go, shawty, it's your birthday
: wt wrz 22, 2026 12:24 am
Ruelle ciężko było uwierzyć w to jak bezczelna potrafiła być jej artystka. Naprawdę wolałaby się z nią zamknąć w jednym pomieszczeni i nareszcie robić wszystkie te rzeczy, o których wyłącznie pisały, ale wpierw musiałaby się uwolnić ze szponów rodziny.
Niewykluczone, że cała masa młodych ludzi na tej imprezie z czystego szacunku i sympatii zwracała się do Cristiny jako abueli, ale tym razem dziewczyna się nie przestrzeliła. Naprawdę miała do czynienia z kobietą, która była faktyczną babcią jej modelki. Faktem jednak było, że dla kogoś, kto dopiero pojawił się w ich otoczeniu, pewne zwroty i relacje mogły się wydawać niezwykle zawiłe. No, ale może babcia Tina mogła kiedyś rozrysować jej jakiś diagram powiązań rodzinnych skoro tak się polubiły?
Isabel zdawała się nie zauważać tego jakim spojrzeniem zaszczycała ją rysowniczka. Była w tej chwili za bardzo skupiona na obserwowaniu córki, która zeszła z parkietu po to, aby wziąć łyk drinka, który został jej przyrządzony przez jakiegoś wąsatego wujka.
- A dla ciebie to coś istotnego, River? - zapytała wprost,, przenosząc na nowo swoją uwagę na rysowniczkę.
Wyczuwała jakoś podświadomie, że chyba dla Cross było to coś nieco poważniejszego niż dla tanatopraktorki, która zdawała się traktować tę znajomość z nieco większą nonszalancją i twierdzić, że nie była ona przecież niczym wielkim.
- Z tego, co wiem to jesteś pierwszą osobą, którą się zainteresowała w... większy sposób - przyznała Isabel, ale widać było, że nie miała aż tak wielkiej pewności, co do swoich słów. - Nie wiem jak to wygląda między wami, bo nie chciała nic mówić, ale... Może potrzebuje czasu by się z tym oswoić.
Chyba żadna z nich nie spodziewała się tego, że będą z sobą dzielić tak wrażliwy moment jak ten. W końcu, jakby nie patrzeć, Cross w pewien sposób obnażała się przed nią z tego, co właściwie działo się w jej prywatnym życiu.
- Cóż... Jak była mała to jadła muszki owocówki - wypaliła w końcu Isabel z drobnym uśmiechem, całkowicie nieświadoma tego, że tę samą historię niedawno opowiadała jej własna matka.
Chyba nikt nie miał większych wątpliwości do tego, że była to całkiem dobra historia, którą można było zawstydzać młodą Prescott, która szczęśliwie zjawiła się przy nich, rujnując kolejne próby przekazania zawstydzających historyjek.
- River... - jęknęła zbolałym głosem, a już po samym sposobie w jakim poruszało się jej ciało, dało się poznać, że była już wyjątkowo pijana.
Najwyraźniej nagabywania kolejnych członków rodziny skończyły się dla niej dosyć drastycznie. Całe szczęście wciąż trzymała się jakoś na nogach. Szła nawet w miarę prosto, a gdy znalazła się przy rysowniczce to zwyczajnie wsunęła dłonie pod jej marynarkę i objęła ją w pasie. Wtuliła twarz w jej obojczyk i przymknęła oczy na krótką chwilę.
- Zabierz mnie do domu - wymruczała, lgnąc w pełni do ciała artystki.
- Rue, jesteś w domu - przypomniała jej Isabel, ale Ruelle jedynie mruknęła coś niezrozumiałego na co jej matka przewróciła oczami. - Chica malcriada... Mówiłam, żebyś przystopowała.
Teraz jednak było na to zdecydowanie za późno, a tanatopraktorka nie przejmowała się niczym, gdy miała obok siebie swoją rysowniczkę, do której przytuliła się wyjątkowo ufnie.
River Cross

Muza 
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Wiadomość...
Isabel zdawała się nie zauważać tego jakim spojrzeniem zaszczycała ją rysowniczka. Była w tej chwili za bardzo skupiona na obserwowaniu córki, która zeszła z parkietu po to, aby wziąć łyk drinka, który został jej przyrządzony przez jakiegoś wąsatego wujka.
- A dla ciebie to coś istotnego, River? - zapytała wprost,, przenosząc na nowo swoją uwagę na rysowniczkę.
Wyczuwała jakoś podświadomie, że chyba dla Cross było to coś nieco poważniejszego niż dla tanatopraktorki, która zdawała się traktować tę znajomość z nieco większą nonszalancją i twierdzić, że nie była ona przecież niczym wielkim.
- Z tego, co wiem to jesteś pierwszą osobą, którą się zainteresowała w... większy sposób - przyznała Isabel, ale widać było, że nie miała aż tak wielkiej pewności, co do swoich słów. - Nie wiem jak to wygląda między wami, bo nie chciała nic mówić, ale... Może potrzebuje czasu by się z tym oswoić.
Chyba żadna z nich nie spodziewała się tego, że będą z sobą dzielić tak wrażliwy moment jak ten. W końcu, jakby nie patrzeć, Cross w pewien sposób obnażała się przed nią z tego, co właściwie działo się w jej prywatnym życiu.
- Cóż... Jak była mała to jadła muszki owocówki - wypaliła w końcu Isabel z drobnym uśmiechem, całkowicie nieświadoma tego, że tę samą historię niedawno opowiadała jej własna matka.
Chyba nikt nie miał większych wątpliwości do tego, że była to całkiem dobra historia, którą można było zawstydzać młodą Prescott, która szczęśliwie zjawiła się przy nich, rujnując kolejne próby przekazania zawstydzających historyjek.
- River... - jęknęła zbolałym głosem, a już po samym sposobie w jakim poruszało się jej ciało, dało się poznać, że była już wyjątkowo pijana.
Najwyraźniej nagabywania kolejnych członków rodziny skończyły się dla niej dosyć drastycznie. Całe szczęście wciąż trzymała się jakoś na nogach. Szła nawet w miarę prosto, a gdy znalazła się przy rysowniczce to zwyczajnie wsunęła dłonie pod jej marynarkę i objęła ją w pasie. Wtuliła twarz w jej obojczyk i przymknęła oczy na krótką chwilę.
- Zabierz mnie do domu - wymruczała, lgnąc w pełni do ciała artystki.
- Rue, jesteś w domu - przypomniała jej Isabel, ale Ruelle jedynie mruknęła coś niezrozumiałego na co jej matka przewróciła oczami. - Chica malcriada... Mówiłam, żebyś przystopowała.
Teraz jednak było na to zdecydowanie za późno, a tanatopraktorka nie przejmowała się niczym, gdy miała obok siebie swoją rysowniczkę, do której przytuliła się wyjątkowo ufnie.
River Cross