nagość, hot ludziki, steamy
Vita stała pod lodowatą wodą z ramionami oplecionymi wokół własnego ciała, z zamkniętymi oczami, naprawdę wierząc, że jeśli wystarczająco długo postoi w tym zimnie, to uda jej się ochłonąć. Schować przed samą sobą. Przed tym wszystkim, co działo się z nią od środka. Serce waliło jej tak mocno, że czuła je dosłownie wszędzie… w gardle, w skroniach, w opuszkach palców, nawet gdzieś pod mostkiem. To nie miało prawa być aż tak intensywne. Nie tak szybko. Nie po jednej nocy. Nie po kilku godzinach. Nie po nim, który jeszcze niedawno był tylko dawnym przyjacielem, niedomkniętą raną i kimś, kogo miała już nigdy więcej nie widzieć na oczy.
A jednak.
Każda myśl o nim sprawiała, że coś w niej znowu się rozpalało, jakby to lodowate gówno lejące się z prysznica robiło jej na złość i celowo zostawiało w środku wszystko nietknięte. Bo przecież nie chłód czuła najmocniej. Tylko jego. Jego dłonie. Jego usta. To, jak na nią patrzył, jakby była kimś więcej niż tylko dziewczyną, z którą właśnie się przespał. Kiedy drzwi łazienki cicho skrzypnęły, a zaraz potem usłyszała jego kroki i ten rozbawiony głos, który potrafił jednocześnie ją uspokajać i wywracać wszystko do góry nogami, na jego pytanie parsknęła cicho pod nosem.
- Musiałam się ochłodzić- rzuciła, próbując zabrzmieć nonszalancko, ale głos zdradził ją niemal od razu. Odkręciła ciepłą wodę powoli, a nastepnie czekała, aż para zacznie unosić się leniwie wokół nich, zanim w końcu znowu na niego spojrzała. A potem wszedł do środka i objął ją od tyłu. I to powinno być zwykłe. Powinno być po prostu przyjemne. Powinno skończyć się na czymś prostym, na kilku pocałunkach w ramię, kark, może na tym, że znowu zaczną gubić się w pocałunkach i niekończącej się namiętności. Ale kiedy jego usta musnęły jej skórę, kiedy odgarnął mokre włosy i przycisnął czoło do tylu jej ramienia, zesztywniała na krótką sekundę. Nie z niechęci. Nie ze strachu przed nim - a z nadmiaru uczuć emocji, tego wszystkiego do cholery. Z tego, że wszystkie nerwy w jej ciele postanowiły jednocześnie obudzić się do życia i wrzasnąć jej do ucha…
alexis, alexis, alexis!
Odchyliła lekko szyję, dając mu więcej miejsca, a kącik jej ust uniósł się sam z siebie w uśmiechu, którego nikt inny nie powinien był widzieć. Jego dłonie spoczywające na jej biodrach były mocne, pewne, aż absurdalnie naturalne, jakby naprawdę od zawsze tam należały. I właśnie to było najgorsze. Nie to, że ją dotykał. Nie to, że znowu robiło jej się gorąco. Tylko to, że jej ciało przyjmowało go bez zawahania, bez tej typowej dla niej ucieczki, bez wewnętrznego alarmu. Może od lat czekało właśnie na niego? A potem usłyszała ten cichy pomruk tuż przy uchu, to zapytanie...
Zamarła na ułamek sekundy. Potem obróciła się powoli w jego ramionach. Woda spływała im po twarzach, szyjach, po ciałach stojących zbyt blisko. Zarzuciła ręce na jego kark, palce wplotła w mokre włosy tuż przy skórze. Przyciągnęła go bliżej, aż ich czoła zetknęły się ze sobą, a potem musnęła jego nos swoim… raz, drugi, trzeci… w tym dziwnie czułym geście, który sam w sobie był bardziej intymny niż połowa rzeczy, które robili wcześniej (a było ich
w chuj dużo wink wink). Spojrzała prosto w jego piwne oczy - tak, te same, które potrafiły ją rozbroić nawet wtedy, kiedy była na niego śmiertelnie obrażona w liceum. Te same, przez które kiedyś miała ochotę podstawić nogę każdemu, kto kręcił się za blisko niego.
- Oczywiście, że chcę wiedzieć, Bennett - powiedziała cicho, z lekkim naciskiem na jego nazwisko, bardziej z przyzwyczajenia niż złośliwości. Bo to jedno słowo przypominało jej o głupich żartach, o tysiącu rozmów o niczym i o wszystkim, o tamtej wersji ich, która kiedyś była taka prosta, jak i bolesna. Przechyliła twarz by złożyć na jego ustach, powolny, czuły pocałunek.
Oderwała się od niego ledwie odrobinę, tylko tyle, żeby móc spojrzeć mu w oczy i wypuścić z siebie myśli, które tłukły jej się po głowie od dłuższej chwili. Nie chodziło o to, że nie chciała go znowu. Bo cholernie mocno chciała. Jej ciało aż za dobrze reagowało na jego dotyk- tak kurewsko łatwo wszystko między nimi zamieniało się w ogień, którego tak trudno bylo ugasić.. z reszta jak widać, pfft. Ale teraz… teraz nie chciała już tylko tego. Nie chciała kolejnego pocałunku, który skończy się rwanym oddechem i znowu rzuci ich na siebie, rozpali. Nie dlatego, że było źle. Właśnie odwrotnie. Było aż za dobrze. I może właśnie to ją przerażało. Bo seks znała. Pożądanie znała. Szybkie numerki, krótkie uniesienia, oddawanie komuś własnego ciała bez dawania czegokolwiek więcej... w tym była dobra. To nie zostawiało po sobie aż tylu szkód. Można było wyjść, ubrać się i udawać, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Ale to? To, że chciała po prostu z nim być? To było chore. Przełknęła ślinę, czując, jak policzki znowu robią jej się ciepłe, mimo gorącej wody splywającej wlasnie po ich nagich ciałach. Westchnęła i schowała twarz w jego szyi, zaciskając palce mocniej na jego karku
- Czuję się jak wariatka... no postradałam ostatnie zmysły, lexie - mruknęła ciszej w jego skórę.
- nie mogę zrozumieć jak można tak po prostu… po jednej nocy… tak bardzo chcieć kogoś w swoim życiu?
lexie