pact with the devil
: czw cze 18, 2026 10:48 am
Ruszył na parking, nie przyspieszając kroku. Po prostu pokonał dystans od całego miejsca, na którym odbywał się event spokojnie, swoim standardowym krokiem. Nie to, żeby podejrzenia już nie były wzbudzone, a Aurelia nie była świadoma, że on z pewnością będzie chciał interweniować w sprawie swojej kobiety. To było oczywiste, ale czy oczywistym było, że zrobi to osobiście? Normalnie zawsze wysyłał ludzi, również dlatego, że chociaż dobrze strzelał, a także potrafił przyłożyć, czy wykręcić rękę komuś tak, aby faktycznie kość chrupnęła, to jednak zdolności kombatanta nie miał. Nie był od bójek, nie był od walk, był od rozgrywania ich w nieco inny sposób, bo słownie. Prowadził bitwy, prowadził wojny, ale w sposób, który nie wymagał siły fizycznej, a siły umysłu.
Zawsze pozostawał niezmącony w swoim spokoju, a kiedy trzeba było przejść do działania, do rękoczynów, to miał do tego ludzi. Całkiem dobrych ludzi. Ale ludzie zawodzili i dzisiejszy dzień dał mu brutalną lekcję, która mu o tym przypomniała.
Nic więc dziwnego, że po tak gorzkim rozczarowaniu, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. I nawet nie dlatego, że wierzył, iż sam wszystko zrobi lepiej, tylko przez to, że jeśli zdarzy się jeszcze jakikolwiek błąd, to tylko dlatego, że on zawiódł. A więc cała odpowiedzialność będzie na nim i nie będzie mógł już sobie niczego innego wyrzucić niż tego, że był niedostatecznie skuteczny.
Kiedy znalazł się już w nowym, czarnym, lśniącym mercedesie amg, w milczeniu słuchał danych, które przekazywał mu na bieżąco Damon. Jednocześnie jego umysł pracował na najwyższych robotach, dokonując analizy i obliczając najsłuszniejszą metodę zamknięcia tego.
— Zadzwoń na lotnisko, zgłoś alarm bombowy. — To wydawało się najrozsądniejsze, bo jeśli nie uda mu się przeciąć im drogi wcześniej, to taki prosty telefon, o ile brzmiący wiarygodnie – a wierzył, że Damon potrafiłby wiarygodnie przedstawić ów alarm – to zatrzyma ruch na lotnisku. I to na całkiem długo, przez co zamknie jedną z dróg ucieczki.
Spojrzał na przesłane mu później koordynaty i przeniósł wzrok na drogę. Wcisnął mocniej pedał gazu, wyprzedzając kolejnych użytkowników drogi, którą się poruszał. Zmierzył spojrzeniem siatkę dróg, która otaczała obecną pozycję samochodu, w którym znajdowała się Navi i odezwał się znów:
— Niech odpuści. — To było ryzykowne, ale jednocześnie widział, że obecna droga nie dawała możliwości szybkiej zmiany trasy. A jednocześnie – skoro pościg odpuści, to i kierowca się uspokoi. Potrzebował tego teraz, aby zwolnił. Zakręcił mocno kierownicą, wjeżdżając na jedną z dróg wijących się po klifie. — I niech zaczeka — dodał, instruując aby Danon postawił swoich ludzi tak, jak teraz to on zaplanował.
Płynnie poruszał się, ze znaczą prędkością, po krętych drogach. Późna godzina znacznie ograniczyła ruch drogowy, więc było mniej przeszkód, które mogłyby go spowalniać. Dzielił uwagę między nawigacją, a szosą przed nim oświetlaną przez reflektory auta.
W pewnym momencie droga zaczęła prowadzić znacząco w dół, wyprowadzając go z górzystych terenów, aby połączyć się z nadbrzeżną, którą poruszał się Subin ze ‘swoim kierowcą’. Wpadł na nią po chwili, dociskając gaz do końca, niedługo nadganiając pojazd ze wskazanym numerem rejestracyjnym. Przyspieszył jeszcze, dosłownie przyklejając maskę samochodu do bagażnika pojazdu przed sobą; niemal wzierajac do środka swoimi światłami.
Ale potem zdarzyło się coś, czego się nie spodziewał – na kolejnym skrzyżowaniu tras, gdzie kolejna górska wpływała do tej nadbrzeżnej, w ciągu sekundy rozegrał się dramat. Inny, rozpędzony pojazd, z pełnym impetem wpadł w bok auta Subina, dosłownie zmiatając go z drogi i rozmijając się z Mercedesem, wypchnął goniony wóz z trasy, na skalisty klif.
Giovanni wcisnął ostro hamulec, a Mercedes stracił przyczepność i dosłownie odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, zatrzymując spory kawałek dalej od zdarzenia.
Na wpół zmiażdżone od strony kierowcy auto Subina wytraciło prędkość i ostatecznie zatrzymało się na krawędzi klifu,. Drugi pojazd z impetem z niego się stoczył, uderzył w poniższe skały i dosłownie eksplodował, rozjaśniając noc żywymi płomieniami wybuchu.
Zaklął pod nosem po włosku, czując w sobie taką dziką, pierwotną intensywną emocję, którą normalnie zaklasyfikowałby jako obawę. Czyli tego, czego nie uświadczył w swoim życiu. Dotarł do auta – do wraku konkretniej – wyciągając z kabury broń, którą odbezpieczył. Zdewastowana strona kierowcy dosłownie zmiażdżyła go – nie było jej, bo została pomniejszona i wbita w dalszą część pojazdu. Subin, który siedział za kierowcą też oberwał, ale miał tyle szczęścia, że nie został rozbebeszony, ale część zdeformowanej konstrukcji auta przytrzasnęła i zmiażdżyła mu nogę. Navi w tym wszystkim pozostawała niemal nietknięta, szczęśliwie siedząc po stronie, która została zdewastowana najmniej. Ale drzwi się nie chciały otworzyć, a pojazd niebezpiecznie kołysał na krawędzi klifu.
Jak w filmie! Dramacie, dokładniej.
Navi Yun
Zawsze pozostawał niezmącony w swoim spokoju, a kiedy trzeba było przejść do działania, do rękoczynów, to miał do tego ludzi. Całkiem dobrych ludzi. Ale ludzie zawodzili i dzisiejszy dzień dał mu brutalną lekcję, która mu o tym przypomniała.
Nic więc dziwnego, że po tak gorzkim rozczarowaniu, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. I nawet nie dlatego, że wierzył, iż sam wszystko zrobi lepiej, tylko przez to, że jeśli zdarzy się jeszcze jakikolwiek błąd, to tylko dlatego, że on zawiódł. A więc cała odpowiedzialność będzie na nim i nie będzie mógł już sobie niczego innego wyrzucić niż tego, że był niedostatecznie skuteczny.
Kiedy znalazł się już w nowym, czarnym, lśniącym mercedesie amg, w milczeniu słuchał danych, które przekazywał mu na bieżąco Damon. Jednocześnie jego umysł pracował na najwyższych robotach, dokonując analizy i obliczając najsłuszniejszą metodę zamknięcia tego.
— Zadzwoń na lotnisko, zgłoś alarm bombowy. — To wydawało się najrozsądniejsze, bo jeśli nie uda mu się przeciąć im drogi wcześniej, to taki prosty telefon, o ile brzmiący wiarygodnie – a wierzył, że Damon potrafiłby wiarygodnie przedstawić ów alarm – to zatrzyma ruch na lotnisku. I to na całkiem długo, przez co zamknie jedną z dróg ucieczki.
Spojrzał na przesłane mu później koordynaty i przeniósł wzrok na drogę. Wcisnął mocniej pedał gazu, wyprzedzając kolejnych użytkowników drogi, którą się poruszał. Zmierzył spojrzeniem siatkę dróg, która otaczała obecną pozycję samochodu, w którym znajdowała się Navi i odezwał się znów:
— Niech odpuści. — To było ryzykowne, ale jednocześnie widział, że obecna droga nie dawała możliwości szybkiej zmiany trasy. A jednocześnie – skoro pościg odpuści, to i kierowca się uspokoi. Potrzebował tego teraz, aby zwolnił. Zakręcił mocno kierownicą, wjeżdżając na jedną z dróg wijących się po klifie. — I niech zaczeka — dodał, instruując aby Danon postawił swoich ludzi tak, jak teraz to on zaplanował.
Płynnie poruszał się, ze znaczą prędkością, po krętych drogach. Późna godzina znacznie ograniczyła ruch drogowy, więc było mniej przeszkód, które mogłyby go spowalniać. Dzielił uwagę między nawigacją, a szosą przed nim oświetlaną przez reflektory auta.
W pewnym momencie droga zaczęła prowadzić znacząco w dół, wyprowadzając go z górzystych terenów, aby połączyć się z nadbrzeżną, którą poruszał się Subin ze ‘swoim kierowcą’. Wpadł na nią po chwili, dociskając gaz do końca, niedługo nadganiając pojazd ze wskazanym numerem rejestracyjnym. Przyspieszył jeszcze, dosłownie przyklejając maskę samochodu do bagażnika pojazdu przed sobą; niemal wzierajac do środka swoimi światłami.
Ale potem zdarzyło się coś, czego się nie spodziewał – na kolejnym skrzyżowaniu tras, gdzie kolejna górska wpływała do tej nadbrzeżnej, w ciągu sekundy rozegrał się dramat. Inny, rozpędzony pojazd, z pełnym impetem wpadł w bok auta Subina, dosłownie zmiatając go z drogi i rozmijając się z Mercedesem, wypchnął goniony wóz z trasy, na skalisty klif.
Giovanni wcisnął ostro hamulec, a Mercedes stracił przyczepność i dosłownie odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, zatrzymując spory kawałek dalej od zdarzenia.
Na wpół zmiażdżone od strony kierowcy auto Subina wytraciło prędkość i ostatecznie zatrzymało się na krawędzi klifu,. Drugi pojazd z impetem z niego się stoczył, uderzył w poniższe skały i dosłownie eksplodował, rozjaśniając noc żywymi płomieniami wybuchu.
Zaklął pod nosem po włosku, czując w sobie taką dziką, pierwotną intensywną emocję, którą normalnie zaklasyfikowałby jako obawę. Czyli tego, czego nie uświadczył w swoim życiu. Dotarł do auta – do wraku konkretniej – wyciągając z kabury broń, którą odbezpieczył. Zdewastowana strona kierowcy dosłownie zmiażdżyła go – nie było jej, bo została pomniejszona i wbita w dalszą część pojazdu. Subin, który siedział za kierowcą też oberwał, ale miał tyle szczęścia, że nie został rozbebeszony, ale część zdeformowanej konstrukcji auta przytrzasnęła i zmiażdżyła mu nogę. Navi w tym wszystkim pozostawała niemal nietknięta, szczęśliwie siedząc po stronie, która została zdewastowana najmniej. Ale drzwi się nie chciały otworzyć, a pojazd niebezpiecznie kołysał na krawędzi klifu.
Jak w filmie! Dramacie, dokładniej.
Navi Yun