i will follow you into the dark
: czw maja 28, 2026 5:46 pm
Nawet gdyby miała nadmiar wolnego czasu, nigdy nie przyszłoby jej do głowy wbijanie się obcym ludziom na wesela. Zaylee nie znosiła takich imprez. Właściwie nie przepadała za żadnymi. Kojarzyły jej się głównie z hektolitrami alkoholu, a sama piła przecież tylko od święta. Po części dlatego, że miała słabą głowę, ale przede wszystkim dlatego, że najebane towarzystwo błyskawicznie wystawiało na próbę granice jej cierpliwości. Chodzenie na cudze wesela dla przyjemności wydawało jej się zresztą równie idiotyczne, co włóczenie się po pogrzebach ludzi, których nigdy się nie znało. Okoliczności może i były inne, ale wydźwięk pozostawał dokładnie ten sam.
— Jak tak potrzebujesz wyrwać się gdzieś od czasu, to wiesz, że możemy wybrać miejsce, gdzie akurat nie będzie odbywał się żaden ślub? — zaproponowała równie żartobliwym tonem. Przynajmniej zamiast dudniącej muzyki i krzyków będą mieć ciszę i święty spokój.
Uśmiechnęła się pod wpływem kolejnego pocałunku. Dlaczego nie mogły zachowywać się w podobny sposób pośród gości? Pewnie dlatego, że to nie było do nich podobne. Nie miały w sobie tej dozy szaleństwa, która zwykle pojawiała się u innych par. Ale tak też było dobrze, przynajmniej miały takie momenty na wyłączność.
— Jesteś trochę pijana, to fakt — pokiwała głową, spoglądając w Swanson w oczy. — Ale nie mów, że nie czujesz ulgi, że mamy to już za sobą — dodała w przekonaniu, że w tej kwestii myślą bardzo podobnie.
W końcu było zwyczajnie po wszystkim. I Zaylee wcale nie było jakoś szczególnie żal. I tak organizacje przeciągnęły się w czasie, więc teraz obie będą mogły na nowo skupić się wyłącznie na pracy. A potem na formalnościach związanych z adopcją Sama. Tak wyglądała ich rutyna, do której Miller zdążyła przywyknąć i niespecjalnie zależało jej na to, żeby znaleźć dodatkowe miejsce na następne zmiany.
— Należałam do ciebie nawet bez tego krążka — przypomniała jej, chociaż wcale nie chodziło tutaj o żadną kwestię posiadania. Od zawsze powtarzały, że nie potrzebują żadnych świstków papieru, żeby być razem. Obrączki również nie definiowały tego, kim dla siebie były. Miller dalej uważała, że te formalności po prosu ułatwią im życie. Jak widać, ani trochę nie zmieniła się po zawartym małżeństwie i dalej nie było w niej ani krzty romantyzmu. W przeciwieństwie do Eviny, która ewidentnie za dużo wypiła, skoro włączyły jej się jakieś sentymenty. Na szczęście jutro wszystko wróci do normy.
— Zimno? Dlaczego miałoby być mi zimno? Przecież jestem taka gorąca — uniosła figlarnie brew, kiedy ukochana przesunęła dłonią po jej odsłoniętych plecach.
Wieczór może i nie należał do najgorętszych, ale tego samego nie dało się powiedzieć o Miller. Poza tym za chwilę i tak wrócą pod altanę, gdzie nie docierał chłód ciągnący od jeziora.
Evina J. Swanson
— Jak tak potrzebujesz wyrwać się gdzieś od czasu, to wiesz, że możemy wybrać miejsce, gdzie akurat nie będzie odbywał się żaden ślub? — zaproponowała równie żartobliwym tonem. Przynajmniej zamiast dudniącej muzyki i krzyków będą mieć ciszę i święty spokój.
Uśmiechnęła się pod wpływem kolejnego pocałunku. Dlaczego nie mogły zachowywać się w podobny sposób pośród gości? Pewnie dlatego, że to nie było do nich podobne. Nie miały w sobie tej dozy szaleństwa, która zwykle pojawiała się u innych par. Ale tak też było dobrze, przynajmniej miały takie momenty na wyłączność.
— Jesteś trochę pijana, to fakt — pokiwała głową, spoglądając w Swanson w oczy. — Ale nie mów, że nie czujesz ulgi, że mamy to już za sobą — dodała w przekonaniu, że w tej kwestii myślą bardzo podobnie.
W końcu było zwyczajnie po wszystkim. I Zaylee wcale nie było jakoś szczególnie żal. I tak organizacje przeciągnęły się w czasie, więc teraz obie będą mogły na nowo skupić się wyłącznie na pracy. A potem na formalnościach związanych z adopcją Sama. Tak wyglądała ich rutyna, do której Miller zdążyła przywyknąć i niespecjalnie zależało jej na to, żeby znaleźć dodatkowe miejsce na następne zmiany.
— Należałam do ciebie nawet bez tego krążka — przypomniała jej, chociaż wcale nie chodziło tutaj o żadną kwestię posiadania. Od zawsze powtarzały, że nie potrzebują żadnych świstków papieru, żeby być razem. Obrączki również nie definiowały tego, kim dla siebie były. Miller dalej uważała, że te formalności po prosu ułatwią im życie. Jak widać, ani trochę nie zmieniła się po zawartym małżeństwie i dalej nie było w niej ani krzty romantyzmu. W przeciwieństwie do Eviny, która ewidentnie za dużo wypiła, skoro włączyły jej się jakieś sentymenty. Na szczęście jutro wszystko wróci do normy.
— Zimno? Dlaczego miałoby być mi zimno? Przecież jestem taka gorąca — uniosła figlarnie brew, kiedy ukochana przesunęła dłonią po jej odsłoniętych plecach.
Wieczór może i nie należał do najgorętszych, ale tego samego nie dało się powiedzieć o Miller. Poza tym za chwilę i tak wrócą pod altanę, gdzie nie docierał chłód ciągnący od jeziora.
Evina J. Swanson