Strona 5 z 5

Happy Birthday or something

: ndz paź 04, 2026 11:00 am
autor: Damon Tae
Co się z tobą dzieje, Tae? Już to przerabiałeś i obiecałeś sobie, że nigdy więcej do tego nie wrócisz, a teraz leżysz z piękną, miłą dziewczyną u boku, wiedząc, że zaczęła cię obchodzić trochę bardziej niż tylko jako obiekt do ochrony. Zdecydowałeś się położyć, chociaż podświadomie wiedziałeś, że powinieneś wyjść. A jednak nie mogłeś sobie odmówić tej jednej, krótkiej chwili, jakby wszystko było znowu dobrze i normalnie.
Nie boję się spać sama jak coś.
— Wiem. — Nie dlatego tu był.
Był tu… w zasadzie nie wiedział dlaczego. Debilnym pomysłem było to, aby w ogóle tu został. Mógł ją odłożyć do łóżka i wrócić do siebie. Tak powinien zrobić. Tak normalnie by zrobił, a jednak teraz leżał obok, czując jej ciepło obok. Znał to uczucie. Znał ten stan, który był dziwnie przyjemny, a któremu bardzo długo się opierał. Do którego nie chciał już wracać, bo uważał go za zgubny i niewłaściwy, nawet jeśli dzięki niemu czuł się spokojniejszy. I pełniejszy.
Może to był zwykły egoizm popędzany alkoholem. Ciekawość czy jak wróci chociaż na chwilę do momentu, gdzie nie był sam, coś się w nim ponownie ruszy. Chęć powrotu na właściwe tory. Pozwolenie sobie po raz drugi na coś innego niż dystans. Czy ta jedna chwila mogła faktycznie coś zmienić?
Mogła. Niebezpiecznie mogła.
Wpatrywał się przez cały czas w ten sam punkt, nawet na moment nie odwracając spojrzenia na jej osobę. Myślał, możliwe, że za długo, bo normalnie w ogóle nie zaprzątał sobie głowy tego typu sprawami. Jaka była więc różnica teraz? Fakt, że ją jedynie ochraniał niewiele zmieniał. Ona jednak zaskakująco zmieniała jego sposób myślenia.
Należało to powstrzymać, zanim będzie jeszcze gorzej.
— Mal, to nie będzie trwać — powiedział, przerywając ciszę.
W zasadzie nie wiedział co ona miała w głowie i czy także uważała, że to będzie najlepszy pomysł. Mógł wierzyć, że nie będzie mieć problemu z uznaniem tego za jednorazowy wyskok, bo przecież nigdy nie dawał jej żadnych sygnałów poza dzisiejszym dniem. Chronił ją, rozmawiał na co dzień, ale nie mówił rzeczy przez które jakkolwiek mogłaby pomyśleć, że chce od niej czegoś więcej. Nie umiał w subtelny flirt i nawet go nie próbował. Nie umiał w emocjonalne gadki, nie umiał w budowanie relacji, bo to było dla niego nienaturalne. Nigdy nie pozwalał się nikomu zbliżyć, bo miał wokół siebie mur z pieprzonym drutem kolczastym, który miał zapobiegać jakimkolwiek przywiązaniom.
Ale z jakiegoś powodu, znajdowały się osoby, które dawały się ranić i nie odchodziły.
Zabrał swoje ramię spod niej i podniósł się do siadu, powracając na krawędź łóżka. Przeczesał leniwie potargane włosy.
— Daliśmy się ponieść, ale to był tylko seks. — Do którego w ogóle nie powinien dopuścić w pierwszym momencie, a jednak, uległ pokusie. Jego ton głosu był taki sam jak zawsze, robotyczny, pozbawiony większych emocji, jakby mówił o wczorajszej pogodzie.
Gdzieś tam w środku miał nadzieję, że przyzna mu rację. Że to nic nie znaczyło, że to tylko fizyczne przyciąganie i nic się nie zmienia. On nie zwykł traktować seksu jako czegoś, co miało zmieniać relację. Przynajmniej do momentu w którym druga osoba nic nie znaczyła, a w większości sytuacji tak było. Miał tylko jeden wyjątek od reguły.
Teraz już dwa. I musiał go zdusić w zarodku.
Wstał z łóżka i przeszedł dwa kroki od niego, czując jak jeszcze resztki alkoholu buzują w jego organizmie. Przetrzeźwiał jednak na tyle mocno, aby dać zdrowemu rozsądkowi dojść do głosu.
— Na tym się to kończy. Rozumiesz?
Obejrzał się na nią, wrzucając na twarz ten swój charakterystyczny, niewzruszony wyraz twarzy, starając siebie samego wrzucić z powrotem na właściwe tory.

Maelle Lennox

Happy Birthday or something

: ndz paź 04, 2026 6:19 pm
autor: Maelle Lennox
  To nie będzie trwać.
    To był tylko seks.
      Na tym się kończy.

  Każde kolejne zdanie zamykało przed nią następną możliwość, zanim sama zdołała pomyśleć o tym czym to było. Damon już najwyraźniej zadecydował, co wydarzyło się pomiędzy nimi, jakie miało znaczenie i co nastąpi dalej, a jej pozostawało jedynie zrozumieć. Przyjąć podaną wersję i to najlepiej bez zadawania pytań i komplikowania sytuacji czymś tak niewygodnym jak własne odczucia.
  Może zakładał, że dla niej działało to tak samo, problem w tym, że właśnie nie działało. Nigdy.
  Nigdy nie bawiła się w tylko seks. Nie potrafiła potraktować drugiego człowieka jak chwilowej rozrywki, a potem wstać, ubrać się i przejść nad tym do porządku dziennego. Nie sypiała z przypadkowymi ludźmi ani nie kończyła urodzin z pierwszym mężczyzną, który okręcił sobie jej włosy wokół palca. W swojej grupie znajomych zostawiała podobne historie innym osobom, głównie takiej Lucy, sama natomiast była tą, która później słuchała relacji i zwykle też pocieszała.
  Z Damonem też nie zrobiła tego dlatego, że się napatoczył, był przystojny, pijany i zainteresowany. Zrobiła to, bo to był on. Bo najwyraźniej miała jakąś chorą, patologiczną słabość do jego osoby; kto wie, może syndrom sztokholmski?
  Opuściła spojrzenie na pustą przestrzeń pomiędzy nimi, która powstała gdy sama przenisoła się do siadu. Alkohol nadal krążył w jej żyłach, ale nie było go już wystarczająco dużo, żeby zatrzymać wspomnienia, które zaczynały układać się w inną całość.
  Nie wykorzystał jej w sposób, o który mogłaby go oskarżyć. Słyszała ostrzeżenie, rozumiała je i sama ponownie przyciągnęła go do siebie. Później prosiła, żeby nie przestawał. Odpowiadała na każdy dotyk, szukała kolejnego i nawet po wszystkim zatrzymała go w swoim łóżku, wymyślając po drodze najbardziej żałosną historię o mówieniu przez sen, jaką mogła wyprodukować jej pijana głowa.
  Chciała tego.
  Nie zmieniało to jednak faktu, że teraz czuła się trochę tak, jakby wziął wszystko, czego sam chciał, a później ustalił za nich oboje, że nie mogło oznaczać niczego więcej. Jakby jej zgoda na seks automatycznie obejmowała również zgodę na jego wersję tego, co się wydarzyło. A przecież nie obejmowała.
  Tylko że nie miała jak tego powiedzieć, żeby nie zabrzmiało to jak zarzut. Nie mogła obarczyć go winą za własną słabość ani za to, że po kilku tygodniach jego obecności zdążyła przywiązać znaczenie do rzeczy, które przecież dla niego mogły nie znaczyć absolutnie nic. Wszystko wydawało się być po prostu żałosne, a ona chciała zachować chociaż resztki własnej godności.
  Na tym się to kończy. Rozumiesz?
  Dopiero ostatnie słowo sprawiło, że podniosła na niego wzrok.
  Kazał jej zrozumieć.
  Nie zamierzała przekonywać go, żeby zmienił zdanie, pytać dlaczego albo opowiadać, że ona nigdy nie robiła takich rzeczy i najwyraźniej wyjątkowo uznała, że przy nim mogła. Byłoby to jeszcze gorsze; jeszze bardziej żałosne. Dał jej właśnie bardzo jasny komunikat i bez względu na sposób, w jaki to zrobił, miała dość godności, żeby nie próbować wcisnąć się tam, gdzie jej zwyczajnie nie chciał.
  — Rozumiem, że dla ciebie to był tylko seks — odpowiedziała w końcu. Głos miała cichy i lekko zachrypnięty, ale na całe szczęście nie zadrżał. Chyba. Była to jedyna, czysta forma buntu, którą mogła przed nim wyłożyć, a która nie oczekiwałaby odpowiedzi czy dalszych negocjacji. Dała mu jednak tym samym to, czego najwyraźniej potrzebował; zapewnienie, że przyjęła do wiadomości jego decyzję i nie zamierzała z nią walczyć. — Nie będę robiła ci problemu — dodała po chwili.
  Opuściła się na materacu i przyciągnęła kołdrę wyżej, zasłaniając ramiona. Ta sama nagość, która jeszcze kilkanaście minut wcześniej kompletnie jej nie przeszkadzała stała się teraz okropnie krępująca. On był ubrany, od początku tej post factum farsy, i stał kilka kroków dalej. Ona leżała w pościeli ze śladami jego dłoni rozsianymi po skórze, włosami wciąż potarganymi przez jego palce i ciałem przypominającym przy każdym ruchu o wszystkim, co robili.
  Odwróciła się do niego plecami i dopiero wtedy pozwoliła twarzy opaść na poduszkę i zacisnęła powieki. Nie zamierzała płakać. Nie przez coś, na co sama się zgodziła, i nie przed człowiekiem, który właśnie upewniał się, że nie dopisze sobie do jego osoby czegokolwiek więcej poza seksem.
  To ona w tym wszystkim była żenująca, nie on.
  — Dobranoc — rzuciła w przestrzeń, tak bardzo chcąc chociaż raz zabrzmieć jak on przez całą tę rozmowę. Jak wypruta z emocji, niewzruszona maszyna. Najwyraźniej przewidziana była tylko jedna taka i ów zaszczytny tytuł nie przypadł jej.
  Cały jej problem jednak tkwił w tym, że mogła nie patrzeć na niego teraz, ale będzie go widziała rano, w południe, po nim i wieczorem; w każdym miejscu gdzie się ruszy. Jak widmo własnego żałosnego błędu, którego nie potrafiła naprawić, który był bolesny i nie zamierzał pójść w niepamięć.

Damon Tae

Happy Birthday or something

: ndz paź 04, 2026 10:17 pm
autor: Damon Tae
To musiało zostać przez niego powiedziane. Musiał podkreślić, że cokolwiek się podziało, było jednorazowe i nie znaczyło nic więcej, niż powinno. To było chwilowe uniesienie. Była atrakcyjna, chętna, a on zdecydowanie był zainteresowany, chociaż nie powinien. Dodali do tego zbyt dużą ilość alkoholu i przekroczyli granicę, której nie powinni byli przekraczać, bo Damon miał traktować jej ochronę profesjonalnie. Robił to doskonale przez większość czasu.
Przynajmniej do dzisiejszej nocy.
Szczerze miał nadzieję, że nie będzie robiła afery. Miał doskonały powód dla którego uważał, że nie powinni byli się do siebie zbliżać. Jeśli by zapytała, możliwe, że by jej powiedział. A możliwe też, że po prostu by ją zbył tym samym co zawsze, nie chcąc wdawać się w bolesne szczegóły oraz przeszłość, która go ponownie wycofała. Nie mówił o tym nigdy i też zwyczajnie nie chciał, woląc pozostawić tą część niego zamkniętą szczelnie, bardzo bardzo głęboko.
Nie był geniuszem jak chodziło o ludzkie emocje, ale widział po niej jak zgasła. Jej rozgadana, roztrzepana część, która nie tak dawno temu leżała na jego nogach nagle cichnie. Jej postawa ciała się zmieniła, cała jego mowa i wyraz. Widział to w ciemności, w obrysie jej ciała.
Zranił ją. Z jakiegoś powodu go to obchodziło, chociaż na jego twarzy oraz oczach nie odzwierciedliła się żadna emocja. Żadne przejęcie, empatia, ani zmartwienie. Stał tam, obserwując ją, jak zakrywa się szczelniej kołdrą i przesuwa na drugą stronę łóżka. Jak odwraca się do niego plecami, kończąc ich rozmowę.
Obiecała, że nie będzie robić problemów, ale to co zauważył, było w jej pierwszym zdaniu.
Rozumiem, że dla ciebie to był tylko seks.
A dla niej nie?
Dla niej to nie był tylko jednorazowy wybryk? Oczekiwała czegoś więcej? Czy popełnił błąd, dając jej znaki, których nie był w pełni świadomy? Czy w jakikolwiek sposób otworzył się przed nią? Wydawało mu się, że nie, ale mógł się mylić. W końcu nie był w tym dobry. A nie spodziewał się, że Maelle nie potrzebowała otwartego flirtu i empatii, aby się do kogoś przywiązać bardziej, niż powinna.
Stał tam, obserwując ją w milczeniu. Nie zamierzał się wracać. Nie zamierzał jej przepraszać, ani przekonywać. Nie chciał rozmawiać o tym, że mogło to być coś większego, bo samemu przyznał przecież, że to był tylko jednorazowy wybryk, który nic nie znaczył. I zamierzał trzymać się tej wersji wydarzeń.
— Dobranoc — odpowiedział krótko, odwracając się w stronę drzwi. Przeszedł w ich stronę i zamknął je za sobą, zostawiając dziewczynę samą. Spanie z nią w jednym łóżku było przekroczeniem kolejnej granicy. Tym razem byłby to faktyczny znak dla niej. Seks był potwierdzeniem, że się mu podobała. Ale to, że zostałby na noc… było kolejnym krokiem. Położył się obok i wiedział, że nie powinien, chociaż samo uczucie posiadania przy sobie kogoś było zwyczajnie przyjemne. I właściwe.
I właśnie dlatego nie zamierzał tego dalej ciągnąć. Dla jej bezpieczeństwa.
Tak miało być najlepiej dla niej i dla niego.

/eot
Maelle Lennox