one weekend. no disasters. hopefully.
: wt sie 18, 2026 10:53 am
Nie spodziewał się, że po jego pytaniu miałaby się speszyć i zarumienić – doskonale wiedział przecież, że mógł przygotować się na całkiem adekwatną odpowiedź w jej wykonaniu i… zdecydowanie się nie zawiódł. Choć przecież wciąż jeszcze miał gdzieś w odmętach pamięci zapisane to dość odległe wspomnienie, kiedy to Elsa postanowiła po raz pierwszy zaprosić go do siebie na noc, dając mu przy okazji dość jasną sugestię, że byliby wtedy zupełnie sami. I oczywiście, że widząc wtedy te jej zaróżowione policzki i to, w jaki sposób starała się dobierać słowa… po prostu nie mógł powstrzymać się, żeby nie przeciągnąć nieco tego jej zakłopotania, udając, że absolutnie nie miał pojęcia, co mogłaby mu tym zaproszeniem sugerować… I nawet jeśli ostatecznie musiała wtedy stracić cierpliwość i zdzielić go w łeb, chyba nawet po czasie musiałby przyznać, że mimo wszystko było warto. Choćby dla widoku rumieńców na jej twarzy.
– Jak powiesz mu to z tym uśmiechem, to powinien zrozumieć wszystko jak należy… – może i sama uważała ten swój uśmiech za kompletnie niewinny, istniała też szansa, że mógłby się na niego nabrać ktoś, kto absolutnie jej nie znał. Trudno jednak byłoby nie zorientować się, że raczej brakowało w nim rozczarowania faktem, że jej chłopak zamiast zająć się tym, czym – kim – powinien, wolałby skupić się na sobie…
Niespecjalnie za to przejął się puszkami, które potoczyły się pod łóżko. Chociaż rzeczywiście chyba jednak wolałby spisać je na straty niż ryzykować zaglądanie tam, żeby je wydobyć… Bo może i wcześniejsze uwagi dotyczące łóżka były z jego strony zwykłym żartem, to jednak nie można było chyba zapominać o tej najważniejszej zasadzie nocowania w podobnych miejscach – pod żadnym pozorem nie należało zaglądać w pewne miejsca. A przestrzeń pod łóżkiem zdecydowanie była takim właśnie miejscem. Podobnie jak szczelina pomiędzy szafą i ścianą, czy górna krawędź kuchennych szafek…
– Coś wymyślę – stwierdził z rozbawieniem, w odpowiedzi na jej słowach o betonowych bucikach. Jednocześnie na nowo sięgając ręką do jej włosów, które najwyraźniej same w jakiś sposób przyciągały jego palce. A skoro to nie zmieniło się ani z biegiem czasu, który upłynął od momentu, kiedy po raz pierwszy miał okazję nawinąć sobie ten kolorowy kosmyk na palec, ani też podczas tych kilku lat rozłąki… Chyba nie było co oczekiwać, że miałoby się zmienić kiedykolwiek. – I nie mówiłem nic o późniejszym ratowaniu cię…
Choć najwyraźniej nie miał też nic przeciwko temu, by na wszelki wypadek przećwiczyć wspomniane przez nią usta-usta, skoro ledwie chwilę później uniósł się lekko, by sięgnąć do jej warg swoimi i na dłuższą chwilę złączyć je w pocałunku. Może i z jakąkolwiek formą resuscytacji niewiele miało to wspólnego, ale… w bajkach działało przecież równie dobrze.
Słysząc jej kolejne słowa, na moment zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie tę konkretną sytuację, o której mogła wspominać. I kiedy już miał zauważyć, że podczas ich początkowych spotkań dość regularnie się na niego wydzierała, ona postanowiła kontynuować tę swoją wypowiedź. Przy okazji zmuszając go do spojrzenia na nią z uśmiechem, który… chyba dość jasno mógł sugerować, że w zasadzie całkiem podobał mu się opisany przez nią sen. Nie miał też większych wątpliwości, że musiałby spodobać się także jego nastoletniej wersji jego, która w tamtym czasie może i nie zakładała nawet, że kiedykolwiek wyląduje z Elsą w jednym łóżku, spędzając z nią leniwy weekend nad jeziorem, ale…
– Miałaś o mnie sny erotyczne jeszcze zanim w ogóle się pocałowaliśmy i mówisz mi o tym dopiero teraz…? – uśmiechnął się, dość dokładnie mogąc zwizualizować sobie opisaną przez nią scenę. Może nawet zbyt dokładnie, zwłaszcza jak na coś, co ostatecznie nigdy nie miało miejsca – przynajmniej nie między bibliotecznymi regałami. – Jakbyś powiedziała mi wtedy, to pewnie dużo wcześniej doszedłbym do wniosku, że w sumie wcale mi te korepetycje aż tak bardzo nie przeszkadzają…
Przesunął jedną rękę w dół, sięgając nią pod materiał już-nie-swojej koszulki, by opuszkami palców móc pogładzić skórę na jej plecach. Powrót myślami do czasów, kiedy żadne z nich nawet nie podejrzewało, że kiedykolwiek ich relacja mogłaby przerodzić się w coś więcej niż tylko wzajemne granie sobie na nerwach w szkolnej bibliotece… chyba rzeczywiście był dość abstrakcyjny. Zwłaszcza teraz, kiedy takie drobne gesty jak jego dłoń sunąca po jej skórze, czy jej usta na jego ciele były czymś zupełnie naturalnym. A przy okazji wciąż czymś, co tym skuteczniej potrafiło zatrzymać ich na dłużej w łóżku. I to niezależnie od tego, jakie mogliby mieć wcześniej zdanie na temat tego konkretnego mebla…
– Zwłaszcza, że nawet brzmi to jak coś, co faktycznie mógłbym mieć ochotę zrobić. Chociaż częściej myślałem chyba jednak o tym, żeby po prostu posadzić cię na tym stoliku zamiast bawić się w jakieś chowanie między regałami… – i chociaż mogło to zabrzmieć jak nieco zaczepny żart – zwłaszcza w połączeniu z tym dość wymownym uśmiechem – to jednak wcale aż tak bardzo nie mijał się z prawdą. Przecież przynajmniej raz lub dwa – zdecydowanie więcej… – podczas tych ich spotkań musiała mu przyjść na myśl scena, w której Elsa siedziałaby na stoliku, a on mógłby zająć się czymś znacznie ciekawszym i przyjemniejszym niż wysłuchiwanie o jakichś energiach potencjalnych, kinetycznych, czy czymkolwiek innym. Bo nawet jeśli wtedy mógłby to dość prosto wytłumaczyć zwykłą nudą oraz chęcią zamknięcia jej ust w jakikolwiek sposób, to… wciąż musiałby skłamać, gdyby chciał upierać się przy tym, że absolutnie nigdy nic podobnego nie chodziło mu po głowie. Jeszcze zanim w ogóle pomyślał o tym, żeby zabrać ją ze sobą na imprezę do Chrisa. A tym bardziej zanim miałby wreszcie przyznać przed sobą, czemu tak bardzo mu zależało, żeby z nim poszła.
Elsa Eriksen
– Jak powiesz mu to z tym uśmiechem, to powinien zrozumieć wszystko jak należy… – może i sama uważała ten swój uśmiech za kompletnie niewinny, istniała też szansa, że mógłby się na niego nabrać ktoś, kto absolutnie jej nie znał. Trudno jednak byłoby nie zorientować się, że raczej brakowało w nim rozczarowania faktem, że jej chłopak zamiast zająć się tym, czym – kim – powinien, wolałby skupić się na sobie…
Niespecjalnie za to przejął się puszkami, które potoczyły się pod łóżko. Chociaż rzeczywiście chyba jednak wolałby spisać je na straty niż ryzykować zaglądanie tam, żeby je wydobyć… Bo może i wcześniejsze uwagi dotyczące łóżka były z jego strony zwykłym żartem, to jednak nie można było chyba zapominać o tej najważniejszej zasadzie nocowania w podobnych miejscach – pod żadnym pozorem nie należało zaglądać w pewne miejsca. A przestrzeń pod łóżkiem zdecydowanie była takim właśnie miejscem. Podobnie jak szczelina pomiędzy szafą i ścianą, czy górna krawędź kuchennych szafek…
– Coś wymyślę – stwierdził z rozbawieniem, w odpowiedzi na jej słowach o betonowych bucikach. Jednocześnie na nowo sięgając ręką do jej włosów, które najwyraźniej same w jakiś sposób przyciągały jego palce. A skoro to nie zmieniło się ani z biegiem czasu, który upłynął od momentu, kiedy po raz pierwszy miał okazję nawinąć sobie ten kolorowy kosmyk na palec, ani też podczas tych kilku lat rozłąki… Chyba nie było co oczekiwać, że miałoby się zmienić kiedykolwiek. – I nie mówiłem nic o późniejszym ratowaniu cię…
Choć najwyraźniej nie miał też nic przeciwko temu, by na wszelki wypadek przećwiczyć wspomniane przez nią usta-usta, skoro ledwie chwilę później uniósł się lekko, by sięgnąć do jej warg swoimi i na dłuższą chwilę złączyć je w pocałunku. Może i z jakąkolwiek formą resuscytacji niewiele miało to wspólnego, ale… w bajkach działało przecież równie dobrze.
Słysząc jej kolejne słowa, na moment zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie tę konkretną sytuację, o której mogła wspominać. I kiedy już miał zauważyć, że podczas ich początkowych spotkań dość regularnie się na niego wydzierała, ona postanowiła kontynuować tę swoją wypowiedź. Przy okazji zmuszając go do spojrzenia na nią z uśmiechem, który… chyba dość jasno mógł sugerować, że w zasadzie całkiem podobał mu się opisany przez nią sen. Nie miał też większych wątpliwości, że musiałby spodobać się także jego nastoletniej wersji jego, która w tamtym czasie może i nie zakładała nawet, że kiedykolwiek wyląduje z Elsą w jednym łóżku, spędzając z nią leniwy weekend nad jeziorem, ale…
– Miałaś o mnie sny erotyczne jeszcze zanim w ogóle się pocałowaliśmy i mówisz mi o tym dopiero teraz…? – uśmiechnął się, dość dokładnie mogąc zwizualizować sobie opisaną przez nią scenę. Może nawet zbyt dokładnie, zwłaszcza jak na coś, co ostatecznie nigdy nie miało miejsca – przynajmniej nie między bibliotecznymi regałami. – Jakbyś powiedziała mi wtedy, to pewnie dużo wcześniej doszedłbym do wniosku, że w sumie wcale mi te korepetycje aż tak bardzo nie przeszkadzają…
Przesunął jedną rękę w dół, sięgając nią pod materiał już-nie-swojej koszulki, by opuszkami palców móc pogładzić skórę na jej plecach. Powrót myślami do czasów, kiedy żadne z nich nawet nie podejrzewało, że kiedykolwiek ich relacja mogłaby przerodzić się w coś więcej niż tylko wzajemne granie sobie na nerwach w szkolnej bibliotece… chyba rzeczywiście był dość abstrakcyjny. Zwłaszcza teraz, kiedy takie drobne gesty jak jego dłoń sunąca po jej skórze, czy jej usta na jego ciele były czymś zupełnie naturalnym. A przy okazji wciąż czymś, co tym skuteczniej potrafiło zatrzymać ich na dłużej w łóżku. I to niezależnie od tego, jakie mogliby mieć wcześniej zdanie na temat tego konkretnego mebla…
– Zwłaszcza, że nawet brzmi to jak coś, co faktycznie mógłbym mieć ochotę zrobić. Chociaż częściej myślałem chyba jednak o tym, żeby po prostu posadzić cię na tym stoliku zamiast bawić się w jakieś chowanie między regałami… – i chociaż mogło to zabrzmieć jak nieco zaczepny żart – zwłaszcza w połączeniu z tym dość wymownym uśmiechem – to jednak wcale aż tak bardzo nie mijał się z prawdą. Przecież przynajmniej raz lub dwa – zdecydowanie więcej… – podczas tych ich spotkań musiała mu przyjść na myśl scena, w której Elsa siedziałaby na stoliku, a on mógłby zająć się czymś znacznie ciekawszym i przyjemniejszym niż wysłuchiwanie o jakichś energiach potencjalnych, kinetycznych, czy czymkolwiek innym. Bo nawet jeśli wtedy mógłby to dość prosto wytłumaczyć zwykłą nudą oraz chęcią zamknięcia jej ust w jakikolwiek sposób, to… wciąż musiałby skłamać, gdyby chciał upierać się przy tym, że absolutnie nigdy nic podobnego nie chodziło mu po głowie. Jeszcze zanim w ogóle pomyślał o tym, żeby zabrać ją ze sobą na imprezę do Chrisa. A tym bardziej zanim miałby wreszcie przyznać przed sobą, czemu tak bardzo mu zależało, żeby z nim poszła.
Elsa Eriksen