniknąć.
Dłonie nerwowo wyplątywały z kieszeni każdą rzecz o jakiej zdążył zapomnieć przez kilka miesięcy, gdy płaszcz dusił się podczas przeprowadzki w pudełku, gdzie czekał na swoją okazję. Serce przestało być wiarygodnym metronomem, mimo że Lian potrafił przecież po latach praktyki wyciszyć je dość aby znów czuć właściwy, jednostajny rytm. Gdyby nie to, że jego skóra nosiła żałobny odcień bieli na co dzień, odpływająca z twarzy krew zapewne zdradziłaby go natychmiast.

Hej... Daniel? 一 rzucił sucho w przestrzeń, nie wiedząc nawet kiedy zamiast trzymać się kieszeni jego ręce chwyciły za krawędź ławki. 一 Może zamiast wydeptywać dziurę po prostu usiądziesz?
Chciał jeszcze zabarwić odrobinę ten dziwnie sztywny wydźwięk pytania jakimś żartem - miał przecież pod nosem koncept zmiennokształtnego rekina, idiotyczny ale do wykorzystania, a jednak przez gardło nie przeszła mu nawet nieśmiała próba.
Dostrzegając nagłą zmianę kursu i być może zamiar obejścia ławki, Lian zadziałał instynktownie i chwyciwszy go za tył płaszcza posadził go sobie z boku, przodem zwracając w stronę akwarium. Wizja posiadania Moore'a przy sobie z ryzykiem zbyt częstego kontaktu wzrokowego chwilowo przekraczała jego zdolność dźwignięcia tego ciężaru.

Więc... hmm. Właśnie, to jest... gdybym... 一 Zupełnie odmienne od zwyczajowej pewności siebie próby Liana do rozpoczęcia zgrabnie tematu brzmiały wręcz groteskowo, choć Mei usilnie starał się przetykać je nerwowym śmiechem. Wychodziło na to, że bardziej niż zażenowany czy onieśmielony czuł się po prostu zaskoczony własnym brakiem podejścia.
Gdybym CO? Co ja w ogóle chciałem powiedzieć? Co mogę z tego wyciągnąć? Kurwa, zacząłeś temat i on teraz siedzi i czeka, a ty się dookreślić nie potrafisz? 一 mielił gorączkowo w myślach, nieświadomie zaczynając wybijać palcami metrum 6/8 na krawędzi ławki.
...gdybym naprawdę był tym zmiennokształtnym rekinem i odciągnąłbym cię tu na bok żeby cię pożreć?
Lian przez parę sekund patrzył mu prosto w twarz - choć na swoją obronę nie miał nawet pojęcia kiedy nawiązał z nim kontakt wzrokowy - śmiertelnie poważny, jakby świadomość tego co właśnie powiedział nie zdążyła do niego dotrzeć.
Odczuł ją natomiast po chwili i chociaż udało mu się powstrzymać grymas niezadowolenia, coś w jego spojrzeniu złagodniało i poza przyduszoną paniką przebijała się bezradność w swojej najczystszej formie.

Poważnie? Ja pierdolę.
Odetchnął głęboko przez uchylone usta i palcami sięgnął do nasady nosa, następnie kącików oczu i przetarł je sobie tak, jakby męczył się właśnie we własnej skórze. Poniekąd tak było.

Zapomnij o tym, to było głupie 一 stwierdził gdy na krótko schował pół twarzy w dłoni i zerknął na Daniela przepraszająco. 一 Tak naprawdę to chciałem zapytać o coś innego, nie wiem po co tak to skomplikowałem.
Uścisk w klatce piersiowej zelżał, jakkolwiek było zdecydowanie za wcześnie by mówić o zauważalnej uldze. Odzyskał jednak zdolność do trzeźwego myślenia i odchylił się w tył tak, by móc spojrzeć Danielowi w oczy, starając się przy tym nie nasuwać skojarzeń z przerośniętą wroną czekającą na potknięcie potencjalnej ofiary.

Czy ty kiedykolwiek się z kimś całowałeś?
Pytanie zadał mu bez ogródek, przy pełnym rozmyśle i intencjonalnie utrzymywanym kontakcie wzrokowym, pomijając te kilka momentów w których wędrował za obdaszkiem rzęs Daniela to wyżej to niżej. Po paru sekundach ciszy jego spojrzenie zatrzymało się na pełnych, obiecujących miękkość wargach i Lian uznał, że warto byłoby doprecyzować pytanie.

Zgaduję, że nie dlatego... chciałbyś może ze mną?


Daniel Moore

When you smile I melt inside

: czw kwie 16, 2026 11:16 pm
autor: Daniel Moore
Słowa zapewnienia dały radę odrobinę ostudzić jego nerwy, chociaż towarzyszyły mu one przez całą drogę do pozornie pustego zbiornika. Zakładając, że mieli ten sam cel podróży, zauważył brak Liana u swojego boku dopiero, gdy jego palce wysunęły mu się z dłoni, niemniej ten schemat powtarzał się przy praktycznie każdej wystawce, stąd zwyczajnie zabrał się za oględziny wnętrza akwarium. Pochylony nisko by zawiesić wzrok w połowie wysokości szyby, poprawił okulary bardziej w automatycznym geście niż z realnej potrzeby, analizując glony falujące w poruszanej filtrem wodzie. Dopiero, gdy upewnił się, że dokładnie takie widzieli już kilka salek w tył, rozpoczął poszukiwania tabliczki informacyjnej, przerwane dopiero pytaniem ze strony siedzącego na ławce Liana.
- Mogę p-pewnie... Uh... Wybacz, chciałem tylko... - urwał wraz z niespodziewanym pociągnięciem za tył płaszcza, lądując nieelegancko na wybranym dla niego miejscu z jedną nogą podnoszącą się w górę, jakby spodziewał się upadku. Skwitował to wszystko utopionym w wydechu, nerwowym śmiechem, zerkając kontrolnie na tył głowy Mei'a. - Wszystko okay? - upewnił się, zagubiony w nagłej zmianie nastroju w małym pomieszczeniu. Zarówno ton głosu mężczyzny jak i przymusowe posadzenie go do siebie tyłem niekomfortowo usiadły na żołądku Daniela, podsuwając mu wachlarzyk teorii tłumaczących to zachowanie. Najprostsza, wyskakująca na przód, widziała w tym jasną sugestię, że coś właśnie poszło bardzo nie tak. Najwidoczniej tam, gdzie Moore widział komfortowe spotkanie i spełnienie niewypowiedzianych nadziei, Lian znalazł coś, przez co aktualnie chciał mieć go na dystans. Potrafił to zrozumieć, mógł się tego spodziewać. Wbił wzrok w dłonie splecione ze sobą w koszyczek na udach, poszukując czegoś, co mógłby powiedzieć, by rozładować atmosferę, obrócić to w żart, zapewnić, że nie będzie miał mu za złe, jak zechce skończyć to teraz i wrócić do witania się przez płot podczas wyprowadzania Alonso.
Kolejne słowa, nie tłumaczące nic, padły zanim dał radę sklecić cokolwiek przekonującego i zachęciły go do zachowania milczenia. Dopowiedział sobie zakończenie tego zdania - wszystkie elementy składały mu się w układankę wskazującą na chęć delikatnego poinformowania go, że nic z tego jednak nie wypali. Ciężar w brzuchu został uzupełniony o bolesny ścisk na sercu, chociaż był wdzięczny za zabranie go do zamkniętego pokoju by załatwić to we względnej prywatności. Wypuścił oddech, zmuszając się by poczekać ze szczypiącymi w tył gałek ocznych łzami na resztę wyczekiwanej wypowiedzi i zebrał się w sobie dość by ponownie spojrzeć na Liana przez ramię.
- ... Huh? - wyrwało mu się w reakcji na pytanie wyskakujące tak bardzo znienacka by wywołać w Danielu chwilowy paraliż całego ciała. Mrugnął raz. Drugi. - To... byłb-bym bardzo ła-łatwą ofiarą..? - podrzucił całkowicie wybity z rytmu, usilnie poszukując na twarzy mężczyzny naprowadzenia na to, czy tylko odkładał nieuniknione, czy to Moore porządnie przestrzelił z interpretacją. Zdążył przejść przez pierwsze stadium żałoby, tylko by zostać pchniętym z powrotem na wcześniejsze tory i nie potrafił znaleźć gruntu pod nogami. Coś w nerwowym zachowaniu Liana wciąż było nie w porządku.
W oczekiwaniu na zapowiedziane pytanie spojrzał w stronę bujających się w akwarium listownic, próbując znaleźć w niespiesznym falowaniu skrawki utraconego spokoju. Wziął kłujący w klatkę piersiową oddech, złapał kontakt wzrokowy z Lianem i gdyby nie zaproszenie na ławkę, pewnie w tym momencie dorobiłby się kolejnego wstrząśnienia mózgu. To nie był kierunek rozmowy, którego by się spodziewał.
- J-ja... uh... Znaczy... Cz-czemu... - zaczął, nie dokańczając żadnej z urwanych myśli, czerwieniejąc na twarzy i, pomimo chęci szczerej odpowiedzi, nie będąc w stanie powiedzieć tego na głos. Czym innym było oswojenie się z faktem swojego braku doświadczenia, tak samo ze swobodnymi rozmowami ze znajomymi, chichocząc pod kołdrami podczas nocowania, a czymś kompletnie odmiennym dzielenie się szczegółami swojego braku romantycznego życia z obiektem swojego zauroczenia. Odpowiedź okazała się zbędna, a, wyglądający jak sarna złapana w światło reflektorów, Daniel po raz kolejny stracił kontakt z rzeczywistością. Szok wywiał mu z głowy resztki zagubionych myśli, zostawiając po sobie pustkę brzmiącą jak szum z telewizora CRT i domykając rozchylone w zaskoczeniu wargi. Zamiast szukać słów, spanikować jak przy pytaniu o randkę, czy próbować odnaleźć sens w absolutnym braku sensownych myśli, po prostu pokiwał głową. Chciał, nie potrafił ubrać w słowa tego jak bardzo, podobnie ze stresem związanym z samą sugestią czegoś, co omijało go tyle lat, oraz strachem, że da radę to spaprać. Przełknął ślinę, z gwałtownym biciem sercem odbijającym mu się w uszach.
- A-ale w sensie... że teraz? - dopytał, nerwowo rzucając okiem w stronę domkniętych drzwi, za którymi zapewne przewijali się zwiedzający, a później z powrotem na twarz mężczyzny, odważając się nawet na przelotne spuszczenie wzroku na jego usta. Dreszcz przechodzący tuż pod skórą bynajmniej nie był nieprzyjemny, chociaż Moore wciąż czuł się całkowicie zagubiony w nowej sytuacji. Nie żeby wcześniej nie pomyślał o możliwości pocałowania Liana, poza fantazjami schowanymi szczelnie we własnej głowie miał nawet zalążki planu na ten dzień, jednak wszelkie jego materiały treningowe w formie kilkunastoletnich romansideł sugerowały co najwyżej pocałunek na zakończenie pierwszej randki. Procedury co do zamkniętych wystaw w samym środku oceanarium nie były do końca jasne.

Lian Mei

When you smile I melt inside

: pt kwie 17, 2026 2:50 pm
autor: Lian Mei
Kolor rozwijający pełną intensywność na jego twarzy był wystarczająco czytelną odpowiedzią by Lian zrozumiał, że jego założenia były trafne. Jego spojrzenie wędrujące w skupieniu poprzez lekko uchylone wargi Daniela na chwilę wzniosło się ku parze okrągłych z zaskoczenia oczu, gdzie pozostało na parę długich sekund w trakcie których Mei rozważał wszystkie za i przeciw, bez pośpiechu, jakby i ten etap traktował jako przyjemną, nieodzowną część całego procesu.
Spoiler
trigger warning
child abuse, eating disorders
Londyn w lipcu 2017 roku był wyjątkowo deszczowy nawet jak na tamtejsze standardy.
Fashion Week było dla niego czymś zupełnie nowym, choć nie do końca rozumiał powód dla którego wydarzenie odbywające się z taką pompą wymagało jego obecności.
To nie konkurs, prawda?
Nie, tym razem zagrasz gościnnie. Postaraj się, to nie mniej ważne. 一 Serena Marlow, jego agentka zrośnięta z nim niemal jak cień spoglądała na niego od czasu do czasu znad ekranu laptopa rozłożonego na kolanach. Palce stukające niemal bez przerwy w klawiaturę miały wyjątkową moc - Mei o tym wiedział, dlatego jego kolano podrygiwało nerwowo ilekroć w jej rytmie pojawiało się stringendo, jakby w ten sposób usiłował naprostować niekorzystną dla siebie zmianę.
Samochód od dłuższego czasu stał w korku, deszcz zalewał miasto i wraz z całym jego brudem spływał do studzienek, a ciemniejące niebo zaczęło ciążyć nad Londynem bardziej niż chmura z której lało się bez końca.
Już wtedy, kiedy godzinę później wysiadali na podziemnym parkingu hotelu Corinthia Lian czuł, że poza załamaniem pogody w powietrzu wisiało coś jeszcze, o czym wiedzieli wszyscy poza nim i było to o tyle dotkliwe, że Serena zamiast indagować go dociekliwie co do ustalonego planu pobytu wysłała go po prostu na górę.
Coś było nie tak.

Doświadczenie uczestnictwa w pokazie było dla niego zupełnie nową odsłoną występu. Zamiast jednej, góra dwóch stylistek dookoła uwijał się cały ul specjalistów z naręczami pędzli, gąbkami i paletami noszonymi z taką łatwością jakby stanowiły integralną ich część. Lian rozumiał - podobnie miał przecież z pianinem.

Teraz spójrz w górę 一 proszono i korygowano mu cienie pod oczami, podczas gdy sam siedział grzecznie i sztywno. Nie przeszkadzał. 一 Super jest. Postaraj się tylko nie zlizać pomadki, ok?
Ok 一 zgodził się automatycznie, trochę nieśmiało, bo energiczna kobieta skacząca wokół niego jakby od tego zależała reszta jej życia odrobinę go onieśmielała pomimo swojej wyjątkowo sympatycznej aury.
Siedząc na wysokim krześle pośród nieustannie poruszającego się tłumu modelek, wizażystów i choreografów Lian po raz pierwszy nie był w centrum zainteresowania i cieszył się każdą chwilą na uboczu, skąd mógł obserwować błyszczące cekiny, zaciągać się powietrzem ciężkim od pudru i...
Charakterystyczne pociągnięcie nosem w jego odczuciu tamtej chwili wybrzmiało tak głośno, że był zaskoczony zupełnym brakiem poruszenia ze strony oblegającego tłumu, ale on zauważył i choć moment trwał zaledwie kilka sekund, widok zapłakanej modelki w halce i wagi, z której ściągnęły ją bez słowa dwie inne kobiety był wystarczający aby zrozumiał.
Zbyt ciężka. Zbyt szeroka. Rozmiar nie pasuje.
Znał to uczucie, też był na migdałowej diecie.

Wieczorem grał zza kulis mdłą, bezpłciową muzykę jakiej zażyczył sobie projektant i cieszył się absolutnym brakiem czyjegokolwiek zainteresowania, chociaż wyrobiony latami nawyk kazał trzymać mu się prosto, nawet jeżeli jedyną parą oczu jaka wwiercała mu się korygującym spojrzeniem między łopatki należała do Sereny. Nie przeszkadzała, po prostu usuwała się w cień i nadzorowała, a on czuł się pod tym hermetycznym kloszem bezpieczny.
Pokaz zakończył się koło dziewiątej, ale polecono by pozostał przy pianinie jeszcze przez jakiś czas. Z drobnym ukuciem żalu spostrzegł również, że stylistka jaką podesłano by przypudrowała go jeszcze raz nie była tą samą, którą dla zabawy atakowała go wcześniej pędzlem.

Jest fotograf 一 padło wśród kilku kaszlnięć i stuknięć butami o parkiet. Ta informacja wywołała wyłącznie impuls irytacji, Lian wiedział jednak że nie wypadało okazywać zniecierpliwienia. Nigdy nie odmawiał, nie wyrażał niechęci ani nie protestował, bo ciężar zawodu i ciszy jakie otrzymywał w zamian po prostu go przerastały.
Kilka pierwszych zdjęć nie wykraczało poza standardowy plan wielu podobnych jakie za sobą miał, ale dopiero przybycie kogoś, kogo kojarzył połowicznie z paru wtrąceń Sereny zmieniło duszną atmosferę w coś na pozór lżejszego.

Słyszałem jak grasz. Wszyscy mówią, że masz talent, że dobrze rokujesz. Lian, tak?
Twarz Ashera często pojawiała się na okładkach, patronowała kampaniom reklamowym i być może dlatego w pierwszej chwili nie wiedział co odpowiedzieć na proste pytanie. Próbował przypomnieć sobie czy Serena dała mu jakiekolwiek wytyczne na wypadek tej rozmowy, ale jedyne co przebijało się ponad ciężki woal niepamięci to to, że Asher był również synem projektanta, dla którego ściągnięto go tu by zagrał.

Być może zobaczymy się później na... 一 Błysk lampy przerwał monolog, przed kolejnym Lian został ustawiony przez kilka par rąk w tak niewygodnej pozycji przy pianinie, że w pierwszym odruchu chciał zaprotestować. 一 ...zobaczysz, na razie... nie, nie, nie na kamerę, hej. 一 Asher miał ładny śmiech. Nie brakowało w nim pewności siebie, choć słuchając miało się odczucie jakby czegoś w nim brakowało. Tak, jakby jeden z wciśniętych klawiszy nie wydawał dźwięku.
Patrz na mnie.


Sesja zdjęciowa na krótko ukazała się na stronie agencji The Right Note oraz przez chwilę sygnowano nią kolekcję projektanta, zanim bardzo mieszany odbiór oraz kontrowersje zmusiły PR do ściągnięcia ich z afiszu oraz wystosowania lakonicznych objaśnień.
Cykl nosił nazwę Eros & Psyche i w zamyśle miał na celu promować syntezę muzyki oraz letniej kolekcji wystawionej podczas Fashion Week w Londynie i o ile większość zdjęć przedstawiała Ashera i Liana w relatywnie neutralnych pozycjach orbitujących wokół pianina tak ostatnie wywołało skandal, który choć przez lata udało się wyciszyć wciąż wywoływał niesmak. Fotografia przedstawiająca pocałunek nie opowiada wiele o jej powstaniu, a Lian wsparty całym sobą o pianino, wetknięty pomiędzy nie i Ashera jak zasuszony kwiatek pomiędzy stronami książki na pierwszy rzut oka wygląda na zaskoczonego. Jego brwi uniesione w niezrozumieniu i ręka zatrzymana w połowie drogi - dokądś - wszystko to sprawia wrażenie jakby w danej chwili był w ruchu, z zamiarem i jakąś nieczytelną intencją, a błysk lampy unieruchomił go w tym kadrze jak motyla przytwierdzonego pod gablotką przez szpilkę.
Część komentujących biorąca w obronę artystyczny zamysł i oko fotografa zachwycała się pięknym momentem, emocjami i wrażeniem przypadkowości. Druga strona wytykała agencji ten dziwny kurs w bok, ale przede wszystkim, co stało się zresztą przyczyną ostatecznej decyzji o usunięciu sesji z oficjalnego profilu - fakt, że w chwili w której zdjęcie zostało wykonane Asher miał dwadzieścia dwa lata, podczas gdy Lian zaledwie piętnaście.
Sesja wciąż była dostępna na niektórych fanowskich portalach pomimo usilnych prób pozbycia się jej z sieci na dobre.

Daniel nie musiał rozumieć powodu dla którego pytał.
Lian natomiast musiał mieć pewność, że zanim zainicjowałby cokolwiek, Moore byłby w pełni świadom zamiaru i w przeciwieństwie do jego doświadczeń, pierwszy pocałunek zapamiętałby jako coś, do czego chciałby wracać myślami, a nie jak skradziony, sprzedany nad jego głową moment.
Teraz 一 przytaknął, a mimo że było to zaledwie jedno słowo, potknął się o nie pod koniec cichym, prawie bezgłośnym śmiechem. Widząc, że Daniel nieśmiało wędruje spojrzeniem unikając jednak za wszelką cenę kontaktu wzrokowego, Lian cofnął się głębiej w tył i najpierw uniósł obie dłonie w ramach niezadanego pytania, a kiedy nie zauważył po jego stronie chęci salwowania się ucieczką, chwycił tę jego pyzatą twarz w ręce i delikatnie ścisnął.
Nie mógł się powstrzymać.

Możesz zamknąć oczy jeśli wolisz, Bao Bei.
Sam tego nie zauważył, ale zniżony do szeptu głos drżał mu teraz od zaciśniętej przepony i zbyt długo wstrzymywanego powietrza. Zanim nachylił się nad nim nisko zdążył jeszcze wypatrzeć kilka jaśniejszych plamek na brązowych tęczówkach chowających się powoli za rzęsami, kilka bladych piegów, które zapewne miały rozkwitnąć latem, a sam ledwie przymknął powieki do połowy.
Pocałunek był bardzo efemeryczny, w pierwszym kontakcie tak, jakby zupełnie go nie było pomimo wrażenia ciepła i miękkości. Lian nie spieszył się ani trochę cierpliwie czekając aż Daniel przełamie nieśmiałość i być może zechce wykonać swój ruch. Płytkie, pieszczotliwe muśnięcia i sporadyczna wilgoć jaką zostawiał na jego dolnej wardze miały zachęcić, ale nie wymagały w zamian niczego, mimo że czując na jego ustach smak znajomych winogronowych landrynek miał ochotę zapomnieć się, unieruchomić go dla własnej wygody i poznać wszystkie tajemnice jakie Daniel przed nim ukrywał.
Ta dogłębna potrzeba przypominająca stary, niedokarmiony głód i gwałtowność wynikająca ze strachu przed stratą możliwie jedynej okazji zostały jednak stłumione, choć koszt tej spolegliwości dusił go od środka.
Mógłby, naprawdę mógłby poprzestać na tych powierzchownych, prostych pocałunkach do końca swojego życia, gdyby Daniel sobie tego zażyczył. Czuł się tak, jakby wiosna nadeszła właśnie po bardzo długiej, nużącej zimie, a jednak brakowało jej pełni ciepła za jakim tęsknił.
To, że ani razu nie próbował nakłonić go do niczego więcej nie wynikało o dziwo z jego zdolności do samokontroli, choć tak mu się z początku wydawało. Adorował go każdym muśnięciem warg, każdym trąceniem nosa i niepełnym oddechem uciekającym mu z piersi, oszczędnie i delikatnie, nawet jeżeli w jego osobistym odczuciu ich intensywność doprowadzała go do szaleństwa.



Daniel Moore