Strona 5 z 9

fast laps and mixed signals

: czw cze 18, 2026 3:12 pm
autor: Daisy Whitmore
Czy była w gorącej wodzie kąpana?
Raczej nie, chociaż trzeba przyznać, że czasami Daisy miewała porywy, w których lubiła robić coś tu i teraz. Szczególnie w przypadku kiedy wiedziała, że dodatkowa motywacja mogła przywołać do działania, jak w przypadku zbierania się do baru, żeby nie zasnąć na wygodnym łóżku. A brakowało jej naprawdę niewiele. Pewnie gdyby Kira dłużej szukała ładowarki, to faktycznie Whitmore strzeliłaby sobie drzemkę.
Taki scenariusz jednak nie miał miejsca, bo dziewczyny zwinnie zebrały się do baru. Baru, w którym karaoke już trwało w najlepsze, a na scenie gościła prawdziwa gwiazda w postaci małego misia i utworu Celine Dion. Daisy poruszała lekko głową, próbowała się bujać, ale facet faktycznie tak się kręcił, że w połowie piosenki już padł na kolana i zaczął cicho szlochać zamiast śpiewać. Ktoś faktycznie musiał go skrzywdzić. Pewnie Jola.
Całe szczęście serca Kiry i Daisy miały się bardzo dobrze. Do tego stopnia, że nie miały przeciwskazań, by wlać w siebie co nieco alkoholu. Whitmore nauczona manierami, które przejęła od swoich fancy znajomych, od razu zaproponowała, że za pierwszą kolejkę ona zapłaci. Tym razem może już nie firmową kartą, bo akurat drinków w barze karaoke byłoby ciężko wytłumaczyć przed HRem.
A to ciebie przepraszam w ogóle da się czymś zaskoczyć? — zaśmiała się, spoglądając na Kirę z rozbawieniem. Daisy miałą wrażenie, że ta dziewczyna w swoim życiu widziała już wszystko i zrobiła drugie tyle. Idealnym przykładem była chociażby lista, którą Daisy czytała jej dzisiaj w samochodzie, a Finch sama przyznała, że większość z tych rzeczy miała już za sobą, jak nie wszystkie.
Jednak skoro blondynka sama chciała, żeby Daisy wzięła dla nich swój ulubiony napój, Whitmore nie miała zamiaru się z nią przecież sprzeczać! Nachyliła się do przodu, opierając o ladę, a kiedy jakaś lokata brunetka podeszłą do nich i spytała co będzie, managerka uśmiechnęła się ciepło do kobiety.
Macie Aperol Spritz? — spytała, postukując paznokciami o ladę, na co barmanka skinęła głową. — W takim razie dwa razy — zamówiła i spojrzała na Kirę. Nie spodziewała się jakiś wielkich pochwał co do jej wyobru, ale w końcu miała wziąć to, co było jej ulbubionym. Daisy lubiła Aperol, bo po pierwsze smakował dobrze — nie był za słodki ani za gorzki — a po drugie kopał równie przyjemnie co inne trunki.
Przyniosę wam do stolika — oznajmiła kobieta, kiedy tylko Daisy zapłaciła za trunki. Skinęła głową, a zaraz ruszyła przodem do pierwszej, lepszej loży, która nie znajdowała się za blisko sceny, żeby dało się pogadać, ale też na tyle odpowiednio ulokowana, że wszystko było stąd widać. Na stole leżała już wielka czerwona teczka z listą wszystkich możliwych piosenek.
To co będziesz śpiewać? — oczywiście Whitmore jako pierwsza dorwała się do segregatora. — Green Day? Smash Mouth? A może 4 Non Blondes i What’s up? — próbowała dopasować do niej jakiś utwór, przyglądając się jej zaczepnie, raz po raz chowając się za kartkami.

what's goooooin on

fast laps and mixed signals

: czw cze 18, 2026 6:35 pm
autor: kira finch
Alkohol był nieodłączną częścią jej wypadów na miasto. Nie piła tylko wtedy, kiedy musiała wsiąść za kółko. Raz tak zrobiła i to było strasznie durne. Nie widziała jednak sensu bawienia się bez procentów. Owszem, można nie pić, ale po co? Zwłaszcza, kiedy towarzystwo było najebane. O wiele łatwiej znieść stan upojenia innych, gdy samemu było się pod wpływem. Jeśli już znajdowała się na jakiejś imprezie i jakimś cudem podjechała tam swoim ukochanym Ferrari, to albo odbierała samochód kolejnego dnia, albo po prostu nastawiała się na wszystko psychicznie dużo wcześniej.
Jasne, że się da. Musisz tylko znaleźć na to dobry sposób — odparła, uśmiechając się przy tym zawadiacko. Może w swoim życiu widziała nie tyle wszystko, a wiele, to jednak dalej były sytuacje, w które wprawiały ją w zdziwienie. A Daisy zdumiewała ją za każdym razem. Nie tylko listą rzeczy, których nigdy nie robiła, ale przede wszystkim tym, jak ochoczo podłapywała jej wszystkie pomysły. Może wykreowała sobie w głowie zupełnie inny obraz menadżerki, stąd takie reakcje?
No i widzisz? — zaczęła, kiedy Whitmore złożyła zamówienie. — Już masz pierwszy przykład. Nie spodziewałam się, że Aperol Spritz to twój ulubiony drink. Bardziej pasowało mi do ciebie... — urwała na moment, przyglądając się jej uważnie, próbując przypisać jej odpowiedni trunek. — Negroni. Albo Margarita. Klasycznie i elegancko — skinęła głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa. Bo w oczach Kiry menadżerka naprawdę była elegancką kobietą, która pochodziła z eleganckiego świata. Zupełnie jak Finch, która wywodziła się z bogatej, szanowanej rodziny. Tylko zarówno ona, jak i jej siostry, już dawno odcięły się od schematów wymyślonych przez ojca. Mężczyzna do tej pory nie potrafił pogodzić się z faktem, że żadna z jego córek nie wybrała prawa jako ścieżki kariery.
Udały się do stolika, który znajdował się w odpowiedniej odległości od sceny, czyli ani za blisko, ani za daleko. Dobrze, że nie zostały jednak przy barze, bo tutaj zdecydowanie lepiej będzie im się rozmawiać.
A skąd w ogóle pomysł, że będę śpiewać? — zapytała, ale zamiast usiąść naprzeciwko Whitmore, zajęła miejsce obok niej. Też chciała zobaczyć, jaki mają wybór utworów! — Daj mi wypić przynajmniej ze dwa drinki — zaśmiała się, dając jej do zrozumienia, że nie potwierdza swojego występu na scenie, ale też go całkowicie nie odrzuca.
Mogła zaśpiewać piosenki wszystkich wymienionych przez menadżerkę zespołów. Lubiła Green Day, w szczególności Basket Case. Lubiła też Smash Mouth i chyba nawet kiedyś zaśpiewała publicznie All Star. Ludzie bawili się doskonale, w końcu każdy zna piosenki ze Shreka! What's up było dość popularną piosenką na karaoke. Jej znajoma Camille wybierała ten numer do porzygu.
Myślałam o The Killers. Może Mr. Brightside, Human albo All These Things That I've Done? Pomóż mi wybrać. A potem wybierzemy coś dla ciebie — znów zawiesiła spojrzenie na jej twarzy, zastanawiają się, w jakim gatunku muzycznym widziałaby Daisy. — Wolisz coś pokroju Bonnie Tyler, Abby czy raczej Oasis? Nie, poczekaj — uniosła rękę, żeby Whitmore jeszcze jej nie odpowiedziałaś. — Kochasz piosenki Disney'a i wcale się tego nie wstydzisz! — stwierdziła, chociaż pewność mieć nie mogła. Z drugiej strony, trzeba być niespełna rozumu, żeby nie uwielbiać soundtracków z bajek.

hakuna matata - what a wonderful phrase

fast laps and mixed signals

: czw cze 18, 2026 11:36 pm
autor: Daisy Whitmore
Daisy może i sprawiała wrażenie poważnej, eleganckiej kobiety, ale bardzo daleko było jej do tego w praktyce. Żadna była z niej dama. A jeśli już, była to idealnie przyodziana maska, którą zakładała na potrzeby towarzystwa i odpowiedniego szacunku w pracy. W rzeczywistości kochała się ubrudzić, próbować nowych rzeczy i zaszaleć. Miała to gdzieś głęboko zakorzenione w sercu, to swoje wewnętrzne dziecko, ale jednak w kręgach, w jakich się obracała nie mogła tego pokazywać.
Kira miała ten przywilej, że Whitrmore poczuła się przy niej na tyle swobodnie i luźno, że raz po razie odkrywała ta prawdziwą siebie. Pozwalała sobie na o wiele więcej i nie umiała jeszcze tego dobrze wyjaśnić, ale towarzystwo Finch… było dla niej wyjątkowe. Trochę jakby cofnęła się kilka lat do tyłu i mogła na nowo przeżyć to wszystko, co ją ominęło. Może to było głupie, może dziecinne i nie na miejscu, ale tak właśnie czuła. Oczywiście postanowiła zachować to dla siebie i za nic nie dzielić się z blondynką ani nikim innym tymi spostrzeżeniami, ale tak właśnie było. Cieszyło ją towarzystwo dziennikarki. Tak samo jak namawianie ja do tego, żeby na coś się zapisała.
Jezu, ale ty nie wiesz, jak to działa w takich miejscach? — zrobiła wielkie oczy i spojrzała na nią niedowierzaniem. — Przecież tu już jest pewnie kolejka na następne pół godziny — przewróciła oczami i szturchnęła Kirę za kurtkę. — Trzeba już się zapisać i akurat jak będziesz po trzech drinkach, to będzie twoja kolej — w żadnym szanującym się barze karaoke, gdzie faktycznie byli ludzie nie było tak, że zapisywałeś się i od razu wysyłali cię na scenę. Może na samym początku imprezy, a tu gdzie trafiły… no zdecydowanie ludzie siedzieli tu już od jakiegoś czasu. Dlatego trzeba było działać szybko, żeby w ogóle zdążyły zaśpiewać, zanim nie trzeba będzie się zbierać do hotelu. Proste.
Mr. Brightsite!!! — podeksctowałą, gdy Finch wymówiła znajomy tytuł. — Zdecydowanie. Pasuje do ciebie — rzuciła i oczywiście chodziło jej o samo brzmienie nuty, a nie to, o czym faktycznie była. Akurat tego czy Kira zdradzała swoje partnerki nie wiedziała i nie miała zamiaru też oceniać. Wyprostowała się i huknęła segregatorem o stół, żeby przewertować kartki i jeszcze dla pewności sprawdzić, czy utwór był na liście dostępnych piosenek. — No popatrz tylko — postukała palcem. Oczywiście, że był. To Kirę już miały z głowy, a co do Daisy…
Oasis czasami, ale to jak już jestem mocno napruta — zaczęła, przy okazji uśmiechając się do barmanki, która postawiła na stole dwa aperolki spritz z kolosalną ilością lodu. — Disney lubię… — zamyśliła się na moment, bo w sumie czemu nie? Każdy lubił śpiewać piosenki z bajek. — Ale wiesz co myślałam? Trzeba się zdać na los i wylosować — świetny pomysł, nie ma co. Znając jej szczęście to pewnie padnie na coś kompletnie randomowego, jak jakieś hymny albo coś, czego nawet nie znała. Ona nawet nie lubiła się tak zaskakiwać. Nie miała pojęcia, czemu przy Finch tak bardzo traciła głowę.
Dobra, powiedz stop! — przedstawiła po krótce rolę Kiry w tym wszystkim, a zaraz sama zamknęła oczy i zaczęła wertować kartki. Pierwszy szybko, potem wolniej, aż Finch nie powiedziała, że powinna przestać. — A teraz daj jakiś number od jeden do sto — poprosiła, otwierając oczy i kiedy tylko Kira zarzuciła numerem, Daisy nachyliła się nad listą i zaczęła liczyć. Tak liczyła i liczyła, aż w końcu jej palec nie padł na w y l o s o w a n y m numerze, jakim było… — Proszę bardzo Katy Perry — uśmiechnęła się. Akurat tą wokalistkę lubiła bardzo, a tytuł… — I Kissed A Girl — no kurwa niezły prezent losu. Próbował coś powiedzieć? — No i super — może i próbował, a Daisy nie miała zamiaru odpuszczać.

oh well..

fast laps and mixed signals

: pt cze 19, 2026 4:16 pm
autor: kira finch
Czasami trzeba było umieć zachować pozory. Kirę wszyscy brali za snobkę, a przecież była dość ułożona. Ludzie oceniali ją przez to, jak się ubierała i jaką furą jeździła. Nie kryła się z tym, że pochodziła z bogatej rodziny i lubiła pieniądze. Lubiła też te pieniądze roztrwaniać na głupoty. W środku była jednak całkiem zwyczajna. Trochę jebnięta, bo kochała adrenalinę i zdarzało jej się wdawać w słowne pyskówki, ale nie miała sobie nic do zarzucenia. Najwyraźniej podobnie było w przypadku Daisy, która z zewnątrz kreowała się na poważną panią, a w środku niewiele różniła się od Finch. Pewnie dlatego z taką łatwością zdołały złapać dobry flow. Kira była przy menadżerce w stu procentach sobą i wyraźnie widziała, że ta się przy niej otwiera. Sam fakt, że chciała robić z nią rzeczy, których do tej pory nie robiła i nawet stworzyła na tę okazję specjalną listę!
A to nie jest tak, że pierwszeństwo mają ci, którzy jeszcze nie śpiewali? Dobra, dobra, nieważne — szybko uniosła ręce w obronnym geście. — Zaraz się zapiszemy, tylko najpierw trzeba coś wybrać — pokiwała głową i w sumie już myślałam, że wraz z Mr. Brightside decyzja zapadła, ale to wcale nie okazało się takie proste.
Whitmore zdecydowanie nie zamierzała ułatwiać sprawy. Mało tego, zdecydowała się zdać na los, co było naprawdę odważne, bo przecież podczas w taki sposób mogło wypaść wszystko!
W życiu też zwykle zdajesz się na przypadek? Wyglądasz na dość uporządkowaną. Myślałam, że wolisz plany od spontanu — powiedziała, ale może w tym przypadku też była w błędzie? Albo Daisy dopiero się rozkręcała. — Dobra, biorę numer 69 — zadecydowała, kodując w głowie, że menadżerka jednak czasem śpiewa Oasis i lubi Disney'a.
Pochyliła się nad listą i poczekała, aż wybrana przez nią liczba zostanie wylosowana. Zaśmiała się głośno, kiedy padło na słynny utwór Katy Perry.
No i super — powtórzyła po niej akurat wtedy, gdy barmanka przyniosła ich drinki. — No to poczekaj, też muszę ci coś wylosować! — zadecydowała i tym razem to ona sięgnęła po czerwoną teczkę. Wyczekująco spojrzała na Whitmore, żeby podała jej liczbę, a kiedy ta już jakąś wybrała, zatrzymała palec na wskazanym przez nią numerze. — Chappell Roan i jeden z jej najgłośniejszych hitów - Good Luck, Babe! — przeczytała, posyłając Daisy rozbawione spojrzenie. Co to za parada lesbijskich piosenek? Ale niech będzie, bóg los tak chciał!
Sięgnęła po kieliszek i przyłożyła go do tego, który znalazł się w dłoni Daisy.
To co? Za co pijemy? Za nasze przyszłe, muzyczne kariery? Słuchaj, nigdy nie wiadomo, czy wśród tych wszystkich ludzi nie ma jakiegoś łowcy talentów — zażartowała, a po tym, jak wzniosły toast i nad stolikiem uniósł się charakterystyczny brzdęk szkła, upiła kilka łyków. Aperol Spritz smakował jak lato i wakacje. Finch aż zapragnęła wyjechać na jakiś urlop do ciepłych krajów. No dobra, może nie w sezonie, bo wtedy trzeba znieść turystów i fale upałów. Zdecydowanie lepiej wybrać się gdzieś na początku albo pod koniec roku. Finch nie była dużą zwolenniczką przesadnie gorącej pogody, zawsze czuła się wtedy jak na haju.

you can kiss a hundred boys in bars

fast laps and mixed signals

: pt cze 19, 2026 8:11 pm
autor: Daisy Whitmore
Może i było tak, że pierwszeństwo mieli ci, którzy jeszcze nie śpiewali, ale akurat w barze, w którym się znalazły, ludzie nabywało coraz więcej i więcej i Whitmore dałaby sobie rękę uciąć, że akurat tych, co będą wykonywać swój pierwszy utwór było zdecydowanie więcej. Poza tym, nie było co ryzykować i kusić losu. Najlepszą strategią w tym przypadku było zapisać się, zapomnieć, że w ogóle się zapisało, zając się sobą, a potem być w szoku, jak facet prowadzący karaoke wyczyta ich imię! Szczególnie, że i piosenka dla Kiry okazała się być kompletnym przypadkiem, bo Daisy nagle strzeliło do głowy, żeby pobawić się w losowanie. Zaśmiała się na uwagę Finch.
Jestem zajebiście uporządkowana — wytknęła, wyrzucając palec w górę. Można nawet powiedzieć, że wyglądała, jakby zaraz chciała się przemądrzać, ale zamiast tego tylko uśmiechnęła się i dźgnęła zaczepnie Kirę w ramię tym samym paluchem, który wcześniej wystawiła do góry. — I zdecydowanie wole plany od spontanu, ale nie wiem sama, Finch… jakoś przy tobie człowiek nagle ma ochotę na odrobinę szaleństwa i spontaniczności — wyznała, a Kira mogła to interpretować sobie, jak tylko chciała, chociaż akurat managerka miała na myśli to w najlepszym tego słowa znaczeniu. To miał być komplement. Jasny sygnał, że Whitmore czuła się przy niej na tyle swobodnie, że pozwalała sobie na zachowania, które normalnie były dla niej wyjściem ze strefy komfortu. Tak jak fakt, że i dla niej Kira postanowiła wylosować piosenkę.
Dobra to nie patrzę — tka jak powiedziała tak też zrobiła i zamiast spoglądać na segregator, swoje spojrzenie zawiesiła na twarzy Kiry. Może to też nie było dobre miejsce? Nawet nie wiedziała, kiedy tak bardzo się na nią zapatrzyła, to jak przygryza dolną wargę w skupieniu i odlicza odpowiednią ilość linijek, że… — Co? — pokręciła głową, jednak zaraz nachyliła się nad kartką. — O, Chappell Roan jest zajebista! — ucieszyła się na wylosowany utwór. Nawet przez myśl nie przeszło jej, że akurat los zdecydował, że będą wykonywać jakieś lesbijskie piosenki. Akurat dla Daisy to po prostu były świetne klasyki i nie doszukiwała się w tym większego sensu. A może powinna. Zamiast tego zajęła się toastem, o którym wspomniała Kira.
Zdecydowanie za nasze muzyczne kariery — złapała za swoje szkło i uniosła je ku górze. — I żebyśmy nie dostały zakazu wstępu do tego baru za nasze wykony — chociaż aż tak źle może nie będzie, ale kto je tam wiedział? Stuknęła swoje szkło o to dziennikarki i upiła kilka łyków Aperola. Był… p y s z n y. Niedobrze. Zdecydowanie łatwiej było się nie upić, kiedy alkohol smakował obrzydliwie. Może dlatego nigdy nie upiła się czystą. Bo po prostu jej nienawidziła i już po jednym kieliszku miała dość.
Dobra, to ty już myśl nad swoim drinkiem, który nam weźmiesz, a ja idę nas zapisać — oznajmiła, odsuwając segregator na bok. W końcu już nie będzie im potrzebny. Wstała z miejsca, ale żeby wyjść do przejścia, musiała przecisnąć się między nogami Kiry, co okazało się wcale nie takie proste, a zamiast po prostu odsunąć lekko ławkę, Daisy władowała się między jej uda i jeszcze zachwiała tak, że o mały włos nie skończyła na jej kolanach. — Wybacz — spłoszyła się delikatnie i czym prędzej uciekła do DJki, żeby wpisać je na listę. Oczywiście facet nie miał tam wielkiego systemu — po prostu biała kartka i długopis. Nieskreślonych imion, które czekały na swoją kolejkę było jakieś z dziesięć, czyli nie było najgorzej. Whitmore wpisała pierwsze siebie z utworem Katy Parry, a zaraz potem dopisała Kirę z drugą wylosowaną piosenką. Oddała facetowi papierologie i posłała mu uśmiech. Chociaż wracając do stolika, miała jakieś dziwne przekonanie, że coś pokręciła.

I think I messed up

fast laps and mixed signals

: sob cze 20, 2026 12:03 am
autor: kira finch
Ten, kto przychodził do baru karaoke i nie śpiewał był skończonym frajerem. Tak uważała Finch i zdania nie zmieni. To posiedzenia i pogadania było setki innych miejsc, w których można było się napić. To nie był festiwal biesiadnej piosenki ani żaden konkurs artystycznym, żeby popisywać się umiejętnościami. A nie wejdzie na scenę taka, co wygląda jak Adele i w dodatku śpiewa tak, jakby ją żeżarła.
Patrzyła, jak Daisy unosi palec i już chciała rzucić, żeby sobie nim pogrzebała wiadomo gdzie, ale wtedy menadżerka ją dźgnęła. Finch posłała jej rozbawione spojrzenie i uniosła obie ręce w obronnym geście.
No przepraszam, że tak fantastycznie spędza się ze mną czas, że spychasz swój perfekcjonizm na dalszy plan — powiedziała w taki sposób, jakby naprawdę było jej przykro. W rzeczywistości wcale niczego nie żałowała. Zdawała sobie sprawę ze swojej zajebistości. Ludzie zawsze lubili spędzać czas w swoim towarzystwie. Była zabawna, niegłupia i miała całkiem sporo do powiedzenia na różne tematy. Nie zamykała się tylko w swoim świecie motoryzacji, jak niektórzy z góry zakładali. Pochlebiało ją to, że Whitmore to zauważała i naprawdę sprawiała wrażenie, jakby dobrze się bawiła, kiedy były razem. Razem, w sensie obok siebie. Nie, że razem-razem!
Chappell chyba nie ma piosenki, która nie wpadałaby w ucho — stwierdziła, zresztą zgodnie z prawdą. Miała do niej ambiwalentne uczucia po tych akcjach, które odwalała przy fanach, ale przecież nie była jej koleżanką i chodziło wyłącznie o muzykę. Ale akurat losowanie trafiło im się całkiem udane! I takie totalnie nieheteronormatywne! Whitmore naprawdę nie miała chyba pojęcia, dlaczego Finch tak uśmiechała się pod nosem.
Upiła kilka łyków drinka, a na kolejne słowa menadżerki, zerknęła wymownie w kierunku drzwi, gdzie cały czas ktoś wchodził albo wychodził na papierosa.
Tak często planujesz bywać Brantford? — zażartowała, bo nawet jeśli ich zdjęcia miałyby wisieć na ścianie oznajmiając wszem i wobec, że tych pań tutaj nie obsługujemy, nie powinno sprawić im to większej różnicy, bo nawet tutaj nie mieszkały. A gdyby przyszło im zjawić się w tym mieście w przyszłym roku, zawsze mogły wybrać inny lokal.
Ale ja mam już swojego drinka, nie musisz mnie tak poganiać — odparła natychmiast. — Pamiętaj, że sama sobie narzucasz takie tempo — ostrzegła ją lojalnie, jeszcze przed tym, jak Daisy zachwiała się i prawie wylądowała na jej kolanach. Kira automatycznie wyciągnęła ręce, żeby ją przetrzymać, jednak zanim zdążyła cokolwiek zrobić, ta szybciutko czmychnęła do w stronę konsolety.
Patrzyła na nią, popijając apperola, a jej spojrzenie mimowolnie powędrowało do tyłka Whitmore. Dobrze, że ta nie mogła tego zobaczyć, bo stała odwrócona, więc Finch nie musiała się przejmować, że zostanie przyłapana na gorącym uczynku.
I co? Kiedy nasza kolej? — zapytała, kiedy tylko Daisy wróciła na miejsce. — Pewnie za jakieś trzydzieści innych piosenek — wywnioskowała, kalkulując w głowie tych wszystkich chętnych do zapisów. No to sobie trochę poczekają. — Zgadnij, jaki jest mój ulubiony drink — uśmiechnęła się zawadiacko i znów wzięła łyk tego, którego zafundowała im Whotmore. — Jak trafisz, to postawię jeszcze jednego — dodała na zachętę, żeby gra była warta świeczki.

it's fine, it's cool

fast laps and mixed signals

: ndz cze 21, 2026 11:37 am
autor: Daisy Whitmore
Daisy nie była jakąś wielką fanką Chappell Roan, że wiedzieć, czy miała więcej piosenek, które wpadały bądź nie wpadały w ucho. Na dobrą sprawę znała tylko dwie. Jedną, którą wpisała na kartkę ze zgłoszeniem do karaoke, a drugą było Pink Pony Club. I to by było na tyle. Wierzyła jednak Kirze na słowo, że wszystkie były świetne.
Nie planuje być w Brandford często — zaśmiała się na pytanie Finch. — Ale byłoby smutno, gdyby wywalili nas zanim zdążymy zaśpiewać i kompletnie porwać całą publikę — zauważyła. Był to akurat argument, z którym Kira nie mogła dyskutować. Jedną sprawą byłoby zostać wyrzuconym z klubu, co w sumie już samo w sobie było wstydem, ale jeszcze większym żalem byłaby niewiedza, jak by im poszło na scenie. A trzeba przyznać, że Daisy była wyjątkowo ciekawa występu blondynki. Tak ciekawa, że nawet zapomniała o tym, że ledwo co dostały swoje drinki, a ona już wygadywała o kolejnych.
Nie poganiam, spokojnie — machnęła ręką i sięgnęła po swojego, akurat kiedy na scenę wchodziła jakaś kompletnie już spruta ruda kobieta w wysokich kowbojskich butach, oczywiście śpiewając nic innego jak Livin’ on a Prayer. — A twój ulubiony drink… hm czekaj, muszę się zastanowić — Daisy odsunęła się nieco bardziej wgłąb ławki i przyjrzała Kirze. Oczywiście w głowie już wertowała wszystkie najbardziej popularne drinki, jakie znała, bo przecież chyba nie będą się rozwodzić po jakiś niszowych nazwach, które były inne w zależności od lokalu. — No to myśle tak: coś szalonego, kolorowego, może Tequila Sunrise? — spytała w końcu, przyglądając się jej uważnie. — Albo nie — wyprostowała się nagle i złapała Kirę za przedramię. — Sex on the Beach — zmieniła swoją ostateczną dezycję. Wódka, która kopie, likier brzoskwiniowy i sok z żurawiny, który dodawał kwasowości wydawało się dobrym połączeniem dla Finch, ale kto wie? Może była dziewczyną, którą bardziej bujało jakieś Mojito albo Cosmopolitan. Chociaż to ostatnie bardziej pasowało do sztywnych bogaczek, z którymi czasami przychodziło Daisy siedzieć na kolacjach wraz z Rowanem. Zamyśliła się, gdy Kira spytała o kolejkę do karaoke.
— A wiesz, nie było aż tak źle — oznajmiła luźno, rozsiadając się wygodnie i spoglądając na scene, gdzie ruda lala już śpiewała na kolanach. Nie była najgorsza, miała nawet dobry głos do tej piosenki. — Jakieś dziewięć, osiem osób przed nami — co za grosz nie było złym wynikiem. Daisy jako częsty bywacz takich miejsc, zdecydowanie przeżyła gorsze. A nawet takie, gdzie się zapisała i finalnie wcale nie wystąpiła. Tutaj szło to nawet sprawnie. Upiła łyka swojego aperolka i znowu spojrzała na Kirę. Kilka rzeczy kręciło się w jej głowie, ale nie była pewna, czy w ogóle był sens o to zagadywać. Z drugiej strony… kiedy jak nie teraz?
I co, skorzystasz z oferty Harriet? — zaśmiała się, nachylając w jej kierunku. — No wiesz tej hotelowej? — nie, żeby ją to obchodziło, ale tak po prostu chciała wiedzieć. Dobra, może trochę obchodziło? Po koleżeńsku? W każdym razie nim Kira zdążyła odpowiedzieć, Daisy złapała za telefon i jeszcze na szybko wysłała Blance i Marco wiadomość, w którym barze się znajdowały, bo przecież powinni być lada moment!

:kira: :april: (harriet) :kira: :dedek: :kira:

fast laps and mixed signals

: ndz cze 21, 2026 3:40 pm
autor: kira finch
Chyba nie śpiewała aż tak fatalnie, żeby wywalać ją z baru na zbity pysk. Nie planowała też wszczynać żadnych awantur, więc naprawdę musieliby znaleźć jakiś dobry powód, żeby następnym razem zabronić jej wpaść tutaj na drinka. Ale Kira, zupełnie jak Daisy, nie wybierała się do Brandford. Na pewno nie w najbliższym czasie. Obie więc nie musiały przejmować się ani reputacją, ani brakiem miejsca w stajence.
Przeniosła spojrzenie na Rudą, która właśnie wgramoliła się na scenę. Dobrze, że ktoś podał jej rękę i przytrzymał, inaczej wywinęłaby orła na schodach. Kiedy z głośników poleciały pierwsze nuty utworu Bon Joviego i w końcu trzeba było zacząć śpiewać, kobieta nie dość, że spóźniła się z tekstem, to zawyła do mikrofonu tak żałośnie, że ten aż zapiszczał. Finch skrzywiła się ostentacyjnie.
Jeśli jej stąd nie wyrzucą, to my też możemy czuć się bezpiecznie — skomentowała nieco złośliwie. Czy ona miała przypadkiem nie oceniać występów innych, bo każdy śpiewać może, trochę lepiej lub trochę gorzej? No trudno. Nie będzie przecież udawać, że była głucha.
Wróciła spojrzeniem do Whotmore, która właśnie głowiła się nad jej ulubionym drinkiem. Pokiwała z aprobatą głową, kiedy wkroczyła na właściwy tor.
Dobrze kombinujesz — pochwaliła ją z uśmiechem. — Bardzo lubię Sex od the Beach. Tequila Sunrise smakuje podobnie. Ale moim ulubionym drinkiem jest Blue Lagoon — oznajmiła, co wcale nie było niczym wymyślnym. W skład trunku wchodziła wódka, cytryna i blue curacao, czyli słodki likier pomarańczowy o charakterystycznej, niebieskiej barwie. Całość uzupełniało się sprite'em i ot, cała filozofia. — Próbowałaś kiedyś? Będzie pasował ci do oczu — stwierdziła, bo nie od dziś wiadomo, że Daisy do twarzy było w niebieskim. Nie bez powodu wybrała Audi A5 właśnie w kolorze baby blue.
Dziewięć osób przed nimi plus jakieś przerwy taneczne oznaczało spożycie jakichś dwóch, a nawet trzech drinków. To za mało, żeby się zataczać, ale wystarczająco, żeby rozluźnić się na scenie. Już miała podzielić się swoimi kalkulacjami, jednak menadżerka wspomniała o Gourin, co nieco zbiło Kirę z pantałyku. Uniosła wysoko brwi i spojrzała na nią znad swojego drinka.
Nie wiem — odparła zgodnie z prawdą. — Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Może? Noc jest jeszcze młoda — wzruszyła lekko ramionami. Wszystko zależało od tego, jak dalej potoczy się ten wieczór. Niewykluczone, że Finch po którymś drinki stwierdzi, że jest napalona i w sumie to chętnie przeleciałaby Harriet. Nie było to nic zobowiązującego, a jedynie dobra zabawa. — Bianka i Marco w planują w ogóle do nas dołączyć? — wskazała podbródkiem na telefon, który znalazł się w dłoni Whitmore. Nie żeby gapiła się i sprawdzała z kim pisze, ale siedziały obok siebie, więc trudno było tego nie zauważyć. — Nie zmienili planów i nie postanowili iść gdzie indziej? Albo zostać w hotelu? — zapytała, bo z tym różnie bywa. Najważniejsze, żeby dali znać, bo w lokalu robiło się coraz tłoczniej, a po drugiej stronie stołu znajdowały się krzesła, które na pewno ktoś w końcu zapragnie pożyczyć. Już wcześniej Ruda ze sceny zerkała wymownie w ich kierunku, ale chyba wraz z kolejnym szotem wyleciało jej to z głowy.

let's have another drink tonight

fast laps and mixed signals

: ndz cze 21, 2026 5:31 pm
autor: Daisy Whitmore
Blue Lagoon? — uniosła w górę jedną brew, gdy Kira podzieliła się z nią swoim ulubionym drinkiem. Na moment przekręciła w bok głowie i przyglądała się jej uważnie, jakby tym gestem chciała ocenić, czy pasował do niej niebieski trunek. Zaraz jednak okazało się, że nie tyle pasował do Finch co do oczy Daisy. — A wiesz, że chyba nie próbowałam — pokręciła głową odpowiadając na pytanie. — A myślisz, że będzie mi bardziej smakować, jak będzie pod kolor oczu? — w sumie ciekawa teoria. Nigdy wcześniej nie myślała o tym w podobnych kategoriach. Chociaż z drugiej strony o aucie też nie, a tu proszę! Skończyła z Audi w kolorze własnych oczu i podobno było jej w nim całkiem do twarzy. — Ale to czekaj — znowu nachyliła się w kierunku Finch. — Jak robimy pod oczy to… do ciebie Gin z Tonikiem — oznajmiła nagle, pstrykając palcami. Ale wymyśliła, ho ho. Był to jedyny drink jaki przyszedł jej go głowy, który miał szary kolor. Bo może i dobra, teoretycznie można by podpiąć pod to wszystkie przeźroczyste alkohole, ale wtedy nie był to drink. Oczy Kiry miały wiele kolorów, jednak to co sprawiało, że były takie wyjątkowe to zdecydowanie szary odcień. Niby czasami wpadał w lekko niebieskawy, ale tak naprawdę najwięcej miała w sobie grafitu.
Daisy sama nie wiedziała, po co właściwie spytała o Harriet i to, czy Finch planowała jeszcze tego wieczoru zapukać do jej drzwi. Liczyła na to, że powie, że nie? Może trochę, bo kiedy tylko blondynka powiedziała, że jeszcze się okaże, Whitmore gdzieś tam głęboko głęboko w środku odczuła niewielki żal. Oczywiście kompletnie zignorowała to uczucie i po prostu ruszyła dalej z tematem, nic po sobie nie pokazując.
Często masz takie jednorazowe przygody? — spytała nagle, upijając kilka łyków aperola. Akurat w ich znajomości, często zadawały sobie bezpośrednie pytania, dlatego nawet nie pomyślała, że Kira mogłaby nie chcieć na to odpowiedzieć. — No wiesz, że poznajesz jakąś laskę, ledwo dowiesz się jak ma na imię i bajlando? — doprecyzowała, autentycznie zainteresowana. Whitmore jako osoba związana od szkoły i już na zawsze zawsze ciekawiło, jak to wyglądało w przypadku ludzi, którzy nie mieli żądnych zobowiązań i woleli przygody nad stabilizacją. — No bo skąd wiedzieć, że to nie jakaś psycholka, która nad ranem poderżnie ci gardło? — zaśmiała się, bo oczywiście to był żart, ale gdzieś tam w tym śmieszku było trochę prawdy. Mało się teraz słyszało o tych wszystkich randkach z Tindera, które poszły nie tak, jak powinny? Jak wiele ludzi stawało się ofiarami nie tylko oszustwa ale też przemocy? I może z dziewczynami było trochę inaczej, ale zawsze była szansa, że trafi się jakaś wariatka!
Spuściła spojrzenie na telefon, gdy Kira spytała, czy Bianka i Marco planują w ogóle do nich dołączyć, czy jednak zostają w hotelu.
Właściwie to już są w drodze — oznajmiła i przekręciła telefon, żeby pokazać blondynce wiadomość od koleżanki z redakcji. Oczywiście los też chciał, żeby akurat na górze, gdy Kira patrzyła na komórkę pokazał się też SMS od Rowana, w którym jasno i dość… dobitnie wyraża swoje niezadowolenie faktem, że Whitmore znowu poszła imprezować. Daisy jak tylko to zobaczyła, niby spróbowała od razu przekręcić telefon, zawstydzona za własnego męża, ale i tak wiedziała, że Kira to przeczytała. Zablokowała szybko komórkę i westchnęła. — Powinni być lada moment — spróbowała pociągnąć jeszcze temat, żeby przypadkiem nie zszedł on na Rowana i znowu sięgnęła po szklankę z alkoholem, która powoli robiła się coraz bardziej pusta. Ruda akurat skończyła śpiewać swoją piosenkę i zeskoczyła ze sceny w akompaniamencie pojedynczych oklasków. Niby wszystko okej, normalna sprawa, tylko zaraz Whitmore miała dziwne wrażenie, że kobieta spojrzała w ich kierunku i też się w nim skierowała.
Czy ona… — nawet nie zdążyła dokończyć, bo Ruda już odrzuciła DJowi mikrofon, zarzuciła długimi włosami i faktycznie zaraz znalazła się przy ich stoliku, siadając sobie jak gdyby nigdy nic naprzeciwko.
Ale macie energie!!! — rzuciła od razu z grubej rury, waląc dłońmi o stół i nachylając się w ich kierunku. — Normalnie prawdziwa synchronizacja kosmiczna! Aż musiałam się do was dosiąść. Ahh i gdzie moje maniery, Marigold jestem — nawijała jak najęta, nawet nie dając im dojść do słowa, a zaraz wyciągnęła rękę w stronę Kiry.

what the fuck is happening

fast laps and mixed signals

: ndz cze 21, 2026 9:46 pm
autor: kira finch
Będzie ci smakował, jeśli lubisz słodko-kwaśne drinki — przytaknęła skinieniem głowy, bo z tym kolorem to już swoją drogą. Właściwie wymyśliła to na poczekaniu, taka z niej bajerantka. — I tutaj pojawia się problem, bo nie przepadam za ginem. Ale kolorystycznie to całkiem niezły strzał — stwierdziła, chociaż ciężko nazwać coś, co było przezroczyste szarym kolorem. — Jest taki drink Earl Grey MarTEAni, który po wstrząśnięciu otrzymuje taki zamglony, szary odcień. Laska, z którą kiedyś kręciłam pracowała w klubie na barze — wyjaśniła, wspominając w myślach Lyric. Swoją drogą, ciekawe co u niej? Może powinna się do niej odezwać? Bywały momenty, kiedy miały ze sobą sporo frajdy.
Kolor oczu Finch zależał od światła. Niektórzy mówili, że w słońcu jej tęczówki są trochę zielone, co by się nawet zgadzało, bo jej starsza siostra i matka też miały takie oczy. Z kolei ojciec miał dokładnie takie samo spojrzenie, co Kira. A właściwie Kira takie samo, jak on. Genu nie wydłubiesz.
Zazwyczaj to są jednorazowe przygody — wzruszyła lekko ramionami. Wyjaśniała już kiedyś Daisy, jak to działało. Nie lubiła pakować się w związki, a zobowiązania nie były dla niej. Przygodny seks wiele w tym ułatwiał. — Najczęściej zmywam się nad ranem i tyle mnie widziano. Raczej nie wpisujemy do siebie stęsknionych widomości. Chyba że było miło i obie stwierdzamy, że fajnie byłoby to powtórzyć — opisała pokrótce swoje stanowisko w tej sprawie. A potem zaśmiała się głośno na wzmiankę o psychopatce. — I to jest właśnie jeden z powodów, dla którego nie zostaję na noc. A tak serio, to nie. Nie boję się, że jakaś panna zada mi kilkadziesiąt ciosów nożem, a potem rozczłonkuje moje zwłoki i wyniesie je na śmietnik w walizce. Poza tym, skąd pewność, że to nie ja jestem taką świruską, hm? — pociągnęła kilka łyków Apperola i poruszyła wymownie brwiami. No właśnie, nikt nie miał mieć takiej pewności. Ale może nie powinna tak mówić, skoro dzieliła z Daisy nie tylko pokój, ale i łóżko?
Nie umknęła jej wiadomość od Rowana, bo powiadomienie wisiało na górze ekranu, dopóki menadżerka nie przesunęła go palcem. Finch prychnęła pogardliwie pod nosem, nie mając pojęcia, czemu ten gość takie się o wszystko spierdalał.
Może następnym razem po prostu napiszesz mu, że idziesz spać? — zasugerowała, choć zdawała sobie sprawę, że nie wypadało tak ingerować w cudze relacje. Odnosiła jednak wrażenie, że Daisy za bardzo dawała sobie wchodzić na głowę. Wyszła gdzieś kilkakrotnie bez niego i już kręcił aferę? Dziwny typ. Oby Daisy nie przejmowała się za bardzo jego fochami. Może przybycie Blanki i Marco skutecznie odciągną jej uwagę od pretensjonalnych SMS-ów?
Gdy występ dobiegł końca, z grzeczności zaklaskała kilkakrotnie w dłonie i znów przyssała się do drinka. Już chciała coś dodać w kwestii Rowana, ale wtedy do ich stolika dopadła najebana, rudowłosa kobieta. Finch omiotła ją zaskoczony wzrokiem i przeniosła rozbawione spojrzenie na Whitmore.
Kira — odparła, ściskając dłoń Marigold. — Synchronizacja kosmiczna? Co to właściwie znaczy? — dopytała ze szczerym zaciekawieniem. Nie mogła wyjść z podziwu, że ludzie bez skrępowania potrafili tak się do kogoś dosiąść. W sumie Kira też tak robiła, ale zupełnie w innym celu. No i najpierw musiała zrobić małe podchody, czy to się w ogóle opłaca. Bo ja miała opuszczać lokal bez miłego towarzystwa, to co jej po takim podrywie.
No jak to co? — Marigold uderzyła otwartymi dłońmi o blat. — Że wasze energie są ze sobą kompatybilne. No wiecie, przeznaczenie zapisane w gwiazdach i te sprawy. Jakie macie znaki zodiaku?
Naprawdę wierzysz w takie bzdury? — tym razem popatrzyła na Rudą z politowaniem, ale ta nie wyglądała na taką, która łatwo odpuszcza, więc Finch westchnęła ze zrezygnowaniem. — Jestem Rakiem — powiedziała w końcu, a Marigold popatrzyła wyczekująco na Daisy.

last night i lost my mind and i looked up your zodiac sign