entregar dinero sucio
: ndz sie 09, 2026 9:35 pm
trigger warning
przekleństwaBywała impulsywna, narwana chwilami, szczególnie kiedy chodziło o niego, jednak w momencie, gdy w grę wchodziło ich życie i odpowiednie rozegranie przewagi, jaką zyskali, uważała, że powinni to zrobić powoli. Zastanowić się na s p o k o j n i e, jak mogli to wykorzystać, jak dokładnie rozstawić w dłoni karty, a potem je odpowiednio rozegrać. Za dużo spraw już miała za sobą, że wiedzieć, że spontaniczne decyzje wprowadzały jeszcze więcej zamieszania.
Z drugiej strony, Pilar znała jedynie procedury, jakie stosowało się w policji. Umiała śledzić gangusów, przyłapywać ich na gorącym uczynku, myśleć po części jak oni, ale nigdy nie w stu procentach. Znała mechanizmy ich pracy, ale przecież jedynie ze szkoleń. Nigdy żadnym nie była. Nie wiedziała, co dokładnie siedziało w ich głowie, jak działali, jak reagowali na konkretne sytuacje.
Madox wiedział.
I może to był ten moment, kiedy powinna pozwolić mu przejąć pałeczkę?
Nie chciała tego. Miała przeczucie, że brak kontroli tylko jeszcze bardziej siądzie jej na banie. Szczególnie po tym, jak irracjonalne decyzje jej męża sprawiły, że Sombra przypłacił za to życiem. Nie obwiniała go za to, oczywiście, że nie, ale jednak to on zabrał ze sobą psa, to on postanowił zrobić to wszystko sam, nie poinformował jej i chyba o to miała do niego największy żal. O to, że z taką łatwością wypierdolił ją na moment ze swojego życia i nie pozwolił sobie pomóc. Nie miała pewności, że ona nie zrobiłaby tego samego na jego miejscu, ale żal i tak pozostał. Starała się go nie pokazywać, jednak i tak było go po części widać w tym, jak sceptyczna była do tego telefonu do Luny.
Niemniej słuchała całej rozmowy. Z uwagą. Nawet na momentu nie spuściła z niego spojrzenia. Dopiero gdy już skończył, a poszła ubrać na siebie o wiele za dużą koszulkę, która sięgała jej do ud. Jedynie w niektórych miejscach przylegała do szczupłego ciała, tam gdzie skóra wciąż była morka.
Czemu się ubrałaś?
— No przecież nie będę świecić dupą, jak może tu być więcej kamer — odpowiedz wydawała się jej dziecinnie prosta. — Aż tak chcesz, żeby twoi kumple oglądali mnie nago? — spojrzała na niego wymownie, bo Madox jak zwykle ze swoim syndromem egoisty patrzył na wszystko przez pryzmat samego siebie i pewnie nawet przez głowę mu nie przeszło, że jeśli były tu jakieś kamerki, to wciąż rejestrowały to co robili, jak wyglądali i przede wszystkim o czym rozmawiali.
Podeszła nieco bliżej, żeby przeczytać SMSa, który przyszedł na jego telefon. Piątek, dziewiętnasta, Emptiness. No i co? Wychodziło jednak na jego. Tylko czy to na pewno było tak dobrze? Cóż, biorąc pod uwagę ich dzisiajesze spotkanie, samo widzenie z Luną niekoniecznie oznaczało coś pozytywnego. Nie miał pewności, że tam też nie będą chcieli go odpulić i dosłownie p r z e j ą ć jego klub. Nie mógł mieć tej pewności, a ona za to miała głowę pełną niepotrzebnych myśli. Czarne scenariusze już napływały do jej głowy, siały zamęt i sprawiały, że serce ponownie poderwało się do biegu. Dopiero kiedy stwierdził, że myślał, że ją to nakręci, że jej facet teraz dyktuje warunki jednemu z najniebezpieczniejszych mafiozów w Toronto przewróciła oczami.
— Kręciłoby mnie, gdybyś faktycznie je dyktował — zrobiła krok w jego kierunku, osadzając spojrzenie na pięknych, czekoladowych oczach swojego męża. Madoxowi mogło wydawać się, że teraz to on dyktował warunki, ale sam fakt, że znalazł kamerkę w żadnym stopniu nie dawał mu panowania. Dawał mu chwilową przewagę, ale nie władze. Tą Luna wciąż miał w garści, a sam fakt, że bez problemu zamontował sobie u nich podgląd, tworząc z ich mieszkania jebanego Big Brothera tylko to podkreślało. Niemniej Pilar wycięgneła ręce do przodu i szarpnęła Noriegę za ramiona na tyle mocno, by zetknęli się ciałami. Uniosła się wyżej na palcach i zwisła nad jego ustami. — Musisz się bardziej postarać, cariño — wycedziła tuż przy jego twarzy, uśmiechając się bezczelnie. Chciał motywacji? Proszę bardzo. Nie było większej niż chęć zaimponowania swojej kobiecie. Szczególnie, ze ostatnio więcej oceniała go za te źle podjęte decyzje niż wygrane sprawy. Miał szanse odwrócić ich złą passę i wyciągnąć z tego coś dobrego. O ile to spotkanie faktycznie dojdzie do skutku. O ile pójdzie po jego myśli.
Na razie mało co szło, biorąc pod uwagę, że wszystko spytało im się w dłoniach. Jedynym plusem całe sytuacji był fakt, że znaleźli jedną kamerkę, a zaraz Noriega odszukał po omacku drugą, która znajdowała się tuż pod telewizorem. Kurwa. Nie dość, że mieli podgląd na wszystko w kuchni, to jeszcze prosto na kanapę. Pilar momentalnie poczuła, jak zimny dreszcz przemyka przez jej ciało. Wspomnienia Daltona nigdy nie przynosiły dobrych emocji, jednak ostatnio było coraz gorzej. Niby Luna się przyznał, ale ona wciąż miała jakieś dziwne przeczucie, że Nick też nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To wszystko jedno musiał zostać zepchnięte na dalszy plan, bo w pierwszej kolejności i tak musieli skupić się na Noriedze.
— Pokaż mi to — wyciągnęła rękę kompletnie po omacku przed siebie i chociaż planowała trafić na jego dłoń i kamerką w ręce, tak pierwsze jej dłoń osunęła się po jego piersi. — Nie to. To może potem — mruknęła jakby od niechcenia, chociaż jej palce i tak nie przeszły obok okazji obojętnie. Przesunęła nimi po tatuażu z lwem, drapiąc delikatnie skórę, kierując się w stronę napisu Medellin. Dopiero gdy znalazła się na wysokości pępka, przywołała się do porządku i odnalazła jego ramię, a z niego już była prosta droga do dłoni z kamerką. Kształt miała dokładnie taki sam jak poprzednia. Przynajmniej wiedzieli, jakiego sprzętu szukać.
— Ty sprawdź kibel, ja idę do sypialni — zarządziła, gdy spytał gdzie jeszcze powinni szukać. — Szafki, półki i pralkę koniecznie sprawdź! — krzyknęła jeszcze w jego kierunku, a sama odstawiła kamerkę na stolik kawowy i przeszła do sypialni. Zajrzała we wszystkie taktyczne miejsca, jednak tam nie znalazła nic. Miała świadomość, że i tak jutro będzie musiała pożyczyć z komendy odpowiedni sprzęt, ale tyle na ile mogli dzisiaj, powinni sprawdzić.
— U mnie nic — wzruszyła ramionami, kiedy znowu spotkali się w salonie. Przejrzała jeszcze półke z książkami, których nikt nie czytał, a które ona przywiozła ze swojego mieszkania i dopiero kiedy odszukała w ciemności czarne spojrzenie Noriegi, jakby ją oświeciło. — Drzwi — rzuciła tajemniczo, zrywając się z miejsca. — Musi być jakaś skierowana na drzwi. Na pewno chcieli wiedzieć kto kiedy wychodzi i kto tu przychodzi — właśnie tak byli w stanie zebrać największą ilość informacji, a przede wszystkim wiedzieć, kiedy nie było ich w domu. Złapała go za rękę i pociągnęła do przedpokoju. Sama przejrzała wieszaki i szafkę na buty, a kiedy nic nie znalazła, zarzuciła ręce na biodra i jeszcze się rozejrzała. — Nie no, tu nic ni… Kurwa — zerwała się z miejsca i podbiegła do ściany w której była zamontowana wentylacja. Spróbowała się unieść na palcach, podskoczyć, ale na nic. — Musisz mnie podsadzić — oznajmiła odwracając się w jego kierunku. Bo po co iść po jakieś krzesło i zrobić to na spokojnie. Ona musiała wejść na jego barki i z tego poziomu przyjrzeć się wyjątkowo podejrzanej kracie wentylacyjnej.