Strona 5 z 5

Toronto Project X

: pt wrz 18, 2026 1:20 pm
autor: Eric Stones
— Przypomnij mi o tej furze później! — krzyknął do Jasona, mając — rzecz jasna — rurę na myśli, bo w tamtej chwili jego focus ford focus był na tym, aby wspiąć się na stół, niczym kot na drzewo. Jeszcze nim podniósł się z podłogi, zasalutował mówiącej wcześniej do niego Eryczce. Ruszał się jak prawdziwy Michael Jackson albo Patrick Swayze w Dirty Dancing — nieprawda.
— Ależ sappraszam! Miejsssca jest dużo! – powiedział głośniej, by August dobrze go usłyszała, a oprócz tego zrobił krok w bok, coby miała miejsce. Nie chciał, by dziewczyna Alexa podzieliła jego los, więc podał jej rękę, choć to także było ryzykowne, patrząc na jego ekhm… trudność w utrzymaniu pionu. Znaczy, jego zdaniem wszystko było super! Problemy? Nie miał ABSOLUTNIE żadnych! I właśnie dlatego chciał tańczyć, drzeć mordęśpiewać oraz po prostu cieszyć się z tego, że w jego domu działa się taka super, mega, hiper, kozacka impreza.
— Noc jeszcze długa, Cass. Obiecuję, że zatańczymy — rzucił, pokazując Cassie uniesione do góry kciuki. Niesamowite było, że pomimo trudności z utrzymaniem równowagi, potrafił jeszcze mówić w miarę wyraźnie i nawet sensownie. Aczkolwiek w pewnym momencie wypił o tego jednego drinka za dużo i o mały włos nie zaliczył drugiego upadku, ale na szczęście Jason miał sokole oko, dzięki czemu do spotkania z podłogą po raz drugi nie doszło. Normalnie by mu podziękował, ale zamiast tego wydał z siebie coś na wzór bełkotu oraz klepnął przyjaciela w ramię.
Grzecznie siedział obok Gaby z głową opartą na jej ramieniu, aż nagle ktoś wcisnął mu kubek i kazał pić — Stones był pewien, że jest tam alkohol, lecz w rzeczywistości zamiast procentowego trunku, pił niegazowaną wodę. Gdy opróżnił kubek, dostał kolejny praktycznie od razu.
Blondynka na stole krzyknęła coś o ev’ry night, a w pomieszczeniu frekwencja osób jakby się nieco zwiększyła, a wszyscy dookoła gadali o jakiejś Lindsay. Jak się okazało, chodziło o piersiastą blondynkę. Gaba odkorkowała butelkę szampana, który rozprysnął się dookoła. Na jego ubrania też skapnęło kilka kropel. Chwilę później Erika tańczyła już na stole razem z Lindsay, rozlewając szampana do ust randomowych typów ustawiających się pod stołem i Eric nagle zdał sobie sprawę z tego, że w sumie to mógłby jeszcze wypić — odzyskiwał godność człowieka i mógł dalej uczestniczyć w imprezie. Potrzebował chwili, by odsapnąć i złapać kilka głębszych wdechów, nim w końcu był w stanie dołączyć do zabawy.

Był, ale…

Nie spodobało mu się to, że jakiś obcy chłopak zaprowadził Shereen i August do kuchni. Miał podnieść się z miejsca i ruszyć za nimi, lecz Lindsay najwidoczniej szukała publiczności, bo gdy się podniósł z zamiarem znalezienia swojej dziewczyny, blondynka zatrzymała go w miejscu, częstując drinkiem wziętym od kolegi (albo szampanem od Eryczki). Wypił to niemal na raz i przeszedł dalej. Ostatecznie zatrzymał się gdzieś w połowie drogi, bo jakby spod ziemi wyrosły mu przed nosem August i Shereen.
— Jasne, dzięki. Już będę jej pilnował… — odpowiedział do Zimówki, skupiając się już kompletnie na swojej dziewczynie, którą przejął. — Kto do Ciebie zarywał? Tamten pod ścianą? Czy tamten? — zaczął wskazywać palcem poszczególnych gości, posyłając w ich stronę mordercze spojrzenia. Być może było to spowodowane alkoholem, może nastrojem, który spadł, gdy spieprzył się ze stołu, ale był gotowy do obicia typowi mordy twarzy. — Temu mam nejabać? Patrzy się w te strone.



Shereen Winfield Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters Cassandra Wildbird

Toronto Project X

: pt wrz 18, 2026 2:02 pm
autor: Shereen Winfield
Chłopcy zaczęli pić karnego drinka, którego Shereen tylko powąchała. Właściwie, oparła sięo ramię swojego chłopaka i niemal wsunęła mu nos do szklanki, bo chciała sprawdzić, jak ten specyfik pachnie. Całkiem przyjemnie, ale woń alkoholu była okropnie gryząca. Shereen została zmuszona do cofnięcia głowy — no i się skrzywiła. Sądząc po towarzystwie, ludzie byli coraz bardziej porobieni. Lindsay stała na stole, wywijając tam jak gwiazda do piosenki jakieś polskiej artystki Mandaryny, Erika tańczyła razem z nią. Szampan dosłownie lał się ze stołu, a grupa chłopaków (skąd oni się wzięli?!) bujała się pod stołem, otwierając usta, by przyjąć kolejną dawkę szampana. Przerażała ją myśl, że rano będą musieli to sprzątać, ale przecież sami się na to skazali, organizując imprezę, nie? Tego typu domówki nigdy nie kończyły się dobrze. Nie w wydaniu tej ekipy, najwidoczniej.
Shereen stojąc niedaleko stołu, dopingowała Erike, podskakując i krzycząc dawaj, lej mała! Stała tuż obok Gabrieli, więc w sumie to miała ułatwiony dostęp do drinków. Wyczynu swojego chłopaka nie skomentowała żadnym komentarzem, po prostu się zaśmiała, bo Eric był ewidentnie porobiony i jedynej rzeczy, jakiej potrzebował, był odpoczynek. Na szczęście Jason tutaj czuwał, więc pomógł Ericowi i ten nie zaliczył drugiej gleby — poza tym widziała, że Jamie zaczęła odstawiać jakąś krzywą akcję i wyszła na dwór. Chciała wyjść za nią, ale ostatecznie została w miejscu, słuchając jeszcze Gabrieli, która wspominała o zabawie w kiblu z Lindsay. Naprawdę zaciekawiło to ją bardziej, niż powinno i najwidoczniej nie tylko ją, bo August także.
— Ej, a lepiej jest z dziewczyną czy chłopakiem? — zapytała rudowłosej Gabrieli, najwidoczniej zaintrygowana tematem. Shereen nigdy nie była blisko z kobietą, bo jakoś nieszczególnie miała na to okazję, ale mogła sobie wyobrazić, że było zupełnie inaczej — szokujące. Po usłyszeniu odpowiedzi kiwnęła tylko głową i już miała kontynuować rozmowę, ale wraz z August zostały chwycone za ręce przez jakiegoś chłopaka, który zaprosił je do kuchni i poczęstował drinkiem.

— TUTAJ DLA AUGUST CZĘŚĆ —



Tutaj w kuchni muzyka wciąż była głośna, ale dużo prościej było skupić się na myśleniu, niż w głównym pomieszczeniu, w którym odbywała się impreza. Tam było duszno. Ludzie byli prawie rozebrani. Wszędzie unosił się zapach alkoholu, papierosów i… Cholera, naprawdę dopiero teraz mogła odetchnąć, bo była rozgrzana. Zarówno przez alkohol, jak i te dzikie podskoki, które wykonywała dopingując tańczące na stole dziewczyny. Oparła się plecami o jedną z szafek, nie spuszczając z oczu chłopaka, który zaczął wciskać im bajery. Piękności wy moje. Ślicznotki. Kotki. Misie. A może jeszcze jednego drineczka. Co chwila nachylał się raz do jednej, a za chwilę do drugiej — może liczył na trójkąt? Shereen obłapiała go chłodnym wzrokiem z typowym siebie bicz fejsem, który pojawiał się nagle i bez zaproszenia w sytuacjach, które uważała za nieodpowiednie. Tak, jej twarzy wyrażała więcej niż słowa.
— Ja bym tego nie piła. Nie wiadomo, czy niczego tam nie dosypał. Wygląda podejrzanie — rzuciła w stronę August, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. No, ale ostrzeżenie pojawiło się zbyt późno, bo już zaraz klepała August po plecach, bo biedna się dusiła. Ona drinka nie przyjęła, zrobiła tylko urażoną minę i chamskim gestem wytrąciła kieliszek z jego dłoni. Chłopak się zachlapał i w momencie, w którym August wyprowadzała Shereen z kuchni, Winfield szybko z kociaka, któremu chciał pokazywać Hamilton stała się dziwką od azjaty a August kurwą od solenizanta. No trudno. — Co chciał mi pokazać? Pewnie swojego małego chuja. Skoro chciał nas upić po to, żeby później zaprosić do swojej dzielnicy, to musi mieć kiepskie życie erotyczne — podsumowała, wychodząc z August i jeszcze pokazała typowi środkowy palec.

— TUTAJ DLA ERICA I CASSIE —



Zatrzymała się tuż przy Ericu, który przejął ją od August i pierwszą rzeczą, jaką zrobiła, było przytulenie go i dociśnięcie do ściany tak na wszelki wypadek, gdyby chciał sobie gdzieś pójść. I cholera wie, czy chciała się po prostu poprzytulać, czy oczekiwała pochwały za to, w jaki sposób potraktowały wraz z August niezadowolonego chłopaka, który powoli wychodził z kuchni, poruszając materiałem swojej koszulki, żeby ta szybciej wyschła.
— Daj spokój, Stones. Sobie powinieneś najebać, bo cię odcięło. Nikt ważny, jakiś frajer — odparła, napierając na niego nieco mocniej, bo chciała odwrócić jego uwagę od niewinnych chłopaków, których ścinał wzrokiem. Czy to ten? Patrzy się w te stronę. — To był ten. Shereen westchnęła, wywracając oczami, gdy chłopak z kuchni przechodził obok nich, rzucając negatywnym komentarzem w jej stronę. Zacisnęła mocniej palce na ubraniach Erica, dając mu do zrozumienia, że nie powinien ulegać głupiej prowokacji. — Chodźmy do Cassie, albo na dwór? — mruknęła, przemykając ustami po ustach Erica i chwyciła go za rękę, odciągając od ściany.
I zaciągnęła go do Cassie,⁣, która właśnie rozmawiała z niejakim Victorem. Nie wiedziała, co ich łączy, ale… Dostrzegła kątem oka spojrzenia, które Lindsay rzucała ukradkiem w stronę rudowłosej i Victora. Spojrzenia, które zwiastowały k ł o p o t y.
— Który to chłopak Lindsay? — Wzrok Victora sugerował, że właśnie on.


Alexander Hall Gabriela R. Blais Erika Lindberg Jason Choi Jamie Park august winters Cassandra Wildbird Eric Stones

Toronto Project X

: pt wrz 18, 2026 2:49 pm
autor: Łoś Superktoś
PODSUMOWANIE - TURA 4
gratulacje!
Tajne Kroniki Projektu X: Tura 4: Black meteor, zagęszczona atmosfera, w tle Mandaryna i bójka na horyzoncie


Impreza z każdą kolejną chwilą coraz bardziej wymykała się spod kontroli. Chłopcy zaczęli mierzyć się z Black Meteorem, który według Gabrieli miał około 30% alkoholu, a dziewczęta z niemałym rozbawieniem obserwowały kolejne ofiary mocnego karniaczka. Lindsay i Erika nadal tańczyły na stole, szampan lał się na znajdujących się pod nim ludzi, a cała impreza coraz bardziej przypominała domówkę, po której rano pozostawało już tylko pytanie: kto to wszystko posprząta?

Eric, będący już zdecydowanie zbyt blisko granicy własnych możliwości, ponownie omal nie spotkał się z podłogą. Na szczęście Jason w porę go złapał i spróbował doprowadzić kolegę do stanu przypominającego człowieka. Jamie natomiast, wyraźnie zdenerwowana czymś związanym z telefonem, wyszła na zewnątrz, ignorując chłopaka który próbował do niej podbić. Rozmawiała z Hugo, który odpowiadał jej znużonym głosem, jakby nie do końca potrafił powiedzieć, po cholere do niego wydzwaniała, skoro ich relacja to przeszłość. I tutaj z pomocą przyszedł Jason, który zaprosił ją na dwór i zaproponował papieroska.

W międzyczasie Gabriela zdradziła kilka szczegółów dotyczących swojej wcześniejszej zabawy z Lindsay, czym skutecznie zainteresowała część towarzystwa. Niedługo później Shereen i August zostały zaczepione przez jednego z nieznajomych chłopaków, który zabrał je do kuchni i próbował poczęstować drinkiem. Szybko okazało się, że jego zamiary nie były szczególnie niewinne. Po odmowie i kilku wyjątkowo chamskich komentarzach dziewczyny opuściły kuchnię, zostawiając niedoszłego podrywacza z mokrą koszulką i urażoną dumą.

Alex najwyraźniej postanowił zadbać o życie uczuciowe Eriki i zaproponował jej założenie Tindera. Czy była to niewinna sugestia, próba znalezienia jej kogoś na imprezie, czy po prostu kolejny pijacki pomysł? Cóż, to miało się okazać NIEBAWEM.

***


Po powrocie do salonu uwagę przyciągnęła natomiast Cassie rozmawiająca z Victorem. Lindsay, która od pewnego czasu obserwowała ich z ukradka, najwyraźniej nie była zachwycona tym widokiem. Alkohol dodatkowo podkręcał jej zazdrość, dlatego butelkę, którą trzymała w dłoni, wręczyła Erice. — Kim jest ta ruda szmula? — zapytała jej i niewiele myśląc, po prostu zeszła ze stołu, zarzucając włosami i wypinając dumnie biust do przodu. Z początku nie zamierzała robić sceny, ale ostatecznie usłyszała śmiech Victora, co wyprowadziło ją z równowagi. — To mój chłopak — podkreśliła, stając między nim i Cassie. Jej ton sugerował, że rozmowa właśnie przestała być niewinną pogawędką. Lindsay zaczęła wypytywać Cassie, o czym tak dobrze rozmawiało jej się z Victorem, a kolejne pijane uwagi coraz wyraźniej wskazywały na to, że odebrała tę rozmowę za flirt. Victor próbował uspokoić sytuację, jednak Lindsay była już zdecydowanie zbyt zazdrosna, żeby przejmować się jego tłumaczeniami.

Pozostawało więc tylko pytanie, czy Cassie postanowiła jej odpowiedzieć, czy może pozwoliła pijanej Lindsay wyładować całą zazdrość na sobie?

Atmosfera stawała się coraz cięższa. Muzykę przyciszono, imprezowicze zaczęli zbierać się wokół Cassie i Lindsay. — Może pogadamy o tym na zewnątrz? — I nie czekając na odpowiedź, sięgnęła dłoń rudowłosej, wyciągając ją siłą na dwór. Wraz za dziewczynami na zewnątrz wyszli wszyscy inni, zaintrygowani rozwojem sytuacji. Stojący w pobliżu Jason oraz Jamie mogli mieć na całą scenkę widok z miejsca niemalże VIP.

Rzut dla Cassie 1d6:


1–3 — Blondyne pojebało.
Lindsay jest zbyt pijana i zazdrosna, żeby spokojnie wysłuchać wyjaśnień. W trakcie rozmowy puszczają jej nerwy i rzuca się na Cassie, próbując ją szarpnąć lub odepchnąć. Pozostali imprezowicze muszą szybko zareagować, zanim sytuacja przerodzi się w prawdziwą bójkę.

4— 6 — Ale szykuje się awanti.
Do rękoczynów ostatecznie nie dochodzi, ale rozmowa zdecydowanie nie przebiega spokojnie. Lindsay urządza Cassie porządną awanturę, oskarżając ją o flirtowanie z Victorem i wypominając kolejne rzeczy. Pada kilka ostrych słów, a atmosfera robi się coraz bardziej napięta. Pozostali zaczynają się wtrącać, próbując albo załagodzić sytuację, albo po prostu obserwując rozwój wydarzeń.

CO SIĘ ZADZIEJE MOI MILI PAŃSTWO?! :noway: :noway:



Zaczynamy turę V.
Na czas napisania posta macie siedem dni, co oznacza, że ostatnia osoba powinna napisać go do 25.09 godziny 19:00. Post od MG rozpoczynający pojawi się pod wieczór, tego samego dnia, lub następnego — zależy czy zdążycie! <3




Besos, Kasia
:lof:



gifcik
Obrazek


Prowadzący:
Shereen Winfield


Alex Eric Erika Jason Gabriela Cassandra Jamie Alvin august Charly

Toronto Project X

: wt wrz 22, 2026 1:48 pm
autor: Jamie Park
- Czekaj, bo tutaj mój były mnie porywa... - zaczynała lekko bełkotać, kiedy Jason objął ją ramieniem i wyprowadził na powietrze. - Anyways... Tęsknię... Love you...
I tutaj sprawna dłoń Jasona wyrwała jej telefon z ręki, rozłączając rozmowę.
- Nagrałam się, on i tak nie odsłucha! - zaczęła protestować, czując dreszcz na plecach, kiedy owionął ją chłód. - Ej, jutro będę chora!
Dodała marudnie, co Jasonowi od razu zapaliło czerwoną lampkę w głowie. Jamie była głodna. Brakowało jej cukru, albo czegoś innego, co płynęło w jej żyłach, bo na pewno nie krew. I na pewno nie był to alkohol!
- Czemu jesteś dla mnie niemiły?! Obiecałeś, że będziemy się przyjaźnić! - tupnęła nogą, po czym, tracąc lekko równowagę, oparła się plecami o ścianę.
Tutaj zebrała w sobie resztki siły, by znów z partyzanta zaprotestować przeciwko opiece Jasona, szczególnie nad jej telefonem komórkowym, więc rzuciła się na niego, próbując mu zabrać z rąk urządzenie. Mało rzeczy może się równać z furią pijanej Koreanki, więc Jason musiał przerzucić telefon w ręce August, którą właśnie bezpiecznie zaparkował Alex.
- Och, z nikim ważnym, nagrałam się Hugo... A teraz muszę zadzwonić i mu wyjaśnić, że jestem pijana i gadałam głupoty! - walka z Jasonem dalej trwała, chociaż telefonu już nie było w zasięgu na dobre, ale Cooks najwyraźniej tego nie skojarzyła.
Przypominało to trochę cziłałę próbującą powalić na ziemię doga niemieckiego. Zdecydowanie Jamie potrzebowała jakiegoś plastra na złamane serce. Nic więc dziwnego w tym, że pomysł założenia Tindera Erice - jakże znakomity i świetnie wykonany - został też rozciągnięty na Jamie. Tym razem w wykonaniu August, która miała na tyle dużo serduszka dla Park, żeby nie wstawić na tej przeklętej aplikacji śmielszych zdjęć z jej galerii. Takich, które powinny znajdować się raczej w jakimś sejfie. Biedactwo wysyłało je pewnemu Mike'owi, który też złamał jej serce. Zdecydowanie Jamie powinna zabezpieczyć telefon jakimś pinem.
- Ej... Baddie... Co robisz? - zapytała, wysupłując się z ramion Jasona, który najwyraźniej wystarczająco wymęczył już Jamie, by ta się uspokoiła.
Po czym klapnęła koło August, patrząc, jak ta wpisuje kolejne informacje w jej nowego Maplindera.
- Ale nie to zdjęcie... - jęknęła.
- To mój chłopak! - wyrwało Jamie z zezującego skupienia na telefonie, kiedy to Lindsay tak brutalnie wyciągnęła Cassie na zewnątrz, przeciskając się między palącą grupką przyjaciół.
Azjatka zmarszczyła brwi w buntowniczym wyrazie, po czym podniosła się ze swojego miejsca.
- A to moja dziewczyna! - rzuciła, chcąc naturalnie bronić Cassie.

Baddie! Gabi Feed me! Kapitan Wiwatów Rikka Reen Cassie Al Alex

Toronto Project X

: pt wrz 25, 2026 5:04 pm
autor: Erika Lindberg
Siedzenie na kanapie razem z Gabi miało niewątpliwie swoje plusy. Głównie dlatego, że miała przy sobie dziewczynę, która karmiła ją alko-żelkami. Parę razy nawet zaczepnie przygryzła palce Blais, gdy ta kładła misie na jej języku. Tak po prostu, żeby się z nią nieco bardziej podrażnić. W końcu należała jej się jakaś przyjemność z życia. Kwestię tego czy robiły sobie przed konkursem jakąś rozgrzewkę w łazience z oczywistych względów przemilczała. Niech się zastanawiają na co poszły te wszystkie minuty, które razem spędziły za zamkniętymi drzwiami, gdy nastawiały się do rywalizacji.
W zasadzie mogłoby być nawet spokojniej, gdyby nie to, że obok nich znalazł się Alex, który wpadł na pomysł, aby oszczędzić im wspólnego spanka (którego i tak by nie było, bo przecież teraz miał Augustynkę, która nie zamierzała go zostawić jak Maddie i skazywać na wspólne spanie z Eriką i Cassie). Przez moment przyglądała mu się podejrzliwie, ale w końcu podała mu swój telefon, przypominając mu również kod PIN.
- No nie wiem… Jakoś nie kręci mnie randkowanie, ale może będzie śmiesznie - odpowiedziała, wzruszając ramionami i pozostawiając swój los w rękach Halla, co nie mogło być dobrym posunięciem.
Ten likier kawowy był chyba jedynym powodem, dla którego picie tych drinków miało być karą. Przecie nie były one znowu takie mocne (prawda?), a do tego smakowałyby całkiem dobrze, gdyby tylko nie ten jeden składnik, który wszystko niszczył. Całe szczęście, że miała przy sobie pomocną przyjaciółkę, która próbowała pomóc jej w rozwiązaniu tego problemu.
- Przypominam ci, że nie cierpię kawy, Alex - przypomniała kumplowi, a przy okazji jeszcze spojrzała na telefon, który po jakimś czasie do niej wrócił z nowiutkim kontem Tinderowym. - O kurwa, brachu… Posunąłeś dla mnie Gabi? Znaczy… Przesunąłeś?
Proszę jaki matchmaker się znalazł. W sumie to konto chyba naprawdę musiało działać skoro Blais zaraz przysunęła się do niej, proponując całkiem ciekawy sposób na to, aby zlikwidować nieprzyjemne doznania smakowe po swoim Meteorycie.
- Cóż, zawsze można spróbować - mruknęła w odpowiedzi z zawadiackim uśmieszkiem i nawet przysunęła się bliżej Gabrieli jakby naprawdę chciała skorzystać z jej propozycji pozbycia się smaku kawy z języka, ale pojawienie się nowych imprezowiczów sprawiło, że cały plan wziął w łeb i ruda skupiła się na Lindsey Lohan. Chamówa.

Mandaryna oraz inne wieczne hity wszystkich imprez sprawiały, że od razu weszła w pełny tryb Coyote Ugly. Zakręciła pośladkami i nachyliła się nad tłumem, aby lać szampana prosto do otwartych gardeł i na wyciągnięte języki, ale nagle wokół zrobiło się tak tłoczno, że niektórzy nie mieli szansy na to, aby dostąpić tego wyjątkowego złotego deszczu. Ofiarą tego niezbyt celnego szampanowego bukkake padli zatem Alex i August, ale przynajmniej wyglądali całkiem powabnie tacy mokrzy i rozochoceni imprezą. W pewnym momencie nawet padła na blacie na kolana i odchyliła się w tył, aby Gabs mogła ją spryskać całą szampanem. Czuła się już od niego cała lepka i musiała przeczesać włosy palcami, aby mokre pasma nie kleiły jej się do twarzy, ale ogólnie rzecz biorąc to wcale nie było tak źle. Nawet, gdy z tej pozycji poruszała biodrami niczym jakaś alternatywna genderbent wersja Magic Mike’a.
Nie sądziła nawet, że cała ta impreza może nagle przybrać dużo bardziej dramatyczny obrót. W końcu nie spodziewała się, że znajdująca się obok niej blondynka jest jakąś szurniętą zazdrośnicą, która zechce obić Cassie za to, że gadała z jakimś randomowym chłopaiem.
- NAWET O NIEJ TAK NIE MÓW, BLOND PIZDO! - wydarła się za Lindsey.
W końcu nikt jej tu Cass obrażać nie będzie. Nawet próbowała się za nią puścić biegiem, ale oczywiście musiała się poślizgnąć na całym tym szampanie i prawie spadła z blatu. Nim podniosła się po tym zawstydzajacym upadku i przecisnęła się przez ciżbę imprezowiczów to Lindsey była już na zewnątrz z Cassandrą. Lindberg z kolei ustawiła się nieco kawałek dalej, gotowa do tego, aby napierdalać się za swoją koleżankę, bo nie mogłaby dopuścić do tego, aby jakaś pinda jej ubliżała.

Cassandra Wildbird Shereen Winfield Eric Stones Jamie Park Jason Choi Alexander Hall Alvin Fontaine Gabriela R. Blais august winters

Toronto Project X

: ndz wrz 27, 2026 12:23 am
autor: Alexander Hall
Siedział sobie na tych jebanych schodkach (jebane młotki, zostawcie nasze schodkiiii) i dalej obejmował August, bo dziewczyna wyglądała, jakby zaraz miała zwrócić kolację na trawnik, ale spokojna wasza rozczochrana, Alex miał doświadczenie w takich sytuacjach. Przerabiał to już setki razy i był gotowy na wszystko, tak samo jak Desperate Housewives. Ponownie pocałował Zimówkę w skroń, a chwilę później zmarszczył brwi, bo Jamie dalej coś tam marudziła o swoim byłym i uparcie chciała odzyskać telefon. - Nie znam żadnego Hugo - obwieścił Alex, a zaraz przechylił głowę na bok i znowu spojrzał podejrzliwym wzrokiem na Park. - Ty lepiej nigdzie nie dzwoń - rzucił do niej, dokładnie w momencie, gdy Jason pozbawił ją telefonu i bez ostrzeżenia rzucił nim w stronę Augustynki, a że Dustie w swoim stanie miała lekko opóźniony czas reakcji i pewnie telefon wylądowałby na trawie lub kafelkach, Alex złapał go w locie jak profesjonalista. A chwilę później i tak przekazał go Zimówce. - Masz, Dust. Jej też załóż Tindera, niech zapomni o tym całym Hugo - mruknął do Winters, nachylając się nad jej ramieniem. No dobra, najważniejszy był wybór zdjęć, co nie? Jezu, ile ta dziewczyna miała fotek tortów, babeczek i innych słodkości… Wow. Aż zjadłby znów kawałek swojego tortu urodzinowego... Yum.

Apropos Tindera, Alex miał już wprawę w tym temacie, bo chwilę wcześniej odwalił to samo gówno z telefonem Eryczki. Najpierw z August wyselekcjonowali kilka hot fot, a potem zaczął przesuwać wszystkich - i kobiety, i facetów - w prawo. Przemknęła mu tam chyba nawet Gabriela, ale naparzał kciukiem w ekran tak szybko (w oczekiwaniu na pierwszą parę, z którą mógłby pomęczyć bułę w wiadomościach), że nawet nie zauważył przesunięcia Rudej. Tak w sumie to chciał jeszcze wpisać Lindberg w opis, że nie cierpiała kawy, ale ktoś już mu sprzątnął telefon jego ulubionej alternatywki sprzed nosa. No nic, trudno, było, minęło, i tak już był na dworze i omijała ich impreza tocząca się w środeczku.

Zostawił na momencik Augustynkę samą i wrócił do środka, żeby włożyć koszulkę i znaleźć swoją czarną bluzę, bo zrobiło się chłodno i nie chciał, żeby Winters marzła. Po chwili wrócił do niej i pomógł jej narzucić ów bluzę na ramiona. - Masz, robi się chłodno - powiedział, ale Zimówka była zaabsorbowana Jamie i wybieraniem kolejnych zdjęć na jej profil, że pewnie ledwo zarejestrowała ten akt dobroci ze strony SWOJEGO CHŁOPAKA. Pewnie dlatego minutkę później stanął obok Jasona, żeby nie przeszkadzać dziewczynom. - Kobiety… - zaśmiał się pod nosem, wskazując podbródkiem na siedzące na schodkach Jamie i August. - Fajeczkę, Jason? - spytał Alex po chwili, wyciągając w stronę kumpla pogniecioną paczkę z papierosami. Odpalił jednego niezależnie od decyzji Jasona i zaciągnął się głęboko. Powoli się ściemniało i chłodne powietrze skutecznie go otrzeźwiło, naaajs. Wypił chyba za mało Meteorków...

Nagle drzwi prowadzące do ogródka otworzyły się z impetem i na dwór wyszła Lindsay z Cassandrą, trzymające się za ręce. Tuż za nimi pojawiło się więcej ludzi… między innymi Eric, Shereen i Erika. Alex zastygł z papierosem w połowie drogi do ust. Um… co tu się, kurwa, odpierdalało? Nie wyglądało to na miłą rozmowę. Co stało się chwilę wcześniej w środku?! Serio aż tyle ich ominęło, gdy zakładali profile randkowe?! - O kurwa - rzucił do Jasona, uważnie obserwując rozwój sytuacji. - Też to widzisz? - dodał po chwili, a kiedy Lindsay zaczęła się pultać, przez co Jamie i Erika przeszły w tryb bojowy ("BLOND PIZDO!" XD)... no to chyba było wiadomo, że żarty się skończyły, nie? Tak w ogóle to Lindberg wyglądała, jakby zaraz miała jebnąć na całe gardło "LEROOOY JENKINS!" i rzucić się na BLOND PIZDĘ! No i chyba właśnie dlatego Alex ruszył do przodu, wręczył fajkę Augustynie i stanął między Cassie a Lindsay. - E, spasuj, Rambo, o chuj ci chodzi? - rzucił do Blondyny. Spojrzał też kątem oka na Eryczkę, gotowy w razie czego złapać ją za kołnierz, jeśli naprawdę spróbowałaby udusić BLOND PIZDĘ gołymi rękami. - No co się tak pultasz? Kto cię tu wpuścił w ogóle? - spytał Lindsay, która dalej była wpatrzona w Cassie jak byk w czerwoną płachtę i ignorowała Alexa.

No cóż. Piekło mężczyzn.

august Gabriela Jason Eric Erika Shereen Charly Cassandra Alvin Jamie

Toronto Project X

: ndz wrz 27, 2026 8:52 am
autor: Gabriela R. Blais
Drinki. Drineczki. Alkohol. To było dziwne uczucie być jedynym barmanem na tym densingu i to takim, który siedział o suchym pysku. Chwilę sobie rozmawiała o patologii z Jasonem i o tym jaką rozgrzewkę powinni zrobić przed masową orgią. Znowu robiła drineczki i pacnęła w dłoń jakiegoś przygłupa, gdy na yolo chciał wypić denaturat. To nie był nikt z ekipy, więc później machnęła ręką, gdy znowu czaił się koło butelki. Ostrzegała. Żeby nie było. Okazało się, że Cassie w swej przyzwoitości i społecznym zaangażowaniu, wpuściła z ulicy jakieś przybłędy. Na kolejną imprezę powinna ładnie uśmiechnąć się do Madiego, żeby dał jej jednego ochroniarza, którego postawiliby przy drzwiach. Bezczelni przerwali jej potencjalny pocałunek z Eriką. Alex kłócił się z jakimś karczkiem o chuj wie co. Tam jednak nikt nie musiał interweniować, bo czy Hall był najebany, czy nie, miał opanowany prawy sierpowy do perfekcji. AlkoBerzerker. Niektórzy praktykowali tę sztukę walki nawet w komunikacji miejskiej walcząc z ostrymi cieniami mgły.
- Ćpałam wtedy dobry towar. Wciągałam kokę z ciała jakiejś Hot Hiszpanki. Później wylądowałam w łazience z tą... Jak jej było? - spojrzała na August, gdy Jason zmył się na tę swoją fajkę z Jamie. - To zależy. Generalnie lepiej z kobietą. Faceci jeden strzał i do domu, ale kobiety... No chyba, że trafisz Sher na taką z warami obciągary, one mielą jęzorem jak krowy. Na takie uważaj. -podzieliła się swoim doświadczeniem z dziewczyną Erica i nawet chciała już przybliżyć bliżej kilka sytuacji, ale dziewczyny zostały porwane do kuchni.
Została sama. Sama z Juniorem.
Poszła do kuchni i zerknęła do zamrażalnika. Pusto. Każdy dobrze się bawił, wiec wymknęła się na chwilę z imprezy i poszła do Monopolowego, który na całe szczęście był blisko. Grażynka za ladą jedynie obczaiła ją z góry na dół i coś tam sepleniła o wódkach, na co machnęła ręką. - Ja po frytki. Ma Pani frytki? - loading systemu. Okazało się, że były. Stała przy jakiejś lodówce dobre kilka minut, próbując połączyć się z Juniorem, żeby zadecydować, czy karbowane będą git. Czy jednak jakieś grubasy z Aviko. Chuj, wzięła wszystko.
Zostawiła ich tylko na chwilę. A tam rozróba w ogródku. Cassie i cała ta Lin... LinkedIn... Kurwa...
- Jak ją nazwałaś? - aż frytasy wypadły jej z ręki na trawę, gdy zbliżyła się do tego blond czegoś. A ta widząc kolor jej włosów, wybałuszyła oczy, bo Cassie nie była jedyną rudą. A Blais miała krótki lont. Każdy chciał pokojowo zażegnać konflikt.

Oprócz jej zacnej persony.
Złapała za kudły szmacisko i pociągnęła mocno na ziemię tak, że ta na swoich szpileczkach straciła równowagę. - Przeproś ją, albo powybijam ci wszystkie zęby. Erika, daj nożyczki. - wyciągnęła drugą dłoń, ale nikt się prawie nie ruszył. - Ja pierdolę - wyciągnęła z kieszeni scyzoryk. Taki myśliwski, który zawsze miała ze sobą. Szczególnie, że przed chwilą łaziła po mieście sama w poszukiwaniu frytasów. Nigdy nie wiesz, kiedy ktoś będzie chciał ci odebrać wałówkę. Pierwszy kosmyk blond czuprynki poleciał na kolana Lindy. Lindsay. - Powiedziałam przeproś, albo zaraz będziesz żreć swoje kłaki.


Alexander august Erika Eric Shereen Cassandra Jason Jamie

Toronto Project X

: ndz wrz 27, 2026 6:29 pm
autor: august winters
Zazwyczaj miała mocną głowę, ale no… nie spodziewała się, że tamten shot aż tak ją sponiewiera. Na całe szczęście siedziała bezpiecznie na kolanach Alexa, bo inaczej cholera wie, co by się z nią działo. Znaczy, może i wiedziałaby, ale pewnie następnego dnia miałaby przy tym jakieś potężne wyrzuty sumienia (które i tak pewnie powtórzyłaby drugi raz bo why the fuck not). Tak jak teraz, kiedy telefon Eryczki został oficjalnie eksmitowany z jej rąk w momencie, gdy August zaczaiła, że wysłała byłemu Gabi zdjęcie swojej zapitej buźki. Yikes.

Anyways…

Czknięcie wyrwało się z jej ust, a August tylko uśmiechnęła się głupkowato i przejechała dłonią po twarzy Alexa. - Ducky… jaką ty masz miękką skórę… próbowałeś mojego skincare routine, czy to po prostu wóoda? - No nie mogła się na niego napatrzeć. A raczej na dwóch Alexów, bo aktualnie trochę jej się dwoił przed oczami. Boże. Niesamowicie ją siekło.

Po chwili przejęła telefon Jamie, który jej podał. - Ooo, Wisienko, nie pożałujesz tego! - krzyknęła August tak, żeby ta na bank ją usłyszała. Potem już cała przejęta, mrużąc oczy i próbując trafić palcem we właściwe literki, zaczęła wpisywać bio w aplikację, a razem z Alexem wybierać zdjęcia. Swoją drogą całe szczęście, że nie miała tam odblokowanych żadnych nudesek, bo ten no… byłoby trochę awks, eh? - Dobra, mamy to. Mamy urocze fotki i seksowne fotki - zerknęła na Alexa, mrużąc oczy. - Jako facet, który nie miałby dziewczyny, przesunąłbyś w prawo? - Przyglądała mu się może sekundę. - Albo nie odpowiadaj. Dopowiem sobie sama. - Parsknęła pod nosem.

Kilka chwil później August znalazła się już sama na schodkach, bo Alex gdzieś zniknął, ale była tak pochłonięta przesuwaniem kolejnych ludzi w prawo i lewo, że nawet nie zauważyła, kiedy wrócił i okrył ją swoją bluzą, którą po chwili wsunęła na siebie. - Co sądzisz o nim, Jamie? - zapytała, podsuwając jej telefon pod sam nos, po czym sekundę później znowu zabrała go do siebie. - Nie, dobra, w lewo. Ma za dużą odległość między brwiami. Na bank rozkojarzałoby cię to na randce. - Parsknęła śmiechem i przesunęła dalej. - Ooo, a ten wygląda jak ktoś, kto mógłby cię przerzucić przez stolik w kawiarni. - Spojrzała na nią wymownie i puściła oczko. - Na bank zapomnisz o tym Srugo, jak będzie zlizywał z ciebie icing z babeczek. - Holy macaaaroniii. No porąbało ją. Ale jak widać, to był ich pierwszy bonding session, więc chyba można było uznać, że szło całkiem nieźle. XD

Po chwili jednak jakieś krzyki wyrwały ją z tego jakże odpowiedzialnego procesu swajpowania. August schowała telefon Jamie do kieszeni dokładnie w momencie, kiedy ta krzyknęła, że Cassie to jej dziewczyna, odburkując coś tamtej Srindzeeej. Winters zaczęła się rozglądać za swoim chłopakiem i praktycznie sekundę później Alex pojawił się przed nią, wręczając jej fajkę. Zaciągnęła się lekko, wypuściła dym i dopiero wtedy zauważyła, że na zewnątrz zebrała się już całkiem pokaźna grupka ludzi.

Wyglądało to jak jakaś cholerna walka gangów z Grease. T-birds kontra pink ladies...ajjajjajjjjj... - Jak ty się kurwa do kobiet odzywasz?! - rzucił jeden z mężczyzn, zbliżając się w stronę Alexa. - Co tu się odwala? - zapytała jakaś kobieta stojąca obok niskiego gostka, który tak na dobrą sprawę mógłby spokojnie zagrać jednego z oompa loompas willy'ego wonki. Ale August nie oceniała, dobra? - Ah, to mój chłopak. Hot jest, co nie? - rzuciła rozmarzona, trzymając między palcami tlącą się fajeczkę i szczerząc się od ucha do ucha, bo Hall wygladal tak hoooot ogarniając te sytuacje z tą Srindżi. - Nie no, ja zaraz tam wkroczę - rzucił knypek dokładnie w momencie, kiedy Gabriela wysunęła scyzoryk. August tylko machnęła łapką, kompletnie nie ogarniając, że końcówka papierosa właśnie czegoś dotykała. - KURWAAAA, AUAAA! - wrzasnął nagle mini cooper.

August zamarła.
Spojrzała na papierosa.
Potem na jego głowę.
A potem znowu na papierosa.
Ohhhhh. Fuck.FuckFuckFuck....

Dopiero wtedy dotarło do niej, że właśnie wypaliła peta Alexa na głowie przypadkowego typa, zostawiając mu tam malutki przypalony placek. - Cholera… papieros… - mruknęła z rozpaczą w głosie, a kobieta i oompa loompa patrzyli na nią w taki sposób, jakby zaraz mieli ją zamordować. August przełknęła ślinę. - Umm… muszę spadać. - Rozejrzała się w panice i wtedy go zobaczyła. - JASSSSSOOON!!! - Rzuciła się w jego stronę i od razu schowała za jego plecami. - Pomóż mi, zanim zaśpiewa piosenkę o mojej śmierci...

Toronto Project X

: pn wrz 28, 2026 12:55 am
autor: Jason Choi
Wyjście na dwór miało być taką spokojną odskocznią, miejscem gdzie w ciszy można było sobie wypalić fajka. Jason nie zważał na płacze Jamie, widział doskonale że dziewczynę już absolutnie potrzepało. Te jej okrzyki oburzenia i pretensje były nawet urocze, nawet jeśli były podyktowane alkoholem. Obstawiał że gdyby nadal miała swój telefon, z całą pewnością zadzwoniłaby do swojego byłego po raz drugi - ale wale nie po to by wyjaśnić mu, że była pijana, tylko po raz drugi uraczyłaby go tyradą na temat swoich uczuć. Stał więc niewzruszony jak ten dog niemiecki obszczekiwany przez chihuahuę. Nie liczyło się kto miał jej telefon, ważne że nie była to Jamie - więc kiedy trafił on w ręce August, Choi był z tym całkiem ok.
Kiedy obok zmaterializował się Alex, Jason jako ten przyjazny pasożyt, poczęstował się zaoferowaną fajką. Miał własne, jedną zdążył już nawet spalić, ale skoro oferowali to co, miał odmówić?
- Kobiety - zgodził się z nieco cierpiętnicza miną. - Can't live with them, can't without them.
Właściwie to do pewnego momentu było nawet spokojnie - oczywiście nie mogło to trwać wiecznie, bo burda, która zaczęła się wewnątrz budynku, najwyraźniej miała mieć swój ciąg dalszy na zewnątrz. Choi patrzył na tę kłótnię z pewną zniesmaczeniem. I serio cała ta afera rozpoczęła się od "ona rozmawia z moim chłopakiem, jak ona śmie"? I właśnie między innymi to był idealny przykład tego, dlaczego Jason generalnie uważał wszelakie związki za stratę czasu. Z resztą, jeśli już miałby się bawić w psychologa - Lindsay była w ogóle nie wierzyła w swojego faceta, że poczuła się aż tak zagrożona zwykłą rozmową... Nie wróżył tej parce zbyt długiej przyszłości...
Jarając sobie po cichutki, mężczyzna nie planował się mieszać do całej tej awantury. Miał nadzieję, że dziewczyny trochę sobie powrzeszczą - były w końcu zdrowo najebane - ale zaraz dwie strony konfliktu się rozejdą. Połowy z tych awanturników nie powinno tutaj w ogóle przecież być.
Kiedy nagle za jego plecami znalazła się August, Jason tylko zerknął na nią przez ramię. Czyli jednak go w to wplątali, eh, no dobrze. Westchnął cicho, rozmasowywując skronie. Naprawdę nie lubił takich akcji na imprezach. Wziął fajka w zęby, nastroszył się i przybrał najgroźniejszą pozę jaką znał.
- WYPIERDALAĆ - ryknął dwójce, która próbowała odegrać się za coś na August. Pewnie nadal stałby w jej obronie, ale jego uwaga dostrzegła coś znacznie, znacznie gorszego. Klnąc na czym świat stoi, złapał August za rękę i pociągnął ją za sobą - tylko po to, żeby wepchnąć ją w ramiona Alexa. Niech broni swojej dziewczyny. Kurwa, gdzie był Eric jak by się teraz przydał? To znaczy, gdyby był trzeźwy?
- GABA, ZLUZUJ - podbiegł do dziewczyny i złapał ją za ręce. Za tę ściskającą scyzoryk szczególnie, bo jeszcze sam by nim oberwał. - Dostała nauczkę. Puść ją i niech spierdala. - a niby to Blais była na tej imprezie jedyna trzeźwa! Jason chyba powinien pić więcej, gdyby się poskładał jak Stones, przynajmniej nie musiałby w tym wszystkim brać udziału. Ale takie były wady posiadania głowy twardej jak skała. - WSZYSCY NIEZAPROSZENI MAJĄ SPIERDALAĆ - warknął, lustrując każdego intruza, Lidsay, jej chłopaka i ich ziomków - Albo będę dzwonić po psy!

Gabriela R. Blais Alexander Hall Cassandra Wildbird Erika Lindberg Eric Stones august winters Jamie Park Shereen Winfield