Strona 5 z 6

Pretty when you say my name like that

: śr maja 06, 2026 12:31 pm
autor: River Cross
Zostawanie na jej kolanach zbyt długo na pewno źle by się skończyło. Zdecydowanie zbyt łatwo dawała się jej omotać. Była gotowa zedrzeć z niej całe ubranie albo pozwolić jej na wszystko, co tylko wpadłoby jej do głowy. Mogłaby zrobić obie te rzeczy jednocześnie. Jeszcze kilka pocałunków lub ręka Prescott wsunięta nieco głębiej i zrobiłaby cokolwiek, byle tylko mieć ją blisko siebie. Jak ją rozpuści, jak dziadowski bicz, to bardzo pożałuje. I tak już ją przecież bardzo rozpieszczała, ale jak pokaże jej, że na dobrą sprawę żadna z granic nie istnieje i przy minimalnym postaranku Rue może pozwolić sobie na wszystko, to dojdzie do jakiejś tragedii. I to do takiej, która wpłynie negatywnie na jej sztukę, a do tego już na bank nie mogła dopuścić.
Chętnie weszłaby jej do głowy i poukładała wszystkie myśli po swojemu. Prescott tak bardzo starała się unikać konkretów, że momentami Cross naprawdę nie miała pojęcia, na czym stoi. A dodatkowo uginały się pod nią kolana, więc generalnie postawa była wybitnie niestabilna. Chciała się jej podobać i chciała, żeby serce modelki zabiło dużo mocniej, gdy tylko dotknęła wilgotnego materiału jej bielizny, ale z drugiej strony chciała być tą, która panuje nad sytuacją i dyktuje warunki. A jak miała to ogarniać, skoro nie była w stanie panować nawet nad sobą samą? Zdecydowanie łatwiej było się z nią widywać w sytuacjach, w których może zająć myśli tworzeniem.
Obserwowała uważnie, jak Prescott stara się igrać z nią jeszcze bardziej, oblizując palce, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Odprowadziła ją wzrokiem do baru i dopiero, gdy dziewczyna skupiła się na rozmowie z barmanką, Cross opadła plecami na kanapę z głośnym westchnięciem. Dodatkowa porcja alkoholu to był okropny świetny pomysł. Sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej papierosy. Wsunęła jednego między wargi, odpaliła i zaciągnęła się, niespecjalnie przejmując się faktem, że była w pomieszeniu.
Ej, kurwa, ale bez przesady.Obróciła głowę w stronę męskiego głosu, który ewidentnie był skierowany do niej. Wydmuchała dym w stronę piorunującego ją wzrokiem mężczyzny, zastanawiając się, jaki miał właściwie problem. Ach, no tak. Uniosła rękę w ramach przeprosin i przygasiła fajkę o podłogę. Bar faktycznie nie miał żadnych zalet, nie mogła nawet wyżyć się emocjonalnie dokarmiając nowotwór w płucach. Okropieństwo.
Spojrzała w stronę Ruelle, która aktualnie była zajęta rozmową z barmanką. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy dziewczyna wpadła na ten sam pomysł, co ona i próbowała sobie znaleźć plan B na tę noc. Jeszcze tego brakowało, żeby się pożarły o to, która ma zabrać obcą kobietę do domu. To poniżej wszelkiej krytyki. Przesunęła spojrzeniem po drobnym ciele swojej modelki, zatrzymując się na dłużej na jej tyłku. Zdecydowanie był godny malowania. Kiedy zobaczyła, że dziewczyna otrzymała już swoje zamówienie, odwróciła wzrok na bok, nie chcąc wgapiać się w nią przez całą drogę powrotną. No dobrze, inaczej. Chciała się w nią wgapiać, ale wolała nie dawać jej tej satysfakcji. Sięgnęła po swój szkicownik i ołówek, wciśnięte w kąt kanapy, licząc, że to ją jakoś uziemi.
— Dałaś się namówić na takie cienkie drinki? Nie podejrzewałam cię o słabość do blondynek. — Podniosła na nią wzrok znad szkicownika. Między wargami wciąż trzymała zgaszonego papierosa, którego dopiero teraz wyjęła i odłożyła na stolik, sięgając po tym po drinka. No nie ma szans, że akceptuje jakąś cycatą białaskę za swoją konkurencję. Oparła się wygodnie o kanapę i spojrzała na szkicownik, w którym w międzyczasie nie pojawiło się jednak zbyt wiele. W rogu strony zaczął powstawać niewielki panel komiksu. To było zbliżenie na fragment ciała postaci siedzącej lub pochylającej się nad kimś innym, pewnie na jakimś łóżku albo na podłodze. Damska dłoń opierała się na twardej powierzchni, druga ręka spoczywa płasko na podłożu z lekko podkurczonymi palcami. Całości brakowało oczywiście szczegółów i dopracowania, aż tak szybko przecież nie potrafiła szkicować, nawet drobiazgów. Podniosła wzrok z powrotem na Ruelle, skupiając się na jej ręce. Przekrzywiła nieznacznie głowę, analizując to, co miała przed oczami. Spojrzała jeszcze raz na rysunek i jeszcze raz na jej rękę. Cmoknęła niezadowolona i zamknęła szkicownik. Przy takim świetle to niczego niesamowitego przecież nie wyczaruje.
— Więc? Co tą sprawiedliwością? — dopytała i zakręciła nadgarstkiem, w którym wciąż trzymała ołówek, zachęcając dziewczynę do pociągnięcia bezczelnie porzuconego wątku.

Ruelle I. Prescott

Pretty when you say my name like that

: śr maja 06, 2026 4:05 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Obie pozwalały sobie zdecydowanie na zbyt wiele, ale czy przypadkiem dzięki temu nie było właśnie interesująco? Wszystko sprowadzało się do tego jak ze sobą walczyły i zabiegały o kontrolę. Prowokowały się wzajemnie i sprawdzały granice, które za każdym razem zdawały się leżeć coraz dalej. Może właśnie dlatego lepiej byłoby, gdyby zachowały pewien dystans i przez jakiś czas starały się nie wpaść w orbitę tej drugiej... Chociaż może było już na to za późno?
Ich relacja wydawała się wymykać wszelkim normom. Obie starały się dyktować warunki tylko po to, aby ta druga zaraz starała się je przeredagować i ustalić własne. Było to z jednej strony męczące, ale z drugiej dostarczało cholernie dużo rozrywki. Dynamika zmieniała się na tyle często, że raczej zamiast znudzenia groziło im bardziej to, że w końcu trafi je szlag. Chociaż z drugiej stronny jeśli ta zmienność stanie się regułą to może również nie rokowało to najlepiej? Zresztą... Nie było sensu tego roztrząsać. Zwłaszcza w taki sposób jakby miało ich połączyć coś na dłużej. Na pewno na dłużej niż zajęłaby ta dziwna współpraca artystyczna.
Na jakiś czas mogła jednak oderwać się od rysowniczki. Przez moment Ruelle rozmawiała z barmanką tak jakby przed chwilą nie trzymała dłoni w spodniach innej dziewczyny. Tak jakby nie smakowała jej ze swoich palców i nie traciła rozumu za każdym razem, gdy znajdowały się zdecydowanie zbyt blisko siebie. Powinna dać sobie spokój z tym wszystkim, ale jak skoro sprawiało jej to tyle przyjemności?
Wróciła jednak do loży, w której czekała na nią Cross ze zgaszonym papierosem między wargami. Nie bardzo wiedziała czym miał on jej służyć, ale możliwe, że musiała czymś zająć usta, a teraz mogła do tego celu wykorzystać drinka, którego właśnie podstawiła jej tanatopraktorka.
- Nie dałam się na nic namówić. W przeciwieństwie do ciebie barmanka robi to, co jej się powie - odparowała, nie odstawiając na stolik własnego mojito, aby móc upić zaraz łyk zamówionego drinka. - Może faktycznie jest w moim typie.
Trudno jej było określić do kogo mogła mieć słabość. Raczej nie zastanawiała się nad tym zbytnio. Jeśli po prostu ktoś wydał jej się odpowiednio atrakcyjny i nie zniechęcił jej do siebie w jakiś konkretny sposób to jej wyatarczało, aby był w jej typie. Nigdy nie zastanawiała się czy był w tym jakiś klucz.
Nie przypuszczała też, aby sam drink był słaby. Może i nieco oklepany, ale lubiła to połączenie smaków. Zwłaszcza, że teraz na pewno mogłaby skorzystać na czymś bardziej orzeźwiającym. Lub zrezygnować z picia, bo w towarzystwie Cross alkohol za bardzo jej uderzał do głowy.
- O czym ty chcesz teraz rozmawiać? - zapytała z pewnym zdziwieniem, bo zdołała już naprawdę zapomnieć o czym właściwie rozmawiały wcześniej.
Ktoś musiał odświeżyć jej pamięć. Zbyt wiele zdążyło się już wydarzyć. Była skupiona na czymś zupełnie innym w momencie, gdy River znajdowała się na jej kolanach, a dodatkowa krótka pogawędka z barmanką zdecydowanie wytrąciła ją z rytmu.
Zdążyła jednak zauważyć, że Cross wyjęła w międzyczasie ołówek i zajęła się swoim szkicownikiem. Zerknęła na niego przelotnie po czym rozparła się nieco wygodniej na kanapie, sprawiając wrażenie jakby starała się utrzymać w jakiś sposób bezpieczny dystans między sobą a rysowniczką. Może nie chciała kusić losu.

River Cross

Pretty when you say my name like that

: śr maja 06, 2026 4:40 pm
autor: River Cross
Rozsądniejszym na pewno byłoby w międzyczasie wstać i pójść się przejść. Przemyć twarz w łazience albo jednak wyjść na zewnątrz i zapalić. Nie musiałaby nawet odchodzić od stolika na długo. A jednak zdecydowała się sięgnąć po szkicownik, żeby co najwyżej pogłębić sobie bałagan, który zrobiła jej Prescott w głowie. To nie było rysowanie dla odstresowania się, zdecydowanie nie oczyszczało myśli ani nie relaksowało. Co najwyżej podjudzało ją jeszcze bardziej. Niewiele było jej zdaniem przyjemniejszych rzeczy niż tracenie głowy dla sztuki. To nawet nie musiało być rysowanie. Mogła malować, mogła nawet szyć – wszystko jedno. Póki jej jestestwo było przekonane, że właśnie musi się wyrazić, to wystarczyło. To nie było coś, co dopadało ją za każdym razem, gdy sięgała po jakieś pisadło. W takim wypadku byłoby to co najmniej wykańczające. Może to właśnie spotykało tych wszystkich artystów, którzy strzelali sobie w łeb? Była w stanie empatyzować z Klubem 27. Dzięki temu, że nie zdarzało się to tak często – była tego spragniona. Cały jej pech polegał na tym, że owe coś zaszczepiała jej w głowie Prescott.
Nic dziwnego, że gdy wróciła do loży, Cross miała ochotę wylać sobie ten orzeźwiający, miętowy drink na łeb. Dobrze, że zdecydowała się jednak pić. Uniosła brew, patrząc na nią z rozbawieniem zmieszanym z niedowierzaniem, gdy zarzuciła jej nieposłuszeństwo. Kiedy wrzuciła barmankę w worek zainteresowań, do brwi dołączył uśmiech. Nie była pewna, czy jej wierzy. Spodziewała się po niej innych wyborów. Z drugiej strony, kiedy ostatnim razem w barze Prescott rozglądała się za potencjalnymi parterami, Cross nawet nie zaszczyciła ich spojrzeniem. Może tamta dwójka miała w sobie to samo, co barmanka? Z trzeciej, niewątpliwie najważniejszej strony, co to ją w ogóle, kurwa, obchodzi. Skarciła się w myślach, że w ogóle zaczęła się nad tym zastanawiać. Nie było żadnego logicznego powodu, żeby miało to ją obchodzić. Nie doda to niczego do rysunków.
Nie odpowiedziała jej od razu. Rozchyliła wargi, jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko je zamknęła. Obserwowała ją w skupieniu. Nie umknęło jej uwadze, że dziewczyna rzuciła okiem na notatnik. Podążała cierpliwie za jej wzrokiem, żeby potem po prostu zacząć się w nią wgapiać. Teraz nie miała jej ochoty już tylko pieprzyć, ale też rozpieprzyć. Najlepiej o najbliższą ścianę. Doprowadzała ją do szaleństwa w każdy możliwy sposób. River rzuciła sobie większe wyzwanie niż początkowo zakładała. Tym lepiej.
— Powiedz, co mam zrobić — rzuciła, odkładając szkicownik i ołówek na kanapę obok siebie. Nie oderwała wzroku od tanatopraktorki. Skoro już zdawała sobie sprawę z rozmiarów kabały, w którą wlazła, to czemu nie brnąć w to dalej? Przecież się nie wycofa, to nie w jej stylu.
— Do tej pory głównie wykręcasz się z moich próśb albo zarzucasz mi nieposłuszeństwo — ciągnęła. Brzmiała na nieco rozbawioną. Czuła się trochę jak przed wejściem na kolejnego bossa z Elden Ringu. Albo przynajmniej na roller coaster. Nie mogła uwierzyć, że była tak durna, że to kontynuowała, ale była bardzo podekscytowana zabawą, która czekała za rogiem.
— Wykaż się wreszcie. Więc? Co mam zrobić — dokończyła, unosząc wyżej podbródek. Była jedną z tych osób, które po przejściu trudnej gry stwierdzają, że zawsze można lepiej i robią to jeszcze raz, na przykład bez zbroi. Ale czy faktycznie było się czego bać? Prescott była cwana w gębie i tyle. I nawet nie miała racji. Cross na krótki moment zerwała kontakt wzrokowy, by spojrzeć na jej szyję, gdzie wkrótce miała pojawić się różowa malinka, której przecież tanatopraktorka sobie zażyczyła. Skupiła spojrzenie pełne buty znowu na oczach Ruelle. Wcześniej jej nie doceniała, ale teraz chyba nieco przeceniała. Nie, nie ma opcji, że uwierzy w to, że Prescott wygra z nią w tym pojedynku. Od razu poczuła się dużo pewniejsza siebie, bo jakimś cudem zawsze była w stanie przeskoczyć poziom wyżej, nieważne jak wysoko się już wspięła.

Ruelle I. Prescott

Pretty when you say my name like that

: śr maja 06, 2026 6:46 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Ich spotkania powinny być jak walki bokserskie. Powinny zostać podzielone na rundy, aby po serii ataków i uników mogły wreszcie wziąć oddech, nawodnić się i obmyślić, co właściwie chciały zrobić ze swoją przeciwniczką. Niestety żadna z nich nie miała okazji, aby dokonać czegoś podobnego. Szkoda. Może wtedy dokonałyby innych wyborów życiowych. Niekoniecznie lepszych, ale zwyczajnie innych niż dotychczasowe.
Naprawdę nie musiała punktować w swojej wypowiedzi oczywistości, ale zbyt trudno byłoby to sobie odpuścić. W końcu River jawiła jej się jako osoba, która wiecznie walczyła o utrzymanie kontroli i nie potrafiła z niej zrezygnować. Wszystko musiało toczyć się podług jej myśli, a inni musieli się dostosowywać do jej woli. Właśnie dlatego tak często się ze sobą spierały.
Komentarz o barmance miał być zwyczajnym przytykiem. Czy na pewno podobała jej się taka całkowita uległość? To można było poddać dyskusji. Podobnie jak tysiąc innych kwestii. Odpowiedź zapewne znowu też leżała gdzieś pośrodku, ginąc w całej palecie odcieni szarości zamiast malować się wyłącznie w barwie czerni lub bieli.
Nigdy nie rozglądała się specjalnie za kimś z kim potencjalnie mogłaby iść do łóżka. Jeśli już jej wieczór kończył się w ten sposób to na pewno nie z powodu tego, że aktywnie do tego dążyła i szukała kogoś, aby ten cel spełnić. Takie rzeczy po prostu same się działy jeśli napotykała kogoś kto ją zainteresował, a reszta w zasadzie działa się sama o ile znajdowała się między nimi odpowiednia energia. Pozostawało jedynie pytanie jak to świadczyło o jej relacji z Cross.
- Jest w tym jakiś haczyk? - zapytała w odpowiedzi na jej krótkie polecenie.
Nie sądziła, aby tak po prostu Cross chciała się zachowywać i być grzeczną. Musiało się za tym kryć coś więcej. Nawet jeśli chwilowo rysowniczka nie chciała tego przyznać. Ruelle jednak nie chciała dać się podejść tak łatwo.
- Chcesz coś udowodnić? - zapytała, wodząc powoli palcem po brzegu własnej szklanki. - Czy chcesz mi się nagle przypodobać?
Wbiła w nią uważne spojrzenie jakby chciała naprawdę odczytać, co w tej chwili kłębiło się w jej głowie po czym się uśmiechnęła. Może i to, co zaraz powie nie było zgodne z prawdą, ale przynajmniej dawało jej możliwość dalszego drażnienia się z dziewczyną.
- Nie mów, że to przez tę uwagę o barmance... Jesteś o nią zazdrosna? - zapytała wprost, przysuwając się do niej odrobinę, gdy już rzuciła to niezwykle prowokacyjne pytanie.
Już wcześniej zdążyła się zorientować w tym, że Cross była cholernie zaborcza, ale nie sądziła, że taka krótka scenka mogłaby faktycznie sprowokować podobne odruchy w rysowniczce. Chociaż na pewno w jej ruchach i spojrzeniu nie było żadnej spolegliwości. To było wyzwanie. Sprawdzała czy podoła. Może nawet chciała sprawdzić jak Prescott sprawiłaby się w roli, w którą przecież tak bardzo chciała wejść...
Tylko, że wciąż kalkulowała czy na pewno jej się to opłacało. Wyczuwała, że w tym wszystkim musiała się kryć jakaś pułapka, w którą nie chciała wpaść bez odpowiedniego przygotowania.

River Cross

Pretty when you say my name like that

: śr maja 06, 2026 8:16 pm
autor: River Cross
Przyłożyła dłoń do torsu, udając wielce oburzoną, gdy Prescott zasugerowała, że w jej poleceniu mógł się kryć jakikolwiek haczyk. Właściwie to powinna się obrazić. Jak ona w ogóle mogła pomyśleć, że złapałaby się tak banalnej sztuczki? Udowodniła jej przecież wielokrotnie, że stać ją na dużo więcej i flirtu nie traktowała jako aż takiego banału.
— Nigdy w życiu — zapewniła tonem, po którym trudno było rozróżnić czy mówiła poważnie czy ironizowała. Oczywiście troszeczkę musiała ją podpuścić. Skoro po tym, jak dostała rozwiązanie na tacy, Ruelle i tak szukała dziury w całym, to Cross mogła jej w tym tylko dopomóc. Trzeba było działać spontanicznej, a tak to przecież będzie już tylko gorzej. Jak zwykle.
— A robi ci to różnicę? — Wzruszyła ramionami. Formalnie rzecz biorąc chciała coś udowodnić oraz się przypodobać. Nie rozumiała jednak, jakie to może mieć znaczenie dla tanatopraktorki. Istotne przecież było to, że miała szansę dostać dokładnie to, czego chciała. Nie dość, że wreszcie zasiądzie na wymarzonym tronie, to może jeszcze do woli testować poziom odwagi Cross, podle się nad nią znęcając. Rysowniczce w tym momencie nie przychodziło do głowy nic, przed czym miałaby się cofnąć i wątpiła, że jej modelka na coś takiego wpadnie. Zagięcie jej po prostu nie było proste, wstydu to ona nie miała raczej nigdy. Niezdrowa dawka pewności siebie z kolei sprawiała, że i tak każdą sytuację była gotowa potem uznać za własne zwycięstwo. Była niepokonana jak jakiś superbohater. Albo złoczyńca z anime. To nawet do niej bardziej pasowało i to wcale nie była żadna karta rasy.
Spodziewała się podobnego pytania. Sama pewnie by je zadała w analogicznej sytuacji, to przecież było oczywiste. Właściwie wystawiła jej na pustą, więc czemu Prescott miałaby to zignorować? Oderwała plecy od kanapy i nachyliła się, by znaleźć się jeszcze bliżej Rue. Nadal dzieliła je przerażająca wręcz odległość, biorąc pod uwagę, jak blisko były przed momentem.
— Jestem — przyznała pewnym głosem, nawet nie próbując zrywać kontaktu wzrokowego. Przyznała to z taką samą niezachwianą pewnością siebie jak... właściwie większość rzeczy, które mówiła. A już szczególnie na ich temat. Nie była pewna, czy w ogóle mówi prawdę. To przecież nie mogła być po prostu zazdrość. Ich relacja była zbyt dziwaczna, by rodziła takie jasne do określenia uczucia. To, co się w niej kłębiło, na bank było bardziej pokręcone albo toksyczne. Ale to nic. Była gotowa to przyznać, nie tracąc ani miligrama dumy, choćby po to, by zobaczyć jej reakcję.

Ruelle I. Prescott

Pretty when you say my name like that

: czw maja 07, 2026 12:24 am
autor: Ruelle I. Prescott
Ani przez chwilę jej nie wierzyła. Wiedziała, że River uwielbiała ją prowokować i pogrywać z nią na wiele różnych sposobów. Zawsze starała się wynaleźć coś nowego, aby tylko móc podręczyć tanatopraktorkę w jakiś wymyślny sposób i sprawić, że znowu zacznie się mieszać w swoich własnych zeznaniach.
- Wybacz, nena, ale mam trust issues - odparła, bo jednak nie byłaby w stanie zaufać w takiej kwestii komuś takiemu jak Cross.
Przy niej zawsze spodziewała się najgorszego, ale czasami opuszczała gardę na chwilę, co... Zdarzało jej się ostatnio coraz częściej. Wciąż było ją stać na to, aby rzucić celną ripostą w kierunku rysowniczki, ale często zapętlała się lub przeczyła sama sobie, gdy próbowała robić kolejne fikołki logiczne, aby postawić na swoim.
- Robi czy nie... Chcę znać odpowiedź - odparła, bo w zasadzie dla niej nie była to żadna różnica, ale miała w sobie pewną ciekawość, którą chciała w jakiś sposób zaspokoić.
Czuła jej pewność siebie. Wiedziała, że River wyczekuje w napięciu, aby przekonać się o tym, co takiego Prescott mogła wymyślić, żeby postarać się pokazać swoją pozycję. Miała wrażenie jakby wracały znowu do tego momentu, gdy chodziły razem do szkoły, a to była po prostu kolejna gra w prawdę czy wyzwanie, gdzie trzeba było się wyjątkowo wykazać.
Przynajmniej etap prawdy miały za sobą. Szczerość była na pewno czymś, co mogło ją z lekka zaskoczyć w wydaniu Cross, ale nie dała się wybić z rytmu. Po prostu stwierdziła ten fakt i zostawiła ją z nim, aby mogła przyswoić tę informację. Zdecydowanie była to ta sytuacja, w której Ruelle mogła się posilić o odłożenia drinka na blat, bo dzięki temu mogła poświęcić się w pełni swojej rozmówczyni.
- Wracaj tu - poleciła jej krótkim i zdecydowanym głosem, uderzając jeszcze dłonią o własne kolano, aby dać dziewczynie wyraźnie znać, gdzie dokładnie jej oczekuje. - I powiedz mi dlaczego niby jesteś zazdrosna.
Może chciała ją w jakiś sposób zrozumieć i rozebrać na czynniki pierwsze tę ich zdrowo popieprzoną relację, która była na tyle toksyczna, że pewnie Britney Spears mogłaby napisać o nich kontynuację swojego wielkiego hitu z roku 2003. Mogła też po prostu chcieć wysłuchać tego, co też w zasadzie River miała do powiedzenia na jej temat.

River Cross

Pretty when you say my name like that

: czw maja 07, 2026 10:49 am
autor: River Cross
Jakiś dziwaczny alarm odezwał się w jej ciele, gdy tylko usłyszała pojedyncze słowo, które zdecydowanie nie było językiem angielskim. Krótkie i rzucone całkowicie od niechcenia – aż dziwne, że w ogóle wyłapała je w tym szumie informacyjnym. Chyba faktycznie była przy niej czujna jak drapieżnik na polowaniu. Jutro na pewno będzie wykończona po tym nieszczęsnym wieczorze, nikt normalny przecież nie przeszedłby do porządku dziennego po takiej dawce napięcia. Prescott wprawdzie zaszczycała ją dzisiaj wyłącznie angielskim, ale o dziwo nie pomagało to w pełnym zrozumieniu tego, co mówiła. Może gdyby aż tak nie starała się kluczyć wokół każdego tematu, byłoby łatwiej. Przez moment Cross miała nawet wrażenie, że rozumiała ją lepiej, gdy zasypywała ją hiszpańskim. Nie żeby jej jakkolwiek na tym zależało, skądże znowu. Zauważyła to przecież totalnym przypadkiem. Znaczy się, nie przypadkiem, bo przecież była taka uważna celowo, ale to na pewno niczego za sobą nie niosło. Po prostu była bardzo spostrzegawcza, a to tylko kolejny dowód na jej niezwykłe umiejętności. Nic więcej. Totalnie.
Prychnęła kpiąco. Oczywiście, że Ruelle chciała znać odpowiedź. Była na tyle bezczelna, by się domagać konkretów, gdy jednocześnie sama dawała ich tak mało. Co za baba, zwariować można. Przynajmniej Cross mogła mieć pewność, że jej modelka nie studiuje prawa. Nikt z takim poczuciem sprawiedliwości nie utrzymałby się tam za długo.
— Lubię cię rozpieszczać. Chcę żebyś patrzyła na siebie tak, jak ja na ciebie patrzę. No i skoro tak desperacko chcesz sprawdzić, czy potrafisz mnie trzymać na krótkiej smyczy, to daję ci swobodne pole do popisu — odparła miękko. Sprawianie jej przyjemności dodatkowo ją nakręcało. Rysowanie jej w wersji codziennej i obojętnej na pewno dawno by się jej znudziło. Chciała sprawdzić, czy znajdzie w końcu jakąś granicę w pasji, z jaką potrafiła na nią patrzeć.
Nie musiała dwa razy powtarzać. Rysowniczka podniosła się z miejsca, natychmiast zbliżając się z powrotem do swojej muzy. Po drodze odłożyła na stolik szklankę z drinkiem. Celowała na oślep, przez co szkło o mało nie wylądowało na podłodze. Dobrze, że stoliki przy lożach były przytwierdzone do podłoża, bo pewnie narobiłaby tylko niepotrzebnego bałaganu, próbując dostać się na miejsce, za którym zdążyła się już stęsknić. Usiadła na jej kolanach i objęła dłonią szyję. Nacisnęła kciukiem na jej żuchwę, zmuszając do spojrzenia na siebie w górę.
— Masz mieć obsesję na moim punkcie. Masz chcieć doprowadzać mnie do skrajnej desperacji — warknęła, wbijając mocno palec w jej gardło. Niepotrzebnie dała się ponieść emocjom, czasami jednak mogła sobie odpuścić. Gdyby tylko Rue nie doprowadzała jej do takiej skrajnej kurwicy, na pewno byłoby prościej. A może byłoby prościej, gdyby przed sekundą sama się o tę kurwicę nie prosiła? Albo gdyby przez cały czas nie patrzyła jej w oczy, pozwalając tanatopraktorce upajać się ich opętaniem.
— Obrażasz mnie, porównując do kogoś tak bez znaczenia — dodała, rozluźniając mięśnie. To zdecydowanie była bezpieczniejsza odpowiedź, dużo bardziej w jej stylu. Nie wchodziła w tę burzę wariactwa, w której tak uwielbiała siedzieć. To, że była lepsza od barmanki pod każdym względem, było przecież oczywiste.

Ruelle I. Prescott

Pretty when you say my name like that

: czw maja 07, 2026 3:59 pm
autor: Ruelle I. Prescott
To było silniejsze od niej. Niektóre hiszpańskie słowa po prostu same opuszczały jej usta, aby wzbogacić jej wypowiedzi swoim brzmieniem. Wydawało się, że poza tym nie pełniły żadnej innej funkcji. Często były to jedynie krótkie przekleństwa lub pieszczotliwe słówka, którymi określała River. W końcu żadne bardziej pozytywne określenie w języku angielskim nie przychodziło jej do głowy.
Dla obu podobne potyczki były mniej lub bardziej męczące. Wymagały od nich sporego zaangażowania oraz utrzymywania uwagi, aby nie przegapić idealnego momentu do rzucenia błyskotliwej riposty. Niby nie było to nic takiego, ale ciągłe podtrzymywanie skupienia było wyczerpujące na dłuższą metę. Może faktycznie ich znajomość była niczym seria gier z gatunku soulslike.
Chciała znać odpowiedź, bo nawet wygłaszanie oczywistości w przypadku Cross miało spore znaczenie. W końcu były rzeczy, których nie chciała jej mówić na głos z jakiegoś powodu. Nie wspominając już o tym, że pewne rzeczy po prostu dobrze brzmiały, gdy wychodziły z ust rysowniczki.
- Wybacz, ale jestem zbyt zajęta patrzeniem na ciebie by spojrzeć na siebie - odpowiedziała, naprawdę zadowolona z siebie.
Zauważyła to, że River uwielbiała ją rozpieszczać. Nawet w momentach, gdy utrzymywała, że robi wyłącznie to na co ma ochotę dopytywała uporczywie o to na co sama Prescott miała ochotę. Z tym, że tanatopraktorka nie lubiła udzielać jej konkretnych odpowiedzi. Głównie dlatego, że w takich momentach przyjęłaby wszystko, co tylko artystka byłaby w stanie jej zaoferować.
Była zadowolona z tego, że raz jeszcze poczuła na sobie ciężar rysowniczki. Stęskniła się za nim, a i sama River wydawała się niezwykle skora do tego, aby powrócić na swoje siedzisko. Nie spodziewała się jednak tego, że wiązać się z tym będzie dłoń zaciskająca się na jej gardle. Mogła być jedynie pewna, że ilość podkładu i korektora, którego używała na swojej szyi będzie się jedynie zwiększać biorąc pod uwagę skłonności River do zostawiania tam swoich śladów: świadomie lub też nie.
Uniosła spojrzenie w jej stronę. Cross mogła wyczuć pod swoimi palcami niską wibrację, gdy tylko Ruelle wydała z siebie pomruk zadowolenia, przesuwając dłońmi wzdłuż jej ud, aby chwycić mocno jej biodra. Chciała ją przyciągnąć jeszcze bliżej i zadbać o to, że na pewno nie opuści swojej pozycji.
- Jesteś cholernie samolubna skoro chcesz mieć mnie wyłącznie dla siebie - mruknęła, nachylając się w jej stronę, gdy już ucisk dłoni dziewczyny zniknął z jej gardła.
Dotychczas wpatrywała się uparcie w jej oczy, czując podskórny ładunek podniecenia, które zdawało się powoli rozsadzać ją od środka. Chyba tylko ona potrafiła na nią działać w ten sposób. Z drugiej strony: nikt nie pogrywał z nią nigdy tak jak River. Nikt nie męczył jej tak długo, budując całe to napięcie, które po prostu eksplodowało w momencie kulminacyjnym.
- Mam ochotę zrobić ci tyle rzeczy... Ale żadna z nich nie nadaje się do tego baru - wyznała niskim tonem, ciągnąc palcami za materiał koszulki z Deaftones, aby ściągnąć ją nieco niżej.
Zdecydowanie żałowała tego, że Cross nie zdecydowała się na coś swobodniejszego niż t-shirt ze starym bandem. Być może miałaby wtedy nieco lepszy dostęp do jej dekoltu, który teraz mogła jedynie lekko drasnąć zębami, starając się pozostawić po sobie ślady w miejscu nieco innym niż wymaltretowana wcześniej szyja rysowniczki. Najchętniej uczyniłaby to z każdym najmniejszym fragmentem ciała, ale nie bardzo miała ku temu sposobność.

River Cross

Pretty when you say my name like that

: czw maja 07, 2026 4:41 pm
autor: River Cross
Nie zezłościła jej olejną wymijającą odpowiedzią. Była przecież z tych przyjemnych. Cross nie zależało aż tak na tego rodzaju uwadze. W końcu to Prescott w tej relacji funkcjonowała jako dzieło sztuki, a artystka miała z niego czerpać. Potrzebowała jednak jej zainteresowania. Łaknęła świadomości, że to wszystko działa na modelkę choć w połowie tak jak na nią. Orgazmy to przecież nie wszystko. Miała pragnąć jej ciała, ale powinna też łapać się w ciągu dnia, że nie jest w stanie przestać myśleć o sposobie, w jaki Cross na nią patrzy. Miała się nie powstrzymywać od chęci napisania i flirtowania z nią w środku wyjątkowo nudnego wykładu.
Serce zabiło jej mocniej, gdy tylko poczuła wibracje pod palcami. Sposób, w jaki modelka na nią patrzyła i ją do siebie przyciągała świadczył o jednym – zdecydowanie podobała jej się ta złość rysowniczki. Wcale nie musiała czuć się winna, że potratkowała ją nieco zbyt brutalnie bez żadnego konkretnego powodu. Mogła co najwyżej żałować, że nie zrobiła tego od razu.
— Jestem — potwierdziła grzecznie. To akurat zgadzało się w stu procentach. Zawsze była egoistką. Typową jedynaczką. Matki za bardzo ją rozpieściły. Zawsze pozwalały jej na wszystko i takie były tego konsekwencje. Wybujałe ego oraz paląca chęć posiadania i bycia górą. Nie miała nawet ochoty zastanawiać się, co ukształtowało Prescott, że ją z kolei ta postawa tak bardzo kręciła. Wszystko jedno. Rozgrzebywanie przeszłości było przecież nudne. Wolała cieszyć się faktem, że dostała ją gotową, w takiej właśnie formie.
— Jesteś z tych, które dają się zaciągnąć do mieszkania po drugiej randce? — Musiała choć trochę z niej zakpić. Właściwie nie planowała dzisiaj ściągać jej do siebie. Miały przecież skupić się na gotowych szkicach, może ewentualnie wybadać grunt. Dobrze zrobiłby jej jakiś odpoczynek. Szansa na reset mózgu, by kolejne dzieła były lepiej dopracowane, by była w nich całkowicie inna energia. Z jakiegoś dziwnego powodu wierzyła w to, że się trochę poprzekomarzają, a potem rozejdą w swoje strony. Teraz to brzmiało dla niej jak najdurniejszy pomysł na świecie.
Nachyliła się posłusznie, gdy dziewczyna pociągnęła ją za koszulkę. Zrobiło jej się gorąco, jakby obaliła w międzyczasie litra, a nie wysączyła powoli dwa drinki. Zatrzymała się tuż przy jej wargach, mając ochotę jeszcze trochę się z nią podrażnić i sprawdzić granicę jej cierpliwości. Ciarki, które przeszły po jej ciele, gdy tylko ich wargi się zetknęły, wybił jej ten pomysł z głowy. Natychmiast wpiła się w jej usta.
— Muszę cię namalować, bo zwariuję — wyznała na urwanym oddechu między jednym pocałunkiem a drugim. Czuła głód tworzenia i głód jej ciała. Jeżeli nie da upustu któremuś z nich, to na pewno jakaś tajemnicza siła rozerwie Cross na strzępy.

Ruelle I. Prescott

Pretty when you say my name like that

: czw maja 07, 2026 5:55 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Czy to była wymijająca odpowiedź? Chyba nie do końca. Naprawdę była bardziej zafascynowana tym jaki obraz przedstawiała sobą River. Sposób w jaki na nią patrzyła potrafił sam w sobie wywołać dreszcze. Nie miałaby zatem nic przeciwko temu, aby podziwiać ją w takim wydaniu jak najczęściej. Obie działały na siebie niezwykle mocno i były niczym dwie siły, które zestawione razem generowały jedynie więcej niezwykle potężnej energii, która przetaczała się między ich ciałami, szukając jakiegoś prostego ujścia.
Nie spodziewała się tego, że Cross utkwi jej tak bardzo w głowie. Trudno jednak było jej przestać o niej myśleć lub też bezwiednie wędrowała akurat w jej kierunku, gdy tylko nie miała odpowiednich bodźców, które zajęłyby ją na dłużej. Z pewnością było w tym coś dziwnego. Pewna obsesja. Może przywiązanie nieco mocniejsze niż z początku zakładała i na które nie potrafiła nic poradzić.
Jak mogłaby pozostać obojętna? Jak mogłoby jej się to nie podobać? Chyba już wystarczająco udowodniła, że nie przeszkadza jej jakikolwiek przejaw brutalności ze strony rysowniczki. Reagowała nawet na to większym niż można byłoby przypuszczać entuzjazmem. Podniecało ją to i była ciekawa jak daleko River była w stanie się posunąć. Nie był to jednak do końca zwyczajny masochizm. Na pewno swoje dokładał też fakt, że była w stanie wywołać w dziewczynie właśnie takie, a nie inne reakcje.
- To okropna cecha. Należałoby ją z ciebie wyplenić - przyznała z pewnym rozbawieniem, bo kto to widział, aby cechować się aż takim egoizmem?
Zapewne było wiele rzeczy, które mogły ukształtować Ruelle w ten czy inny sposób, ale nie zaprzątała sobie tym głowy. Ważniejsze dla niej było to, co się obecnie działo, a nie to dlaczego właściwie do tego doszło. Choć może i nad tym powinna się czasem pochylić i poświęcić temu chwilę.
- To nawet nie są randki... I już przecież tam byłam - odparowała, nie przejmując się za bardzo jej oskarżeniami.
Jeśli tylko by tego chciała to Cross mogła ją nazwać puszczalską i na pewno byłaby w tym racja. Przynajmniej jeśli chodziło o to, co znajdowało się między nimi. Z pewnością jednak Prescott nie mogła być winna temu, że jak większość ludzi miała swoje fizyczne potrzeby i odczuwała cielesne przyjemności, ale brakowało jej krztyny romantyzmu pozwalającej na uwiązanie się z kimkolwiek w dłuższej relacji.
To wszystko nie miało tak wyglądać, ale już się stało. Pędziły niczym na czołowe zderzenie i nie mogły się zatrzymać. Wszystko zmierzało ku nieuchronnej katastrofie, ale wyglądało na to, że właśnie coś takiego im odpowiadało.
Chociaż wcześniej Rue nie zakładała w żaden sposób, że raz jeszcze skończy w mieszkaniu rysowniczki i pozwoli się dotykać tak jak tego najbardziej pragnęła tak jednak teraz zmierzały ku temu nieuchronnie, a żadna z nich nie zamierzała się zatrzymać.
- A masz wszystkie materiały do obrazu? - zapytała kpiąco i chyba jedynie ta wzmianka o malunku otrzeźwiła ją na krótką chwilę.
Odpowiedziała na jej pocałunki z energią, o którą sama by się nie podejrzewała. Była niczym wygłodniała. Spragniona smaku jej ust, które były tak miękkie i przyjemne. Przeciągnęła językiem po jej dolnej wardze, domagając się jeszcze kolejnej porcji uwagi nim przeniosła się ze szlakiem pocałunków na szczękę dziewczyny.
Jej palce tak mocno wbiły się w biodra River, że miała wrażenie iż zostawi po sobie sińce nawet pomimo zbyt grubej warstwy ubrań, które je od siebie oddzielała. To było naprawdę irytujące i powinny szybko z tym coś zrobić lub ochłonąć na tyle, aby przestało im to w końcu przeszkadzać.

River Cross