Strona 5 z 5

cariño, te presento a Pati

: wt maja 26, 2026 5:42 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox też chyba wolał lecieć do Medellin po ślubie, dlatego, żeby nie musieli bez przerwy słuchać, że powinni pobrać się tam, a potem zrobić typowo kolumbijskie wesele, chociaż z drugiej strony... gdyby mu powiedziała, że lecą tam jutro, to on by się spakował i zaraz bukował bilety. A gdyby do tego dodała, że zaraz wezmą tam ślub, to tylko by się jej zapytał, czy on może wystąpić na nim w czerwonej koszuli.
Bo on akurat tego był pewny, chciał, żeby Pilar została jego żoną, nawet jutro.
A zaraz okazało się, że ona wcale nie chciała go ubrać w białą koszulę, co oczywiście skwitował tym, że znowu ją do siebie przyciągnął, że zacisnął palce na oparciu jej krzesła, żeby ją do siebie szarpnąć. Musnąć wargami jej skroń ukrytą pod czarnymi, ale wciąż pięknymi włosami kudłami.
- Pewnie dla białych koszul, to byś się zabujała w Wyattcie - szturchnął ją kolanem, ale już wcale nie tak, żeby jej robić wyrzuty, bardziej żeby ją po prostu zaczepić, bo Madox akurat sprawę z Galenem Wyattem uważał za zamkniętą, wyjaśnili sobie wszystko. A przynajmniej on z Galenem i z Pilar też.
Znowu się do niej pochylił, tak, że mógł odezwać się jej na ucho - a ja lubię się wyróżniać... a kret powinien nie rzucać się w oczy, zobacz jakie pojebane - i on też się do niej tak podsunął, że mogła poczuć na pełnych ustach jego oddech, tylko wtedy przyszła kelnerka, a Madox się odwrócił. Ale zaraz niekontrolowanie mruknął, kiedy przygryzła jego ucho i trąciła za zloty kolczyk. Aż ta dziewczyna, która wykładała im talerze na niego spojrzała, ale on tylko wzruszył ramionami, no bo co miał zrobić, że jego narzeczona była tak kurewsko caliente?
Kiedy wrócili do tematu Rosy i Tio, to on naprawdę kompletnie tego nie rozumiał. I zaraz się okazało, że Pilar też, kiedy stwierdziła, że Ticiano porządnie pojebało. Madox nie załapał też tego jej kolejnego pytania, bo w pierwszej chwili uniósł jedną brew.
- Kto? - wyrwało mu się, ale zaraz do niego dotarło, że chodziło o Rosę. Wywrócił oczami, żeby po chwili wbić spojrzenie znowu w Pilar - nic, kompletnie nic, jest wkurwiająca, zapatrzona w siebie, paskudna... A Tio jest po prostu głupi, bo Marie jest świetna - aż pokręcił głową, ale Madox chyba nie byłby sobą, gdyby nie odniósł się jeszcze do jednej rzeczy - po prostu dobrze obciąga, ale ja znam jedną taką, która robi to lepiej - spojrzała na nie znacząco, a zaraz znowu się do niej pochylał, żeby zaczepić brodą o jej ramię, dmuchnąć jej w kark - Rosa jest po prostu... Ona kurwa wszystko załatwia płaczem, albo będzie ci grała na uczuciach tak długo, aż się nie złamiesz, nie wiem... Ale ona jest zupełnie nie taka jak ty, albo jak Marie, a ja byłem kiedyś bardzo głupi - bo był. Zupełnie inny. Ale i tak Rosalindę wspominał chyba najgorzej ze wszystkich swoich byłych, no bo też... najbardziej go zdradziła. I pewnie dlatego ona też wywoływała w nim takie emocje. Bo przecież on też od tego całego incydentu z Rosą to po prostu nie mógł znieść zdrady, brzydził się nią, jak wiecznie powtarzał i skręcało go, kiedy jego kuzyni mieli do tego takie podejście. Bo on by Pilar nie zdradził, nawet na etapie, kiedy jeszcze nie byli siebie pewnie. Już od chwili w której wyznał jej... miłość.
Bo miłości się nie zdradza, a jeśli się to robi to jest chuj nie miłość.
Coś w tym było, że oni w jednej chwili potrafili się unosić, pokazywać jak bardzo byli impulsywni i narwani, a w drugiej już rozmawiać normalnie, na spokojnie...
Chociaż to też nie zawsze. Bo gdyby nie talerz z Bandeja Paisa to Madox pewnie już dzwoniłby do Tio.
Ale zamiast tego to nabijał na widelec kawałek kiełbasy i dopchnął fasolą. Przez moment przeżuwał to patrząc na Pilar, ale w końcu wzruszył ramionami.
- Wiesz jak ja wyjeżdżałem z Kolumbii to Tio był inny, obaj byliśmy, a potem ja się do niego długo nie odzywałem, o to co zrobił... Tylko do Marie - złapał na widelec jajko, ale ciapnęło mu na koszulkę, więc tylko westchnął ciężko, a zaraz sięgnął po serwetkę, rozmazał je tylko - i ja też tego nie widzę, bo jak kurwa nie umiał się ogarnąć po tym jak ją przepraszał i obiecywał, że nigdy tego nie zrobi, to... to on nie zostawi Rosy - skrzywił się na samą myśl o tym, bo jakby nie Tio, to on pewnie też by nie zostawił Rosy. Wszedł w to, bo był w nią ślepo zapatrzony. Ale na szczęście to wszystko potoczyło się inaczej. Szkoda tylko, że Ticiano nie wyciągnął z tego żadnej nauki.
Spojrzał na talerz i nabił na widelec awokado, żeby je wpakować do ust, było pyszne, akurat kiedy Pilar powiedziała, że jej niedobrze jak o tym myśli, a Madox zaraz znowu się przysunął do niej - to nie myśl, bo będę musiał zjeść też twoje awokado - i oczywiście, że kawałek jej ukradł, ale zaraz oddał jej swój najładniejszy i trochę przegrzebał w tych ich talerzach - Pilar ja myślę, że Tio nie kocha Marie, a ona zasługuje na kogoś lepszego, ale ja nie wiem jak jej to przetłumaczyć - i już podnosił na nią spojrzenie, ale wzruszył ramionami, bo nie wiedział. Próbował przecież przed ślubem, ale na próżno, bo Marie była ślepo zapatrzona w Ticiano, zakochana.
Kiedy Pilar odchyliła do tyłu głowę, to oczywiście, że do niej sięgnął żeby ją pogłaskać, a zaraz też do jej karku, na którym oparł wytatuowane palce - ale jesteś spięta, zrobię ci potem masaż - wtrącił, ale zaraz kiwał głową na kolejne słowa Pilar, a kiedy powiedziała, że boi się, że jak zobaczy Tio, to go zabije, to uśmiechnął się delikatnie. Psychol. - To może zaprośmy Marie? Może coś razem ugramy? Mogę też gdzieś wyskoczyć z Tio i z nim pogadać? Ale też się boję, że skoczymy sobie do gardeł - zrobili by to, bo starszy Ticiano, który siedział w kolumbijskim półświatku też już wcale nie był grzecznym chłopcem. A Madox nigdy nie był grzeczny. A jeszcze biorąc pod uwagę to, że Marie była dla niego jak siostra - a jakbyśmy ją poznali z kimś fajnym? Fajniejszym niż Tio? Może z Willem? - no teraz to dojebał, to Marie trafiałby z deszczu pod rynnę - albo nie... - no jednak wpadł na to, że to nie jest dobry pomysł. A koledzy Madoxa to delikatnie rzecz ujmując były jednak najchujowsze partie w Toronto - jakbyśmy zaprosili Marie, to moglibyśmy jechać z nią nad Niagare, bo jednak tamto zaproszenie miało przyjść na skrzynkę Patela, a wiesz... - na pewno wiedziała, że oni się pokłócili, i to raczej śmiertelnie, bo Madox tutaj nie zamierzał odpuścić. Za to jeśli chodzi o Marie, to zaraz proponował - kupię jej bilet, ty ją tylko namów, dobrze jej to zrobi, nie? Może wyskoczycie do kosmetyczki, czy coś - popatrzył w ciemne, piękne oczy Pilar, a zaraz parsknął śmiechem - albo ją weźmiesz na pilates - Pilar była piękna, ale jakoś jej nie widział u kosmetyczki, jeszcze z Marie, która pewnie mogłaby tam siedzieć cały dzień. Co innego na siłowni, albo pilatesie rzeczywiście.

¿Qué opinas de que actuemos como celestinos? જ⁀➴ ♡