'Cause it's nice out and we could get high
: czw sie 13, 2026 9:35 am
Najgorzej, jak człowiek się postara, a potem okaże się, że wszyscy uczestnicy konkursu to niewdzięczne kurwy. I weź tu coś dla takich organizuj. Ona się postarała, o wszystko zadbała, a oni kręcą nosami. Co to w ogóle ma być? Wymyśliła im super rozrywkę, dzięki której mogli poznać festiwal lata od podszewki. Bez tego przecież nie dowiedzieliby się, ile fajnych atrakcji było wokół. Ten dzień to nie tylko chlanie wódy! Dodatkowo dostali szansę sprawienia przyjemności komuś bliskiemu, a to nagroda sama w sobie. Problem w tym, że w ogóle tego wszystkiego nie doceniali. Kręcili nosami, szukali dziury w całym i w ogole wymyślali jakieś niestworzone problemy. Tragedia.
— Wasze stare się nie postarały — burknęła tylko pod nosem, nie chcąc wchodzić w kłótnie z malkontentami. Nie ma przecież nic gorszego niż wdać się w dyskusję z hejterami. Znała się na social mediach na tyle dobrze, że zdawała sobie sprawę, że tego typu afery lepiej przeczekać. Wystarczy chwilę pomilczeć, a ludzie w końcu sami zapomną. No, chyba że się odjebało jakieś chore gówno i jest się totalnie winnym, to slaby pomysł. Ale w tym wypadku nic takiego nie miało miejsca. Finch zrobiła wszystko jak należy, a winni byli wszyscy wokół oprócz niej.
— Nadal chcesz pić? Nie wiem, czy to jest bezpieczne. — Spojrzała na narzeczoną nieco zmartwiona. Coś za mocno jej się wkręciło to paskudztwo, które w siebie wlali. Picie czegoś normalnego nie powinno nieść za sobą aż takiego ryzyka, ale czy nie byli już całkowicie skażeni tym, co dostali w trakcie zawodów? Mogło to wchodzić w jakieś dziwne reakcje z czymkolwiek, co potem człowiek dostarczał sobie do organizmu. Zalęgną im się jakieś żyjątka w żołądkach i co będzie? Albo wyrosną im ogony. To akurat byłoby spoko, April mogłaby mieć ogon. Nie bez powodu je ulubioną rasą w DnD były diabelstwa! Posiadanie ogona musiało być w wielu momentach niesamowite. Ale też niesamowicie spierdolone. Pewnie co rusz przytrzaskiwałaby go sobie drzwiami, bo jest przecież nieogarem. No dobra, może lepiej, że nie ma żadnych dodatkowych kończyn, którym mogłaby zrobić krzywdę ta sierota obrzygana.
Pokiwała entuzjastycznie głową na pomysł, żeby coś zjeść. To przecież nie mogło być niebezpieczne! No chyba że na przygotowanie tutejszego żarcia ktoś miał równie kreatywne pomysły, co na tworzenie tych szotów. Kto wie, może zajmowała się tym ta sama osoba? Jeżeli tak, to na pewno tego nie przeżyją. Spadające na łeb stropy budynków będą niczym w porównaniu z tym, jakie niebezpieczeństwa czaiły się za rogiem. Warto było jednak zaryzykować. Dla jedzenia była w stanie zrobić więcej niż dla chlania.
Spojrzała na narzeczoną, która ewidentnie miała już dość towarzystwa. Pewnie chciała zająć się Finch jak należy, a przecież nie wypada tak w towarzystwie. Cóż, załatwienie świętego spokoju nie powinno być żadnym problemem. Dotarli do baru i w przypływie jakieś durnej odwagi zamówili sobie po jeszcze jednym szocie. Finch uniosła swój do toastu.
— To co, za przyjaźń i miłość, co nie? Ach, no i Teddy mówi, że macie już sobie iść, bo chcemy zostać same — oświadczyła, uśmiechając się do wszystkich. Stuknęła w szkło pozostałych i obaliła kielona na raz. Mlasnęła trochę niezadowolona, bo daleko było temu do czegoś smacznego. Nie wykręcało może jak te konkursowe szoty, ale nie wchodziło gładko. Emma i Jett spojrzeli na siebie nieco skołowani. Burnett nie poczuła się jednak obrażona. Zaśmiała się w końcu, stuknęła swoim kieliszkiem i napiła się.
— To i tak wytrzymałyście dłużej niż podejrzewałam. To co, Jett, zabierzesz mnie na te hot-dogi? — Obróciła się w stronę mężczyzny najwyraźniej uznając, że skoro mają sobie iść, to mogą iść w jednym kierunku.
wyganiaczka
— Wasze stare się nie postarały — burknęła tylko pod nosem, nie chcąc wchodzić w kłótnie z malkontentami. Nie ma przecież nic gorszego niż wdać się w dyskusję z hejterami. Znała się na social mediach na tyle dobrze, że zdawała sobie sprawę, że tego typu afery lepiej przeczekać. Wystarczy chwilę pomilczeć, a ludzie w końcu sami zapomną. No, chyba że się odjebało jakieś chore gówno i jest się totalnie winnym, to slaby pomysł. Ale w tym wypadku nic takiego nie miało miejsca. Finch zrobiła wszystko jak należy, a winni byli wszyscy wokół oprócz niej.
— Nadal chcesz pić? Nie wiem, czy to jest bezpieczne. — Spojrzała na narzeczoną nieco zmartwiona. Coś za mocno jej się wkręciło to paskudztwo, które w siebie wlali. Picie czegoś normalnego nie powinno nieść za sobą aż takiego ryzyka, ale czy nie byli już całkowicie skażeni tym, co dostali w trakcie zawodów? Mogło to wchodzić w jakieś dziwne reakcje z czymkolwiek, co potem człowiek dostarczał sobie do organizmu. Zalęgną im się jakieś żyjątka w żołądkach i co będzie? Albo wyrosną im ogony. To akurat byłoby spoko, April mogłaby mieć ogon. Nie bez powodu je ulubioną rasą w DnD były diabelstwa! Posiadanie ogona musiało być w wielu momentach niesamowite. Ale też niesamowicie spierdolone. Pewnie co rusz przytrzaskiwałaby go sobie drzwiami, bo jest przecież nieogarem. No dobra, może lepiej, że nie ma żadnych dodatkowych kończyn, którym mogłaby zrobić krzywdę ta sierota obrzygana.
Pokiwała entuzjastycznie głową na pomysł, żeby coś zjeść. To przecież nie mogło być niebezpieczne! No chyba że na przygotowanie tutejszego żarcia ktoś miał równie kreatywne pomysły, co na tworzenie tych szotów. Kto wie, może zajmowała się tym ta sama osoba? Jeżeli tak, to na pewno tego nie przeżyją. Spadające na łeb stropy budynków będą niczym w porównaniu z tym, jakie niebezpieczeństwa czaiły się za rogiem. Warto było jednak zaryzykować. Dla jedzenia była w stanie zrobić więcej niż dla chlania.
Spojrzała na narzeczoną, która ewidentnie miała już dość towarzystwa. Pewnie chciała zająć się Finch jak należy, a przecież nie wypada tak w towarzystwie. Cóż, załatwienie świętego spokoju nie powinno być żadnym problemem. Dotarli do baru i w przypływie jakieś durnej odwagi zamówili sobie po jeszcze jednym szocie. Finch uniosła swój do toastu.
— To co, za przyjaźń i miłość, co nie? Ach, no i Teddy mówi, że macie już sobie iść, bo chcemy zostać same — oświadczyła, uśmiechając się do wszystkich. Stuknęła w szkło pozostałych i obaliła kielona na raz. Mlasnęła trochę niezadowolona, bo daleko było temu do czegoś smacznego. Nie wykręcało może jak te konkursowe szoty, ale nie wchodziło gładko. Emma i Jett spojrzeli na siebie nieco skołowani. Burnett nie poczuła się jednak obrażona. Zaśmiała się w końcu, stuknęła swoim kieliszkiem i napiła się.
— To i tak wytrzymałyście dłużej niż podejrzewałam. To co, Jett, zabierzesz mnie na te hot-dogi? — Obróciła się w stronę mężczyzny najwyraźniej uznając, że skoro mają sobie iść, to mogą iść w jednym kierunku.
wyganiaczka