What happens in Vegas, stays with you for the rest of your life
: czw kwie 30, 2026 11:19 am
Nigdzie się nie wybierał.. I nie planował w najbliższej przyszłości wypuszczać jej ze swoich ramion, nie ważne co robili. Odpoczynek brzmiał jak absolutnie zajebisty pomysł i każdy drżący zmęczeniem mięsień jak najbardziej się z tym faktem zgadzał. Zmarszczył lekko brwi, słysząc ten krótki jęk i bolesną ekspresję, która przemknęła przez jej twarz.. Przesadził? - U good? - zagadnął nawet nie próbując ukrywać swojej troski, poświęcając więcej uwagi dłoniom na jej skórze. Na moment zatrzymał dłoń na głowie Vi, ręka na jej plecach była w gotowości, żeby pomóc się wygodnie ułożyć. Przerwa. Zdecydowanie przerwa. - A ja ciebie kocham. - odpowiedział mruknięciem, przymykając na moment oczy z lekkim uśmiechem, kiedy postanowiła schować twarz w jego szyi, oferując lekkiego całusa i to małe dziabnięcie. Urocza. Zgodził się na to nieokreślone "później" kolejnym mruknięciem, chociaż znacznie ważniejszy był dla niego jej komfort, niż kolejne cholera wie jak długo spędzone w chaotycznym cieszeniu się własnymi ciałami. Seks wychodził im dobrze, to wiedzieli już od całkiem dłuższego czasu, nie? A chwile spokoju.. Był naprawdę bardzo chętny, żeby je poznać. Wydawało mu się z resztą, że będzie takich chwil potrzebować częściej w pierwszych kilku miesiącach swojej trzeźwości i różnie może być z jego libido; miał tylko nadzieję, że jego nowa małżonka nie będzie miała mu za złe.
Żona. Jego żona.
Koncept nadal wydawał mu się absolutnie zbyt piękny, żeby być realnym.
Złapał głębszy oddech, który zaraz wypuścił z zadowolonym westchnieniem, gdy przylgnęła do jego boku, wtulając się ciasno i domagając, by przytrzymał ją przy sobie nawet mocniej. Uśmiechnął się leniwie, lekko przechylając własne ciało ku niej. Ot, łatwiej mu było obejmować plecy nowej pani Bennett, rysując spokojne, leniwe wzorki na jej plecach w ten sposób. Założył drugie ramie za swoją głowę, na moment zmuszając mięśnie brzucha do jeszcze jednego wysiłku, by móc się trochę podnieść, położyć prostego całusa na czubku głowy Vi. - Jeszcze się na mnie nie napatrzyłaś?.. Mnie się wydaje, że znasz moją twarz na pamięć. - nadal miał na telefonie zapisany plik który mu wysłała, z cyfrowym obrazem jego głupiego ryja. Wciąż uważał, że marnowała się jako barmanka, chociaż nie wiedział, czy kiedykolwiek wcześniej wypowiedział swoją uwagę na głos, w końcu.. W końcu był albo najebany, albo na kacu, albo czekał, żeby się najebać. Ciężko się w takim stanie formułowało sensowne zdania czy przeprowadzało rozmowy, które rzeczywiście dokądś prowadziły. To też była nowa część jego życia, którą zdecydowanie chciał z nią zwiedzić.. Było bardzo wiele aspektów życia jako takiego, które chciał z nią odkryć. - Fair. - sam wiedział, że czasami będzie się tak po prostu na nią gapił, jakby była najcenniejszym elementem tego świata.. Bo dla niego była. Przelotnie przesunął wierzchem dłoni po jej policzku, gdy na niego zerknęła, posyłając krótki, ciepły, może nieco senny uśmiech. Jego. Tylko jego. I to w dodatku już oficjalnie, na papierze, co? Farciarz. Przycisnął ją do siebie na moment mocniej, wykonując jej życzenie niemal od razu; coś, co chciał robić zawsze, kiedy tylko ubierała w słowa własne życzenia.. Obiecał jej to. W momencie w którym przysięgał, że będzie jej do końca życia, że będzie ją kochał, szanował i wielbił dokładnie tak samo, jak tego konkretnego dnia; każdego kolejnego dnia ich wspólnego życia, już zawsze.
- Opowiedzieć.. cokolwiek? Hm... - wrócił do spokojnego błądzenia palcami po jej plecach, przymykając oczy i pozwalając, żeby myśli biegły spokojnie, gdzie tylko chciały. Chciała słuchać po prostu jego głosu i.. W sumie całkiem to rozumiał. Ścisnął lekko dłoń, którą splotła z jego, biorąc kolejny głębszy oddech, rozluźniając mięśnie, pozwalając swojemu ciału zapaść się ciężej w materac. - ..tęskniłem za tobą tak idiotycznie bardzo na odwyku, że nie mogłem się skupić na niczym.. I może to dobrze w sumie, bo trzeźwienie nie było najprzyjemniejsze, ale.. - pokręcił lekko głową, przez moment marszcząc brwi. Przypomniał sobie dreszcze, nudności, nie-fizyczny ból, który mógł porównać z rozbitym szkłem odbijającym się w środku czaszki z każdym uderzeniem serca. Chciał umrzeć. W tamtej chwili, w tamtym pierwszym tygodniu musieli go związać, żeby powstrzymać od darcia własnych przedramion paznokciami. Usłyszał później, że to było całkiem typowe, a i tak miał szczęście. Podobno jego halucynacje były całkiem niegroźne, nie próbował nikogo pobić, a agresję kierował tylko wobec siebie, nigdy nie zagrażał nikomu innemu.. Nie chciał jej o tym wszystkim opowiadać. Nie w tym konkretnym momencie, więc po chwili pauzy, skupił się na innych rzeczach. - Nie możesz mieć swojego.. W sumie niczego, wszystko idzie na przechowanie, jak w areszcie. Jak już jesteś do życia i się zachowujesz jak człowiek, to są komputery z Internetem w świetlicy, a rodzina dzwoni do ośrodka, zamiast do ciebie.. Tak czy siak, tęskniłem za tobą jak idiota, więc uczyłem się twojego języka w desperacji. Próbowałem. Te wasze znaczki to dalej czarna magia dla mnie. - parsknął krótko, przywołując w myślach marne próby zapamiętania tych wszystkich krzesełek i koniec końców poddając się całkiem szybko. Dzięki Bogu "normalne zapisy" też istniały i tylko dlatego mógł cokolwiek zapamiętać. - Ciężko było w sumie.. Lubię poezję dalej, więc po prostu szukałem ukraińskich autorów i tłumaczyłem sobie teksty. I powtarzałem za google translate wymowę. Śmiesznie było. I frazy, które chciałem tobie powiedzieć kiedyś, jak już wytrzeźwieję, przeproszę i będziesz wciąż chciała mnie znać.. A teraz jesteś moją żoną. To na pewno mój koślawy ukraiński. - zażartował na końcu, uśmiechając się lekko na swoje własne głupie szczęście. Wciąż nie do końca rozumiał dlaczego się właściwie zgodziła za niego wyjść, dlaczego w ogóle chciała go znów mieć i... Jak do tego w ogóle doszło? Wzięła go do swojego łóżka, a potem jakoś tak wyszło, że wylądowali w Vegas? Tak, definitywnie będzie miał dużo tłumaczenia do zrobienia przed swoją rodziną, jak już wrócą, ale o tym wolał nie myśleć. Jeszcze nie. Na tamtą chwilę chciał się cieszyć faktem, że była blisko i tak bardzo jego, jak się tylko dało.
mrs bennett
Żona. Jego żona.
Koncept nadal wydawał mu się absolutnie zbyt piękny, żeby być realnym.
Złapał głębszy oddech, który zaraz wypuścił z zadowolonym westchnieniem, gdy przylgnęła do jego boku, wtulając się ciasno i domagając, by przytrzymał ją przy sobie nawet mocniej. Uśmiechnął się leniwie, lekko przechylając własne ciało ku niej. Ot, łatwiej mu było obejmować plecy nowej pani Bennett, rysując spokojne, leniwe wzorki na jej plecach w ten sposób. Założył drugie ramie za swoją głowę, na moment zmuszając mięśnie brzucha do jeszcze jednego wysiłku, by móc się trochę podnieść, położyć prostego całusa na czubku głowy Vi. - Jeszcze się na mnie nie napatrzyłaś?.. Mnie się wydaje, że znasz moją twarz na pamięć. - nadal miał na telefonie zapisany plik który mu wysłała, z cyfrowym obrazem jego głupiego ryja. Wciąż uważał, że marnowała się jako barmanka, chociaż nie wiedział, czy kiedykolwiek wcześniej wypowiedział swoją uwagę na głos, w końcu.. W końcu był albo najebany, albo na kacu, albo czekał, żeby się najebać. Ciężko się w takim stanie formułowało sensowne zdania czy przeprowadzało rozmowy, które rzeczywiście dokądś prowadziły. To też była nowa część jego życia, którą zdecydowanie chciał z nią zwiedzić.. Było bardzo wiele aspektów życia jako takiego, które chciał z nią odkryć. - Fair. - sam wiedział, że czasami będzie się tak po prostu na nią gapił, jakby była najcenniejszym elementem tego świata.. Bo dla niego była. Przelotnie przesunął wierzchem dłoni po jej policzku, gdy na niego zerknęła, posyłając krótki, ciepły, może nieco senny uśmiech. Jego. Tylko jego. I to w dodatku już oficjalnie, na papierze, co? Farciarz. Przycisnął ją do siebie na moment mocniej, wykonując jej życzenie niemal od razu; coś, co chciał robić zawsze, kiedy tylko ubierała w słowa własne życzenia.. Obiecał jej to. W momencie w którym przysięgał, że będzie jej do końca życia, że będzie ją kochał, szanował i wielbił dokładnie tak samo, jak tego konkretnego dnia; każdego kolejnego dnia ich wspólnego życia, już zawsze.
- Opowiedzieć.. cokolwiek? Hm... - wrócił do spokojnego błądzenia palcami po jej plecach, przymykając oczy i pozwalając, żeby myśli biegły spokojnie, gdzie tylko chciały. Chciała słuchać po prostu jego głosu i.. W sumie całkiem to rozumiał. Ścisnął lekko dłoń, którą splotła z jego, biorąc kolejny głębszy oddech, rozluźniając mięśnie, pozwalając swojemu ciału zapaść się ciężej w materac. - ..tęskniłem za tobą tak idiotycznie bardzo na odwyku, że nie mogłem się skupić na niczym.. I może to dobrze w sumie, bo trzeźwienie nie było najprzyjemniejsze, ale.. - pokręcił lekko głową, przez moment marszcząc brwi. Przypomniał sobie dreszcze, nudności, nie-fizyczny ból, który mógł porównać z rozbitym szkłem odbijającym się w środku czaszki z każdym uderzeniem serca. Chciał umrzeć. W tamtej chwili, w tamtym pierwszym tygodniu musieli go związać, żeby powstrzymać od darcia własnych przedramion paznokciami. Usłyszał później, że to było całkiem typowe, a i tak miał szczęście. Podobno jego halucynacje były całkiem niegroźne, nie próbował nikogo pobić, a agresję kierował tylko wobec siebie, nigdy nie zagrażał nikomu innemu.. Nie chciał jej o tym wszystkim opowiadać. Nie w tym konkretnym momencie, więc po chwili pauzy, skupił się na innych rzeczach. - Nie możesz mieć swojego.. W sumie niczego, wszystko idzie na przechowanie, jak w areszcie. Jak już jesteś do życia i się zachowujesz jak człowiek, to są komputery z Internetem w świetlicy, a rodzina dzwoni do ośrodka, zamiast do ciebie.. Tak czy siak, tęskniłem za tobą jak idiota, więc uczyłem się twojego języka w desperacji. Próbowałem. Te wasze znaczki to dalej czarna magia dla mnie. - parsknął krótko, przywołując w myślach marne próby zapamiętania tych wszystkich krzesełek i koniec końców poddając się całkiem szybko. Dzięki Bogu "normalne zapisy" też istniały i tylko dlatego mógł cokolwiek zapamiętać. - Ciężko było w sumie.. Lubię poezję dalej, więc po prostu szukałem ukraińskich autorów i tłumaczyłem sobie teksty. I powtarzałem za google translate wymowę. Śmiesznie było. I frazy, które chciałem tobie powiedzieć kiedyś, jak już wytrzeźwieję, przeproszę i będziesz wciąż chciała mnie znać.. A teraz jesteś moją żoną. To na pewno mój koślawy ukraiński. - zażartował na końcu, uśmiechając się lekko na swoje własne głupie szczęście. Wciąż nie do końca rozumiał dlaczego się właściwie zgodziła za niego wyjść, dlaczego w ogóle chciała go znów mieć i... Jak do tego w ogóle doszło? Wzięła go do swojego łóżka, a potem jakoś tak wyszło, że wylądowali w Vegas? Tak, definitywnie będzie miał dużo tłumaczenia do zrobienia przed swoją rodziną, jak już wrócą, ale o tym wolał nie myśleć. Jeszcze nie. Na tamtą chwilę chciał się cieszyć faktem, że była blisko i tak bardzo jego, jak się tylko dało.
mrs bennett