i kinda wanna leave this party and drive into the ocean
: sob maja 16, 2026 3:46 pm
Pokiwała entuzjastycznie głową, dając Daisy do zrozumienia, że na nią leci. Oczywiście to miało być jedynie potwierdzeniem na jej żart. Tak naprawdę na nią nie leciała. Chyba? No przynajmniej nie w takim sensie, który przemknął jej przez głowę, bo jednak teraz poleciała na nią w dosłownym znaczeniu tego słowa.
— Uwielbiam ludzi, którzy śmieją się ze swoich własnych żartów — oznajmiła zgodnie z prawdą. Czy było coś lepszego niż umiejętność rozbawienia samego siebie? To przecież tylko dowód na świetne poczucie humoru! A każdy, kto poznał Steve'a nieco bliżej, wiedział, że ten podstarzały mężczyzna miał naprawdę trafne żarty. Nic dziwnego, że przez jeden z nich aż pogubił zęby. — Co ci właściwie takiego powiedział? — dopytała jeszcze, przygotowując się do taktycznej ewakuacji, ale pojawienie się Rowana zniwelowało ich przebiegły plan.
Whitmore była bardzo zaskoczona widokiem swojego męża. Za to Kira ani trochę. Jego ojciec był redaktorem naczelnym, więc to aż dziwne, że nie nie pojawił się dużo wcześniej. Inne media będą potem wypisywać o tym, że sławny hokeista zjawił się na tak ważnym wydarzeniu, co z pewnością jeszcze bardziej rozsławi pięćdziesiątą czwartą rocznice istnienia Toronto Sun.
— To moja wina — wtrąciła, przysłuchując się z boku wymianie zdań między Daisy a Rowanem. — Miałam kiepski dzień, chciałam zapić smutki, a Daisy dotrzymała mi towarzystwa — wyjaśniła pokrótce. A właściwie wymyśliła, bo to była bujda na resorach, ale hokeista wcale nie musiał o tym wiedzieć. Szkoda, że lepiej tego nie przemyślała, bo teraz nie tylko będzie Kirą, która doradziła w zakupie samochodu, ale również Kirą, która rozpija mu żonę. Niezły ruch, Finch!
Wyciągnęła do mężczyzny rękę, żeby się z nim przywitać. Pochodziła z domu, gdzie od dziecka wpajano jej zasadami savoir-vivre'u, a zgodnie z nimi, to kobieta decyduje, czy chce podać dłoń. Rowan uścisnął ją pewnym ruchem. Miał silną, nieco szorstką w dotyku dłoń z wyczuwalnymi odciskami. Pewnie od trzymania kija.
— Dotrzymywała ci towarzystwa i sama też piła? Daisy — spojrzał pobłażliwie na żonę. — Dobrze wiesz, że nie masz zbyt mocnej głowy — westchnął bezradnie, ale zaraz objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, składając na ustach czuły pocałunek.
— No właśnie dlatego tak się spiła. Złapała może kilka łyków szampana. Ale to pewnie wina samego alkoholu, bo ja mam mocną głowę, a i tak mi w niej szumi — Kira posłała mu szczery uśmiech, chociaż jej sprostowania były dalekie od prawdy. Kilka łyków a butelka wina musującego to jest kolosalna różnica.
— Następnym razem musisz jej bardziej pilnować — zaznaczył, jakby odgórnie zakładał, że te dwie jeszcze kiedyś będą wspólnie spożywać alkohol. — Co tutaj się wydarzyło? Dlaczego muzyka przestała grać? — dopytał, obserwując, jak ludzie, którzy chwilę temu wypierdolili się jak kręgle, zaczynają podnosić się z podłogi.
— Steve'owi wypadła sztuczna szczęka. Nie pytaj — Finch machnęła ręką. — A właściwie, to pytaj, bo też chciałabym wiedzieć. Zanim podszedłeś, próbowałam wyciągnąć od Daisy, czym tak go rozbawiła — wskazała zachęcająco na menadżerkę, żeby podzieliła się z nimi tą niesamowitą historią. — Swoją drogą, widziałam urywki twojego ostatniego meczu — zwróciła się jeszcze do Rowana. — Hat-trick w pierwszych dziesięciu minutach? To robi wrażenie — pokiwała z aprobatą głową. Mimo że Kira pracowała w dziale motoryzacyjnym, to często współpracowała z tym sportowym, więc orientowała się, co działo się w różnych dyscyplinach i zdarzało jej się obejrzeć fragmenty z rozgrywek. Zresztą trzy bramki Rowana Whitmore'a stały się w sieci prawdziwym viralem.
i'll bet he's nice
— Uwielbiam ludzi, którzy śmieją się ze swoich własnych żartów — oznajmiła zgodnie z prawdą. Czy było coś lepszego niż umiejętność rozbawienia samego siebie? To przecież tylko dowód na świetne poczucie humoru! A każdy, kto poznał Steve'a nieco bliżej, wiedział, że ten podstarzały mężczyzna miał naprawdę trafne żarty. Nic dziwnego, że przez jeden z nich aż pogubił zęby. — Co ci właściwie takiego powiedział? — dopytała jeszcze, przygotowując się do taktycznej ewakuacji, ale pojawienie się Rowana zniwelowało ich przebiegły plan.
Whitmore była bardzo zaskoczona widokiem swojego męża. Za to Kira ani trochę. Jego ojciec był redaktorem naczelnym, więc to aż dziwne, że nie nie pojawił się dużo wcześniej. Inne media będą potem wypisywać o tym, że sławny hokeista zjawił się na tak ważnym wydarzeniu, co z pewnością jeszcze bardziej rozsławi pięćdziesiątą czwartą rocznice istnienia Toronto Sun.
— To moja wina — wtrąciła, przysłuchując się z boku wymianie zdań między Daisy a Rowanem. — Miałam kiepski dzień, chciałam zapić smutki, a Daisy dotrzymała mi towarzystwa — wyjaśniła pokrótce. A właściwie wymyśliła, bo to była bujda na resorach, ale hokeista wcale nie musiał o tym wiedzieć. Szkoda, że lepiej tego nie przemyślała, bo teraz nie tylko będzie Kirą, która doradziła w zakupie samochodu, ale również Kirą, która rozpija mu żonę. Niezły ruch, Finch!
Wyciągnęła do mężczyzny rękę, żeby się z nim przywitać. Pochodziła z domu, gdzie od dziecka wpajano jej zasadami savoir-vivre'u, a zgodnie z nimi, to kobieta decyduje, czy chce podać dłoń. Rowan uścisnął ją pewnym ruchem. Miał silną, nieco szorstką w dotyku dłoń z wyczuwalnymi odciskami. Pewnie od trzymania kija.
— Dotrzymywała ci towarzystwa i sama też piła? Daisy — spojrzał pobłażliwie na żonę. — Dobrze wiesz, że nie masz zbyt mocnej głowy — westchnął bezradnie, ale zaraz objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, składając na ustach czuły pocałunek.
— No właśnie dlatego tak się spiła. Złapała może kilka łyków szampana. Ale to pewnie wina samego alkoholu, bo ja mam mocną głowę, a i tak mi w niej szumi — Kira posłała mu szczery uśmiech, chociaż jej sprostowania były dalekie od prawdy. Kilka łyków a butelka wina musującego to jest kolosalna różnica.
— Następnym razem musisz jej bardziej pilnować — zaznaczył, jakby odgórnie zakładał, że te dwie jeszcze kiedyś będą wspólnie spożywać alkohol. — Co tutaj się wydarzyło? Dlaczego muzyka przestała grać? — dopytał, obserwując, jak ludzie, którzy chwilę temu wypierdolili się jak kręgle, zaczynają podnosić się z podłogi.
— Steve'owi wypadła sztuczna szczęka. Nie pytaj — Finch machnęła ręką. — A właściwie, to pytaj, bo też chciałabym wiedzieć. Zanim podszedłeś, próbowałam wyciągnąć od Daisy, czym tak go rozbawiła — wskazała zachęcająco na menadżerkę, żeby podzieliła się z nimi tą niesamowitą historią. — Swoją drogą, widziałam urywki twojego ostatniego meczu — zwróciła się jeszcze do Rowana. — Hat-trick w pierwszych dziesięciu minutach? To robi wrażenie — pokiwała z aprobatą głową. Mimo że Kira pracowała w dziale motoryzacyjnym, to często współpracowała z tym sportowym, więc orientowała się, co działo się w różnych dyscyplinach i zdarzało jej się obejrzeć fragmenty z rozgrywek. Zresztą trzy bramki Rowana Whitmore'a stały się w sieci prawdziwym viralem.
i'll bet he's nice