Italian dream
: ndz lip 19, 2026 9:54 am
Niewiele historii o biologicznym ojcu Dantego dane jej było przez te wszystkie lata usłyszeć. Niewiele też o nim wiedziała, a właściwie tylko tyle, że miał na imię Julian i zajmował się muzyką. No i jeśli ją pamięć nie myliła to chyba właśnie przy nim chłopak pierwszy raz napił się piwa, niekoniecznie w odpowiednim do tego wieku. Dlatego słysząc, że to on wymyślił mu imię, uśmiechnęła się pod nosem, zaczynając się zastanawiać czy jego matka przyjęła to ze spokojem, czy raczej znalazła kolejny powód, żeby się z nim pokłócić. Była w końcu jakaś taka niepisana zasada, że to ojcowie rejestrowali dziecko w urzędzie, podczas kiedy matka odpoczywała po porodzie. No i zdarzały się historie, że faceci podczas wypełniania odpowiedniego dokumentu przy okienku, odrobinę dali się ponieść fantazji, mając finalnie — łagodnie mówiąc — przechlapane u swoich partnerek.
Gdy wspomniał więc o chęci odkupienia od Russo słynnego dramatu, stwierdziła, że nie było chyba potrzeby zmniejszania ich całkiem ładnego zbioru książek, bo przecież jak już dotrą do jakiegokolwiek — w końcu nie mogła już mieć pewności, że uda im się dotrzeć do Mediolanu — miasta to z pewnością znajdą ten tytuł w jakiejkolwiek księgarni. A może nawet będą mieli szczęście trafić do antykwariatu i tam wygrzebać jakiejś starsze, a więc robiące jeszcze większe wraże, wydanie.
Może to było tylko jakiejś głupie dożynkowe święto, ale chciała się trochę wystroić. Chyba dla własnego dobrego samopoczucia — delikatnych makijaż oczu, ale za to mocne usta, do tego włosy splecione na wzór bajkowej Elsy, bo Sofia nalegała, aby właśnie tak się uczesała. Nawet pożyczyła jej swoją czerwoną gumkę z podobizną tej słynnej, disneyowej królowej!
No i może właśnie dlatego zrobiła taką furorę przy dziewczynkach? Podczas kiedy ich matki piły wino, plotkowały i zajadały się przeróżnymi przekąskami z pomidora, ona plotła warkocze, robiła kucyki i inne koczki, biorąc za zapłatę rozpromienione uśmiechy i pełne ekscytacji piski. I tyle jej naprawdę wystarczyło.
Ze swojego miejsca pod drzewem dobrze widziała Dantego. Nie miała aż tyle wolnego czasu, aby patrzeć i liczyć, ile podobnych kubeczków z bimbrem zdołał wypić, ale chyba też ją to nie interesowało, a przynajmniej już. W końcu ustalili wcześniej, że był dorosły i mógł sobie robić co chciał i z kim chciał. Można by jednak zauważyć, że na jego nieszczęście, Włosi mieli manierę dosyć głośnego gadania, tak jakby dźwięk gitary akustycznej oddalonej od nich o dobre pięćdziesiąt metrów stanowił dla nich ogromną konkurencję i musieli ją przekrzyczeć. Także słyszała wszystko. Dosłownie wszystko, a zwłaszcza tą pieprzoną Beatrice.
I tego było już za wiele. Niby głupie stwierdzenie, zwykłe nawiązanie do włoskiej kultury, a przede wszystkim literatury, ale Else dotknęło na tyle mocno, że oddech znacznie przyspieszył, a dłonie, które przez ostatnie godziny zajmowały się dziecięcymi włosami, zaczęły lekko drżeć.
Tego było już chyba po prostu za dużo. Pogłaskała małą dziewczynkę, której fryzurkę właśnie skończyła, po głowie, po czym wstała i po prostu zaczęła iść. Gdziekolwiek. Przed siebie. Byle jak najdalej. Z rozbieganymi po wszystkich możliwych stronach myślami nie rejestrowała nawet, w którą stronę, kiedy skręciła. Jeśli Dante ją zdążył zauważyć i nawoływać, nie reagowała. W głowie słyszała tylko to pieprzone imię. Pieprzone imię pieprzonej modelki, z którą Dante spędził cały wieczór i noc, nie myśląc o żadnych konsekwencjach. Bo najważniejsze było się nachlać i naćpać.
Pieprzona Beatrice.
Jeszcze ją poznał we Florencji!
Dotarła do maleńkiego stawu czy tam jeziora i usiadła na samym końcu tego niepewnego konstrukcyjnie pomostu, mocząc w tafli wody swoje stopy, z których chwilę wcześniej ściągnęła sandały.
Musiała się uspokoić, ale jak miała to zrobić, kiedy wszystko szło nie tak, kiedy ktoś nazywał ją innym imieniem, a on nawet nie potrafił wykrztusić z siebie tego poprawnego? Nagle zapomniał jak w żartobliwy sposób można było zmienić ton rozmowy? Tak jakby wyleciało mu z głowy jej imię, a w jego miejsce wskoczyło to należące do innej kobiet, a jedyne co ten jego przechlany mózg pamiętał to tyle, że ona na pewno nie była nią.
Od wczoraj nie potrafiła poradzić sobie z absolutnie niczym. Nie wiedziała nawet, czy nadal miała pracę. To chyba właśnie bolało ją najbardziej, kiedy przestawała myśleć o wszystkim innym. Ta okropna, paraliżująca niepewność. Czy po tym wszystkim, co się wydarzyło, wciąż mogła z bezczelną chęcią jechać do Mediolanu? Czy ktoś jeszcze na nią czekał? Czy jej miejsce nadal tam było? Czy może Dolore juz dawno znalazł nową fryzjerkę, a ona nawet nie miała odwagi zapytać czy sprawdzić maila?
Zresztą jak mogła mówić o jakiejkolwiek podróży do Mediolanu skoro nawet nie potrafiła tam dojechać bez problemów? Bo to co mogło pójść źle to oczywiście, że poszło! Elsa, królowa zamieszania potrafiła spieprzyć wszystko! Nawet adresu nie umiała dobrze wpisać w nawigację! Więc może to i lepiej, że samochód się popsuł? Zrobił jej tak naprawdę przysługę, żeby się nie pogrążała jeszcze bardziej. Bo dlaczego cokolwiek miałoby pójść po jej myśli? Po co?
Elsa zacisnęła mocniej usta, ukrywając buzię w dłoniach, które zaczynały drżeć coraz bardziej.
Wszystko, czego dotknęła, zamieniało się ostatnio w jeden wielki bałagan. Praca — niepewna. Podróż — skopana. Samochód — zepsuty. Dante — pijany, naćpany i najwyraźniej zbyt zajęty wspominaniem swojej ulubionej modelki.
A ona?
Ona nie potrafiła nawet przejść przez to wszystko z podniesioną głową tylko uciekła i naprawdę miała ochotę zniknąć.
Dante Levasseur
Gdy wspomniał więc o chęci odkupienia od Russo słynnego dramatu, stwierdziła, że nie było chyba potrzeby zmniejszania ich całkiem ładnego zbioru książek, bo przecież jak już dotrą do jakiegokolwiek — w końcu nie mogła już mieć pewności, że uda im się dotrzeć do Mediolanu — miasta to z pewnością znajdą ten tytuł w jakiejkolwiek księgarni. A może nawet będą mieli szczęście trafić do antykwariatu i tam wygrzebać jakiejś starsze, a więc robiące jeszcze większe wraże, wydanie.
Może to było tylko jakiejś głupie dożynkowe święto, ale chciała się trochę wystroić. Chyba dla własnego dobrego samopoczucia — delikatnych makijaż oczu, ale za to mocne usta, do tego włosy splecione na wzór bajkowej Elsy, bo Sofia nalegała, aby właśnie tak się uczesała. Nawet pożyczyła jej swoją czerwoną gumkę z podobizną tej słynnej, disneyowej królowej!
No i może właśnie dlatego zrobiła taką furorę przy dziewczynkach? Podczas kiedy ich matki piły wino, plotkowały i zajadały się przeróżnymi przekąskami z pomidora, ona plotła warkocze, robiła kucyki i inne koczki, biorąc za zapłatę rozpromienione uśmiechy i pełne ekscytacji piski. I tyle jej naprawdę wystarczyło.
Ze swojego miejsca pod drzewem dobrze widziała Dantego. Nie miała aż tyle wolnego czasu, aby patrzeć i liczyć, ile podobnych kubeczków z bimbrem zdołał wypić, ale chyba też ją to nie interesowało, a przynajmniej już. W końcu ustalili wcześniej, że był dorosły i mógł sobie robić co chciał i z kim chciał. Można by jednak zauważyć, że na jego nieszczęście, Włosi mieli manierę dosyć głośnego gadania, tak jakby dźwięk gitary akustycznej oddalonej od nich o dobre pięćdziesiąt metrów stanowił dla nich ogromną konkurencję i musieli ją przekrzyczeć. Także słyszała wszystko. Dosłownie wszystko, a zwłaszcza tą pieprzoną Beatrice.
I tego było już za wiele. Niby głupie stwierdzenie, zwykłe nawiązanie do włoskiej kultury, a przede wszystkim literatury, ale Else dotknęło na tyle mocno, że oddech znacznie przyspieszył, a dłonie, które przez ostatnie godziny zajmowały się dziecięcymi włosami, zaczęły lekko drżeć.
Tego było już chyba po prostu za dużo. Pogłaskała małą dziewczynkę, której fryzurkę właśnie skończyła, po głowie, po czym wstała i po prostu zaczęła iść. Gdziekolwiek. Przed siebie. Byle jak najdalej. Z rozbieganymi po wszystkich możliwych stronach myślami nie rejestrowała nawet, w którą stronę, kiedy skręciła. Jeśli Dante ją zdążył zauważyć i nawoływać, nie reagowała. W głowie słyszała tylko to pieprzone imię. Pieprzone imię pieprzonej modelki, z którą Dante spędził cały wieczór i noc, nie myśląc o żadnych konsekwencjach. Bo najważniejsze było się nachlać i naćpać.
Pieprzona Beatrice.
Jeszcze ją poznał we Florencji!
Dotarła do maleńkiego stawu czy tam jeziora i usiadła na samym końcu tego niepewnego konstrukcyjnie pomostu, mocząc w tafli wody swoje stopy, z których chwilę wcześniej ściągnęła sandały.
Musiała się uspokoić, ale jak miała to zrobić, kiedy wszystko szło nie tak, kiedy ktoś nazywał ją innym imieniem, a on nawet nie potrafił wykrztusić z siebie tego poprawnego? Nagle zapomniał jak w żartobliwy sposób można było zmienić ton rozmowy? Tak jakby wyleciało mu z głowy jej imię, a w jego miejsce wskoczyło to należące do innej kobiet, a jedyne co ten jego przechlany mózg pamiętał to tyle, że ona na pewno nie była nią.
Od wczoraj nie potrafiła poradzić sobie z absolutnie niczym. Nie wiedziała nawet, czy nadal miała pracę. To chyba właśnie bolało ją najbardziej, kiedy przestawała myśleć o wszystkim innym. Ta okropna, paraliżująca niepewność. Czy po tym wszystkim, co się wydarzyło, wciąż mogła z bezczelną chęcią jechać do Mediolanu? Czy ktoś jeszcze na nią czekał? Czy jej miejsce nadal tam było? Czy może Dolore juz dawno znalazł nową fryzjerkę, a ona nawet nie miała odwagi zapytać czy sprawdzić maila?
Zresztą jak mogła mówić o jakiejkolwiek podróży do Mediolanu skoro nawet nie potrafiła tam dojechać bez problemów? Bo to co mogło pójść źle to oczywiście, że poszło! Elsa, królowa zamieszania potrafiła spieprzyć wszystko! Nawet adresu nie umiała dobrze wpisać w nawigację! Więc może to i lepiej, że samochód się popsuł? Zrobił jej tak naprawdę przysługę, żeby się nie pogrążała jeszcze bardziej. Bo dlaczego cokolwiek miałoby pójść po jej myśli? Po co?
Elsa zacisnęła mocniej usta, ukrywając buzię w dłoniach, które zaczynały drżeć coraz bardziej.
Wszystko, czego dotknęła, zamieniało się ostatnio w jeden wielki bałagan. Praca — niepewna. Podróż — skopana. Samochód — zepsuty. Dante — pijany, naćpany i najwyraźniej zbyt zajęty wspominaniem swojej ulubionej modelki.
A ona?
Ona nie potrafiła nawet przejść przez to wszystko z podniesioną głową tylko uciekła i naprawdę miała ochotę zniknąć.
Dante Levasseur