i'm more than a bird, i'm more than a plane
: czw wrz 17, 2026 3:02 pm
Zrobiła się trochę cichsza. Głównie dlatego, że nie miała nic sensownego do powiedzenia. Według niej wszystko, o czym mówili jej koledzy po fachu, było zwykłym narzekaniem. Widzieli problemy w drobiazgach, na które Teddy nawet nie zwracała uwagi. Przywykła do spartańskich warunków, w jakich przyszło jej pracować i naprawdę nie uważała, żeby działo się jej z tego powodu coś strasznego. Oczywiście doceniała starania narzeczonej. Aril najwyraźniej obrała sobie za punkt honoru, żeby powalczyć o lepsze warunki dla strażaków. Darling zdecydowanie wolałaby zabrać ją na parkiet albo znaleźć jakikolwiek inny sposób na spędzenie tego wieczoru razem. Ale i tak było w porządku. Jeśli konfrontacja z Jessopem miała sprawić, że Finch poczuje się lepiej i będzie miała poczucie, że faktycznie coś dla nich zrobiła, strażaczka nie zamierzała jej od tego odwodzić. A zresztą kim była Teddy, żeby móc cokolwiek sugerować? W końcu nie wszystko musiało być ważne dla obu z nich w dokładnie taki sam sposób.
— W Toronto jest dużo jednostek, a miasto nie stać na utrzymanie wszystkich na takim samym poziomie. Sensownym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie tych mniejszych i połączenie ich z większymi — Briney podzielił się własną opinią. — Mielibyśmy wtedy większe załogi, więcej sprzętu i łatwiej byłoby rozdzielić pieniądze. Teraz część jednostek ledwo wiąże koniec z końcem, a inne mają znacznie lepsze zaplecze — wzruszył lekko ramionami. Nie brzmiało to jak idealny pomysł, na pewno było to jakieś rozwiązanie problemu, z którym strażacy mierzyli się od lat.
Jego kolega trochę posmutniał, kiedy okazało się, że batoniki raczej nie staną się priorytetem w rozmowie z najwyższym rangą komendantem i dyrektorem straży pożarnej. Dopiero pozostali kumple z jednostki uświadomili mu, że była to sprawa zdecydowanie drugorzędna i mogła sobie jeszcze trochę poczekać. Jeden z nich nawet zapewnił, że prędzej czy później przyjdzie czas również na uzupełnienie automatu. Najwyraźniej nie zamierzał pozwolić, żeby ich zapasy słodyczy zostały pominięte w całym tym wielkim planie poprawiania warunków pracy.
Spojrzeli po sobie, kiedy April zapytała, czy podobne problemy dotyczą większości jednostek, po czym jak jeden mąż zgodnie pokiwali głowami. Najwyraźniej brak batoników nie był jedynym problemem, który powtarzał się w straży pożarnej.
— Kogokolwiek nie zapytasz, powie ci dokładnie to samo — w tym miejscu Briney wykonał zamaszysty gest ręką, jakby chciał objąć nim całą salę i znajdujących się w niej strażaków. — Kapitanowie już wielokrotnie próbowali prowadzić z nim podobne negocjacje, więc jestem bardzo ciekawy, jak pójdzie tobie i czy zdołasz coś ugrać — dodał, uśmiechając się do Finch. W jego głosie ani przez moment nie było kpiny. Wyglądało na to, że naprawdę kibicował jej w tym pomyśle, nawet jeśli sam nie wierzył w szczególnie łatwe zwycięstwo. Tym krótkim komentarzem chciał przede wszystkim pokazać, że April może liczyć na wsparcie całej 119 jednostki. Skoro już zamierzała wziąć na siebie rozmowę z Jessopem, przynajmniej nie będzie musiała robić tego wyłącznie we własnym imieniu.
Teddy z kolei pomyślała, że najchętniej wróciłaby już do domu. Może chociaż tam uda jej się spędzić trochę czasu z narzeczoną. O ile ta nie planowała urządzać kolejnych negocjacji ze strażackim dowództwem.
April Finch
— W Toronto jest dużo jednostek, a miasto nie stać na utrzymanie wszystkich na takim samym poziomie. Sensownym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie tych mniejszych i połączenie ich z większymi — Briney podzielił się własną opinią. — Mielibyśmy wtedy większe załogi, więcej sprzętu i łatwiej byłoby rozdzielić pieniądze. Teraz część jednostek ledwo wiąże koniec z końcem, a inne mają znacznie lepsze zaplecze — wzruszył lekko ramionami. Nie brzmiało to jak idealny pomysł, na pewno było to jakieś rozwiązanie problemu, z którym strażacy mierzyli się od lat.
Jego kolega trochę posmutniał, kiedy okazało się, że batoniki raczej nie staną się priorytetem w rozmowie z najwyższym rangą komendantem i dyrektorem straży pożarnej. Dopiero pozostali kumple z jednostki uświadomili mu, że była to sprawa zdecydowanie drugorzędna i mogła sobie jeszcze trochę poczekać. Jeden z nich nawet zapewnił, że prędzej czy później przyjdzie czas również na uzupełnienie automatu. Najwyraźniej nie zamierzał pozwolić, żeby ich zapasy słodyczy zostały pominięte w całym tym wielkim planie poprawiania warunków pracy.
Spojrzeli po sobie, kiedy April zapytała, czy podobne problemy dotyczą większości jednostek, po czym jak jeden mąż zgodnie pokiwali głowami. Najwyraźniej brak batoników nie był jedynym problemem, który powtarzał się w straży pożarnej.
— Kogokolwiek nie zapytasz, powie ci dokładnie to samo — w tym miejscu Briney wykonał zamaszysty gest ręką, jakby chciał objąć nim całą salę i znajdujących się w niej strażaków. — Kapitanowie już wielokrotnie próbowali prowadzić z nim podobne negocjacje, więc jestem bardzo ciekawy, jak pójdzie tobie i czy zdołasz coś ugrać — dodał, uśmiechając się do Finch. W jego głosie ani przez moment nie było kpiny. Wyglądało na to, że naprawdę kibicował jej w tym pomyśle, nawet jeśli sam nie wierzył w szczególnie łatwe zwycięstwo. Tym krótkim komentarzem chciał przede wszystkim pokazać, że April może liczyć na wsparcie całej 119 jednostki. Skoro już zamierzała wziąć na siebie rozmowę z Jessopem, przynajmniej nie będzie musiała robić tego wyłącznie we własnym imieniu.
Teddy z kolei pomyślała, że najchętniej wróciłaby już do domu. Może chociaż tam uda jej się spędzić trochę czasu z narzeczoną. O ile ta nie planowała urządzać kolejnych negocjacji ze strażackim dowództwem.
April Finch