down in the darkness i've made my home
: wt lip 07, 2026 2:15 pm
Stwierdzenie, które padło z jej ust nie powinno być wypowiedziane tym tonem.
Powinno nieść ze sobą jakiś ciężar, złości, zawodu, smutku, czegokolwiek innego niż ten spokój, z jakim właśnie mówiła mu, że cały ich związek oparty był na kłamstwach. Jakby w miejsce emocji, które powinny znajdować się w jej głosie, w jego głowie natychmiast pojawił się sprzeciw - a później każda z nich, od żalu, przez złość, aż po jakiegoś rodzaju ponurą akceptację.
Czy nie dlatego sprzeciwiał się temu, by w ogóle się do niego zbliżała?
Czy nie dlatego trzymał ją na dystans wtedy, gdy jego ciało zdradliwie lgnęło w jej kierunku?
Miał tyle słów, którymi mógłby się wybielić, podjąć próbę zmycia choć części wypowiadanych przez nią plam, ale wiedział, że nie miały one znaczenia. Nie liczyło się to, że z początku walczył, nie chcąc jej okłamywać lecz nie mogąc oferować jej prawdy. Liczyło się wyłącznie to, że tę walkę przegrał i gdy wpuścił ją do swojego życia, nie odsłonił wszystkich trzymanych przez siebie kart.
Do samego końca licząc na to, że nie będzie musiał tego robić.
- Nie wszystkie te rzeczy były kłamstwem - zaprotestował, mimo wszystko, gdy wśród wymienianych przez nią z tym cholernym spokojem rzeczy były te, które w jego sercu zaklasyfikowały się jako najczystsza prawda. C h c i a ł ich wspólnego życia, chciał domu na przedmieściach, chciał być z nią na zawsze.
Ale gdy skończyły mu się karty, nie dostrzegł świata, w którym te rzeczy mogłyby się spełnić. Wręcz przeciwnie, widział wersję rzeczywistości, w której Margo wykrwawia się w jego oczach w najgorszym wypadku, w najlepszym - ląduje razem z nim za kratkami za współudział. Nie zdecydował się jej porzucić dlatego, że jego zapewnienia były kłamstwem.
Zrobił to, by mknąc w stronę piekła nie zabrać jej ze sobą.
- Wiesz, że nie były - mruknął wyłącznie, tak, jak ona nie miała teraz siły na rozgrzebywanie tego tak on nie chciał marnować ich czasu usiłując w jakikolwiek sposób się wybielić.
Ostatecznie, miała przecież rację. Niuans nie zmieniał tego, że tkwili teraz w tym miejscu ponieważ zaprowadził ich do tego łańcuch jego skomplikowanych kłamstw.
- Nie mamy żadnego dowodu, Margo - odpowiedział cicho, znów stając przed trudnym wyborem niewytrącania jej z równowagi a kłamstwa, po które mógł sięgnąć, zostawiając ten problem na później - jakby miało nadejść jakieś później. - W chwili, w której postawimy zarzuty Collinsowi, on wsypie i ciebie, i mnie za to, że w ogóle tam byliśmy. Nie ma możliwości, żebyśmy zamknęli ich w świetle prawa i sami pozostali na wolności - westchnął, unosząc wzrok znad ich złączonych dłoni na zmęczoną twarz leżącej obok kobiety. - A to doprowadzi nas do tego samego punktu, w którym byliśmy wczoraj. Tego chciałem uniknąć. W moich aktach nie ma ani jednej wzmianki o tym, żebyś wiedziała o tym wszystkim.
I właśnie dlatego teraz stały się nieaktualne, wiążąc Margo z przestępstwami Ventresci w sposób, którego teraz trudno będzie im uniknąć.
margo mercer
Powinno nieść ze sobą jakiś ciężar, złości, zawodu, smutku, czegokolwiek innego niż ten spokój, z jakim właśnie mówiła mu, że cały ich związek oparty był na kłamstwach. Jakby w miejsce emocji, które powinny znajdować się w jej głosie, w jego głowie natychmiast pojawił się sprzeciw - a później każda z nich, od żalu, przez złość, aż po jakiegoś rodzaju ponurą akceptację.
Czy nie dlatego sprzeciwiał się temu, by w ogóle się do niego zbliżała?
Czy nie dlatego trzymał ją na dystans wtedy, gdy jego ciało zdradliwie lgnęło w jej kierunku?
Miał tyle słów, którymi mógłby się wybielić, podjąć próbę zmycia choć części wypowiadanych przez nią plam, ale wiedział, że nie miały one znaczenia. Nie liczyło się to, że z początku walczył, nie chcąc jej okłamywać lecz nie mogąc oferować jej prawdy. Liczyło się wyłącznie to, że tę walkę przegrał i gdy wpuścił ją do swojego życia, nie odsłonił wszystkich trzymanych przez siebie kart.
Do samego końca licząc na to, że nie będzie musiał tego robić.
- Nie wszystkie te rzeczy były kłamstwem - zaprotestował, mimo wszystko, gdy wśród wymienianych przez nią z tym cholernym spokojem rzeczy były te, które w jego sercu zaklasyfikowały się jako najczystsza prawda. C h c i a ł ich wspólnego życia, chciał domu na przedmieściach, chciał być z nią na zawsze.
Ale gdy skończyły mu się karty, nie dostrzegł świata, w którym te rzeczy mogłyby się spełnić. Wręcz przeciwnie, widział wersję rzeczywistości, w której Margo wykrwawia się w jego oczach w najgorszym wypadku, w najlepszym - ląduje razem z nim za kratkami za współudział. Nie zdecydował się jej porzucić dlatego, że jego zapewnienia były kłamstwem.
Zrobił to, by mknąc w stronę piekła nie zabrać jej ze sobą.
- Wiesz, że nie były - mruknął wyłącznie, tak, jak ona nie miała teraz siły na rozgrzebywanie tego tak on nie chciał marnować ich czasu usiłując w jakikolwiek sposób się wybielić.
Ostatecznie, miała przecież rację. Niuans nie zmieniał tego, że tkwili teraz w tym miejscu ponieważ zaprowadził ich do tego łańcuch jego skomplikowanych kłamstw.
- Nie mamy żadnego dowodu, Margo - odpowiedział cicho, znów stając przed trudnym wyborem niewytrącania jej z równowagi a kłamstwa, po które mógł sięgnąć, zostawiając ten problem na później - jakby miało nadejść jakieś później. - W chwili, w której postawimy zarzuty Collinsowi, on wsypie i ciebie, i mnie za to, że w ogóle tam byliśmy. Nie ma możliwości, żebyśmy zamknęli ich w świetle prawa i sami pozostali na wolności - westchnął, unosząc wzrok znad ich złączonych dłoni na zmęczoną twarz leżącej obok kobiety. - A to doprowadzi nas do tego samego punktu, w którym byliśmy wczoraj. Tego chciałem uniknąć. W moich aktach nie ma ani jednej wzmianki o tym, żebyś wiedziała o tym wszystkim.
I właśnie dlatego teraz stały się nieaktualne, wiążąc Margo z przestępstwami Ventresci w sposób, którego teraz trudno będzie im uniknąć.
margo mercer