el caos se encuentra con el orden
: wt paź 27, 2026 2:17 pm
trigger warning
przekleństwaBo sam by to załatwił tak, że Fletcher by pożałował, a tu staje przed nim jakaś baba i wydaje mu polecenia. A przecież to był Madox, żadna dupa nie będzie mu rozkazywać, a już zwłaszcza taka z psiarni.
- Iść siedzieć... - powtórzył po niej i prychnął, wywracając czarnymi ślepiami. Nie przyjmował za bardzo do wiadomości, że może rzeczywiście próbowała mu pomóc, bo Madox najpierw robił, działał, a potem myślał. I pewnie jakby dojechał Fletchera jeszcze bardziej, to wtedy dopiero by się zastanawiał co dalej...
Teraz jednak inicjatywę przejmowała Stewart, do tego zapewniając go, że Fletcher nie pozostanie bezkarny. Madox stanął z boku, chociaż na jej kolejne słowa wywrócił oczami.
- Myślałem, że wszystkie psiarskie noszą kajdanki - bo te, z którymi on się zadawał nosiły. Przecież Noriega sam często miał je na nadgarstkach, ale teraz miał na nich tylko świeże ślady krwi, wytarł je o spodnie. I może doskoczyłby znowu do Fletchera, kiedy ten zaczął swoją gadkę, ale Pilar go powstrzymała, a później...
Sama odwinęła się facetowi i wymierzyła mu kopniaka. Madox patrzył na to z delikatnym uśmiechem malującym się na ustach, bo po pierwsze należało mu się. A po drugie to... podobał mu się ten kopniak, aż Fletch znowu walnął o beton z łoskotem. Gdyby Stewart go tak nie wkurwiała, to może nawet by się za...
Nie no kurwa, nie.
- Rzucił się na ciebie, widziałem i dostał kopa, a potem upadł... - no tak, oczywiście, bo przecież to nie tak, że oni go tak załatwili. Madox zerknął z ukosa na Pilar, miała w sobie coś takiego...
Nie no kurwa, nie powinien się tak na nią gapić, dlatego zaraz wbił spojrzenie w Fletchera. A później znowu się na nią obejrzał, kiedy zaczęła mu nawijać, żeby poszedł do Baby.
- Ty do niej idź - zaczął najpierw, tonem buntującego się pięciolatka, ale kiedy wybrała numer na komendę i zaczęła gadkę, to słuchał jej bez słowa, ze spojrzeniem utkwionym w jej pię... w jej kurwa oczach. Zawahał się jeszcze i nawet miał jej powiedzieć, że będzie zeznawał, robił za świadka i tak dalej, ale wtedy ona oznajmiła mu, że ma wszystko nagrane, a Madox tylko zrobił krok w jej kierunku, tak, że znowu w nią wlazł, spojrzał na nią z góry - cwaniara - rzucił, jeszcze raz zaglądając w jej oczy, a zaraz odwrócił się na pięcie i ruszył do drzwi. Obejrzał się jeszcze przez ramię, na Fletchera? Nie. Na nią, a potem już biegł schodami w dół do mieszkania Baby.
Kobieta była nieźle poobijana, wciąż krwawiła, a jej synek chował się za firanką. Madox od razu posadził ją na kuchennym stołku, złapał w ścierkę jakąś mrożonkę i dał jej, żeby przyłożyła do opuchniętego policzka.
- Gdzie masz apteczkę? - zapytał, bo przecież Madox nie umiał stać bezczynnie, on wiecznie musiał coś robić, działać i zaraz grzebał w kuchennej szafce, którą wskazała mu Baby szukając apteczki. Przysunął się do niej, żeby ją opatrzyć, ale nie wyglądało to za dobrze - myślę, że kurwa trzeba to zszyć... - przesunął palcami po jej skroni, po głębokiej, wąskiej ranie - powinnaś jechać do szpitala - stwierdził, i nakleił już Baby kilka plasterków na mniejsze zadrapania.
- Do szpitala? - odezwał się jej wystraszony dzieciak i Madox dopiero teraz zwócił na niego uwagę. Złapał go na ręce i poczochrał mu włosy.
Pilar mogła wejść do mieszkania, bo oczywiście, że Noriega nie zamknął za sobą drzwi. Po prostu zajął się Baby. A w tej chwili to w ogóle trzymał w ramionach jej dzieciaka.
- Tak, ale to nic takiego, mamie nic nie będzie - odpowiedział chłopcu, ale Baby pokręciła głową.
- Nie mogę jechać, bo nie mam go z kim zostawić - spojrzała na swojego synka i Madox też na niego zerknął.
- Ja z nim zostanę - stwierdził jakby nigdy nic.
- Ty? Madox... - Baby westchnęła, a Noriega już przewracał oczami.
- No przecież opiekowanie się dziećmi nie jest trudne, sam też kiedyś byłem dzieckiem... - kobieta spojrzała na niego pobłażliwie, bo przecież znała swojego szefa, zdawała sobie sprawę, że on często wciąż się zachowywał jak duże dziecko. Madox za to nawijał dalej - wezmę go do klubu, na małe piwko, bo jest mały, a potem wyrwiemy jakąś dupę, która nas przenocuje i zrobi nam śniadanie - puścił oczko do dzieciaka, który patrzył na niego wielkimi oczami.
- Madox... - jęknęła Baby.
- Żartuję, zrobię mu kanapkę, obejrzymy bajkę i pójdziemy spać - Noriega wzruszył ramionami, ale Baby w tym momencie poderwała się z miejsca, a Madox odwrócił się gwałtownie i... znowu wpadł na Pilar. Sięgnął do niej ręką, żeby zacisnąć palce na jej przedramieniu i przytrzymać ją w pionie.