Happy Birthday or something
: ndz paź 04, 2026 11:00 am
Co się z tobą dzieje, Tae? Już to przerabiałeś i obiecałeś sobie, że nigdy więcej do tego nie wrócisz, a teraz leżysz z piękną, miłą dziewczyną u boku, wiedząc, że zaczęła cię obchodzić trochę bardziej niż tylko jako obiekt do ochrony. Zdecydowałeś się położyć, chociaż podświadomie wiedziałeś, że powinieneś wyjść. A jednak nie mogłeś sobie odmówić tej jednej, krótkiej chwili, jakby wszystko było znowu dobrze i normalnie.
Nie boję się spać sama jak coś.
— Wiem. — Nie dlatego tu był.
Był tu… w zasadzie nie wiedział dlaczego. Debilnym pomysłem było to, aby w ogóle tu został. Mógł ją odłożyć do łóżka i wrócić do siebie. Tak powinien zrobić. Tak normalnie by zrobił, a jednak teraz leżał obok, czując jej ciepło obok. Znał to uczucie. Znał ten stan, który był dziwnie przyjemny, a któremu bardzo długo się opierał. Do którego nie chciał już wracać, bo uważał go za zgubny i niewłaściwy, nawet jeśli dzięki niemu czuł się spokojniejszy. I pełniejszy.
Może to był zwykły egoizm popędzany alkoholem. Ciekawość czy jak wróci chociaż na chwilę do momentu, gdzie nie był sam, coś się w nim ponownie ruszy. Chęć powrotu na właściwe tory. Pozwolenie sobie po raz drugi na coś innego niż dystans. Czy ta jedna chwila mogła faktycznie coś zmienić?
Mogła. Niebezpiecznie mogła.
Wpatrywał się przez cały czas w ten sam punkt, nawet na moment nie odwracając spojrzenia na jej osobę. Myślał, możliwe, że za długo, bo normalnie w ogóle nie zaprzątał sobie głowy tego typu sprawami. Jaka była więc różnica teraz? Fakt, że ją jedynie ochraniał niewiele zmieniał. Ona jednak zaskakująco zmieniała jego sposób myślenia.
Należało to powstrzymać, zanim będzie jeszcze gorzej.
— Mal, to nie będzie trwać — powiedział, przerywając ciszę.
W zasadzie nie wiedział co ona miała w głowie i czy także uważała, że to będzie najlepszy pomysł. Mógł wierzyć, że nie będzie mieć problemu z uznaniem tego za jednorazowy wyskok, bo przecież nigdy nie dawał jej żadnych sygnałów poza dzisiejszym dniem. Chronił ją, rozmawiał na co dzień, ale nie mówił rzeczy przez które jakkolwiek mogłaby pomyśleć, że chce od niej czegoś więcej. Nie umiał w subtelny flirt i nawet go nie próbował. Nie umiał w emocjonalne gadki, nie umiał w budowanie relacji, bo to było dla niego nienaturalne. Nigdy nie pozwalał się nikomu zbliżyć, bo miał wokół siebie mur z pieprzonym drutem kolczastym, który miał zapobiegać jakimkolwiek przywiązaniom.
Ale z jakiegoś powodu, znajdowały się osoby, które dawały się ranić i nie odchodziły.
Zabrał swoje ramię spod niej i podniósł się do siadu, powracając na krawędź łóżka. Przeczesał leniwie potargane włosy.
— Daliśmy się ponieść, ale to był tylko seks. — Do którego w ogóle nie powinien dopuścić w pierwszym momencie, a jednak, uległ pokusie. Jego ton głosu był taki sam jak zawsze, robotyczny, pozbawiony większych emocji, jakby mówił o wczorajszej pogodzie.
Gdzieś tam w środku miał nadzieję, że przyzna mu rację. Że to nic nie znaczyło, że to tylko fizyczne przyciąganie i nic się nie zmienia. On nie zwykł traktować seksu jako czegoś, co miało zmieniać relację. Przynajmniej do momentu w którym druga osoba nic nie znaczyła, a w większości sytuacji tak było. Miał tylko jeden wyjątek od reguły.
Teraz już dwa. I musiał go zdusić w zarodku.
Wstał z łóżka i przeszedł dwa kroki od niego, czując jak jeszcze resztki alkoholu buzują w jego organizmie. Przetrzeźwiał jednak na tyle mocno, aby dać zdrowemu rozsądkowi dojść do głosu.
— Na tym się to kończy. Rozumiesz?
Obejrzał się na nią, wrzucając na twarz ten swój charakterystyczny, niewzruszony wyraz twarzy, starając siebie samego wrzucić z powrotem na właściwe tory.
Maelle Lennox
Nie boję się spać sama jak coś.
— Wiem. — Nie dlatego tu był.
Był tu… w zasadzie nie wiedział dlaczego. Debilnym pomysłem było to, aby w ogóle tu został. Mógł ją odłożyć do łóżka i wrócić do siebie. Tak powinien zrobić. Tak normalnie by zrobił, a jednak teraz leżał obok, czując jej ciepło obok. Znał to uczucie. Znał ten stan, który był dziwnie przyjemny, a któremu bardzo długo się opierał. Do którego nie chciał już wracać, bo uważał go za zgubny i niewłaściwy, nawet jeśli dzięki niemu czuł się spokojniejszy. I pełniejszy.
Może to był zwykły egoizm popędzany alkoholem. Ciekawość czy jak wróci chociaż na chwilę do momentu, gdzie nie był sam, coś się w nim ponownie ruszy. Chęć powrotu na właściwe tory. Pozwolenie sobie po raz drugi na coś innego niż dystans. Czy ta jedna chwila mogła faktycznie coś zmienić?
Mogła. Niebezpiecznie mogła.
Wpatrywał się przez cały czas w ten sam punkt, nawet na moment nie odwracając spojrzenia na jej osobę. Myślał, możliwe, że za długo, bo normalnie w ogóle nie zaprzątał sobie głowy tego typu sprawami. Jaka była więc różnica teraz? Fakt, że ją jedynie ochraniał niewiele zmieniał. Ona jednak zaskakująco zmieniała jego sposób myślenia.
Należało to powstrzymać, zanim będzie jeszcze gorzej.
— Mal, to nie będzie trwać — powiedział, przerywając ciszę.
W zasadzie nie wiedział co ona miała w głowie i czy także uważała, że to będzie najlepszy pomysł. Mógł wierzyć, że nie będzie mieć problemu z uznaniem tego za jednorazowy wyskok, bo przecież nigdy nie dawał jej żadnych sygnałów poza dzisiejszym dniem. Chronił ją, rozmawiał na co dzień, ale nie mówił rzeczy przez które jakkolwiek mogłaby pomyśleć, że chce od niej czegoś więcej. Nie umiał w subtelny flirt i nawet go nie próbował. Nie umiał w emocjonalne gadki, nie umiał w budowanie relacji, bo to było dla niego nienaturalne. Nigdy nie pozwalał się nikomu zbliżyć, bo miał wokół siebie mur z pieprzonym drutem kolczastym, który miał zapobiegać jakimkolwiek przywiązaniom.
Ale z jakiegoś powodu, znajdowały się osoby, które dawały się ranić i nie odchodziły.
Zabrał swoje ramię spod niej i podniósł się do siadu, powracając na krawędź łóżka. Przeczesał leniwie potargane włosy.
— Daliśmy się ponieść, ale to był tylko seks. — Do którego w ogóle nie powinien dopuścić w pierwszym momencie, a jednak, uległ pokusie. Jego ton głosu był taki sam jak zawsze, robotyczny, pozbawiony większych emocji, jakby mówił o wczorajszej pogodzie.
Gdzieś tam w środku miał nadzieję, że przyzna mu rację. Że to nic nie znaczyło, że to tylko fizyczne przyciąganie i nic się nie zmienia. On nie zwykł traktować seksu jako czegoś, co miało zmieniać relację. Przynajmniej do momentu w którym druga osoba nic nie znaczyła, a w większości sytuacji tak było. Miał tylko jeden wyjątek od reguły.
Teraz już dwa. I musiał go zdusić w zarodku.
Wstał z łóżka i przeszedł dwa kroki od niego, czując jak jeszcze resztki alkoholu buzują w jego organizmie. Przetrzeźwiał jednak na tyle mocno, aby dać zdrowemu rozsądkowi dojść do głosu.
— Na tym się to kończy. Rozumiesz?
Obejrzał się na nią, wrzucając na twarz ten swój charakterystyczny, niewzruszony wyraz twarzy, starając siebie samego wrzucić z powrotem na właściwe tory.
Maelle Lennox