Strona 5 z 6
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: wt sie 04, 2026 10:14 am
autor: River Cross
Powinna być zła za to, że została wyciągnięta z łóżka w środku nocy. Gdyby zaplanowały schadzkę wcześniej, jak wczoraj, to co innego! Ale tak ją budzić bezczelnie? Miewała problemy ze snem, więc każda noc przespana w całości noc była na wagę złota. Ta się do nich zdecydowanie nie zaliczy. Jakby tego było mało, zapraszała ją do klasy eliksirów. Cross obudzona w środku nocy – czyli obecna Cross – była w stanie wymienić piętnaście bardziej romantycznych przyjemniejszych miejsc. Była jednak na tyle zdesperowana, że poszłaby dla niej nawet do herbaciarni u pani Puddifoot. Znaczy co? W sensie, że się o nią martwiła te trzy ćwierci od śmierci i żeby pomóc jej przeżyć poszłaby nawet do tej nieszczęsnej herbaciarni. Na szczęście tym razem wystarczyło dotrzeć do klasy eliksirów.
Rozejrzała się uważnie po wnętrzu, spodziewając się, że dostrzeże Krukonkę przy jednym ze stołów. Nic z tego. Uniosła zaskoczona brwi, widząc jeden z regałów w kompletnym nieładzie. Do jej mózgu dopiero sekundę później dotarło, że pod meblem leży Prescott.
— Ruelle! — krzyknęła i doskoczyła do niej znów absolutnie przerażona. Rozpadała się na jej oczach drugi raz w ciągu doby, co było zdecydowaną przesadą. Tym razem jedna Ślizgonka miała jakiekolwiek szanse jej pomóc. Jeden rzut oka to nie było dużo, by ocenić sytuację, ale musiało wystarczyć. Cokolwiek jej się działo, na pewno miało to związek tą przeklętą książką.
Podniosła się z klęczek i rozejrzała wokół siebie, próbując dostrzec właściwie fiolki. Na szczęście dość szybko przypomniała sobie, do czego służy różdżka. Machnęła nią, żeby przywołać do siebie pierwsze specyfiki, jakie przyszły jej do głowy. W jej dłoniach znalazły się dwie fiolki. Nie miała pojęcia, czy którakolwiek z nich zadziała.
— Wytrzymaj, wytrzymaj, wytrzymaj — Trudno powiedzieć, czy mówiła bardziej do siebie czy do niej. Klęknęła przy Krukonce i odkorkowała eliksir rozluźniający mięśnie z korzenia asfodelusa. Złapała dziewczynę za podbródek i ostrożnie wlała kredową, słoną miksturę między jej rozchylone wargi, uważając przy tym, żeby się nie zakrztusiła. Tego by brakowało, żeby zeszła na zadławienie, gdy Ślizgonka próbowała ocalić ją od uduszenia. Roztwór z płatków ciemiernika był z kolei kompletnie ślepym strzałem. Jego regenerujące właściwości miały przyspieszyć powrót do łapania miarowych oddechów i ukoić obolałe płuca i mięśnie.
— No dawaj, na pewno nic ci nie jest. Skup się, powiedz coś obraźliwego. — Głos miała ściśnięty z nerwów. Otarła kciukiem wargi dziewczyny po zaaplikowaniu oby specyfików. Serce waliło jej jak oszalałe. Zdecydowanie powinna wezwać jakąś pomoc. Zsunęła palce na jej szyję, chcąc upewnić się, że nie wyczuje tam żadnej liny zaciskającej się na skórze, ale nic z tego. Dotarło do niej, że przecież może zrobić dokładnie to samo, co Krukonka. Pierwsza próba zdała się na niewiele. Po wypowiedzeniu formuły z różdżki trysnęła tylko srebrzysta poświata, co tylko dodatkowo Ślizgonkę zdenerwowało. Stres był jednak głównym wrogiem tego zaklęcia. Wzięła głęboki oddech i spróbowała raz jeszcze. Nad nimi pojawiła się srebrzysta sroka, posłusznie czekająca na rozkaz. Cross spojrzała na Krukonkę raz jeszcze, próbując ułożyć w myślach odpowiednio treściwy komunikat, zanim wyśle ją w głąb zamku.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: wt sie 04, 2026 3:58 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nawet po tym jak River wyraziła chęć pomocy to jej relacja z Krukonką nie była na tyle bliska, aby zwyczajnie zrywała ją z łóżka w środku nocy, gdyby nie działo się coś naprawdę naglącego. Nie brakowało jej znajomych, którzy nie potrafili spać po nocach i mogła się swobodnie do nich zwrócić niezależnie od pory. Jednak jakimś cudem to Cross była osobą, która pierwsze przyszła jej na myśl, gdy sprawy przybrały dramatyczny obrót. Znajdowała się blisko i wydawała się być kimś, kto mógłby się okazać przydatny.
Nie myliła się. Przyszła i niemal od razu do niej dopadła. Ruelle nie była jednak w stanie jej nic odpowiedzieć. Płuca paliły ją z potrzeby zaczerpnięcia tchu, którego broniła jej niewidzialna pętla zaciskająca się na szyi. Mięśnie zranionej ręki również zdawały się płonąć, a ból wdzierał się aż do wnętrza kości, aby promieniować na całe ciało, gdy klątwa walczyła z nałożonymi na ciało runicznymi znakami ochronnymi. Dopiero teraz obie miały okazję przekonać się o tym jak skuteczne było ich stosowanie przy użyciu odpowiedniej magii.
Teraz potrzebowała jednak eliksirów. Czegoś, co potrafiłoby złagodzić objawy tego, co się z nią działo. Całe szczęście miała przy sobie kogoś, kto powinien się dobrze orientować w tym, co powinna teraz otrzymać. Musiała jedynie wytrzymać. To jedno słowo wydawało się niemal wypalone w jej umyśle. Powtarzała ją w nim niczym mantrę. Czuła się jakby właśnie umierała, ale musiała wytrzymać.
Poczuła jak palce Ślizgonki zaciskają się na jej szczęce, gdy przyciągnęła ją bliżej. Potem na języku pojawił się słony smak eliksiru, w którym przebijała znajoma korzenna nuta. Może i nie był to skuteczny sposób na walkę z klątwą, ale przynajmniej przyniósł jej częściową ulgę. Powoli jej mięśnie się rozluźniały i spływała na nią ulga. Odetchnęła powoli i ostrożnie, a gdy tylko River otarła kciukiem jej wargi to zwróciła na nią ledwie przytomne spojrzenie.
Eliksir pomagał. Ślady zadrapań na gardle zanikły, a Ruelle wciąż starała się odnaleźć głos w niedawno ściśniętym gardle. Zamiast jednak powiedzieć coś konkretnego to uniosła lekko nieporadnie dłoń, aby słabo zacisnąć ją na nadgarstku River tuż nad dzierżącą różdżkę dłonią.
- Nie... Nie trzeba - wychrypiała w końcu i pochyliła się do przodu.
Bezwiednie oparła czoło o ramię River. Odetchnęła ciężko i mimowolnie ukryła twarz w zagłębieniu jej szyi, uznając to nagle za wyjątkowo wygodną pozycję dla kogoś, kto posiadał wyjątkowo osłabione mięśnie. Było jej słabo na samą myśl o tym w jaki sposób się teraz prezentowała dziewczynie, ale nie mogła nic na to poradzić. Cholerna klątwa wpływała na nią bardziej niż sądziła.
- Już lepiej - zapewniła, ale jej głos dalej nie brzmiał szczególnie przekonująco. - Po prostu pozwól mi...
Nawet nie mogła dobrze zacisnąć palców na materiale jej koszulki. Po prostu potrzebowała chwili na to, aby dojść do siebie. Nie chciała, aby Ślizgonka kogokolwiek przyzywała. Mogła tak zostać jeszcze przez moment czy dwa i zebrać przynajmniej odrobinę sił przy jej boku, lgnąc do niej bardziej niż powinna.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: wt sie 04, 2026 9:21 pm
autor: River Cross
Obserwowała reakcje jej ciała z wielkim przejęciem. Starała się zapamiętać każdy gest i drżenie, by tym razem być w stanie zdać bardzo dokładny raport łamaczce klątw lub chociaż uzdrowicielce. W normalnych sytuacjach nie była fanką kooperowania z nauczycielami, ale to przecież nie była normalna sytuacja i tu było wskazane wysprzęglenie się absolutnie z każdego faktu. Ale w sumie co ona miała powiedzieć? Że z Prescott było dużo gorzej niż zakładała? Nie miała ochoty wypowiadać takich stwierdzeń na głos, bo wtedy stawały się paskudnie prawdziwe. Ale na udawanie, że to nie dzieje się naprawdę, było już za późno. Krukonka słabła na jej oczach, a skoro takie rzeczy działy się pierwszego dnia, to nawet nie chciała sobie wyobrażać, co może odwalić się dwudziestego szóstego. Niech ta Ainsworth weźmie się porządnie za swoją robotę, bo każdy dzień zwłoki będzie absolutnym okropieństwem.
Spojrzała na dłoń, którą złapała ją za nadgarstek. Uścisk był słaby, ale przynajmniej w pełni świadomy. To już dużo. Skinęła głową, zgadzając się. Spojrzała na srokę i uśmiechnęła się do niej przepraszająco. Na szczęście Patronusy nie mają tendencji do kłócenia się, a już na pewno nie z tymi, z kogo wyszły. Machnęła ręką, a ptak wzniósł się wyżej i rozpłynął się wlatując w sufit.
Pozwoliła sobie na głębszy oddech dopiero wtedy, gdy dziewczyna się o nią oparla. Wyglądało na to, że chwilowo naprawdę wróciła do względnej świadomości i jako takiego spokoju. Metoda obrana przez Ślizgonkę może nie była mistrzowska, ale zadziałała. Tylko to miało znaczenie.
— Dobrze, to po prostu się przymknij — zasugerowała cicho, nie chcąc burzyć spokoju. Położyła dłoń na jej potylicy i pogłaskała ją po włosach. Nie chciała jej w żaden sposób popędzać. W ogóle nie musiały się spieszyć, póki nic chwilowo nie próbowało jej zamordować. Darowała sobie własne żarty, bo miała wrażenie, że i tak żaden z nich nie dotarłby teraz do Krukonki. Nie miała zamiaru obiecywać jej też, że jest teraz bezpieczna, bo, jak się przed chwilą okazało, Ruelle wymykała się spod tego określenia przez tę nieszczęsną klątwę.
— Powiesz mi, co się właściwie stało? — odezwała się po dłuższej chwili, gdy usłyszała, że oddech Krukonki przestał świszczeć i zrobił się bardziej miarowy. Czekała cierpliwie na tę zmianę, ale przez cały czas nie była pewna, czy coś okropnego nie wydarzy się ponownie. Ale nie. Przez kilka minut mogły po prostu odetchnąć. Dosłownie. Kątem oka spojrzała na jej rękę schowaną pod piżamą. I tak niewiele zrozumiałaby z tego, co się z nią aktualnie działo, ale po prostu chciała wiedzieć, czy cokolwiek sie zmieniło i czy owe coś wyglądało gorzej niż poprzednio. Wcześniej widziała tylko fragment skóry, który na moment wyłonił się spod szaty, więc nie miała zbyt wielkiego porównania.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr sie 05, 2026 1:12 am
autor: Ruelle I. Prescott
Było źle.
Jeszcze nigdy nie czuła się tak źle. Pomijając może ten moment, gdy klątwa dotknęła po raz pierwszy je ciała. Całe szczęście, że eliksiry pomogły. Może i nie dały rady sprawić, że całkowicie wyzbędzie się klątwy, która tak czy siak będzie ją nawiedzała. Jednak jeśli mogła chociażby złagodzić jej objawy to powinna się łapać, czego tylko mogła.
Nigdy nie sądziła, że poczuje tak wielką ulgę na widok Cross. Spłynął jednak na nią niesamowity spokój za sprawą bliskości Ślizgonki. Być może dlatego, że to właśnie dzięki niem w końcu mogła rozluźnić swoje mięśnie odetchnąć z wyraźną ulgą.
Powinna być naprawdę dużo lepiej na to wszystko przygotowana. Wiedziała, że czekać ją będą konsekwencje oraz to jak mogły one wyglądać. Wciąż jednak była zaskoczona intensywnością tych wszystkich doznań. Na następny raz będzie wiedziała lepiej... Przynajmniej na ten moment właśnie tak sobie wmawiała. Raczej nie można było się nastawić na coś takiego.
W takiej sytuacji to już drobne gesty okazywały się być niczym wielki sukces. Zapewne, gdyby nie to jak kiepsko się czuła to zwróciłaby większą uwagę na patronusa swojej wybawczyni. Z jakiegoś powodu sroki naprawdę do niej pasowały.
Przymknęła na chwilę oczy i raz jeszcze odetchnęła bez żadnych przeszkód w postaci nieistniejących pętli zarzucanych na szyję. Raz jeszcze miała okazję do tego, aby stwierdzić, że zapach Cross był naprawdę kojący. Czuła się przy niej bezpiecznie. Nie sądziła, że kiedykolwiek obudzą się w niej takie uczucia przy tej dziewczynie, ale najwidoczniej dwie kryzysowe noce z rzędu w jej towarzystwie sprawiały prawdziwe cuda.
Wtuliła się w nią ufnie, chcąc zaznać chociaż odrobinę bliskości i tego kojącego ciepła, które leniwie rozchodziło się po jej ciele, gdy River leniwie głaskała ją po głowie, gdy pozostawała w jej ramionach. Mogła naprawdę zapomnieć teraz o wszystkim, a przynajmniej spróbować, ale pytanie Ślizgonki wyrwało ją z tego swoistego transu.
- Przed chwilą kazałaś mi się przymknąć - przypomniała jej.
Wciąż nie czuła się na tyle pewnie, aby stanąć na nogach. Rozluźniający eliksir zadziałał na jej mięśnie wyjątkowo skutecznie, osłabiając je na tyle, aby ucisk w gardle ustąpił. Mogła zatem jedynie słabo obejmować trzymającą ją dziewczynę, szukając w niej oparcia, a jej oddech łaskotał odsłonięty kawałek skóry w okolicach obojczyka River.
- Nic. Tylko atak klątwy. Ainsworth mnie przed nim ostrzegała - powiedziała nadzwyczaj spokojnie, co zapewne nie pasowało w żaden sposób do sceny, która jeszcze chwilę temu rozgrywała się w tej, niemal, opuszczonej sali.
Poza lekkimi klapkami miała na sobie jedynie krótkie materiałowe szorty o ciemnogranatowym odcieniu oraz pasującą do nich bluzkę na ramiączkach. Zarzucony jednak na całość cienki szlafrok skutecznie zasłaniał uszkodzoną rękę, której Ruelle nie bardzo używała przez jej częściowy niedowład. Wciąż jednak Cross miała całkiem dobry widok na część run, które pięły się ku jej szyi, schodząc z ramienia i miały trzymać klątwę w ryzach.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr sie 05, 2026 10:52 am
autor: River Cross
Ani wczorajsza, ani dzisiejsza noc nie poszły tak, jak sobie to zaplanowała. Obie spędzała w towarzystwie Prescott, ale na to też znalazłaby wiele innych opcji niż próby uratowania jej od pochłonięcia przez jakieś trawiące ją paskudztwo. W każdym innym przypadku pewnie cieszyłaby się z rozwoju sytuacji. Siedziały tylko we dwie w miejscu, do którego raczej nikt teraz nie zajrzy, co samo w sobie było przyjemne. Jakby tego było mało, Krukonka opierała się swobodnie o jej ciało, sprawiając tym samym, że moment robił się w dziwaczny sposób intymny. Gdyby przed chwilą nie była trzy ćwierci od śmierci, to Ślizgonka mogłaby nawet przyznać, że się pomyliła, a wybór klasy eliksirów na nocną schadzkę mógł być wyjątkowo romantyczny. Trudno było jej jednak w pełni cieszyć się bliskością Ruelle, wciąż mając z tyłu głowy świadomość tego, że w każdej chwili może stać się z nią coś okropnego. Ta scena miała przy okazji niesamowity potencjał, by nawiedzać ją w bezsenne noce. Pewnie przypomni sobie w trakcie jednej z nich dotyk miękki włosów Krukonki pod palcami albo uczucie łaskoczącego, ciepłego oddechu na skórze. Obie te rzeczy w oderwaniu od zagrożenia życia na pewno nie ułatwią jej zaśnięcia.
Jej wiedza na temat run niespecjalnie się zmieniła w przeciągu ostatniej doby. Niestety miała nawet wrażenie, że nieco informacji uleciało jej z głowy. Okazały się bezużyteczne, a problem trawiący Krukonkę zdecydowanie zbyt skomplikowany. Nie rozumiała do końca na co patrzy, ale dzięki wprawnemu oku do detali była w stanie zapamiętać to, co Ainsworth umieściła na jej skórze. Pewnie gdyby nie rozproszyła samej siebie, bezwiednie zaglądając przy okazji dziewczynie w dekolt, to zapamiętałaby wszystko.
— Klątwa obudziła cię w środku nocy, wyciągnęła z wieży, przeprowadziła przez zamek aż do tej sali, miotnęła tobą o szafkę, potem wyczarowała patronusa, który dotarł do mnie, a na koniec zaczęła się dusić? — Niespecjalnie dowierzała w tę wersję. Chociaż kto wie! Klątwy potrafiły być wyjątkowo dziwaczne, może Ruelle miała pecha i trafiła na taką wyjątkowo bezsensowną? Albo po prostu z jakiegoś powodu mocno uszczupliła tę historię, co nie było specjalnie sprawiedliwie, skoro miały współpracować przy tym problemie. Cross nie chciała zostać uznaną za niewartą podawania szczegółów.
— A wspomniała o jakichś rzeczach, których masz nie robić, żeby nie sprowadzać na siebie takich rzeczy? — Nie była raczej taka durna, żeby ignorować zalecenia kogoś, kto się zna na tym o niebo lepiej niż ona... prawda? Krukońska ciekawość świata to jedno, ale nie można się przecież wyzbywać zdrowego rozsądku.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr sie 05, 2026 4:23 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Pasmo nieszczęść zdawało się ciągle rozrastać w coraz to dłuższą Serię Niefortunnych Zdarzeń. Wydawało się przy tym, że żadna z nich nie była w stanie jej zatrzymać i mogły jedynie przygotowywać się na kolejne katastrofy, które miały nadejść w najbliższym czasie. Jedynym pocieszeniem, które Ruelle zdawała się mieć w tym momencie było to jak komfortowo czuła się w ramionach Ślizgonki.
Nie przypuszczałaby nigdy, że zdoła znaleźć tam ukojenie i oparcie. Z czasem jej oddech stał się spokojniejszy i dużo bardziej miarowy, a myśli przestawały krążyć wokół klątwy i sprawianego przez nią bólu, skupiając się zamiast tego na tym jak przyjemnie było czuć czyjąś dłoń, która łagodnie głaskała ją po włosach. Przez moment odniosła wrażenie, że mogłaby tak po prostu zamknąć. Już nawet przymknęła oczy. Była całkowicie wykończona całym tym bólem oraz niewystarczającą snu, którego zaznała w przeciągu ostatniej doby.
Wiedziała, że River nie mogła okazać się w tym momencie zbyt pomocna. Nie jeśli chodziło o kwestie z pozbyciem się lub dalszym zablokowaniem klątwy, która wydawała się być zbyt skomplikowana do tego, aby nawet specjalistka w tej dziedzinie była w stanie skutecznie ją uśpić na dłuższy czas. Władowała się w coś naprawdę okropnego.
Prawie prychnęła pod nosem na to jak Cross podsumowała wydarzenia z przeciągu ostatnich... kilkunastu minut? Może więcej... Straciła naprawdę poczucie czasu. Zwłaszcza po tym jak skutecznie dziewczyna ją spacyfikowała i przytuliła do siebie. Mogły tak spędzić całą wieczność, ale coś jej podpowiadało, że faktycznie była to jedynie kwestia minut.
- Poczułam się gorzej... Postanowiłam zejść tutaj, aby poszukać jakiegoś eliksiru, który mógłby mi pomóc, ale... Wtedy się skomplikowało - wyznała, czując po raz kolejny nieprzyjemny ucisk w piersi, który teraz jednak nie miał już nic wspólnego z działaniem klątwy. - Wybacz, że musisz mnie taką widzieć...
Miała poczucie, że na pewno wygląda i prezentuje się wyjątkowo żałośnie. Była słaba. Wymagała pomocy Ślizgonki, bo inaczej wszystko wyglądałoby wyjątkowo kiepsko. Nie miała jednak ochoty o tym myśleć. Zamiast tego odetchnęła głęboko i skupiła się na jej pytaniu.
- Nic... Ona aktywuje się automatycznie - przyznała, wzdychając ciężko. - Stara się wymusić posłuszeństwo i pochłonąć przeklętego... Szaleje dlatego, że mam na sobie runy ochronne. Bez nich jednak nie miałabym nawet tego miesiąca...
Zadeklarowała się już wcześniej, że będzie w stanie znieść ból. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego w jakim natężeniu nastąpi ani jak faktycznie uciążliwe będą objawy klątwy, które można było jedynie łagodzić na tym etapie.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr sie 05, 2026 5:45 pm
autor: River Cross
Nie była w stanie zgadnąć, co dziewczyna robiła przez resztę dnia po tym, jak rozeszły się w swoje strony. Założyłaby, że zadbała o własny spokój i bezpieczeństwo, a jednak spotykała ją na wpół żywą w klasie od eliksirów, więc chuja warte to jej spekulowanie. Lepiej sobie od razu darować. Nie miała pojęcia też, czy klątwa faktycznie była aż tak silna i pokręcona, czy może Prescott igrała z własnym życiem i najwyraźniej Tiarę Przydziału coś musiało zgrzać, kiedy umieszczała ją wśród Krukonów.
Spojrzała na nią z niedowierzaniem, gdy przedstawiła swoją wersję historii. To brzmiało dość dziwacznie i na pewno nie miało niczego wspólnego z rozsądkiem. To przecież nawet Cross nei byłaby tak durna, no dajcie spokój. Okej, pewnie by była, ale to przynajmniej nie byłoby nic specjalnie nowego. Kolejne zdanie zaskoczyło ją jeszcze bardziej. Nawet nie wiedziała, z jakiego powodu mocniej. Wystarczał sam fakt, że Rue ją przepraszała czy swoje robił też powód?
— A słyszałaś, że mamy w szkole skrzydło szpitalne, do którego uczeń może wejść w każdej chwili i poprosić o pomoc, jeżeli czuje się gorzej? — Nie była w stanie skwitować tego w żaden inny sposób. Uśmiechnęła się kwaśno, bo naprawdę w pale jej się nie mieściło, jak można zrobić wszystko tak bardzo na opak. Gdyby coś takiego przydarzyło jej się w skrzydle szpitalnym, na pewno otrzymałaby fachową pomoc. River na całe szczęście na coś wpadło i nawet z jakiegoś powodu to zadziałało, ale zdecydowanie daleko było jej do łba, jaki posiadała szkolna uzdrowicielka.
— I przestań mnie przepraszać za jakieś durnoty. Albo nie, poczekaj. Jednak jestem zawiedziona. Zdejmij szlafrok w ramach pokuty. — Wyszczerzyła się dumna ze swojego żartu jak paw. Humor był dla niej jedną z wygodniejszych metod radzenia sobie ze stresem. Mogła też wyżyć się fizycznie, ale co to za zabawa wdać się w jakiś pojedynek z Krukonką, która była w takim stanie?
— To... chujowo — odpowiedziała po chwili namysłu. Ta jak coś powie, to naprawdę. Ciekawe, czemu ona nie jest w Ravenclaw! Naprawdę trudno było jej wpaść na cokolwiek mądrzejszego. Sytuacja naprawdę była okropna i czułaby się koszmarnie, gdyby próbowała robić idiotkę z Ruelle i wkręcać jej, że nie jest aż tak źle.
— To teraz na bank McGonagall załatwi ci jakąś całodobową ochronę. Od rana do nocy będzie za tobą łaził jej patronus. Albo jakiś skrzat. O, albo ona sama! — Zaśmiała się krótko na samo wyobrażenie takiej sytuacji. To dopiero byłaby tragedia. Jakby Prescott nie była wystarczająco skrzywdzona przez los, to jeszcze na bank dobijają ją czymś takim. Nie zasłużyła na tyle cierpienia.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: czw sie 06, 2026 12:04 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zapewne, gdyby nie wizyta w skrzydle szpitalnym, gdzie spędziła większość dnia to jej dzień nie różniły się zanadto niczym od innych. Tylko, że właśnie ta klątwa sprawiała, że zamiast siedzieć na lekcjach musiała pomóc w ustaleniu tego, co właściwie się z nią stało, a potem mierzyć się z zainteresowaniem innych uczniów.
Dokuczała jej także sztywność mięśni w lewej ręce, która ucierpiała podczas wycieczki do Działu Ksiąg Zakazanych, a poza tym wszystko było raczej w porządku. Póki rzecz jasna wszystko nie zaczęło się walić.
Spod uchylonych powiek udało jej się dostrzec to spojrzenie, które wyrażało sobą więcej niż wszystkie potencjalne słowa. Tak. Miała świadomość tego jak to wszystko brzmiało. Na pewno ktoś inny mógłby to rozegrać na dziesiątki lepszych sposobów, ale nie chciała po raz kolejny lądować przed szkolną pielęgniarką.
- Wiem... Ale musiałabym się zmierzyć z panią McLaughlin i zdobyć od niej niej eliksir... - dodała po czym wskazała na jeden z regałów, na którym znajdowały się fiolki ze specyfikami uwarzonymi przez uczniów w czasie lekcji. - Hawthorne warzy eliksiry o nieco... łagodniejszym działaniu. Chciałam eliksir słodkiego snu, po którym nie będę otępiała potem przez pół doby.
Na pewno Cross kojarzyła wspomnianą eliksirolożkę ze swojego domu, która jakiś czas temu zaczęła eksperymentować z wegańskimi eliksirami. Uznała, że wykluczenie składników odzwierzęcych i zastąpienie ich roślinnymi odpowiednikami mogłoby ułatwić produkcję niektórych wywarów, bo nie byłyby uzależnione od hodowli zwierząt. Generowałoby to mniejsze koszty oraz sprawiło, że mogłyby być sporządzane w większej ilości sztuk. Ciekawy koncept, który jednak wciąż musiała dopracować.
- Sama go ze mnie zdejmij jak tego chcesz - odburknęła w odpowiedzi, nie zważając w ogóle na to jak niemoralna była ta propozycja rzucona w żartach.
Z drugiej strony to znajdowała się już w takim położeniu, że naprawdę wszystko było jej jedno i mogłaby się rozebrać przed Ślizgonką w ramach podziękowania za pomoc... Stop. O czym to ona właściwie myślała? Na pewno nie rozważała poważnie całej tej sugestii odnośnie ściągania szlafroka.
- Chujowo - potwierdziła, bo chyba nie istniało inne słowo, które lepiej pasowało w kwestii opisania zaistniałej sytuacji.
Tak czy siak czekały ją nieprzyjemności związane z klątwą. Od niej zależało jedynie to jak bardzo i jak długo będzie się męczyć póki w końcu nie wyzionie ducha. Pewnie niejedna osoba na jej miejscu rozważałaby skończenie ze sobą, aby oszczędzić sobie takich wrażeń, ale nie zamierzała się poddawać w ten sposób. Albo to przetrwa albo zostanie Męczennicą z Działu Ksiąg Zakazanych... Ciekawe czy nawiedzałaby zamek po śmierci.
- Nie wiem, co by postanowiła... Wpierw jednak musiałaby się o tym dowiedzieć... - powiedziała nieśmiało i chyba po raz pierwszy w spojrzeniu jakim Krukonka obdarzyła swoją wybawczynię pojawiła się pewna błagalna nuta.
Nie chciała, aby dyrektorka dowiedziała się o tym wszystkim. To był tylko jeden atak. Taki, z którym mniej więcej poradziła sobie przy użyciu pewnych eliksirów. Skoro już wiedziała jak to wszystko wygląda i co ją czeka to na pewno mogła się na wszystko przygotować. Nie było potrzeby, aby musiały o tym komukolwiek wspominać.
Oderwała w końcu dłoń od talii dziewczyny i zaparła się nią o podłogę, ale efekt był naprawdę marny. Nie była w stanie się podnieść, bo nogi wciąż miała zdecydowanie zbyt miękkie za sprawą zażytego eliksiru. Nie miała wystarczających sił, aby dotrzeć do własnego dormitorium. Na co ona jeszcze liczyła?
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: czw sie 06, 2026 12:40 pm
autor: River Cross
Pokręciła głową z niedowierzaniem na jej durnowate argumenty. Ależ ona była nieodpowiedzialna, to się przecież w pale nie mieści. Popełnili błąd w ogóle wypuszczając ją z tego skrzydła szpitalnego. Trzeba było ją przykuć do łóżka i... i Cross zgubiła trochę wątek, jak tylko wpadła jej do głowy wizja przykutej w ten sposób Krukonki. O czym to one...? A tak, o jej bezpieczeństwie.
— To może następnym razem wyślij do mnie patronusa z prośbą o dostarczenie ci przesyłki, a nie szlajaj się po zamku na ślepo? — zasugerowała. — Albo do kogoś tam, nie wiem — poprawiła się szybko. Od jej pokoju wspólnego do sali eliksirów nie było zbyt daleko, ale do Krukonów musiałaby jechać trochę drałować. Jej papierowe ptaszki nie poradziłyby sobie raczej z przeniesieniem fiolki, nie miała własnej sowy, a niespecjalnie ufała tym szkolnym w kwestiach zachowania dyskrecji. Może niekoniecznie byłaby więc pierwszym wyborem na potencjalną dostarczycielkę, ale pomysł na to, by Ruelle została w miejscu, gdzie otaczaj ją tłum uczniów, który w każdej chwili może jej pomóc, brzmiał rozsądnie.
— Takie rzeczy są na twojej bucket liście przed śmiercią? Tym też możemy się zająć — rzuciła żartobliwie, odwracając na moment wzrok gdzieś na bok. Zdecydowanie nie miała w sobie teraz tyle odwagi, by zacząć ją bezceremonialne rozbierać. No i nie była aż tak niemoralna, mimo bycia Ślizgonką! Wykorzystywanie dziewczyny w takim stanie było co najmniej nie w porządku. Zdecydowanie wolałaby ją wykorzystać w pełni świadomą. Ale taka pewnie wcale nie byłaby chętna, biorąc pod uwagę, że entuzjastyczna zrobiła się wyłącznie przez zażycie Amortencji, więc pewnie na co dzień w ogóle nie patrzy na River w ten sposób i... to naprawdę nie jest moment na rozważania na ten temat. Musi je sobie zostawić na jakąś bezsenną noc.
Przyglądała się jej przez moment bez słowa, walcząc z własnymi demonami. Kto jak kto, ale Cross była ostatnią osobą, która wysprzęgliłaby się u kogokolwiek z kadry nauczycielskiej, nawet nieproszona. A po takiej sugestii to już w ogóle torturami by z niej nie wyciągnięto przewinień koleżanek i kolegów! Tym razem nie chodziło o jakieś uczniowskie głupoty i każdy skrawek rozsądku, jaki posiadała, podpowiadał, że to zły pomysł.
— Serio? A nie uważasz, że Ainsworth przydałaby się taka informacja? I jak w takim razie masz zamiar to ogarnąć? — Westchnęła smutno, ale przecież musiała się zgodzić, skoro tego właśnie chciała Krukonka. Nie była jednak w stanie się nie martwić, co stanie się następnym razem, gdy dopadnie ją podobny objaw klątwy i dziewczyna zwyczajnie nie zdąży sama wezwać pomocy.
Miała wielką ochotę wyrazić niezadowolenie, gdy Prescott się od niej odsunęła, ale to byłoby wyjątkowo durne. Zniosła to więc w milczeniu. Obserwowała, jak dziewczyna próbuje bezskutecznie podnieść się z miejsca, ale nie zerwała się do pomocy.
— Aż tak ci się spieszy do wieży? Eliksir jeszcze chwilę potrzyma. Mogę ci pomóc tam dotrzeć... — zawiesiła głos i usiadła obok niej, opierając się plecami o jedną z półek w regale. — Albo możemy posiedzieć, póki nie zejdzie — dokończyła. Przysunęła się na tyle, by ich ramiona się stykały. Oczywiście tylko po to, by Krukonka czuła, że nadal ma w niej faktycznie wsparcie! No dobrze, może też po prostu nie chciała tworzyć między nimi zbędnej przestrzeni.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: pt sie 07, 2026 8:00 am
autor: Ruelle I. Prescott
To wszystko miało sens, gdy działała. Teraz jednak, gdy tłumaczyła swoje zachowanie River to zaczynała w nim dostrzegać absurdy. Najwyraźniej zamroczona bólem i kiepskim samopoczuciem nie myślała tak jasno jak obecnie, a jeśli nawet Cross kręciła na jej występki głową to znaczyło, że musiało być naprawdę kiepsko.
- Nie było tak źle. Nie chciałam wyciągać nikogo niepotrzebnie z łóżka w środku nocy... - odparowała, bo w tamtym momencie wydawało jej się, że to ma naprawdę sens.
Nie sądziła, że skończy się to tak marnie. Miała jedynie skorzystać z kilku hogwarckich przejść, chwycić eliksir autorstwa jednej ze Ślizgonek i zapewnić sobie tym samym parę godzin spokojnego snu, który nie odbije się na jej samopoczuciu kolejnego dnia. Niby tak niewiele, a jednak okazało się dla niej nieosiągalne, bo musiała do siebie ściągnąć Cross.
- To była twoja propozycja, Cross... W dodatku ograniczona czasowo - dorzuciła, bo o wiele prościej było żartować z jej wątpliwej długości życia niż traktować ten fakt całkowicie poważnie.
Nie miała chyba przygotowanej żadnej listy z rzeczami, których chciałaby dokonać przed śmiercią. Raczej do tej pory nie myślała raczej o swojej śmiertelności, bo nie miała ku temu większych powodów, a teraz w sumie nie miała też czasu ani sposobności na to, aby je zrealizować.
Oczywiście, gdy rzuciła tą propozycją River to nie mówiła poważnie. Chciała ją sprowokować i zobaczyć, co zrobi w takiej sytuacji. Zaskoczyło ją jednak to, że zaczęła się zastanawiać, co mogłoby się wydarzyć, gdyby tylko Ślizgonka zdobyła się na to, aby podjąć to wyzwanie. Może nawet tego chciała, bo pozwoliłoby to jej na oderwanie myśli od tego wszystkiego, co się aktualnie z nia działo. Zwłaszcza, że dotyk dziewczyny był niezwykle kojący i zwyczajnie przyjemny.
Nie miała wątpliwości, że River miała nie po drodze z nauczycielami, ale to była wyjątkowa sytuacja. Nie chciała, aby nagle ktoś zaczął ją niańczyć i pilnować na każdym kroku, a taką wizję aktualnie malowała przed nią Ślizgonka. Z drugiej strony to co ona mogła wiedzieć na temat decyzji McGonagall? Wciąż jednak Ruelle nie chciała wzbudzać niepotrzebnej sensacji swoją klątwą póki miała cokolwiek do powiedzenia w tej kwestii. Nawet jeśli wydawało się to w jakiś sposób nierozważne.
- Będę z nią niedługo rozmawiać. Na razie jednak... Niech to będzie nasz słodki sekret - powiedziała, licząc na to, że Cross się zgodzi.
Na pewno porozmawia uczciwie z Ainsworth, gdy tylko ta się pojawi. Do tego czasu będzie się użerała z klątwą. Nie była nastawiona na to, aby ją zabić. Chciała tylko sprawić jej ból. Przynajmniej na razie. Bez ryzyka tak rychłej śmierci mogła pozwolić sobie na dzień czy dwa milczenia.
Faktycznie, eliksir jeszcze trochę potrzyma, więc nie miała co liczyć na to, że wydostanie się z lochów tak szybko. Mruknęła twierdząco i sama oparła się o regał, który był zdecydowanie mniej wygodny niż objęcia River. Nie podobała jej się ta myśl, ale była faktem.
- Tak bardzo chcesz spędzić ze mną noc? - zapytała zaczepnie, spoglądając na nią.
O dziwo, nie miała nic przeciwko temu. Towarzystwo Ślizgonki wydawało jej się teraz milsze niż jeszcze dwa dni temu.
- Zostańmy - szepnęła w końcu, przymykając powieki i bezwiednie przysuwając się do dziewczyny jakby naprawdę łaknęła teraz jej solidniejszej obecności.
River Cross