daisy dress, daisy mess
: wt sie 04, 2026 11:14 pm
Nie rozumiała tej ksywki.
A przynajmniej nie z takim tłumaczeniem, jakie prezentowała jej Kira, podczas gdy Daisy starannie czyściła jej ranę. Nazywali ją K-Rush, bo ta spóźniała się na zajęcia, bo wkurwiało ją, że szkoła próbuje jej coś narzucić? Dziwnie to wszystko brzmiało i chociaż Daisy skinęła głową na znak, że rozumie i akceptują tą wersję wydarzeń, tak gdzieś w głowie zapisała sobie, żeby dowiedzieć się na ten temat nieco więcej. Miała nieodparte przeczucie, że to znaczyło nieco więcej, szczególnie, że przypadkowe laski, które nawet nie były jej koleżankami tak do niej mówily. Nie jedna a dwie. Po-dej-rza-ne.
Obejrzała Kirę ze wszystkich stron, upewniając się, że dziennikarka była gotowa, żeby wyjść do ludzi. Warga nie wyglądała najgorzej. Dopiero jak się jej bardziej przyjrzało z bliska, można było zobaczyć nacięcie, które wciąż raz po raz nasiąkało krwią.
— Złapiesz w życiu jeszcze nie jedną bliznę — mruknęła, pewna siebie. Biorąc pod uwagę to, jak Finch lubiła pakować się w kłopoty i szybko stawać w obronie drugiego człowieka, faktyczna blizna była jedynie kwestią czasu, chociaż oczywiście jej tego nie życzyła. Nawet jeśli mogłaby chwalić się walką z rekinem. Może nawet by jej o tym wszystkim powiedziała, podzieliła się, co siedziało w jej głowie, jednak wtedy dłonie Kiry wylądowały na jej sukience. Czuła przez materiał jak palce Finch opierając się o jej uda i chociaż z całych sił starała się zachować obojętność, tak jej ciało bezczelnie samo ją zdradzało.
Chcesz, żebym puściła twoją sukienkę.
Nie
— T… — nawet nie dokończyła, bo dłonie Kiry już przesunęły się w górę, przyprawiając Daisy o palpitację serca, a zaraz potem odpuściły, pozostawiając po sobie jedynieprzyjemne mrowienie. Zaignorowała to, chociaż jej ciało wcale nie było względem tego gestu obojętne. Ostatkami samokontroli wykonała krok w tył.
— Już i tak jest późno — zauważyła. — Jutro praca — to również było prawdą. — Ale jak masz ochotę mnie odprowadzić, to zapraszam — posłała jej ciepły uśmiech, a potem odwróciła się w stronę kosza i cisnęła do środka brudnym ręcznikiem papierowym.
Może mogły zostać jeszcze dłużej, zobaczyć, gdzie dokładnie zaprowadziłby jej ten wieczór, jednak już i tak stało się podczas niego dużo. Za dużo. Głowa Daisy choć lekko podchmielona miała w sobie zdecydowanie za dużo pytań i jeszcze więcej wątpliwości niż wcześniej. Zaczynając o tego, co miało miejsce przy stole pingpongowym, aż po przeklętą łazienkę i to jak dłonie Kiry przyprawiały jej uda o drżenie.
Całe szczęście tamten dzień można było w końcu uznać za zakończony.
kira
A przynajmniej nie z takim tłumaczeniem, jakie prezentowała jej Kira, podczas gdy Daisy starannie czyściła jej ranę. Nazywali ją K-Rush, bo ta spóźniała się na zajęcia, bo wkurwiało ją, że szkoła próbuje jej coś narzucić? Dziwnie to wszystko brzmiało i chociaż Daisy skinęła głową na znak, że rozumie i akceptują tą wersję wydarzeń, tak gdzieś w głowie zapisała sobie, żeby dowiedzieć się na ten temat nieco więcej. Miała nieodparte przeczucie, że to znaczyło nieco więcej, szczególnie, że przypadkowe laski, które nawet nie były jej koleżankami tak do niej mówily. Nie jedna a dwie. Po-dej-rza-ne.
Obejrzała Kirę ze wszystkich stron, upewniając się, że dziennikarka była gotowa, żeby wyjść do ludzi. Warga nie wyglądała najgorzej. Dopiero jak się jej bardziej przyjrzało z bliska, można było zobaczyć nacięcie, które wciąż raz po raz nasiąkało krwią.
— Złapiesz w życiu jeszcze nie jedną bliznę — mruknęła, pewna siebie. Biorąc pod uwagę to, jak Finch lubiła pakować się w kłopoty i szybko stawać w obronie drugiego człowieka, faktyczna blizna była jedynie kwestią czasu, chociaż oczywiście jej tego nie życzyła. Nawet jeśli mogłaby chwalić się walką z rekinem. Może nawet by jej o tym wszystkim powiedziała, podzieliła się, co siedziało w jej głowie, jednak wtedy dłonie Kiry wylądowały na jej sukience. Czuła przez materiał jak palce Finch opierając się o jej uda i chociaż z całych sił starała się zachować obojętność, tak jej ciało bezczelnie samo ją zdradzało.
Chcesz, żebym puściła twoją sukienkę.
— T… — nawet nie dokończyła, bo dłonie Kiry już przesunęły się w górę, przyprawiając Daisy o palpitację serca, a zaraz potem odpuściły, pozostawiając po sobie jedynie
— Już i tak jest późno — zauważyła. — Jutro praca — to również było prawdą. — Ale jak masz ochotę mnie odprowadzić, to zapraszam — posłała jej ciepły uśmiech, a potem odwróciła się w stronę kosza i cisnęła do środka brudnym ręcznikiem papierowym.
Może mogły zostać jeszcze dłużej, zobaczyć, gdzie dokładnie zaprowadziłby jej ten wieczór, jednak już i tak stało się podczas niego dużo. Za dużo. Głowa Daisy choć lekko podchmielona miała w sobie zdecydowanie za dużo pytań i jeszcze więcej wątpliwości niż wcześniej. Zaczynając o tego, co miało miejsce przy stole pingpongowym, aż po przeklętą łazienkę i to jak dłonie Kiry przyprawiały jej uda o drżenie.
Całe szczęście tamten dzień można było w końcu uznać za zakończony.
kira
koniec