see what is left of us, how we ended
: ndz wrz 06, 2026 3:09 am
Jej odpowiedź stanowiła wręcz katalogowy cios, który powinien go zniechęcić.
Bo czy nie usiłował wyciągnąć z niej choćby bazowej informacji wyłącznie po to, by natrafić na ścianę? Czy nie okazało się jasnym, że nie chce zdradzić mu czegoś równie bezużytecznego w kontekście relacji towarzyskich jak jego umiejętność tańca?
Czy nie dostrzegła rzuconego przez niego wyzwania i świadomie go nie zignorowała, cofając się z powrotem na ten bezpieczny dystans, w którym operowała przez zdecydowaną większość ich krótkiej relacji?
A jednak jej słowa wdarły się do jego umysłu wraz ze znaczeniem, które natychmiast im przypisał.
Ponieważ istniała reszta, jak i istniał czas, w którym miałby prawo ją odkryć.
Ponieważ choć każdego dnia przez ostatni tydzień trzymał się kurczowo świadomości tego, że nigdy więcej ją nie zobaczy, dzisiejszy wieczór był całkowitym zaprzeczeniem tej postawionej przez niego tezy - a to, co powiedziała, obietnicą czegoś więcej.
Czegoś, czego nie powinien się czepiać kurczowo, co powinien zignorować. Haze była kobietą sprzeczności, lecz nawet gdyby nią nie była, dopuszczanie jej tak blisko siebie było błędem. Analizował to, mielił w swojej głowie spoglądając na nią - w tym czasie jego palec znów przesunął się po gładkiej powierzchni plastra, który mu przykleiła.
Idiota.
- Zwykle wyciąganie z ludzi informacji wychodzi mi nieco lepiej - odpowiedział z ociąganiem, wcześniej obserwując, jak nakładała im porcję, jemu zaś nakładając zdecydowanie więcej, z jakby większą uwagą i skrupulatnością, niż nakładała sobie. - Można powiedzieć, że jest to moja specjalność.
Odebrał od niej podany widelec, spoglądając na przyrządzony obiad. Jego przemoknięta koszula zdążyła częściowo wyschnąć, lecz w ciele wciąż tkwił pozostawiony przez burzę ziąb. Sam zapach ugotowanego przez nią obiadu doprowadzał do obłędu, lecz jego skupienie wciąż potrafiło uciekać ku niej. W stronę kobiety, która go przygotowała, prędzej niż ku zawartości talerza - nawet, gdy w jego żołądku burczało na samą myśl wykorzystaniu podarowanego mu widelca.
- Z ciebie nie potrafię wyciągnąć niczego - westchnął, sięgając również po podstawione mu naczynie i zabierając się do jedzenia.
Było coś z grubsza innego w obiedzie, który nie powstał na zapleczu restauracji, a został przyrządzony w zaciszu domowego domu.
Może to przyprawy, których używała, jej znajomość sprawdzonych przepisów lub składniki, które miała w lodówce. A może to jej dłonie, te same, które sięgały do jego policzka chusteczką, które pokazywały mu, jak pokroić pieprzoną cebulę, a które stworzyły to, co znalazło się w tej chwili w jego ustach.
Może to pora dnia, fakt tego, że nie jadł żadnego obiadu bądź deszcz, który wychłodził jego ciało.
A może zwyczajnie była niesamowitym kucharzem.
Niezależnie od przyczyny, której poszukiwał jego umysł, danie rozpłynęło się na jego języku, zmuszając dłoń do pośpiesznego sięgnięcia po następny kęs. Nie wiedział, ile z nich zdążył pochłonąć nim dotarło do niego, że powinien coś powiedzieć - może trzy, może trzydzieści. Gdy jednak to zrobił, na jego twarzy wyraz zaskoczenia i zadowolenia spłynął, zmyty nonszalancką obojętnością.
- Może być - skłamał, w ten nieudolny sposób, który dało się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Nigdy nie należał do szczególnie utalentowanych kłamców. Szczerość była jego bronią, jak i też słabym punktem wykorzystywanym przez niektórych. - To na pewno zasługa świetnie pokrojonej cebuli.
Violet Haze
Bo czy nie usiłował wyciągnąć z niej choćby bazowej informacji wyłącznie po to, by natrafić na ścianę? Czy nie okazało się jasnym, że nie chce zdradzić mu czegoś równie bezużytecznego w kontekście relacji towarzyskich jak jego umiejętność tańca?
Czy nie dostrzegła rzuconego przez niego wyzwania i świadomie go nie zignorowała, cofając się z powrotem na ten bezpieczny dystans, w którym operowała przez zdecydowaną większość ich krótkiej relacji?
A jednak jej słowa wdarły się do jego umysłu wraz ze znaczeniem, które natychmiast im przypisał.
Ponieważ istniała reszta, jak i istniał czas, w którym miałby prawo ją odkryć.
Ponieważ choć każdego dnia przez ostatni tydzień trzymał się kurczowo świadomości tego, że nigdy więcej ją nie zobaczy, dzisiejszy wieczór był całkowitym zaprzeczeniem tej postawionej przez niego tezy - a to, co powiedziała, obietnicą czegoś więcej.
Czegoś, czego nie powinien się czepiać kurczowo, co powinien zignorować. Haze była kobietą sprzeczności, lecz nawet gdyby nią nie była, dopuszczanie jej tak blisko siebie było błędem. Analizował to, mielił w swojej głowie spoglądając na nią - w tym czasie jego palec znów przesunął się po gładkiej powierzchni plastra, który mu przykleiła.
Idiota.
- Zwykle wyciąganie z ludzi informacji wychodzi mi nieco lepiej - odpowiedział z ociąganiem, wcześniej obserwując, jak nakładała im porcję, jemu zaś nakładając zdecydowanie więcej, z jakby większą uwagą i skrupulatnością, niż nakładała sobie. - Można powiedzieć, że jest to moja specjalność.
Odebrał od niej podany widelec, spoglądając na przyrządzony obiad. Jego przemoknięta koszula zdążyła częściowo wyschnąć, lecz w ciele wciąż tkwił pozostawiony przez burzę ziąb. Sam zapach ugotowanego przez nią obiadu doprowadzał do obłędu, lecz jego skupienie wciąż potrafiło uciekać ku niej. W stronę kobiety, która go przygotowała, prędzej niż ku zawartości talerza - nawet, gdy w jego żołądku burczało na samą myśl wykorzystaniu podarowanego mu widelca.
- Z ciebie nie potrafię wyciągnąć niczego - westchnął, sięgając również po podstawione mu naczynie i zabierając się do jedzenia.
Było coś z grubsza innego w obiedzie, który nie powstał na zapleczu restauracji, a został przyrządzony w zaciszu domowego domu.
Może to przyprawy, których używała, jej znajomość sprawdzonych przepisów lub składniki, które miała w lodówce. A może to jej dłonie, te same, które sięgały do jego policzka chusteczką, które pokazywały mu, jak pokroić pieprzoną cebulę, a które stworzyły to, co znalazło się w tej chwili w jego ustach.
Może to pora dnia, fakt tego, że nie jadł żadnego obiadu bądź deszcz, który wychłodził jego ciało.
A może zwyczajnie była niesamowitym kucharzem.
Niezależnie od przyczyny, której poszukiwał jego umysł, danie rozpłynęło się na jego języku, zmuszając dłoń do pośpiesznego sięgnięcia po następny kęs. Nie wiedział, ile z nich zdążył pochłonąć nim dotarło do niego, że powinien coś powiedzieć - może trzy, może trzydzieści. Gdy jednak to zrobił, na jego twarzy wyraz zaskoczenia i zadowolenia spłynął, zmyty nonszalancką obojętnością.
- Może być - skłamał, w ten nieudolny sposób, który dało się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Nigdy nie należał do szczególnie utalentowanych kłamców. Szczerość była jego bronią, jak i też słabym punktem wykorzystywanym przez niektórych. - To na pewno zasługa świetnie pokrojonej cebuli.
Violet Haze