Strona 5 z 5

This pain won't last forever

: wt lis 03, 2026 8:31 pm
autor: Calder Soranzo
— Otóż to — podsumował. Zapewne skończy się na tym, że przejrzy kilka stron poradni zdrowia psychicznego i na tym da sobie spokój, bo uzna, że jednak tego nie potrzebuje i że sam będzie w stanie się pozbierać i poradzić ze swoimi problemami. Niestety, ale na to się nie zanosiło, bo skoro od tylu lat staczał się coraz bardziej i było z nim tylko gorzej, to raczej marna szansa na to, że nagle mu się odmieni i będzie dobrze. To tak nie działało. Żeby wszystko wróciło do normy, trzeba było coś dać od siebie, choćby chodząc na terapię i się do niej przykładając.
— Byłoby trochę nudno, jakby człowiek przez całe życie był taki sam i się nie zmieniał, co? — wysilił się na żartobliwy ton. — Szkoda tylko, że niektórym zmienia się na gorsze — dodał pod nosem i delikatnie się skrzywił. Tak, jak najbardziej się nad sobą użalał, a nie powinien tego robić, bo do niczego go to nie zaprowadzi. Powinien starać się myśleć pozytywnie i jakoś wyjść z tego dołka, a zamiast tego sam go pod sobą kopał i zakopywał się w nim coraz bardziej. Jak tak dalej pójdzie, to już nigdy się z niego nie wydostanie. Westchnął tylko, gdy chłopak powiedział, że rozumiał. To nie było coś, co chciał usłyszeć, ale to było dokładnie to, co spodziewał się usłyszeć.
— Tak, to na pewno dobry pomysł. Przynajmniej wiem, że nie ma sensu się oszukiwać, bo nigdy do mnie nie wrócisz — powiedział, jakby sam sobie chciał wbić to do głowy. Niestety, ale prawda była taka, że i tak będzie sobie robił nadzieję na to, że jeszcze do siebie wrócą, zwłaszcza że teraz miał świadomość tego, że Aven jest w mieście, a do tego pracuje w szpitalu, do którego miał się regularnie zgłaszać na zabiegi upuszczania krwi. — Teraz jednak nie mam siły na takie przedsięwzięcie jak sprzedaż domu. Przede wszystkim fizycznie. Nie mam do tego głowy. Nawet niekoniecznie miałbym siłę na to, żeby jeździć i coś oglądać. Ogarnę to, jak trochę się to unormuje, bo na razie czuję się tak fatalnie, że nie jestem w stanie nieraz wstać z łóżka — skrzywił się. Może jakby tyle nie chlał, to nie czułby się aż tak źle, ale skoro nie znał w tym umiaru, to nie można się było dziwić temu, że w ogóle mu się nie poprawiało, mimo że już zaczął brać leki przepisane przez lekarza. Cudów nie było i musiał wybrać między zdrowiem a chlaniem.
— Czaję — odparł. Wyglądało na to, że miał dość różnicy wieku, a może po prostu tak się trafiło Tak czy siak, to nie była jego sprawa i nie powinien go o to wypytywać. — Przepraszam, po prostu jestem ciekaw, jak ci się układa i tak dalej. Chcę wiedzieć, że jest ci dobrze, bo na to zasługujesz. To tyle — uśmiechnął się do niego delikatnie. Przecież nie powie mu wprost, że bardzo chciał znaleźć dziurę w całym i mieć cień nadziei na to, że ten związek rozpadnie się jeszcze przed ślubem. Marzenie ściętej głowy. — To chyba w tym wszystkim najważniejsze — westchnął. Chciał powiedzieć, że on też go kochał i chciał, ale w porę ugryzł się w język. Wiedział, że mówienie takich rzeczy niczego dobrego nie przyniesie. Aven nie chciał tego słuchać, więc miał zamiar mu tego oszczędzić. Uśmiechnął się tylko do niego w odpowiedzi, bo nic więcej nie miał do dodania.
Westchnął ciężko, gdy dojadł batonika. Zmiął papierek i wsunął go do kieszeni, po czym podniósł się z łóżka, żeby zwiesić nogi z jego brzegu. Momentalnie złapał się za głowę, bo mu się w niej zakręciło. — Kurwa — rzucił pod nosem i przetarł oczy palcami. — Chciałbym teleportować się do swojego łóżka — mruknął.

Aven Corvelli